Dodaj do ulubionych

Wspólne życie przed ślubem

22.05.02, 19:44
Kiedys byłem przeciwnikiem zycia - jak to sie niekiedy mówi - na kocią łapę. Od
tego czasu jednak, tak wiele widzialem (widzę), że stalem sie gorącym
zwolennikiem wspólnego zamieszkiwania przed ślubem. (Zaznaczam, przed slubem, a
nie wspólnego życia z zalożenia bez slubu. Nie jestem zwolennikiem trwałych z
założenia konkubinatów)
Życie jest tak skomplikowane i potrafi być tak zaskakujące, że nie wystarczy
chodzenie z sobą za rączkę pod czujnym okiem mamusi, aby sie nawzajem poznać.
Trzeba być ze sobą na codzień, widzieć sie w różnych sytuacjach, widzieć swoje
zachowanie, swój sposób bycia, w prozie życia, aby móc z czystym sumieniem
powiedzieć - tak, z tym człowiekiem chcę spedzic resztę swych dni.
Ktoś uważa podobie ?
Obserwuj wątek
    • majka14 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 19:51

      Oj, chyba mi sie to nie podoba, niby nie krytykuję ale i nie
      pochwalam. Starzeję się, hehehe.
      Mi to juz nie zagraża, ale mam pełnoletniego syna i gdyby za
      lat 5 (powiedzmy) powiedział, iz chce zamieszkac razem z dziewczyną
      bez slubu, byłabym ZAWIEDZIONA i OBURZONA.


      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 19:59
        majka14 napisał(a):

        >
        > Oj, chyba mi sie to nie podoba, niby nie krytykuję ale i nie
        > pochwalam. Starzeję się, hehehe.
        > Mi to juz nie zagraża, ale mam pełnoletniego syna i gdyby za
        > lat 5 (powiedzmy) powiedział, iz chce zamieszkac razem z dziewczyną
        > bez slubu, byłabym ZAWIEDZIONA i OBURZONA.
        >
        >

        A co byś wybrała, aby zamieszkał z kimś "na próbę", czy aby rozwiódł się po 2
        latach małżeństwa ? Bardziej ci to odpowiada ?
        • majka14 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 20:11
          matrek napisał(a):
          > A co byś wybrała, aby zamieszkał z kimś "na próbę", czy aby rozwiódł się po 2
          > latach małżeństwa ? Bardziej ci to odpowiada ?>


          Ooooo, do mnie takie argumenty nie przemawiają.
          Ja nie miałam wspolnego życia przed slubem, a jestem dość długo
          w bardzo udanym małżeństwie.
          Wydaje mi się, takie jest moje zdanie, że to całe zamieszanie
          w sprawie wspolnego zamieszkania przed slubem jest ucieczką w
          łatwiznę, zabawę w zycie.
          Czyz nie jest wiele ciekawiej, jeżeli zrobia sobie wspolne wakacje,
          na których również bedą ze sobą od rana do rana, gdzie sami muszą
          sie zatroszczyc o wikt i opierunek, a jednoczesnie jest nad nimi
          taka doza romantyzmu a nie prozy zycia??





          • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 20:27
            majka14 napisał(a):

            > matrek napisał(a):
            > > A co byś wybrała, aby zamieszkał z kimś "na próbę", czy aby rozwiódł się p
            > o 2
            > > latach małżeństwa ? Bardziej ci to odpowiada ?>
            >
            >
            > Ooooo, do mnie takie argumenty nie przemawiają.
            > Ja nie miałam wspolnego życia przed slubem, a jestem dość długo
            > w bardzo udanym małżeństwie.
            > Wydaje mi się, takie jest moje zdanie, że to całe zamieszanie
            > w sprawie wspolnego zamieszkania przed slubem jest ucieczką w
            > łatwiznę, zabawę w zycie.
            > Czyz nie jest wiele ciekawiej, jeżeli zrobia sobie wspolne wakacje,
            > na których również bedą ze sobą od rana do rana, gdzie sami muszą
            > sie zatroszczyc o wikt i opierunek, a jednoczesnie jest nad nimi
            > taka doza romantyzmu a nie prozy zycia??
            >

            Wiesz co, jest takie stare chyba jak swiat przysłowie - prawdziwych przyjaciół
            poznaje sie w biedzie. Sądzę, że tym bardziej prawdziwa jest trawestacja tego
            powiedzenia - prawdziwą nature człowieka, poznaje sie w biedzie.

            Wiesz, to bardzo romantyczne co piszesz o tych wakacjach - ale życie to niestety
            nie wakacje. Jak mówi moja babcia - zycie, to nie bajka. Jest wszystko pieknie na
            wspólnych wakacjach, bez problemów, sloneczko, plaża, woda, góry, morze,
            gitara,las - ale zycie szybko weryfikuje romantyczne uniesienia. Ktos kto jawi
            sie wspanialym kochankiem (-ką), świetnym do zabawy, itp., na wakacjach - w życiu
            kiedy pojawią sie pierwsze problemy, może byc fatalnym parterem życiowym - i co,
            w trybie natychmiastowym skonczysz "wakacje" i wrócisz do mamusi ?
            Decyzja o małżeństwie to bardzo poważna rzecz, o trudnych do przecenienia
            konsekwencjach, a podejmowanie jej bez dokładnego poznania tego któremu (-rej)
            chce sie ślubowac powinno być karane więzieniem... ;)
            • Gość: nadja Re: Wspólne życie przed ślubem IP: *.wave.net.pl 22.05.02, 20:57

              Wlasnie o to chodzi.
              Ludziom wydaje sie, ze wszystko bedzie cudnie,
              kiedy chodza na spacery, do kina itd ...
              Jestem "za", jesli chodzi o wspolne zycie przed slubem.
              Do niedawna sadzilam, iz moim rodzicom tez specjalnie
              to nie przeszkadza, ale mylilam sie.
              Wiec slub sie odbedzie :-)
              Ja natomiast nie mialabym nic przeciwko, gdyby moje
              dziecko chcialo zyc w ten sposob.

              pozdrawiam


              n.
              • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:02
                Gość portalu: nadja napisał(a):

                > Ja natomiast nie mialabym nic przeciwko, gdyby moje
                > dziecko chcialo zyc w ten sposob.

                Ja bym je nawet namawial do tego - no, chyba ża miałbym glupie dziecko, które
                wiem że jest nieodpowiedzialne i niedojrzale.
            • majka14 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:46
              matrek napisał(a):
              > Wiesz co, jest takie stare chyba jak swiat przysłowie - prawdziwych przyjaciół
              > poznaje sie w biedzie.>


              Sorry, ale bylismy (ja i mąż) na spacerze z pieskiem, więc teraz
              odpowiadam.
              Znam to powiedzenie (kto nie?) i popieram Twoją Babcię.

              Prawdopodobnie większość ludzi bierze slub, bo dojrzeli do tej
              decyzji, poprzez bliskie poznanie się - bez stałego mieszkania ze soba.
              A na wakacjach ( o ktorych wspomniałam) będzie nie tylko romantycznie,
              ale i okazja sprawdzenia siebie. Przeciez może sie tyle rzeczy
              wydarzyć, ktore bedą wspaniałym sprawdzianem naszej osobowości, naszych
              uczuć do siebie, naszego zaufania etc.

              Absolutnie nie zgodzę się, ze mozna kogoś poznac bo mieszka sie z
              nim np.2 lata przed slubem. Totalna bzdura.
              Całe życie poznajemy się nawzajem, całego zycia nam nie starczy bysmy
              naprawdę sie poznali.

              Skoro nie lubie alkoholu, to nie wychodze za mąz za człowieka, ktory
              za kołnierz nie wylewa, skoro nie lubie brudnych włosów, to nie
              zwracam nawet uwagi na kogos kto gniewa sie z szamponem, etc.
              Jakies kryteria muszą byc spełnione, nim ludzie po raz pierwszy
              spojrzą na siebie, a nastepnie poprzez rozmowy, spotkania, wspolne
              wypady, wyjazdy - poznaja sie na tyle dobrze by decydowac o slubie lub
              nie.
              • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:52
                majka14 napisał(a):

                > Skoro nie lubie alkoholu, to nie wychodze za mąz za człowieka, ktory
                >
                > za kołnierz nie wylewa, skoro nie lubie brudnych włosów, to nie
                > zwracam nawet uwagi na kogos kto gniewa sie z szamponem, etc.
                > Jakies kryteria muszą byc spełnione, nim ludzie po raz pierwszy
                > spojrzą na siebie, a nastepnie poprzez rozmowy, spotkania, wspolne
                > wypady, wyjazdy - poznaja sie na tyle dobrze by decydowac o slubie lu
                > b
                > nie.

                Nie odkryję żadnej ameryki, jesli powiem, że przed slubem ludzie najczęściej sa
                ideałami - później nie chce sie im już starać.
                • majka14 Re: Ideałow nie ma 22.05.02, 22:06
                  matrek napisał(a):
                  > Nie odkryję żadnej ameryki, jesli powiem, że przed slubem ludzie najczęściej sa
                  > > ideałami - później nie chce sie im już starać. >


                  Jakze mądrze powiedziałes, to my sami idealizujemy naszych partnerów/ki
                  a przecież oni nimi nie są.
                  Ale najważniejsze co powiedziałes - po slubie nie chce im sie starac.
                  Dokładnie tak jest, sama nie wiem dlaczego.
                  A nastepnie żale (nawet tu na Forum), jaki to on/ona jest zły/a itp.
                  Ja jako stażowa mężatka, chybe moge powiedziec, że ludzie zapominaja,
                  co spowodowało, że on/ona mnie pokochał/a.





                  • matrek Re: Ideałow nie ma 23.05.02, 08:56
                    majka14 napisał(a):

                    > matrek napisał(a):
                    > > Nie odkryję żadnej ameryki, jesli powiem, że przed slubem ludzie najczęści
                    > ej sa
                    > > > ideałami - później nie chce sie im już starać. >
                    >
                    >
                    > Jakze mądrze powiedziałes, to my sami idealizujemy naszych partnerów/
                    > ki
                    > a przecież oni nimi nie są.
                    > Ale najważniejsze co powiedziałes - po slubie nie chce im sie stara
                    > c.
                    > Dokładnie tak jest, sama nie wiem dlaczego.
                    > A nastepnie żale (nawet tu na Forum), jaki to on/ona jest zły/a itp.
                    > Ja jako stażowa mężatka, chybe moge powiedziec, że ludzie zapominaja,
                    > co spowodowało, że on/ona mnie pokochał/a.
                    >
                    >
                    Ja też mam już pewien staż, więc wiem jak to jest - znam też wiele obcych
                    historii. Cały wic polega na tym, ż po ślubie wiem, że już ją (jego) mam, jest
                    mój (moja) i nie musze sie już starać. Kiedy jednak żyjesz bez slubu, wiesz że
                    partner (partnerka0 w każdej chwili może odejść, starasz sie non stop.
                    • Gość: Aga Re: doleję oliwy do ognia IP: 2.2.STABLE* 23.05.02, 09:09
                      matrek napisał(a):

                      > Ja też mam już pewien staż, więc wiem jak to jest - znam też wiele obcych
                      > historii. Cały wic polega na tym, ż po ślubie wiem, że już ją (jego) mam, jest
                      > mój (moja) i nie musze sie już starać. Kiedy jednak żyjesz bez slubu, wiesz że
                      > partner (partnerka0 w każdej chwili może odejść, starasz sie non stop.

                      Możesz odejść....a jeśli...dzieci? To co wtedy?
                      Wiem, możesz napisać, że dzieci się planuje wtedy, kiedy związek jest pewny, ale
                      w takim razie po pierwsze: wtedy można wziąć ślub, a po drugie - nie wszystkie
                      dzieci są planowane ;-)
                      Ja sobie myślę, że niech każdy ma, co chce. Tylko nie warto swojego stylu
                      narzucać innym - bo zwyczajnie może się nie sprawdzić. Ja swojego faceta poznałam
                      dobrze przed ślubem - widziałam jak się odnosi do swojej rodziny, do kumpli, jak
                      ma w domu. Wyjazdy wspólne - to rzeczywiście był romantyzm, który niewiele miał
                      wspólnego z codziennoscią. A wspólne zamieszkanie po ślubie to było wydarzenie,
                      coś nowego i wspaniałego. Warto to przeżyć w ten właśnie sposób.
                      Ale powtarzam - co kto lubi.

                      • matrek Re: doleję oliwy do ognia 23.05.02, 09:15
                        Gość portalu: Aga napisał(a):

                        > matrek napisał(a):
                        >
                        > > Ja też mam już pewien staż, więc wiem jak to jest - znam też wiele obcych
                        > > historii. Cały wic polega na tym, ż po ślubie wiem, że już ją (jego) mam,
                        > jest
                        > > mój (moja) i nie musze sie już starać. Kiedy jednak żyjesz bez slubu, wies
                        > z że
                        > > partner (partnerka0 w każdej chwili może odejść, starasz sie non stop.
                        >
                        > Możesz odejść....a jeśli...dzieci? To co wtedy?
                        > Wiem, możesz napisać, że dzieci się planuje wtedy, kiedy związek jest pewny, al
                        > e
                        > w takim razie po pierwsze: wtedy można wziąć ślub, a po drugie - nie wszystkie
                        > dzieci są planowane ;-)
                        > Ja sobie myślę, że niech każdy ma, co chce. Tylko nie warto swojego stylu
                        > narzucać innym - bo zwyczajnie może się nie sprawdzić. Ja swojego faceta poznał
                        > am
                        > dobrze przed ślubem - widziałam jak się odnosi do swojej rodziny, do kumpli, ja
                        > k
                        > ma w domu. Wyjazdy wspólne - to rzeczywiście był romantyzm, który niewiele miał
                        >
                        > wspólnego z codziennoscią. A wspólne zamieszkanie po ślubie to było wydarzenie,
                        >
                        > coś nowego i wspaniałego. Warto to przeżyć w ten właśnie sposób.
                        > Ale powtarzam - co kto lubi.
                        >

                        Ja nikomu nic nie narzucam, co wiecej wyraxnie zaznaczylem, że nie uważam za
                        najlepszy pomysł traktowanie wspólnego zycia bez ślubu jako pomysł na życie. Dla
                        mnie to tylko najlepszy sposób na poznanie partnera w sytuacjach innych niż
                        słodkie srutu-tutu.
                    • majka14 Re: Ideałow nie ma 23.05.02, 12:44
                      matrek napisał(a):
                      Cały wic polega na tym, ż po ślubie wiem, że już ją (jego) mam, jest
                      > mój (moja) i nie musze sie już starać. >


                      Nigdy nie mamy drugiej osoby, ona musi byc z nami z własnej
                      woli.



    • kombinator2 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:06
      Signus tempori. Mieszkanie razem przed ślubem to jak... jazda testowa
      samochodem: po co kupować coś, co nie przypada do gustu?
      Są jednak wady takiego „marketingu” - co newego można odkryć w kimś, kogo się
      tak dobrze zna? Chyba tylko same wady. A w niepewności, ciekawości jest tyle
      piękna, tajemnicy. Druga wada - zakładając, że i on i ona mają po 3-4
      kilkumiesięczne takie „zamieszkiwania”, z każdego wynoszą może i większą
      tolerancję, ale i skrzywienia, które w prawdziwym małżeństwie nie służą dobrze.
      Myślę jednak, że dla kogoś, kto nie jest pewny siebie i swojego
      partnera, „życie przed ślubem” to dobre rozwiązanie, jak dla kogoś, kto się
      waha między fiatem a oplem. Dla NAPRAWDĘ kocfhających tej „jazdy testowej” nmie
      musi być. Jaguara oklejonego naleplami „jazda próbna” nie zobaczycie na ulicy.
      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:13
        kombinator2 napisał(a):

        > Signus tempori. Mieszkanie razem przed ślubem to jak... jazda testowa
        > samochodem: po co kupować coś, co nie przypada do gustu?
        > Są jednak wady takiego „marketingu” - co newego można odkryć w kimś
        > , kogo się
        > tak dobrze zna?

        O co Ci chodzi ? W małżenstwie oczywiscie, o odkrywanie ? To ma być sens
        małżenstwa ?

        >...Chyba tylko same wady.

        Z wad, to lepiej zdać sobie sprawę przed, a nie po ślubie.

        >...A w niepewności, ciekawości jest tyle
        > piękna, tajemnicy. Druga wada - zakładając, że i on i ona mają po 3-4
        > kilkumiesięczne takie „zamieszkiwania”, z każdego wynoszą może i wi
        > ększą
        > tolerancję, ale i skrzywienia, które w prawdziwym małżeństwie nie służą dobrze.

        Jakie skrzywienia masz na myśli ? Jak pisałem w innym watku, mam za sobą 13
        godzin pracy, wie już nie kontaktowac za dobrze.

        > Myślę jednak, że dla kogoś, kto nie jest pewny siebie i swojego
        > partnera, „życie przed ślubem” to dobre rozwiązanie, jak dla kogoś,
        > kto się
        > waha między fiatem a oplem. Dla NAPRAWDĘ kocfhających tej „jazdy testowej
        > ” nmie
        > musi być. Jaguara oklejonego naleplami „jazda próbna” nie zobaczyci
        > e na ulicy.

        Bo na Jaguarach nigdy nie nalepia się żadnych nalepek - nawet na tych
        przeznaczonych do jazd probnych, wypożyczanych potencjalemu klientowi na 1
        tydzień.
        • kombinator2 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:27
          matrek napisał(a):
          >
          > Bo na Jaguarach nigdy nie nalepia się żadnych nalepek - nawet na tych
          > przeznaczonych do jazd probnych, wypożyczanych potencjalemu klientowi na 1
          > tydzień.

          Wiesz, chyba o czym innym jest ten wątek. A „nalepka” i „jaguar” to aluzja,
          której nie pojąłeś.
          Jeśli natomiast chcesz zaszpanować wiedzą motoryzacyjną i stosunkami na lini
          dealer - potencjalny klient przenieś się na forum MOTORYZACJA
          • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:30
            kombinator2 napisał(a):

            > matrek napisał(a):
            > >
            > > Bo na Jaguarach nigdy nie nalepia się żadnych nalepek - nawet na tych
            > > przeznaczonych do jazd probnych, wypożyczanych potencjalemu klientowi na 1
            >
            > > tydzień.
            >
            > Wiesz, chyba o czym innym jest ten wątek. A „nalepka” i „jagu
            > ar” to aluzja,
            > której nie pojąłeś.
            > Jeśli natomiast chcesz zaszpanować wiedzą motoryzacyjną i stosunkami na lini
            > dealer - potencjalny klient przenieś się na forum MOTORYZACJA

            Pojąłem dokładnie, tylko że to co ja napisalem na ten tema, to równiez aluzja -
            gdybyś nie zauważyl.
      • majka14 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:51
        kombinator2 napisał(a):
        < Dla NAPRAWDĘ kocfhających tej „jazdy testowej” nmie musi być. >


        Słusznie, naprawde zgadzam sie z tym.


    • Gość: Melba Re: Wspólne życie przed ślubem IP: *.chello.pl 22.05.02, 21:23
      Pisałam juz na ten temat tysiąc razy, ale ok, fajny temat. Mieszkam bez ślubu,
      wszystkim, co idą "równo" w związku polecam. Kobietom, co marzą o białej sukni,
      nie polecam, bo często jej nie dostają. Ja dostanę suknię, jak zapragnę. Na
      razie nie pragnę.Dzieki temu, że nie jestem Jego żoną zbudowałam fajny związek.
      Paradoksalnie, zaobraczkowana, dawno bym uciekła, taki urok klaustrofobii. MNIE
      się sprawdziło, a innym? Każdy musi spróbować sam.
    • lalka74 Re: Wspólne życie przed ślubem 22.05.02, 21:30
      Uważam podobnie - nic dodać, nic ująć.
    • wierna1 Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:04
      Myślę podobnie, ale nigdy nie ma gwarancji, że po zawarciu ślubu, paru latach
      wspólnego życia pod jednym dachem, nie zmieni się na gorsze. Czasami wiele
      zmienia pojawienie się dziecka w związku.
      W naszych warunkach, w każdym razie, nie jest to możliwe ze wzgledu na niskie
      dochody ludzie. Wynająć z dwóch niewielkich pensji mieszkanie i jeszcze żyć na
      godziwym poziomie to wielka sztuka.
      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:08
        wierna1 napisał(a):

        > Myślę podobnie, ale nigdy nie ma gwarancji, że po zawarciu ślubu, paru latach
        > wspólnego życia pod jednym dachem, nie zmieni się na gorsze. Czasami wiele
        > zmienia pojawienie się dziecka w związku.
        > W naszych warunkach, w każdym razie, nie jest to możliwe ze wzgledu na niskie
        > dochody ludzie. Wynająć z dwóch niewielkich pensji mieszkanie i jeszcze żyć na
        > godziwym poziomie to wielka sztuka.

        Wiesz wierna, w kwestii mieskania akurat, ślub nie iewle zmienia. Tak samo trudne
        jest wynającie mieszkanie i utrzymanie standardu życia żyjąc beś ślubu, jak i po
        formalizacji związku.
        • wmr11 Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:12
          wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, A jeżeli chcesz z
          kimś żyć przed ślubem, to jesteś zdany na siebie, a najczęściej jeszcze nie
          pracujesz tylko uczysz się
          • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:17
            wmr11 napisał(a):

            > wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, A jeżeli chcesz z
            > kimś żyć przed ślubem, to jesteś zdany na siebie, a najczęściej jeszcze nie
            > pracujesz tylko uczysz się

            Niby tak, ale z drugiej strony, nie można przeciez nawet po ślubie opierac swojej
            egzystencji na rodzicach. To niepoważne. Owszem, czasami cos pomogą, ale nie
            można chcieć z tego życ.
            • wmr11 Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:19
              jasne, ale nie każdemu to sie udaje. Mi sie kiedyś udawało przez 3 lata i było
              super
            • wierna1 Re: Matrek 23.05.02, 09:39
              matrek napisał(a):

              > wmr11 napisał(a):
              >
              > > wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, A jeżeli chcesz
              > z
              > > kimś żyć przed ślubem, to jesteś zdany na siebie, a najczęściej jeszcze ni
              > e
              > > pracujesz tylko uczysz się
              >
              > Niby tak, ale z drugiej strony, nie można przeciez nawet po ślubie opierac swoj
              > ej
              > egzystencji na rodzicach. To niepoważne. Owszem, czasami cos pomogą, ale nie
              > można chcieć z tego życ.

              W tym kraju dzieci jeszcze długo będą musiały liczyć na pomoc rodziców. Zresztą
              Polacy to uwielbiają, nie wypuszczać dzieci spod skrzydeł jak najdłużej i
              zaharowywać się dla nich. Myślę tu o mich znajomych i teściach mojego męża. U
              mnie w domu było inaczej, ale przyznam, że bez pomocy finansowej rodziców niewiel
              byśmy zdziałali. Teraz mam tylko mamę więc ciesze się, że może sama się utrzymać
              i nie muszę jej finansowo przynajmniej pomagać.
              • Gość: sylwia Re: bez komentarza IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 09:49
                wierna1 napisał(a):
                ale przyznam, że bez pomocy finansowej rodziców niewiel byśmy zdziałali.
                Teraz mam tylko mamę więc ciesze się, że może sama się utrzymać

                i nie muszę jej finansowo przynajmniej pomagać.>

                • Gość: Melba Re: bez komentarza IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 09:56
                  Rany Boskie, ta Wierna to ma podejście, współczuję mamusi...
                  • Gość: matrek Ale bredzicie IP: *.pw.edu.pl 23.05.02, 12:01
                    Gość portalu: Melba napisał(a):

                    > Rany Boskie, ta Wierna to ma podejście, współczuję mamusi...

                    Przecież chodzi jej tylko o to, że jej mama ma taką sytuację finansowa, że nie
                    potrzebuje pomocy córki. I to własnie cieszy wierną, że jej mama nie potrzebuje
                    jej pomocy.
                    • Gość: sylwia Re: Ale bredzicie ??? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 12:19
                      Gość portalu: matrek napisał(a):
                      > I to własnie cieszy wierną, że jej mama nie potrzebuje jej pomocy. >


                      Kazdy interpretuje tak, jak rozumie.




                • wierna1 Re: bez komentarza 23.05.02, 12:40
                  Gość portalu: sylwia napisał(a):

                  > wierna1 napisał(a):
                  > ale przyznam, że bez pomocy finansowej rodziców niewiel byśmy zdziałali.
                  > Teraz mam tylko mamę więc ciesze się, że może sama się utrzymać
                  >
                  > i nie muszę jej finansowo przynajmniej pomagać.>
                  >
                  Co to znaczy do cholery, bez komentarza?

          • Gość: sylwia Re: Co za postawa !!! IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 09:24
            wmr11 napisał(a):
            > wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, >



            Chce sie pobawic w dorosłość, ale na koszt rodziców ??????
            Jezuuuuuuu, ludziki nie załamujcie mnie !!!!


            • matrek Re: Co za postawa !!! 23.05.02, 09:27
              Gość portalu: sylwia napisał(a):

              > wmr11 napisał(a):
              > > wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, >
              >
              >
              >
              > Chce sie pobawic w dorosłość, ale na koszt rodziców ??????
              > Jezuuuuuuu, ludziki nie załamujcie mnie !!!!
              >
              >

              Mi też to sie nie podoba, co już napisalem.
            • wmr11 Re: Co za postawa !!! 23.05.02, 09:30
              Nie, nie zrozumieliście mnie. Nie chodzi mi o to, ze po slubie można żyć na
              garnuszku starych (też jestem tego przeciwnikiem). Chodzi mi tylko o to, że
              wcześniej ktoś wspomniał o trudnościach materialnych młodych ludzi, którzy chcą
              sami zamieszkać i normalnie żyć. Ja tylko zauważyłem, że po ślubie może to być
              łatwiejsze (niestety) i może dlatego nie wszyscy decydują się (jasne że nie
              tylko dlatego) na współne życie przed ślubem.
          • wierna1 Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:34
            wmr11 napisał(a):

            > wiesz, ale po ślubie to już starzy chętniej pomagają itp, A jeżeli chcesz z
            > kimś żyć przed ślubem, to jesteś zdany na siebie, a najczęściej jeszcze nie
            > pracujesz tylko uczysz się

            Święte słowa!
    • Gość: sylwia Re: Wspólne życie przed ślubem IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 09:18

      No to pewnie wygląda to tak: pomieszkamy razem 1-2latka, cos
      sie nie podoba no to papapa, z nastepnym partnerem znów jakis
      czas pobawimy sie w zycie, i z kolejnym ..... i tak aż sie
      "obudzimy", nie widząc wokól siebie NIKOGO !!
      Nie jest to żadna metoda, bo małżeństwa rozpadaja sie nie dlatego,
      że nie byłego wspolnego zycia przed ślubem, tylko dlatego, iz
      NIE UMIEMY ROZMAWIAĆ ZE SOBA.
      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 09:25
        Gość portalu: sylwia napisał(a):

        >
        > No to pewnie wygląda to tak: pomieszkamy razem 1-2latka, cos
        > sie nie podoba no to papapa, z nastepnym partnerem znów jakis
        > czas pobawimy sie w zycie, i z kolejnym ..... i tak aż sie
        > "obudzimy", nie widząc wokól siebie NIKOGO !!
        > Nie jest to żadna metoda, bo małżeństwa rozpadaja sie nie dlatego,
        > że nie byłego wspolnego zycia przed ślubem, tylko dlatego, iz
        > NIE UMIEMY ROZMAWIAĆ ZE SOBA.
        >

        Owszem to jest minus tego rozwiązania - ale nie zgdzam sie z Tobą, co do
        przyczyny rozpadu małżeństw. sądzę, że rozpadaja sie dlatego, że ludzie nie
        poznali sie dobrze zawczasu. a brak rozmowy, to TYLKO JEDNA Z konsekwencji tego
        braku poznania.
        • Gość: sylwia Re: wiele jest powodów IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 09:44
          matrek napisał(a):
          ludzie nie poznali sie dobrze zawczasu. a brak rozmowy, to TYLKO JEDNA Z
          konsekwencji tego braku poznania.>


          Jak ktos juz wyzej napisał, tak naprawdę do końca zycia nie jestesmy
          w stanie sie poznac.
          Zakladam, ze ludzie nie biorą slubu tuz po zapoznaniu sie, że daja
          sobie jakis czas na bliższe poznanie.
          I prosze mi nie mowić, że trzeba ze soba mieszkac, by dowiedzieć jak
          mój partner zareaguje np. na mój ból głowy, na to, ze zobaczy mnie
          z innym kolega z pracy.
          Jeżeli idąc razem, spotykamy zaplakane dziecko, to reakcja na taka
          sytuacje pozwala nam zobaczyc z kim mamy do czynienia.
          Małżenstwo jest pewną ryzykowną inwestycją, ale oplacalną.
          Ja jestem zwolenniczką rozmów, szczerych dyskusji i dluuuuuuuugiej
          smyczy (jak to napisano w innym wątku).










          • Gość: Melba Do Sylwii IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 10:00
            Ale czy znaczy to, ze jesteś PRZECIWNICZKĄ mieszkania przed ślubem? I jeśli
            tak, to ogólnie, czy tylko jeśli chodzi o Ciebie i Twój związek? Moje zdanie i
            doświadczenia w poscie powyzej...
            • Gość: sylwia Re: Do Melby IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 10:11
              Gość portalu: Melba napisał(a):
              > Ale czy znaczy to, ze jesteś PRZECIWNICZKĄ mieszkania przed ślubem? >



              Nie, przeciwniczką nie jestem, ale i zwolenniczką również nie.
              Tutaj mówimy, że mieszkanie przed slubem daje szanse na lepsze
              małżeństwo i z tym ja sie nie zgadam.
              Czytalam Twoj post, bardzo dojrzale napisalaś.

              • Gość: Melba Sylwia IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 13:58
                Dzięki :) Wiesz, mnie się jednak wydaje, że jest to taka sytuacja, której nie
                można w ogóle uogólniać. Jednym daje, innym wręcz przeciwnie...Każdy z nas
                powinien sam rozważyć i podjąć tą decyzję, bo to, co było bardzo dobrym wyborem
                dla mnie, Iksińskiej mogłoby zrujnować zycie. Chyba najważniejsze to iść w
                zgodzie ze swoimi przekonaniami i z wielka uważnością i szacunkiem dla
                partnera.
          • matrek Żartujesz sobie ? 23.05.02, 12:18
            Gość portalu: sylwia napisał(a):
            > I prosze mi nie mowić, że trzeba ze soba mieszkac, by dowiedzieć ja
            > k
            > mój partner zareaguje np. na mój ból głowy, na to, ze zobaczy mnie
            > z innym kolega z pracy.

            Myślałem, że rozmaiwamy poważnie... Nie jak zareaguje na twój ból głowy, tylko
            jak zareaguje np. na utrate przez ciebie pracy, na twoją - odpukać - ciężką
            chorobę, na kłopoty finasowe, w jaki sposób sie kłóci (czy na przykład nie jest
            damskim bokserem), itd. I chrzań - przeopraszam - głupot o migrenie.

            > Jeżeli idąc razem, spotykamy zaplakane dziecko, to reakcja na taka
            > sytuacje pozwala nam zobaczyc z kim mamy do czynienia.
            > Małżenstwo jest pewną ryzykowną inwestycją, ale oplacalną.
            > Ja jestem zwolenniczką rozmów, szczerych dyskusji i dluuuuuuuugiej
            > smyczy (jak to napisano w innym wątku).
            >

            Tak, tak, powiedz to Tym kobietom, które sa bite do krwi przez swoich mężów z
            byle powodu...
            • Gość: sylwia Re: Żartujesz sobie ?, z życia nigdy!!! IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 12:24
              matrek napisał(a):
              > Tak, tak, powiedz to Tym kobietom, które sa bite do krwi przez swoich mężów z
              > byle powodu...>



              Powiem, widziały gały co brały !!

              I nie obrażaj mnie chłopcze, ludzi trzeba szanować.
              Ja znalazłam sposób na szczęśliwe małżeństwo, a Ty widzę, ciągle
              szukasz.



              • matrek Re: Żartujesz sobie ?, z życia nigdy!!! 23.05.02, 12:34
                Gość portalu: sylwia napisał(a):

                > matrek napisał(a):
                > > Tak, tak, powiedz to Tym kobietom, które sa bite do krwi przez swoich mężó
                > w z
                > > byle powodu...>
                >
                >
                >
                > Powiem, widziały gały co brały !!
                >
                > I nie obrażaj mnie chłopcze, ludzi trzeba szanować.
                > Ja znalazłam sposób na szczęśliwe małżeństwo, a Ty widzę, ciągle
                > szukasz.
                >

                Ja tam na swoje małżństwo nie narzekam. I miałem kiedys podobne do Twoich
                poglądy, tylko że zbyt dużo już w życiu widziałem - i prywatnie i zawodowo. Tylko
                wół nie zmienia poglądów.
            • majka14 Re: Żartujesz sobie ? 23.05.02, 12:37
              matrek napisał(a):

              > Myślałem, że rozmaiwamy poważnie... Nie jak zareaguje na twój ból głowy,
              tylko - odpukać - ciężką chorobę, >



              Hahaha, przecież to o to samo chodzi. Widze brak zrozumienia tekstu
              pisanego.




              • matrek Re: Żartujesz sobie ? 23.05.02, 12:40
                majka14 napisał(a):

                > matrek napisał(a):
                >
                > > Myślałem, że rozmaiwamy poważnie... Nie jak zareaguje na twój ból głowy,
                > tylko - odpukać - ciężką chorobę, >
                >
                >
                >
                > Hahaha, przecież to o to samo chodzi. Widze brak zrozumienia tekstu
                > pisanego.
                >

                Ból głowy , to to samo co cężka choroba ? Utrata pracy, kopoty ze śrdkami
                finansowymi na utrzymanie ? Może ja mam kłopoty z rozumieniem czytanego tekstu,
                ale ty masz chyba kłopoty z wyobraźnią
                • majka14 Re: Dorosnij 23.05.02, 12:48
                  matrek napisał(a):
                  > Ból głowy , to to samo co cężka choroba ? Utrata pracy, kopoty ze śrdkami
                  > finansowymi na utrzymanie ? Może ja mam kłopoty z rozumieniem czytanego tekstu,
                  > ale ty masz chyba kłopoty z wyobraźnią>


                  Nie mam jej chorej, więc nie zakładam czarnych scenariuszy.

                  • matrek Re: Dorosnij 23.05.02, 12:57
                    majka14 napisał(a):

                    > matrek napisał(a):
                    > > Ból głowy , to to samo co cężka choroba ? Utrata pracy, kopoty ze śrdkami
                    > > finansowymi na utrzymanie ? Może ja mam kłopoty z rozumieniem czytanego te
                    > kstu,
                    > > ale ty masz chyba kłopoty z wyobraźnią>
                    >
                    >
                    > Nie mam jej chorej, więc nie zakładam czarnych scenariuszy.
                    >

                    Acha, czyli realne spojrzenie na otaczajcą rzeczywistość, to chora wyobraxnia ?
                    Nie wiem gdzie Ty mieszkasz, ale Tu w Warszawie trudno jest znaleźć pracę, jeśli
                    sie ją straci, co - bez wzgledu na zawód - może sie zdarzyć każdemu. Ale może dla
                    ciebie jest obojętne, czy Twój życiowy partner będzie Cie wspierał pscychicznie,
                    jeśli zdazy Ci sie stracic prace, czy wyzwie Cie od nierobów... . Dla mnie nie.
        • Gość: Liver Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 157.25.84.* 23.05.02, 14:40
          "sądzę, że rozpadaja sie dlatego, że ludzie nie poznali sie dobrze zawczasu."

          Nie mogę się z Tobą zgodzić.
          Ja wziąłem ślub z moją po 1 roku chodzenia.
          Kolega, który chodził przed ślubem ze swoją 3 lata już jest dawno po rozwodzie.
          Nie tędy droga.
      • anndelumester tru tu tu tu... 23.05.02, 14:59


        > No to pewnie wygląda to tak: pomieszkamy razem 1-2latka, cos
        > sie nie podoba no to papapa, z nastepnym partnerem znów jakis
        > czas pobawimy sie w zycie, i z kolejnym .....
        tekst pani katechetki z III klasy, ewentualnie pań z seksi hormonalnym wąsikiem z
        poradni przedmałżeńskich ...
        i tak aż sie
        > "obudzimy", nie widząc wokól siebie NIKOGO !!
        Kobieto czy Ty wiesz co to znaczy faktycznie żyć ze sobvą 24 godziny na dobę ??
        nie wiesz to spróbuj, polecam to sie przekonasz czy łatwo sie zmienia tego na
        owakiego ui siamtego...

        > NIE UMIEMY ROZMAWIAĆ ZE SOBA.
        albo nie mamy czasu albo nie chcemy albo sie pobraliśmy bo dziecko, bo
        rodzice ...z tego sie rozpadają ...a nie z teorii!!

    • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 10:48
      Jestem absolutnie za. Tylko ważne jest (co napisałeś), żeby ludzie ZANIM ze
      sobą zamieszkają, dokładnie wyjaśnili sobie, to czego to mieszkanie ma
      doprowadzić - konkubinatu czy ślubu. Bo potem są nieszczęścia.
      • Gość: Aton Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 195.94.207.* 23.05.02, 11:44
        Podoba mi się termin "nie-reaganowskie gospodarstwa
        domowe". U nas można by je przetłumaczyć jako
        "nie-papistowskie". Jako że jestem zdeklarowanym
        papistą, a w porywach i ultramontanistą ("po co kłaniać
        się królom, skoro można klęknąć przed papieżem"),
        zupełnie zgadzam się w tej materii ze swoim
        kierownictwem. Przecież jak ktoś poważnie traktuje
        katolicyzm, to nie może pochwalać życia w grzechu.
        Małżeństwo nie ma być po to, żeby było fajnie i żebyśmy
        się wzajem po pleckach drapali, tylko "na dobre i na
        złe". To jest jakieś ryzyko. A w przyrodzie tak już
        jest, że ten najwięcej przegrywa, kto nie chce ryzykować.
        Sorry, Winnetou; albo rybki - albo akwarium.
        • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 12:06
          Ale można starać się zminimalizować to ryzyko!
          • Gość: Aton Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 195.94.207.* 23.05.02, 14:36
            To zabawne, ale widziałem statystyki wskazujące, że
            częściej rozpadają się małżeństwa poprzedzone taką
            właśnie "jazdą próbną". Wynika to zapewne z tego, że
            ludzie, którzy decydują się na małżeństwo "na poważnie"
            podchodzą do niego poważniej niż ci, co bawią się w
            złożone kalkulacje ryzyka inwestycyjnego i zatrudnienie
            na okres próbny.
            • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 14:48
              Gość portalu: Aton napisał(a):

              > To zabawne, ale widziałem statystyki wskazujące, że
              > częściej rozpadają się małżeństwa poprzedzone taką
              > właśnie "jazdą próbną".

              Nie wiem, co o tym sądzić. Tzn. o tych statystykach. Raczej byłabym zdziwiona
              takimi wynikami.


              Wynika to zapewne z tego, że
              > ludzie, którzy decydują się na małżeństwo "na poważnie"
              > podchodzą do niego poważniej niż ci, co bawią się w
              > złożone kalkulacje ryzyka inwestycyjnego i zatrudnienie
              > na okres próbny.

              To są złożone kalkulacje ryzyka inwestycyjnego. Nie musisz być cyniczny. To
              zwykły zdrowy rozsądek. Małżeństwo to nie tylko czysta miłość, ale i bardzo dużo
              przyziemnych spraw. Dla mnie osoba, która patrzy na małżeństwo wyłącznie przez
              różowe okulary, jest, delikatnie mówiąc, bardzo lekkomyślna.
              • Gość: Aton Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 195.94.207.* 23.05.02, 15:35
                kini napisał(a):

                > Małżeństwo to nie tylko czysta miłość, ale i bardzo duż
                > o przyziemnych spraw. Dla mnie osoba, która patrzy na
                małżeństwo wyłącznie przez
                > różowe okulary, jest, delikatnie mówiąc, bardzo
                lekkomyślna.

                Tu zgoda. Tyle że te statystyki wcale nie muszą kłamać -
                jak mówię, ludzie, którzy nie decydują się na "jazdę
                próbną" często nie robią tego, bo uważają to za
                niesłuszne, niemoralne itd. Tacy ludzie mają mniejszą
                tendencję do rozwodów, bo też uważają je za niesłuszne,
                niemoralne itd., a nie za "wyjście awaryjne".
                Z porządnego katolickiego ślubu nie ma wyjścia
                awaryjnego. Stety.
                • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 15:44
                  Tylko w takim razie nie można mówić tu o prostej relacji przyczynowo-skutkowej.
                  Tzn. mieszkanie ze sobą przed ślubem nie jest przyczyną większej liczby
                  rozwodów, natomiast tą przyczyną może być brak wiary katolickiej.
                  • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 15:51
                    kini napisał(a):

                    > Tylko w takim razie nie można mówić tu o prostej relacji przyczynowo-skutkowej.
                    >
                    > Tzn. mieszkanie ze sobą przed ślubem nie jest przyczyną większej liczby
                    > rozwodów, natomiast tą przyczyną może być brak wiary katolickiej.

                    Ja tam cos nie bardzo wierzę w te badania, a już na pewno w ich wiarygodność.
                    Jakim sposobem np. wyselekcjono do próby te małżeństwa, które przed slubem żyły
                    razem na kocią łapę ?
                    Z drugiej strony, GUS podaje w rocznikach statystycznych, że od początku w każdym
                    roczniku zawartych od początku lat dziewięćdziesiatych w ciagu kilku lat rozpada
                    się 45% małżenstw. Nie pamietam w ciągu ilu co prawda lat, ale siłą rzeczy mogło
                    ich być co najwyżej 12.
                    • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 15:54
                      No cóż, bywa tak, że danymi statystycznymi się manipuluje i potem wychodzi na
                      przykład, że masturbacja jest przyczyną łysienia.
                      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:05
                        kini napisał(a):

                        > No cóż, bywa tak, że danymi statystycznymi się manipuluje i potem wychodzi na
                        > przykład, że masturbacja jest przyczyną łysienia.

                        O masturbacji to już nawet nie wspominaj, bo np. nie jest to tak do końca prawda,
                        o tej niby nieszkodliwosci masturbacji - męskiej akurat. Nie wiem, tylko
                        dlaczego, nie wszystkie publikacje na ten temat piszą, że częsta męska
                        masturbacja może doprowadzic do fizycznego uszkodzenia najądrzy (w skutek
                        szarpania), że nie wspopmnę już nawet o oslabieniu wrazliwosci żołędzi, czy jak
                        tam sie odmienia ten kretyński wyraz.
                        • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:09
                          matrek napisał(a):

                          > O masturbacji to już nawet nie wspominaj, bo np. nie jest to tak do końca prawd
                          > a,
                          > o tej niby nieszkodliwosci masturbacji - męskiej akurat. Nie wiem, tylko
                          > dlaczego, nie wszystkie publikacje na ten temat piszą, że częsta męska
                          > masturbacja może doprowadzic do fizycznego uszkodzenia najądrzy (w skutek
                          > szarpania), że nie wspopmnę już nawet o oslabieniu wrazliwosci żołędzi, czy jak
                          >
                          > tam sie odmienia ten kretyński wyraz.

                          Naprawdę??? O ludzie!!!
                          • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:15
                            kini napisał(a):

                            > matrek napisał(a):
                            >
                            > > O masturbacji to już nawet nie wspominaj, bo np. nie jest to tak do końca
                            > prawd
                            > > a,
                            > > o tej niby nieszkodliwosci masturbacji - męskiej akurat. Nie wiem, tylko
                            > > dlaczego, nie wszystkie publikacje na ten temat piszą, że częsta męska
                            > > masturbacja może doprowadzic do fizycznego uszkodzenia najądrzy (w skutek
                            > > szarpania), że nie wspopmnę już nawet o oslabieniu wrazliwosci żołędzi, cz
                            > y jak
                            > >
                            > > tam sie odmienia ten kretyński wyraz.
                            >
                            > Naprawdę??? O ludzie!!!

                            Nie tak dawno wpadł mi w ręce jakiś artykuł na ten temat
                            • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:27
                              Oj, Matreczku, to co ty teraz biedny zrobisz? :))))))
                              • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:29
                                kini napisał(a):

                                > Oj, Matreczku, to co ty teraz biedny zrobisz? :))))))

                                Zacznę uprawiac masturbację - zabezpieczy mnie przed wpadką :)
                                • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:31
                                  Jesteś geniuszem!!! :)))
            • anndelumester a może to ewolucja jednak ?? 23.05.02, 15:01
              wiesz troche genów tam troche genów tu, kto nie rozrzuci dużo i dobrze nie
              przetrwa!!! ; ))
    • wmr11 Re: Wierna 23.05.02, 11:50
      Gdyby nie ostatnie zdanie, powiedziałbym ok. Ale skoro Ty tak myślisz, jak
      napisałaś w tym ostatnim zdaniu, to mnie załamałaś
      • wierna1 Re: Wierna 23.05.02, 12:10
        wmr11 napisał(a):

        > Gdyby nie ostatnie zdanie, powiedziałbym ok. Ale skoro Ty tak myślisz, jak
        > napisałaś w tym ostatnim zdaniu, to mnie załamałaś

        Mogłbyś to zdanie przytoczyć, bo nie pamiętam, co napisałam.
        • wmr11 Re: Wierna 23.05.02, 12:16
          to szkoda, ale tym bardziej źle o Tobie świadczy
          • wierna1 Re: Wmr 23.05.02, 12:38
            wmr11 napisał(a):

            > to szkoda, ale tym bardziej źle o Tobie świadczy

            Człowieku, ja jestem w pracy i przede wszystkim myślę, żeby nie gadać głupot w
            robocie. Przejrzałam wątki i nie wiem, o co ci chodzi, Jak chcesz to odpisz, a
            jak nie to nie musisz. Tak ciężko ci napisać , czy ci nie zależy?
            I co miałeś na myśli, że to źle o mnie świadczy? Jestem uczciwą osobą i niczego
            mi nie będziesz zarzucał, bo nie masz takiego prawa!

        • matrek Re: Wierna 23.05.02, 12:37
          wierna1 napisał(a):

          > wmr11 napisał(a):
          >
          > > Gdyby nie ostatnie zdanie, powiedziałbym ok. Ale skoro Ty tak myślisz, jak
          >
          > > napisałaś w tym ostatnim zdaniu, to mnie załamałaś
          >
          > Mogłbyś to zdanie przytoczyć, bo nie pamiętam, co napisałam.

          Ż cieszysz się,. że nie muszisz pomagac swojej matce. Źle Cie zrozumieli
          • wierna1 Re: MATREK 23.05.02, 12:49
            matrek napisał(a):

            > wierna1 napisał(a):
            >
            > > wmr11 napisał(a):
            > >
            > > > Gdyby nie ostatnie zdanie, powiedziałbym ok. Ale skoro Ty tak myślisz
            > , jak
            > >
            > > > napisałaś w tym ostatnim zdaniu, to mnie załamałaś
            > >
            > > Mogłbyś to zdanie przytoczyć, bo nie pamiętam, co napisałam.
            >
            > Ż cieszysz się,. że nie muszisz pomagac swojej matce. Źle Cie zrozumieli

            No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim prawem wydali tak
            szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałeś. Zresztą przed
            chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwalą się wszyscy
            ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja codzienny. Brat
            jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na mojej głowie.
            Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na raka, codziennie
            dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz tego ona jest u mnie
            dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała środków do życia
            razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje. Sama to
            stwierdziła. To niesprawiedliwe!
            • matrek Re: MATREK 23.05.02, 12:59
              wierna1 napisał(a):

              >
              > No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim prawem wydali tak
              > szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałeś. Zresztą prze
              > d
              > chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwalą się wszyscy
              > ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja codzienny. Brat
              > jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na mojej głowie.
              > Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na raka, codzienni
              > e
              > dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz tego ona jest u mn
              > ie
              > dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała środków do życia
              >
              > razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje. Sama to
              > stwierdziła. To niesprawiedliwe!

              Mi tego nie musisz tłumaczyć, ja staram się czytac cudze teksty w dobrej wierze..
              • wierna1 Re: MATREK 23.05.02, 13:04
                matrek napisał(a):

                > wierna1 napisał(a):
                >
                > >
                > > No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim prawem wydali
                > tak
                > > szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałeś. Zresztą
                > prze
                > > d
                > > chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwalą się wsz
                > yscy
                > > ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja codzienny. B
                > rat
                > > jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na mojej głowi
                > e.
                > > Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na raka, codz
                > ienni
                > > e
                > > dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz tego ona jest
                > u mn
                > > ie
                > > dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała środków do
                > życia
                > >
                > > razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje. Sama to
                > > stwierdziła. To niesprawiedliwe!
                >
                > Mi tego nie musisz tłumaczyć, ja staram się czytac cudze teksty w dobrej wierze
                > ..

                Ale tu nie chodzi o żadną dobrą wiarę, tylko o sens. Przecież wyraźnie napisałam,
                że cieszę się, że nie muszę matce pomagać, bo może się sama utrzymać. Ile dzieci
                ma rodziców, którzy otrzymują głodowe renty i pomaga finansowo tym rodzicom
                spłacając dług wdzęczności? A ilu jest takich, których nie interesuje czy matka
                lub ojciec mają co włożyć do gara?
                • matrek Re: MATREK 23.05.02, 13:07
                  wierna1 napisał(a):

                  > matrek napisał(a):
                  >
                  > > wierna1 napisał(a):
                  > >
                  > > >
                  > > > No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim prawem w
                  > ydali
                  > > tak
                  > > > szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałeś. Zr
                  > esztą
                  > > prze
                  > > > d
                  > > > chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwalą si
                  > ę wsz
                  > > yscy
                  > > > ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja codzien
                  > ny. B
                  > > rat
                  > > > jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na mojej
                  > głowi
                  > > e.
                  > > > Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na raka,
                  > codz
                  > > ienni
                  > > > e
                  > > > dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz tego ona
                  > jest
                  > > u mn
                  > > > ie
                  > > > dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała środkó
                  > w do
                  > > życia
                  > > >
                  > > > razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje. Sama
                  > to
                  > > > stwierdziła. To niesprawiedliwe!
                  > >
                  > > Mi tego nie musisz tłumaczyć, ja staram się czytac cudze teksty w dobrej w
                  > ierze
                  > > ..
                  >
                  > Ale tu nie chodzi o żadną dobrą wiarę, tylko o sens. Przecież wyraźnie napisała
                  > m,
                  > że cieszę się, że nie muszę matce pomagać, bo może się sama utrzymać. Ile dziec
                  > i
                  > ma rodziców, którzy otrzymują głodowe renty i pomaga finansowo tym rodzicom
                  > spłacając dług wdzęczności? A ilu jest takich, których nie interesuje czy matka
                  >
                  > lub ojciec mają co włożyć do gara?

                  W dobrzej wierze, czyli tak, aby rozumiec czyjeś wypowiedzi tak jak sobie autor
                  życzył, a nie tak jak mi jest wygodnie (aby ugryźć), lecz niezgodnie z intewncją
                  autora.
                  • wierna1 Re: MATREK 23.05.02, 13:10
                    matrek napisał(a):

                    > wierna1 napisał(a):
                    >
                    > > matrek napisał(a):
                    > >
                    > > > wierna1 napisał(a):
                    > > >
                    > > > >
                    > > > > No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim pra
                    > wem w
                    > > ydali
                    > > > tak
                    > > > > szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałe
                    > ś. Zr
                    > > esztą
                    > > > prze
                    > > > > d
                    > > > > chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwa
                    > lą si
                    > > ę wsz
                    > > > yscy
                    > > > > ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja co
                    > dzien
                    > > ny. B
                    > > > rat
                    > > > > jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na m
                    > ojej
                    > > głowi
                    > > > e.
                    > > > > Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na
                    > raka,
                    > > codz
                    > > > ienni
                    > > > > e
                    > > > > dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz teg
                    > o ona
                    > > jest
                    > > > u mn
                    > > > > ie
                    > > > > dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała ś
                    > rodkó
                    > > w do
                    > > > życia
                    > > > >
                    > > > > razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje.
                    > Sama
                    > > to
                    > > > > stwierdziła. To niesprawiedliwe!
                    > > >
                    > > > Mi tego nie musisz tłumaczyć, ja staram się czytac cudze teksty w dob
                    > rej w
                    > > ierze
                    > > > ..
                    > >
                    > > Ale tu nie chodzi o żadną dobrą wiarę, tylko o sens. Przecież wyraźnie nap
                    > isała
                    > > m,
                    > > że cieszę się, że nie muszę matce pomagać, bo może się sama utrzymać. Ile
                    > dziec
                    > > i
                    > > ma rodziców, którzy otrzymują głodowe renty i pomaga finansowo tym rodzico
                    > m
                    > > spłacając dług wdzęczności? A ilu jest takich, których nie interesuje czy
                    > matka
                    > >
                    > > lub ojciec mają co włożyć do gara?
                    >
                    > W dobrzej wierze, czyli tak, aby rozumiec czyjeś wypowiedzi tak jak sobie autor
                    >
                    > życzył, a nie tak jak mi jest wygodnie (aby ugryźć), lecz niezgodnie z intewncj
                    > ą
                    > autora.

                    To by nawet pasowało. Bo wyczułam w ich wypowiedziach złośliwość. Mogą mi
                    dokopoać przy innej okazji, ale nie , kiedy piszę o matce.
            • lastka Re: MATREK 23.05.02, 13:32
              wierna1 napisał(a):

              > matrek napisał(a):
              >
              > > wierna1 napisał(a):
              > >
              > > > wmr11 napisał(a):
              > > >
              > > > > Gdyby nie ostatnie zdanie, powiedziałbym ok. Ale skoro Ty tak my
              > ślisz
              > > , jak
              > > >
              > > > > napisałaś w tym ostatnim zdaniu, to mnie załamałaś
              > > >
              > > > Mogłbyś to zdanie przytoczyć, bo nie pamiętam, co napisałam.
              > >
              > > Ż cieszysz się,. że nie muszisz pomagac swojej matce. Źle Cie zrozumieli
              >
              > No właśnie przed chwilą o mało mnie szlag nie trafił. Jakim prawem wydali tak
              > szybko werdykt. Mam nadzieje, że przynajmniej ty mnie zrozumiałeś. Zresztą prze
              > d
              > chwilą posłałam brutalnego posta, bo mną zatrzęsło. Niech pochwalą się wszyscy
              > ci, którzy mnie tak ocenili, jaki mają kontakt z matką. Bo ja codzienny. Brat
              > jest od lat za granicą. Kiedy się coś złego dzieje wszystko na mojej głowie.
              > Byłam dzień w dzień przez trzy tygodnie przy umirającym ojcu na raka, codzienni
              > e
              > dzwonię do matki i rozmawiam co najmniej pół godziny. Oprócz tego ona jest u mn
              > ie
              > dwa, trzy razy w tygodniu. Ma dobrą emeryturę. Gdyby nie miała środków do życia
              >
              > razem z bratem byśmy jej pomagali, ale ona tego nie potrzebuje. Sama to
              > stwierdziła. To niesprawiedliwe!


              Wierna olej to co inni piszą tu i tak każdy rozumie to co tylko chce zrozumieć.
              Inni pewnie wybielają się a z rodzicami spotykają się od wielkiego święta. Sama
              mam taki przykład w rodzinie mojej mamy brat bliżniak wraz z żoną zapomnieli
              podzielić się z ojcem opłatkiem który mieszka w tym samym domu, tylko dlatego,ż e
              zaprosiliśmy dziadka na wigilię do nas a nie siedział sam w domu jak palec. Drugi
              brat jak mama zapytała czy dzwonił do ojca składał życzenia (to już było tydzień
              po świętach) stwierdził beztroskim tonem "o kurcze zapomniałem" Więc nie przejmuj
              się ten kto żle rozumiał to pewnie jets nie lepszy od mojej rodziny. Oni też
              udają kochajacych synów jak im kasy brak na wieczne pożyczenie.
    • wierna1 Re: Chwileczkę, chwileczkę 23.05.02, 12:43
      Powstało małe zamieszanie i ktoś robi mi koło tyłka.
      Chodzi mi o Melbę, Wmr i jeszcze kogoś, kto podpisał się pod wątkiem BEZ
      KOMENTARZA>
      Może ktoś czegoś tu nie zrozumiał i obraża mnie bez powodu?
      Pisząc, że nie muszę matce pomagać mam na myśli to, że jest zdrowa, ma wysoką
      emeryturę, czyli nie głoduje. Gdyby tylko wymagała mojej pomocy ma ją
      natychmiast. I odwalcie się ode mnie (to i tak łagodnie powiedziane).
      • Gość: ewa do matreka IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 13:09
        Palnoles bzdure - brak rozmowy jako konsekwencja braku poznania.Brak rozmowy
        wynika z nieumiejetnosci rozmowy wyniesionej z domu, bo filozoficzne pogaduszki
        i fantazje po piwie to nie rozmowa.A juz najmniej rozmowa mozna nazwac belkot
        zakochanych. ktorym i tak tylko jedno w glowie. Niestety ludzie zupelnie nie
        zdaja sobie sprawy, ze w ogole nie potrafia rozmawiac, a przyklady mam tego
        codziennie. Potem zaczyna cos nawalac, nie sa w stanie okreslic nawet
        co,pojawiaja sie banaly o niedopasowaniu charakterow i przekonanie ze trzeba
        cos zmienic - najlepiej partnera.
        Zeby zacytowac Sapkowskiego - Obojga nie stac na wiecej niz silnie emocjonalna
        ocena skutkow z calkowitym pominieciem przyczyn.
        I jeszcze jedno pytanie - ktos tu wspomnial o prawdziwej milosci ? Moze
        podzieli sie z nami doswiadczeniami, jak to diagnozuje? Fascynujacy
        temat.Ostatnio rozlecialy sie dwa znajome malzenstwa z wielkiej milosci i po
        trojce dzieci. Zaznaczam, ze nie wyszlam za maz z wielkiej milosci, po prostu
        bylam zakochana.Milosci ucze sie teraz.
        • Gość: Do Ewy Re: do matreka IP: 157.25.84.* 23.05.02, 14:59
          „I jeszcze jedno pytanie - ktos tu wspomnial o prawdziwej milosci ? Moze
          podzieli sie z nami doswiadczeniami, jak to diagnozuje?”

          A jak według Ciebie to wygląda ?
          Dla mnie jest po prostu miłość, która jest jedna.
          Nie ma wielkiej, małej, po trochu czy innej.

          „ Fascynujacy temat.Ostatnio rozlecialy sie dwa znajome malzenstwa z wielkiej
          milosci i po trojce dzieci.”

          Widocznie to nie była taka wielka miłość.
          Po za tym, miłość należy pielęgnować.

          „ Zaznaczam, ze nie wyszlam za maz z wielkiej milosci,
          po prostu bylam zakochana.Milosci ucze sie teraz.”

          Miłości nie ma co się uczyć. To nie seks.
          Albo się o tym wie albo nie.
          Jeśli nie, to nie jest to miłość tylko zauroczenie, fascynacja.
          To szybko mija.

      • suzume wierna 23.05.02, 13:10
        ale po co się głąbom tłumaczysz? źle zrozumieli, więc mają problem.

        to wielkie szczęście mieć rodziców, którzy nie wymagają pomocy ani opieki (pewnie
        zaraz też oberwę, bo ktoś nie zajarzy) i tym się ciesz - przede wszystkim ze
        względu na Nich. a co Cię obchodzi zdanie jakiejś forumowej komety typu sylwia?

        su

        wierna1 napisał(a):

        > Powstało małe zamieszanie i ktoś robi mi koło tyłka.
        > Chodzi mi o Melbę, Wmr i jeszcze kogoś, kto podpisał się pod wątkiem BEZ
        > KOMENTARZA>
        > Może ktoś czegoś tu nie zrozumiał i obraża mnie bez powodu?
        > Pisząc, że nie muszę matce pomagać mam na myśli to, że jest zdrowa, ma wysoką
        > emeryturę, czyli nie głoduje. Gdyby tylko wymagała mojej pomocy ma ją
        > natychmiast. I odwalcie się ode mnie (to i tak łagodnie powiedziane).

        • wierna1 Re: Su 23.05.02, 13:15
          Dziękuję za wsparcie, chociaż najmniej spodziewałam się go właśnie od Ciebie.
          Jak mówią "kropla drąży skałę", więc może jeszcze się polubimy.
          O mało się w robocie nie popłakałam ze złości. Tak kocham swoją matkę i myślę,
          że jestem dobra córką, a tu takie teksty. Jeszcze raz dziekuję.
          • goga.74 Re: Su 23.05.02, 13:22
            wierna1 napisał(a):

            > Dziękuję za wsparcie, chociaż najmniej spodziewałam się
            go właśnie od Ciebie.
            > Jak mówią "kropla drąży skałę", więc może jeszcze się
            polubimy.
            > O mało się w robocie nie popłakałam ze złości. Tak
            kocham swoją matkę i myślę,
            > że jestem dobra córką, a tu takie teksty. Jeszcze raz
            dziekuję.

            Poplakac sie przez forum? Wierna, nie podchodz do tego
            tak emocjonalnie, to tylko forum.
            Pewnie ze sie cieszyc ze mama nie mam problemow. Oby jak
            najdluzej.
          • suzume Re: Su 23.05.02, 15:30
            wierna1 napisał(a):

            > Dziękuję za wsparcie, chociaż najmniej spodziewałam się go właśnie od Ciebie.
            > Jak mówią "kropla drąży skałę", więc może jeszcze się polubimy.
            > O mało się w robocie nie popłakałam ze złości. Tak kocham swoją matkę i myślę,
            > że jestem dobra córką, a tu takie teksty. Jeszcze raz dziekuję.


            :)))

            ps: po prostu słabo mnie znasz

            pzdr,
            su
            • wierna1 Re: Su 23.05.02, 15:33
              suzume napisał(a):

              > wierna1 napisał(a):
              >
              > > Dziękuję za wsparcie, chociaż najmniej spodziewałam się go właśnie od Cieb
              > ie.
              > > Jak mówią "kropla drąży skałę", więc może jeszcze się polubimy.
              > > O mało się w robocie nie popłakałam ze złości. Tak kocham swoją matkę i my
              > ślę,
              > > że jestem dobra córką, a tu takie teksty. Jeszcze raz dziekuję.
              >
              >
              > :)))
              >
              > ps: po prostu słabo mnie znasz
              >
              > pzdr,
              > su

              No tak. Ale to samo mogłabym powiedzieć Tobie o mnie. Czy zrobiłyśmy coś , aby
              bliżej się poznać, czy w ogóle mamy taką potrzebę pojmując tak różnie rzeczy?
              • matrek Re: Su 23.05.02, 15:42
                wierna1 napisał(a):

                > suzume napisał(a):
                >
                > > wierna1 napisał(a):
                > >
                > > > Dziękuję za wsparcie, chociaż najmniej spodziewałam się go właśnie od
                > Cieb
                > > ie.
                > > > Jak mówią "kropla drąży skałę", więc może jeszcze się polubimy.
                > > > O mało się w robocie nie popłakałam ze złości. Tak kocham swoją matkę
                > i my
                > > ślę,
                > > > że jestem dobra córką, a tu takie teksty. Jeszcze raz dziekuję.
                > >
                > >
                > > :)))
                > >
                > > ps: po prostu słabo mnie znasz
                > >
                > > pzdr,
                > > su
                >
                > No tak. Ale to samo mogłabym powiedzieć Tobie o mnie. Czy zrobiłyśmy coś , aby
                > bliżej się poznać, czy w ogóle mamy taką potrzebę pojmując tak różnie rzeczy?

                Ale ckliwie się robi :))
                • suzume matrek 23.05.02, 15:48
                  matrek napisał(a):

                  > Ale ckliwie się robi :))


                  ale Ci trudno dogodzić, co?
                  ;))
                  • matrek Re: matrek 23.05.02, 15:54
                    suzume napisał(a):

                    > matrek napisał(a):
                    >
                    > > Ale ckliwie się robi :))
                    >
                    >
                    > ale Ci trudno dogodzić, co?
                    > ;))

                    Mi ? Coś Ty! Ja jestem prosty w obsłudze, nie wiele mi potrzeba do szczęscia -
                    nażreć sie, wyspac, napić, odsiusiać, pokopulować i już. W koncu jestem przecież
                    prymitywny, jak każdy facet :)
                    • suzume Re: matrek 23.05.02, 15:58
                      matrek napisał(a):

                      > Mi ? Coś Ty! Ja jestem prosty w obsłudze, nie wiele mi potrzeba do szczęscia -
                      > nażreć sie, wyspac, napić, odsiusiać, pokopulować i już. W koncu jestem przecie
                      > ż
                      > prymitywny, jak każdy facet :)

                      qrde, zapomniałam
                      ale widziałam modele bardziej zaawansowane z opcją "mecz"
                      ;)
                      • matrek Re: matrek 23.05.02, 16:02
                        suzume napisał(a):

                        > matrek napisał(a):
                        >
                        > > Mi ? Coś Ty! Ja jestem prosty w obsłudze, nie wiele mi potrzeba do szczęsc
                        > ia -
                        > > nażreć sie, wyspac, napić, odsiusiać, pokopulować i już. W koncu jestem pr
                        > zecie
                        > > ż
                        > > prymitywny, jak każdy facet :)
                        >
                        > qrde, zapomniałam
                        > ale widziałam modele bardziej zaawansowane z opcją "mecz"
                        > ;)

                        Tylko dlatego, że ktoś im podał do picia CocaColę z patchem Choise Of New
                        Generation
                        • suzume Re: matrek 23.05.02, 16:15
                          matrek napisał(a):

                          > Tylko dlatego, że ktoś im podał do picia CocaColę z patchem Choise Of New
                          > Generation

                          czyli oszukaństwo?
                          no to się rozczarowałam...
                          ale za to piloty są mniej skomplikowane

                          • matrek Re: matrek 23.05.02, 16:21
                            suzume napisał(a):

                            > matrek napisał(a):
                            >
                            > > Tylko dlatego, że ktoś im podał do picia CocaColę z patchem Choise Of New
                            > > Generation
                            >
                            > czyli oszukaństwo?
                            > no to się rozczarowałam...
                            > ale za to piloty są mniej skomplikowane
                            >

                            No cośty, jak cokolwiek może być mniej skomlikowane od calkowicie przeciez
                            prymitywnego mężczyzny ? Cos Ty - pilot ? Mężczyzna ma tylko jeden guziczek, a
                            pilot ?
                            • suzume Re: matrek 23.05.02, 16:25
                              matrek napisał(a):

                              > No cośty, jak cokolwiek może być mniej skomlikowane od calkowicie przeciez
                              > prymitywnego mężczyzny ? Cos Ty - pilot ? Mężczyzna ma tylko jeden guziczek, a
                              > pilot ?

                              dobra, dobra: żarcie - 1, picie - 2, spanie - 3 itp.
                              ja to wiem, bo na tamagotchi ćwiczyłam

                              • matrek Re: matrek 23.05.02, 16:28
                                suzume napisał(a):

                                > matrek napisał(a):
                                >
                                > > No cośty, jak cokolwiek może być mniej skomlikowane od calkowicie przeciez
                                >
                                > > prymitywnego mężczyzny ? Cos Ty - pilot ? Mężczyzna ma tylko jeden guzicze
                                > k, a
                                > > pilot ?
                                >
                                > dobra, dobra: żarcie - 1, picie - 2, spanie - 3 itp.
                                > ja to wiem, bo na tamagotchi ćwiczyłam
                                >

                                No widzisz jaki jestem prymitywny ? Nawet nie wiem co to jest ten
                                tamagcostam ... :(
                                • suzume Re: matrek 23.05.02, 16:30
                                  matrek napisał(a):

                                  > No widzisz jaki jestem prymitywny ? Nawet nie wiem co to jest ten
                                  > tamagcostam ... :(

                                  ratuje Cię tylko znajomość misia uszatka :)

                                  • matrek Re: matrek 23.05.02, 16:36
                                    suzume napisał(a):

                                    > matrek napisał(a):
                                    >
                                    > > No widzisz jaki jestem prymitywny ? Nawet nie wiem co to jest ten
                                    > > tamagcostam ... :(
                                    >
                                    > ratuje Cię tylko znajomość misia uszatka :)
                                    >

                                    Nie, jedynie kilkutygodniowe szkolenia u Schizy :)
                                    • suzume Re: matrek 23.05.02, 17:01
                                      matrek napisał(a):

                                      > Nie, jedynie kilkutygodniowe szkolenia u Schizy :)

                                      ja tam bym wolała uszatka, ale o gustach się nie dyskutuje :)

              • suzume Re: Su 23.05.02, 15:47
                wierna1 napisał(a):

                > No tak. Ale to samo mogłabym powiedzieć Tobie o mnie. Czy zrobiłyśmy coś , aby
                > bliżej się poznać, czy w ogóle mamy taką potrzebę pojmując tak różnie rzeczy?

                nie zrobiłyśmy nic. chociaż mam wrażenie, że to Ty bardziej się najeżasz (może
                się mylę).
                a co my tak różnie pojmujemy? - wzajemne 'komplementy' nie pozostawiły nam czasu
                na pojmowanie ;)
                zawsze możemy poznać się bliżej. ja tam lubię ludzi

                pzdr
                su
      • kini Re: Chwileczkę, chwileczkę 23.05.02, 13:18
        Wierniusiu, nie denerwuj się. Masz tu ode mnie głaska.
        Głask, głask! :)))
        • Gość: wierna Re: Chwileczkę, chwileczkę IP: *.talnet.pl 23.05.02, 13:23
          kini napisał(a):

          > Wierniusiu, nie denerwuj się. Masz tu ode mnie głaska.
          > Głask, głask! :)))

          To jak to jest, ci, na których liczyłam nie piszą (oprócz matreka), a odewały się
          kobitki , z ktorymi niekoniecznie się koleguję. Dziękuję ci bardzo Kini. Posyłam
          buziaka.
          • kini Re: Chwileczkę, chwileczkę 23.05.02, 13:28
            Gość portalu: wierna napisał(a):

            > To jak to jest, ci, na których liczyłam nie piszą (oprócz matreka), a odewały s
            > ię
            > kobitki , z ktorymi niekoniecznie się koleguję. Dziękuję ci bardzo Kini. Posyła
            > m
            > buziaka.

            Ja ciebie lubię, a że czasami mnie denerwujesz (bo, moim zdaniem, bywasz
            napastliwa), to chyba zupełnie normalne. To forum dużo by straciło bez takiej
            osoby, jak ty.
            Cmok! i do następnej pyskówki! ;)))
    • wierna1 Re: W Wmr 23.05.02, 13:26
      Czy nie masz mi nic do powiedzenia, po tym co napisałam w ostatnich wątkach?
      Wszak zawsze było ciebie pełno, tam, gdzie pisałam? Albo jesteś teraz bardzo
      zajęty, albo ci głupio (stawiam na to drugie, bo to typowe dla mężczyzn).
      • wmr11 Re: W Wmr 23.05.02, 13:49
        Byłem zajety , z dala od komputera. Skoro jest tak jak mówisz, to przepraszam,
        źle Cię zrozumiałem, po prostu zaragowałem chyba zbyt emocjonalnie na to co
        przeczytałem.
        Co do moich kontaktów z mamą - wielu może mi (i jej) pozazdrościć.
        • wierna1 Re: W Wmr 23.05.02, 13:51
          wmr11 napisał(a):

          > Byłem zajety , z dala od komputera. Skoro jest tak jak mówisz, to przepraszam,
          > źle Cię zrozumiałem, po prostu zaragowałem chyba zbyt emocjonalnie na to co
          > przeczytałem.
          > Co do moich kontaktów z mamą - wielu może mi (i jej) pozazdrościć.

          Ok. Żona też zazdrości, czy jej szczęśliwie jeszcze nie posiadasz?

          • wmr11 Re: W Wmr 23.05.02, 13:58
            W moim wieku nieposiadanie żony byłoby poważnym wykroczeniem
    • Gość: Baśka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 212.87.234.* 23.05.02, 13:52
      Uważam, że wspólne życie przed ślubem jest potrzebne. Z moim przyszłym mężem
      poznaliśmy się wtedy na tyle dobrze, że praktycznie się nie kłócimy, a jeśli
      już to o wychowanie dziecka, którego rzecz jasna przed ślubem nie było.
    • Gość: Melba Hej Wierna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 14:11
      Wierna, jeśli żle Cię zrozumiałam, to wybacz i nie płacz już. To są tylko słowa
      i mnie się zrobiło przykro za Twoją Mamę, że ktoś może korzystać z jej pomocy,
      a potem nie chcieć Jej pomóc. Czyli nieporozumienie, ale stanęłam w obronie
      Twojej Mamy :), więc już nie becz i się nie bocz. Fajnie, że jesteś ok córką.
      Pozdrawiam
    • Gość: Melba Zdanie Atona IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 14:17
      <<Przecież jak ktoś poważnie traktuje
      katolicyzm, to nie może pochwalać życia w grzechu.
      Małżeństwo nie ma być po to, żeby było fajnie i żebyśmy
      się wzajem po pleckach drapali, tylko "na dobre i na
      złe".>>
      Wyłowiłam to zdanko, bo mnie zaintrygowało. Katolicko nie żyję, swojego związku
      za grzech nie uznaję, raczej za błogosławieństwo :)Ale czy to jest taki
      pesymizam katolicki, z tymi przewidywaniami wszelkich katastrof i nakazem
      trwania przy sobie? Mój związek jest tak trwały i pełen obopólnego wsparcia, że
      bardzo nam obojgu zależy na tym, zeby było fajnie i zeby zycie było jednym
      wielkim drapaniem po pleckach. Katastrof nie planujemy, a jak same przychodzą,
      to pomagamy sobie, dzięki tej fajnej i pozytywnie wypracowanej relacji, jaka
      jest miedzy nami. Co sądzicie o takim podejściu? Czy nie jest łatwiej,
      przyjemniej, atak samo wspierająco i odpowiedzialnie ?
      • wierna1 Re: Zdanie Atona 23.05.02, 14:29
        Gość portalu: Melba napisał(a):

        > <<Przecież jak ktoś poważnie traktuje
        > katolicyzm, to nie może pochwalać życia w grzechu.
        > Małżeństwo nie ma być po to, żeby było fajnie i żebyśmy
        > się wzajem po pleckach drapali, tylko "na dobre i na
        > złe".>>
        > Wyłowiłam to zdanko, bo mnie zaintrygowało. Katolicko nie żyję, swojego związku
        >
        > za grzech nie uznaję, raczej za błogosławieństwo :)Ale czy to jest taki
        > pesymizam katolicki, z tymi przewidywaniami wszelkich katastrof i nakazem
        > trwania przy sobie? Mój związek jest tak trwały i pełen obopólnego wsparcia, że
        >
        > bardzo nam obojgu zależy na tym, zeby było fajnie i zeby zycie było jednym
        > wielkim drapaniem po pleckach. Katastrof nie planujemy, a jak same przychodzą,
        > to pomagamy sobie, dzięki tej fajnej i pozytywnie wypracowanej relacji, jaka
        > jest miedzy nami. Co sądzicie o takim podejściu? Czy nie jest łatwiej,
        > przyjemniej, atak samo wspierająco i odpowiedzialnie ?

        Właściwie to mam okazję ci teraz dowalić za to , co napisałaś wcześniej, bo myślę
        zupełnie co innego na ten temat, który poruszyłaś, ale nie jestem mściwa.
      • Gość: Liver Re: Zdanie Atona IP: 157.25.84.* 23.05.02, 15:04
        Wszystko fajnie tylko co, do cholery, znaczy pesymizam ?
        • Gość: Melba Re: Zdanie Atona IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 15:09
          To znaczy, że niektórym się tu od tego wiecznego drapania po pleckach plączą
          paluszki na klawiaturze :)bardzo pesymistycznie się placzą
    • wierna1 Re: Dzięki Lastka za wsparcie. 23.05.02, 14:26
      • lastka Re: Dzięki Lastka za wsparcie. 23.05.02, 14:42
        Nie ma zo Wierna, bo taka jest prawda ale ludzie są tylko ludzmiJeden po
        wyjściu z kościoła plotkuje bluzga i wogóle pluje jadem, drugi wygoni ojca z
        domu i powie że jest kochanym synem. Ale najbardziej lubi oczerniać innych
        poprostu innych widzi tylko nie siebie. Kiedyś przyszedł do nas człowiek za
        uproszonym, dałyśmy mu jeść bo pieniedzy nie chciał i zaczął opowiadać jakon
        wykształcił syna syn jest lekarzem, wszystkie pieniadze oddawał na naukę sam
        mieśkał na wsi więć miał co jeść tylko rachunki opłacał. Ale kiedy spalił się
        jego dobytek i pojechał do syna to ten ukochany syn wygonił go i powiedział
        żeby nie wracał bo się jego wstydzi bo on jest lekarzem i musi się pokazać.
        Więc myślę Wierna że te które obrzuciły cie błotem to sa pokroju tego syna.
        • wierna1 Re: Dzięki Lastka za wsparcie. 23.05.02, 14:48
          lastka napisał(a):

          > Nie ma zo Wierna, bo taka jest prawda ale ludzie są tylko ludzmiJeden po
          > wyjściu z kościoła plotkuje bluzga i wogóle pluje jadem, drugi wygoni ojca z
          > domu i powie że jest kochanym synem. Ale najbardziej lubi oczerniać innych
          > poprostu innych widzi tylko nie siebie. Kiedyś przyszedł do nas człowiek za
          > uproszonym, dałyśmy mu jeść bo pieniedzy nie chciał i zaczął opowiadać jakon
          > wykształcił syna syn jest lekarzem, wszystkie pieniadze oddawał na naukę sam
          > mieśkał na wsi więć miał co jeść tylko rachunki opłacał. Ale kiedy spalił się
          > jego dobytek i pojechał do syna to ten ukochany syn wygonił go i powiedział
          > żeby nie wracał bo się jego wstydzi bo on jest lekarzem i musi się pokazać.
          > Więc myślę Wierna że te które obrzuciły cie błotem to sa pokroju tego syna.

          Tak też sądzę. Polepszyłam komuś na chwilę samopoczucie, ale okazało się , że nic
          z tego. Raki są bardzo rodzinne, i nad życie kochają, dom, dzieci i rodziców, a
          szczególnie matki. Tak jest ze mną i z moim mężem. Dlatego tak bardzo mnie to
          zabolało.
          • Gość: Melba szkoda Wierna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 14:57
            że nie przyjełaś przeprosin i że sie dalej nabzdyczasz. Napisałam Ci, że to
            pomyłka, przeprosiłam, wyciągnęłam rękę na zgodę. A Ty się odgrażasz, że
            dowalisz w zemście...Dowalaj Wierna.
            • wierna1 Re: Melba 23.05.02, 15:00
              Gość portalu: Melba napisał(a):

              > że nie przyjełaś przeprosin i że sie dalej nabzdyczasz. Napisałam Ci, że to
              > pomyłka, przeprosiłam, wyciągnęłam rękę na zgodę. A Ty się odgrażasz, że
              > dowalisz w zemście...Dowalaj Wierna.

              Przecież wyraźnie napisałam Ci, że zemsta nie jest w mojej naturze. Całe to
              zamieszanie wynikło z tego, że nie umiesz czytać postów. Tak jak tym razem.
              Sorry.
              • Gość: Melba Wierna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 15:07
                Ale Cię przeprosiłam za odczytanie Twojego postu wbrew intencjom autorki,
                prawda? Nie zamierzam na forum nigdy nikogo obrazać, a tym bardziej robić mu
                przykrości. Napisałam, jak zrozumiałam Twój post (BŁEDNIE) i Cię za to
                przeprosiłam. I przykro mi, ze byłam jedna z osób, które Ci zrobiły przykrość,
                ale, podkreslam, nie było to moim zamiarem. chetnie zakopałabym topór wojenny i
                poznałabym Twoje zdanie na temat mojego zdania o zwiazku powyzej. I naprawdę
                się cieszę, że tak własnie to wygląda miedzy Twoją Mamą a Tobą, bo widziałam
                juz niestety wiele niemiłych historii, jak ta opisana powyzej. Już się nie smuć
                i nie gniewa, co? No...Wierna....:)
                • wierna1 Re: Wierna 23.05.02, 15:12
                  Gość portalu: Melba napisał(a):

                  > Ale Cię przeprosiłam za odczytanie Twojego postu wbrew intencjom autorki,
                  > prawda? Nie zamierzam na forum nigdy nikogo obrazać, a tym bardziej robić mu
                  > przykrości. Napisałam, jak zrozumiałam Twój post (BŁEDNIE) i Cię za to
                  > przeprosiłam. I przykro mi, ze byłam jedna z osób, które Ci zrobiły przykrość,
                  > ale, podkreslam, nie było to moim zamiarem. chetnie zakopałabym topór wojenny i
                  >
                  > poznałabym Twoje zdanie na temat mojego zdania o zwiazku powyzej. I naprawdę
                  > się cieszę, że tak własnie to wygląda miedzy Twoją Mamą a Tobą, bo widziałam
                  > juz niestety wiele niemiłych historii, jak ta opisana powyzej. Już się nie smuć
                  >
                  > i nie gniewa, co? No...Wierna....:)

                  W porządku, ważne , że się odezwałaś, bo niektórzy jeszcze nie.
                  • Gość: Melba Uff... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 15:16
                    No to się cieszę, że się już nie gniewasz :)Naprawdę było mi przykro, że jest
                    Ci przykro między innymi przeze mnie. Nie powinnaś tak się czuć i miałam
                    wyrzuty sumienia...
    • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 23.05.02, 15:42
      Myślę podobnie jak Ty. W sierpniu wychodze za mąż. Jestem pewna, że dokonałam
      właściwego wyboru, ale czasami żałuję, zę nie miałam możliwości zamieszkać ze
      swoim partnerem. Masz rację, że nei da sie poznać drugiej osoby, tylko
      spotykając się, wyjeżdżając razem na wakacje. Kazdy z nas ma swoje nawyki i
      upodobania. Trzeba dużo cierpliwości i zrozumienia, aby nauczyć się obcować ze
      sobą dzień i noc. CZasami nawet "błachostki" typu spodnie zostawione na środku
      pokoju po tym jak nasz mężczyzna z nich wyszedł moga być przyczyna
      konfliktów... Uff, jak sobie pomyślę co mnie czeka na samym początku i czego
      mam się spodziewać to przechodzą mnei ciarki :) Ale nic, musi być dobrze :)
      • Gość: Melba Re: Wspólne życie przed ślubem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 15:49
        Oj czeka Was oboje :) Ale na pewno będzie wspaniale, kupcie zapasowy komplet
        talerzy do ciskania i ... miłego docierania:) Chyba najgorsze na początku jest
        współne oczekiwanie, żeby to drugie okazało się ideałem...Potem już z górki.
        długo byliście ze sobą przed ślubem?
        • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 23.05.02, 15:57
          Jesteśmy ze sobą półtora roku. Ale oboje uważamy że ktoś tam na górze tak
          pokierował i dlatego jesteśmy ze sobą. Jak dotąd ukłąda się świetnie i mam
          nadzieję, ze tak zostanie :) A zapasowy komplet talerzy pewnie sie przyda.... w
          końcu każda z nas ma niekiedy trudne dni :)))
        • rodzyneczka Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:02
          Najważniejsze żebyście mieszkali razem, ale beż teściów i rodziców. Ci nawet z
          najlepszymi chęciami potarfią narobić szkód. Ja mieszkałam przez trzy lata z
          chłopakiem i jego rodzicami i niestety musieliśmy się rozstać.
          • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 23.05.02, 16:07
            rodzyneczka napisał(a):

            > Najważniejsze żebyście mieszkali razem, ale beż teściów i rodziców. Ci nawet z
            > najlepszymi chęciami potarfią narobić szkód. Ja mieszkałam przez trzy lata z
            > chłopakiem i jego rodzicami i niestety musieliśmy się rozstać.

            Jak najdalej od obojga rodziców - im dalej, tym lepiej dla małżeństwa, a
            szczxególnie świeżego.
            • kini Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:11
              Nie dobijajcie mnie! Właśnie to mnie czeka!
              • matrek Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:17
                kini napisał(a):

                > Nie dobijajcie mnie! Właśnie to mnie czeka!

                Wolałbym mieszkać w własnoręcznie zbitej szopie z desek, niż ze swoimi, albo żony
                rodzicami. Wiem cos na ten temat.
                Pomimo jak najlepszych chęci rodziców, to trucizna dla młodego małżenstwa
                • kini Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:28
                  matrek napisał(a):

                  > Wolałbym mieszkać w własnoręcznie zbitej szopie z desek, niż ze swoimi, albo żo
                  > ny
                  > rodzicami. Wiem cos na ten temat.
                  > Pomimo jak najlepszych chęci rodziców, to trucizna dla młodego małżenstwa

                  Tylko czasami nie ma się innego wyjścia.
                  • matrek Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:38
                    kini napisał(a):

                    > matrek napisał(a):
                    >
                    > > Wolałbym mieszkać w własnoręcznie zbitej szopie z desek, niż ze swoimi, al
                    > bo żo
                    > > ny
                    > > rodzicami. Wiem cos na ten temat.
                    > > Pomimo jak najlepszych chęci rodziców, to trucizna dla młodego małżenstwa
                    >
                    > Tylko czasami nie ma się innego wyjścia.

                    Wiem niestety, dlatego mieszkałem z teściami przez pierwsze 3 lata. I niewiele
                    brakowało, choc nawet lubie swoich teściów.
                    • kini Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:40
                      matrek napisał(a):

                      > Wiem niestety, dlatego mieszkałem z teściami przez pierwsze 3 lata. I niewiele
                      > brakowało, choc nawet lubie swoich teściów.

                      Gdyby to jeszcze chodziło o pieniądze. Ale tu jest cały wachlarz wzajemnych
                      relacji, zależności, dobrych chęci...
                      Toteż boję się jak diabli.
                      • matrek Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:49
                        kini napisał(a):

                        > matrek napisał(a):
                        >
                        > > Wiem niestety, dlatego mieszkałem z teściami przez pierwsze 3 lata. I niew
                        > iele
                        > > brakowało, choc nawet lubie swoich teściów.
                        >
                        > Gdyby to jeszcze chodziło o pieniądze. Ale tu jest cały wachlarz wzajemnych
                        > relacji, zależności, dobrych chęci...
                        > Toteż boję się jak diabli.

                        A wiesz, ja właściwie nie znam ani jednej osoby - na prawdę, ANI JEDNEJ - która
                        miala to "szczęście" mieszkac z rodzicami lub teściami, która nie twierdzilaby,
                        że nie ma nic gorszego. Nawet nie wspominam, że jest duzo przypadkow, kiedy
                        teściowie, czy rodzice doprowadzli do faktycznych i formalnych rozpadów małżenstw.
                        • kini Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 16:52
                          matrek napisał(a):

                          > A wiesz, ja właściwie nie znam ani jednej osoby - na prawdę, ANI JEDNEJ - która
                          >
                          > miala to "szczęście" mieszkac z rodzicami lub teściami, która nie twierdzilaby,
                          >
                          > że nie ma nic gorszego. Nawet nie wspominam, że jest duzo przypadkow, kiedy
                          > teściowie, czy rodzice doprowadzli do faktycznych i formalnych rozpadów małżens
                          > tw.

                          Dopóki nie spróbuję, nie dowiem się tego. Ale na pewno nie dopuszczę do tego,
                          żeby animozje doprowadziły do ochłodzenia stosunków z teściami. Jeśli będzie
                          dochodziło do konfliktów, będę chciała od razu zwijać manatki, a nie czekać, aż
                          nie będziemy mogli na siebie nawzajem patrzeć.
                          • matrek Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 17:00
                            kini napisał(a):

                            > matrek napisał(a):
                            >
                            > > A wiesz, ja właściwie nie znam ani jednej osoby - na prawdę, ANI JEDNEJ -
                            > która
                            > >
                            > > miala to "szczęście" mieszkac z rodzicami lub teściami, która nie twierdzi
                            > laby,
                            > >
                            > > że nie ma nic gorszego. Nawet nie wspominam, że jest duzo przypadkow, kied
                            > y
                            > > teściowie, czy rodzice doprowadzli do faktycznych i formalnych rozpadów ma
                            > łżens
                            > > tw.
                            >
                            > Dopóki nie spróbuję, nie dowiem się tego. Ale na pewno nie dopuszczę do tego,
                            > żeby animozje doprowadziły do ochłodzenia stosunków z teściami. Jeśli będzie
                            > dochodziło do konfliktów, będę chciała od razu zwijać manatki, a nie czekać, aż
                            >
                            > nie będziemy mogli na siebie nawzajem patrzeć.

                            Słuchaj - wchodzisz do cudzego domu, z obcymi przyzwyczajeniami, nawykami, takimi
                            a nie innymi ytradycjami, stosunkami pomiędzy członkami rodziny - to wszystko sie
                            nie zmieni, z chwilą kiedy Ty z nimi zamieszkasz. Co witamagotchij, utrudnione
                            będzie normalne u młodych małżeństwa docieranie się wzajemnych naweków, przy czym
                            obie strony są na rwnej płaszczyźnie. Jeżeli Ty wejdziesz do domu swojego męża,
                            jemu będzie łatwiej docierac Ciebie do zwyczajów panujących w jego domu, niż
                            Tobie docierać jego do poziomu akceptowalnego dla Ciebie. To Ty kini będziesz
                            miała słabsza pozycje od niego. On będzie miał bieżące wsparcie ze strony swojej
                            rodziny - Ty nie. Dla niego właciwie nic sie nie zmieni - jak funkcjonował do tej
                            pory w swoim domu, tak będzie funkcjował dalej.
                            Rozumiesz o co chodzi ? Kini, babsolutnie nie chcę Cie straszyć, ale na prawdę
                            tak jest. Wiesz jak wejdziesz w cudze stado wron, to będziesz zmuszona krakac tak
                            jak one.
                            • kini Re: Matrek i Rodzyneczka 23.05.02, 17:04
                              Ja to wszystko wiem, niestety. Ale co będzie, to będzie. Zastanawiam się w tej
                              chwili nad pomysłem, czy przed ślubem się do niego nie wprowadzić, tzn. do
                              mieszkania, dopóki jeszcze mieszka zupełnie sam. I teraz się docierać, a nie
                              wtedy, kiedy już będziemy w domu z jego rodzicami.
                              • matrek Co takiego ?! 23.05.02, 17:06
                                kini napisał(a):

                                > Ja to wszystko wiem, niestety. Ale co będzie, to będzie. Zastanawiam się w tej
                                > chwili nad pomysłem, czy przed ślubem się do niego nie wprowadzić, tzn. do
                                > mieszkania, dopóki jeszcze mieszka zupełnie sam. I teraz się docierać, a nie
                                > wtedy, kiedy już będziemy w domu z jego rodzicami.

                                Zupełnie tego nie rozumiem. Jeżeli on dysponuje samodzielnym lokalem, to po jaką
                                cholerę chcecie sprowadzac sie do jego rodziców ?
                                • kini Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:08
                                  matrek napisał(a):

                                  > Zupełnie tego nie rozumiem. Jeżeli on dysponuje samodzielnym lokalem, to po jak
                                  > ą
                                  > cholerę chcecie sprowadzac sie do jego rodziców ?

                                  To proste - lokal jest sprzedawany.
                                  • matrek Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:13
                                    kini napisał(a):

                                    > matrek napisał(a):
                                    >
                                    > > Zupełnie tego nie rozumiem. Jeżeli on dysponuje samodzielnym lokalem, to p
                                    > o jak
                                    > > ą
                                    > > cholerę chcecie sprowadzac sie do jego rodziców ?
                                    >
                                    > To proste - lokal jest sprzedawany.

                                    A do kogo teraz należy ?
                                    • kini Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:16
                                      Do jego rodziców, naturalnie. Tak więc widzisz, nie mam innego wyjścia. Jego
                                      rodzice zresztą też, potrzebują tych pieniędzy.
                                      • matrek Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:23
                                        kini napisał(a):

                                        > Do jego rodziców, naturalnie. Tak więc widzisz, nie mam innego wyjścia. Jego
                                        > rodzice zresztą też, potrzebują tych pieniędzy.

                                        Wydaje mi się to dość dziwne, no ale nie znam sytuacji.
                                        • kini Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:27
                                          Nie chcę tutaj aż tak się uzewnętrzniać. Wierz mi, tak po prostu musi być.
                                          • matrek Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:28
                                            Oj daj spokój, przecież Ci wierzę.
                                            • kini Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:33
                                              Dzięki! W każdym razie staram się aż tak bardzo nie martwić. Moi przyszli
                                              teściowie są naprawdę w porządku i lubimy się nawzajem. To już coś na początek.
                                              • matrek Re: Co takiego ?! 23.05.02, 17:40
                                                kini napisał(a):

                                                > Dzięki! W każdym razie staram się aż tak bardzo nie martwić. Moi przyszli
                                                > teściowie są naprawdę w porządku i lubimy się nawzajem. To już coś na początek.

                                                Jasne ! Choć ja mam o wiele lepsze stosunki z nimi dziś, niż kiedy u nich
                                                mieszkałem. Dziś to 300 km różnicy, ale jak moja pani do nich zadzwoni, to zawsze
                                                pytają, kiedy Marek przyjedzie, nie kiedy ona :)
                                            • anndelumester że sie wtrące 23.05.02, 17:46
                                              a cos samemu wynająć?? nie chce Cie straszyć ale podobnie jak ktos wcześniej
                                              wolałabym chyba w psiej budzie niz z teściami.... chociaż mieszkamy w moim w
                                              własnym lokum rodzice mojego mena, gdyby mogli, poustawaili by wszytko po swojemu
                                              od mebli po tryb zycia. A z kolei moi, sa kochani, ale z cyklu proch sprzed nóg,
                                              co też jest trudne....

                                              • Gość: majka Re: że sie wtrące IP: 62.233.135.* 24.05.02, 08:45
                                                No to sie naczytałam i aż mi sie odechciewa :( Na szczęście to nie ja sprowadzę
                                                się do swoich teściów, a mój pan do mnie, ale wiem że to nie bedzie łatwe dla
                                                nikogo. Co prawda ma bardzo dobre relacje z moimi rodzicami, ale to nie jest
                                                przecież gwarancją sukcesu. Juz sobei wyobrażam te pytające spojrzenia mamy
                                                kiedy o coś się posprzeczamy. Twierdzi,z e nie będzie się do nas wtrącać,
                                                ale ... Najgorszy będzie brak pełnej swobody... Mój brat mieszka u swoich
                                                tesciów i czasami czuje sie tam jak intruz :( No właśnie, jak urządzić sobie
                                                świat w dwóch pokojach żeby było ok? Jak Wy rozwiązaliście podobne problemy?
                                                • matrek Re: że sie wtrące 24.05.02, 08:52
                                                  Gość portalu: majka napisał(a):

                                                  > świat w dwóch pokojach żeby było ok? Jak Wy rozwiązaliście podobne problemy?

                                                  Jest na to tylko jeden sposób - wyprowadzic się...
                                                  Na prawdę, to nie zloliwość. Rodzice, fczy teściowie, choćby byli aniołami w
                                                  ludzkiej skórze, nawet podświadomie, będą ocenianiac, rozmawiac ze swoim
                                                  dzieckiem o kątach itp, itd. Nie wspominam już nawet o takich skrajnych, ale
                                                  przecież bardzo często zdarzajcych sie sytuacjach, kiedy z butami wchodzą w życie
                                                  świeżo upieczonych małżonków.
                                                  • Gość: majka Re: że sie wtrące IP: 62.233.135.* 24.05.02, 09:12
                                                    matrek napisał(a):


                                                    > Jest na to tylko jeden sposób - wyprowadzic się...
                                                    > Na prawdę, to nie zloliwość. Rodzice, fczy teściowie, choćby byli aniołami w
                                                    > ludzkiej skórze, nawet podświadomie, będą ocenianiac, rozmawiac ze swoim
                                                    > dzieckiem o kątach itp, itd. Nie wspominam już nawet o takich skrajnych, ale
                                                    > przecież bardzo często zdarzajcych sie sytuacjach, kiedy z butami wchodzą w życ
                                                    > ie
                                                    > świeżo upieczonych małżonków.

                                                    Jakie to proste - wyprowadzic się :) Wiem, że to najlepsze rozwiązanie i takei
                                                    mamy właśnie plany, ale chcemy trochę zaczekać, uzbierać trochę kasy i dopiero
                                                    myśleć o wspólnym lokum. Mam nadzieję, że nie będzimy musieli czekać zbyt
                                                    długo... A może się okarze,z e nei taki diabeł straszny jak go malują i jakoś uda
                                                    nam sie przetrwać, bez grożby rozwodu, ten rok czy dwa wspólnego mieszkania z
                                                    rodzicami. Jeśli nie to bedzimy sie ewakuować :)
                                                  • matrek Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:17
                                                    Gość portalu: majka napisał(a):

                                                    > matrek napisał(a):
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Jest na to tylko jeden sposób - wyprowadzic się...
                                                    > > Na prawdę, to nie zloliwość. Rodzice, fczy teściowie, choćby byli aniołami
                                                    > w
                                                    > > ludzkiej skórze, nawet podświadomie, będą ocenianiac, rozmawiac ze swoim
                                                    > > dzieckiem o kątach itp, itd. Nie wspominam już nawet o takich skrajnych, a
                                                    > le
                                                    > > przecież bardzo często zdarzajcych sie sytuacjach, kiedy z butami wchodzą
                                                    > w życ
                                                    > > ie
                                                    > > świeżo upieczonych małżonków.
                                                    >
                                                    > Jakie to proste - wyprowadzic się :) Wiem, że to najlepsze rozwiązanie i takei
                                                    > mamy właśnie plany, ale chcemy trochę zaczekać, uzbierać trochę kasy i dopiero
                                                    > myśleć o wspólnym lokum. Mam nadzieję, że nie będzimy musieli czekać zbyt
                                                    > długo... A może się okarze,z e nei taki diabeł straszny jak go malują i jakoś u
                                                    > da
                                                    > nam sie przetrwać, bez grożby rozwodu, ten rok czy dwa wspólnego mieszkania z
                                                    > rodzicami. Jeśli nie to bedzimy sie ewakuować :)

                                                    Oj słuchaj - bez przesady, nie kade wspólne mieszkanie z rodzicami, konczy sie
                                                    zaraz rozwodem - sam przezylem z tesciami 3 lat i jakos sie nie rozwiodlem. Ale
                                                    fakt jest faktem, że o wiele bardziej lubie teściów teraz, kiedy mieszkam
                                                    kilkaset kilometrow od nich, niż kiedy mieszkaem z nimi. Oni - wyfdaje mi sie
                                                    podobnie. Jakiś czas temu, nieuktrywa że z cicheą satysfacką stwierdzilem, że
                                                    nawet tęsknia za zieciem :)
                                                    No ale szlak mnie kiedys trafiał, gdy chiociazby musieliśmy z żona tlumaczyc sie
                                                    mojej teściowej, dlaczego poszliśmy razem na pizzę, skoro mielismy obiad w domu.
                                                    To oczywiscie, nie wiele znaczaca pierdola, ale byly poważniejsze rzeczy.
                                                  • anndelumester Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:27
                                                    to i tak miałeś luz, ja sobie nie wyobrażam mieszkania razem z teściami, bo
                                                    skoro matka mojego chłopa potrafi przez telefon mu tak nabzdurzyć - cytat: o!
                                                    po co wam taka droga pralka (nie widziała ani pralki, której nie było jeszcze,
                                                    ani nie były to jej pieniadze, ale miała pewność że ona - czyli ja- na pewno
                                                    kupi coś strasznie drogiego...), albo po co taki drogi parkiet , można panele
                                                    takie ładne błyszczace... brrr...mieszkanie jest moje, za moją kasę i zazwyczaj
                                                    kupujemy rzeczy do za moje/wspólne pieniądze Ale po kilku takich akcjach
                                                    telefonicznych (bo od jakiegoś czasu wizyty face to face sa bardziej niż
                                                    sporadyczne) z cyklu Wam doradze mało mnie szlag nie trafił. Myślę że nie
                                                    wytrzymalibyśmy wszyscy razem ani tygodnia. Z reszta watek kasy to strasznie
                                                    delikatna sprawa...w życiu nie chciałabym być zmuszona wisieć na pasku kasy
                                                    kogokolwiek ani moich starszych (którzy chetnie omagają i sie nawet nie
                                                    czepiają ) ani moich przyszłych teściów....To stała kontrola,, a z czasem
                                                    wyrzutuy sumienia...W każdym razie ja wybałam kolejność praca-kasa- mieszkanie-
                                                    ewentualne śluby i potomstwo....Nawet kiedy studiowaliśmy i wynajmowaliśmy
                                                    razem z innymi jeszcze mieszkania starałam sie nie korezystać z niczyjej
                                                    pomocy ....i chyba tak jest lepiej ...pozdro
                                                  • matrek Re: że sie wtrące 24.05.02, 10:00
                                                    anndelumester napisał(a):

                                                    > to i tak miałeś luz, ja sobie nie wyobrażam mieszkania razem z teściami, bo
                                                    > skoro matka mojego chłopa potrafi przez telefon mu tak nabzdurzyć - cytat: o!
                                                    > po co wam taka droga pralka (nie widziała ani pralki, której nie było jeszcze,
                                                    > ani nie były to jej pieniadze, ale miała pewność że ona - czyli ja- na pewno
                                                    > kupi coś strasznie drogiego...), albo po co taki drogi parkiet , można panele
                                                    > takie ładne błyszczace... brrr...

                                                    A to mój teść :) Toćka w toćkę :))
                                                  • anndelumester Re: że sie wtrące 24.05.02, 10:30
                                                    matrek napisał(a):

                                                    > > A to mój teść :) Toćka w toćkę :))
                                                    no to znasz ten ból, zwłaszcza żę są to twoje ciężko zarobione pieniądze, np.
                                                    pracą do późna w nocy czy w weekendy. Ale to z kolei też jest złe.
                                                    Albo hit ostatnich dni - po co nam kuchenka elektryczna ceramiczna płyta
                                                    itp.zanussi, skoro u niej w piwnicy/na strychu/w szopie/itp. leży taka mała
                                                    elektryczna jednopłytowa super duper ekstra i ma tylko 30 lat...prawie nówka.. i
                                                    jak siętu zachowywać kulturalnie ...
                                                  • matrek Re: że sie wtrące 24.05.02, 11:08
                                                    anndelumester napisał(a):

                                                    > matrek napisał(a):
                                                    >
                                                    > > > A to mój teść :) Toćka w toćkę :))
                                                    > no to znasz ten ból, zwłaszcza żę są to twoje ciężko zarobione pieniądze, np.
                                                    > pracą do późna w nocy czy w weekendy. Ale to z kolei też jest złe.
                                                    > Albo hit ostatnich dni - po co nam kuchenka elektryczna ceramiczna płyta
                                                    > itp.zanussi, skoro u niej w piwnicy/na strychu/w szopie/itp. leży taka mała
                                                    > elektryczna jednopłytowa super duper ekstra i ma tylko 30 lat...prawie nówka..
                                                    > i
                                                    > jak siętu zachowywać kulturalnie ...

                                                    No tak, ja "musiałem" tlumaczys sie dlaczego kupilem taki drogi samochód, innym
                                                    znow razem, takie drogie żelazko,m telewizor, wierzę, itp :))
                                                  • Gość: majka Re: że sie wtrące IP: 62.233.135.* 24.05.02, 09:28
                                                    I ja się całkowicie z Tobą zgadzam! U nas na etapie narzeczeństwa wysłuchujemy
                                                    komentarzy, ze poszliśmy do restauracji na obiad, bo taką akurat mieliśmy
                                                    ochotę, a nie zjedliśmy w domu. I że jak tak będziemy robić cały czas to nic w
                                                    życiu nie osiągniemy, bo wszystko co zarobimy to wydamy ... brrr... No i ten
                                                    brak swobody... nie będziemy nawet mogli pobiegać sobie nago po domu, jeśli
                                                    najdzie nas taka ochota :) Moze jednak dobrym pomysłem byłoby wynająć chociaż
                                                    małą kawalerkę...
                                                  • anndelumester naprawdę zrób tak 24.05.02, 09:40
                                                    myślę żę nawet mieszkanie w totalnej norze (no może bez przesady) i posiłki z
                                                    makaronu z serem 3 X dzienne jest przyjemniejsze... a może to tylko ja mam złe
                                                    doświadczenia??? nie wiem ...moj facet jest bardzo szarmancki ( i mimo wszystko
                                                    posłuszny ) wobec swojej matki która ma kosmiczne pomysły. Z kolei moj ojciec
                                                    jest z gatunku "moja kochana córeczka- dla niej wszystko" i gdyby mógł woziłby
                                                    obiady 150 km.... to doprowadza i tak do konfliktów - przez 3,5 roku wspólnego
                                                    mieszkania - jego rodzice twierdzili że ja jestem zbyt wymagająca i mało
                                                    praktyczna i musze mieć wszystko noowe i ładne (moja wersja jakoś nie znoszę
                                                    dziadostwa zawsze wolałam mieć mało ale dobrej jakości - i to chyba mam z domu)
                                                    a moi twierdzą żę mój facet mało o mnie dba. A teraz wobraź sobie żę mieszkasz
                                                    z którąś z drużyn...hehehe
                                                  • matrek Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:51
                                                    Gość portalu: majka napisał(a):

                                                    > I ja się całkowicie z Tobą zgadzam! U nas na etapie narzeczeństwa wysłuchujemy
                                                    > komentarzy, ze poszliśmy do restauracji na obiad, bo taką akurat mieliśmy
                                                    > ochotę, a nie zjedliśmy w domu. I że jak tak będziemy robić cały czas to nic w
                                                    > życiu nie osiągniemy, bo wszystko co zarobimy to wydamy ... brrr... No i ten
                                                    > brak swobody... nie będziemy nawet mogli pobiegać sobie nago po domu, jeśli
                                                    > najdzie nas taka ochota :) Moze jednak dobrym pomysłem byłoby wynająć chociaż
                                                    > małą kawalerkę...

                                                    Lepiej ją kupić - chociazby na kredyt. I tak placisz co miesiąc, i tak - ale przy
                                                    krdycie placisz za swopje mieszkanie, a przy najmie płacisz komuś, a
                                                    wlasnegomieszkania jak nie mialas, tak nie masz.
                                                  • kini Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:34
                                                    matrek napisał(a):

                                                    > No ale szlak mnie kiedys trafiał, gdy chiociazby musieliśmy z żona tlumaczyc si
                                                    > e
                                                    > mojej teściowej, dlaczego poszliśmy razem na pizzę, skoro mielismy obiad w domu
                                                    > .
                                                    > To oczywiscie, nie wiele znaczaca pierdola, ale byly poważniejsze rzeczy.

                                                    Wiesz, jak to jest - rodzice zawsze chcą jak najlepiej i czasami niestety
                                                    potrafią zagłaskać kotka na śmierć.
                                                  • kini Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:32
                                                    Gość portalu: majka napisał(a):

                                                    > Jakie to proste - wyprowadzic się :) Wiem, że to najlepsze rozwiązanie i takei
                                                    > mamy właśnie plany, ale chcemy trochę zaczekać, uzbierać trochę kasy i dopiero
                                                    > myśleć o wspólnym lokum. Mam nadzieję, że nie będzimy musieli czekać zbyt
                                                    > długo... A może się okarze,z e nei taki diabeł straszny jak go malują i jakoś u
                                                    > da
                                                    > nam sie przetrwać, bez grożby rozwodu, ten rok czy dwa wspólnego mieszkania z
                                                    > rodzicami. Jeśli nie to bedzimy sie ewakuować :)

                                                    Mój narzeczony mówi mi dokładnie to samo. Ja go rozumiem, ale niestety on nie
                                                    jest w mojej skórze i nie wie, co ja czuję. Ale cały czas zapewnia mnie, że nie
                                                    będzie tak źle, żebym wykrzesała z siebie choć trochę optymizmu. No to się staram!
                                                  • Gość: majka Re: że sie wtrące IP: 62.233.135.* 24.05.02, 09:46
                                                    kini napisał(a):

                                                    > Gość portalu: majka napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Jakie to proste - wyprowadzic się :) Wiem, że to najlepsze rozwiązanie i t
                                                    > akei
                                                    > > mamy właśnie plany, ale chcemy trochę zaczekać, uzbierać trochę kasy i dop
                                                    > iero
                                                    > > myśleć o wspólnym lokum. Mam nadzieję, że nie będzimy musieli czekać zbyt
                                                    > > długo... A może się okarze,z e nei taki diabeł straszny jak go malują i ja
                                                    > koś u
                                                    > > da
                                                    > > nam sie przetrwać, bez grożby rozwodu, ten rok czy dwa wspólnego mieszkani
                                                    > a z
                                                    > > rodzicami. Jeśli nie to bedzimy sie ewakuować :)
                                                    >
                                                    > Mój narzeczony mówi mi dokładnie to samo. Ja go rozumiem, ale niestety on nie
                                                    > jest w mojej skórze i nie wie, co ja czuję. Ale cały czas zapewnia mnie, że nie
                                                    >
                                                    > będzie tak źle, żebym wykrzesała z siebie choć trochę optymizmu. No to się star
                                                    > am!


                                                    Ja będę w o tyle lepszej sytuacji, ze będę mieszkać u siebie, ale i tak zaczyna
                                                    mnei to przerażać. Uzgodniłam kiedyś z rodzicami, że jeśli będę mieszkać u nich z
                                                    mężem to dostanę też drugi pokój. Teraz, kiedy chcemy sobei zrobić jakiś mały
                                                    remont zaczynają sie schody... No bo co oni niby mają zrobic z tymi meblami i
                                                    gdzie podzieją swoje rzeczy, a propozycja wyszła od nich... Zapowiada sie jednak
                                                    nie wesoło :(
                                                  • kini Re: że sie wtrące 24.05.02, 09:51
                                                    Gość portalu: majka napisał(a):

                                                    > Uzgodniłam kiedyś z rodzicami, że jeśli będę mieszkać u nich
                                                    > z mężem to dostanę też drugi pokój. Teraz, kiedy chcemy sobei zrobić jakiś
                                                    mały
                                                    > remont zaczynają sie schody... No bo co oni niby mają zrobic z tymi meblami i
                                                    > gdzie podzieją swoje rzeczy, a propozycja wyszła od nich... Zapowiada sie jedna
                                                    > k
                                                    > nie wesoło :(

                                                    Kurcze, rodzice też muszą być konsekwentni! Skoro się do czegoś zobowiązali, to
                                                    teraz nie powinni zmieniać zdania!
                                                  • Gość: majka Re: że sie wtrące IP: 62.233.135.* 24.05.02, 10:01
                                                    kini napisał(a):

                                                    > Gość portalu: majka napisał(a):
                                                    >
                                                    > > Uzgodniłam kiedyś z rodzicami, że jeśli będę mieszkać u nich
                                                    > > z mężem to dostanę też drugi pokój. Teraz, kiedy chcemy sobei zrobić jaki
                                                    > ś
                                                    > mały
                                                    > > remont zaczynają sie schody... No bo co oni niby mają zrobic z tymi meblam
                                                    > i i
                                                    > > gdzie podzieją swoje rzeczy, a propozycja wyszła od nich... Zapowiada sie
                                                    > jedna
                                                    > > k
                                                    > > nie wesoło :(
                                                    >
                                                    > Kurcze, rodzice też muszą być konsekwentni! Skoro się do czegoś zobowiązali, to
                                                    >
                                                    > teraz nie powinni zmieniać zdania!


                                                    Tak być powinno i staram sie tą sprawę załatwić pokojowo. Mam jeszcze trochę
                                                    czasu, na razie dałam im do myślenia.... Uważają, że powinniśmy przez jakiś czas
                                                    pomieszkac z nimi zeby niepotrzebnie nie wydawać pieniędzy na wynajęcie
                                                    mieszkania, skoro chcemy w niedalekiej przyszłości kupić swoje własne.
                                                    Zgodzilismy się, ale pewne warunki muszą być dotrzymane, jak np. ten drugi pokój

                                                  • kini Re: że sie wtrące 24.05.02, 10:04
                                                    Gość portalu: majka napisał(a):

                                                    > Tak być powinno i staram sie tą sprawę załatwić pokojowo. Mam jeszcze trochę
                                                    > czasu, na razie dałam im do myślenia.... Uważają, że powinniśmy przez jakiś cza
                                                    > s
                                                    > pomieszkac z nimi zeby niepotrzebnie nie wydawać pieniędzy na wynajęcie
                                                    > mieszkania, skoro chcemy w niedalekiej przyszłości kupić swoje własne.
                                                    > Zgodzilismy się, ale pewne warunki muszą być dotrzymane, jak np. ten drugi pokó
                                                    > j
                                                    >

                                                    I niestety do ciebie należy przypilnowanie tej sprawy.
    • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 24.05.02, 11:16
      Jeszce jedna kwestia, moze nie do końca związana z tematem, ale jak radziliscie
      sobie, podczas wspólnego mieszkania z teściami, ze sprawami łózkowymi? :) Mam
      nadzieję, ze nikt mnie nie zakrzyczy :) Chodzi mi o to, ze najlepiej jest gdy
      w "tych sprawach" ma się pełną swobodę, a nie rodziców/teściów za ścianą.
      Przecież nei będziemy im dawać na kino co wieczór :)))
      • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 24.05.02, 11:27
        Gość portalu: majka napisał(a):

        > Jeszce jedna kwestia, moze nie do końca związana z tematem, ale jak radziliscie
        >
        > sobie, podczas wspólnego mieszkania z teściami, ze sprawami łózkowymi? :) Mam
        > nadzieję, ze nikt mnie nie zakrzyczy :) Chodzi mi o to, ze najlepiej jest gdy
        > w "tych sprawach" ma się pełną swobodę, a nie rodziców/teściów za ścianą.
        > Przecież nei będziemy im dawać na kino co wieczór :)))

        Na szczęście mam już ten problem z głowy, a kiedy nie mialem, na szczęscie
        teściowie nie odwazali sie wtargnąć do naszego pokoju w nocy. Inna sprawa, że nie
        mieszkalismy w bloku.
        • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 24.05.02, 11:32
          matrek napisał(a):

          > Gość portalu: majka napisał(a):
          >
          > > Jeszce jedna kwestia, moze nie do końca związana z tematem, ale jak radzil
          > iscie
          > >
          > > sobie, podczas wspólnego mieszkania z teściami, ze sprawami łózkowymi? :)
          > Mam
          > > nadzieję, ze nikt mnie nie zakrzyczy :) Chodzi mi o to, ze najlepiej jest
          > gdy
          > > w "tych sprawach" ma się pełną swobodę, a nie rodziców/teściów za ścianą.
          > > Przecież nei będziemy im dawać na kino co wieczór :)))
          >
          > Na szczęście mam już ten problem z głowy, a kiedy nie mialem, na szczęscie
          > teściowie nie odwazali sie wtargnąć do naszego pokoju w nocy. Inna sprawa, że n
          > ie
          > mieszkalismy w bloku.

          Wtargnąć, to i mi nikt nie wtargnie :) Ale te ściany w blokach są takie
          cienkie... Co robić ? :)
          • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 24.05.02, 11:38
            Najlepiej nie robić! :))
            A najgorzej to w nocy, bo wtedy wszystko słychać.
            • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 24.05.02, 11:42
              kini napisał(a):

              > Najlepiej nie robić! :))
              > A najgorzej to w nocy, bo wtedy wszystko słychać.

              Kiedy właśnie w nocy są najbardziej sprzyjąjące warunki:) Cóż, do
              rady: "najlepiej nie robić" chyba nie dam sie przekonać :))) Jak to mówią,
              potrzeba matką wynalazków, coś na pewno wymyśłimy :)
              • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 24.05.02, 11:44
                Możecie obłożyć ściany materacami... albo zakładać knebelki.. no i oczywiście
                pozycja stojąca, żeby łóżko nie skrzypiało... :))))
                • Gość: majka Re: Wspólne życie przed ślubem IP: 62.233.135.* 24.05.02, 11:48
                  kini napisał(a):

                  > Możecie obłożyć ściany materacami... albo zakładać knebelki.. no i oczywiście
                  > pozycja stojąca, żeby łóżko nie skrzypiało... :))))

                  Dobre :)))) Jak nie na stojąco, to zostaje jeszcze podłoga.... tez nie skrzypi, a
                  znacznie wygodniej i więcej wariantów do wykorzystania :)))
                  • kini Re: Wspólne życie przed ślubem 24.05.02, 11:53
                    Gość portalu: majka napisał(a):

                    > Dobre :)))) Jak nie na stojąco, to zostaje jeszcze podłoga.... tez nie skrzypi,
                    > a
                    > znacznie wygodniej i więcej wariantów do wykorzystania :)))

                    Nie ma jak inwencja twórcza! :)
                • matrek Re: Wspólne życie przed ślubem 24.05.02, 12:40
                  kini napisał(a):

                  > Możecie obłożyć ściany materacami... albo zakładać knebelki.. no i oczywiście
                  > pozycja stojąca, żeby łóżko nie skrzypiało... :))))

                  Najlepiej zaopatrzyc sie w łóżko wodne - mówię Wam, jak jazda .... ! :)
        • anndelumester jak to sie robi.. 24.05.02, 15:06
          mieszkanie moich rodziców jest w bliku 50 metrów 3 mikropokoje
          totalkosmos...ile razy tam spimy ZERO seksu, bo mnie oziebia wyobraźnia że nie
          tylko słychać ale sie sciany bedą trzęsły...
          w domu teściów spoko...ze wszelkimi akustycznymi dodatkami..oni na dole my na
          górze..z reszta wiadomo ze oni tez czasami "pohałasują ". Pod względem luzu
          seksikowego moi teściowie są akurat super...najbardziej pruderyjaną osobą w tym
          całym towarzystwie jest narzeczona brata mojego chłopa...ale to raczej wpływ
          zbyt dużej iloścui ojca Rydzyka w jej domu rodzinnym ; ))) wiec w sumie tylko
          ona sie krzywi jak sie paraduje po całej chałupie prawie nago...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka