Dodaj do ulubionych

Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ...

15.06.11, 08:45
Mam problem, który mnie przerósł. Zwłaszcza gdy czytam wszem i wobec jaką tolerancją należy się wykazać wychowując nastolatka. Zrozumienie, tolerancja, przymykanie oczu, swoboda. To hasła przewodnie.
Jak w takim razie wymagać, skoro nie ma możliwości ukarania, sprawienia by dziecko poniosło konsekwencje.

Syn robi to co chce. Nie sprząta, nie pomaga w żadnych obowiązkach domowych. Sprząta na szybko, gdy ma przyjść jego dziewczyna, oczywiście tylko w swoim pokoju. Uważa, że tylko o pokój dbać powinien. Pokój na co dzień wygląda jak śmietnik, z wyjątkiem dni, kiedy ma przyjść ukochana.
Syn wraca o tej porze, o której chce. Ja proszę aby wrócił np. o 19.00, z uwagi na naukę, on wraca o 21.00 i włącza komputer.
Miał poprawiać jeden przedmiot, załatwiłam korepetycje, powiedział, że nie pójdzie, że kolega mu wytłumaczy. W efekcie nawet nie podszedł do poprawki. Wszystko mu mówiąc potocznie "zwisa". Zawsze "jakoś to będzie".
Nie reaguje na to co mówię, o co proszę, przytakuje, robi swoje, albo gorzej krzyczy jakby był nie synem a mężem tyranem. Mam dość, naprawdę nie wiem co robić. Podałam tylko odrobinę faktów, aby naświetlić z grubsza problem.

Nie zabiorę mu komputera, bo to chyba nie metoda. Mam nie opłacać paliwa na skuter, którym dojeżdża do szkoły, nie opłacić obozu na wakacjach? Co robić? W efekcie dostaje na skuter, na wyjścia, bo go nie zamknę w domu. Z nami na wakacje nie jedzie, bo nie chce. Mam jechać sama, a jego nie wysłać? W efekcie tak nie zrobię. Przecież nie zarabia jeszcze na siebie.

Co zatem robić? Ma wszystko czego potrzebuje. Jest nastolatkiem, w okresie buntu. Jak od dziecka w tym wieku wymagać aby czuł respekt, wiedział, że powinien...???

Osobiście mam już dość. Dość kłótni, które nic nie dają (syn krzyczy nawet gdy mówię spokojnie żądając czegoś od niego:nauka, sprzątanie itp). Nie mogę w nocy zasnąć. Martwię się, że nie dostanie się do liceum (bardzo zawalił naukę w tym roku i nawet nauczyciele mówili, że nikt i nic nie mogło na niego wpłynąć, a zdolny jest i to bardzo, z tymże na samych zdolnościach się daleko nie zajdzie). Pęka mi głowa i nie wiem co robić. Czuję się bezsilna. Mam dość!
Obserwuj wątek
    • maretina Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:10
      1. ustanowienie zasad panujących w domu: co wolno, co nie, co musi robić.
      2. żelazna dyscyplina i konsekwencja.
      piszesz, że nie zabierzesz komputera.... a ja bym zabrała, do czasu poprawy ocen itd.
      nie wiem czy u Ciebie funkcjonuje coś na zasadzie "szkoły rodziców", to pomaga i pokazuje, jak sobie radzić w konkretnych przykładach.
      moja koleżanka po takiej szkole mistrzowsko ( aczkolwiek było to trudne) zapanowała nad 15 latką.
      dawała czas na wyjście do 20, jeśli córka nie dotrzymywała słowa była informowana, że następnym razem tuż po wyznaczonej godzinie poinformuje policję. tylko raz policja ją odwiozła do domu..... ale matka z bólem serca dzwoniła na 997....
      złe oceny? nie ma komputera- był szał, trzaskanie drzwiami, histerie itd....ale zachowanie spokoju i konsekwencja zdziałały cuda.
      • piotr_57 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:18
        maretina napisała:

        ..... ale matka z bólem serca dzwoniła na 997....

        Policja nie jest od wychowywania dzieci niewydarzonych rodziców.

        > złe oceny? nie ma komputera- był szał, trzaskanie drzwiami, histerie itd....ale
        > zachowanie spokoju i konsekwencja zdziałały cuda.

        A jak przebieg będzie inny a zakończenie tragiczne to co? Usłyszymy o niej w Teleekspresie?
        >
        >
        • nglka Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 15:37
          piotr_57 napisał:
          matka z bólem serca dzwoniła na 997....
          >
          > Policja nie jest od wychowywania dzieci niewydarzonych rodziców.

          Nie jest. Ale to niezła siara jak niebiescy wyrywają pannę z imprezy.
          Jako nastoletnie buntownicze dziewczę też wyznawałam przez jakiś czas wdupiemanie - do czasu, kiedy do pubu kulturalnie weszli moi rodzice, poprosili o pomoc ochroniarza w znalezieniu mnie - przyłączyli się inni. Ojciec złapał mnie za kaptur i przez cały lokal szliśmy - nie zapomnę tego do końca życia. To też jakieś rozwiązanie.
          Sytuacja ma tylko jedną "inność" - rodzice wiedzieli gdzie jestem. I byli oboje. Nie sądzę, by mama sama po mnie przyszła.
          Policja nie jest od wychowywania ale może być straszakiem coby dzieciak wiedział, że jak nie po dobroci, to się chociaż wstydu naje i następnym razem 10 razy zastanowi.
      • magnolia-home Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 18.09.17, 15:23
        Musisz być konsekwentna, tak, jak pisze maretina.
        Musisz, inaczej przegracie oboje.
    • po-trafie Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:13
      Dlaczego nie zabierzesz mu komputera, nie ograniczysz paliwa, nie zamkniesz w domu?

      Kiedy dziecko, nawet nastoletnie ale nadal dziecko, ktore jest na twoim utrzymaniu i jest TWOJA odpowiedzialnoscia, nie wykonuje swoich obowiazkow i nie zachowuje sie fair, obowiazkiem rodzica jest wyciagnac z tego konsekwencje.

      Takim podejsciem jak Twoje, chowasz syna ktory nigdy sobie nie poradzi w zyciu. Ktory nie bedzie mial szans na dobra prace (nauka zawalona), ktory do wszystkiego bedzie podchodzil z zalozeniem 'nalezy mi sie' (bo Ty wychodzisz z zalozenia ze mu sie nalezy).
      Czy tego chcesz?

      Czasem rola rodzica jest byc surowym i zdecydowanym, w imie tego, zeby dziecko zostalo wychowane i zrozumialo pare zasad rzadzacych zyciem i swiatem.
      Jak to, ze z innymi trzeba sie liczyc, ze kazdy ma jakies powinnosci, ktorych nie mozna zaniedbywac, ze sa rzeczy, ktorych NIE WOLNO, bo konsekwencje beda bardzo duze.

      Poinformuj syna, ze skonczyl sie czas poblazania. Ze albo zacznie stosowac sie do regul panujacych w domu, wypelniac swoja czec obowiazkow, poswiecac czas na nauke i okazywac ci szacunek, albo bedzie karany: zabraniem kieszonkowego, koniecznoscia chodzenia lub jezdzenia autobusem do szkoly, brakiem komputera, brakiem zycia socjalnego, w tym np brakiem widzenia sie z dziewczyna kolejnego dnia.
      Za 15minut spoznienia mialam szlaban na kolejny dzien lub dwa i to nie tylko na wyjscia ale tez na odwiedzanie mnie przez znajomych. Moglam go wykupic jakimis robatami domowymi ;-)
      Nie pojechalabym na zaden oboz, gdybym nie miala odpowiednich ocen. Co z tego ze syn NIE CHCE z toba jechac? Nie masz obowiazku zpelniania wszystkich jego zachcianek, jesli nie podciagnie ocen, jedzie z toba. Albo najlepiej pomagac na zniwach rodzinie na wsi, o ile taka posiadacie. Wysilek fizyczny uczy pokory.

      Na poczatku bedzie bardzo ciezko, bo brzmi jakbys nigdy wczesniej niczego od syna nie wymagala i nie stosowala zadnych zasad i kar.
      Niemniej jednak, zycze powodzenia.
      • piotr_57 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:27
        po-trafie napisała:


        >
        > Poinformuj syna, ze skonczyl sie czas poblazania.

        Wyobrażam sobie, że bardzo się przejmie. Może nawet rozpłacze:D:D

        albo bedzie karany: zabraniem kieszonkowego,

        -zacznie kraść.

        koni
        > ecznoscia chodzenia lub jezdzenia autobusem do szkoly,

        -w ogóle przestanie chodzić.

        brakiem komputera,

        -w dzisiejszych czasach?? Pójdzie do kolegi.

        braki
        > em zycia socjalnego,

        -?????Nie zabierzesz go na wernisaż??Wiesz gdzie on to ma ??

        w tym np brakiem widzenia sie z dziewczyna kolejnego dnia.

        -Ciekaw jestem jak(praktycznie) to przeprowadzisz?? Mam pewne doświadczenie życiowe, ale tego jakoś nie potrafię sobie wyobrazić.

        > Za 15minut spoznienia mialam szlaban na kolejny dzien lub dwa i to nie tylko na
        > wyjscia ale tez na odwiedzanie mnie przez znajomych. Moglam go wykupic jakimis
        > robatami domowymi ;-)

        Słodkie .


        > Nie pojechalabym na zaden oboz, gdybym nie miala odpowiednich ocen. Co z tego z
        > e syn NIE CHCE z toba jechac? Nie masz obowiazku zpelniania wszystkich jego zac
        > hcianek, jesli nie podciagnie ocen, jedzie z toba. Albo najlepiej pomagac na zn
        > iwach rodzinie na wsi, o ile taka posiadacie. Wysilek fizyczny uczy pokory.

        Czy Ty "wychowywałaś" w życiu chociaż psa ??? To co piszesz jest zupełnie nieadekwatne do sytuacji w której znalazła się wątkodawczyni!!
        >
        > Na poczatku bedzie bardzo ciezko, bo brzmi jakbys nigdy wczesniej niczego od sy
        > na nie wymagala i nie stosowala zadnych zasad i kar.

        Nawet jeśli stosowała to nieumiejętnie! Uwierzyła w pierdoły bezstresowego wychowywania dzieci.

        > Niemniej jednak, zycze powodzenia.

        Jej jest potrzebna fachowa pomoc a nie życzenia. Jej diagnoza jest całkowicie prawidłowa: Sytuacja ją przerosła!! Teraz należy wyciągnąć z tego wnioski.
        • po-trafie Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:07
          wychowywalam psa.

          jak sie ogranicza zycie socjalne? zamyka sie w domu, zabiera telefon i nie pozwala wyjsc po szkole. daje sie okreslony czas na dojscie do szkoly, sprawdzajac zeby nie wychodzil z domu wczesniej, i okreslony czas na powrot.
          Nie wraca? tak jak pisala jedna z matek - mozna nawet poprosic o pomoc policje. mozna obdzownic rodzicow znajomych dziecka i zrobic mu absolutny wstyd. Mozna wyjsc z domu, wsiasc w samochod, objechac okolice i po znalezieniu syna wsadzic go do samochodu.

          Sytuacja opisywana nie brzmi jak gangsterka i patologia, nie sadze zeby takowy syn zaczal sie z matka szarpac albo ja bic. rodzic jest na wierzchu i ma wszystkie srodki, zeby dziecko sprowadzic do parteru i ustawic mu priorytety.
          Mowisz ze przestanie chodzic do szkoly bo nie daniu na benzyne? Niech sprobuje, to bedzie siedzial w domu kamieniem przez dwa tygodnie bez zadnych rozrywek i bez dziewczyny. Mysle, ze bardzo szybko by spokornial.
          • chersona Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:27
            akurat pomysł z policją nie jest zbyt szczęśliwy. policja nie reaguje natychmiast na zgłoszenie zaginięcia dziecka, a już na pewno osoby pełnoletniej. właśnie dlatego, że bierze poprawkę, że delikwent zabawił u znajomych.
            • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:34
              to moze doniesc, ze ktos podaje nieletnim alkohol ;]
              • chersona Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:40
                to nie jest osoba niepełnoletnia, tylko 19 letni facet.
                • po-trafie Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 15:53
                  a ta wiedza skad?
                  • chersona Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:24
                    chyba z informacji, że zamiast o 19.00, wraca o 21.00. zakodowałam sobie 19.00 i mi wyszło, że ma tyle lat :) dobra jestem, prawda?
            • piotr_57 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 12:43
              chersona napisała:

              > akurat pomysł z policją nie jest zbyt szczęśliwy.


              Art. 66. § 1. Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia,
              podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1.500 złotych.
              § 2. Jeżeli wykroczenie spowodowało niepotrzebną czynność, można orzec nawiązkę do wysokości 1.000 złotych.

              Kodeks Wykroczeń.
    • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:25
      Dajesz mu wszystko na tacy nawet jak zachowuje się jak buc i dziwisz się, że on robi co chce, skoro nie ma potem żadnych konsekwencji - matka pogada, pogada, a co ma dać to i tak da i na wszystko pozwoli.
      Nie wychowujesz dzieciaka tylko hodujesz.

      P.s: Jakbym moja pisała.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:27

      > Mam problem, który mnie przerósł. Zwłaszcza gdy czytam wszem i wobec jaką toler
      > ancją należy się wykazać wychowując nastolatka. Zrozumienie, tolerancja, przymy
      > kanie oczu, swoboda. To hasła przewodnie.
      > Jak w takim razie wymagać, skoro nie ma możliwości ukarania, sprawienia by dzie
      > cko poniosło konsekwencje.

      To są hasła przewodnie? Pierwsze słyszę...
      Wiadomo że nastolatek będzie sprawdzał granicę, bo potrzebuje ustalić zasady których musi się trzymać. I to jest zadanie rodzica. Często niewdzięczne i trudne, ale niezbędne.
    • tarantinka Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:36
      idź z tym postem na forum - starsze dziecko - nastolatkowie - tutaj dostaniesz dyrdymały od osób co nastolatka widzą w tv albo mają słodkie dzieciaczki tak do lat 10. Ja mam 12 latkę i przedsmak buntu więc dyrdymały o "szlabanie na kompa" sobie daruję.
      POwiem ci tylko tylko - ja mam jedną metodę - ponosi konsekwencje swoich decyzji i swojego zachowania - musisz po prostu wymyslic system, w którym to bedzie działać bez tego całego zrzędzenia o odpowiedzialności. Jak dziewczyna przychodzi to mu się chce posprzątać pokój - pomyśl na czym mu jeszcze zależy i nich chłopak się zacznie starać by to uzyskać od ciebie. I szlaban na komputer czy odcięcie kieszkonkowego to wcale nie musi zadziałać - na kompie zacznie grać u kumpla a kasę zarobi. Pocieszę Cię, to nie trwa wiecznie, bunt jest ok bo przynajmniej chłopak ma osobowośc i odcina pępowinę.
      • 83kimi Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 09:56
        Może porozmawiaj ze specjalistą (psychologiem)? Ograniczenie wszystkiego wcale nie jest dobrą metodą. Córka znajomych moich rodziców była na każdym kroku ograniczana, miała ustalone o której ma wrócić, z kim może wyjść, kiedy itp. i na pierwszym roku studiów wyprowadziła się z domu do chłopaka poznanego przez internet, zaczęło się picie, zawaliła studia itp. U mnie w domu zawsze się rozmawiało, nigdy nie było zakazów, można było powiedzieć rodzicom, że piło się alkohol i w efekcie nikt z nas nie ćpał, nie palił, nadmiernie nie pił.
        Może na początek spróbuj z synem szczerze porozmawiać. Nie na zasadzie "masz być w domu o 19", tylko zapytaj go o jego plany na przyszłość, co chciałby robić, co czuje, czy mu zależy na domu rodzinnym, na tym, że Wam się dobrze żyło. Możesz zapytać, dlaczego sprząta tylko na przyjście dziewczyny. Nie robić wymówek, tylko rozmawiać.
        • kum-nye Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:03
          Dokładnie, u mnie w domu taka metoda sprawdzała się w 100%. Co prawda rodzice rozmawiali z nami jak z równymi już w bardzo wczesnym wieku, ale dzięki temu ani w stosunku do mojego brata (który spokojnym duchem nie jest, oj nie jest) ani w stosunku do mnie żadne zakazy, kary nie były potrzebne, a i tak każdy znał swoje obowiązki i granice.
          • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:10
            No dobra, drogie panie - ale tu już popił wodą. Ona nie wychowuje dzieciaka od świeżaka, tylko ma już jakąś sytuację i z tym cosik musi zrobić - nie cofnie się do czasów wcześniejszych i nie zmieni wcześniejszego braku wychowania. A teraz to może być ciężko sprawić, że nastolatek posłucha gadania i zmieni zachowanie. Może zmieni, ale równie dobrze nie - bo na co, skoro robi co chce, a i tak dostaje wszystko i nie ma konsekwencji?
            Co więcej - być może w ogóle nie słuchać, skoro ona ciągle gada i gada i nic z tego nie wynika, to spora szansa, że puści poważne, sensowne argumenty mimo uszu.
            • kum-nye Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:12
              No prawda, prawda, ale jeszcze zależy jak z nim rozmawiała do tej pory. Jeśli to były tylko polecenia i uwagi to może jeszcze można coś zmienić.
              • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:17
                Najpierw, co będzie najtrudniejsze, to trzeba sprawić żeby on w ogóle posłuchał, a o to niełatwo, zwłaszcza u nastolatków zafiksowanych na swojej wizji świata, życia i relacji w domu.
                Tak po prawdzie to nie mam nawet konceptu jak do tego skłonić młodego człowieka - ja do tej pory nie słucham, a nastoletniość się jakiś czas temu skończyła.
        • tulenna Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:11
          Pytałam na czym mu zależy, rozmawiałam. On ma teraz jakieś dziwne filozoficzne nieżyciowe podejście. Pieniądze są niepotrzebne, on nie będzie się w życiu za nimi zabijał. Pójdzie na politologię albo socjologię, bo to go interesuje, a nie pieniądze. Nie ważne, że po tych kierunkach jest trudno znaleźć pracę. Nie będzie się prosił o oceny, bo oceny nie odzwierciedlają wiedzy. Nieważne, że aby dostać się do LO trzeba mieć odpowiednią średnią. Ci, którzy ją mają a mają mniejszą wiedzę (tak bywa, walczą o oceny) dostaną się do LO, a on nie - trudno. On ma wiedzę (są przedmioty które lubi, ale o oceny nie walczy) i to mu wystarcza.
          Takie pieprzenie filozoficzne za przeproszeniem. Oczywiście byty nosi tylko adidasa, spodnie tylko Wranglery. Jak go pytam jak sobie życie wyobraża i dlaczego twierdzi, że pieniądze są niepotrzebne (a co za tym idzie przyszłościowe wykształcenie), to twierdzi, że teraz skoro może sobie pozwolić na ciuchy firmowe, to z tego korzysta. A najważniejsze to być w życiu szczęśliwym. Trudno zatem, że ma nie najlepszą średnią aby startować do LO, przynajmniej przeżył piękne chwile (rozrywka, piłka, dziewczyna) i niczego nie żałuje.

          To kretyński wiek (przepraszam ale już nie wytrzymuję). Chłopak nie ma pojęcia o życiu i pierniczy takie bzdury, że jak to piszę, to mnie trafia. Lekkomyślnie, podejście do życia. Ale, ok, to nastolatek, więc takie podejście hippisowskie nie wydaje się właściwie niczym dziwnym. Tylko, że ja już nie wiem czy są jakieś mechanizmy, które mogą sprawić, że ten chłopak oprzytomnieje.
          • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:20
            Takie podejście mu podsunęłaś TY. Nikt inny. Spójrz wstecz - co on się będzie przejmował pieniędzmi skoro mamusia na wszystko i zawsze da? Co go studia, skoro mamusia da? Zbadaj swoje zachowanie i najpierw może wyeliminuj szkodliwe podejście, a potem zmieniaj jego. Jesteś sama niekonsekwentna, a wymagasz od niego.
          • uleczka_k Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:24
            Odetnij go od kasy. Dlaczego niby miałabyś tego nie zrobić? Daj na to, na co musisz (dodatkowe lekcje, basen, czy z czego on tam korzysta). Skoro kasa go nie interesuje w życiu, to niech będzie konsekwentny.
            • aneta-skarpeta Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:41
              ja bym zrezygnowala tez z basenu
              bez przesady- nic mu nie bedzie jak miesiac na basen nie pochodzi etc

              jak nie bedzie mial kasy to i tak na ten przykladowy basen niepochodzi:)
          • triss_merigold6 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:27
            On może sobie pozwolić na ciuchy firmowe?! Uświadom dzieciątko, że póki co Ty kupujesz mu ciuchy i Ty możesz sobie pozwolić na ich finansowanie albo nie.
            Lightowe i optymistyczne podejście do kasy - prawo wieku, idiotyczne to jest, ale się wyrasta. Krótka piłka - nie uczysz się to spróbuj popracować, załatw mu na połowę wakacji sezonową robotę. U moich znajomych syna gimnazjalistę na parę tygodni wziął do pracy ich zaprzyjaźniony budowlaniec, pilnował, żeby małolatowi krzywda się nie stała, nie dopuszczał do prac niebezpiecznych, ale jednocześnie gonił do roboty ciężkiej i monotonnej. Po owych wakacjach chłopiec uznał, że jednak woli sie uczyć.
          • aneta-skarpeta Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:39
            hehe
            najłatwiej mowic, ze pieniadze nie są do zycia potrzebne jak ma sie na dupie wlanglery:D

            wyczekaj moment, az bedzie musial cos kupic- np paliwo i mu powiedz slodkopierdzacym glosem- ojej ale ja nie mam, ale cos wspominales, ze nie potrzebujesz pieneidzy do szczescia- wiec chyba to dla ciebie nie problem?

            i nie daj sie zagadac;)

            załatwisz go jego wlasna bronią;)
            • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:46
              aneta-skarpeta napisała:

              > wyczekaj moment, az bedzie musial cos kupic- np paliwo i mu powiedz slodkopierd
              > zacym glosem- ojej ale ja nie mam, ale cos wspominales, ze nie potrzebujesz pie
              > neidzy do szczescia- wiec chyba to dla ciebie nie problem?
              *
              Hej, to dobre jest :D
          • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:25
            bo wszytskie oceny na prawde nie sa wazne....

            mialam w klasie dziewczynki z czerwonymi paskami w postawowce, ktore w Lo sobie nie radzily i poszly na jakies badziewne studia

            jak przejrzalam nasza klase.. to naprawde malo z tych dobrze sie uczacych poszlo na dobre studia

            co z tego, ze Twoj syn sie gdzies dostanie z dobrymi ocenami, jesli sobie tam nie poradzi?

            wazne jest to co ma sie w glowie... plus przedmioty punktowane w rekrutacji

            a co do wyboru studiow: po wiekszosci kierunkow humanistycznych ciezko o prace, bo wiekszosc kierunku nie ma zaleznosci, ze praca jest scisle powiazana z zawodem....

            poza tym: wybor kierunku studiow nie zalezy od Ciebie... to jego zycie i on zaczyna to rozumiec.. Ty za bardzo wpychasz sie w jego zycie z butami i on sie buntuje przeciw temu

            poza tym: rozmowa o studiach jeszcze w gimnazjum jest niepowazna
            • aneta-skarpeta Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 12:17
              chyba na innym wątku autorka opisala jak on rozumie "oceny nie są wazne"

              pie..rzy kocoboły o tym jak to kasa w zyciu nie jest istotna i mozna zyc bez pieniedzy- a ze mama daje na skuter i wlanglery to korzysta;)
              • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 13:08
                bo mlody jest i nie rozumie tego... ale dorosnie i zmieni zdanie

                ja tam w postach matki widze elementy patologii: przerost wymagan w stosunku do syna (naklanianie do wybrania "dobrych" kierunkow studiow), stawianie ocen dziecka nad jego umiejetnosci i wiedze (wmawianie, ze oceny bardziej sie licza od intelektu)... itp

                dzieciak sie buntuje... moze przeciw nadgorliwosci matki? moze probuje zerwac sie ze smyczy?
                • raohszana Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 13:57
                  tygrysio_misio napisała:

                  > bo mlody jest i nie rozumie tego... ale dorosnie i zmieni zdanie
                  *
                  Albo i nie <nie zmienił zdania na ten przykład>
          • lulu_oi Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 14:01
            1. Ale on ma rację, oceny b. często nie odzwierciedlają wiedzy, szczególnie na poziomie gimnazjum. Odzwierciedlają dopiero w dobrym liceum, gdzie nauczyciele doceniają otwartość umysłu i samodzielność sądów (a i to nie zawsze) - i to może być argument w rozmowie nt. stopni i wyboru szkoły, ale najpierw trzeba zacząć rozmawiać, a przestać uprawiać demagogię. I to uczciwie - więc szczerze przyznać, że Kasia ma najwyższą średnią, co nie wskazuje jednoznacznie na lotność jej umysłu.

            2. Trujesz dupę, tak, że mnie (od dekady już nie nastolatce) włączył się "nastoletni bunt". Jeśli w ten sposób rozmawiasz z synem (albo raczej: mówisz do syna), to nie dziwię się, że cię nie słucha. To jest litania komunałów, sloganów: "po socjologii nie ma pracy", "filozoficzne pieprzenie"... Przecież to nie jest prawda, studia na wydziale społecznym to nie wyrok! Zanim twój syn się obroni - minie dekada, rynek się zmieni. Może on zmieni zainteresowania, a może przeciwnie - zostanie naukowcem, skoro tak wcześnie te zainteresowania się wykrystalizowały.

            3. Wypominasz mu Wranglery, które sama mu kupiłaś?! No halo, jak dałaś pieniądze na droższe spodnie to nie mędź, jak ci się nie podoba, że nosi firmówki - to na nie nie dawaj. Jeśli spełnią się twoje proroctwa co do jego przyszłego bezrobocia - to wtedy na własnej skórze odczuje konsekwencje, ale trucie mu akonto jest niepoważne. Jeśli rzeczywiście troszczysz się o przyszłość syna, to przedstaw mu (obiektywnie, uczciwie!) szanse i zagrożenia wyboru takiej a nie innej szkoły, a potem rób wszystko, żeby został odnoszącym sukcesy socjologiem, a nie socjologiem bezrobotnym.

            4. Chcesz, żeby syn cię szanował, a sama o jego pomyśle na życie mówisz "dziwne filozoficzne nieżyciowe podejście", "pieprzenie filozoficzne", "pierniczy bzdury". Pomijam już fakt, że pytanie gimnazjalisty "jak sobie życie wyobraża" to dla mojej biednej głowy nie do ogarnięcia.
      • opelowicz Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 10.09.25, 13:39
        Brawo! Nareszcie ktoś sensowny
        • chocolate_dog123 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 10.09.25, 22:31
          Kadett czy Rekord?
    • kochanic.a.francuza Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:04
      Kiedys gdzies przeczytalam, ze szczesliwsze sa dzieci, ktorym dorosli stawiaja konkretne granice, ze dzieci ztych granic nie znaja, wiec ich poszukuja i nieswiadomie oczekuja od rodzicow. Jasno wyznaczone granice daja dziecku ramy, w ktorych czuje sie ono bezpiecznie,a ich nieprzekraczanie chroni dziecko przed nieprzyjemnosciami w szkole czy w domu. Brak tych w konsekwencji prowadzi do klotni, opuszczanie sie w nauce itp.
      Wyznaczanie i konsekwentne respektowanie zasad, ram, jest upirdliwe i rozleniwieni lub zaganiani rodzice tego nie robia. Jesli juz i tak tracisz energie na klotnie, to zuzyj ja raczej na to "ustalanie ram".
    • yoko0202 kobieto 15.06.11, 10:13
      tulenna napisała:

      > . Podałam tylko odrobinę faktów, aby naświetlić z grubsza problem.

      to nie jest jakiś nieziemski problem tylko norma

      > Nie zabiorę mu komputera, bo to chyba nie metoda. Mam nie opłacać paliwa na sku
      > ter, którym dojeżdża do szkoły, nie opłacić obozu na wakacjach?

      bo nie sprząta?:)))

      > Co robić? W efekcie dostaje na skuter, na wyjścia, bo go nie zamknę w domu. Z nami na wakacje nie jedzie, bo nie chce.

      bo się czepiacie o pierdoły i nie lubi z wami spędzać czasu.

      > Co zatem robić? Ma wszystko czego potrzebuje. Jest nastolatkiem, w okresie bunt
      > u. Jak od dziecka w tym wieku wymagać aby czuł respekt, wiedział, że powinien..
      > .???
      co powinien? rozumiem, że robić to co ty uważasz za stosowne?

      > Nie mogę w nocy zasnąć. Martwię się, że nie dostanie się do liceum (bardzo zawalił naukę w tym roku i nawet nauczyciele mówili, że nikt i nic nie mogło na niego wpłynąć, a zdolny jest i to bardzo, z tymże na samych zdolnościach się daleko nie zajdzie).

      to się nie dostanie
      pójdzie do technikum
      powtórzy rok
      bardzo to niefajne ale to nie jest koniec świata a nauczkę dostanie na całe życie
      ty już chodziłaś do szkoły - pozwól mu poczuć jakąkolwiek odpowiedzialność za jego własną edukację, uświadom że jest szansa iż zostanie głąbem bez matury, nie organizuj na siłę czasu na naukę, bo powinien zacząć robić to sam. Oczywiście pewne ultimatum można postawić - albo zgodzi się na profesjonalne korki i będzie na nie chodził, albo całkowite odcięcie od kasy - ale nie musi to mieć wymiaru 'kary' - bo to działa jak płachta na byka.

      > Pęka mi głowa i nie wiem co robić. Czuję się bezsilna. Mam dość!

      jeszcze z 10 lat i się wyprowadzi:D
      a tak serio, to przejmujesz się pierdołami typu sprzątanie jego pokoju - czy on każe ci sprzątać twoją sypialnię? świat się nie skończy, jeżeli będzie mieszkał w syfie. A prędzej czy później - piszę z doświadczenia - zacznie wstydzić się tego pierdzielnika przed dziewczyną/kolegami i sam z siebie będzie co nieco ogarniał, zobaczysz.
      prace domowe, cóż, temat rzeka - zapytaj go wprost, w czym byłby chętny pomóc, ponownie - daj mu poczuć odpowiedzialność i zadecydować samemu, to już nie jest 10-letnie dziecko któremu się mówi posprzątaj żołnierzyki bo nie dostaniesz deseru.
      postaraj się o bardziej życzliwą i wyluzowaną atmosferę w domu, niech ten chłopak się otworzy i porozmawia z wami szczerze o tym co się dzieje w szkole, dlaczego zawala lekcje, co go stresuje
      • grassant Re: kobieto 15.06.11, 10:16
        jeszcze z 10 lat i się wyprowadzi:D

        a jak nie?
        • raohszana Re: kobieto 15.06.11, 10:21
          To se żonę sprowadzi i ona na niego i za niego będzie robić :]
          • grassant Re: kobieto 15.06.11, 10:45
            albo np. z żoną będą matkę ssać z kasy :)
            • raohszana Re: kobieto 15.06.11, 10:47
              No, ale przecież ona nie będzie ich ograniczać - muszę się socjalizować, mieć na to i tamto, tylko się pożali i będzie git :]
              • grassant Re: kobieto 15.06.11, 10:50
                mało tego. sad moze przyznać synowi od matki alimenty, gdyż nie jest zdolny do samodzielnego życia, bo np. nie ma pracy. no, ale przecież to matka chciała :)
                • raohszana Re: kobieto 15.06.11, 10:54
                  Ano może, chociaż ostatnio nieco ostrzejsze kryteria weryfikacji stosują :)
                  Mamcia chciała dobzie, ale tensynunio taki niedobji, nic sam nie chce robić jak za niego robią, niu niu!

                  P.s: Ona ma jeszcze młodszego syna - kolejny taki rośnie, będzie "pełna chata" :D
      • uleczka_k Re: kobieto 15.06.11, 10:27
        Przy takim jego podejściu do życia, to on ani za 20 lat się nie wyprowadzi, a tulenna będzie zmuszona napisać kolejny post pod tytułem: mam w domu 40 letniego syna darmozjada. Co robić? Interesują go tylko gry i żarcie.
        • wersja_robocza Re: kobieto 15.06.11, 10:34
          hahahah temat poważny, ale przy tym poście parsknęłam śmiechem:D
      • ladygrey Re: kobieto 15.06.11, 22:49
        masz kupę racji, dziecko musi sie sparzyć, dostać czasami kopniaka od zycia, bo bez tego nie zrozumie mechanizmów tylko... z drugiej strony to wielka odwaga i odpowiedzialność zostawic tak dziecko i czekać na to co nieuchronne. Lepiej sie pisze, doradza komuś, trudniej wprowadzic to w czyn. Czasami chciałbym byc tak odważna...
      • opelowicz Re: kobieto 10.09.25, 13:42
        Powiew świeżości pośród "znawców dyscypliny" i mądrości babek o wybijaniu zębów.
    • izabellaz1 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:42
      A po co ma cokolwiek robić skoro nie ma żadnych konsekwencji?
      I czemu musi koniecznie iść do liceum?
      • grassant Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:47
        bo ma zostać prawnikiem ew. lekarzem.
      • edi7702 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 11.08.17, 01:01
        Żeby nie kopał rowów
        • koszmarna.baba Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 11.08.17, 20:30
          Kotecku ale to już nie takie proste, teraz żeby kopać rowy to trzeba mieć uprawnienia do obsługi koparki, bo łopatą to już nieekonomicznie! :)
    • organza26 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 10:52
      > Nie zabiorę mu komputera, bo to chyba nie metoda. Mam nie opłacać paliwa na sku
      > ter, którym dojeżdża do szkoły, nie opłacić obozu na wakacjach? Co robić? W efe
      > kcie dostaje na skuter, na wyjścia, bo go nie zamknę w domu. Z nami na wakacje
      > nie jedzie, bo nie chce. Mam jechać sama, a jego nie wysłać? W efekcie tak nie
      > zrobię. Przecież nie zarabia jeszcze na siebie.

      No widzisz, dobre pomysły pojawiają się w Twojej głowie, ale ich nie stosujesz, czemu?

      Jeśli on uważa, że pieniądze są nieważne to kup mu buty i dżinsy z bazarku i na jego protesty powiedz słodkim niewinnym głosem: 'Kochanie, przecież mówiłeś, że pieniądze i dobra materialne są dla Ciebie nieważne, więc jaki jest problem?' i KUP mu te buty czy spodnie, niech nosi. Możesz też powiedzieć, że on nie reaguje na Twoje PROŚBY więc dlaczego Ty masz spełniać jego ZACHCIANKI? Ważne jest też żeby nie zagalopować się w tego typu sytuacjach i nie reagować zawsze złośliwie, chodzi o to żeby mu uświadomić, że pieniądze są jednak ważne i nie rosną na drzewach.

      I rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, tak szczerze, od serca. Może on źle reaguje na takie rozmowy ale to jednak gdzieś zostaje w środku.

      Poza tym jak czytam takie wątki jak Twój to widać jak na dłoni różnicę pokoleń i konflikt dzieci - rodzice, który moim zdaniem jeszcze nigdy nie były tak duże. Ty wychowałaś się jeszcze w kulturze bezwzględnego 'kultu' rodziców, którzy byli postrzegani jako nieomylni. Twoje dziecko wychowuje się w ideologii, która mówi, że za wszystko (nawet bardziej za złe rzeczy) odpowiedzialni są rodzice, a najbardziej matka. To jest problem. Myślę, że dzisiejsi rodzice nastolatków zarówno jak i sami nastolatkowie mają dużo gorzej niż w przeszłości.
    • chersona Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:03
      czy sama wychowujesz dziecko? ja wychowuję z partnerem. i jest to i lepiej, i gorzej. U mnie sytuacja nie jest tak poważna, jak u Ciebie, bo dziecko małe, ale zmierza w podobnym kierunku. A wszystko przez to, że oboje mamy różne szkoły wychowania i nieustannie się ścieramy a dziecko nie ma jednego wzorca. Jeśli jesteś sama, to masz przynajmniej o tyle lepiej, że możesz trzymać się zasad, które sama ustaliłaś. U nas wszystko spala na panewce. przez dzień, dwa jest dobrze, a potem znowu każdy ciągnie w swoją stronę. Ja - wychowana przez surowego ojca, w domu pełnym zakazów i nakazów, partner w domu, gdzie hulaj dusza piekła nie ma. i te sprzeczne wzorce przenosimy do własnego domu a dziecko dostaje sprzeczne komunikaty.
    • mirtillo25 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 11:14
      Nieźle Was sobie ustawił. Wyczuwam, że boisz się odebrać synowi rzeczy, żeby przypadkiem się nie zemścił i na przykład nie uciekł z domu. To jest błędne koło.
      Moi rodzice tak samo "ostrożnie" traktowali mojego brata. W końcu mama potraktowała go sposobem. Nie kłóć się z nim. Nic tym nie osiągniesz. On i tak już ma przewagę. Zacznij więc go ignorować.
      Skoro nie posprzątał, to nie pierz mu ubrań. Powiedz mu, że od teraz istnieje zasada "przysługa za przysługę". Ma dziewczynę, więc szybko odczuje, że mu nie uprałaś koszulek ;)
      Jeśli dostał złą ocenę, sama zatrudnij korepetytora do domu. Ale nie proś o to jego ulubionego kumpla (bo nic nie zrobią, tylko będą gadać), a jakąś obcą osobę. Pokażcie mu zdjęcia ze studenckich imprez. Powiedzcie mu, że jeśli będzie się uczył, to będzie mógł tam 5 lat imprezować z dala od rodziców ;) Samo zdobycie wyższego wykształcenia do takiego delikwenta nie przemawia ;)
      Musicie go ukarać, ale nie tak bezpośrednio. Komputera nie zabieraj, ale odłącz Internet :) To powinno wystarczyć. Nie dajcie mu też paliwa na skuter, niech dojeżdża autobusem - i bezpieczniej, i taniej.
      Potrzebna jest tutaj interwencja ojca. Musi na niego ryknąć. Syn musi czuć respekt, bo inaczej będzie sobie robił, co mu się podoba.
    • brak.slow Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 12:15
      sama go rozpuściłaś jak świnski bicz.
      -paliwo na skuter- ojojoj, a inni autobusem jeżdzą i żyją. paliwo zresztą takie drogie, że szok. widać, że szacunku do pieniędzy to on nie ma i nie bedzie mieć, dopoki nie zostanie sam z gołą dupą i nie bedzie musial wziąć się do pracy.
      -serduczko ci się kroi, bo synek na wakacje nigdzie nie pojedzie....no kaplica!! połowa polskich dzieci nigdy nie byla na wakacjach dalej niż w sąsiednim miescie u cioci na herbatce, zyją i dobrze się mają.
      - nie chce jechać z nami na wakacje. kto to jest "NAMI"? Ty i ojciec dziecka czy ktoś inny? dlaczego odnoszę wrażenie po przeczytaniu twojego wątku, że ojciec jest albo nieobecny, albo totalnie pominięty w jego wychowaniu. może dobrze byloby to zmienić?

      -ktos nade mną dobrze napisał. koniec prania jego ubrań- jak będzie od niego śmierdziało, to szybko je sobie sam popierze i ogarnie jeszcze pokój przy okazji. kase na skuter odciąć, wytłumaczyć, że gorzej zarabiasz (bez zadnych zlosliwosci, ale konsekwentnie, narzekac caly czas ze pieniedzy nie ma)- i zrob sobie jakąś przyjemnosc-nowe dobre buty, kosmetyki, a nie wranglery i adidasy dla takiego niewdzięcznego dzieciaka... żal mi niektorych rodzicow, naprawde!
      -kasę na wyjścia odciąć,,, gimnazjalista już ma wyjscia??? ja w liceum nie chodziłam na imprezy, ani do knajp, to sa rozrywki dla nieco starszych ludzi.
      -nie tłumacz sobie takiego chamowatego zachowanie jakimś pseudo buntem. bunt to można mieć, ale matkę traktować z szacunkiem i mieć szacunek do świata, który nas otacza, domu rodzinnego, pieniędzy bez ktorych by nie przeżył.
      -pieniądze- nie dawać, albo dawać, ale zdecydowanie za mało. jedzie i picie w domu jest, co mu trzeba więcej? tak się go zapytaj.
      • tulenna Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 13:03
        Ojciec jest, a właściwie ojczym. Kiedyś ich relacje były dobre, a nawet b. dobre. Teraz, gdy partner (jesteśmy razem od 13 lat) zaczął więcej wymagać, są kłótnie. Ojciec biologiczny, który widuje synusia okazjonalnie, rozpuszcza go, nie wymaga niczego, gdyż są to spotkania iście towarzyskie.

        • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 13:16
          Ty tez go rozpieszczasz i nie wymagasz nic...

          troche poplatalas to w co powinnas sie wtracac, a w co nie

          jego przyszlosc (studia i praca) jest tylko i wylacznie jego sprawa... nie powinnas robic mu cisnienia w glowie na konkretne studia, konkretna sciezke edukacji.. to bedzie jego zycie i to on powinien wybrac.... mozesz wypowiedziec swoje zdanie, ale nie naciskac, nie zmuszac do korepetycji, nie robic z niego tłuka bezmyślnie podazajacego za ocenami

          sprawy doczesne naleza do Ciebie... na tym etapie powinnas juz uczyc go, ze w zyciu nie ma cos za nic... zawsze cos za cos...

          ma syf w pokoju = nie ma odwiedzin
          nie pomaga w domu = nie robisz nic dla niego w kwestiach higieny: nie pierzesz, nie kupujesz roznych wod toaletowych

          jesli Ty placisz to Ty wygasz.. i on musi to poczuc
    • amanda-lear Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 13:51
      Dzieciak nie musi mieć wszystkiego...To banał, ale prawdziwy. Inne dżinsy czy trampki także ochronią go skutecznie przed warunkami atmosferycznymi. Chce lepsze niech się postara. Poprawi oceny, kupisz mu wranglery, nie poprawi dostanie chińskie za 50 zeta. Zacznie pomagać w domu pojedzie na obóz, nie to pojedzie do babci lub z Wami. Jeśli uznasz że nie spełnia oczekiwań możesz wystawić skuter na allegro a kasę za niego zainwestować w korepetycje lub bilet miesięczny. Często mylimy wychowanie z hodowlą, gdzie staramy się podlewać te nasze małe roślinki , chuchamy na nie i dmuchamy i pokazujemy, że są pępkiem wszechświata. Robimy im przez to krzywdę nie uczymy samodzielności i tego że w życiu zawsze jest coś za coś. Socjalizowanie dzieciaka nie polega na tym by mu kupować najnowsze gadżety ale właśnie na pokazaniu że nawet nie posiadając ich można zdobyć uznanie i szacunek. Odwieczne być albo mieć zawsze powraca w pytaniach. Prawda jest taka,że syn twój musi zacząć dopasowywać się do poziomu do którego aspiruje, choćby poprzez noszenie chińskich spodni na tyłku. Jeżeli mu tego teraz nie pokażesz kończąc studia w kierunku nieprzyszłościowym może mieć do Ciebie słuszną poniekąd pretensję że go nie ostrzegłaś.
      Moja mama opowiadała mi,że jak byłam mała dotknęła moim palcem gorącego czajnika...poparzyłam się i płakałam, niemniej było to celowe i pod kontrolą. Może dzięki temu nigdy nie wylałam na siebie wrzątku. Prawda jest taka,że każdy rodzić musi dać się czasem dziecku sparzyć niezależnie czy sam przez top cierpi. Nie zda do następnej klasy, no to nie, odejdą koledzy w nowej klasie będzie dziadkiem, być może oprzytomnieje. Lepiej teraz niż kiedyś miałby się obudzić pod mostem.
      • tulenna Amanda-lear 15.06.11, 14:02
        Dzięki.
        Ja chyba faktycznie hoduję, za bardzo chucham i dmucham. On nie założy innych spodni czy butów aniżeli ulubione markowe. Woli chodzić w podartych i wyglądać jak obszarpaniec. A mnie za to zwyczajnie wstyd, więc kupuję. Teraz widzę, że to faktycznie błąd. Podobnie jak prasowanie żeby synuś nie chodził w pogniecionych bluzkach. Jak woli tak chodzić - niech chodzi faktycznie.

        • amanda-lear Re: Amanda-lear 15.06.11, 14:17
          Skoro wiesz gdzie popełniasz błąd to po prostu go napraw...I nie ma że boli. Czasem niepotrzebny wstyd przed ludźmi każe nam postępować nie tak jak by nakazywał rozsądek. I żeby nie było, też popełniałam mnóstwo błędów wychowawczych i w byciu z drugim człowiekiem. Dopiero przyznanie się do nich i odrzucenie fałszywego poczucia wstydu pomogło mi spojrzeć na to z innej perspektywy. Teraz moje dzieci wiedzą na co mnie stać wiedzą gdzie są granice i wiedzą że pozwolę im się poparzyć, ale pomogę gdy zaczną naprawdę płonąć...To mi pomogło uzdrowić relacje i być w zgodzie zarówno z nimi jak i z samą sobą. Powodzenia
          • tulenna Re: Amanda-lear 15.06.11, 15:06
            Umówiłam się z psychologiem. Na razie jednak zablokowałam tel. na 3 dni. Zamierzam zabrać komputer, przynajmniej na jakiś czas, choć nauki już nie ma. I zaraz biorę coś na ból głowy i uspokojenie. Bardzo mi przykro, że wcześniej nie reagowałam. Zaufałam mu, a on niestety zawalił sprawę (szkoła. Zdał, ale kiepsko).
            • amanda-lear Re: Amanda-lear 15.06.11, 23:48
              Jedna rzecz. Po pierwsze umów się sama z psychologiem, porozmawiaj z nim. Co do kar stosuj jedną za jedno przewinienie, ale konsekwentnie. Zachowaj umiar. Nie naprawisz błędów wychowawczych w jeden dzień, one narastały latami i potrzeba tygodni, miesięcy a może i lat, by je sprostować. Umów się z partnerem jak będzie od teraz wyglądał schemat wychowania, stwórzcie wspólny front, rozmów się z exem, co do zasad jakie zapanują(więcej napisałam jak to widzę w poście do Berty). I poinformuj swego syna,że zamierzasz konsekwentnie wprowadzić system kar i nagród, bo nagrody też muszą być. Samym "kijem" dzieciaka nie wychowasz, ale jeśli dostanie też marchewkę za konkretne rzeczy, może się udać. I jeszcze jedno. Nie karaj dziecka za wszystko co zrobił źle w przeszłości, pamiętaj żadne prawo nie działa wstecz. Skoro zawalił szkołę a skądinąd wiem,że wczoraj były konferencje, to masz prawo go za to ukarać dość dotkliwie, natomiast za nieposprzątanie pokoju ta kara musi być mniejsza bo i wina jest mniejsza. Pamiętaj każdy człowiek ma zakodowane poczucie sprawiedliwości, jeśli przesadzisz nie tylko nie zdobędziesz szacunku, ale też wzmocnisz bunt i tak już niełatwy do przejścia. Ważny jest plan i konsekwencja. To jak z dietą, jeśli ją zarzucisz prędzej czy później pojawia się efekt jo-jo:)
    • mamcianaobcasach Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 15:20
      Witam, sprawa jest prosta, dziecko musi mieć określone granice, wpojone zasady, szacunek dla dorosłych itd itp, ale tego nie robi się jak ma naście tylko od maleńkości. jestem mamą 17 latki i 4 latka więc co nieco na ten temat wiem, zresztą ja sama byłam wchowana na podobnych zasadach. Tutaj nie ma co gdybać odpuściłaś... Nie szkoła czy inne instytucje mają wychowywać ... No i zgadzam się z piotrem brak wychowania...
    • allerune Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 16:23
      nie mam dzieci, ale patrzę często na znajomych rodziców i coś mi się w kieszeni otwiera:

      - dziecko chce czegoś, rodzic nie pozwala... dziecko zaczyna się drzeć... rodzic w końcu mówi "no dobra"

      - dziecko miało dostać za coś nagrodę (sprzątanie, lekcje, inne duperele), ale oczywiście czynności wymaganej nie spełniło, domaga się nagrody... płacz, krzyk.... rodzic "no dobra"

      może jestem jakiś bez serca, ale gdy kilka razy zostałem sam z dzieciakami to jak takie zachowanie się zaczynało, odprowadzałem do pokoju i mówiłem, że jak będzie gotowe na rozmowę to niech przyjdzie. Po kilku takich akcjach były grzeczne jak aniołki... wracali rodzice... rozpoczynał się wrzask i ... "no dobra"

      Teraz dzieciaki trochę podrosły i będą niedługo się buntować, już mnie ciarki przechodzą...
      • brak.slow Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 16:49
        metoda "nagroda za zrobienie czegoś" to też bardzo zła metoda.
        dziecko nie moze dostawać pieniędzy czy innych nagród za to, że się uczy, sprząta czy idzie się umyć. to są jego obowiązki i nie ma za to nagród. tak wygląda życie. ludzie popelniają błędy, az miło poczytać, a potem mają w domach takich trutni jak autorka
        • allerune Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 16:53
          tylko dlaczego ktoś patrzący z boku to widzi od razu, po 5 minutach obcowania z danymi ludźmi, a niektórym dojście do podobnych wniosków i zachowań wobec dzieciaków zajmuje naście lat... ?
          • 83kimi Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 17:44
            allerune napisał:

            > tylko dlaczego ktoś patrzący z boku to widzi od razu, po 5 minutach obcowania z
            > danymi ludźmi, a niektórym dojście do podobnych wniosków i zachowań wobec dzie
            > ciaków zajmuje naście lat... ?

            Zawsze jest łatwiej obiektywnie spojrzeć na kogoś niż na siebie.
    • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 18:10
      Właśnie ponosisz konsekwencje przemocowego wychowania dziecka. Nałóg i kult przemocy cię zgubił. I ty dalej nie rozumiesz, że spieprzyłaś sprawę już dawno, dawno temu. I zamiast zastanawiać się jak to naprawić to szukasz na forum porad jak jeszcze skuteczniej represjonować swoje dziecko i jakie tu mu tortury i krzywdy wymyślić, żeby się nie pozbierał. Przemoc jaką stosowałaś wobec niemowlaka czy kilkulatka nie działa wobec nastolatka. A on się nie nauczył ani odpowiedzialności ani miłości i lojalności wobec siebie samego, domu i domowników. Nie nauczył się nawet tego, że są pewne obowiązki, które trzeba wykonywać nawet jak się nie chce. Nie ma nawet sentymentu, żeby ze zwykłej litości starej matce pójść na rękę. Nauczył się tylko, że ma bezmyślnie wykonywać rozkazy ze strachu przed wulgarną przemocą. Tylko teraz przemoc nie działa bo mu możesz nagwizdać. Teraz on jest silniejszy i ani się obejrzysz jak role się odwrócą i sama staniesz się ofiarą swojego syna. Masz dokładnie to co chciałaś mieć. Domu nigdy nie wolno zamieniać na ring. Członkowie rodzin to nie są członkowie stada szympansów zamieszkujące wspólne terytorium i które muszą ze sobą walczyć o dominację w stadzie i o to kto kogo, czyje na wierzchu i kto się pierwszy do koryta dorwie. Niestety wiele osób o tym zapomina.

      I teraz to tylko od tego czy nauczysz się być dyplomatką i partnerką do rozmów z synem, zależy czy w ogóle jakiś sensowny kontakt z nim złapiesz. A tego niestety nie da się zrobić zaczynając od kombinowania jak go udupić. Bo to ci się nie uda, to jest dorastający chłopak, więc nawet jak go z domu wywalisz to on sobie poradzi. I jeszcze się zemścić może. Ty mu zabierzesz komputer, on tobie telewizor. Ty mu nie dasz na ciuchy, on twoje wywali do zsypu. A w końcu dojdzie do rękoczynów. On już cię nie potrzebuje, ani ciebie, ani twojej łaski, ani twojego wsparcia. Lada moment będzie pełnoletni i wtedy w ogóle nie będziesz miała na niego żadnego wpływu.

      Teraz możesz stać się jedynie jego przyjaciółką. O ile swoim postępowaniem dotychczasowym nie zraziłaś go kompletnie do siebie. Chcesz, żeby coś zrobił to poproś a nie rozkazuj. Jak zrobi to ładnie podziękuj i podkreśl, że jest dla ciebie dużym wsparciem. Nie zrobi powiedz, że ci przykro bo bez jego pomocy ledwo dajesz radę i jednak byłoby ci miło gdybyś czasem mogła na niego liczyć. Nie wyjeżdżaj z żadnymi pretensjami, awanturami, gorzkimi żalami i represjami. To nic nie da. Musisz się nauczyć nim trochę manipulować. Widzisz, ze mu w szkole nie idzie, to powspółczuj mu, że ma kłopoty i zaproponuj pomoc. Skorzysta to fajnie, powiedz, że następnym razem też może na ciebie liczyć. Nie skorzysta, nic nie szkodzi, powiedz, że jak się namyśli to jesteś do dyspozycji. Nie wydzwaniaj do niego bez przerwy i nie rób mu obciachu przed kolegami. Umówcie się, że od czasu do czasu puści smsa, że żyje i wystarczy. Oczywiście dla jego bezpieczeństwa nie dla twojego dobrego samopoczucia, bo dla siebie to on prędzej coś zrobi.
      I pozwól mu dorosnąć i brać odpowiedzialność za swoje czyny. Nie nauczy się to dostanie pałę, dostanie za dużo pał, nie przejdzie do następnej klasy. Nie posprząta, to będzie się wstydził zaprosić dziewczynę do bałaganu albo przed nią będzie świecić oczami. Pójdzie na lekcje do kolegi zamiast do profesjonalisty, to albo okaże się, że kolega jest świetny i zaoszczędzi kasę, albo dostanie kolejną pałę i jednak skorzysta z oferty korepetytora. Naucz się też dostrzegać pozytywy w tym co robi. Np to, że jest samodzielny, nie daje się złamać, radzi sobie w życiu, ma kolegów, ma dziewczynę, czyli jednak inny widzą w nim coś pozytywnego.
      • allerune Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 18:57
        > Właśnie ponosisz konsekwencje przemocowego wychowania dziecka. Nałóg i kult prz
        > emocy cię zgubił. I ty dalej nie rozumiesz, że spieprzyłaś sprawę już dawno, da
        > wno temu. I zamiast zastanawiać się jak to naprawić to szukasz na forum porad j
        > ak jeszcze skuteczniej represjonować swoje dziecko i jakie tu mu tortury i krzy
        > wdy wymyślić, żeby się nie pozbierał

        a skad takie wnioski ?
        • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 19:03
          Berta wszedzie widzi maltretowanie dzieci... pewnie trauma z dziecinstwa
          • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:15
            Akurat ofiary przemocy rzadko kiedy widzą wokół przemoc, za bardzo są przyzwyczajone do widoku patologii, żeby ta wydawała im się na tyle nienormalna, żeby w ogóle zwrócić na nią uwagę. Poza tym sami stosują takową wobec swoich bliskich i wszystkich innych, którzy są słabsi od nich, więc tym bardziej nie będą odstawiać aktów samobiczowania i twierdzić, ze przemoc istnieje i jest zła.
        • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 19:54
          Skoro jednego co teraz od forumowiczów oczekuje, to porad jakie represje wymyślić, żeby na synie przemocą wymusić stosowanie się do jej widzimisie, znaczy, że nie zna innych metod rozwiązywania konfliktów. Czyli wcześniej, przez ostatnie kilkanaście lat, przemoc zajmowała główne miejsce w ich domu. A tak właśnie się ona kończy.
          • tygrysio_misio Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:01
            przeczytaj jeszcze raz watek startowy

            "Nie zabiorę mu komputera, bo to chyba nie metoda. Mam nie opłacać paliwa na skuter, którym dojeżdża do szkoły, nie opłacić obozu na wakacjach? Co robić? W efekcie dostaje na skuter, na wyjścia, bo go nie zamknę w domu. Z nami na wakacje nie jedzie, bo nie chce. Mam jechać sama, a jego nie wysłać? W efekcie tak nie zrobię. Przecież nie zarabia jeszcze na siebie.

            Co zatem robić? Ma wszystko czego potrzebuje. Jest nastolatkiem, w okresie buntu. Jak od dziecka w tym wieku wymagać aby czuł respekt, wiedział, że powinien...??? "
            • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:12
              I oczekiwanie na przyzwolenie, żeby go zgnoić. Nie mówiąc o tym, że w opisie zachowania syna nie ma nic niewłaściwego. Trudno oczekiwać od nastolatka, żeby był pedantem. Ten to i tak jakiś ewenement, że własny pokój sprząta. Musiał się naprawdę mocno zadurzyć w tej pannie. Oczekiwanie, że będzie prymusem też jest absurdalne, podobnie chore jest oczekiwanie, że nie będzie miał kolegów, nie będzie się z nimi spotykał, nie będzie wychodził z domu i jeszcze będzie grzecznie chodził spać o 19. Chłopak jest normalnym zdrowym nastolatkiem, więc zachowuje się jak zdrowy nastolatek a nie jak przedszkolak.
      • wersja_robocza Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:03
        I oto rada: po paluszku dalej wchodzić w dupkę własnego synka, bo jak nie to łachy do zsypu wywali.
        • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:07
          Nie wiedziałaś, że przemoc rodzi przemoc?
          • wersja_robocza Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:11
            Nie. Po krzecijańsku nadstawiam 3 policzek.
            • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:13
              Nie wiesz kto zaczął.
              • wersja_robocza Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:23
                Wiem. Matka. Bo nakazała a wiec zastosowała przemoc wobec niewinnego, by sprzątał wokół siebie, przykładał sie do nauki i był wobec niej grzeczny. Zgadłam?
                • berta-death Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:29
                  A on z jakiegoś powodu pokazał jej wała. Oczywiście wg ciebie za niewinność bo matka nic wcześniej złego mu nie zrobiła i jeszcze bardzo kulturalnie go poprosiła o pewne rzeczy. I oczywiście wszystkie jej oczekiwania są w granicach rozsadku, bo oczywiście z niczym nie przegina, nie ma hopla na punkcie codziennego polerowania podłóg i składania skarpet w kantkę i wcale nie chce żeby syn miał z góry na dół celująco ani żeby był ęą co to pije herbatę z porcelanowej filiżanki, z palcem uniesionym do góry.
                  • amanda-lear Berta... 15.06.11, 23:29
                    nadinterpretujesz. Zrobiłaś z autorki wątku potwora znęcającego się nad własnym synem. Dzieciak ma zaburzony system wartości, to prawda. Fakt,że rozwija się w rodzinie z ojczymem i dochodzącym tatusiem też nie ułatwia zadania. Szczególnie jak tatuś jest weekendowy i pozwala na wszystko. Być może dzięki temu ów tatuś prowadzi swoją krucjatę z jego mamusią czyli autorką wątku w imię niedokończonych spraw i krzywd, których niegdyś doznał od wątkodawczyni., Bo skoro ona taka niedobra dla syna to i ojciec biedny miał z nią krzyż pański, nieprawdaż?
                    Do autorki wątku, tak mi się jeszcze nasunęło, że powinnaś rozmówić się z exem. Oboje ponosicie odpowiedzialność za wychowanie waszego syna. Powiedz mu jakie masz z nim problemy i jakiej postawy od niego oczekujesz. Zastrzeż,że jeżeli będzie robił mu pranie mózgu to w imię dobra dziecka wystąpisz z wnioskiem o ograniczenie mu prawa do syna lub wręcz odwrotnie zwrócisz się do sądu z prośbą o to by przyznać opiekę ojcu. Być może taka groźba o ile zabrzmi realnie uzmysłowi tatusiowi, że oboje akurat w tej kwestii gracie w jednym zespole i obojgu powinno zależeć wam na pozytywnym wyniku.


                  • wersja_robocza Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 23:38
                    Pierdolenie o szopenie. Nie trzeba sie znecać nad dzieckiem, żeby sie buntowało. Nawet 2-latek próbuje pokazać wała i ucieka sie np.do histerii by coś wymóc na opiekunach. Ten nastolatek zauważył, ze matka swoje a on swoje i ... nic się nie dzieje. I dlatego ma w dupie jej prośby i groźby. Bo ona nie wyciąga konsekwencji. I nie pociąga do odpowiedzialności.
                    I przestań wypisywać te idiotyzmy, jak to sprzątanie wokół siebie czy prace domowe, czy nauka to juz takie straszne kazamaty dla człowieka, które go wykrzywią na całe zycie.
                    Ty nie sprzątałaś, nie pomagałaś w domu i zobacz co z ciebie wyrosło? Brednie wypisujesz na forum.

                    btw Wspomniałaś zresztą wcześniej, ze ktoś doznający przemocy tak się do niej przyzwyczaja, ze już sie nie buntuje. To skoro mamuśka tego nastolatka tak gnębiła przez kilkanaście lat, to chyba koleś nie powinien nawet miauknąć tylko szczotka do zębów kibel szorować 2 razy dziennie, co nie?
      • playmobil1 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 16.12.18, 21:42
        Jeden, jedyny madry post. Mam 2 dzieci, i tak ich wlasnie wychowuje. Rodzice sie pprzewaznie z dziecmi siluja, a tak nie powinno byc. Dom, rodzina ma czlowieka wspierac, ma sie z niego czerpac sile, tak duzy jak imaly czlowiek. A tu wszystkie porady to walka na sile. Ja jestem dla dzieci przyjaciolka, i matka. Odzywam sie tak, jakbym chciala zeby sie do mnie odzywali. I do dzis nie mam z nimi problemu. Pomagam im chetnie, za ich pomoc im dziekuje. Dokladnie tak samo odnkszq sie dzieci do mnie, a rozmawiamy o wszystkim. Tylko ja z dziecmi zawsze duzo rozmawialam i i tlumaczylam. No ale w wieku 14 lat chyba jest na to troszke zapozno. A moze nie. Sprobowac warto.
    • lady.papryczka Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:18
      Masz co chciałaś. Jak to się stało, że syn podnosi na ciebie głos, a ty pokornie słuchasz? Najwyraźniej pozwoliłaś mu na takie przekraczanie granic już wcześniej.

      Przede wszystkim skasuj mu przyjemności. Nie wypełnia swoich obowiązków szkolnych i domowych to znaczy, że nie dorósł też do rozrywek. Skuter sprzedaj, na pewno da się dojechać do szkoły inaczej. Nie kupuj mu żadnych ubrań, niech chodzi w tym co ma - przecież nie zależy mu na pieniądzach, niech będzie w swojej życiowej filozofii konsekwentny. Przestań się z nim cackać jak z dzieckiem. Nie pozmywa to nie zje, bo wszystko będzie brudne - najwyżej sobie umyjesz talerz i kubek. Na obóz wakacyjny nie zasłużył, więc nie jedzie. Nie dawaj mu też kasy na wyjścia - przecież nie potrzebuje pieniędzy.
      • tulenna Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 20:32
        Muszę sobie z tym poradzić. Uporać. Chyba najbardziej brak mi konsekwencji.

        A wątki o przemocy pomijam. Chyba się tu komuś coś pomyliło.
        • lonely.stoner Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 21:52
          ja tylko nie rozumiem tego trzesienia sie nad synem- pewnie mu gotujesz obiadki, szykujesz kanapeczki i robisz pranie?? albo najlepiej to pewnie chodzisz po tym jego zasyfialym pokoju i zbierasz brudne gacie, ktore wrzucasz do pralki, prasujesz i synus nierob znajduje je dnia nastepnego pachnace i zlozone pieknie w szafie??? chyba juz nie jest takim malym dzieciatkiem skoro skuterem jezdzi??? kurde, ja bym na twoim miejscu zamiast narzekac ze synus nic nie robi i nie pomaga w domu, a do pracy ani do szkoly sie zadnej jakos nie garnie, po prostu- odciela zrodelko dochodow, internetu i paliwa na skuter. Caly syf jaki po sobie zostawi i nie sprzatnie wciagu jednego dnia - wrzucala do pokoju, pranie- no chyba juz najwyzsza pora zeby nauczyl sie obslugiwac pralke, to samo z jedzeniem i gotowaniem.
          Poza tym rodzice maja troche schiza na tym punkcie- ale daj mu chodzic w obdartych, brudnych ciuchach, skoro tak lubi to trudno. Moze sam to zmieni bo mu zacznie przeszkadzac, moze dziewczyna go namowi, ale na pewno kupowanie nowej extra koszulki za kupe kasy nie jest najlepszym wyjsciem. To tylko chyba dalej buduje postawe roszczeniowa.
          PS. poza tym to nie mam dzieci, i tak ogolnie moge powiedziec tylko z tego co pamietam jak moja mama mnie wychowywala.
          • grassant Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 22:10
            niezłe ziółko byłaś/jesteś :D
    • lolcia-olcia Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 22:13
      taaa bo ty nigdy młoda nie byłaś
    • grassant Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 22:15
      a zdolny jest i to bardzo

      haha, jak kazdy synuś.
      • olewka100procent Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 22:49
        nie litować się zasada nr 1 , to dla jego dobra, serce ci sie bedzie krajać , ale jemu to na dobre później wyjdzie
    • brak.slow Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.06.11, 23:01
      moja siostra swego czasu byla oporna na mycie garów po sobie, to jej raz podałam jajecznice bezpośrednio na blacie stołu (tak dla jaj) :D
      hahaha
    • ja_to_dobrz_znam Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 16.06.11, 02:30
      Tulenna, gdy czytam Twoje wpisy, to tak, jakbym czytala o sobie i swoim dziecku sprzed trzech, dwoch lat, jeszcze sprzed roku i z konca ubieglego roku kalendarzowego. Minione trzy lata (z wylaczeniem ostatnich szesciu miesiecy) to byl wlasnie u mnie w domu taki koszmar, jaki Ty teraz przezywasz. Po prostu nie dalo sie z tym czlowiekiem normalnie zyc, funkcjonowac, momentami bylam bliska rozpaczy. Poszlam na terapie do psychologa, bo nie dawalam sobie rady. Duzo mi to dalo, ale bardziej w sensie radzenia sobie samej, pogodzenia sie z ta sytuacja, niz zmienienia jej.

      Az do grudnia/stycznia. W tym momencie moje dziecko przeobrazilo sie. Stal sie to jakby inny osobnik, przysiegam, ze nie wiem jak to inaczej nazwac. Byc moze wplyw na to mial fakt, ze dobrnela niemal do dna, przeszla wszystkie mozliwe etapy buntu i glupoty nastolatki. Otarla sie o krawedz, z ktorej mozna spasc w naprawde gleboka przepasc. W szkole spadla najnizej w swojej 11 - letniej karierze uczennicy. Sprobowala wszystkiego i chyba stwierdzila, ze wystarczy. Dla przykladu podam Ci np to, ze miedzy pierwszym a drugim polroczem roznice ocen z przedmiotow sa nawet siedmiostopniowe. W skali 20 - stopniowej. To niespotykane - tak mowia mi sami nauczyciele, Potrafila z jedenastek wyjsc na siedemnastki i osiemnastki. W drugim polroczu miala trzy dwudziestki, stopnie, ktorych nie miala nigdy. Srednia z pierwszego polrocza najnizsza w zyciu, 13,9 poprawila na 18,1. I jest to najwyzsza jej srednia ze wszystkich lat nauki. Z powodu braku postepow, a wlasciwie regresu, zostala w grudniu skreslona z listy dopuszczonej do zdawania C2 z francuskiego w ramach grupy szkolnej. Podeszla wiec do tego egzaminu indywidualnie zmuszona przeze mnie i zdala (na razie czesc pisemna, zostala jeszcze ustna) jako jedna z 9 osob z grupy 27 zdajacych z jej szkoly.
      Naprawde, nie moge sie nadziwic przemianie, jaka obserwuje u wlasnego dziecka. Nie pamietam juz, kiedy sie klocilysmy. Jej pokoj, z jaskini syfu i pier.dolnika, ktory od czasu do czasu w koncu ja ogarnialam, bo juz nie dawalam rady patrzec na to, jak tygodniami nie robi w nim nic poza dokladaniem kolejnych elementow bur.delu - obecnie jest poskladany, czysty i przytulny. Codziennie rozmawiamy o sprawach blahych i waznych, smiejemy sie, wiem (od niej, nie z pokatnych zrodel) co ja boli co ja cieszy, czego pragnie, czego sie boi, jakie ma marzenia, plany i problemy. Znam jej kolegow i wiem zawsze gdzie i z kim przebywa. Tak jak teraz mozemy sobie porozmawiac, to nie bylo mozliwe przez ostatnie trzy lata. Zaczela dotrzymywac slowa, szanowac ustalone reguly (np powrotu do domu, czy obowiazkow domowych), stala sie po prostu fantastyczna dzeiwczyna. Za rok matura i mam nadzieje, ze wejdzie w doroslosc jako dojrzala i szczesliwa uksztaltowana uspokojona wewnetrznie osoba, ktora dostanie sie na swoje, a nie moje, wymarzone studia.

      Pisze to wszystko nie dla tego, by sie chwalic, "ze mi sie udalo", lecz by powiedziec ci - to chyba musi tak byc. Nie przeskoczysz tego. I NA SZCZESCIE to mija. Byc moze sa jakies sposoby, by zminimalizowac straty, ale ja stwierdzam, ze nie potrafilam tych sposobow znalezc, a te wszystkie rady madrych z forum o tym sztywnym trzymaniu sie ustalonych ram, o tych powaznych i stanowczych rozmowach, o tym konsekwentnym egzekwowaniu, karach i bog wie czym jeszcze - mozna sobie schowac nie powiem gdzie. Z pewnoscia u jednych nastolatkow okres dorastania przebiega mniej, a u innych bardziej burzliwie. Przypadek mojej corki z pewnoscia mozna zaliczyc do tych burzliwych, Twojego syna pewnie rowniez. I to nie znaczy,z e nasze dzieci sa gorsze, albo my jestesmy gorszymi rodzicami niz tamci, ktorzy nie maja az takich problemow.

      Zarzucanie tez braku wychowania i straszenie Cie krymilanlno - makabrycznym rozwojem sytuacji rowniez uwazam za funta klakow niewarte.

      Oby udalo Ci sie znalezc sposob na chociaz czesciowe poskromienie syna. Mnie sie nie udalo, uwazam, ze zlamaly ja dwie, a moze raczej trzy rzeczy: Po pierwsze totalna porazka w szkole - na calej w zasadzie linii. Mimo gloszenia podobnych pogladow jak Twoj syn - ze nie oceny sie licza, ze wazne jest kim sie jest, a nie numerki na papierku, i innych tego typu farmazonow - tak slaba pozycja na tle klasy na koniec pierwszego polrocza - bardzo ja chyba upokorzyla i to byl dla niej wstrzas. Przestraszyla sie chyba tez perspektywy, ze w ten sposob po prostu nie zda matury, o dostaniu sie na wymarzone studia nie wspominajac.

      Po drugie rozczarowanie tym, ze te wszystkie zakazane rzeczy, "faki" pokazywane na kazdym kroku rodzicom i wszystkim w kolo, ten "lepszy, wolny swiat bez ograniczen" to robienie co mi sie podoba, bo moge - bo mam wszystko totalnie w d.upie - to jej nie uszczesliwilo, pewnie dostrzegla tez zaleznosc miedzy bolesna porazka w szkole a tymze olewatorskim zyciem, jakie prowadzila.

      Po trzecie w koncu - naturalna kolej rzeczy - po prostu dorosla. Dojrzala. Sprobowala, poznala, przezyla to wszystko czego chciala (i nie chciala) i wrocila do swiata normalnych ludzi. Tak bedzie rowniez z Twoim synem. Zapewniam Cie o tym.

      Nie zaszkodzi oczywiscie sprobowac poszukac jakiejs pomocy u specjalisty - mnie bardzo pomoglo, ale przede wszystkim radzic sobie z wlasnymi emocjami, rozpacza i bezradnoscia, bo uczciwie przyznaje - nie pomogla mi ta terapia zmienic corki i wplynac na nia - choc z taka nadzieja wlasnie ja zaczelam.

      Moglabym to porownac do niemowlecia i w ogole dziecka - nie da sie przyspieszyc nauki siadania, czytania, czy chodzenia. Pewnych etapow nie da sie przeskoczyc. Dziecko do wszystkiego dorasta samo, przez to tez musi przejsc. I przejdzie, i wyjdzie, i tylko zeby nie popelnilo w tym czasie bledow nieodwracalnych, ktore zlamia mu zycie. Ja, gdy juz nie dawalam sobie rady to rezygnowalam ze wszystkiego i tylko sie modlilam. Poniewaz jestem wierzaca, to wierze, ze w najtrudniejszych momentach, kiedy ja naprawde nie moglam zrobic juz nic i tracilam ja calkowicie, - to On ja jeszcze trzymal za ostatni wlos i nie pozwolil, by sie Mu wymknela.
    • edi7702 Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 11.08.17, 00:56
      Witam serdecznie mam taki sam problem i jak bym czytał o swoim synu i rozumiem panią
      • dozoku13 [...] 14.12.18, 16:58
        Treść postu jest niedostępna.
        • alpepe Re: Nie radzę sobie z synem. Straciłam wpływ... 15.12.18, 10:34
          Choroby psychiczne się objawiają najczęściej w tym wieku, nie obwiniajcie siebie ani syna, może po prostu to geny i choroba. On jest dorosły, więc nie gotujcie mu i odpieprzcie się od niego, jeśli się nie uczy i nie pracuje, wymagajcie, by pomagał w domu i tyle.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka