noelka28
15.09.04, 16:18
te wszystkie zamazpojscia w mlodym wieku, ta wiara ze to do konca zycia, te
rozczarowania, zdrady, klotnie, bol, ktory mija, wiec nic niewart - czy jest
sposob zeby ktos zaczal nas uczyc? ostrzegac? ze nie warto, ze trzeba sie
poznac - czy taki 20 latek stajac na slubnym kobiercu cokolwiek wie o
zyciu??? gdzie sa rodzice ze pozwalaja? jak nie oni, to kto ma uprzedzic o
tym co potem - ze codziennosc, ze trzeba byc przygotowantym i dojrzalym
na "dotarcie" charakterow? mnie to nie spotkalo, ale jak czytam i obserwuje,
to wlos sie na glowie jezy? szkoda tylko dzieci; trzeba miec niesamowite
szczescie zeby pobrac sie mlodo i wytrwac razem do konca zycia i nie znudzic
sie, zniechecic...bez sensu