zeszloroczna
27.01.19, 11:41
Pochodzę z dużego, wojewódzkiego miasta, tam się urodziłam, mieszkałam prawie w samym centrum, wszędzie blisko. Po ślubie nie było nas stać na nic własnego, więc zamieszkaliśmy na wsi, w domu z teściami. Wyremontowaliśmy sobie strych i mamy tutaj 3 pokoje, kuchnię, łazienkę. Przeszłam tutaj wiele, kiedy jeszcze żyła męża babcia i mieszkała przez kilka lat męża siostra z rodziną. Nie chcę o tym opowiadać, grunt, ze teraz jest ok, mieszkamy tylko my na górze i teściowie na dole. Po ślubie mieliśmy mieszkać tu przez jakiś czas, żeby odłożyć na swoje. Najpierw było max 4 lata, potem jeszcze 2... itd. Mieszkamy tu już 10 lat. Cały czas słyszę, że odkładamy i w końcu wyprowadzimy się na swoje.
Obecnie oboje pracujemy w mieście (tym "moim", wojewódzkim), dojeżdżamy ok. 40 km w jedną stronę.
Ja chciałabym wrócić do mojego miasta, kupić tam mieszkanie. Mąż chce dom na wsi. Starałam się znaleźć jakiś kompromis. Niedaleko wsi w której mieszkamy są dwa miasta, takie po 13 tys ludzi, są tam stacje kolejowe. Zaproponowałam mieszkanie w jednym z nich, ale mąż do mieszkania nie pójdzie. Męczy mnie to, że obecnie jedyną opcją dojazdu gdziekolwiek jest samochód, przez naszą wieź jeździ autobus dwa razy dziennie, ale tylko do pobliskiego miasteczka i jest ustawiony pod rozpoczęcie i zakończenie lekcji, więc jest dla uczniów i nauczycieli... Do lasu na spa cer ciężko iść, bo wiecznie jakieś polowania, więc spacerować można w jedną stronę przez wieś i w drugą stronę przez wieś. Ja w piecu nie napalę, bo nie potrafię, jeszcze bym coś zepsuła, albo puściła dom z dymem. Muszę brać udział w życiu rodziny, i to nie że tylko teściów, jeśli teściowie zaprosili przyszłych teściów szwagierki, to musieliśmy w tym uczestniczyć, bo głupio schować się na górze domu. Jak ma przyjść ksiądz po kolędzie, to wyjeżdżamy, albo zostajemy dłużej w pracy, albo snujemy się po centrum handlowym, bo jakbyśmy byli w domu, to na pewno teściowie by nas zawołali. Pomimo 10 lat nie czuję się tam swobodnie, nie mam prywatności, brakuje mi tego.
Jaki inny kompromis widzicie, bo ja tylko rozstanie, albo dom w małym miasteczku. Ale to też problem, bo koszt ogromny, a mąż nie chce kredytu... Przyjmuje tylko opcję kredytu na niewielką część.