piataziuta
21.11.13, 14:56
z matką, która mając cholesterol 280, miażdżycę i początki choroby wieńcowej, i do tego jeszcze zmiany udarowe wynikające z wysokiego ciśnienia (spowodowanego cholelesterolem i miażdżycą), nie chce zmienić diety?
Znaczy twierdzi że "przecież już bardzo dużo zmienilam!", a potem opowiada jak to w drodze ze szpitala wpadła z ojcem na " przepysznego" burgera " bardzo chudy był! grillowany!". Że lekarz zalecił jej cielęcinę, bo to najchudsze mięso, więc ona ją je: smaży na oliwie i dodaje kostkę masła. I sama z siebie potem dzwoni i chwali się jaki to pyszny sos zrobiła ze smażonego indyka białego wina i śmietany kremówki.
Układałam jej juz dietę niskotluszczową: po 4 propozycje na śniadanie obiad i kolacje, to z tydzien to stosowała, ale po swojemu - w wersji oczywiście tłustej.
Nie trafiają do niej normalne rozmowy, prośby groźby ani grube awantury. W odpowiedzi albo się śmieje lekceważąco, albo wmawia wszystkim naokoło ze przecież je zdrowo, a ja sie czepiam, a jak zaczynam wyciągać ostrzejsze argumenty, ze jak tak sie bedzie odżywiać to dostanie niedługo zawału albo udaru, zeby pomyślała o mnie, bo za mloda jestem zeby pogodzić sie z perspektywą jej śmierci, to zaczyna płakać, ze to wszystko wie i ze nie chce tego słuchać.
A kilka dni później znowu dzwoni i opowiada co jadła, a mnie krew zalewa i spac potem nie mogę.
Ci oge jeszcze zrobic?
Moze znacie jakiegoś lekarza albo dietetyka w Warszawie który oprócz zaleceń jeszcze nią wstrząśnie?