Dodaj do ulubionych

w żywe oczy

30.01.13, 11:39
Rzecz o niekompetentnych urzędnikach. Taki oto dialog moja znajoma sobie z Panią z urzędu ucięła:
- Dzień dobry, Pani jest autorką pisma skierowanego do mnie i chciałabym zapytać o podstawę prawną. Na czym jest oparte wyrażone przez Panią stanowisko?
- No, to wynika z ustawy.
- Ale z której?
- No...gospodarka nieruchomościami...
- Ale proszę Pani, tak się składa, że ja znam doskonale tą ustawę i nic takiego z niej nie wynika. Może jednak coś przegapiam, mogłaby mi Pani wskazać konkretną regulację?
- To znaczy?
- No przepis podać, który konkretnie.
- Eeee...No....Ale ja nie mam takiego obowiązku, tak Panią szczegółowo informować. (Trzask...piiii)

Jak można tak łgać w żywe oczy? To jeszcze nic,mam pismo z Państwowego Urzędu, zawierające tak wierutne bzdury - aby tylko nie przyznać się do popełnionego błędu. Nawet na Konstytucję się powołali - interpretując ja kompletnie na opak. Spotkaliście się z taka niekompetencją i bezczelnym łganiem w żywe oczy, że urząd ma rację? Co jest nie tak z naszymi urzędami i pracującymi w nich ludźmi?

Obserwuj wątek
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:44
      > Co jest nie tak z naszymi urzędami i pracującymi w nich ludźmi?

      To samo co wszędzie indziej. Tylko 3% wszystkich pracowników jest naprawdę kompetentnych w swoim zawodzie.
      Na szczęście w urzędach masz procedury czyli od tej głupoty możesz sie odwołać.
      • twojabogini Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:07
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

        > Na szczęście w urzędach masz procedury czyli od tej głupoty możesz sie odwołać.

        To droga przez mękę. Najpierw ustalasz o co urzędowi chodziło. Potem się odwołujesz. Potem brniesz przez drogę urzędniczych odwołań, na każdym etapie słysząc, że nie masz racji. Potem sprawa ląduje w sądzie - wygrywasz, ale apelacja urzędu zostaje przyjęta, bo doszło do naruszeń procedury, albo sędzia uzasadnił wyrok popełniając jakieś błędy logiczne, itp. Druga instancja kieruje zatem sprawę do ponownego rozpoznania. Cała sprawa trwa do dwóch lat, chyba, że i Sąd się uprze wtedy jeszcze postępowanie kasacyjne. Ostatecznie wygrywasz, lżejszy o całe zasoby gotówki, nie mówiąc już o straconym czasie i nerwach. Oczywiście w pewnych przypadkach możesz dochodzić odszkodowania - jeśli masz siły na kolejna sądową batalię.

        Całość długotrwała i kosztowna. Najlepsza rada, to w przypadku małych kwot i mało ważnych spraw zwyczajnie sobie darować.

    • female.pl Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:44
      "Co jest nie tak z naszymi urzędami i pracującymi w nich ludźmi?"

      Sa bezmyslni, slabo przygotowani do komunikacji z klientem i wyjatkowo malo kulturalni.
      Niestety wynika toczesto stad, ze nie wymaga sie od nich zaznajomienia z ich podstawowymi obowiazkami i umiejetnoscia przekazywania ich klientowi.
    • paco_lopez Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:45
      co Ty tak z tymi urzędami wojujesz Boginio Nasza ? Bawi Cie to ?
      • sundry Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:58
        Sądząc po jej zawodzie, płacą jej za to.
        • twojabogini Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:16
          sundry napisała:

          > Sądząc po jej zawodzie, płacą jej za to.

          Nie, zarobkowo to ja wolę opiniować umowy, robić analizy prawne - żeby się z tałatajstwem nie użerać. Ale zawsze ktoś się znajdzie, kto przyjdzie zapytać, co mu właściwie ten urząd odpisał. A jak już czytam, to szlag mnie trafia.
          Dajmy na to takie fotoradary. Żeby robić foto obywatelom i pozyskiwać i obracać ich danymi osobowymi - trzeba to robić zgodnie z regulacją ustawy o ochronie danych osobowych. A od jakiegoś czasu brakuje rozporządzenia. Więc ITD działa na dziko, łamiąc tym samym cały szereg praw konstytucyjnych. I co? I nic. Żyjemy przecież w konstytucyjnym państwie prawa. A że wszystkie mandaty od bodajże 2011 roku zostały wystawione z naruszeniem praw obywatelskich - to trudno. nawet się dranie nie spieszą, od pół roku trwa nowa runda uzgodnień międzyresortowych. Niby jest Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, niby powinien tu zadziałać z urzędu - ale po co?

    • six_a Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:46
      możesz sobie darować telefony z góry.
      pisma pisz
      i pozwy:)
      • female.pl Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:51
        podobno "papier jest cierpliwy" ale czy w PL?
        W kraju w ktorym mieszkam nalezy wszystko zalatwiac na papierze i kazda odpowiedz urzednika "miec" na papierze (w celu pozniejszej dokumentacji dla zwierzchnika danego pracownika na temat jego niekompetencji).
        • twojabogini Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:27
          female.pl napisała:

          > podobno "papier jest cierpliwy" ale czy w PL?

          W PL papier musi być wyjątkowo cierpliwy. To co wypisują urzędnicy w rożnych pismach, woła o pomstę do nieba. Z ciekawszych przykładów:
          powoływane w pismach podstawy prawne są robione metodą kopiuj wklej ze wzorów pism od lat funkcjonujących w urzędzie - nie widzę inaczej, skoro większość tego rodzaju wskazań odwołuje się do aktów dawno już wygasłych lub nie mających zastosowania w danej sprawie. Żeby nie było rodzi to dla nieświadomych obywateli poważne skutki - np. urząd kazał płacić lokatorom za wodomierze - choć od dawna obowiązywała nowa ustawa, mówiąca, że to koszt urzędu.
          ITD nie ma prawa obracać danymi osobowymi, więc nie może wystawiać mandatów - ale to robi (jak ktoś dostał mandat i zapłacił, albo nie zapłacił i chce mu się wojować, proszę na priv, podeślę info gdzie się poskarżyć i na co - mam opracowany komplet dla paru znajomych, którym się chce).
          Nie wolno urzędom zbierać wrażliwych danych osobowych co nie przeszkadza opiece społecznej wmawiać pisemnie ludziom że mają konkubenta (według urzędu jeśli z kimś sypiasz to jest twój konkubent i nie mieści im się w łebkach, ze można mieć po prostu kochanka i prowadzić odrębne gospodarstwo domowe - zresztą urzędowi nic do tego).

    • georgia241 Re: w żywe oczy 30.01.13, 11:51
      Kiedyś miałam kontrolę US. Mają na nią 30 dni. I tak chodzili do mnie do domu co kilka dni i przesiadywali 8 godzin. Minęło 30 dni i znów chcieli przyjść, ale im nie pozwoliłam. Kłócili się, że mają 30 dni roboczych, ale w końcu wyszło na moje, przyszli ostatni raz. No i żadnej kary nie miałam, jak niektórzy twierdzą, że jak przyjdzie US, to potem zaraz mandat. Jak w papierach porządek, przychody udokumentowane, to jest cacy.
      • dreemcatcher Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:18
        widocznie słabi urzędnicy albo masz taki mały asortyment że nie ma miejsca na inną interpretację, za 4 lata znowu ci papiery przejrzą i się okaże że jest się do czego przyczepić.
        • georgia241 Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:23
          Mam mały biznes - zarabiam więcej niż etatowcy, ale mniej niż burmistrz.
          • dreemcatcher Re: w żywe oczy 30.01.13, 13:33
            ja mówie o asortymencie i różnorodności faktur , jesli prowadzisz jakieś biuro to twoje rachunki to długopis i czynsz mówiąc w uproszczeniu :) a kara za niewydanie paragonu kiedy podstawiony kontroler bez kolejki rzuca ci 2 złote za colę i wychodzi :)
            ..ale ja nie wiem ile zarabiaja etatowcy a ile burmistrz :):) do nieczego mi ta skala porównawcza nie potrzebna , nie zaglądam ci do kieszenie :)
      • twojabogini Re: w żywe oczy 30.01.13, 12:35
        georgia241 napisała:

        Minęło 30 dni i znów chcieli przyjść, ale
        > im nie pozwoliłam. Kłócili się, że mają 30 dni roboczych,

        O to właśnie najbardziej mnie złości. Wpieranie oczywistej nieprawdy. I nie mogę dojść czy to kompletny brak wiedzy, głupota, bezczelność? Rozmowy są w takich sytuacjach na wyżynach abstrakcji.
        - Minęło już 30 dni.
        - Tak, ale pani źle liczy, to dotyczy 30 dni roboczych.
        - Nie znam ustawę, tam jest jak byk 30 dni. taki termin po prostu. 30 to 30.
        - No jest, ale jest jeszcze jeden przepis, który mówi, że jak wypadały po drodze święta to się termin przedłuża.
        - A gdzie on jest?
        - No jest.
        - A może panu chodzi o reguły z kodeksu cywilnego. Tam jest taki zapis, ale termin się wydłuża tylko gdy, ostatni dzień terminy przypada w święto.
        - Ale jest przepis co pozwala na wydłużenie kontroli.
        - Jest, ale musiałby być decyzja, ma pan decyzję?
        - Eeeee.....
        • dreemcatcher Re: w żywe oczy 30.01.13, 13:40
          mnie niekompetencja i zła wola urzędnika kosztowała 10tys zł żadnego rewanżu za błąd wręcz przeciwnie, od tamtej pory urzędnik to jest dla meni wróg i gdyby się zdarzyło że za swój błąd odpowie utrata pracy jako jedyny żywiciel rodziny a mnie by to kosztowało tylko podpis w innym miejscu, nie ma przeproś. Ci ludzie są matkami ojcami , natomiast kiedy przychodzą do pracy zachowują się jakby inny człowiek był kims kogo trzeba zwalczać.
          Ktoś na forum popełnił bład, ponieważ my jesteśmy w urzędzie petentami a nie klientami.
        • alienka20 Re: w żywe oczy 30.01.13, 21:28
          Eh, też swego czasu jedną koleżankę-urzędniczkę na stażu edukowałam, że święta i dni wolne nie mają dla terminu znaczenia, jeśli nie wypadają w jego ostatnim dniu ;/. Jajo można znieść, gdy się z pewnymi osobami gada a jeszcze powie Ci taka potem, że prawników w Polsce za dużo i nie każdy powinien nim być....Zwłaszcza, gdy przy szefie wyjdzie, że popełniła błąd. Kiedyś przyszła do mojej opiekunki i wyżebrała mnie do pomocy. Gdy usłyszałam później jej rozmowę z koleżanką, że ona nie będzie się takimi pierdołami zajmować, zaczęłam stawiać stemple z całej siły, coby sobie nie porozmawiała za dużo :P.
          W ZUSie z kolei lekarz orzecznik potrafi napisać, że osoba psychicznie chora jest licencjonowanym ochroniarzem z pozwoleniem na broń, bo pracowała przez jakiś czas w tym charakterze w zakładzie pracy chronionej. Piasek w zębach aż zgrzyta...
    • kitek_maly Re: w żywe oczy 30.01.13, 13:22
      Taka prawda, zdecydowana większość ludzi pracujących w urzędach nadaje się tylko do tego, żeby przybijać pieczątkę 'wpłynęło' na przyjmowanych dokumentach, bo praca z przepisami ich przerasta. Tak się tam pchają a potem nawet nie chce się przeczytać paru ustaw z obszaru, na którym pracują. :/ Żaaaaaal.
    • satysf.akcja Re: w żywe oczy 30.01.13, 14:41
      Myślę, że problemem nie są konkretni ludzie - urzędnicy. Problem jest filozofia urzędów. Jakaś dziwna kultura państwowych instytucji, która ma chyba jakąś niebotycznie długą historię. A filozofia jest taka: co się da, to odwalić. Rządzą zatem "ni da się", "tak musi być". Po najniższej linii oporu, nie wchodząc w żadne niuanse, nie próbując stosować zasad logiki, rozsądku i celowości działania. I urzędnicy za takie działanie są właśnie nagradzani, za "odwalanie" i nie tworzenie problemów są awansowani. A większość ludzi chce awansować, więc idą w ten schematyzm. Dodatkowo za działania niezgodne z "linią" są karani, dyscyplinowani lub pomijani.
      Trudno jest jednak uzasadnić takie działania stąd kłamstwa i wciskanie ciemnoty. Każda decyzja urzędu powinna zawierać klauzulę "obywatel jest dla urzędu, nie urząd dla obywatela" i wszytko byłoby jasne.
      • twojabogini Re: w żywe oczy 31.01.13, 11:36
        > Myślę, że problemem nie są konkretni ludzie - urzędnicy. Problem jest filozofia
        > urzędów.

        Myślę, że masz sporo racji. I że system motywowania i awansowania pracowników urzędów powinien uwzględniać kompetencje, chęć podnoszenia kwalifikacji. W chwili obecnej szkolenia w urzędach wybierane są pod kątem lokalizacji, i żeby nie było więcej zajęć niż te 4-5 godzin dziennie. Awansują ci którzy umieją życ dobrze z szefem i nie robic problemów - odwalać, odwalać,odwalać. A jak przy okazji jakaś sprawa sadowa wyjdzie - to i tak nikt nie ponosi konsekwencji. Odpowiedzialnośc zawodowa urzedników jest mitem. On może obywatela wprowadzić w straty nawet rzedu dziesiatków tysięcy - bywa - ale jemu nawet 13 nie zabiorą.
        • satysf.akcja Re: w żywe oczy 31.01.13, 12:35
          twojabogini napisała:
          On może obywatela wprowadzić w straty n
          > awet rzedu dziesiatków tysięcy - bywa - ale jemu nawet 13 nie zabiorą.

          Dokładnie tak jest i z tego co czytam w prasie to nie tylko w starty pieniężne, prokuratury ze wsparciem sądów potrafią zabrać znacznie więcej niż pieniądze. Ale tu już chyba można złej woli się doszukiwać. A mi bardziej chodzi o debilną konstrukcję przepisów i ich bezmyślne egzekwowanie. Przykład: od dłuższego już czasu nie ma powszechnego poboru do wojska, logika kazałaby zatem zapomnieć o książeczkach wojskowych i stosunku do służby wojskowej. Ale to logika, urzędy nie. Jeszcze w zeszłym roku (nie wiem jak w tym) urzędy dzielnicy przy meldunkach wymagały książeczki wojskowej i wpisu o uregulowanym stosunku. Pytam się pani urzędniczki: po co? odpowiedź: bo tego wymaga uchwała miasta Warszawy dotycząca meldunków. Uchwała uchwalona lata temu, nie zaktualizowana, nie zmieniona, a więc obowiązująca. Bez książeczki się nie zameldujesz. Ma to sens? Nie ma. Czy ta pani urzędniczka była niekompetentną, głupią, złośliwą babą? Nie, ta pani wykonywała swoją pracę i gdyby zameldowała bez tej książeczki, to pewnie byłaby jakoś tam ukarana - bowiem zgodnie z kulturą i filozofią urzędu popełniłaby błąd. Nasze urzędy nie załatwiają spraw, urzędy procedują, więc sens ich działania zupełnie umyka.
    • good_morning Re: w żywe oczy 30.01.13, 14:42
      pani, bo to raz...
      najwieksza sprawa byla, kiedy ja musialam bardzo znanemu urzedowi zaprezentowac przepisy, wg ktorych posiadam prawa autorskie. urzad 'nie wiedzial' najpierw, a potem uparcie twierdzil ze nie mam. po czym zbulwersowal sie, ze chce rozmawiac z kims wyzej (na pewno chce pani tam isc?), po czym wskazal pokoj, po czym po dyskusji z 'kims wyzej' urzad przestal miec jakiekolwiek obiekcje. LOL
      • twojabogini Re: w żywe oczy 31.01.13, 11:54
        Gdybyś nagrała -mogłabyś reaktywować grupę monthy pytona :) czysty żywy i abstrakcyjny skecz :)))
      • good_morning Re: w żywe oczy 31.01.13, 14:33
        to pytanie, czy na pewno chce isc do SZEFA (naboznie) padlo z intonacja i wyrazem twarzy, ktore na nasz jezyk mozna przetlumaczyc nastepujaco: 'ty debilko, w kaftan, a nie do szefa!'. :D
    • berta-death Re: w żywe oczy 30.01.13, 14:48
      No jak to co jest nie tak. Wszystko. Są pociotkami a to wiele tłumaczy. Zastanawiam się jak to długo potrwa, bo coraz częściej zaczyna się to obracać przeciwko nim. Np z takimi przetargami. Guzik prawda, że są ustawiane, podwykonawcy znaleźli sposób. Wiadomo, że wygrać musi firma najtańsza, oferująca najwyższą jakość i najkrótszy termin. No to oni taką ofertę wystawiają, że zrobią na jutro, za złotówkę a materiały dadzą złotem obite. I muszą wygrać, bo nie ma bata. Jaja się zaczynają podczas konstruowania umów, z czym urzędnicze pociotki sobie kompletnie nie radzą, zwłaszcza z interpretowaniem załączników. Niby w umowie stoi czarno na białym, że jak się nie wywiążą ze zobowiązań, to milionowe kary umowne zapłacą, ale umowa zawiera dziesiątki załączników, gdzie punkt po punkcie jest opisane w jakich okolicznościach można zwiększyć koszty, zmniejszyć jakość i wydłużyć termin. I jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że nie ma możliwości, żeby okoliczności niezależne od podwykonawcy nie zaistniały.
      A potem oczywiście kończy się to w sądzie, który nie ma innej możliwości jak przyznać rację firmie, która wygrała przetarg. Największe jaja są z takimi sztuczkami jakie stosują, że zobowiązują się do czegoś, co jest korzystne dla zleceniodawcy, ale kompletnie niezgodne z przepisami i ten podpunkt od samego początku jest nieważny, czego oczywiście urzędnicza gawiedź zazwyczaj nawet nie zauważa, nawet będąc radcą prawnym.
      • twojabogini Re: w żywe oczy 31.01.13, 11:52
        berta-death napisała:

        > No jak to co jest nie tak. Wszystko. Są pociotkami a to wiele tłumaczy. Zastana
        > wiam się jak to długo potrwa, bo coraz częściej zaczyna się to obracać przeciwk
        > o nim. Np z takimi przetargami.

        Och, mój konik...Etatowo byłam całe lata "prawnikiem budowlanym". Czegóż to ja przy przetargach państwowych już nie widziałam. Powiem tak - widziałam wszystko, głupotę, niekompetencję, skrajny imbecylizm, ale - korupcji nie widziałam. Zresztą gdyby wykonawcy mieli przy zamówieniach średnio-dużego kalibru jeszcze dołożyć do łapówki - to robota przestała by być opłacalna. Często wykonawcy biorą państwówki, żeby na bieżąco dać ludziom pensje, zanim się jakaś porządna robota nie trafi.
        Inaczej przy bardzo dużych przetargach lub robotach z czystym zyskiem - tu faktycznie zdarzało się, że miał je dostać konkretny wykonawca. Czy wynikało to z łapówek, czy z układów towarzyskich nie wiem - wiem, że często było robione na chama - np. z pominięciem procedury przetargowej. W jednej z firm państwowych przez całe dwa lata nie ogłoszono ani jednego przetargu. Wszyscy wykonawcy byli z wyboru. Inna metoda to proszenie zaprzyjaźnionych wykonawców żeby "dali oferty" (oczywiście zawyżone). Heh...
        A pociotki nie potrafiły zrozumieć nawet prostego harmonogramu, nie mówiąc już o tym, żeby zweryfikować kosztorys, czy odnieść zaproponowaną cenę wykonania do realnych cen. A umowy, ach, umowy...kopiuj wklej ze starych wzorów - i potem w umowach wyskakiwały rożne kwiatki...
        Czasem tęsknie za swoją już prawie nieistniejącą branżą, ale jak sobie takie rzeczy przypomnę...Swoja drogą - myślałaś kiedyś, żeby mając wiedzę praktyczną otworzyć konsulting (dla urzędów wykonawców, poszczególnych branż). Fakt, że teraz gdy branża pada może być ciężko, ale to w sumie dobry moment, żeby wyrobić sobie markę na lepsze czasy. Przy inwestycjach z unijnym budżetem da się do czasu odbicia wyżyć.
        • berta-death Re: w żywe oczy 31.01.13, 12:24
          Z tymi urzędami to jest jeszcze jedno jajo i to poważne. Szefostwo, choćby chciało i miało jak najlepsze intencje, nie może sobie zatrudniać pracowników jakich chce. Taki dyrektor nawet sekretarkę ma taką jaką mieć musi a nie taką, z jaką by mu się dobrze pracowało. Bo on też ten stołek ma dlatego, że jest od kogoś zależny, u kogoś ma dług wdzięczności a z kimś innym musi być w dobrych układach. Tak samo jest z wywalaniem niekompetentnych. W prywatnej firmie jakby pracownik przez swoją niekompetencję doprowadził do strat, to szybciej by wyleciał niż zdążył otworzyć usta celem wytłumaczenia się. A tutaj się go trzyma, bo nic mu nie można zrobić, co najwyżej ustną naganę może dostać a i to prywatnie w gabinecie szefa.
          Z obserwacji wynika, że najlepiej działające instytucje to takie, gdzie szef jest z właściwej opcji politycznej (czyt. z tej co akurat wybory wygrała, zarówno lokalne jak i globalne) i w związku z tym ma odpowiednio duży budżet do dyspozycji, swobodę działania i nikt mu kłód pod nogi nie rzuca. Dodatkowo nie jest uwikłany w jakąś sieć zależności na niższym poziomie i nie ma interesu w trzymaniu szeregowych pracowników, które mu się nie podobają. I jeszcze jest ambitny i ma coś z psychopaty. Wypisz wymaluj dr G w swoich latach świetności.

          A co do konsultingu, to jest tych firm od cholery. Np w krk po ziobrowych czystkach, gdzie wszyscy urzędnicy zostali wywaleni i zastąpieni nową gwardią, ci starzy właśnie zabrali się za świadczenie usług doradczych. I całkiem nieźle im się wiedzie. Mam na myśli osoby z np 30-letnim stażem pracy w urzędzie skarbowym, więc nie takie klasyczne pociotki.
    • allatatevi1 Re: w żywe oczy 30.01.13, 16:42
      Koniecznie napisz do jej przełożonego.
      Nie zapomnij też opisać tego, że odłożyła słuchawkę.
    • mila2712 Re: w żywe oczy 30.01.13, 17:17
      Nie oceniaj urzedników na podstawie zachowania jednego z nich.
      W urzędach - tak jak w każej "firmie" - pracują mniej lub bardziej kompetentni ludzie, z różnym podejściem do obowiązków służbowych. O kulturze niektótrych już nie wspomnę. Miałaś pecha i tyle.
      Pytasz co się dzieje ? A co ma się dziać, w urzedach jest biurokracja, mamy przepisy prawa które niejednokrotnie są ze sobą sprzeczne lub mają się nijak do życia. Na stolkach czesto siedzą ludzie, kórzy czekają na 15 ( to 16 zależy od urzędu ) lub odliczają dni do emerytury.
      Tak było jest i bedzie
    • astrofan Re: w żywe oczy 30.01.13, 21:51
      wasze wypowiedzi świadczą, że kompletnie nie rozumiecie rzeczywistości i systemu w którym żyjecie

      czy ktoś wam powiedział, że urzędnik ma rozwiązywać i rzetelnie rozpatrywać wasze sprawy?

      przyjmujecie domyślnie coś co nie istnieje, ani nigdzie i nigdy, nie zostało zdeklarowane
      • twojabogini Re: w żywe oczy 31.01.13, 12:01
        astrofan napisał:

        > wasze wypowiedzi świadczą, że kompletnie nie rozumiecie rzeczywistości i system
        > u w którym żyjecie
        >
        > czy ktoś wam powiedział, że urzędnik ma rozwiązywać i rzetelnie rozpatrywać was
        > ze sprawy?

        Bywałam tu i tam.Głupi urzędnicy zdarzają się wszędzie. Ale - istnieją też systemy ich eliminacji i kompensaty szkód jakie wyrządzili. A kto mówi, że urzędnik ma przestrzegać prawa? - samo prawo. Dopóki urzędas jest niemiły, i co tam jeszcze - ale przestrzega prawa - czyli wiążących go terminów chociażby - jest okej. dopóki robi to, do czego jest powołany w praktyce - czyli stosuje obowiązujące przepisy jest okej. ale jak mogą stosować prawo osoby które tych przepisów nie znają lub nie rozumieją?
        • berta-death Re: w żywe oczy 31.01.13, 12:41
          Z tym prawem to jest dość skomplikowana sprawa. Z jednej strony sami urzędnicy, nawet ci kompetentni, którzy prawo znają i starają się rzetelnie wykonywać swoje zadania, mają związane ręce. A z drugiej strony faktycznie większość przepisów nie zna albo nie rozumie.

          W pierwszym przypadku winny jest ustawodawca, który kompletnie nie ma pojęcia co uchwala. A jak ma mieć pojęcie, skoro ustawy są konstruowane raz też przez pociotków a dwa pod dyktando różnej maści lobbystów. Podobno koszt przepchnięcia ustawy przez parlament to jedyne 10mln PLN, czyli cena mocno niezaporowa. W związku z tym kto co chce to mu się uchwala. A potem przepisy są sprzeczne ze sobą, jeden paragraf potrafi mówić coś zupełnie odwrotnego niż inny. Jeden mówi, że coś można a drugi, że nie. Dochodzi kwestia interpretacji, bo ustawy są niejasne i w zasadzie nie wiadomo co ustawodawca miał konkretnie na myśli, więc urzędnik musi się wykazać radosną twórczością, choćby nie chciał. Do tego stopnia, że w Katowicach są dwa urzędy skarbowe, które inaczej naliczają podatki za to samo. W związku z tym przedsiębiorcy masowo zmieniają adres firmy, żeby przynależeć do tego urzędu, który korzystniej ich rozlicza.

          A druga sprawa to faktycznie nieznajomość przepisów. Żeby radca prawny biorący udział od lat w konstruowaniu umów przetargowych nie wiedział, że nie można podwykonawcy naliczać kar ponad ustawowy limit, nie wiedział, że to nie podwykonawca odpowiada za to co spieprzył, tylko firma zatrudniająca podwykonawcę, bo ten na czyją rzecz świadczona jest usługa podpisał umowę z wykonawcą a nie podwykonawcą, który wygrał przetarg.
    • eat.clitoristwood W martwe uszy 30.01.13, 22:23
      Znaczy Ty gadasz do martwych uszu a ich, tych uszu właściciele, łżą w żywe oczy. :)
    • grassant Re: w żywe oczy 31.01.13, 11:49
      Piszecie o tym żarciu: kożuchach, podrobach, żyłkach, śledziach... nici z lunchu:((
    • lazy.eye Re: w żywe oczy 31.01.13, 13:07
      www.youtube.com/watch?v=OmZkeBv3uFc&feature=player_embedded
    • headvig Re: w żywe oczy 31.01.13, 14:53
      znasz wszystkie rozmowy swoich znajomych z innymi osobami, w szczegółach?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka