w.rzeczy.samej
11.08.13, 16:10
Muszę się wygadać i potrzebuję porady, a w tzw. realu nie widzę nikogo, kto mógłby mi jej udzielić. Potencjalnych hejterów proszę o zaniechanie lektury tego wątku.
Mam 27 lat, jestem niepełnosprawna (ale nie na wózku - poruszam się o własnych siłach). W 2010 roku zrobiłam licencjat na polonistyce UJ i od tamtej pory zapadłam się w sobie. Wcześniej przez długie lata chorowałam na depresję, ale mimo wszystko zawsze istniało coś, co pchało mnie naprzód: najpierw szkoła i matura, potem kolejne lata studiów. Po obronie nastała pustka. Mieszkałam jeszcze przez półtora roku w Krakowie (bezskutecznie i niesystematycznie szukałam pracy), aż w końcu wróciłam do domu, na Podkarpacie. Po kilkumiesięcznym okresie bezczynności załapałam się na staż korektorski w wydawnictwie. Pracuję tam od 10 miesięcy - zarabiam grosze, no ale przynajmniej nie siedzę za zupełną darmochę na garnuszku rodziców.
Czuję, że wypadłam poza nawias. Przyjaciele (nieliczni) są daleko, partnera życiowego nie mam. Po dłuższej przerwie wróciłam do antydepresantów i chyba zaczynają działać, bo dochodzę do wniosku, że muszę coś ze sobą zrobić. Wzięłam się za naukę angielskiego, w październiku planuję wrócić na studia - tyle że już w innym mieście. Mam trzy tysiące oszczędności, na kilka miesięcy powinno wystarczyć; w tym czasie postaram się znaleźć jakąś lepiej płatną pracę. Trochę się tego wszystkiego boję, ale moje obecne położenie unieszczęśliwia mnie tak mocno, że gorzej już po prostu nie będzie.
Powiedzcie mi - czy po kilku latach wyciętych z życiorysu istnieje jeszcze szansa na normalne ułożenie sobie codzienności? Czy komuś z Was udało się po kryzysie wrócić na prostą?