Gość: Buba do Baby67
IP: *.in-addr.btopenworld.com
15.01.05, 02:04
Sorry Babo, ale dopiero po trzch tygodniach wrocilam na forum i zauwazylam
pytanie do mnie skierowane w sprawie octu malinowego. Przepis stospwany od
lat pochodzi od mojej znajomej szkockiej hrabiny acz polskiego pochodzenia.
Kilogram swiezych lub mrozonych malin zalewam litrem octu winnego w szklanym
lub emaliowanym naczyniu (bron Boze, nie w aluminiowym, bo ocet wchodzi w
reakcje z aluminium i ponoc odklada sie w mozgu powodujac Alzheimera...)
Trzymam tak przez tydzien, potrzasajac od czasu do czasu, aby maliny opadly
na dno.
Nastepnie do calej tej brei wrzucam 2-3 szklanki cukru i zagotowuje na wolnym
ogniu - 10 minut. Potem starannie odcedzam, przelewam do butelek i korkuje.
Wychodza trzy butelki intensywnie czerwonego i bardzo aromatycznego octu.
Dobry jest do salatek, carpaccio z ryb i miesa, a takze glazurowania (po
uprzednim odlaniu tluszcu) wszelkich sosow wycieklych z pieczonego miesa.
Ocet malinowy jest najlepszy jak dojrzeje w butelce pare miesiecy, ale mozna
uzywac natychmiast. Jedna butelke sobie, dwie pozostale - na prezenty,
zwlaszcza w ladnych rustykalnych butelkakch z recznie napisana etykieta na
szarym papierze, zawsze wzbudza entuzjazm wsrod obdarowywanych.
Przepraszam Pania Kinge Dunin, ze nie na temat. Domagalik jest faktycznie
bardzo smieszna, zwlaszcza z ta zona Rokity, jak jej tam....