kotkasplotka2
28.06.13, 13:48
Moja córcia kończyła dzisiaj I klasę i na zakończenie roku przyszli wszyscy rodzice( czy tam dziadkowie), tylko u niej nikogo nie było, gdyż......Tak się składa, że oboje z mężem uczymy w innej szkole w mieście i musieliśmy zająć się swoimi uczniami. Jedyną rodziną, która mieszka najbliżej nas (15 km) są moi rodzice, którzy teraz mnie bardzo zawiedli, ponieważ wybrali się do zbierania truskawek, gdzie chodzą już tydzień. Normalnie wyjeżdżają do Niemiec, ale w tym roku za granicą pełny sezon zaczyna się dopiero za 10 dni, więc postanowili w Polsce sobie trochę dorobić (nie są biedni, ale nie usiedzą w miejscu, szczególnie jak nadarza się możliwość pracy- taki typ). No i dzień wcześniej Natalka prosiła babcię, aby przyszła na jej zakończenie, na co ona odparła, że nie może, bo musi iść do pracy , a mnie mama odpowiedziała, że "Teoretycznie to już ich nie ma, bo zwykle o tej porze roku są w Niemczech". Dzisiaj dzwoni po apelu i pyta się o Natalii oceny i nagrody no i przy okazji chwali się ile to oni zarobili dzisiejszego dnia (jeszcze rozumiem, jakby im nie starczało na życie, ale jest odwrotnie).Odpowiedziałam zdawkowo i zakończyłam rozmowę, bo nie mogłam powstrzymać łez. Nie chcę jej nic mówić, ani czynić wyrzutów, ale aż ciśnie się na język, jak zapyta czy odwiedzimy ich w niedzielę, że przecież ich teoretycznie nie ma....