Dodaj do ulubionych

Obrzydziło go moje ciało

10.06.22, 20:12
Hej,

sama właściwie nie wiem, czemu tutaj piszę - chyba dlatego, że w realnym życiu ciężko by mi się było przyznać komukolwiek do mojej sytuacji. I właściwie nie wiem, czego oczekuję - ale jeśli ktoś planuje mnie dobijać, to mogę już napisać, żeby sobie oszczędził, bo i tak już czuję się jakbym była pod poziomem morza, a osobą jestem dość wrażliwą. Mniejsza z tym.

Jest tutaj wątek o "starych" dziewicach. Tak, jestem właśnie jedną z nich. Nie uważam, żebym była jakimś wybrykiem natury, po prostu zawsze w pierwszej kolejności zależało mi na jakiejś więzi z drugim człowiekiem, a że takich więzi jakoś nie dane mi było mieć, to stało się jak się stało. Do tego dość późne dojrzewanie emocjonalne (tzw. late bloomer) i nieakceptacja swojego ciała doprowadziły mnie tu, gdzie jestem. Do miejsca, w którym może nie do końca chciałam być, ale które tak czy inaczej jest moją rzeczywistością.

Urodą raczej nie grzeszę, jestem z tych "niewidzialnych" dla mężczyzn. Przez długi czas mi to nie doskwierało, bo jako typ introwertyczny lubię spędzać czas sama ze sobą. Zresztą liczyłam, że kiedy najmniej się tego spodziewam, to "coś" mnie spotka. Nie spotka, teraz już to wiem i chyba będę w stanie zaakceptować.

Moje ciało w ubraniu wygląda nawet ok - jestem wysoka, szczupła i wydaje się, że mam duży biust. No właśnie - wydaje się, bo to mój największy kompleks. Dawno, dawno temu zdarzyło mi się raz dość mocno przytyć (zawsze byłam bardzo szczupła), a że tyję głównie w piersi (i brzuch) to sporo mi one urosły. Byłam wtedy za granicą i nie widziałam siebie "z zewnątrz", natomiast gdy zobaczyli mnie ludzie, którzy mnie znali, po ich reakcji wiedziałam, że jest źle. Natychmiast zaczęłam się odchudzać, stosując bardzo "mądry" sposób - przestać jeść. Schudłam owszem, i to szybko, ale w pakiecie dostałam obwisły biust. Moja wina, oczywiście, pamiętam jak raz się obudziłam i dosłownie poczułam tę obwisłość. Wcześniej nie miałam pojęcia, że podczas odchudzania najbardziej trzeba dbać o piersi, bo nie miałam w ogóle doświadczenia w tej kwestii. Odchudzałam się jeden jedyny raz w życiu i to o jeden raz za dużo. Gdybym mogła cofnąć czas, zrobiłabym to bez wahania, ale oczywiście nie da się. Brzydzę się nimi, zaczęłam nosić lepsze staniki i to chyba trochę pomogło, ale piersi nadal są wiotkie, nie są pełne, apetyczne. Wyglądają mniej więcej tak, jak na załączonym zdjęciu. Czyli okropnie. Wspominam z sentymentem czasy, kiedy moje piersi były małe i jędrne, kiedy mogłam chodzić bez stanika (choć tych czasów już tak naprawdę nie pamiętam). Obiecałam sobie, że jeśli tylko kogoś znajdę (w znaczeniu partnera), to zrobię operację, nie tyle dla niego co dla siebie (ale żeby ktoś przy mnie wówczas był, bo sama boję się iść gdzieś kroić pod narkozą, nikomu nic nie mówiąc). Partnera nie było, więc i piersi zostały takie, jakie były, a kompleks narastał.

I tu przechodzimy do klucza historii (o ile ktoś dotrwał) - mianowicie ostatnio kogoś poznałam, "kliknęło", zaiskrzyło, zwał jak zwał. Aż sama się nie mogłam nadziwić co on we mnie zobaczył, bo wydawał się dużo fajniejszy ode mnie - bardzo wyważony, z szacunkiem do innych, umiał słuchać i mimo że był drobny, to był jednocześnie męski. Lubiłam jego głos, to jak mówi w obcych językach i w swoim ojczystym (niemiecki), mieliśmy podobne poglądy. Podobał mi się, po prostu. Nawiązała się między nami jakaś nić porozumienia - tej, której tak mi brakowało. I nie chodziło o to, że liczyłam na związek - znaliśmy się kilka dni, zresztą poznaliśmy się na międzynarodowym evencie i on po wszystkim wracał do siebie (do Niemiec), więc logiczne, że nie było co do tego dopisywać przesadnej ideologii. Mimo wszystko, chyba zauroczyłam się.

Będąc tam (na wyjeździe) raz wracaliśmy razem do hotelu, byłam pijana i on mnie wtedy pocałował. Nie podobało mi się, bo od razu wepchnął mi język do gardła (a nie lubię tego :P), ale mu o tym powiedziałam i było ok, wracaliśmy trzymając się za ręce i to mi tak naprawdę wystarczało - ta bliskość emocjonalna, dla mnie dużo ważniejsza niż aspekt fizyczny.

Po całym evencie, on przyjeżdżał jeszcze do Warszawy, skąd miał następnego dnia odlot, więc się spotkaliśmy. Niestety nie wiem, co mi do głowy strzeliło, co sprawiło, że zachowałam się tak głupio, jak się zachowałam, ale stało się jak się stało. Widzieliśmy się na mieście. Niestety (mimo wieku) nadal czasami przesadzam z alkoholem. I tu też tak było. Upiłam się dość mocno i trafiłam z nim do mieszkania, które wynajmował. Nie zakładałam żadnych zbliżeń na tym spotkaniu, chciałam się tylko całować, ale w tym mieszkaniu, chyba pod wpływem alkoholu nagle stwierdziłam, że to jest ten moment, żeby pozbyć się tego mojego balastu, że zrobię to teraz, będę miała wreszcie z głowy, a jego przecież już nigdy nie zobaczę. Nie krępowałam się, żeby ściągnąć stanik, a przecież on musiał wyczuwać, że moje piersi są nijakie, miękkie itd. A do tego nie byłam przygotowana na ewentualność zbliżenia, więc na dole nie byłam w ogóle wydepilowana. Ale stwierdziłam, że skoro oboje jesteśmy pijani, to jakoś to pójdzie. Nie poszło. On podszedł do mnie, dwa razy próbował wejść, ale potem po prostu wyszedł do łazienki, a po tym poszedł spać. Domyślam się, że obrzydził go mój widok, jak na mnie patrzył z tamtej pozycji i po prostu sobie odpuścił. Ja się szybko ubrałam i o 3 w nocy wracałam sama do domu przez deszczową Warszawę. Czy dojechałam do domu, oczywiście nie zapytał. Zniknął, tak po prostu, a ja zapewne nigdy już go nie zobaczę (co ma też swoje plusy, bo chyba spaliłabym się ze wstydu).

Jeśli ktoś dotrwał do tego miejsca, to chodzi o to, że moja samoocena, jako kobiety, teraz właściwie nie istnieje. To, czego się najbardziej obawiałam - że ktoś nie zaakceptuje mojego ciała, stało się tak naprawdę rzeczywistością. I powodem, dla którego jest mi tak cholernie smutno, jestem tak zdołowana, że nie wiem, jak się po tym pozbierać. Czuję się absolutnie do niczego.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że najbardziej mi szkoda tej nici porozumienia, tej której tak dawno nie czułam, przez te kilka dni wyjazdu świat wyglądał nagle w innych barwach, wydawało mi się, że ktoś mnie rozumie, ktoś czuje tak samo jak ja. I wyobrażam sobie, że gdybym nie dopuściła do tego wszystkiego, to miałabym chociaż fajne wspomnienia - wakacyjnego "romansu", zwał jak zwał, tej sytuacji, gdzie ludzie spotykają się przypadkiem, nie znają się, a mimo to wytwarza się między nimi jakaś dziwna, niezrozumiała więź. Nie twierdzę, że ta znajomość byłaby kontynuowana, bo pewnie by nie była. Ale dużo bardziej wolałabym ją zatrzymać na tym stopniu emocjonalnym i miło wspominać jako coś, co myślałam, że mi się nie może przytrafić, a jednak się przytrafiło.

Rzeczywistość jest jednak jaka jest, ja nawaliłam, zbłaźniłam się i teraz czuję się gorzej niż kiedykolwiek. Na pewno drugi raz już do czegoś takiego nie dopuszczę, wolę już zostać dziewicą na zawsze niż doznać ponownego upokorzenia. Ale jeśli ktoś ma radę, co zrobić, żeby poczuć się, że nie jestem niczym, że nie jestem bezwartościowa, tylko coś jednak znaczę, będę bardzo wdzięczna za podpowiedź. Bo w tej chwili czuję się jak największy potwór na świecie - brzydki, odpychający, na którego nikt nie chce patrzeć. Nie jestem bezwartościowa - ale tylko jeśli chodzi o mój umysł, ciało jest jak widać dużo gorzej oceniane, a dla kobiety to mimo wszystko podstawa. I z tym nie mogę sobie poradzić. Wszystkie moje kompleksy zostały potwierdzone - tak, miałam rację. Tylko co mi z tej racji, skoro akurat w tym jednym przypadku naprawdę wolałabym jej nie mieć ...

Jeśli ktoś przeczytał do końca i będzie chciał się ze mną czymkolwiek podzielić, będzie mi może trochę lżej. Ale i tak zdaję sobie sprawę, że będę się z tym musiała sama uporać. I zaczynam aż wątpić, czy w ogóle dam radę ...

Pozdrawiam ...




Obserwuj wątek
    • enith Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 06:41
      "Ale stwierdziłam, że skoro oboje jesteśmy pijani, to jakoś to pójdzie. Nie poszło. On podszedł do mnie, dwa razy próbował wejść, ale potem po prostu wyszedł do łazienki, a po tym poszedł spać. Domyślam się, że obrzydził go mój widok."

      To źle się domyślasz. Facetowi klasycznie ważny organ nie stanął (nomen omen) na wysokości zadania i to nie z powodu twoich piersi, a z powodu alkoholu. I nie twój wygląd jest powodem, że się wiecej nie odezwał, a poczucie porażki, że się w łóżku nie sprawdził. Panowie są nieludzko wprost na tym punkcie przewrażliwieni. Żaden, absolutnie żaden normalny facet nie zrezygnuje z możliwości seksu, bo pierś nie tak jędrna.
      • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 09:02
        Dziękuję Ci bardzo za tę odpowiedź. Nie powiem, trochę mnie uspokoiła. Choć oprócz piersi problemem było jeszcze to, że nie wydepilowałam się "na dole". A to taki pedantyczny Niemiec, cały na gładko, choć akurat jeśli o mnie chodzi, włosy mi zupełnie nie przeszkadzają (u kogoś), są normalne i nawet je wolę. Pijana na pewno byłam bardziej od niego, ale on mimo wszystko też, sporo zmieszaliśmy, a on raczej nie jest przyzwyczajony do picia, zresztą jest drobnym, szczupłym mężczyzną, więc na pewno coś z tego alkoholu na niego też podziałało. No i fakt faktem jeszcze przed wszystkim, on dłuższą chwilę "dostawiał" go ręką, był przy tym trochę nerwowy, co nawet mnie zdziwiło i pomyślałam, że chyba za dużo pornosów ogląda, skoro tak sobie musi pomagać. Więc może jest trochę racji (mam nadzieję) w Twoim wpisie, tego się będę trzymać, bo inaczej mogłabym doprowadzić swoją samoocenę do skrajnie niskiego poziomu, a przed tym wolałabym się jakoś chronić. Jeszcze raz dziękuję Ci za Twoją odpowiedź, miłego dnia!
        • obrotowy ja rowniez :) 11.06.22, 15:48
          taniewidzialna napisała:

          > ... Choć oprócz piersi problemem było jeszcze to, że nie wydepilowałam się "na dole".
          A to taki pedantyczny Niemiec, cały na gładko, choć akurat jeśli o mnie chodzi, włos
          > y mi zupełnie nie przeszkadzają (u kogoś), są normalne i nawet je wolę.



          Ja rowniez je wolę. - a wspolczesna moda na depilowanie - mnie smieszy.
    • majaa Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 18:54
      Zgadzam się z Enith. Zupełnie niepotrzebnie się obwiniasz o tę sytuację. To, że nie wyszło to nie jest kwestia Twojego wyglądu, tylko alkoholu, który kiepsko wpłynął na potencję pana. Normalna sprawa, tak się dzieje, jak facet za dużo wypije. Jak otrzeźwiał, to z pewnością było mu zwyczajnie głupio, czuł, że się zbłaźnił, a faceci są na tym punkcie bardzo wrażliwi, wierz mi. No więc zniknął "po angielsku", i tyle, bywa. Przeżyliście kilkudniowy romans, który, jak sama piszesz, i tak w zasadzie nie miał przyszłości. Nie ma sensu tego rozkładać na czynniki pierwsze. Spróbuj spojrzeć na siebie łaskawiej i nie obwiniaj się o cudze problemy. Znajdziesz jeszcze kogoś , z kim będziesz szczęśliwa. Tego Ci życzę🙂
    • mari614 Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 20:14
      Też uważam, że to chamstwo, że nikt nie wspomina, że w wyniku odchudzania obwisają piersi.
      • bguslawko_1 Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 21:14
        Chamstwem jest jak facet wypomina kobiecie ,że ma małe piersi i nie chodzi o ten wątasek .
    • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 11.06.22, 22:05
      Biust na obrazku ma wiele kobiet! I facet, kto zna coś więcej niż porno, jest tego świadomy. Kiedyś była taka strona, "pokaż cycki" czy jakoś tak, gdzie kobiety wstawiały właśnie to. I wcale nie było tak, że przeważały "idealne."

      Wątek przeczytałam z zainteresowaniem, bo brzmiałby jak moja sytuacja, gdyby kiedykolwiek udało mi się dojść z jakimś facetem do takiego etapu.
      • obrotowy mezczyzni - to towar przereklamowany. 11.06.22, 22:19
        tibarngirl napisała:
        bo brzmiałby jak moja sytuacja, gdyby kiedykolwiek udało mi się dojść z jakimś facetem do takiego etapu.


        mezczyzni - to towar przereklamowany (dla kobiet)

        i odwrotnie.

        brac - jesli cos sie trafi.

        a jak nie - to za tym nie biegac.

        szkoda nerwow, czasu i pieniedzy.

        • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 11.06.22, 22:29
          tez tak sądziłam, ale... kiedy to facet inicjuje i jest do przyjecia, to roznieca nadzieję na relację. I potem bardzo trudno zrezygnować. Bo osoba do tej pory pogodzona z samotnością, nagle zaczyna myśleć o związku, skoro daje szansę. A gdy to nie wypala, a jest się, np. dziewicą po 30tce czy ogólnie, osobą która nie przyciąga płci przeciwnej, to dochodzi myśl, "rany, nie wyszło i mogę już nie spotkać nikogo więcej, kto by mnie chciał." I trudno wrócić do pogodzenia z losem.

          Może to towar przereklamowany, ale ludzie mają pęd do parowania się. Ja np chciałabym choć raz w życiu wejść w relację, a choćby żeby tego doświadczyć. Niefajnie byłoby umierać mp dziewicą/ kimś kto nigdy nie wszedł w związek (a jeśli komuś po 30 tce czy 40 tce nikt się wcześniej nie trafił, to trudno oczekiwać, że nagle się to zmieni, szczególnie gdy polski rynek matrymonialny grzebie takie kobuety zywcem).

          Napisałam, że wątek brzmiałby jak moja sytuacja, bo moje kontakty do tej pory kończyły się ghostingiem i nawet gdyby do seksu doszło, pewnie także po nim nastąpiłby ghosting, co by było o wieke gorsze dla mojego ego niż zniknięcie po spotkaniu czy przed.
          • malwa200 Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 12.06.22, 07:14
            moim zdaniem wcale ni są obwisłe tylko normalne
          • enith Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 12.06.22, 07:39
            "Napisałam, że wątek brzmiałby jak moja sytuacja, bo moje kontakty do tej pory kończyły się ghostingiem..."

            Próbowałaś dojść przyczyn? Szczerze mówiąc trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach i możliwościach chętna kobieta nie potrafi stracić dziewictwa. Chyba czas między bajki włożyć przekonanie, że chłopy to nic, tylko główkami myślą i żadnej okazji nie przepuszczą.
            Z obserwacji własnych mogę napisać, że problemy ze sparowaniem miały panie albo stawiające poprzeczkę zdecydowanie za wysoko, tym samym wykluczając większość potencjalnych partnerów, albo kompletnie nie łapiące lecących w ich stronę sygnałów od zainteresowanych mężczyzn (kłopoty z czytaniem przesyłów niewerbalnych). Oraz kobiety głęboko religijne, które seks tylko po ślubie. Czy pasujesz do którejś z tych kategorii, tibarngirl? W sumie szkoda, że chętna do związku osoba nie może nikogo komaptybilnego znaleźć. W parze jednak fajniej (a przynajmniej powinno).
            • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 12.06.22, 08:46
              Zadna z tych opcji mnie nie dotyczy.

              Faceci inicjowali kontakt, ja byłam na tak, no a potem wielkie nic.

              Jeden marnowal mi czas przez pół roku - zaprosił mnie sam na spotkanie, na którą czas znalazł dopiero po kilku miesiącach, byliśmy na 2v wyjściach na miasto, podczas których interakcje były jak kolega z koleżanką (gdyby wykazał inicjatywę, ale nic takiego nie robił), no a potem przestał mnie zapraszać. Odzywa się raz na tydzień, niczego nie proponuje, nie wiem, co z takim robić. Na moje oko, jestem tylko opcja zapasowa i nikim więcej, nawet jakbym chciała seksu, to po prostu nie ma jak. Inny tak samo - zaprosił raz na piwo, czasem się pogada, a tak to dalej nic. Nie mam problemu z tym, by odezwać się pierwsza (temu drugiemu ja zaproponowałam spotkanie, kiedy poprzednio je przełożyłam), ale jeśli to tylko ja pisze pierwsza a on raz na 2 tygodnie, jesli nigdy nie próbuje pchnąć znajomości dalej, to kobieta w mojej sytuacji może tylko odpuścic, bo jest tylko koleżanka. Jeśli znam kogoś przez kilka miesięcy, kontakt jest, ten facet może się umawiać ale tego nie robi, to na coś więcej nie ma szans. Chętnie bym spytała, o co takiemu chodzi, ale nie wiem, jak to zrobić, by nie wyjść na desperatke czy kogoś, kto z kolei nie odczytuje sygnałów "jednak cie nie chce."
              Najwyrazniej jestem dla facetów tylko opcja zapasowa, ewentualnie, boosterem ego i nawet na "pump & dump" nie mam opcji, więc zanosi się na to, że nie zmienię swojego stanu.
              • enith Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 12.06.22, 18:20
                "Jeden marnowal mi czas przez pół roku ..."
                Widzisz, i to jest dla mnie kosmos. Jesteś kobietą szukającą związku, więc nie rozumiem, jak można uwikłać się z mężczyzną, który znalazł czas na spotkanie się z tobą zawrotne dwa razy w ciągu sześciu miesięcy. Czy dla ciebie to nie jest jasny sygnał, że on NIE jest zainteresowany pogłębianiem znajomości? Podejrzewam, że jednak pasujesz do kategorii osób nie czytających przekazów niewerbalnych. Bo dla mnie po twoim opisie pan nadawał się do odstrzału sanitarnego po kilku tygodniach znajomości. Pytanie, czemu ty marnowałaś swój cenny czas na bujanie się z kimś tak nierokującym przez pół roku, zamiast intensywnie poszukać dalej.
                Polecam prostą zasadę: dajesz panu raz czy dwa możliwość spotkania. Jeśli się miga, swipe left. Jeśli po spotkaniu nie wychodzi z inicjatywą kolejnego spotkania, żegnasz pana bez żalu. Jeśli po kolejnym spotkaniu nie klika, mówisz panu adieu. I szukasz dalej. Nawet, jeśli będziesz musiała przejść przez coś takiego ze stówką potencjalnych partnerów. Bo tak w dzisiejszych czasach wygląda randkowanie i nie ma co liczyć na to, że jak spotykasz się w skali roku z dwoma facetami, to akurat jeden z nich będzie tym jedynym. Mało kto ma takie szczęście.
                • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 04:03
                  Bo to był facet z którym pracowałam? Bo to była pierwsza osoba, która zaproponowała mi spotkanie w ciągu całego mojego życia?
                  Bo mam zerowe doświadczenie w relacjach damsko-męskich i nie mieści (ło) mi się w głowie, że ktoś może sam podejść a potem trzymać kontakt, mimo że nie będzie tego rozwijał?
                  Bo nikogo z parciem na to nie szukałam, więc nie wadził mi taki kontakt, a niech sobie będzie i zobaczymy?
                  Bo utrzymywał ze mną kontakt, choć mógł go zerwac jeśli mnie nie chciał? Bo miał w tamtym momencie 2 etaty gdzie pracował i na weekendy, a wtedy naprawdę trudno znaleźć czas dla kogoś i sądziłam, że dopóki się nie spotkamy/poznamy to faktycznie mogę nie być priorytetem, bo mnie nie znał?
                  Bo ten drugi zachowuje się tak samo?
                • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 04:13
                  No i dlatego dochodzę do wniosku, że randkowanie nie jest dla mnie. Tamten facet mi sie po prostu podobał. I sprawial wrażenie, że chce mnie poznać. Nie chciałam chodzić na spotkania z innymi, których nawet nie chciałam poznawać, bo do szukania podchodziłam na luzie, a do tego miałam nadzieję na tamtego. Łatwo jest zerwać kontakt, gdy kogoś zna sie tylko z tindera a w życiu codziennym nie ma się z nim tak naprawdę styczności poza spotkaniami. I gdy się kogoś nie lubi i spotyka się z nim właśnie tak dla "szukania." sama mówię takim osobom wprost, sorry, nie wypala, więc sądziłam, że druga strona też tak robi.
                  Ten drugi zresztą tak samo, mamy codzienny lub prawie codzienny kontakt w pracy i odnosiłam wrażenie (z tym. Odnoszę, bo to świeża sprawa), że chcą/chcieli że mną przebywać - inaczej po co szukaliby mojego towarzystwa. Latami nawet nie rozmawiałam z mężczyznami, bo mnie unikali. Czy to więc dziwne, że nie znam ich zachowań?
                  • enith Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 05:17
                    Serio nie znasz żadnych mężczyzn w swoim otoczeniu? Nie masz mężczyzn w rodzinie, nie było chłopaków w przedszkolu, podstawówce, liceum i na studiach? Bo właśnie w taki sposób, w codziennych kontaktach poznaje się ludzi i ich zachowania. Więc tak, dziwi mnie, że nie rozumiesz intencji ludzi ze swojego otoczenia. Czy przyjaciółki/koleżanki też spotkają się z tobą w skali dwa razy w roku i uważasz to za normalne, a nie olewające zachowanie wobec ciebie?
                    Może terapia grupowa, gdzie można odgrywać różne interakcje międzyludzkie? Może dostałabyś wskazówki, dlaczego mężczyźni cię unikali? Możesz napisać, co właściwie przez to rozumiesz, że całe życie cię mężczyźni unikali? I czy podejrzewasz, co było/jest tego przyczyną?
                    • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 05:46
                      Nie rozmawiali ze mną, bo wyglądałam bardzo źle. Nie miałam nigdy kolegów i siła rzeczy, faceta. Byli w otoczeniu, ale cieszyłam się, gdy byłam dla nich niewidzialna, bo zazwyczaj to mnie wyzywali za wygląd i wysmiewali się. Przyjaźni też nie miałam za mocnych z kobietami, ot takie, co rozpadały się gdy dana osoba odchodziła ze szkoły/pracy.

                      Trudno jest zerwać kontakt/ powiedzieć sobie, że on tylko zlewa jeśli jakiś facet ci się podoba, daje sprzeczne sygnały (cały czas kontaktuje się, chce przebywać i itd) i kiedy "ma" wymowki, dlaczego.
                      Widziałam, że tak jest, ale ponieważ mi się podobał, a ja miałam ego boost, że komuś mogę się podobać, że nie chciałam zrywać tej znajomości. To było raczej na zasadzie, a niech sobie jest, jak nic nie wyniknie, to trudno. Powiedziałam sobie, że poczekam do spotkania a jeśli to nie rozwiąże kwestii, to facet nie rokuje. Do tego jest to kontakt w pracy, bo przez neta nie szukalam, więc mimo wszystko, trzeba jakoś na tej płaszczyźnie funkcjonować. Bez stanowczego zerwania kontaktu z mojej strony nie rozwiąże tego, więc pewnie niedługo powiem mu, że sorry, nie chce tego kontaktu (ale tak, by nie zrobić sobie wroga w biurze). Z tego co się orientuję, to wiele kobiet wpada w taką pułapkę i nie uważam, że są to osoby aspołeczne. Mój brak doświadczenia z facetami też pewnie odgrywa w tym rolę. Z tym drugim Panem nie mam takich złudzeń i nie powtórzę tego błędu (nie czekam na niego). Ale generalnie, nie jestem gotowa na spotykanie się ze 100 facetami, by wyłonić właściwego. Nie zniosłabym tylu porażek :D. A jeszcze dochodzi do tego potencjalna sytuacja, że on będzie super, ale zerwie kontakt z uwagi na mój problem, który dzielę z autorka wątku. Kilka dni temu zaczęłam pisać z gościem na aplikacji, myślę, że się z nim spotkam (skasuje nr jeśli się nie odezwie po), ale stwierdzam, że przyznać się komuś, że jeszcze nigdy nic, to ponad moje siły. Teoretycznie jestem otwarta na możliwość relacji, ale nie na odsiewanie aż tylu ludzi i raczej nie będę w stanie przyznać się komuś, do tego, jak tu sprawy stoją. Więc raczej wracam do myśli, że nic się nie zmieni. Chyba że jakimś cudem naprawdę trafię na te właściwa osobę.
                      • enith Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 07:55
                        Czyli można powiedzieć, że ani nie szukasz potencjalnego partnera, ani nawet okazji do spotkania potencjalnego partnera i zdajesz się na los, typu koleś z pracy zwraca na ciebie uwagę i "marnuje ci" pół roku.
                        Cóż, z takim nastawieniem mogę tylko życzyć ci powodzenia i wiary, że ta właściwa dla ciebie osoba gdzieś tam istnieje i choć przez ciebie aktywnie nie szukana, jednak jakimś sposobem odnajdzie ciebie. Ale na terapię powinnaś pójść i tak. Choćby dla podbudowania własnego ego, popracowania nad asertywnością, poćwiczenia miękkich kompetencji społecznych i tym podobnych umiejętności, które w życiu (nie tylko związkowym) potrafią się czasem bardzo przydać.
                        • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 10:38
                          No raczej tak jest. Trafi mi się, to ok, nie trafi, też przeżyje.
                          Tyle z tamtym tak długo bo po prostu mi się spodobał.
                          Jeśli tego nie ma, to bez problemu taka osobę bym "pogoniła."

                          Niestety, mam awersję do szukania online, bo w przeszłości było to dla mnie przykre a i teraz jest nie lepiej. Myślę, że jak tylko mi "przejdzie" do tamtego faceta, to znów będę zadowolona z tego, że jestem singlem. Na terapię się nie wybieram, bo najbardziej co by mi się przydało to po prostu interakcje z ludźmi i próby wchodzenia w związki (ale nie na siłę, tylko jak sama chce). Dzięki za porady i trzymaj się!
                          • taniewidzialna Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 20:27
                            Tutaj napiszę jeszcze ze swojej perspektywy (jako osoba w podobnej sytuacji, autorka wątku). Totalnie rozumiem awersję do znajomości online, bo u mnie też były to same porażki, mimo że tych randek z internetu nie miałam za dużo (no dobra, jeden chłopak był fajny i do dziś mam trochę wyrzuty sumienia z jego powodu, wydawał się w porządku człowiekiem, ale po prostu nie "klikało"). Takie usilne szukanie jest trudnym procesem i po mojej ostatniej niespodziewanej znajomości widzę, że to są dwie różne kwestie - takie szukanie "na siłę", a nagłe trafienie kogoś z kim "klika", w znaczeniu że to drugie tak pozytywnie człowieka podbudowuje (nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie), a to pierwsze męczy, głównie psychicznie. Ze swojej strony mogę polecić jeszcze coś takiego jak trening interpersonalny, to nie jest terapia, ale taki "warsztat" (nie jestem pewna jak to nazwać) interakcji z innymi ludźmi, trudne doświadczenie, ale może dla Ciebie też by było odpowiednie. Ja kiedyś, mimo obaw, planuję się właśnie na to wybrać ;)
                            • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 13.06.22, 20:50
                              Ha ha, no właśnie, szukanie online jest straszne. Mam apkę od kilku dni, a już mam ochotę ją odinstalować. Nie chodzi nawet o typków, co chcą seksu. Ci są zaskakująco kulturalni. Zwykle mają w profilach od razu , czego chcą a jak nie, to piszą od razu o co biega. Po odmowie żegnają się w pokoju. Kiedyś to była istna dzicz.

                              Gorsi są tacy tzw "rokujący/przeciętni/potencjalnie mili" faceci. Przegadaja z Tobą kilka godzin, są zachwyceni, zdjęcia też im sie podobają, a potem nagle usuwają matcha/ nie odpisują na smsy (jeśli cisza trwa póltora dnia, wykasowuję taki numer z kontaktów). Nawet nie dochodzi do fazy omówienia spotkania. Cóż, powodów może być wiele, ale nie wnikam w nie, nie to nie.

                              Kiedys spotkałam się z kilkoma osobami z netu, ale albo mi nie odpowiadali, albo ja im.

                              Dokładnie tak, ile razy próbowałam wejść w znajomość z kimś, kto mi z jakichś względów nie odpowiadał, nic z tego nie wychodziło.

                              Jeśli natomiast z kimś jest ten 'flow', niesamowicie trudno odpuścić czy przemówić sobie do rozsądku, że ta osoba nic nie chce, bo zmieniła zdanie albo była niezbyt zdecydowana. Dlatego tyle czasu trzymałam się tego faceta
                              • bguslawko_1 Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 14.06.22, 11:15
                                Na portalach randkowych znalezienie kogoś wartościowego to wygranie w totka .Jest sporo grup na Fejsie ,ale nie ma szans .Prędzej w grupach tematycznych i wspólne zainteresowania .
                                • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 14.06.22, 11:34
                                  Chyba ogólnie znaleźć kogoś do związku to kwestia ogromnego szczęścia w tych czasach.... Ale ludzie i tak będą patrzeć z góry na singli.
                                  • enith Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 14.06.22, 17:31
                                    tibarngirl napisała:

                                    > Chyba ogólnie znaleźć kogoś do związku to kwestia ogromnego szczęścia w tych cz
                                    > asach....

                                    Dokładnie tak. A osoby pasywne, które szczęściu nie pomagają w żaden sposób, licząc, że kompatybilny partner sam się jakimś cudem znajdzie, mają tych szans na pozytywne sparowanie nawet mniej. Ale rozumiem, że to kwestia ich wyboru i akceptacji, że najwyżej nie będzie im dane doświadczyć życia w związku. Nie wszyscy muszą być sparowani i nie wszyscy się do związków nadają.
                                    • tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 14.06.22, 18:31
                                      Generalnie zgadzam się z tym, ale jeśli jest to bezposrednio tekst o mojej sytuacji, to tylko troszkę nie rozumiem wbijania szpili.

                                      Spróbowałam szukania, żeby nie być tak całkiem bierna, dalam szanse ludziom, którzy "sami się znaleźli," nie wyszło, to trudno, generalnie od bardzo dawna brałam pod uwagę, że nie wejdę w żaden związek.
                                      Nie wiem nawet, czy gdyby wypaliło, to czy ja bym z tego układu nie uciekła.

                                      Nie jest to dla mnie kwestia priorytetów, więc się z tym pogodze. Szczególnie, że łatwo mi z tego zrezygnować.
                                      Wokół mnie ludzie nie muszą specjalnie dlugo szukać online, a już na pewno nie przedzierac się przez 50 osób, które ich zgostingiwalo/obraziło za niezbyt efektowane zdjęcia i przeciętny wygląd/odrzuciło z innych absurdalnych powodów. Większość znalazła wokół siebie.
                                      Mnie to nie wychodzi i za moment może grozić mi terapia, ale nie z umiejętności miękkich, tylko zjazdu ego przez kolejne porażki.
                                      Odpuszczam, mam czyste sumienie, że nie odrzuciłam szans, które się pojawiły, ale to nie jest dla mnie. Za swojej strony zamykam temat.
                                  • obrotowy a niby dlaczego ? 15.06.22, 13:51
                                    tibarngirl napisała:
                                    Ale ludzie i tak będą patrzeć z góry na singli.

                                    A niby dlsczego ?
                                    i jacy ludzie ?
                                    • tibarngirl Re: a niby dlaczego ? 15.06.22, 16:30
                                      Większość idiotow, którzy mieli szczęście że znaleźli, i obojętnie, czy są szczęśliwi, czy nie - MAŁŻON JEST! A TY GO NIE MASZ! NIE MASZ DZIECI! CO Z CIEBIE ZA KOBIETA.
                                      gatunek co uwielbia zamęczać pytaniami singli w swojej rodzinie "a ty kiedy?".

                                      Jest wiele takich ludzi, którzy czują się lepsi dlatego, że oni mają parę a ty nie. Choćby pił i bil, lepszy niż *nic*.
                                      Można ignorowac, ale to irytuje. Szczególnie kobiety lubią tak do***innym kobietom.
                                      A powinno być inaczej, singielstwo to tyle różnych powodów, że z pewnością nieudacznictwo życiowe nie jest jego (jedyna) przyczyną.
                                      • obrotowy nie krzywduj sobie... 15.06.22, 17:10
                                        tibarngirl napisała:
                                        > Większość idiotow, którzy mieli szczęście że znaleźli, i obojętnie, czy są szcz
                                        > ęśliwi, czy nie - MAŁŻON JEST! A TY GO NIE MASZ! NIE MASZ DZIECI! CO Z CIEBIE
                                        > ZA KOBIETA.


                                        k... mam Slubna od paru dekad i byl to moj najwiekszy blad zyciowy - bo ja sie do tego Interesu - po prostu nie nadaje.

                                        mecze i siebie i ja - bo ona tez sie ze mna meczy.

                                        a ze nie bylo jakiegos wyraznego powodu do rozwodu (np. alkokol, czy wpadka ze zdrada itd...)

                                        - to to od paru dekad jakos dalej ciagniemy.

                                        pocieszylem ?


                                        • tibarngirl Re: nie krzywduj sobie... 15.06.22, 18:42
                                          W oczach wielu ludzi Twoje niezadowolenie jest "lepsze" od mojego zadowolenia z singielstwa. 'Lepiej" mieć męczącą ale drugą połówkę niż być ukontentowanym ale samemu.
                                          A dzieci? Jak ktoś w wieku post-pro i bezdzietna, to "przegrała życie." Nie wspomnę o tej szklance wody na strarość.
                                          Choć, podkreślam, tyczy się to głównie kobiet. Facetów chyba aż tak nie potępia się za kawalerstwo.
                                          • obrotowy Re: nie krzywduj sobie... 16.06.22, 16:25
                                            tibarngirl napisała:
                                            > W oczach wielu ludzi Twoje niezadowolenie jest "lepsze" od mojego zadowolenia z
                                            > singielstwa. 'Lepiej" mieć męczącą ale drugą połówkę niż być ukontentowanym a
                                            > le samemu.

                                            tacy "ludzie" mnie nie interesuja. wiocha i ciemnota - po prostu.

                                            > A dzieci? Jak ktoś w wieku post-pro i bezdzietna, to "przegrała życie."
                                            Nie wspomnę o tej szklance wody na strarość.

                                            - dzieci to produkuje pod dostatkiem tkzw. III.ci Swiat.

                                            - tylko po xuja przychodzi do nas potem po prosbie: - dajcie jesc ! ?

                                            > Choć, podkreślam, tyczy się to głównie kobiet.
                                            Facetów chyba aż tak nie potępia się za kawalerstwo.

                                            masz racje - to glownie kobiety
                                            tak postepuja o oceniaja.

                                            ja zawsze lubilem samotne kobiety - bo w koncu mezatkami nie bede sie zajmowal i rozbijal cudzych malzenstw
                                            (swoje to ew. moge - bo to moje i mam do tego prawo)
                                          • enith Re: nie krzywduj sobie... 16.06.22, 17:44
                                            tibarngirl napisała:

                                            > A dzieci? Jak ktoś w wieku post-pro i bezdzietna, to "przegrała życie." Nie wsp
                                            > omnę o tej szklance wody na strarość.

                                            Jako sparowana od lat dwudziestu, ale bezdzietna z wyboru mogę cię zapewnić, że mnie też nie omijają powyższe komentarze. Puszczam je mimo uszu, bo nie czuję się zobowiązana ani do wpasowywania się w cudze oczekwiania, ani do tłumaczenia się z moich wyborów życiowych. Tobie, choć może nie do końca samotność i bezdzietność były twoją decyzją, polecam to samo, olewanie idiotycznych komentarzy. I pamiętanie, że najwięcej do powiedzenia na temat cudzego życia mają najczęściej właśnie te osoby, które mają pierdolnik we własnym. Innymi słowy, ludzie szczęśliwi i zadowoleni z życia nie będą się w butach wpierdzielać w twoje z niechcianymi komentarzami czy krytyką. I tak na to patrz.
                                            • bguslawko_1 Re: nie krzywduj sobie... 19.06.22, 22:30
                                              Mądrze powiedziane .Przeważnie rady dają ci co sami nie radzą w swoim życiu .Pozdrówka .
          • blackmac3 Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 03.07.22, 08:25
            Fetyszujesz fakt czy się ma czy nie kawałek błony na dole. Ludzie teraz zmieniają płeć bo czują się kobietami itp. Można też uprawiać wspaniały seks bez penetracji. To nie ma znaczenia. Wydaje mi się że jesteś trochę ofiarą kultury. Nigdy bym nie pomyślała ze dziewictwo jest czymś złym, czego trzeba się pozbyć i mieć z głowy. Postaw się w sytuacji kogoś kto ustala zasady. Pomyśl jakie masz zalety. Głowa do góry.
    • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 12.06.22, 10:26
      Chciałam podziękować wszystkim za odpowiedzi w moim wątku. Parę dni temu czułam się już dosłownie jak "ostatnia", ale Wasze wpisy podniosły mnie na duchu. Dobrze wiedzieć, że w tym "okropnym" internecie są jeszcze osoby, którym nie zależy tylko na tym, żeby kogoś "dobić".

      A co do osób (kobiet) w podobnej sytuacji do mojej - chyba najlepiej gdzieś wyjechać. Nie chodzi, żeby od razu za granicę, ale po prostu zrobić sobie jakiś wypad, gdzie nikt nas nie zna i my nie znamy nikogo - to daje jakoś więcej swobody. Randki z internetu mają to do siebie, że (przynajmniej dla mnie) są dość męczące, są oczekiwania z jednej i drugiej strony (a że różne oczekiwania, typu seks/ związek to już inna kwestia) i biorąc pod uwagę, że jeśli (wg naszych kryteriów) ta druga osoba tych oczekiwań nie spełnia, to bardzo łatwo "zniknąć", bo przecież tak naprawdę się nie znamy. Ghosting jest moim zdaniem okropnym zjawiskiem, bo każdemu należy się jakaś jasność sytuacji, nawet jeśli nie zna się tej drugiej osoby długo. Szczerze mówiąc to nie wiem, jak ludzie poznają się w internecie, dla mnie to jak szukanie igły w stogu siana, wcześniej próbowałam też speeddatingu i było podobnie. Tylko że te wszystkie spotkania były podobne do siebie, przypominały bardziej odhaczanie pytań z kwestionariusza niż jakąś realną rozmowę, w której można znaleźć wspólną płaszczyznę.

      Każdy (no albo prawie ;)) ma pewnie coś ciekawego do zaoferowania, ale nie z każdym jednak kliknie (a wręcz z niewielką ilością osób) i myślę, że to jest problem kobiet w podobnej sytuacji do mojej (czyt. dziewic 30+). Bo nam (mówię teraz w imieniu grupy, ale zakładam, że tak może być) nie chodzi tak naprawdę o pozbycie się "problemu", w końcu żyjemy z nim już tyle lat. Chodzi, żeby w tym wszystkim poczuć właśnie chociaż minimalną nić porozumienia. Ja sama po sobie nie spodziewałam się, że tak się odważę/zbłaźnię (wybrać właściwe ;)) tym razem, ale była to kwestia charakteru tego chłopaka - że nie był taki jak inni, rozmowy z nim miały treść, a nie były takim gadaniem o niczym.

      Żyjemy w dziwnych czasach - niby tylu ludzi samotnych wszędzie, a jakoś ciężko natrafić na kogoś, kto nadaje na tej samej fali. Ale w tym wszystkim nie można zapominać o sobie - to że nikogo dotąd nie miałyśmy nie czyni nas gorszymi, jesteśmy wartościowe takimi jakimi jesteśmy. A jak ktoś tego nie rozumie, to jego problem, nie nasz. Choć owszem, przez te ostatnie zdarzenia zaczęłam w tę swoją wartość wątpić, ale dzięki Wam wróciłam do swojego myślenia "rozsądnej 30". Bo paradoksalnie teraz wstydzę się swojego dziewictwa mniej niż ileś lat temu. Teraz (oczywiście jeśli bym kogoś poznała na dłużej, bo żadnych one night stand nie zamierzam już uskuteczniać) wydaje mi się, że nie byłoby aż takim problemem przyznać się do tego, bo ludziom różnie się w życiu układa, nie wszyscy chcą uprawiać seks dla samego seksu. I jeśli ktoś to zaakceptuje to fajnie, jeśli nie, to znaczy, że i tak nie była to osoba właściwa dla nas i lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej niż później.

      Wiem, że czasami ciężko uwierzyć, że "życie może jeszcze zaskoczyć", samej mi ciężko było w to uwierzyć, jak czytałam tego typu rzeczy, no ale różnie się zdarza. Zmiana środowiska (nawet na chwilę) pomaga, tak mi się wydaje, bo wtedy mamy właśnie więcej wolności, a mniej presji.

      Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którym chciało się poświęcić czas, żeby tutaj coś napisać, bo BARDZO mi pomogliście. A za dziewczyny w podobnej do mojej sytuacji również trzymam bardzo mocno kciuki - bo chyba póki żyjemy nie możemy tracić nadziei, choć wiem, że czasami o nią tak strasznie ciężko ...
      • yadaxad Re: Obrzydziło go moje ciało 12.06.22, 16:27
        Seks to dość prosta czynność na prymitywnych uwarunkowaniach. Jak ktoś ma problemy z libido, to wymyśla estetyczne uwarunkowania, nawet, że laska była super, ale miała majteczki, które go zbrzydziły, bo nie lubi bawełnianych. Facet, który się depiluje absolutnie ma problem z seksualnością, bo to ograniczanie elementów naprowadzających do seksu.
      • lola33366 Re: Obrzydziło go moje ciało 03.07.22, 10:55
        moim zdaniem wpadlas w okropna rutyne z tym randkowaniem. wkrecilas sobie, ze absolutnie nie masz czasu na nieudane znajomosci, wiec od kazdego, kto sie odezwie / do kogo ty sie odezwiesz (nie wiem jak to dziala) podswiadomie oczekujesz, ze to ten jedyny i juz na zawsze, a seks to juz na 101% wydarzyc sie musi. wiec kiedy pojawia sie cokolwiek, co Ci nie odpowiada (zbyt dlugo nie odpisal, nie zaplacil za kawe, dlubal w nosie, cokolwiek) to juz masz w glowie wielka wizje, ze z tym czlowiekiem zycia nie mozesz spedzic i klapa. w pierwszym poscie napisalas, ze poznalas kogos raczej spontanicznie, niezobowiazujaco i doszlo do kontaktu fizycznego. dlaczego nie doszlo do seksu? koles nie mial wzwodu (skoro musial sobie pomagac), pewnie po prostu nie mogl i powodow moze byc bardzo wiele. na czele z tym, ze jesli jawnie i wprost nie powiedzial, ze jest singlem, to moze miec dobrze skrywany sekret. bardzo tez mozliwe, ze wiele sie naslyszal o przygodach w delegacji, chcial sprobowac i stchorzyl bez powodu. na bank nie chodzi tu o owlosienie (ewentualnie, po ktoryms stosunku moglby zasugerowac ogolenie sie, ale nie sadze, wbrew pozorom golenie sie to wymysl kobiet i relatywnie wspolczesny. seks to seks) lub ksztalt piersi (ja na przyklad mam ogromne kompleksy na punkcie ksztaltu moich piersi i uwazam je za aseksualne, moj maz nie widzi problemu i wzrusza ramionami, ze wymyslam). plus cialo ludzkie sie zmienia w czasie i wiadomo, ze 20 latka i 30 latka, tak po prostu maja inny ksztalt piersi - mezczyzna idacy na randke z 30 latka wie, czego sie spodziewac.

        uwazam, ze gdybys poznala tego samego mezczyzne przez aplikacje randkowa i jako kolege - na oficjalnej randce bys go skreslila o wiele szybciej, bo przychodzisz z bardzo nerwowym scenariuszem na cale Twoje zycie. a gdybys z nim gadala bez spiny i bez presji w glowie, to moglby miec o wiele wiecej malych wad. ale pomyslu jak nie patrzec na kazdego faceta jak na potencjalnego partnera (zyciowego lub seksualnego) nie mam.
    • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 13.06.22, 15:09
      Dlaczego się upijasz? Kazde zbliżenie po pijaku. To może być kluczowa kwestia.
      • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 13.06.22, 20:15
        Tak, masz absolutną rację i sama o tym pomyślałam, że muszę z tym przystopować. Bo o ile ta pierwsza sytuacja, o której pisałam była jeszcze "normalna" (wyjazd, impreza itd.), to przy drugim spotkaniu już zdecydowanie nie powinnam była się tak upijać. Wydaje mi się, że u nas to była kwestia trochę introwertycznych osobowości, w sensie, że na trzeźwo też się dobrze rozmawiało itd., ale żeby pójść o jakiś krok dalej, alkohol nam to ułatwiał. I to było trochę błędem niestety ...
        • bguslawko_1 Re: Obrzydziło go moje ciało 14.06.22, 22:49
          Ty to się na wszystko godzisz .Kobiety są takie wdzięczne .Trzymaj się sztywno zasad .Pójdziesz jako błogosławiona prosto do nieba .Życie nie polega czerpaniu wszystkiego ,ale też bez przesady.Trzeba żyć chwilą .
    • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 14.06.22, 21:14
      tibarngirl Re: mezczyzni - to towar przereklamowany. 14.06.22, 18:31

      > od bardzo dawna brałam pod uwagę, że nie wejdę w żaden związek.
      > Nie wiem nawet, czy gdyby wypaliło, to czy ja bym z tego układu nie uciekła.
      >
      > Nie jest to dla mnie kwestia priorytetów, więc się z tym pogodze. Szczególnie,
      > że łatwo mi z tego zrezygnować.


      Bardzo, ale bardzo smutno to się czyta. Negatywne podejście do wszystkiego, swojego ciała szczegolnie. Pogarda dla mężczyzn, brak empatii dla siebie i innych. Obwiniasz siebie, obwiniasz mężczyzn. Miotasz się.

      Tak często reagują dziewczyny DDD i DDA, które maja bagaż traum i odrzucenia. Jesteś mądrą, elokwentną (i myślę młodą) kobietą, wiec proszę weź pod uwagę terapie, by dać sobie szanse na lepsze życie.

      Polecam wywiad z Bogumiłą Siedlecką-Goślicką. Jestem ogromnie zainspirowana tym jak ona mówi o swoim dążeniu do związku, do miłości.


      • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 14.06.22, 21:30
        Dziękuję za link, przeslucham, ale nie rozważam terapii. Skupię się na tym, co mi w życiu wychodzi. Facetów byłam ciekawa, ale do szczęścia mi nie są niezbędni.
        • obrotowy no popacz :) 15.06.22, 17:14
          tibarngirl napisała:
          Facetów byłam ciekawa, ale do szczęścia mi nie są niezbędni.


          no popacz...

          mnie kobiety niezbedne sa.

          ale na "dochodzaco" - a nie na stale.
          • tibarngirl Re: no popacz :) 15.06.22, 18:37
            I? :D
            • obrotowy No i... 25.06.22, 16:35
              tibarngirl napisała:
              > I? :D

              no i... cholernie trudno taka dochodzaca, ale na "stalym kontrakcie" znalezc...
              • tibarngirl Re: No i... 25.06.22, 17:37
                Nie dziwię się, mnie też by to nie odpowiadało. Albo z kimś jestem, albo nie. Oddzielne mieszkanie i "przychodzenie" do siebie nawzajem to raczej etap przejściowy, a nie coś wystarczającego/ docelowego.
                • obrotowy wielu mezczyzn widzi to jednak inaczej: 26.06.22, 17:21
                  tibarngirl napisała:
                  > Nie dziwię się, mnie też by to nie odpowiadało. Albo z kimś jestem, albo nie. O
                  > ddzielne mieszkanie i "przychodzenie" do siebie nawzajem to raczej etap przejśc
                  > iowy, a nie coś wystarczającego/ docelowego.


                  no coz to test ta roznica plci i roznica w spojrzeniu na zycie

                  - bo wielu mezczyzn widzi to jednak inaczej

                  a dobrze uzasadnia to gruzinskie przyslowie:

                  - "kobieta przed Slubem ma cztery rece i jeden jezyk - a po Slubie - jedna reke i cztery jezyki"...
                • stasi1 Re: No i... 28.06.22, 21:47
                  Obrotowy nie mówi o oddzielnych mieszkaniach tylko o oddzielnych życiach. Przecież on nie chce kobiety która zastąpi mu w życiu żonę.
                  • tibarngirl Re: No i... 30.06.22, 19:10
                    Bo ja wiem, kto tu na zone, a kto nie. Piszemy o oczekiwaniach. On ma swoje, ja swoje.
                    • stasi1 Re: No i... 01.07.22, 18:20
                      Fakt. Jedni chcą jednego, drudzy drugiego. Więc obrotowy to nie dla Ciebie
    • akle2 Re: Obrzydziło go moje ciało 14.06.22, 23:01
      W jakim wieku jesteś? (czytałam wszystko, ale nie wyłapałam).
      • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 04:19
        akle2 napisała:

        > W jakim wieku jesteś? (czytałam wszystko, ale nie wyłapałam).
        Blisko 40 tki. Dlatego w ogóle odpisałam w tym wątku. Wypadam z rynku matrymonialnego niezależnie od wszystkich innych czynników, więc mało się już tym przejmuje :D o ile dobrze czytam drzewo i pyt do mnie.
        • enith Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 05:50
          Kurde, młoda babka przecież jesteś. A rynek matrymonialny oferuje coś dla każdego, tylko trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać. Sporo moich znajomych znalazło partnerów poprzez płatne serwisy matrymonialne (fakt, że w USA, nie wiem, jak sprawa przedstawia się w Polsce). Myślałaś o tym, żeby spróbować takiej opcji? Kasa nie jest zazwyczaj jakaś zawrotna, a płatność usługi eliminuje przynajmniej część freaków, których pełno po bezpłatnych serwisach. Albo, jak ktoś wyżej już sugerował, na forach tematycznych. W ogóle sporo ludzi poznaje się dzięki hobby. Ja teraz, a mam 43 lata nowych ludzi poznaję właściwie prawie wyłącznie przez moje zainteresowania.
          • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 07:26
            Ja (autorka) jestem po 30. Ale pozwolę sobie jeszcze "dorzucić" trzy grosze do Waszej wcześniejszej konwersacji. Bo myślę, że rozumiem poniekąd punkt widzenia każdej z Was i każda ma na pewno w jakimś stopniu rację. Owszem, żeby znaleźć, trzeba szukać - jest coś w tym .. Sama sobie wyrzucałam, że przez długi czas odrzucałam portale/ aplikacje randkowe, a po tym jak zobaczyłam przez ile osób trzeba się na nich "przekopać" to już w ogóle, bo nie byłam świadoma, ile czasu taki proces zajmuje. Owszem, zdarza się, że ktoś od razu przy pierwszym spotkaniu z aplikacji trafi na na kogoś wartego uwagi, ale w większości sytuacji trzeba dosłownie "przedzierać się" przez konwersacje (najpierw te pisemne) z ludźmi, z którymi ciężko się porozumieć. Oczywiście, niejednokrotnie na pytanie: "Gdzie się poznaliście", ludzie odpowiadają "w internecie", ale gdzie w tym mistycznym internecie szukać, to czasami ciężko stwierdzić ;) Dla mnie to tak samo jakby powiedzieć "w Polsce" czy "za granicą", pewnie podobne przestrzenie, tyle tylko że jedna jest wirtualna. Tak więc jest też coś w tym drugim podejściu, żeby nie szukać, żeby po prostu żyć swoim życiem (ale w tym wszystkim jednak starać się poznawać nowych ludzi, o co z wiekiem pewnie trochę trudniej, bo praca itd., ale nie jest to niemożliwe). Ja w tym roku poznałam dwóch chłopaków, którzy w jakiś sposób mnie zauroczyli i w każdym z tych przypadków to były takie zwyczajne sytuacje - nie byłam ani specjalnie ubrana, ani umalowana (w sensie jak na randkę), nawet się niespecjalnie wysilałam, tylko starałam się być sobą i tyle. Spotkania z internetu mają to do siebie, że mają z góry wpisane jakieś oczekiwania, nie ma tego elementu "luźnego" poznawania się, jednocześnie ludziom nie chce się poświęcać na nie przesadnie dużo czasu, bo może "za rogiem" czeka ktoś lepszy, ktoś bardziej odpowiedni. A żeby kogoś lepiej poznać czas jest jednak niezbędny, tego nie da się uniknąć. Do tego dochodzi właśnie ten "słynny" ghosting i jak już człowiek parę razy tego doświadczył, to jest absolutnie zrozumiałe, że potem ma awersję do znajomości z internetu. I tutaj pojawia się ten, chyba trochę niezależny od człowieka, element, mianowicie - szczęście. Czasami chyba właśnie tego zwyczajnie po prostu brakuje (ja akurat uważam się za osobę, która nie ma szczęścia do ludzi). Bo znam osoby, które ani nie były zbyt towarzyskie, ani szczególnie urodziwe, ale powiedzmy, że były w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. I poznały kogoś - w pracy, w domu (bo ktoś z rodziny jakąś osobę przyprowadził), w pociągu. Życie to trochę suma przypadków - stety lub nie. I związku z tym jest trochę prawdy i w tym, że trzeba szukać, i w tym, że trzeba odpuścić. Ale na pewno nie ma co się zamykać - warto wyjeżdzać, starać się poznawać nowych ludzi, doświadczać, bo nawet jeśli nie nawiążą się w związku z tym żadne relacje, to przynajmniej człowiek doświadcza czegoś nowego/ pozytywnego dla samego siebie. A to chyba w tym wszystkim powinno być najważniejsze, bo w końcu jesteśmy dla siebie jedynymi osobami, z którymi musimy wytrzymać 24 h na dobę ;)
            • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 08:44
              Czyli po prostu nie chcesz być w związku, co sobie (oraz teraz nam) udowadniasz.

              Skoro tak masz i nie chcesz nic z tym zrobić, no to o co ci chodzi?


              • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 10:04
                Hm, nie jestem pewna czy to odpowiedź do mnie (autorki), czy do tibarngirl, bo nasze wątki się chyba trochę przemieszały. W każdym razie w mojej (autorki) odpowiedzi w ogóle nie chodziło o to, że nie mam zamiaru nic z tym robić. Jak najbardziej, zamierzam szukać, a w moim wpisie miałam tylko to na myśli, że z tego szukania nie można jednocześnie robić nadrzędnego i jedynego celu w życiu. Szukać, tak, ale jednocześnie próbować innych aktywności, bo czasami przypadkiem możemy się zaskoczyć (tak jak to miało miejsce u mnie). Szukając przez internet też poznałam wcześniej fajnego chłopaka (oczywiście wśród ogromnej ilości ludzi, z którymi nie dało się normalnie i ciekawie paru zdań napisać), naprawdę nie mogłam mu nic zarzucić, pisało się super, ale na spotkaniach na żywo już nie było tego "kliknięcia", przynajmniej z mojej strony. Próbowałam się przemóc i mimo że już po pierwszym spotkaniu nie byłam przekonana, to chodziłam na kolejne, bo był właśnie takim w porządku człowiekiem. Ale ostatecznie uznałam, że to nie byłoby fair, przede wszystkim wobec niego, gdybym zmuszała się do jakiegoś związku tylko ze względu na swój brak doświadczenia. I o to chodziło mi z tym szczęściem, czasami z kimś "klika" od razu (tak jak to było z chłopakiem z mojego pierwszego wpisu), a czasami mimo szczerych chęci jakoś się z tym kliknięciem nie udaje. Szukać jak najbardziej, ale będąc jednocześnie otwartym na inne rzeczy, a nie fiksować się wyłącznie na jednym temacie, tylko o to mi chodziło ...
                • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 10:41
                  Racja, przepraszam, uciekam już z tego tematu :D odpisałam, bo zdawało mi się, że wg drzewka pytanie jest do mnie. Podobnie jak nicnierobienie. Zdaje sobie sprawę, że jeśli naprawdę bym chciała kogoś znaleźć, to musialabym zacisnąć zeby i znosić chamstwo/ brak kultury/niedopasowanie w internetach. Niby konto mam i popisuje z ludźmi, ale zwykle kończy się po wysylce zdjęcia czy jak nie podpasuje, że nie mam prawka jazdy/ nie pracuje w biurze/ cokolwiek. Ale wolę wierzyć, że jak mam znaleźć, to znajdę, choćbym zdała się tylko na to, że mam wpaść na niego na ulicy. Człowiek by chciał, jak okazja by się trafiła, ale jak nie ma, to cienienia też nie ma. Tylko czasem lubię pomarudzic :D
                  • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 11:25
                    Ależ temat jest otwarty i absolutnie z niego nie wyganiam, nie o to mi chodziło ;) Mi na pewno łatwiej wczuć się w Twoją sytuację, dlatego też rozumiem niechęć do internetu (mi tam też czasami ręce opadały nad tym jak ludzie pisali). Ale na pewno warto być otwartym - tak czy inaczej ;) Nie wiem jak u Ciebie z językami obcymi, ale serio polecam jakieś wyjazdy (chociaż nie muszą koniecznie być za granicę). Zmiana środowiska dobrze robi, poza tym (paradoksalnie) człowiek czasami łatwiej dogada się z obcokrajowcem niż z kimś z Polski. Przynajmniej w pierwszym kontakcie, bo jakby to dalej funkcjonowało to oczywiście ciężko stwierdzić. Powodzenia tak czy inaczej, trzymam kciuki i nie trać nadziei (choć o to czasami trudno, wiem)! :)
                • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 13:09
                  A faktycznie, przepraszam, wymieszało mi się. Timbangirl brzmi jak aktywna na tym forum brawurka - pesymistyczna, czarno-widząca i odmawiająca terapii.

                  Taniewidzialna - zerknij na ten wywiad powyżej i posłuchaj jak ta kobieta mówi o swoim dążeniu do związku. Myślę, ze to tak jak piszesz - normalne, przeciętne dziewczyny spotykają facetów, sa otwarte na związki, wiec jakoś ci mężczyźni sie materializują w ich życiu. A inne - mimo ze atrakcyjne, z osiągnięciami, niby zainteresowane - mimo ze niby chcą, to maja hamulec i po prostu w tej dziedzinie im sie nie układa.

                  Powtórzę to co napisałam do tibamgirl - warto isc na terapie, by ten hamulec przepracować. By podbudować samoocenę, przepracować niekorzystne schematy i nauczyć sie zdrowych granic, które pomogą czuć sie ok nawet w obliczu odrzucenia czy braku akceptacji.



                  • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 13:21
                    >czuć sie ok nawet w obliczu odrzucenia czy braku akceptacji.

                    Chodzi mi o to, by rozgraniczyć swój wkład do jakiejś sytuacji - a czyjs wkład.

                    Sytuacje z postu startowego widzę podobnie jak Enith - Twój wkład to było picie alkoholu. (Powtórzę - dlaczego potrzebujesz rozluźniacza do zbliżeń?). Jego wkład to wstyd, ze (po alkoholu!) nie był sprawny seksualnie i nieumiejętność poradzenia sobie z tym.

                    Mozesz tez trafić na faceta, który tyle naoglądał się pornosów, ze naturalne piersi czy normalny wygląd narządów intymnych go odrzuca. Ale to nie Twój problem, tylko jego. Widzisz to? Czy myślisz, ze do seksu trzeba mieć implanty w piersiach, pełną depilacje i wybielony odbyt?
                    • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 14:18
                      Dzięki za wiadomość. Właściwie terapię (indywidualną) mam już za sobą, z tym że dotyczyła ona trochę innego tematu, jeśli chodzi o temat związków, a raczej ich braku wypłynął on dość późno na terapii (poniekąd na pewno dlatego że sama go blokowałam i wymyślałam "tematy zastępcze"), ale na tamten moment byłam już tak "spompowana", że wiedziałam, że nic więcej z tej terapii nie wyciągnę (choć z tym z czym miała pomóc i jakie było główne założenie, pomogła). Skłaniam się teraz ku terapii grupowej albo prędzej ku treningowi interpersonalnemu, o którym wspominałam gdzieś powyżej - myślę, że dla mnie będzie to teraz bardziej odpowiednia opcja. Ale wiedząc, jak zostanę "przejechana" emocjonalnie (z góry wiem, że to będzie ciężkie doświadczenie, bo ciężkie być musi), trochę się jeszcze waham ...

                      A dziewczynę, z którą był przeprowadzany wywiad, akurat kojarzę, zaglądam czasami na jej kanał. Nie planowałam oglądać wywiadu, bo mniej więcej znam historię jej relacji z mężem, ale z ciekawości może i zerknę - a nuż czegoś nowego się tam dowiem ;)

                      I myślę, że jestem już na tym etapie, że w tym momencie rozróżniam czyjś punkt widzenia od mojego. Tak jak wspominałam paradoksalnie (mimo że jestem starsza) mniej się wstydzę swojego braku doświadczenia niż kiedyś - bo wiem, że nie definiuje mnie ono jako człowieka (kobiety też nie). A gdyby ktoś uznał, że jednak mnie to definiuje, to i tak pewnie nie chciałabym z taką osobą relacji utrzymywać - bo nasze sposoby widzenia świata zdecydowanie by się rozjeżdżały ...

                      Natomiast rozumiem też osoby, które mając doświadczenia ze znajomościami internetowymi w pewnym momencie godzą się z sytuacją. W internecie można spotkać i fajnych, i niefajnych ludzi (jak w życiu zresztą), ale różnica jest rzeczywiście w tym, że przy znajomościach internetowych ludzie dość często "znikają", jak te przysłowiowe duchy. I o ile komuś przytrafi się to raz, to jeszcze jest do przeżycia, ale jeśli sytuacja się powtarza, to serio można zwątpić/ stracić zaufanie do ludzi. Dlatego wspominałam, że moim zdaniem szukanie w internecie jest jak najbardziej ok, ale żeby przy tym jeszcze mieć jakieś swoje życie realne, bo takie znajomości budowane na realnej bazie są chyba mimo wszystko lepsze, przynajmniej na początku. Ale to może tylko moje zdanie.
                      • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 17.06.22, 16:21
                        >Skłaniam się teraz ku terapii grupowej albo prędzej ku treningowi
                        >interpersonalnemu, o którym wspominałam gdzieś powyżej -
                        >myślę, że dla mnie będzie to teraz bardziej odpowiednia opcja.

                        Fajnie! Masz jakieś dobre namiary, którymi mogłabyś się podzielić?

                        >jestem już na tym etapie, że w tym momencie rozróżniam czyjś punkt widzenia od mojego

                        Jednocześnie z opisu widac, ze jak jesteś w sytuacji, która powoduje duże napięcie emocjonalne, to ta wiedza jest niedostępna, nie? Ostatnio czytam dużo o schematach i terapii schematów. Wydaje mi się, ze fajnie tłumaczy dlaczego możemy mieć wiedze, a robić coś innego.

                        www.youtube.com/watch?v=Ly7wacQVNxY

                        www.psychowiedza.com/
                        • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 19.06.22, 15:26
                          O terapii schematów słyszałam, ale nie znam szczegółów, więc chętnie poczytam. Natomiast to nie jest tak, że jak się przejdzie terapię, to człowiekowi wszystko idzie jak po maśle, nadal są problemy, tylko może już w inny sposób się do nich podchodzi. Ot, na przykład wczoraj miałam sytuację z mamą - bardzo lubię podróżować, a po tym wyjeździe byłam taka pozytywnie nastawiona i powiedziałam, że marzą mi się jeszcze inne wyjazdy. Dla mojej mamy takie rzeczy to "ucieczki" i jedyną opcją (chyba) jaka wydawałaby się właściwa dla mnie jest mąż, dzieci i mieszkanie na kredyt. Ja nie twierdzę, że tych "rzeczy" nie chciałabym mieć (w przyszłości), ale czasami się po prostu nie układa tak jakby człowiek chciał, a takie dogadywanie "z zewnątrz" w niczym nie pomaga, tylko irytuje. No więc oczywiście jak ta konwersacja się zaczęła, doszło do sprzeczki. Normalnie w takiej sytuacji pewnie bym się skrajnie zdenerwowała i popłakała, a wczoraj owszem, popłakałam się, ale tylko chwilę, a poza tym podeszłam do tematu chyba raczej w bardziej spokojny sposób niż mniej. To się tak mówi, żeby puszczać pomimo uszu to, co mówią inni, ale jak tymi innymi są właśni rodzice, to już tak łatwo nie jest. Tym bardziej, że jak wspominała tibarngirl jest coś w tym, że tych w związkach ocenia się z automatu lepiej, nie czepia się ich, no bo w Polsce trochę nadal jest tak, że największym osiągnięciem dla kobiety jest właśnie bycie w związku. A w związku jakimkolwiek, dla samego bycia w nim, pewnie mogłabym być, ale mi też nie o to chodzi, tak jak wcześniej wspominałam, potrzebuję tej więzi, tego "kliknięcia", a że jakoś mi się ono wcześniej nie przytrafiło, to niestety jest jak jest. Ale też nie uważam, że z tego powodu miałabym usiąść i się samobiczować czy nie wiem, co jeszcze, zamiast w międzyczasie robić coś, co mi sprawia przyjemność (czytaj: te podróże).

                          Jeśli natomiast chodzi o trening interpersonalny, to żadnych konkretów jeszcze nie mam. Wiem, że w niektórych miastach są takie kilkudniowe treningi całodzienne (w sensie że w ciągu dnia się w nich uczestniczy, a wieczorem wraca do siebie do domu), są też takie całkiem wyjazdowe i ja akurat ku tej opcji się skłaniam. Jak interesujesz się takimi rzeczami, to polecam sobie poszukać więcej na ten temat w internecie, na pewno jest to ciekawe doświadczenie, raczej z tych trudniejszych, ale chyba trochę otwierających oczy ;)
              • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 16:22
                Żeby faceci nie zaczepiali mnie, skoro nic ode mnie nie chcą?

                W związku byc nie potrzebuje, aktywnie nie szukam (te wszystkie tindery to porażka), ale kiedy spotkam gościa, co sprawia wrażenie, że by chciał, i jest dla mnie do przyjęcia, no to myślę, że czemu nie, i jakoś nastawiam się na to, że jednak spróbuję..

                Niczym ich, jak słusznie zauważyłyście, nie przyciągam, więc jak los daje, to się bierze.

                Potem bywa, że się wkręcam z te osobę, więc kiedy okazuje się, że on chce być tylko kolega (albo zmienia zdanie, obojętne), no to jestem rozczarowana.
                Gdy dzieje się tak kilka razy, to się można sfrustrować, nawet gdy się nie szuka związku (to, że go nie szukam, nie oznacza, że go z awersja odmowie).
                Bo człowiek się jednak na to nastawia, dochodzi do tego np. polubienie tej osoby, a tu nagle nic.
                I to, co do tej pory było akceptowane (bo byłam pogodzona, że do obecnego rynku matrymonialnego nie pasuje), zaczyna uwierać, bo nadzieje jednak rozbudzone. Bo mogło być, a nie jest.
                To tak jakby ktoś, kto raczej pogodzony był z tym, że jest biedny (choć gdyby miał wybierać, to nie powiedziałby, że biedowanie jest jego stanem idealnym) , znalazłby na chodniku 50 patyków ( może być i chrustu, jeśli stanie się to waluta). A potem okazuje się, że te pieniądze są fałszywe /banknotami do gry w monopol.
                Frustracja z powodu szansy i jej przepadnięcia jest tutaj naturalna, no nie?
                Można dyskutować, dlaczego ta osoba jest biedna, czy nie może coś z tym zrobić - - ale decyzja, czy pójdzie zagrać w totka, zainwestuje w krypowaluty lub wróci do ciułania zależeć będzie od tego, jak bardzo jest ten człowiek rozczarowany strata szansy i jak mocno wadzi mu biedowanie, gdy obudzi mu się niezadowolenie z tego stanu rzeczy. Oraz czy nie będzie tak, że on w totka zagra, ale trafiac będzie zero, DG zwinie mu się szybciej niż rozpoczęła a krypto pożre krach. Jak teraz myślę, to odpowiednikiem szukania online jest chyba ten Totek 😂
                • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 18:34
                  Piszesz jak brawurka - poczytaj jej watki.

                  • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 15.06.22, 18:38
                    Zaintrygowałaś mnie. Aż idę speawdzić! Ale zapewniam Cię, że nie jestem żadnym innym kontem tej osoby.
                    • bguslawko_1 Re: Obrzydziło go moje ciało 16.06.22, 13:12
                      A co to ma do rzeczy że ktoś pisze pod takim ,czy pod innym nickiem .Niektóre znam ,bo znam historię życia .
                  • bguslawko_1 Re: Obrzydziło go moje ciało 16.06.22, 14:58
                    lumeria napisała:

                    > Piszesz jak brawurka - poczytaj jej watki.
                    >
                    Czy to ważne jak i tak każdy jest kowalem swojego losu .Można sobie pogadać i wejść w inne życie .A rady tu nic nie znaczą .
            • okruchlodu Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 18:42
              A testowałaś Tindera? Mam wrażenie, że Tinder lepiej sprawdza się właśnie u osób 30+ a nawet 40+. Nie trzeba od razu umawiać się na spotkania, można wcześniej trochę się poznać pisząc do siebie. Na plus jest to, że jeśli komuś się nie spodobasz przesunie w lewo a Ty nigdy się o tym nie dowiesz. Odpada więc ten element odrzucenia. Paruje Cię z mężczyznami, którzy potencjalnie są Tobą zainteresowani. Ty robisz to samo. Już po tym co mężczyzna zawarł na swoim profilu można zrobić selekcję źle rokujących panów.

              Druga sprawa to Twoje zachowanie, które ma wpływ na to czy uda Ci się utrzymać zainteresowanie czy nie. Jeśli nie masz naturalnych predyspozycji lub chciałabyś wiedzieć w jaki sposób zwiększyć swoje szanse to polecam kanał na YT Anny Szlęzak, skarbnica dobrych rad dla kobiet:

              www.youtube.com/c/AnnaSzlezak
              • okruchlodu Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 18:52
                A tak a propos Tindera. Kolejny argument za to statystyka, która jest po stronie kobiet. Kobiety 6 razy częściej dostają polubienia niż mężczyźni:-)
              • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 22:39
                Tinder niestety, wymaga dobrych zdjęć. Nie polecam jeśli ktoś ma słabe albo wcale nie wstawi.
                • okruchlodu Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 23:09
                  Zgadzam się, ładne zdjęcie to podstawa. Jeśli go nie masz wszyscy wychodzą z założenia, że jesteś w związku lub jesteś skrajnie nieatrakcyjna. Choć nawet jeśli założysz profil bez zdjęcia jako kobieta i tak będziesz miała więcej "maczy" niż mężczyzna.

                  Wydaje mi się, że wysiłek, który trzeba włożyć w zrobienie zdjęć nie musi być ogromny. Na YT pełno filmików w co się ubrać, jak się ustawić, dobrać światło a następnie fajnie je obrobić. Wystarczy telefon i darmowa appka do obróbki. To może być bardzo ciekawe zajęcie. Jeśli ktoś sam nie potrafi to można poprosić o pomoc kogoś, kto się na tym zna. I nie namawiam do retuszowania tak, żeby rodzona matka nie poznała ale podkręcenie artystycznego efektu lub zwiększenie ogólnej estetyki zdjęcia już tak. Do tego fajny opis i można odcinać kupony:-)
                  • tibarngirl Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 23:13
                    Potwierdzam!
    • okruchlodu Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 16:30
      Jak opisywałaś swój biust to oczami wyobraźni widziałam coś takiego:
    • zaczarowanyogrod Re: Obrzydziło go moje ciało 24.06.22, 18:26
      Ja bym w takiej sytuacji pomyślała że też nigdy nie uprawiał seksu i się przestraszył, lub że ma żonę albo partnerkę i nagle sobie przypomniał, albo wymyślił sobie ze nigdy w życiu z Polka. A biust na zdjęciu nie jest obwisły raczej każda kobieta z dużymi piersiami tak ma.
      • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 26.06.22, 20:06
        Nie, żony na pewno nie miał, partnerki też raczej nie, ale w łóżku wydaje mi się zbyt doświadczony też nie był (nie tak, żeby nigdy, ale raczej nie za dużo razy). Już jakoś przebolałam tę sytuację i przyjęłam, że się wygłupiłam, mam też nauczkę na przyszłość po prostu. Ale mimo wszystko trochę żałuję, że tak się to potoczyło (a raczej że ja to tak dałam potoczyć) i to już nie chodzi o ten nieszczęsny seks, ale o to, że ten chłopak wydawał się naprawdę inteligentny, przy rozmowach z nim czegoś się dowiadywałam, a jakoś w "normalnym" życiu ciężko mi takie osoby znaleźć, o nawiązywaniu nici porozumienia już nie wspominając. Moim głównym żalem zatem na chwilę obecną jest to, że wreszcie znalazł się ktoś bardziej światły, a ja tak koncertowo się zbłaźniłam (choć może i on też, ciężko stwierdzić). No, ale cóż poradzić, jak to się mówi "mądry Polak po szkodzie" ..
        • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 01.07.22, 18:36
          Wiesz, nie wszyscy sa stworzeni do luźnego bzykania bez zobowiązań. Szczególnie młode kobiety potrzebują tej bliskości, zaufania, jakiejś więzi, ale mężczyźni tez.

          Sama to napisalas - "wracaliśmy trzymając się za ręce i to mi tak naprawdę wystarczało - ta bliskość emocjonalna, dla mnie dużo ważniejsza niż aspekt fizyczny".

          > I nie chodziło o to, że liczyłam na związek

          Dlaczego nie? Jeśli byłaś zainteresowana na tyle, by z nim spędzać czas, podobał ci się. I ty jemu również. Ale nie pozwoliliście sobie na poznanie się bliżej, przymus seksu bez zobowiązań to rozwalił.

          Co złego w powiedzeniu - podobasz mi sie i chciałabym byśmy się lepiej poznali, spędzili razem trochę czasu?

          • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 01.07.22, 22:52
            Hm, no niby racja, ale tutaj nie wydaje mi się, żeby to miało rację bytu - jesteśmy z dwóch różnych krajów, zresztą on się niebawem wyprowadza jeszcze do trzeciego. Poza tym (o tym chyba nie pisałam) on był kilka lat młodszy i jeszcze raczej w fazie "skakania z kwiatka na kwiatek". Ja też niekoniecznie (mimo wieku) chcę się "statkować", ale tak sobie myślę, że może to tylko mi tak "klikało", a jemu może i chodziło tylko o jedno. Nie wiem ... Natomiast wiem, jak trudno znaleźć kogoś, z kim wręcz od razu dobrze się rozmawia, no i żeby do tego jeszcze był inteligentny (a tutaj muszę przyznać, że był). Ostatnio poznałam kilku chłopaków tu w Polsce i znowu te rozmowy były takie o niczym, nie było tej "iskry" i właśnie obawiam się, że już taką iskrę ciężko mi będzie poczuć jakoś niebawem, o ile w ogóle .. :/
            • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 03.07.22, 15:58
              Czyli jesteś na nie jeśli chodzi o relacje z mężczyznami - związek nie, bzykanko nie, koleżeństwo tez nie bardzo.

              Strasznie dużo mielisz w głowie - a to cycki, a to brak iskry, a to inne kraje, a to bukwico. Co by musiało się stać, żebyś była na "tak"? Jest jakaś szansa by to zaistniało?
              • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 03.07.22, 17:09
                Hm, to fakt, że mam problem z typowym „overthinking”, ale nie określiłabym siebie, że jestem całkowicie na nie jeśli chodzi o relacje. Po prostu nie uważam, żeby zmuszanie się do relacji z kimś z kim nie „klika” było fair - ani wobec mnie, ale przede wszystkim wobec tej drugiej osoby. Tak jak pisałam wcześniej spotykałam się kiedyś z chłopakiem poznanym na Tinderze, niby chłopak fajny, świetnie się pisało, rozmawiało już nie tak super (według mnie tylko) i teoretycznie mogłabym próbować dalej licząc, że w końcu coś poczuję - ale czy to by było w porządku? Chciałabym być w związku, jak najbardziej, ale nie na siłę. A wracając do chłopaka o którym pisałam w tym wątku - gdyby nie te dwa różne kraje to ja raczej byłabym zainteresowana lepszym poznaniem się. Ale też muszę patrzeć racjonalnie - to że ja bym była zainteresowana nie znaczy że on też, zresztą nic o tym nie wspominał (choć nie rozmawialiśmy w ogóle na takie tematy).

                Nie wiem jak mają inni ludzie - być może dla niektórych ważne jest głównie to by być z kimś, byleby nie być samemu. Albo po prostu łatwiej jest im wykrzesać u siebie pozytywne emocje wobec drugiej osoby. Ja tak niestety nie mam i to jest zdaje się kwestia bardziej osobowościowa, nad którą ubolewam. Ale po tej sytuacji przynajmniej już wiem, że nie jestem taką totalnie „zimną rybą” i ktoś potrafi mnie zauroczyć i to nawet bardzo, w co już szczerze zaczynałam wątpić, że w ogóle jest możliwe ..
                • enith Re: Obrzydziło go moje ciało 05.07.22, 21:03
                  taniewidzialna napisała:

                  > Nie wiem jak mają inni ludzie - być może dla niektórych ważne jest głównie to b
                  > y być z kimś, byleby nie być samemu. Albo po prostu łatwiej jest im wykrzesać u
                  > siebie pozytywne emocje wobec drugiej osoby. Ja tak niestety nie mam i to jest
                  > zdaje się kwestia bardziej osobowościowa, nad którą ubolewam.

                  Też uważam, że to kwestia osobowości/nastawienia/braku otwartości na relacje. Nowych ludzi spotyka się praktycznie cały czas, na różnych gruntach, z jednymi klika, z innymi nie. Natomiast jeśli tobie w życiu klikło raptem raz czy dwa, to problem, podejrzewam, leży jednak nie w mężczyznach, a w twoim nastawieniu do nich. Czy tak samo masz z przyjaźniami? Bo tam też ewidentnie musi kliknąć, żeby coś z tego wyszło. Zastanawiam się, czy ludzie zwyczajnie nie wyczuwają twojego negatywnego nastawienia/rezerwy i nawet nie próbują się zbliżyć do ciebie wychodząc z założenia, że nie jesteś zainteresowana.
                  • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 07.07.22, 23:21
                    Hm, na pewno mam jakiś problem z relacjami i otwartością na nie, tu się zgodzę. Znaczy to bardziej chodzi o to, że kiedyś miałam takie idealistyczne podejście do relacji - czy to przyjacielskich, czy to damsko-męskich, na zasadzie "porozumienia dusz". Teraz już takich oczekiwań nie mam - z wiekiem zrozumiałam, że ludzie przychodzą i odchodzą i chyba to akceptuję (tu mój introwertyzm pomaga ;)). Ciężko mi się określać jak mam z przyjaźniami, bo nie wiem, czy jeszcze wierzę w ten koncept - ostatnio rozjechały mi się dwie 6-letnie znajomości, które ja określiłabym właśnie jako przyjaźnie, a w rzeczywistości nimi raczej nie były, jedną ucięłam ja (uważam że słusznie i zdecydowanie powinnam to była zrobić wcześniej), drugie urwanie kontaktu było dla mnie raczej zaskoczeniem i nie spodziewałam się tego po tej osobie (moim zdaniem ona się niefajnie zachowała), ale nie pozostaje mi nic innego jak to zaakceptować. I prawda jest też taka, że ja się raczej nie otwieram, sporo ludzi mi mówiło, że jestem taka "tajemnicza", ale problem polega na tym, że ludzie często jako otwartość rozumieją przekazywanie sobie jakichś sekrecików, szczegółów życia uczuciowego itd. A że ja na ten temat nie mówię (z wiadomych względów) to wychodzę na "tajemniczą". Męczy mnie też bardzo to, że ludzie głównie chcą być słuchani, a nie chcą słuchać, a że ja zawsze starałam się wysłuchiwać każdego, ale jak przychodziło co do czego, to już mnie nie miał kto wysłuchać, to po prostu mam trochę dystans do ludzi - fajnie, jak teraz są, ale rozumiem, że kiedyś może im się coś odwidzieć i nagle znikną. Bo jedyne czego można być w życiu pewnym to tego, że niczego nie można być pewnym ;) Ale jeśli chodzi o wizję relacji związkowych to chyba (nie)stety trochę mi tego idealizmu zostało. No i wcześniej miałam takie poczucie, że jeśli już ktoś coś ode mnie chciał to na zasadzie "z braku laku i kit dobry", w sensie że to właśnie były takie osoby, które po prostu chciały ewentualnie kogoś znaleźć dla samego znalezienia. A tutaj miałam takie poczucie, że ten chłopak (o którym pisałam w wątku) polubił mnie i to też było dla mnie takie szczególne. Bo nie byłam ani specjalnie ubrana, ani umalowana, nie znałam tam ludzi, więc też się nie zastanawiałam szczególnie, co mówię, po prostu byłam chyba względnie naturalna, a on i tak mnie polubił. No i słuchał - bo pamiętał później rzeczy, o których ja nawet nie kojarzyłam, że coś opowiadałam. I to było też coś fajnego, bo normalnie mam raczej poczucie, że ja słucham, ale mnie to inni już nie bardzo. Natomiast na pewno tu ma jakiś wpływ osobowość - na to całe postrzeganie relacji itd. Jeśli ktoś jest zainteresowany to polecam zainteresować się tematem 16 typów osobowości - nie mówię, że wszystko tam się zgadza, ale mi akurat to pomogło zrozumieć, że nie tylko ja tak mam z wieloma rzeczami, tylko właśnie jest to kwestia jakichś cech osobowości.
          • stasi1 Re: Obrzydziło go moje ciało 05.07.22, 08:52
            Wiesz, nie wszyscy sa stworzeni do luźnego bzykania bez zobowiązań. Szczególnie młode kobiety potrzebują tej bliskości, zaufania, jakiejś więzi, ale mężczyźni tez

            Ale to chyba młodsze kobiety częściej zmieniają tych partnerów . Starsze mają już jakieś wspomnienia i to w zasadzie im starcza. Bez względu czy to dobre czy złe
            • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 05.07.22, 19:45
              >młodsze kobiety częściej zmieniają tych partnerów

              Niekoniecznie znowu tak często. Sporo ostatnio pisze i mówi się o spadku aktywności seksualnej wśród ludzi (szczegolnie młodszych - mężczyzn i kobiet) w porównaniu poprzednimi dekadami.
            • enith Re: Obrzydziło go moje ciało 05.07.22, 21:11
              stasi1 napisał:

              > Ale to chyba młodsze kobiety częściej zmieniają tych partnerów . Starsze mają
              > już jakieś wspomnienia i to w zasadzie im starcza. Bez względu czy to dobre czy
              > złe

              Młodsze kobiety mogą być na etapie poszukiwania odpowiedniego partnera, co tłumaczy częstsze zmiany. Ten nie podchodzi, szukamy innego, bardziej dopasowanego. Starsze kobiety mają już zazwyczaj jakiś bagaż doświadczeń i też zazwyczaj wiedzą lepiej, czego od partnera oczekują. Stąd i rzadsze zmiany, bo nieudanych sparowań jest mniej. Oczywiście nie można też pominąć faktu, że starsze panie nie mają aż takiego brania, jak młodsze, więc i możliwości skakania z kwiatka na kwiatek mają mniej.
              • stasi1 Re: Obrzydziło go moje ciało 06.07.22, 19:17
                Z tym ostatnim nie do końca bym się zgodził. Ogólnie starszych kobiet jest więcej niż facetów ale polowa z wolnych kobiet już niczego nie szuka. Starczy im opieka nad wnukami.
                • yadaxad Re: Obrzydziło go moje ciało 06.07.22, 19:20
                  Wolą, jak już, opiekę nad wnukami, niż opiekę nad ramolem, który jeszcze chce im ustawiać życie. Bez wnuków też.
                • enith Re: Obrzydziło go moje ciało 06.07.22, 23:54
                  stasi1 napisał:

                  > polowa z wolnych kobiet już niczego nie szuka. Starczy im opieka nad wnukami.

                  Albo mają przez lata doświadczeń porządnie skalibrowany bullshit radar, widzą, że ciekawych opcji dla nich brak, zwłaszcza w ich przedziale wiekowym panów, a nie chcą się pchać w coś, co od samego początku nie rokuje.
                  • stasi1 Re: Obrzydziło go moje ciało 07.07.22, 19:04
                    Nie wazyz jakiego powodu. Ważne że po 50 większość kobiet już niczego nie szuka.
              • lumeria Re: Obrzydziło go moje ciało 06.07.22, 19:49
                >starsze panie nie mają aż takiego brania, jak młodsze, więc i możliwości skakania z kwiatka na kwiatek mają mniej.

                Niektóre po prostu biorą, korzystają z okazji, są bardziej aktywne niż były jako młode kobiety.

                Rożnie bywa.
    • adi81 Re: Obrzydziło go moje ciało 25.06.22, 02:37
      Ojojoj ale burak . Nie wiem w jakim wy jesteście wieku . Co Ty w ogóle chcesz od swoich piersi przecież są ładne. Jestem facet 41lat . I nie każdy lubi wydepilowane a jak lubi to i tak chce cipkę owłosioną.Uwierz mi dziewczyno. Może to jakiś pajac co ciągle wzdycha na kobiety z pornosów czyli idiota co żyje w wirtualnym świecie. Masz super cycusie a muszelkę zarośnięta lubię . Kobiece zapachy tam na dole to dla mnie rozkosz . Nie zamartwiaj się dziewczyno takimi pierdołami i sobie nic nie wkręcaj . Koleś, ten szwab, chciał tylko siebie zadowolić dlatego poszedł ,bo mu było głupio . Jakiś dziwak . Priorytetem jest żeby zadowolić tylko partnerkę ,żeby połączyć się z nią w myślach jak robi się minetke. Ojojoj chłopy nie oglądajcie za dużo tych tik toków bo wyparowuje wam to co nie powinno. Ja parę godzin temu rozstałem się z dziewczyną . Sprawy trochę się skaplikowaly ale na innej płaszczyźnie . Przed naszym rozstaniem wypieściłem ja . Zrobiłem to załączając moja świadomość. Oglądałem ja, wąchałem ,czułem ja każda częścią mojego ciała. Kiedy ją dotykałem opuszkami palców , ocierałem się o nią moja twarzą czułem że jesteśmy połączeni w jakiś niewytłumaczalny sposób . Doprowadziłem ja do niesamowitego orgazmu .odczuwałem jak jej ciało płonie. Hmmm i to się nazywa rozkosz gdy widzisz jak kobieta odlatuje . Po orgazmie wypiesciłem jej anal .oddech znów jej się przyspieszył .a po wszystkim położyłem się koło niej i zacząłem głaskać . Zadzwonił telefon że za 40minut podjedzie bus . Spakowaliśmy walizki . Nadszedł czas, zaniosłem walizki ,patrzyliśmy na siebie ,głęboko w oczy . Łzy leciały nam obojgu . .. i teraz już mi lecą jak to pisze ... Powiedziałem jej powodzenia a ona że jeszcze wróci . Już mija dwie i pół godziny jak jest w trasie .Jedzie do domu do Ukrainy .
      • taniewidzialna Re: Obrzydziło go moje ciało 26.06.22, 20:08
        Trzymam zatem kciuki, żeby jednak wróciła ;) Jeśli połączyło Was coś szczególnego, mam nadzieję, że tak właśnie będzie i spotkacie się znowu!
    • emcza Re: Obrzydziło go moje ciało 03.07.22, 09:09
      Cóż? Przeczytałem i sądzę, że mimo tego że mówisz że najbardziej pociąga Cię rozmowa, nastrój to duże znaczenie ma dla Ciebie fizyczność. Co uważam za krok w kierunku większej dla siebie akceptacji? Czasami bowiem najtrudniej jest polubić samego/samą siebie. Człowiek jest bowiem istotą społeczną i potrzeba twoarzystwa i obecności drugiej osoby jest tak silna, że wiele jej możn awybaczyć. A nic nie zmusza nas do wybaczania samemu/samej sobie. Czy masz jaką przyjaciółkę? Taką od serca? Może dobrze by zrobiło gdybyś odważyła się jej o tym o co masz do siebie pretensje opowiedzieć? Zobaczyć jej reakcję na to co Cię martwi. Sądzę, że jak masz to skoro opwiedziałaś tu na forum obcym ludziom (co prawda anonimowo) to dobrze Ci pójdzie rozmowa z kimś kto myślę potrafi Ci "wybaczyć" bardziej niż Ty sama sobie. Pozdrawiam.
      • rrolandr Re: Obrzydziło go moje ciało 03.07.22, 13:20
        Któraś z samotnych Pań z Warszawy? Trafiłem na ten wątek przypadkiem i w sumie zaciekawił mnie. Miałem wiele kobiet w życiu takie z ładnymi i takie z mniej ładnymi piersiami, ja koncentruję się na tym co dana osoba ma pociągającego. Nikt nie jest idealny! Nie wiem do końca jakie tu panują zasady co do przekazywania swojego kontaktu ale jeśli ktoś chce porozmawiać o tym to napiszcie na rrolandr@wp.pl i ustalimy formę kontaktu. Kto wie może coś ciekawego z tej rozmowy wyniknie 🙂

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka