Dodaj do ulubionych

CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC?

IP: *.69-200-80.adsl.skynet.be 21.01.05, 16:34
Jest mezczyzna, atrakcyjny fizycznie, inteligencja na srednim poziomie.
Jedynak, wychowywany prawie wylacznie przez matke ( tatus uganial sie w tym
czasie za mlodszymi od zony kobietam, za co mezczyzna ojca nie szanuje wrecz
nie toleruje.
Mezczyzna bedac mlodym ma opinie kobieciarza, jednak sie zeni. Zona jest
atrakcyjna, seks bardzo dobry.
Zona wskakuje pewnego wieczoru do lozka w ponczochach i k.... bieliznie ( tak
dla urozmaicenia ), maz twierdzi, ze wyglada jak dz....Zona sie obraza
Mezczyzna wypija butelke wina i pzrychodzi z ponczochami w dloniach do lozka,
owszem jest ok ale zona czuje po fakcie pewien niesmak.
Zycie toczy sie dalej, rodzi sie dziecko, wiele wspanialych chwil, zona od
czasu do czasu znajduje jakis numer telefonu, wizytowke kotelu....
podejrzewa, ze mezczyzna ja zdradza, ale zyje daje i troche udaje, ze
wszystko jest OK.
Mezczyzna jest chorobliwie zazdrosny, o kazde spojrzenie obcego faceta, sceny
zadrosci staja sie horrorem, zona kupujac ponczochy lub seksowna bielizne
nosi ja do pracy....po powrocie do domu ukrywa azeby uniknac podejrzen i
wymowek.
Zdrady mezczyzny sa stwierdzonym faktem ( zona ma potwierdzenie ) ale nigdy o
tym nie mowi.Szacunku dla mezczyzny nie ma kompletnie.Przeciwnie gardzi nim ,
udaje orgazm..
Poznaje w koncu mezczyzne, ktory ja szanuje, kocha, sex jest wyjatkowy.
Ukrywany przed mezem zwiazek trwa cztery lata( zona ze wzgledu na dziecko
zostala z mezem )
Pewnego dnia panienki meza staja sie tak natarczywe.ze mezzyzna w koncu mowi
cala prawde: zdradza zone 15 lat i twierdzi, ze wylacznie dlatego, ze byl
pewien iz zona zdradzala go od poczatku malzenstwa(!) co nie jest prawda.
Zona mowi mu o swoim 4-letnim zwiazku
Mezczyzna jest w szoku ( lub go udaje ). Chce o zone walczyc i sie zmienic.
Ale : czy wogole to ma sens, czy jest jakakolwiek mozliwosc zmiany jego
postepowania? Uwierzyc?Na jak dlugo?
Dlaczego jednego dnia chce walczyc o zone, drugiego jest mu obojetna,
trzeciego rzuca obelgami czwartego twierdzi, ze chce tylko zostac ze wzgledu
na dziecko???W tym czasie panienki dobijaja sie prawie do drzwi...
Wytlumaczcie i pomozcie prosze!
Jak wybrnac z tego kryzysu???
Czego ten mezczyzna tak naprawde chce?


Obserwuj wątek
    • Gość: ola Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? IP: *.home.cgocable.net 21.01.05, 17:08
      ten facet ma zjechaną psychike i nie wie jak żyć. Miał zły przykład w domu i
      tak za nim się ciągnie. Nie potrafi się zmienić. Prawda jest taka
      (nieusprawiedliwiam go), że jedynym wyjsciem jest chęć tego faceta do zmiany,
      przyznanie się do błędów, do tego, że cos jest z nim nie tak (bo to normalne
      nie jest). Mój ojciec zdradzał na każdym kroku mame, ale mój brat to aniołek,
      nie poszedł po ojcu. Jednak kazdy człowiek/dziecko jest inne. Jesli ten facet
      NAPRAWDE NIE PRZYZNA SIE ZE JEST Z NIM COS NIE TAK, lub nie powie czemu to
      robi - szczera rozmowa z żoną - nie ma po co tego dalej ciągnąć.
    • Gość: xy2 nie IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 17:14
      stworzyc zwiazek z kims innym i zdac sobie sprawe z tego co zrobilo sie zle.
      jak byly zdrady nie odbuduje sie zaufania
      • midorii Re: nie wiem 21.01.05, 17:25
        stereotypy zakorzenione nie da sie tak z dnia na dzien zminic ..a on własnie
        tak ma..przyzwyczajenia,sposob prowazdenia podwójnego zycia, podejrzewanie o
        cos co sam robi-takie zachowanie tkwia głebolo w nim...nie wiem na ile facet i
        czego jest swiadom.wiem,ze czesto probuja odzyskac kobiete,ale nic nie robia
        jak ja traca tylko jak juz stracili..egoista w zwiazku to utrapienie na dodatek
        skrzywiony..obawiam sie ,ze jeśli kobieta by sie ugiela by ratowac
        zwiazek,przestalaby sie widywac z kochankiem maz by odzyskał grunt pod nogami i
        zacząłby robic to samo co przez kryzysem pewny swojej pozycji..hm nie wiem
        jakie postępowanie kobiety jest właściwe w tej sytuacji
    • triss_merigold6 Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? 21.01.05, 17:29
      Chce mieć ciastko (wierną żonę) i zjeść ciastko (panienki).
      Dzieciństwo i brak tatusia niczego nie usprawiedliwia.
      Kopnąć i związać się oficjalnie z tym ukrywanym.
      • Gość: xy2 brutalnie mówiąc tak IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 17:30
    • Gość: kop_w_dupe_dupkow Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 21.01.05, 18:16
      rzuć go. Sam zdradzał, więc dlatego od początku był chorobliwie zazdrosny.
      Dlaczego tyle lat z nim wytrzymujesz? Zawsze mnie to zastanawia, takie brnięcie
      bez sensu. Dobro dziecka? Przecież ono na pewno od dawna wyczuwa, że coś jest
      nie tak. Rzuć go czym prędzej, bo przezyjesz kolejnych naście lat dochodząc do
      wniosku, że zmarnowałas życie. Bez sensu, jak dla mnie mieć opory, żeby kopnąć
      takiego gościa w dupę. Jakbym był na twoim miejscu, to już dawno bym tak
      zrobił. A ten twój drugi - to też zorientuj się, czy chodzi mu tylko o seks
      (przez 4 lata mąz mu jakoś nie pzeszkadza - nie jest zazdrosny, nie wpadnij w
      drugą skrajnośc), czy naprawdę zależy mu na tobie, jako człowieku - może
      zabrzmiało trochę patetycznie, ale tak uważam;)) Powodzenia!
      • Gość: znaawca obudził sie lew IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 18:21
    • Gość: Beti Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? IP: *.hcg.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.05, 18:28
      Nie szkoda Ci zycia na takiego faceta......jak z nim zostaniesz wszystko wroci
      do normy tzn.bedzie Cie nadal zdradzal...........pomysl o sobie.
      • Gość: aaaaaaaaaaaaadmin Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 18:31
        niech moze ona pomyśli kogo kocha. a ten kogo będzie naprawde moze będzie
        szcześliwy
    • sagis Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? 21.01.05, 18:32
      Wymęczyć, czy wyleczyć?
      Każdy może mieć jakiś głęboki problem z przeszłości. Ja uważam, że ona też jest
      sobie winna. O nim wiemy, że prawdopodobnie tak.
      Tak długo udawała i nic nie robiła z tym. Nie pomagała jemu, tylko umikała, aby
      jakoś trwać w tym związku. Nie szanuje jego i nim gardzi. Udaje przed nim cały
      czas, że jest dobrze. Wszędzie i w łóżku. Przecież on nie był ślepy, a też ona
      nic jemu nie pomagała. Widziała, jak męczy się w swojej zazdrości.
      A, jak była już pewna, że on ją zdradza, to sama to zrobiła. Straszne, bo oboje
      tkwili w czymś, co ich powoli zabijało.
      Ja uważam, że jeśli on chce, a ona jego kocha to powinni spróbować. Chociaż z
      tego opisu nie wydaje mi się. Powinien dla niej być ważny jego spokój i dobro.

      Tylko, że oboje powinni pójść do terapeuty rodzinnego. Ona też tego potrzebuje.
      • Gość: aaaaaaaaaaaaadmin wiec po cholere maja tkwic w czymś IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 18:36
        co ich zabija

        ludzie, nie rozumiem

        kuuuuuuuuuuuuuu..aaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaa nie rozumiem
        • Gość: aaaaaaaaaaaaadmin autodestrukcjaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaa IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 18:37
          pociągnijmy do tego innych , bedzie zbiorowe samobójstwo
          • sagis Re: autodestrukcjaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaa 21.01.05, 18:47
            I dlatego potrzebny jest im psycholog. Problem tkwi w nich. Przy nowych
            partnerach nie będzie lepiej. Tylko teraz tak im wydaje się. Dla niej ten drugi
            teraz jest tylko odskocznią. Jakby byli zdani tylko na siebie, to od nowa
            wszystko mogłoby zacząć się. Ona zaczęłaby unikać i jakiś inny problem
            powstałby.
            • Gość: aaaaaaaaa Re: autodestrukcjaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaa IP: .48.242.* / 80.51.176.* 21.01.05, 18:54
              a skąd wiesz kim dla niej jest ten drugi?
        • sagis Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 18:44
          Wcześniej powinno rozwiązywać się problemy, a nie jeszcze je powodować.
          Jeśli ktoś sobie i innym robi gó.. z życia, to musi to posprzątać.
          A, nie uciekać do nowego. Ja uważam, że winowajczynią jest ona. Gdyby jego
          kochała, to wcześniej zadbałaby o jego dobro. A, tak z jakiegoś lęku tkwiła w
          tym i jemu szkodziła swoją biernością. Prawdopodobnie bała się być sama.
          Odrzuca mnie od takich kobiet. Sorry, ale te najgorsze właśnie do tego mogą
          doprowadzić.

          Kochałeś kiedyś?
          • Gość: .................. Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 18:50
            Czego on obecnie chce? Wydaje mi sie, ze chce robic to co robi
            (przyzwyczail sie przez te 15 lat w koncu) i zeby mu zadna nie
            przeszkadzala, a szczegolnie zona.
            • sagis Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:10
              Skąd wiesz? Ja uważam, że on przestał nad tym panować, a jak dowiedział się o
              swojej żonie, to może faktycznie zrozumiał coś i jest jakaś szansa, że on
              zmieni się. Przez te wszystkie lata, to tak w nim nawarstwiło się, że teraz
              jest normalne to że w nim takie sprzeczne emocje są. Raz chce, drugi raz nie i
              jeszcze inaczej.
              Ona nie jest lepsza i należy się jemu szansa. Oboje muszą iść na terapię.

              Ja jego rozumiem. Robił to, co jego ojciec. Dla niego to było normalne.
              Zakodowało się to w jego podświadomości. Sam o tym nie wiedział. Często ludzie
              szukają podobnych schematów do schematów w domu rodzinnym. Ona może też
              wychowała się w domu, gdzie matka była zdradzana i dlatego zgadzała się na to i
              nic nie robiła.
              A, jeszcze cały czas on miał świadomość, że żona jego zdradza. Patrz, tylko
              wystarczyły jej słowa, że ona jego zdradza tylko 4 lata, a nie ten cały czas,
              jak on był zazdrosny. Ona nic wcześniej nie robiła!
              • midorii Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:15
                to,ze miał złe wzorce w rodzinie nie usprawiedliwia go w zadnym
                stopniu,,wprawdzie patologia rodzi patologie ale to nie znaczy,ze dorosły
                czlowiek nie moze sie z niej wyzwolic zwłaszcza będac jej swiadom!!chodzilo mi
                o to ,ze postepuja oboje..wparwdzie ona miala jednego kochanka a on wiele ale
                to nie swiadczy o tym kto jest gorszy..oboje sa tacy sami..i albo sie oboje
                zmienia i bede razem..albo od siebie odejda i skrzywieni w kolejnych zwiazkach
                beda powielac mechanizmy postepowania juz wyuczone...
                • sagis Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:24
                  Czy on był jej świadom? Myślę, że nie. Mężczyźni nie zastanawiają się, jak
                  kobieta, co z nimi nie tak. Gdyby wszyscy zdawaliby sobie sprawę ze schematów w
                  jakie wpadają, to nie byłoby tyle nieszczęśliwych związków i małżeństw.
                  Terapeuci nie mieliby pracy z tym. Najlepszym przykładem są rodziny alkoholowe
                  i szukanie przez dzieci podobnych schematów. Różne mogą być takie schematy i
                  nie tylko takie patologie.
                  Muszą oboje chcieć, aby uleczyć swoje małżeństwo i dalej być ze sobą.
              • Gość: .................. Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 19:26
                A no, otworzyli przed soba karty. Gra wiec stala sie nieciekawa.
                Raczej nikomu zbytnio na niej nie zalezy, co oczywiscie mnie nie
                dziwi. On pewnie jej mowi -zagraj ty pierwsza, a ona czeka na jego
                ruch, wiedzac ze to moze byc ostatnia ich gra wspolnie, bo w
                otwarte karty poprostu jest nieciekawie i jakze nudno grac. Nic tez
                dziwnego ze ciagnie ich do nowej, swiezej talii, tej nieznanej jeszcze
                lub trzymanej w pewnym, prywatnym zamknieciu.
                • sagis Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:32
                  Też tak może być.
                  To prawda, że ludzie często lubią prowadzić jakąś grę. Wszędzie. Nie tylko w
                  związkach.
                • midorii Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:34
                  Jest mezczyzna, atrakcyjny fizycznie, inteligencja na srednim poziomie.
                  Jedynak, wychowywany prawie wylacznie przez matke ( tatus uganial sie w tym
                  czasie za mlodszymi od zony kobietam, za co mezczyzna ojca nie szanuje wrecz
                  nie toleruje.
                  to jest dowod na to ,ze był świadom ojca błedow a jednak sam je powielil..znam
                  przypadki zdrad dzieci z rodzin szczesliwych i szczesliwego pozycia
                  małzenskiego z rodzin nieszczęśliwych..faktem jest ,ze są pewne wieksze
                  predyspozycje do powielenia skrzywien wyniesionych z domowych przyzwyczajen,ale
                  mona sie przed tym bronic przez samouświadomienie sobie tego.faktem jest,ze on
                  zaczał wprowadzac do domu sposob postepowania jka mi zle to uciekam do innej a
                  ona postąpila jak on..sa tacy sami ,,(Ja zawsze prędzej wytłumacze kobiete niz
                  mezczyzne mowie o tym otwarcie juz tak mam:))co nie znaczy,ze nie widze błedow
                  leżących po obu stronach
                  • sagis Re: wiec po cholere maja tkwic w czymś 21.01.05, 19:41
                    Bo, jesteś kobietą i masz żal do mężczyzn?
                    Taka solidarność jajników:-)
                    • midorii do agis:) 21.01.05, 19:49
                      jestem kobietą i nie mam zalu do nikogo bo niby o co tyle ze jako taka wiem ze
                      zawsze spadaja na4 łapy ,,jesli juz robie wycieczki w moje zycie osobiste to
                      powiem ze naszczescie zaden facet mnie nie skrzywdzil i nie mam zalu do nikogo
                      o nic jestem optymistka pozytywnie zakrecona ale uwazam,ze kobiety musza sie
                      wspierac i tyle:)Agis...a ty masz wiecej przyjaciolek czy przyjacieli??dziwna
                      forma słowa no ale..
                      • sagis Jestem Sagis:-) 21.01.05, 20:02
                        Przyjaciółek i jednego więcej niż przyjaciela. Ale, zawsze staram się być
                        obiektywna. Przyjaciel nie musi myśleć tak samo, jak my. Tylko nas akceptować.
                        A, to że jestem kobietą nie oznacza, że muszę stać po stronie kobiet. Wiem, że
                        obie strony mają często za uszami. A, kobiety pod płaszczykiem niewinności i
                        niby swojej słabości często więcej. Dzięki swojej zdolności do odczytywania
                        emocji umieją lepiej manipulować innymi, niż mężczyźni. Stwierdzono, że kobiety
                        są częściej odpowiedzialne za mobbing w pracy. Mężczyzna szybciej powie, co
                        jemu leży, a kobieta często trzyma to w sobie i dusi, aż czuje do niego żal
                        i ...
                        • midorii do sagis 21.01.05, 20:09
                          sagis napisała
                          to że jestem kobietą nie oznacza, że muszę stać po stronie kobiet.
                          ale ja nie mowie, ze oznaczac to ma

                          A, kobiety pod płaszczykiem niewinności i
                          > niby swojej słabości często więcej. Dzięki swojej zdolności do odczytywania
                          > emocji umieją lepiej manipulować innymi, niż mężczyźni. Stwierdzono, że
                          kobiety
                          >
                          > są częściej odpowiedzialne za mobbing w pracy. Mężczyzna szybciej powie, co
                          > jemu leży, a kobieta często trzyma to w sobie i dusi, aż czuje do niego żal


                          nie znam takich kobiet...ja kłade i(moje przyjaciolki) kawe na ławe..mezczyzni
                          sa skryci czesto i tez knuja za plecami,,nie jest to wiec cecha tylko kobieca
                          jak sugerujesz..pozdrawiam
                  • sagis nie jest to takie łatwe. 21.01.05, 19:47
                    Normalne, że wiedział co robił jego tatuś, ale w podświadmości zakodowało jemu
                    się to i sam zaczął to robić, kiedy znalazł się pod wpływem silniejszych
                    emocji. W miłości, przy silnych emocjach uwalniają się różne stare i niby
                    zapomniane przez nas sprawy. Nam wydaje się, że już zapomnieliśmy o tym, albo
                    że nie ma tego, ale one tkwią głęboko w nas. Zapomniane.
                    Nie wierzę, że całkowicie panujesz nad swoją podświadomością i nie popełniach
                    jakiś błędów. To, że wolisz stanąć po stronie kobiet, też świadczy o czymś.

                    Bez pomocy psychoterapeuty bardzo trudno samemu wyłączyć taki destrukcyjny
                    mechanizm.
                    Lepiej, jeśli szuka się przeciwnych wzorców.
                    • midorii do sagis 21.01.05, 19:50
                      Nie wierzę, że całkowicie panujesz nad swoją podświadomością i nie popełniach
                      > jakiś błędów. To, że wolisz stanąć po stronie kobiet, też świadczy o czymś.
                      ..o czym to świadczy powiedz mi:)
                      • sagis Re: do sagis 21.01.05, 20:08
                        midorii napisała:

                        ,,(Ja zawsze prędzej wytłumacze kobiete niz
                        mezczyzne mowie o tym otwarcie juz tak mam:
                        ---------
                        Jeśli tak robisz i tak już masz, to jest jakiś powód, że nie patrzysz z
                        dystansem na innych. Nie chcę dociekać dlaczego tak masz. Nie interesuje mnie
                        to.
                        • midorii Re: do sagis 21.01.05, 20:14
                          To, że wolisz stanąć po stronie kobiet, też świadczy o czymś.

                          wiec spytalam oczym swiadczy..nie potrzebuje zeby Cie interesowalo o czym..ale
                          sama rzucilas ,ze oczyms wiec dociekam o czym wdg,Ciebie..powiem tak na koncu
                          tej wypowiedzi był usmieszek wiec nie bierz tak wszystko na serio prosze
                    • midorii Re: nie jest to takie łatwe. 21.01.05, 19:56
                      a i jeszcze jedno jeli by mial to ze mezczyzna nie szmował ojca to raczej jest
                      swiadomosc nie podswidomosc,,
                      • sagis Re: nie jest to takie łatwe. 21.01.05, 20:05
                        Przeczytaj moje poprzednie posty. Tam masz więcej napisane o tym.
                        Nie chcę się już powtarzać.
                        Jest świadomość i podświadomość. Sama nie wiesz, co masz zapisane w
                        podświadomości i co może jeszcze ujawnić się:-)
        • sagis Ale, Ty jesteś krzykliwy. Może powinieneś trochę 21.01.05, 18:49
          uspokoić się. Nie ma potrzeby tak tutaj denerwować się. Masz pewnie mnóstwo
          innych powód do tego:-)
    • Gość: Beti do sagis IP: *.hcg.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.05, 18:48
      Powinien dla niej być ważny jego spokój i dobro
      A dla niego byl wazny jej spokoj i dobro?
      • sagis Re: do sagis 21.01.05, 18:58
        Wiadomo o jego dzieciństwie. A, też ona mogła to spowodować. Jeśli nie, to
        przynajmniej powinna coś z tym robić. Bierność i unikanie niczemu nie pomoże.
        A, jedynie powoduje nawarstwienie problemu i w końcu jego eskalację.
        Tutaj ona jest przedstawiona w niby białych barwach.
        Tak długo poświęcała się dla czegoś:-)))Pewnie ze strachu, że zostanie sama.
        Nie dla niego. A, najgorzej o niej świadczy, że jak już była pewna, że on
        zdradza, to sama zaczęła to robić.
        Jego zdrady jej nie usprawiedliwią. Sama jest taka sama. Jak ludzie sobie robią
        nawzajem.
        • midorii hm... 21.01.05, 19:03
          moze dlatego maja twkic w zwiazku razem ,ze w jakis dziwny sposob sie kochaja?a
          tego czego nie maja w zwiazku dodatkow do niego szukaja poza nim..moze wreszcie
          dlatego ,ze każdy zasługuje na2 szanse..nie ma co sie bac bycia samemu,kobiety
          odchodza z roznych przyczyn nietylko z obawy o sowja samotnosc
          • sagis Re: hm... 21.01.05, 19:29
            Jeśli jest między nimi coś innego, to psycholog to ujawni. Gdy zrozumieją to,
            to będzie im łatwiej podjąć decyzję, czy chcą dalej być razem, czy nie.
            Czasami właśnie dochodzi już do czegoś, że samo to pęka. Jeśli są złe emocje w
            związku, to musi w końcu nastąpić jego rozpad. Albo, w skrajnych przypadkach
            dochodzi do czyjeś śmierci. Złe emocje odbijają się na zdrowiu. Ludzie nie
            zdają sobie sprawy, jak sobie sami szkodzą.
            • Gość: .................. Re: hm... IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 19:59
              Usprawiedliwianie zdrad tym, ze ojciec to robil czy matka to robila
              jest poprostu smieszne. Po pierwsze zazwyczaj zdrady sa zamkniete
              przed dziecmi, a po drugie, nawet jezeli w ten czy inny sposob
              dzieci sie dowiaduja o nich od rodzicow (przy ich klotniach np. ze
              soba), to wcale nie nadaje dziecku juz doroslemu czynic tak jak np.
              jego ojciec, bo to tylko awantury do domu sprowadzalo. Lekcja wiec
              wyniesiona z domu jest zla -powinien wiedziec do czego zdrady
              doprowadzaja. Wydaje mi sie, ze zdrady kusza kazdego czlowieka (mnie
              np. bardzo), takze nie jest mi zadnym problemem zrozumiec ludzi, a
              dokladniej ich powody, ktorzy zdradzaja. Zdrada zawsze nastepuje z
              wyboru i raczej z pelna swiadomoscia zdrady, co wcale nie oznacza ze
              ze swiadomoscia jej konsekwencji. Trudniej mi jest zas zrozumiec ten
              ich wybor. Wydaje mi sie, ze chec przyjemnosci "nieznanej" nawet dla
              wyobrazni niektorych, jest jedna z sil wyborczych.
              • sagis Re: hm... 21.01.05, 20:23
                Aby, wszyscy byli tacy mądrzy, jak Ty.
                Dzieci mają taki zmysł obserwacji i widzenia rzeczy, których dorosłym nie śni
                się. Dzieci wiedzą więcej niż nam wydaje się. Najpóźniej dowiadują się o tym
                rodzice:-)
                A, nie wszyscy zdają sobie z wiekiem sprawę, że to co obserwowali u rodziców
                nie jest właściwe. Przecież rodzice są naszymi pierwszymi nauczycielami i
                powinni być autorytetami we wszystkim. Nie wszyscy są tak niezależni, aby
                wyrobić swoje zasady. Nie wszyscy zdają sobie sprawę i zastanawiają się, co w
                ich głowie siedzi i czy to jest dobre.
                Sama obserwowałam raz chłopca, który zbił w obecności ich mamy, siostrę. Przy
                tym widać było, że naśladuje bijącego ojca. Wykrzykiwał jego słowa. On chciał,
                aby ona coś jemu dała i w ten sposób zareagował na jej sprzeciw. Nie musiała
                jemu tego dać. Matka zaczęła uspokajać córkę, a nie zanegowała zachowania
                chłopca. Dla niej to było normalne, że w rodzinie mąż dominuje i ją bije. Ona
                zgadzała się na to. Pradopodobnie tak samo było w jej domu rodzinnym, bo
                inaczej sprzeciwiłaby się temu. Normalnie człowiek staje w swojej obronie.
                Są różne powody, ale tutaj widać, że mogło być coś jeszcze innego.
                I tak powinni iść do psychologa, jeśli zależy im na sobie. W Kanadzie dla
                ratowania małżeństwa korzysta się pewnie z takiej pomocy? U nas jest mniejsza
                świadomość i większy problem. Czy rozwiązaniem jakiegoś problemu w małżeństwie
                jest poszukanie nowej osoby? Nie, bo problem w nich tkwie.
                • Gość: .................. Re: hm... IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 21:42
                  Pozwol ze zapytam ciebie o male wyjasnienie/sprecyzowanie twojego
                  pytania. Co masz na mysli pytajac o poszukanie nowej osoby. Chodzi
                  ci o zmiane partnera( zawarcie nowego zwiazku) czy tez nowa osobe
                  na doskok, wciaz bedac w tym samym zwiazku?
                  • sagis Re: hm... 22.01.05, 10:27
                    W moim słowniku nie istnieje osoba na doskok. Najważniejsze jest, aby być w
                    zgodzie ze sobą i być uczciwym.
                    Jeśli nie można czegoś uratować, czy utrzymać, to trzeba zakończyć jedno, aby
                    rozpocząć coś innego. Nigdy też, jak jest źle nie szukam w trakcie związku
                    kogoś innego. Umiem żyć sama. A, ja potrafią bardzo o coś walczyć, tylko
                    czasami dla dobra wszystkich trzeba tą walkę przerwać.
                    • Gość: .................. Re: hm... IP: *.dialup.sprint-canada.net 22.01.05, 19:02
                      Postawilas wczesniej pytanie tresci: "czy rozwiazaniem jakiegos
                      problemu....................... " na ktore dalas tez swoja odpowiedz. Moge
                      rozumiec jednak, ze mowiac o tym szukaniu nowej osoby, masz na mysli
                      zmiane partnera, bo jak sama mowisz na doskok nie jest akceptowane.
                      Widzisz, uzywasz slow"jakiegos problemu". Jezeli to ma byc maly
                      problem, to szukania innej osoby raczej sie nie powinno. Jezeli to ma
                      byc wielki problem, taki, ze przekresla zycie malzenskie, wtedy
                      znalezienie tej nowej (odpowiedniej) osoby moze byc rozwiazniem
                      problemu. Troche tez dziwnie ujelas swoje pytanie. Samo szukanie
                      oczywiscie nie rozwiaze problemu, ale znalezienie wlasciwej osoby do
                      zycia niestety moze. Tak wiec nie zgadzam sie z twoja odpowiedzia
                      na swoje (czyli twoje wlasne) pytanie, jakoby te problemy beda wciaz
                      tkwic. Dla przykladu powiem. Kobieta ktora ma meza pijaka, ma raczej
                      problem w malzenstwie i to czasem niedowytrzymania. Kiedy poszuka i
                      znajdzie sobie niepijaka -problem ten zniknie, co nie oznacza ze
                      innych nie bedzie.
                      • sagis Re: hm... 22.01.05, 21:48
                        No, tak ludzie często i gęsto rozstrząsają się nad jakimkolwiek problemem.
                        A, ja dopiero nad dużym, albo bardzo dużym. Ja sama staram się rozwiązywać duże
                        problemy, a jak nie mogę już sama, to pozostaje coś radykalnie zmienić. Nad
                        małymi nie rozstrząsam się, bo szkoda na wszystko życia. Trochę tłumaczysz
                        pewnie to poprzez siebie i trochę zamieszałeś w swojej odpowiedzi:-)Sorry, ale
                        jestem dzisiaj zmęczona i nie mam siły na dokładne przeanalizowanie Twej
                        wypowiedzi i na zrozumienie jej. Jest trochę nielogiczna.
                        Za bardzo na mnie koncentrujesz się. Ja już na temat poruszony przez autorkę
                        wypowiedziałam się i nie będę więcej pisać. Moje zdanie jest znane, a jeśli
                        ktoś nie może czegoś zrozumieć, to trudno. To nie jest tutaj najważniejsze.
                      • sagis Re: hm... 22.01.05, 22:06
                        Wyrwałeś te moje słowa z całej wypowiedzi. Była tam mowa o problemach tkwiących
                        w ludziach jeszcze z dzieciństwa. Ludzie sami nie zdają sobie sprawy, co w nich
                        tkwi i dlaczego robią coś, a nie inaczej. Tutaj widać, że oboje tkwią w jakimś
                        schemacie i muszą skorzystać z pomocy psychologa. Samo skończenie tego związku
                        im nie pomoże. Przeczytaj sobie jeszcze raz wszystko, co napisałam.
                        Nie ma sensu nasza dyskusja, jeśli Ty patrzysz na to poprzez siebie. Ludzie są
                        różni i mają różne doświadczenia. Różne mają postrzeganie swojej
                        rzeczywistości. Z różnej perspektywy patrzą na te sprawy.
                        • Gość: .................. Re: hm... IP: *.dialup.sprint-canada.net 23.01.05, 01:40
                          Tak, czytalem o tych problemach tkwiacych z dziecinstwa o jakich
                          pisalas. Pominalem je, gdyz uwazam podobniejak ty, ze one moga byc
                          tu problemem, ale nie jest to stwierdzenie kategoryczne. Problemy w
                          malzenstwie maja tez ludzie, ktorzy mieli wspaniale dziecinstwo i
                          rodzicow tez. Tak wiec nie jest to zadna zasada czy argumentacja.
                          Zauwazylas dobrze. Tak koncentruje sie troche bardziej na tobie i
                          czytam twoje wypowiedzi, wiadomo nie wszystkie. Powodem tego jest to,
                          gdyz uwazam ze masz wg. mnie normalnie poukladane w glowie i mozna z
                          toba normalnie rozmawiac. To, ze mamy czy widzimy niektore sprawy
                          troche inaczej, czy pod innym katem, nie zgadzajac sie ze soba czasem,
                          uwazam tez za normalne.
                        • Gość: kop_w_dupe_dupkow Re: hm... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 23.01.05, 02:37
                          głuipa jesteś czy udajsz?
    • Gość: wiruska Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? IP: *.chelm.gda.pl / *.futuro.pl 23.01.05, 10:44
      uważam że są nawzajem siebie warci.
      Chory obustronny układ. Przecież żadna normalna kobieta dążyłaby do wyjaśnienia
      prawdy, chciałaby mieć zdrowy dom i zdrowe relacje.

      natomiast zdrowy, pełnowartościowy facet chciałby również prawdy.

      Obydwoje są skrzywdzeni, poranieni.
      • agnieszka_kolakowska Re: CZY TEN ZWIAZEK MOZNA WYMECZYC? 23.01.05, 10:45
        a co kopuluja 24 godziny na dobe przez cały tydzien
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka