mookkie
07.09.04, 13:49
całe zycie nie potrafił podjąć żadnej decyzji ! Kompletnie żadnej !
Tak kierował sprawami , zebym to ja była z tym ostatnim słowem , potem jesli
było o.k. przyznawał się , ze brał udział w sprawie , jeśli było coś nie po
jego myśli byłam obrzucana całą winą i stekiem pomyj i nie tylko ...
Jesteśmy ze sobą 20 lat z czego 18 w małzeństwie , wyglądamy młodo i bardzo
atrakcyjnie : ja bo nie mam czasu się starzeć , ciągle coś robię komuś
pomagam , coś organizuję ,buduję itp On bo przesadnie dba o swoją tężyznę
fizyczną i wyglą zew. bo po prostu nie daje sobie rady z tym , że się
starzeje (39l) .
Ciągle mnie podkręca , ciągle mi daje nowe wyzwania , czuję sie jak na
ciągłym dopingu , a i tak jest zawsze żle , a to nie tak , a to nie dobrze ,
a to nie po jego myśli .
Mówi mi tylko przykre rzeczy , nie chwali , nie szanuje ...
Ostatnio usłyszałam , ze jestem " zbędnym obiektem w tym domu "
tak powiedział do dzieci 10 i 13 lat .
Wyzwiska i obelgi są na porządku dziennym , myślałam , ze jak tak bardzo będę
się starać to będzie dobrze , efekt : jest tragicznie !
Myślę , że mój mąż zdając sobie sprawę , ze jestem mało odporna psychicznie
kieruje mnie na drogę samobójczą , wiem , ze to wydaje się nierealne , ale
tak zachowuje się : daje mi nadzieję , coś tam stara się , ale nie przy
dzieciach i jak złapię się na lep zaczyna swoją grę , że jestem gruba , nie
dorastam do pięt jego kochance (byłej) niszczy moje rzeczy , bije , rzuca we
mnie czym popadnie ostatnio był to kosz z zawartością ...
Kiedy pytam Go , czy wie , ze istnieje coś takiego jak instytucja rozwodu to
odpowida mi , ze albo mnie zakopie albo doprowadzi do stanu , ze sama pójdę z
torbami , bo powinnam zdychać na ulicy ..
Powoli zaczynam wierzyć , ze to wszystko mu się uda , ostatnio zaczął osaczać
moją rodzinę .
Mam rzeczywiście coraz więcej myśli żeby zejść z tego świata bo nie mam już
siły powoli....