madeleine.christiane
28.04.15, 20:13
Kilka dni temu byłam na całkiem przyjemnym spotkaniu towarzyskim w jednej z poznańskich galerii, gdzie spotkałam dwie moje znajome. Ponieważ były bez samochodów, po skończeniu imprezy zaoferowałam się, że je podwiozę do domów ( miałam po drodze). Niestety, tuż po zapakowaniu się do mojego auta, zorientowałam się, że zamiast 3 opon mam flaki- więc zmuszona byłam wezwać pomoc drogową. Pomoc drogowa oswiadczyła, że przyjedzie w ciągu 20-25 minut, na co koleżanki stwierdziły, że one sobie wobec tego zamówią taksówkę i nie będą czekały ze mną. Odpowiedziałam, ze tak oczywiście, choć potwornie się bałam zostać sama ( dochodziła pólnoc) na ciemnej uliczce, w niebezpiecznej dzielnicy. Jedna jeszcze krzyknęła na do widzenia " uważaj, wsiądź do samochodu, bo tam na skwerku jakaś żulerka siedzi i przeklina" i pojechały. Ja zostałam sama, na lawetę czekałam ponad pół godziny w potwornym strachu. Mój narzeczony ( był wtedy za granicą) stwierdził, ze zachowały się fatalnie i powinny były poczekać ze mną. Miał rację?