Dodaj do ulubionych

Problem-sąsiad

10.10.04, 03:16
Nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku. Kilka lat temu
przeprowadziłam się do nowego domu. Kameralne osiedle, ładny dom, pełna
kultura. Na przeciwko mieszkanie stało długo puste aż któregoś razu widzę, że
jacyś starsi państwo dyrygują przeprowadzką, ktoś wnosi meble tp. Pomyślałam -
nowi sąsiedzi. Jak się potem okazało nie do końca to była prawda. To po
prostu rodzice pozbywali się z domu synka-alkoholika i nam, obcym ludziom,
podrzucili to kukułcze jajo. Od tej pory borykamy się z alkoholikiem, którego
nałóg i nasze kłopoty, z każdym rokiem pogłębiają się. Człowiek ten sprasza
do siebie kumpli, widok których przyprawia o dreszcze i urządza z nimi
biesiady o najróżniejszych porach dnia i nocy. Głośne pijackie rozmowy, a
raczej bełkot, nie pozwalają spać, dodatkowo bluzgi płynące zza ściany i
przez okna powodują, że czuję sie jakbym mieszkała w jakiejś melinie.
Oczywiście, interwencje w administracji nie przynoszą skutku. Moje u niego
bezpośrednio też nie. Przyznaję, że już ponoszą mnie nerwy i też krzyknę więc
już kilka razy dochodziło do korytarzowych awantur. Nie wspomniałam, że facet
po alkoholu robi się agresywny. Ostatnio znowu obudziła mnie biesiada u niego
więc zaczęłam stukać w ścianę co by się uciszyli. W odpowiedzi słyszę "ty
ku... "i dalej jakiś bełkot. Wyszłam na korytarz i dzwonię do drzwi. Wypada
rozjuszony koleś i znowu "ty ku.." i cos tam dalej. Nie jestem dłużna. On do
mnie z łapami, drugi pijaczek go powstrzymuje, ja zamykam swoje drzwi. Wtedy
sąsiad zaczyna kopać w moje drzwi. Zdenerwowana otworzyłam drzwi i
potraktowałam go gazem, który noszę dla obrony. Koleś poszedł.
I teraz pytanie, bo nasunęły mi się wątpliwości. Czy miałam prawo do takiej
obrony? W ogóle ktoś ma jakis pomysł co robić?
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: Problem-sąsiad 12.10.04, 11:18
      allija napisała:

      > Człowiek ten sprasza
      > do siebie kumpli, widok których przyprawia o dreszcze i urządza z nimi
      > biesiady o najróżniejszych porach dnia i nocy. Głośne pijackie rozmowy, a
      > raczej bełkot, nie pozwalają spać, dodatkowo bluzgi płynące zza ściany i
      > przez okna powodują, że czuję sie jakbym mieszkała w jakiejś melinie.
      > Oczywiście, interwencje w administracji nie przynoszą skutku. Moje u niego
      > bezpośrednio też nie.

      czy probowalas interwencji na policji? Jesli dochodzi do zaklocania ciszy
      nocnej i sasiedzi wzywaja policje ta zawsze przyjezdza.

      > Wypada
      > rozjuszony koleś i znowu "ty ku.." i cos tam dalej. Nie jestem dłużna. On do
      > mnie z łapami, drugi pijaczek go powstrzymuje, ja zamykam swoje drzwi. Wtedy
      > sąsiad zaczyna kopać w moje drzwi. Zdenerwowana otworzyłam drzwi i
      > potraktowałam go gazem, który noszę dla obrony. Koleś poszedł.
      > I teraz pytanie, bo nasunęły mi się wątpliwości. Czy miałam prawo do takiej
      > obrony?

      prawo jak najbardziej mialas. Jesli chodzi o stan prawny nie grozi ci
      absolutnie nic w tym momencie. Jesli chodzi o dobre obyczaje nie zawracalbym
      sobie tym glowy.

      To co jednak sie tu liczy to efektywnosc podejmowanego dzialania. Jakis
      wymierny efekt by sie przydal.

      Gazem i awanturami tej sprawy nie zalatwisz. Tak naprawde, to dla ludzi
      przebywajacych czesto pod wplywem alkoholu awantura jest sytuacja komfortowa.
      Alkohol dziala na czlowieka w ten szczegolny sposob, ze uposledza platy czolowe
      mozgu. To jest ta czesc mozgu ktora odpowiada za hamowanie naszych
      instynktownych reakcji. Stad ludzie pod wplywem alkoholu o wiele czesciej
      przeklinaja, latwiej sie denerwuja i okazuja mniej strachu. Po prostu uklad
      hamulcowy nie dziala u nich tak jak powinien. W eksperymentach szesciu na
      dziesieciu kierowcow zawodowych po podaniu 200 gramow wodki zgadza sie podjac
      probe przejechania samochodem przez brame, ktora jest 20 centymetrow wezsza od
      samochodu. Oczywiscie sa poinformowani, ze ta brama jest wezsza. Bez alkoholu
      nie zgodzil sie na to zaden z kierowcow.

      Dla kogos pijanego i pijacego czesto sytuacja normalnej rozmowy jest meczaca i
      nuzaca. Awantura z wymyslaniem sobie na klatce schodowej, szarpanina, kopanie w
      drzwi i pryskanie gazem po oczach to jest dokladnie ten rodzaj przygody, ktory
      moze sprawic, ze ta osoba bedzie uwazala wieczor za udany.

      > W ogóle ktoś ma jakis pomysł co robić?

      zaczalbym od poinformowania faceta kiedy bedzie trzezwy, ze za kazdym razem
      kiedy bedzie u niego tego rodzaju impreza bedziesz wzywac policje. Trzy bardzo
      wazne zasady:

      - nie wdawac sie tu w zadne pyskowki. Twoim celem jest tylko maksymalnie
      rzeczowe poinformowanie go o tym co bedziesz robic i pozniej konsekwentne
      realizowanie tego. Nie przedluzac rozmowy. Po prostu: chce, zeby pan wiedzial,
      ze za kazdym razem kiedy bedzie u pana glosna impreza bede wzywala policje.
      Przyjrzec sie dla sprawdzenia czy informacja dotarla, po czym odwrocic sie i
      odejsc. Nic wiecej.

      - zrob to kiedy bedzie trzezwy i sam

      - dobrze by bylo, gdybys ty w tym momencie nie byla sama

      Nastepnie musisz przystapic do czesci drugiej, czyli konsekwentnego wzywania
      policji za kazdym razem kiedy awantura bedzie. Ona oczywiscie bedzie, bo facet
      sie twojej informacji nie przestraszy. Prawdopodobnie bedzie nawet chcial cie
      sprawdzic i czym predzej zrobi impreze. Wowczas nie czekac z tym kilka godzin
      tylko wezwac policje od razu. I robic to za kazdym razem kiedy bedzie impreza.
      Nie wolno pominac zadnego razu, bo jesli to zrobisz cala sprawe bedzie trzeba
      zaczynac od poczatku. Jesli prawo zostanie w jakikolwiek sposob naruszone
      mozesz zalozyc sprawe w sadzie. Jesli beda proby zastraszenia takze mozesz
      zlozyc sprawe. Mozesz ja zlozyc takze o "ty k..." wykrzykniete na klatce
      schodowej. I wszystko to nalezy po prostu wykonac, jednoczesnie nie robiac
      samej zadnych awantur bezposrednio. Z naszych doswiadczen wynika, ze 3 miesiace
      konsekwentnej pracy nad takim sasiadem zwykle wystarczaja.
      • allija Re: Problem-sąsiad 14.10.04, 02:04
        Bardzo dziękuję za rzeczową odpowiedź. Zastosuję się do wskazówek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka