Dodaj do ulubionych

Miłośc i nienawiść

04.12.05, 07:58
Ja mam takie pytanie: czemu chrześcijańskiej miłości towarzyszy o wiele
większa dawka chrześcijańskiej nienawiści?
Czemu chrześcijańskie miłosierdzie jest poczuciem wyższości?
Pokora jest tak naprawdę tryumfalizmem?
Jakie to obwody w mózgu się zwarły ?
Obserwuj wątek
    • 0golone_jajka Re: Miłośc i nienawiść 04.12.05, 09:55
      Gdyby było wiadomo jakie to obwody, to pewnie już by ktoś pracował nad lekarstwem. Niestety nie wiadomo które to obwody i na razie epidemia zbiera okrutne żniwo.
    • nick_penis Re: Miłośc i nienawiść 04.12.05, 12:09
      Mam wątpliwość, czy aby na pewno jest to cecha uniwersalna wszystkich
      współczesnych chrześcijan, czy może w krajach cywilizowanych wygląda to
      inaczej, a tylko katolicy w krajach zacofanych (np. w Polsce) przejawiają to, o
      czym piszesz.
      • nangaparbat3 Re: Miłośc i nienawiść 04.12.05, 14:52
        Kiedy jeszcze chadzałam z córką na niedzielne msze zawsze zastanawiałam się,
        skąd na twarzach wystrojonych wiernych idących do koscioła taki odpychający,
        nabzdyczony wyraz twarzy. Tym bardziej, ze nasz kościoł pararialny - to, co w
        nim się działo, co można było usłyszeć - nigdy nie dawał powodu do takiej
        postawy.
        Juz kiedys tu cytowałam taką wypowiedź, chyba hinduisty, że "stosunek człowieka
        do Boga poznajemy po jego stosunku do innych istot zywych". I tak mi sie wydaje
        (nie wydaje - jestem głęboko przekonana), ze linia podziału nie przebiega
        między wyznaniami, ani nawet między wierzącymi a niewierzącymi. Tak katolicyzm,
        jak i ateizm moga uzasadniać wredne i okrutne postępowanie. Racjonalne
        argumenty zgodne z wyznawana doktryna zawsze się znajdą, i zawsze w ostatecznym
        rozrachunku będzie to argument, ze tego drugiego palimy na stosie,
        wykorzystujemy, pozostawiamy bez pomocy dla jego własnego dobra.

        PS
        Zostane juz przy tym nicku - nangaparbat - poprzedniego (rrhadane) uzywam juz
        tylko tutaj, stad ciągłe pomyłko i zamieszanie, za co przperaszam.
        • grgkh Religia to miłość i nienawiść 04.12.05, 15:42
          Charakter człowieka wynika z sumy cech wyrażanych z różną intensywnością.
          Każda z nich "leży obok drugiej", tak więc np moralność nie ma żadnego bezpośredniego, określonego ilościowo związku z religijnością lub poglądami na ekonomię lub politykę.
          Pewne cechy sprzyjają sobie, bo ich posiadanie w podobny sposób ułatwia lub utrudnia możliwiości "przeżycia" w pewnym środowisku. Stąd to przysłowie o krakaniu jak wrony, gdy się między nie trafi. Stąd też uproszczenia, które są formułowane jako zasady - np. niewierzący = sługa szatana.

          Religia jest ideą "walczącą". Osiągnęła swą popularność dzięki tej cesze - agresywności, walce z innymi, konkurencyjnymi. Jako narzędzie do walki, ale też narzędzie do panowania nad ludźmi, świetnie się sprawdziła i INNEJ ROLI PO NIEJ JUŻ NA PEWNO NIGDY nie można będzie oczekiwać. Żadna łagodna religia, na stałe, nie ma szans powodzenia. Wygrywać będą okresowo takie jej mutacje, które są skuteczniejsze, a więc muszą wygrywać z istniejącymi agresywnymi i muszą być pod tym względem od pokonywanej i w tym względzie "lepsze".

          Jest to również odpowiedź na inne bardzo ważne pytanie - dlaczego w historii świata wciąż dzieje się tak źle, choć mogło by iść lepiej oraz dlaczego wciąż ludzkość powtarza te same błędy. Ta druga prawidłowość to sinusoidalność rozwoju ludzkiej kultury, która wynika z czynników przeciwstawiających się nazbyt złemu rozwojowi sytuacji - gdyby to dotyczy jednego człowieka, doprowadza do jego destrukcji, ale gdy dotyczy dużej populacji, wciąż znajdują się ogniska umożliwiające odradzanie się tych przeciwstawnych tendencji.

          Wracam do religii.
          To, że się ona sprzymierza wciąż z siłami zła, choć ma "dobre" założenia, musimy uznać za zasadę. Nie ma szans obejścia tej tendencji, bo religia staje się w czasach ostrej walki ideologicznej PRZEDE WSZYSTKIM narzędziem. Ja ją odrzucam głównie ze względu na oczywistość fałszu, który w niej tkwi - dobro założeń koegzystuje ze złem codziennego jej zastosowania. Żadne narzędzie do panowania nad ludźmi NIGDY nie może się obronić przed ewolucją w kierunku dewiacji i dlatego ODRZUCAM narzędzia do panowania nad ludzkimi umysłami, a religię w pierwszym rzędzie.
          • nick_penis Re: Religia to miłość i nienawiść 04.12.05, 20:30
            Bardzo dziękuję Ci za powyższe zdania. Są moim zdaniem głęboko mądre.
            • kociak40 Re: Religia to miłość i nienawiść 05.12.05, 18:48
              Jeszcze inna występuje dość dziwna sprawa u katolików. Jakoś mało cenią
              sobie kazania o prawdzie bożej, o przesłaniu ewangelicznym itd., więcej
              natomiast kazania nie związane z religią. Posłużę się tu dwoma przykładami.
              Był taki ksiądz Mieczysław (nazwiska nie podaje, już zmarł i to w wieku
              ~ 60 lat). W stanie wojennym wygłaszał z ambony polityczne przemówienia,
              ludziska walili do kościoła, tłumy, taca "uginała" się od datków, jak chodził
              po kolędzie, to w towarzystwie 2 ministrantów z wielką skórzaną teczką i to
              datki się w niej nie mieściły. Z polecenia episkopatu przeniesiony został
              gdzieś w okolicę Błonia, do jakiejś parafii wiejskiej. Przez 3 noce i dnie,
              tłumy blokowały kościół i nie pozwalały wyjechać księdzu Mieczysławowi.
              Bożyszcze i idol tłumów. Po jego wyjeździe, ludzie podróżowali do niego, aby
              słuchać go z ambony, taksówkarze za darmo wozili tam ludzi. Po jakimś czasie
              nagle się to trochę "urwało", ksiądz Mieczysław przegrał w karty swój samochód,
              w pokera. Podobno "nadział się" na karetę króli z karetą dam. Zgubiły go
              kobiety, można rzec. Tak jak poprzednio nie ceniłem go, to jak się dowiedziałem
              o tym, polubiłem. Sam dużo grywałem w pokera, jest to prawdziwie męska gra,
              przynosi zaszczyt, a nie ujmę. Więcej, ten mężczyzna, który nie grał w pokera,
              "nie zna życia" tak samo jak "nie zna życia ten co nie służył w Marynarce".
              (tu muszę się pochwalić, ja jedno i drugie). Nie rozumiem tego, jak nie
              przeszkadzały kazania polityczne, to dlaczego przeszkadza niewinny poker?
              Drugi przykład to słynny prałat ks. Jankowski z koscioła św. Brygidy w Gdańsku.
              Kazania polityczne i przeciwko żydom, zjednały mu taką popularność, taką
              ofiarność wiernych, że mógł sobie "walnąć" meble gdańskie z czarnego dębu na
              zamówienie u rzemieślników w Niemczech za 350 tys. marek (wtedy jeszcze w
              markach). Po latach, chcąc go widać pozbawić tej popularności, w gazecie
              pokazano fotografię jego pokoju z tymi meblami. Mam to zdjęcie, podziwiam, jak
              ktoś nie widział, to jednym słowem - cudo. Ksiąze Radziwił by się nie
              powstydził. (krzesła jak trony, wszystko ręcznie rzeźbine - trudno kurz usuwać,
              tylko taki mankamen). Dla mnie największym wrażeniem było samo wnętrze, ściany
              obite tkaniną (jedwab? atłas?) w pięknym burdelowym kolorze - czerwonym.
              Znać konesera i to dużego kalibru, tak mi się ten burdelowy kolorek spodobał,
              że zaczął mi się podobać ten prałat. Teraz jakoś mało występuje w TV, ale jak go
              widzę, to darzę go "ciepłym" uczuciem, właśnie za ten kolorek, za wielkie
              wyczucie piękna, za dobry gust. I znowy nie rozumiem, jak tak podobały się
              polityczne i rasistoskie kazania, to dlaczego dobry gust ma być minusem dla
              prałata? Dziwny jest ten katolicyzm, a zwłaszcza upodobania wiernych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka