Dodaj do ulubionych

Kobieta Idealna

18.11.04, 07:48
Jeszcze dwa lata temu Jolanta Kwaśniewska zapytana, czy będzie ubiegać się o
prezydencki fotel, odpowiadała: "Nigdy! Polityka mnie brzydzi!" albo: "Chcę
działać ponad podziałami i ponad granicami". Ostatnio zmieniła w tej sprawie
pogląd. Już nie odżegnuje się od uprawiania polityki, choć jest to "polityka
miłości i dobroci". Odkryła także, że wprawdzie "polityka jest straszna",
ale "i fascynująca".


W kuluarach sejmowych aż kipi od spekulacji, czy pomysł z kandydowaniem
Jolanty Kwaśniewskiej to sposób na trzecią kadencję jej męża, czy samodzielna
decyzja zainteresowanej. Szum medialny w tej sprawie tworzą parlamentarzyści
SLD.
- Jeśli otoczenie prezydenta z jego kancelarii liczy, że w całości zostanie
przejęte przez Jolkę, to ciężko się myli - powiedział "GP" jeden z posłów
Sojuszu. - Na względy nie może liczyć na przykład Marek Siwiec, do którego
prezydentowa miała zastrzeżenia o kontakty z mężem, kończące się przy
kieliszku.

Kłopot z potencjalną kandydatką polega na tym, że jak ognia unika pytań
merytorycznych. Po wystąpieniu w Krakowie, gdzie nie wykluczyła startu w
wyborach, stała się niedostępna dla dziennikarzy. "GP" czeka w kolejce do
wywiadu. - Plan zajęć pani prezydentowej jest niezwykle napięty. Grudzień to
tradycyjnie miesiąc intensywnej pracy charytatywnej - poinformowano nas w jej
biurze.

O poglądach Kwaśniewskiej wiadomo niewiele: z polityków ceni Tadeusza
Mazowieckiego i Aleksandra Małachowskiego. Zdecydowanie opowiada się za
prawem do małżeństw homoseksualnych. Za ideał godny naśladowania uważa Ojca
Świętego. Chętnie jeździ do Watykanu. Ale zapytana, do którego kościoła
chodzi na msze, odpowiada: "Jeśli to możliwe, wypoczywamy za miastem prawie
100 kilometrów od stolicy, mamy więc daleko do kościołów". Dowcipkuje: "Ja
jestem wierząca niepraktykująca, mąż niewierzący praktykujący". Swego
ślubnego uparcie nazywa pomazańcem Bożym. Sama jako ucieleśnienie Matki
Teresy i księżnej Diany cieszy się uwielbieniem czytelników prasy
kobiecej. "Viva", organ żeńskich lokatorek Pałacu Namiestnikowskiego, nie
czekała na wyniki wyborów i na pierwszej stronie pokazała "przyszłą
prezydent" w obiektywie najlepszego fotografika.

Jolanta Kwaśniewska lubi obiektywy i kamery, nie znosi za to dziennikarzy,
którzy psują jej wizerunek. - Przed zorganizowanym przez prezydentową zjazdem
12 królowych i żon głów państw, które miały debatować o pomocy dzieciom,
zapytałam na konferencji prasowej, czy pieniędzy wydanych na podjęcie ich
świt nie byłoby lepiej wydać właśnie na potrzebujące dzieci. Pani Kwaśniewska
zdenerwowała się. Pierwszy raz widziałam, jak wyszła z roli - opowiada Beata
Grabarczyk, wówczas dziennikarka Radia Zet. - Wykrzykiwała, że jeśli nie
wiem, co ona robi dla dzieci, to mam sprawdzić u prezesa swojego radia. Parę
dni potem napisała skargę do moich przełożonych, że deprecjonuję jej
działania na rzecz Polski. Szefowie radia uznali moje racje i zdecydowali, że
nie będziemy obsługiwać szczytu.

Romantyczne początki w SZSP

Jolanta Kwaśniewska z domu Konty omal nie została sędzią. Ukończyła prawo na
Uniwersytecie Gdańskim, ale nie udało jej się zdać egzaminów na aplikację
sędziowską. Jej grupę zapamiętał ówczesny pracownik naukowy UG, prof. Lech
Kaczyński. - Stanowili bardzo oryginalną grupę - ludzie z SZSP byli w
zażyłych kontaktach z ludźmi rodzącej się opozycji.

Była szefową rady wydziałowej Socjalistycznego Związku Studentów Polskich.
- W jednym z wywiadów dla kobiecego pisma redaktor naczelna spytała mnie, czy
powtórzyłabym swoją drogę, czy nie wstyd mi, że byłam członkiem ZSP. To
niebywałe, że istnieje ciągle taki typ myślenia - oburzała się na
łamach "Angory" w czerwcu 1998. Kwaśniewska w wywiadach uparcie powtarza, że
należała do ZSP, choć w 1973 zostało ono przekształcone w SZSP. Nowa
organizacja różniła się od ZSP dużo większym stopniem upolitycznienia i
gorliwością w wykonywaniu poleceń partii.

Członkostwo w SZSP dawało możliwość zdobycia bardzo dobrze płatnej pracy.
Szefowa rady wydziału korzystała z tego przywileju: malowała okna w
Leningradzie, sprzątała trawlery. Na obozie pracy w NRD kopała rowy. Była to
ciężka robota, ale pozwalała na ekstra wydatki, na przykład zakup butów firmy
Salamander - nieosiągalnego marzenia przeciętnej studentki.

Aleksandra Kwaśniewskiego poznała gdy studiował na Wydziale Ekonomiki
Transportu UG. Jako jeden z dwudziestu najzdolniejszych studentów" (jak
informowała PRL-owska prasa) odwiedził przewodniczącego Rady Państwa. Był
aktywistą SZSP, a potem PZPR.

- Traktowałam go służbowo - powie o przyszłym wybranku w jednym z wywiadów. -
Przeszedł drogę przez mękę, by zostać moim mężem.

Kwaśniewska podaje, że poznali się podczas narady szefów rad wydziałowych.
Była w tym gronie jedyną dziewczyną. - Olek prowadzący zebranie zerkał na
mnie ukradkiem. Pisał do mnie liściki. W jednym wyznał, że jestem bardzo
piękną kobietą, ale nie śmie podejść, bo jest brzydalem z kompleksem zębów. W
uśmiechu rzeczywiście pokazywał zęby "z przerwami"!

Nowy chłopak miał być dla panny Konty "antidotum na dawną miłość". Czyli
faceta, który nie dawał rękojmi na ustatkowane życie.

W 1979 Jolanta i Aleksander pobrali się (choć narzeczony nie przypadł do
gustu ojcu) i przenieśli do Warszawy. Świeżo poślubiony awansował do centrali
SZSP przy Ordynackiej. Wkrótce został redaktorem naczelnym "ITD", a przez ich
mieszkanie przewijali się dziennikarze i dziennikarki, z którymi
zaprzyjaźniła się pani domu. W przyszłości okazało się to bardzo przydatne,
bo przyjaciele objęli kierownicze funkcje w wielu pismach.

Te drobne trzy miliardy

W 1984 roku, po urlopie wychowawczym po urodzeniu Aleksandry, Jolanta
Kwaśniewska znalazła pracę w szwedzko-polskiej firmie polonijnej PAAT. Pod
koniec 1985, za kadencji Messnera, Aleksander Kwaśniewski został ministrem-
członkiem Rady Ministrów. Piął się w górę. W 1987 roku powołano go na
przewodniczącego Komitetu Młodzieży i Kultury Fizycznej.

Równolegle awansowała ministrowa - została wicedyrektorem, potem dyrektorem
ds. handlowych. PAAT produkowała wtedy sztuczną biżuterię, którą eksportowała
na Wschód. Jeden z naszych rozmówców pamięta, że pani dyrektor była wraz ze
swą firmą na międzynarodowej wystawie w Moskwie, gdy dotarła do niej
wiadomość o upadku gabinetu Messnera. - Nie szkodzi, mój mąż nie jest w
nomenklaturze tego rządu - rzekła. W październiku 1988, za czasów
Rakowskiego, Kwaśniewski objął stanowisko członka Rady Ministrów -
przewodniczącego Komitetu Społeczno-Politycznego RM.

Po okrągłym stole handel z Moskwą siadł i PAAT zwinęła żagle. Kwaśniewska
zdecydowała się uruchomić agencję nieruchomości. - Wspólniczką została jej
dobra koleżanka, żona Ireneusza Nawrockiego, który z kolei uchodzi za osobę
bardzo bliską liderowi SdRP jeszcze od czasów SZSP. Nawrocki pracował z
Kwaśniewską w PAAT - był przedstawicielem właściciela firmy -
podała "Polityka". Nawrocki prezesował potem jednemu z NFI, PZUŻycie,
przewodniczył Radzie Nadzorczej KGHM.

Agencja Royal Wilanów bardzo dobrze prosperowała. Nie próżnował także
Kwaśniewski, który zdążył rozpożyczyć kolegom pieniądze z kasy Komitetu
Młodzieży i poużywać życia na koszt Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W 1993
r. jako poseł złożył na ręce marszałka sejmu oświadczenie majątkowe, w którym
zeznał, że posiada wraz z żoną m.in. działkę o pow. 500 mkw. w Warszawie-
Wilanowie, działkę rekreacyjną o pow. 3000 mkw. w Sobikowie w gm. Góra
Kalwaria, mieszkanie w Warszawie przy ul. Wiktorii Wiedeńskiej 1 i udział
członkowski w spółdzielni "Parkowa" w Warszawie.

Na początku 1995 wspólniczki z Royal Wilanów zaczęły działać na własny
rachunek. Równocześnie Kwaśniewscy notarialnie rozdzielili majątek - on był
już wtedy kontrkandydatem Wałęsy do fotela prezydenckiego.

W tym czasie wciąż zajmowali 83-metrowe mieszkanie przy ul. Wikto
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka