Gość: Meg
IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl
31.08.04, 10:45
Znacie to?
Niby wszystko jest ok (czyt. poprawnie), ale gdzie zapodziały się ciepłe
gesty, naprawdę małe rzeczy, dzięki którym nieustannie buzuje we mnie
ciepełko "bycia kochaną"?
Mąż wyjechał na kilka dni służbowo, drobiazg niby. Ale w tym czasie odezwał
się do mnie raz, zdawkowo, że dojechał. nie ma o co robić awarii, pewnie jest
zajęty, albo .. no właśnie, nie wiem, albo co. Bo zajęty nie jest, jest tam
potrzebny przez kilka godzin w ciągu dnia - reszta czasu wolna.
I chociaż wiem, że to nie dramat, że pewnie wystarczą ciepłe wiadomości ode
mnie na "dzień dobry", puszczane sygnały z telefonu (takie nasze umówione
hasło "myślę o Tobie"), ze przecież za chwilę wraca, to żal mi i smutno. Tak,
jakby mnie nie było w jego życiu. Wykasował sobie fakt żony..?
Naprawdę wiem, że powinnam dziękować Bogu, że tylko takie mam problemy .. ale
smutno mi i tak. I wytarty frazes "kiedyś tak nie było" kołacze mi się po
głowie. Naprawdę tak łatwo zapomnieć, że za nim tęsknię, że mi go brak, że
wystarczyłby chociaż jeden mały sygnał? :(
Napiszcie coś kobietki, może Wy wiecie skąd im się to bierze?
Meg - żonka z trzymiesięcznym stażem.