Dodaj do ulubionych

Co byście zrobiły w takiej sytuacji?

30.12.04, 22:17
Od mojej znajomej i jej czteroletniego synka odszedł mąż. Znalazł sobie inną
kobietę, z którą też już ma dziecko. Moja znajoma wystąpiła o alimenty. Wtedy
tamta kobieta też wystąpiła o alimenty, chociaż mieszka z ojcem dziecka pod
jednym dachem. W ten sposób alimenty, które do tej pory były przyznane na
pierwsze dziecko, zostały podzielone między dwoje dzieci.
Co byście zrobiły na miejscu mojej znajomej?
Obserwuj wątek
    • lena_zienkiewicz Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 30.12.04, 22:21
      ja ogólnie wiem, że jakbym się z mężem rozchodziła to nie będę ustalać sądownie
      alimentów.Będzie chciał dać to da , a nie to nie, tak więc nie pomogę ci.
      • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 30.12.04, 22:38
        lena_zienkiewicz napisała:

        > ja ogólnie wiem, że jakbym się z mężem rozchodziła to nie będę ustalać
        sądownie
        >
        > alimentów.Będzie chciał dać to da , a nie to nie, tak więc nie pomogę ci.
        >

        Lenka, nawet jak byś zarabiała 1000,- pln brutto miesięcznie i nie mogłabyś
        liczyć na niczyją pomoc???
        Nie wierzę.
        • lena_zienkiewicz Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 01:34
          jakby mnie odszedł to wyjechałabym do Włoch.Tutaj byłabym sama :/
      • anahella Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 01:24
        lena_zienkiewicz napisała:

        > ja ogólnie wiem, że jakbym się z mężem rozchodziła to nie będę ustalać
        > sądownie alimentów. Będzie chciał dać to da , a nie to nie, tak więc
        > nie pomogę ci.

        Przy rozwodzie pary, ktora ma dzieci sad z zalozenia ustala alimenty. Zadna ze
        stron nie musi o nie wnosic. Mozesz co najwyzej ich nie egzekwowac.
        • lena_zienkiewicz Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 01:34
          ok, nie egzekwowałabym ich.
        • Gość: blue Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 09:14
          wydaje mi się , ze gadasz bzdury
    • Gość: Pietia Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.icpnet.pl 30.12.04, 22:22
      Nie wiem pewnie spytałbym sie Marysi z sądu.

      Ale tak mam "przyjemnośc"
      mieszkania z ojcem którego obwiniam o rozwód.
    • Gość: vesna Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.torun.mm.pl 31.12.04, 02:07
      a co mozna zrobić? Nic nie zrobisz. Napiszę tak - mój ojciec zdradzał przez
      cztery lata moją matkę, ma dziecko z kochanką. Ostatecznie moja matka mu
      wybaczyła (pomińmy to, czy dobrze zrobiła; w sumie uważam, że tak), rozstał się
      z tamtą kobietą. W tym samym mniej więcej czasie jego firma zbankrutowała, do
      tej pory jest bez pracy, utrzymuje nas moja mama (ja też zaczęłam na siebie
      zarabiać, bo jest ciężko).
      Tamta kobieta (kochanka) pozwała go, sąd zasądził alimenty na podstawie
      dochodów dotychczasowych, nie biorąc pod uwagę złożenia wniosku o ogłoszenie
      upadłości firmy. Odwołania nic nie dały. Mój ojciec ma juz w tej chwili potężne
      długi z powodu tych alimentów, których nie może płacić, bo nie zarabia. Rodzice
      mają rozdzielność majątkową - właściwie wszystko należy do mojej matki. I tamta
      kobieta pozwała moją mamę do sądu - oskarża ją, że rozdzielność została
      wprowadzona na jej szkodę. Czaicie? Moja matka została zdradzona, a teraz jest
      ciągana po sądach przez kochankę męża, żeby de facto płacić alimenty na tego
      dzieciaka (którego matka zarabia 3500, moja mama 1800 na cztery osoby! dostaję
      stypę socjalną na uniwerku!). I co? Wszystko jest "zgodne z prawem".
      Przepraszam,że tak ze swojego podwórka, ale patrząc na to co dzieje się w tym
      wypadku - w wyżej opisanej sytuacji nie widzę specjalnie możliwości
      przeciwdziałania (a swoją drogą ciekawe, że dla Wysokiego Sądu dzieci z
      legalnego małżeństwa przy przyznawaniu alimentów jakby się nie liczyły, a gdy
      małżeństwa nie ma, to można wystąpić o alimenty...)
      • Gość: symulacrum Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 02:12
        vesna, naprawdę chora sytuacja i szlag trafia jak się coś takiego czyta...
      • Gość: Nina Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.toya.net.pl 31.12.04, 02:44
        Vesna, na forum samotna matka (na dziecku) byl duzy watek o takiej wlasnie
        sprawie-co prawda wniosek o alimenty zlozyla byla zona wobec nowej zony;paru
        prawnikow tam sie wypowiadalo i wyszlo na to, ze podstawa prawna jest tyle ze
        zadnego wyroku do tej pory jeszcze nie bylo.
        Noz sie swoja droga otwiera w kieszeni,moze trzeba wziac dobrego prawnika?
        Pozdrawiam.
      • vecka Do vesna 31.12.04, 11:05
        A czy ona dostala te alimenty na swoje dzieco od twojej mamy? Nie wierze , ze
        je dostala, moze baba skarzy, ale nie wiem na jakiej zasadzie moze skarzyc,
        skoro jest rodzilnosc majatkowa. Jezli jest rozdzielnosc, to majatek twojej
        matki nie nalezy do ojca twojego, a to on ma dziecko z kochanka, a nie twoja
        matka. Nie ma zadnych podstaw prawnych do tego aby przyznac alimenty jej od
        twojej matki, niegdzie takiego czegos nie zjadziesz. Mogla baba pisac rozne
        bzdury i potem trzeba chodzic do sadu i sie tlumaczyc, ale nie ma raczej
        mozlisoc, zby te alimenty zostaly jej przyznane od twojej matki. Moga byc
        jedynie od twojego dziadka lub babci ( rodzicow twojego ojca)na to dziecko
        twojego ojca z ta kochanka.
        Pozdr.
        • Gość: vesna Re: Do vesna IP: *.torun.mm.pl 02.01.05, 22:58
          Problem w tym, że moja matka wystapiła o rozdzilność majątkową gdy toczyła się
          sprawa o alimenty (bo też wtedy się dowiedziała o zdradzie). Więc tamta baba
          sądzi ją za to, że zrobiła to na jej szkodę. Ale czy moja matka nie ma prawa
          chronić własnych dzieci?!!! Wnerwia mnie to, że można być tak bezczelnym...
          • jaszczuria Re: Do vesna 04.01.05, 09:38
            sprawdź w kodeksie rodzinnym albo cywlinym - nie pamietam, ale jest takie
            sformułowanie, że żona może się odciąć od alimentacyjnych zobowiązań męża,
            właśnie chodzi o sytuację, gdy ten mąż ja zdradzał, a ona jeszcze za tę zdrade
            by musiała płacić. jeśli żadne prawnik wam o tym przepisie nie mówił, to macie
            kiepskich prawników.
            A Twoja mama może tamtą zaskarżyć o spowodowanie strat moralnych - rozbiła
            rodzinę - jej dziecko sie urodziło przeciez w trakcie trwania małżeństwa.
            Naprawdę macie kiepskich prawnikow - to sa pzreciez oczywiste, łatwe do
            udowodnienia fakty !!
            A skoro sąd nie wziął pod uwage faktu, że firma ojca upadła, to bym sie
            odwołała, napisał skarge do Rzecznika praw Obywatelskich oraz bym zawiadomiła
            prasę, bo cos tu nie gra !!
            • Gość: Ewa Re: Do vesna IP: *.chello.pl 04.01.05, 10:50
              Można oczywiście bawic się w pieniactwo i zakladać kolejne sprawy sądowe. To
              tylko wzbogaci adwokatów a Wam popsuje trochę nerwów. Tylko po co?
              Czy widzialaś, aby ktos wygrał sprawę z powodu strat moralnych, a do tego w
              takim przypadku? Bo ja, choc sama nie jestem prawnikiem, ale pochodzę z rodziny
              prawników - i to od pokoleń - jeszcze się z tym nie zetknęłam. Tym nie miej
              zapewniam, że Sąd szybciej weźmie stronę dziecka "z nieprawego loża" a
              pośrednio jego matki, niż zdradzonej żony.
              Urząd RPO nie zajmuje sie takimi sprawami, o których piszesz- od tego jest
              apelacja i ewentualnie sąd wyższej instancji!
              Prasa także raczej nie zajmie się opisaną wyżej sytuacją. Oczywiście jest
              absurdem, aby żona(sic) płaciła bezpośrednio alimenty dla dziecka męża z innego
              związku, ale pośrednio to już nie do końca tak.
              Rozdzielność majatkowa - napewno. Liczenie alimentw od dochodów ojca - również,
              ale na pozbawienie lub drastyczne ogranicznie świadczeń nie pójdzie żasen sąd.
    • Gość: Max Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.dyn.optonline.net 31.12.04, 03:03
      A co ona moze zrobic?
      Jej dziecko nie jest wazniejsze od tgeo drugiego!
      • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 08:21
        Gość portalu: Max napisał(a):

        > Jej dziecko nie jest wazniejsze od tgeo drugiego!

        I właśnie dlatego pytam dlaczego jedno dziecko ma alimenty tatusia, pensję
        mamusi i PENSJĘ TATUSIA a drugie dziecko - tylko alimenty tatusia i pensję
        mamusi? Przecież to drugie też nie jest ważniejsze od tego pierwszego, prawda?
    • maretina Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 08:35
      skad sie takie ch.... biora? przeciez on nie krzywdzi matki, swojej bylej zony,
      ten sku..el krzywdzi SWOJE dziecko.
      na pewno znalazlabym super prawnika, nie wiem... moze pomyslalabym o wynajeciu
      detektywa, zeby udowodnic, ze tatus zyje na wystarczajaco dobrym poziomie, zeby
      placic rozsadna sume.
      gdyby nie utrzymywal kontaktow z dzieckiem, nie odwiedzal go itd wystapilabym o
      opgraniczenie lub odebranie praw rodzicielskich. tatusiem by mogl byc jakby sie
      nawrocil, ale bez praw. nie musialabym sie marwtic wtedy, ze bede potrzebowala
      zgode padalca na paszport dla dziecka, na wyjazd poza polske itd...zeby cham
      nie bruzdzil w zyciu wiecej. powtarzam, ze pozbawiajac go praw nie zabronilabym
      mu spotkan z dzieckiem.
      • Gość: Gruszka Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.icpnet.pl 31.12.04, 09:24
        Moze bym pogadał z Marysią ale jest tylko asesorem.
        Chociaz chwaloną przez przełozonych.

        • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 10:47
          no to pogadaj, Gruszka :-)
      • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 10:51
        Maretina, on odwiedza dziecko raz na pół roku, w ogóle nie dzwoni a ostatnio
        jeszcze wniósł sprawę do sądu o obniżenie kwoty alimentów (i to już po tym
        podziale alimentów).
        • maretina Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 11:02
          tym bardziej bym to zrobila. gdybym sama pracy nie miala to bym od palanta
          domagala sie alimentow. rozwod z orzeczeniem iny.
    • blanchet Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 10:55
      złóżyłabym wniosek o podwyższenie alimentów i nic innego nie można w tej
      sytuacji zrobić.
    • vecka Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 10:59
      Hej,

      nie chce mi sie juz czytac wszytkich wypowiedzi, ale kto je podzielil ?, Sąd?
      Jezli z tamta kobieta on nie ma slubu i nie jest z nia w konkubinacie, nie
      wychowuje z nia tego drugiego dziecka, to ona musiala wniesc od niego o te
      alimenty.
      Czy on mieszka z ta druga kobieta i tym drugim dzieckiem?
      Z czyjej winy byl rozwod z pierwsza zona? Komu Sąd przypisal wine?
      Czy bylo bez orzekania o winie?, bo to tez niestety ma znaczenie.

      POZdr.
      • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 31.12.04, 12:32
        Vecka, o ile wiem to sąd podzielił te alimenty. Ten pan żyje z tą drugą kobietą
        i jej dzieckiem pod jednym dachem a więc chyba można mówić o konkubinacie?
        Rozwód jest w toku ale czy jest/będzie orzekanie o winie to nie mam pojęcia.
        Musiałabym podpytać.
    • Gość: Ewa Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? IP: *.chello.pl 31.12.04, 12:45
      O ile znam życie znajoma nic nie poradzi, i będzie musiała dzielić alimenty z
      tamta kobietą. Sądy muszą trzymać sie litery prawa, nawet jeśli ono jest
      niedoskonałe. Tamta baba znajdzie stu swiadków, którzy zaprzeczą, że mieszka z
      ojcem dziecka. Znajdzie także stu nastepnych, mowiących, że jest ona w
      dramatycznej sytuacji finansowej, nawet gdyby co roku jeździła na Kanary do 5*.
      Takie jest życie.
      Moja kolezanka po 4 ( chyba) latach procesów i stracie majatku na naprawdę
      dobrych adwokatów, odpuściła. Wiem, ze to rozbój w biały dzień, ale takie jest
      życie.
      • rysa9 Re: Co byście zrobiły w takiej sytuacji? 01.01.05, 13:49
        A gdyby moja znajoma też miała świadków na to, że tamci mieszkają razem a cała
        ta historia z nieszczęśliwą, wykorzystaną i pozostawioną z dzieckiem kobietą ta
        tylko farsa?
        Chyba nie jest tak, że jedni świadkowie są ważniejsi od drugich?
    • rysa9 czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? 02.01.05, 13:04
      Tak sobie czytam Wasze posty i mam wrażenie, że przebija się przez nie Jedna
      Wielka Bezradność. Wynika z nich, że należy siedzieć cicho i z pokorą znosić to
      co mąż i jego kochanka wymyślą.
      Zastanawiam się co pisze się w pozwie o alimenty. Czy można pozwać o alimenty
      ojca dziecka, który mieszka razem z nim i jego matką i łoży na ich utrzymanie?
      Czy też raczej pisze się, że jest się matką samotnie wychowującą dziecko?
      Może mnie ktoś oświecić?
      • Gość: wiruska Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? IP: *.chelm.gda.pl / *.futuro.pl 02.01.05, 13:11
        najlepiej pojść do dobrego prawnika, niech doradza
      • Gość: Ewa Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? IP: *.chello.pl 02.01.05, 18:01
        Dobry prawnik napewno nie zaszkodzi, ale jesli ów człowiek nie jest mężem matki
        swojego dziecka, nie jest zameldowany w tym samym lokalu to...uwierzy sie
        dokumentom. A do tego dojdą świadkowie, że on tylko tam bywa itp, itd. Żaden
        sąd nie weźmie na siebie odpowiedzialności pozbawienia alimentów dziecka z II
        związku a przyznanie wyłącznie dziecku z I. Będą apelacje a tego nikt nie lubi.
        Z drugiej jednak strony popatrz na to tak: facet ma drugie dziecko, w stosunku
        do którego też ma zobowiązania finansowe. Bez względu na to czy płaci w sposób
        formalny pieniądze do rak jego matki czy też zaspakaje jego potrzeby mieszkając
        wspólnie. Zobowiązania są i tyle. I fakt istnienia i drugiego dziecka i
        zobowiązań każdy sąd musi mieć na względzie.
        Nie sądzę, żeby Twoja znajoma wiele zwojowała idąc na udry. Kruczków prawnych
        jest wiele - włącznie z fikcynym obniżeniem zarobków ( część na papierze, część
        do reki, pracodawca płaci mniejszy ZUS i pochodne i .........wszyscy
        zadowoleni). Każda sprawa sądowa to nerwy, koszty, również adwokata i tyle.
        Rozumiem ambicje i potrzeby dziecka, ale czasem warto zastanowić się co jest
        ważniejsze i spróbować iść na ugodę. Może zamiast dotychczasowych 500 PLN ( na
        rybkę) uda się wynegocjować 700 a nie żądane 1000 PLN? Też warto.
        Zastanówcie się nad taką opcją.
        • rysa9 Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? 02.01.05, 21:47
          Ewo, z tego co wiem, to znajoma będzie walczyła o podwyższenie kwoty alimentów.
          Ale jak to się skończy skoro ojciec dziecka założył sprawę o... obniżenie tego
          zobowiązania? Podejrzewam, że nieźle się przygotował do tej sprawy, bo musiał
          mieć jakąś podstawę złożenia takiego pozwu, prawda?
          Ktoś tu słusznie zauważył, że to straszne, że można być takim nieludzkim wobec
          własnego dziecka. Mnie też się to w głowie nie mieści. Nie dość, że okaleczył
          dziecko emocjonalnie to jeszcze pozbawia je środków do życia.
          • Gość: Ewa Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? IP: *.chello.pl 03.01.05, 08:13
            Znając życie obawiam się, że znajoma niewiele nie uzyska wyższych alimentów, a
            może mieć je obniżone. Sąd musi trzymać się faktów i interpretować je mając na
            względzie dobro WSZYSTKICH(!) w tym także dziecka z drugiego związku. Nawet
            gdyby sędzia był prywatnie po stronie Twojej znajomej to gdy wkłada togę i
            łańcuch musi pozbyć się jakichkolwiek uczuć i respektować prawo ( dokumenty,
            zeznania świadków i fakty).
            Pamiętaj o jednej rzeczy - mężczyźni kochają dzieci kobiety, z którą są -
            często bardziej niż swoje biologiczne. Nierzadko zdarza się, że mężczyzna
            wykazuje więcej zainteresowań i uczuć dzieciom żony z poprzedniego związku niż
            własnym mieszkającym z byłą żoną. To samo dotyczy pieniędzy.
            Czy dzieci z tzw. rozbitych domów zawsze są okaleczone psychicznie? Nie jestem
            do końca przekonana. Czasem lepszym rozwiązaniem jest rozwód i mieszkanie tylko
            z matką niż rodzice pod jednym dachem a w domu kłótnie i napięcia ( o przemocy,
            pijaństwie i innych patologiach nie wspomnę).

            Ryso, jestem zwolenniczką ugody, rozmowy, kompromisu. Walcząc z byłym mężem
            znajoma doprowadzi tylko do tego, że zyska 50-100 PLN ( w najlepszym razie), a
            dziecko straci jakikolwiek kontakt z ojcem, a w przyszłosci z przyrodnim
            rodzeństwem. I kto na tym zyska? Nikt. Kto straci ? Wszyscy , a najwięcej
            dziecko. Niech negocjuje. Alimenty może wyższe tylko trochę, za to ex mąż niech
            czuje sie tatą i zrobi coś dla dziecka/z dzieckiem. Choćby naprawi rower. Warto.
            Pozdrawiam.
            • rysa9 Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? 03.01.05, 23:48
              Ewo, to niesamowite co piszesz. Czy zawsze tak jest, że mężczyźni peferują
              dzieci, z którymi mieszkają pod jednym dachem bez względu na ich pochodzenie
              biologiczne? Z czego to wynika?
              Ewo, w zupełności się z Tobą zgadzam, że lepsza samotna matka czy samotny
              ojciec niż kłócący się wiecznie rodzice. Ale dzieci zawsze cierpią. Mówi się o
              większym i mniejszym złu, ale to zawsze zło. Mam w rodzinie kogoś kogo rodzice
              się rozwiedli wiele lat temu i chociaż to już jest młodzieniec a nie dziecko to
              nadal cierpi. On i tak jest w dobrej sytuacji, bo ma stały kontakt z obojgiem
              rodziców. Dziecko mojej znajomej nie widziało ojca przez pół roku. Przez tyle
              miesięcy ten mężczyzna nie zdobył się nawet na to, żeby zadzwonić i spytać się,
              co u jego syna słychać. Pal sześć te pieniądze ale chodzi o jakieś ojcowskie
              odruchy, o jakieś uczucia. Chyba że on już ich nie żywi wobec tego dziecka...
              • Gość: Ewa Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? IP: *.chello.pl 04.01.05, 08:20
                Nikogo (!) nie można zmusić do uczuć - ani kobiety do mężczyzny ( i odwrotnie),
                ani rodzicow do dzieci ( i odwrotnie). Nie chcę występować jako adwokat
                mężczyzn ( bo moje posty mogą być tak odczytane - zwrócił mi na to uwagę mój
                mąż), ale tak , niestety, jest.
                Mężczyzna wiążąc się z inną kobietą nijako "zapomina" o dzieciach z
                poprzedniego związku. Ich sprawy, w których nie uczestniczy na co dzień stają
                się odległe, nierealne. Absorbują go problemy innych osób - tych z którymi
                mieszka pod jednym dachem- bez względu na więzy biologiczne-.
                Kobiety też często nie są bez winy. Aby "ukarać" ex partnera ( niekoniecznie
                męża) za upokorzenia, rozstanie, samotność, pogrzebane nadzieje itp, używają
                dzieci jako "narzędzi" kary i zemsty. A to buntują "tatuś już NAS nie kocha",
                wypłakują własne żale robiąc powierników z małych - lub starszych - dzieci. Są
                jeszcze inne metody
                , które prowadzą do osłabienia nici łączących ojca i dziecko - unikanie
                spotkań, próby przekabacenia czy przekupienia dziecka a nawet szantaż
                emocjonalny "jak sie z nim umówisz - to znaczy, że MNIE nie kochasz" itp.
                Po jakimś czasie, nawet względnie przyzwoity ojciec , staje się platnikiem
                alimentów, podobnie jak wszyscy jesteśmy platnikami podatków. A , że nikt
                placic nie lubi ( robimy wszystko, w tym rozmaite odliczenia, aby jak najmniej
                oddać fiskusowi), ojcowie czynią to samo.
                Porównanie z podatkami nie jest chybione. Tak jak ojcowie wiedzą, że pieniądze
                potrzebne są dziecku, ich dziecku, tak my - podatnicy, zdajemy sobie sprawę, że
                bez naszych podatków nie będzie policji i służby zdrowia ( choćby). A jednak
                korzystamy z odliczeń, opodatkujemy się razem ze współmałżonkami, słowem robimy
                wszystko, aby z domowego budżetu wypłynęło jak najmniej gotówki.

                Najlepiej by było, aby małżeństwa się nie rozpadaly, a ludzie nie cierpieli.
                Życie jest jednak życiem - dorośli znajdują sobie innych partnerów lub dochodzą
                do wniosku, że nie mogą razem żyć ( ze stu różnych powodów). Jeśli związek był
                formalny dochodzi do rozwodu. Dobrze, jeśli nie wyciąga się brudów i ex
                małżonkowie mogą ze sobą rozmawiać, gorzej - gdy przysłowiowy stół dzieli się
                na dwie części.
                Dzieci cierpią zawsze i to bez względu na wiek. Niedawno opowiadała mi znajoma,
                dziś już dobrze po 40-, że jej rodzic rozwiedli się gdy ona, mężatka od 2 lat,
                była w ciąży. Też przeżyła rozstanie rodziców.
                Czy jest na to rada? Moim zdaniem nie do końca. Można apelować o rozsądek, ale
                nie wiele to da. Lepszy rozwód niż domowe piekło. zycie jest takie, że często
                trzeba wybierać mniejsze zło.
                • sagis Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? 04.01.05, 10:36
                  Gość portalu: Ewa napisał(a):

                  > Nikogo (!) nie można zmusić do uczuć - ani kobiety do mężczyzny ( i
                  odwrotnie),
                  >
                  > ani rodzicow do dzieci ( i odwrotnie). Nie chcę występować jako adwokat
                  > mężczyzn ( bo moje posty mogą być tak odczytane - zwrócił mi na to uwagę mój
                  > mąż), ale tak , niestety, jest.
                  ------

                  Nie powinnaś obawiać się, że ktoś okrzyknie Ciebie adwokatem mężczyzn.
                  Często są na nich wieszane niesłusznie psy przez kobiety, jeśli chodzi o dzieci.
                  Jakoś wszędzie i w Sądzie staje się po stronie kobiet w obliczu rozwodu i
                  przyznawaniu dzieci.
                  Nie mówi się też o samotnym ojcu. A, przecież są tacy i im też należą się pewne
                  prawa. Tylko, że oni po prostu nie dopominają się o nie. Jeśli tak, to i tak
                  nie będzie wzięte to pod uwagę. Bo, to przecież kobieta ma największe prawo do
                  macierzyństwa i wszystkiego, co jest z tym związane.
                  A, faktycznie wiele kobiet posługuje się dziećmi, aby szantażować mężczyznę.
                  Albo, jeśli chodzi tylko o zaskarbienie sobie miłości dzieci, poprzez
                  zdewaluowanie jego.
                  Jakoś zawsze w tych kwestiach wszyscy stoją po stronie kobiet. Od razu bez
                  udowodnienia winy, staje się on winny w oczach innych kobiet.

                  -------
                  >Można apelować o rozsądek, ale nie wiele to da. Lepszy rozwód niż domowe
                  piekło. zycie jest takie, że często trzeba wybierać mniejsze zło.
                  ---------

                  To są święte słowa. Czasami trzeba wybierać mniejsze zło. W tych sprawach,
                  gdzie są dzieci nie ma dobrego i złego rozwiązania. Lepsza jest separacja niż
                  tkwienie w złych emocjach. A, nikt dzieci nie oszuka.
                  • rysa9 Re: czyli pozwolić sobie po głowie chodzić? 04.01.05, 23:35
                    To prawda, że istnieje wiele stereotypów i nawet sądy im ulegają. Stereotypy
                    nie są takie najgorsze. Dużo gorsze jest krzywdzące prawo (nie rozumiem na
                    przykład dlaczego dziecko, które całe życie spędziło w Domu Dziecka i nie
                    widziało rodzica przez cały ten czas na oczy, ma zasądzone alimenty na tego
                    rodzica).
                    Sprawę koleżanki znam od jednej strony. Możliwe że nie mówi mi wszystkiego,
                    zresztą po co? Możliwe że są istotne przyczyny, dla których ojciec nie odwiedza
                    swojego dziecka a być może po prostu nie chce. To w końcu jego sprawa i
                    zmuszanie, tak jak pisze Ewa, mija się z celem.
                    Tak się zapędziłam z tą oceną ojcostwa a przecież nie tylko ojcowie wyrzekają
                    się swoich biologicznych dzieci. Ile kobiet to robi.
                    Ale życie byłoby zbyt proste, gdyby dzieci mieli tylko ci ludzie, którzy je
                    pragną a bezpłodnymi byli ci, którzy ich nie chcą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka