nasturcja33
29.10.04, 09:42
Po 10 latach małżęństwa rozwiodłam się z mężem policjantem. Naduzywał ogolnie
rzecz biorąc alkoholu a gdy był pijany to żadna siła nie mogła go zmusić do
położenia się spać. Do przemocy fizycznej nie dochodziło.
Syn miał wtedy 8 lat.
Związałam się z innym. Kawaler , bez zobowiązań, mieszkanie w bloku /ja w
swoim domu/. On miał wtedy 36 lat ja 30. Zamieszkaliśmy u mnie. Mieszkanie
wynajął. Slubu nie mamy. Po trzech latach urodziła się córka /obecnie 3
letnia/.
Własciwie chyba pierwszy raz uderzył mnie gdy byłam w ciązy. Potem jeszcze
wielokrotnie. Nawet bardzo się martwił czy dziecko będzie normalnre. Ale to
zawsze była moja wina, powód błachy ale wina moja i od słowa do słowa a potem
ręka sama leci.
Tak jest już 6 lat. Zawsze moja wina. Nienawidzi ,mojego syna /córkę kocha/.
Typowy choleryk. Denerwuje go wszystko, nie rozsznurowane buty to już niezła
awantura. Wszystko co zrobi syn jest zrobione źle. Gdy dostanie dobra ocenę -
to mu się udało. Ty debilu - tak się do niego zwraca. Wyzwis używanych pod
moim adresem nie będę przytaczać - wszystkie znane polskie wulgaryzmy się tu
zmieszczą plus np. kłamliwa świnia, szmata, suka, żmija, ścierwo itd.
Najszyciej rzuca się do bicia syna, gdy ja staję w jego obronie to bije nas
oboje - skutki - dwa razy podbite oko, siniaki mam zawsze jakieś, złamany w
zeszłym roku palec u ręki /chciałam zasłonić syna/. Raz po pijanemu podbił
synowi oko , bo źle przybił listewkę do karmika dla ptaków /polecenie
służbowe - masz zrobić karmik na zimę/. Syn w szkole w ubiegłym roku miał
zachowanie nieodpowiednie, opuścił sie w nauce. W domu anioł - ze strachu
przed nim oczywiście.
Doszło do tego , że ja coraz częściej sama sięgam po alkohol, bo już nie
wytrzymuję nerwowo.
Dzień nasz powszedni to całodobowy quiz. Bez przewy pyta syna, gdy oglądają
jakiś teleturniej a jak nie zna odpowiedzi to jest wyzywany od debili - żeby
chłopak 15-sto letni tego nie wiedzial - ty debil jesteś.
Awanturuje się przy sąsiadkach, koleżankach /wtedy bez rękoczynów/, a drze
się tak , że chyba cała ulica go słyszy.
Ostatnio tematem wiecznych, codziennych awantur są pieniądze i niezapłacone
rachunki. Fakt wiecznie nam brakuje kasy choć oboje pracujemy ale to tylko i
wyłącznie moja wina /pali dwie paczki papierosów dzienie i codziennie piwko/.
Ostatnio doszło grrzebanie w moich rzeczach - konrola zawartości torebki,
komórki otwieranie /nawet przy mnie/ korespondencji do mnie.
Spyta ktoś dlaczego go nie wywalę.
Problem jest taki, że dla córki jest ojcem bardzo dobrym i obecnie córka
chodzi do przedszkola.
Ja wychodzę z domu przed szóstą rano. Do przedszkola zaprowadza ją on. Nie
mam innego wybory, na opiekunkę mnie nie stać , moi rodzice nie żyją /jego
też/ , ja jestem jedynaczką , żadnej rodziny w pobliżu.
Do przedszkola jest ok. 2 km.
Mm zamiar jednak iść z tym wszystkim na policję. Władzy on boi się panicznie.
Przynajmniej się wystraszy jak założe mu sprawę o znęcanie sie psychiczne i
fizyczne. To tyle na co w tej chwili mnie stać.
Napisałam dlatego , że zależy mi na opinii kogoś neutralnego. Bardzo proszę
też o wypowiedzi ekspertów.