m2m4
08.07.13, 21:57
Powiedzcie dziewczyny jak to wygląda z Waszej strony? Przepraszam za długi opis, ale przy okazji zebrałem wszystkie myśli "do kupy".
Jakiś czas temu poznałem na jednym z portali randkowych dziewczynę. To ona pierwsza mnie zaczepiła, miałem tylko bardzo krótki opis i jedną fotkę. Ona nie miała fotki, nigdy wcześniej na jej profil nie wchodziłem. Sądzę więc, że musiałem się jej spodobać, z resztą przed spotkaniem o to pytałem i potwierdziła. Ale wiadomo, fotka to tylko fotka. Wysłała mi swoje zdjęcie, parę dni pisaliśmy maile do późnych godzin, okazała się bardzo ładną i miłą dziewczyną. Szybko umówiliśmy się na spotkanie.
Przy pierwszym spotkaniu zauważyłem u niej jakby zawahanie. Być może miała trochę inne wyobrażenie o mnie. Moje pierwsze wrażenie było raczej pozytywne. Poszliśmy na spacer i ona okazała się świetną, przesympatyczną dziewczyną. Inteligentna, wspaniale opowiada, można słuchać godzinami. Nie nudziło nam się ani chwili. Po spacerze było jeszcze trochę czasu więc poszliśmy do kawiarni, gdzie kolejna godzina minęła szybko i bardzo miło. Urzekła mnie jej otwartość i szczerość. Na gorąco, pod wpływem emocji nie analizowałem randki, ale odprowadzając ją czułem, że jest to najfajniejsza dziewczyna jaką od paru lat spotkałem, a może i najfajniejsza w ogóle. Wydawało mi się, że spotkanie powinno się jej też podobać. Jednak z tropu zbiło mnie pożegnanie. Tylko krótkie "no to cześć" i odeszła w swoją stronę...
Na drugi dzień zauważyłem, że usunęła konto z tego portalu gdzie poznaliśmy się. Wysłałem maila z podziękowaniem za spotkanie (kontaktowaliśmy się do tej pory tylko mailowo), ona odpisała gdzieś po 2 dniach, raczej grzecznościowo, że było "całkiem fajnie". Potem ja wyjechałem na 2 tygodnie, w między czasie udało się wymienić może z jednego maila. Zdałem sobie sprawę, że znajomość chyba się urwie, a mając już za sobą kilka spotkań z ludźmi poznanymi w necie, pogodziłem się z tym. Wszystkie takie znajomości raczej szybko się kończyły, ale zawsze byłem pewny, że "to nie jest to".
W między czasie dostałem zaproszenie na pewną uroczystość z osobami towarzyszącymi. Jedyną osobą z którą wyobrażałem sobie pójść na tą imprezę była właśnie ta dziewczyna. Zaprosiłem ją, ona powiedziała, że się zastanowi i po ok. tygodniu zgodziła się. Parę dni później spotkaliśmy się, żeby omówić szczegóły i znowu spędziliśmy bardzo miło czas na pogawędce. I znowu tylko to suche "cześć" na pożegnanie. Następnie było kilka rozmów telefonicznych, właściwie w celu uzgodnienia szczegółów imprezy, podczas których odnosiłem wrażenie jakby nie bardzo chciała rozmawiać i chciała szybko kończyć (zupełnie inaczej niż podczas spotkań).
Po powrocie z wyjazdu jakiś czas ciągnąłem jeszcze inną znajomość zaczętą znacznie wcześniej. Spotkaliśmy się, też było całkiem fajnie, również mądra, inteligentna dziewczyna, ale nie było tej magii, uśmiechu i optymizmu jaki był z tą poprzednią. Tej drugiej spotkanie raczej się podobało, po 2 dniach dostałem smsa z wyrzutami czemu się nie odzywam (choć tu akurat miałem nawał pracy i planowałem wkrótce jeszcze popisać i pociągnąć przynajmniej koleżeńską znajomość).
No ale w końcu nadszedł dzień imprezy. Od samego początku bardzo miła atmosfera, dziewczyna wyglądała pięknie, rozmawialiśmy na luzie, można jej słuchać godzinami... Okazało się też, że bardzo lubi tańczyć i tańczy raczej dobrze, czego ja za bardzo nie umiem, więc mogła być trochę rozczarowana. Niemniej większość czasu bawiliśmy się, w między czasie pospacerowaliśmy, poznała paru moich znajomych. Być może przez grzeczność, ale stwierdziła, że miło spędziła czas. Tymczasem im dłużej z nią przebywałem tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że zaczyna mi na niej bardzo zależeć.
I teraz sytuacja wygląda tak, że w głębi serca czuję, że jest to wyjątkowa dziewczyna, nawet chyba o takiej nie śniłem. Oprócz urody ma wspaniały charakter. Ale rozum mówi też, że ona raczej nic wielkiego do mnie nie czuje. Porównując ilość maili wysłanych przed pierwszym spotkaniem i maile po spotkaniu widać, że zainteresowanie opadło. A mi na niej w tej chwili zależy jak na żadnej w życiu.
I tu pytanie do Was dziewczyny. Czy kobietę można zdobyć? Czy jeśli ona mnie już dość dobrze poznała i zachowuje duży dystans (być może skreśliła mnie) to czy można zdobyć jej serce? Jest sens o nią walczyć i jak to zrobić?