Dodaj do ulubionych

Czy to miłość?

29.05.02, 14:20
Jestem z nim od prawie dwóch lat.
Zawsze czułam się z nim dobrze, bezpiecznie, fajnie, wygodnie. Niedawno
zamieszkaliśmy razem. Jednocześnie... dopadła mnie depresja. Czuję się tak,
jakbym postępowała wbrew sobie. Z jednej strony - stres wynikający z
wyprowadzenia się z domu po wielu latach, z drugiej - zamieszkanie z NIM...
Moja dusza wyczuwa, że coś jest nie tak i buntuje się, powodując różne
negatywne objawy...
To ma być próba przed czymś znacznie bardziej nieodwracalnym. Tylko... skoro
mam wątpliwości, czy to TEN właściwy - może w ogóle nie powinnam jej
podejmować??? Dobrze mi z nim, ale czasem mam wrażenie, że mnie denerwuje, może
nawet wyżywam się nad nim!! Lubię się do niego przytulić, jest dobrym,
wartościowym człowiekiem, za nic nie chciałabym go skrzywdzić.
Wiem, że jeśli ma się wątpliwości - to nie może byc mowy o miłości. Jednak tak
bardzo chcę wierzyć, że mamy przed sobą przyszłość (dom, dzieci?), że tkwię w
tym i... czekam (?). Na pewność? Może to tylko (albo aż) strach przed
samotnością? Przed tym, że nikogo już w tym wieku (30-) nie znajdę (dookoła
pełno sparowanych, szczęśliwych ludzi, brak singli, szczególnie męskich)??? Nie
potrafię być sama. Zwłaszcza, że tak naprawdę - chyba nigdy nie byłam sama...
Boję się, że błądzę.
Jednocześnie mam tak ogromne poczucie uciekającego czasu, że chyba próbuję
szybko wtłoczyć się w jakiś schemat, szufladkę, poukładać, posegregować....
Tylko czy to tak???
Seks... Rzadko, jakoś nie mam ochoty....
Nic mnie nie cieszy, nawet wspólne gotowanie, pracuję, życie się toczy... ale
jakoś tak bez płomienia, BEZ PŁOMIENIA!!!! Nawet boję się Was zapytać o radę,
bo się jej domyślam...
Chciałabym być szczęśliwa i żyć w zgodzie z samą sobą. Czego mi brakuje? Odwagi
do odwagi?!!!
Obserwuj wątek
    • 2times Re: Czy to miłość? 29.05.02, 14:53
      Rozmawialas z nim o tym? O Twoich problemach? Wahaniach?
      Pamietaj, ze najwazniejsza w zwiazku jest szczerosc.
      Moze powinniscie jakos urozmaicic wasz zwiazek? Zaczac
      robic razem cos, o czym nigdy dotad nawet nie
      pomysleliscie?
      • arietta Re: Czy to miłość? 29.05.02, 14:57
        Rozmawiałam, wie o moich wątpliwościach. Martwi się i podobnie jak ja, chociaż
        bardzo mnie kocha - widzi dwa wyjścia: poczekać trochę, żebym nabrała pewności
        albo rozwiązanie ostateczne, czyli rozstanie.... Zdaje sobie sprawę, że nie
        bedę szczęśliwa nie będąc pewna, więc....
    • muszek0 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:06
      ten płomień o którym mówisz, to nie znicz olimpijski, który zawsze płonie.
      takie jest życie. często szare i monotonne. dlatego trzeba celebrować i
      kolekcjonować te małe fajne chwile, kiedy człowiek jest szczęśliwy. gdyby
      człowiek był permamentnie szczęśliwy, na dobrą sprawę nie wiedziałby co to jest
      szczęście. a samotność...pozwalała jedynie wielkim tego świata tworzyć piękną
      sztukę. szaraczki nie są do niej przyzwyczajeni.
      • jablu.szko Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:09
        samotnosc jest w nas a nie poza nami. kto ja w sobie nosi zdazyl sie juz do jej
        obecnosci przyzwyczaic. "obecnosc samotnosci" to przeciez w koncu czyjas
        obecnosc.
        dziekuje ci moja samotnosci za towarzystwo.
    • lalka74 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:12
      Słuchaj swojej intuicji, ale jeśli jest Ci z nim dobrze to bądź z nim. Życie to
      nie tylko płomień ale wiele innych bardziej prozaicznych spraw.
    • Gość: tamarise Re: Czy to miłość? IP: *.enterpol.pl 29.05.02, 15:20
      arietta napisał(a):

      > Jestem z nim od prawie dwóch lat.
      > Zawsze czułam się z nim dobrze, bezpiecznie, fajnie, wygodnie. Niedawno
      > zamieszkaliśmy razem. Jednocześnie... dopadła mnie depresja. Czuję się tak,
      > jakbym postępowała wbrew sobie. Z jednej strony - stres wynikający z
      > wyprowadzenia się z domu po wielu latach, z drugiej - zamieszkanie z NIM...
      > Moja dusza wyczuwa, że coś jest nie tak i buntuje się, powodując różne
      > negatywne objawy...
      > To ma być próba przed czymś znacznie bardziej nieodwracalnym. Tylko... skoro
      > mam wątpliwości, czy to TEN właściwy - może w ogóle nie powinnam jej
      > podejmować??? Dobrze mi z nim, ale czasem mam wrażenie, że mnie denerwuje, może
      >
      > nawet wyżywam się nad nim!! Lubię się do niego przytulić, jest dobrym,
      > wartościowym człowiekiem, za nic nie chciałabym go skrzywdzić.
      > Wiem, że jeśli ma się wątpliwości - to nie może byc mowy o miłości. Jednak tak
      > bardzo chcę wierzyć, że mamy przed sobą przyszłość (dom, dzieci?), że tkwię w
      > tym i... czekam (?). Na pewność? Może to tylko (albo aż) strach przed
      > samotnością? Przed tym, że nikogo już w tym wieku (30-) nie znajdę (dookoła
      > pełno sparowanych, szczęśliwych ludzi, brak singli, szczególnie męskich)??? Nie
      >
      > potrafię być sama. Zwłaszcza, że tak naprawdę - chyba nigdy nie byłam sama...
      > Boję się, że błądzę.
      > Jednocześnie mam tak ogromne poczucie uciekającego czasu, że chyba próbuję
      > szybko wtłoczyć się w jakiś schemat, szufladkę, poukładać, posegregować....
      > Tylko czy to tak???
      > Seks... Rzadko, jakoś nie mam ochoty....
      > Nic mnie nie cieszy, nawet wspólne gotowanie, pracuję, życie się toczy... ale
      > jakoś tak bez płomienia, BEZ PŁOMIENIA!!!! Nawet boję się Was zapytać o radę,
      > bo się jej domyślam...
      > Chciałabym być szczęśliwa i żyć w zgodzie z samą sobą. Czego mi brakuje? Odwagi
      >
      > do odwagi?!!!

      Dobra wiadomosc jest taka- skoro jest takim wspanialym czlowiekiem, to milosc w
      koncu przyjdzie... w okolicach twojej 60-tki zapewne. Chcesz tyle czekac? :)
      A powaznie - bardzo dobrze rozumiem twoje obawy. bardzo trudno podjac decyzje-
      mozesz zastosowac sie do mnostwa dobrych rad: zrobcie sobie przerwe, poczekajcie,
      pporozmawiajcie szczerze z soba lub psychoanalitykiem; ale moja osobista
      (niekoniecznie dobra) rada jest taka: dziewczyno, uciekaj z tego zwiazku jak
      najszybciej! nie ma sensu tego ciagnac-mozesz unieszczesliwic siebie, jego, wasze
      przyszle dzieci, a samotnosc wcale nie jest taka straszna jak ja maluja :-)
      trzymam kciuki
    • kini Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:22
      Z miłością jak z orgazmem. Jak zastanawiasz się, czy to TO, to znaczy, że tego
      nie było. I już.
      • muszek0 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:24
        tego to ja nie wiedziałem, człowiek całe życie się uczy.
        • kini Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:26
          muszek0 napisał(a):

          > tego to ja nie wiedziałem, człowiek całe życie się uczy.

          Bo jesteś facetem, a faceci takich dylematów (związanych z orgazmem) nie mają! :))
          • muszek0 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:28
            o przepraszam, wszystkie moje ostatnie orgazmy były udawane.
            • kini Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:30
              Ale chyba nnie miewałeś nigdy wątpliwości, czy TO BYŁ ORGAZM.
              • muszek0 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:41
                nieee no przecież to co powiedziałem to był mały żarcić. u faceta ta kwestia
                jest zdecydowanie mniej skomplikowana niż u kobiety. zwis, erekcja, wytrysk, a
                u kobiety - kto tam dokładnie wie o co chodzi i jak to rozpracować.
    • lastka Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:23
      Mogę powiedzieć ci tylko tyle że nie zawsze tak różowo. W życiu bywa naprawdę
      różnie raz jest lepiej czasem gorzej. Do tej pory mieszkałaś z rodzicami a z
      chłopakiem widziałaś się kilka godzin teraz jesteście ze sobą 24 h większość
      czasu spędzacie razem i trzeba do tego się przyzwyczaić. Zobaczysz wszystko się
      ułoży.
      Powodzenia.
      • arietta Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:34
        "Nad miłością się nie dyskutuje. Ona jest." - Antoine de Saint Exupery (i ja,
        stąd moje rozterki). Nie chcę mówić o miłości jako reakcji chemicznej, ale.....
        .... czekać do 60 tki?
        .....czekac, aż "się ułoży"?
        .... kontemplować szarą codzienność?
        Boję się, że... oszaleję z tej niezgody i wewnętrznego rozedrgania.
        • lalka74 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:39
          Dziewczyno, nie bój się. jak poczujesz, że to na pewno nie to - to wtedy
          będziesz wiedziała.
          • arietta Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:48
            lalka74 napisał(a):

            > Dziewczyno, nie bój się. jak poczujesz, że to na pewno nie to - to wtedy
            > będziesz wiedziała.

            Boję się, że tak czuję, tylko nie mam odwagi przyznac się do tego przed samą sobą
            z uwagi na....
            Bo przecież to samo można powiedzieć tak: "gdy poczujesz, że to jest na pewno TO -
            to wtedy będziesz wiedziała"!!!

            • lalka74 Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:49
              Hej - całe życie to sztuka wyborów. I najgorszym doradcą jest strach.
              • matrek Re: Czy to miłość? 29.05.02, 17:54
                lalka74 napisał(a):

                > Hej - całe życie to sztuka wyborów. I najgorszym doradcą jest strach.

                Coś wjest w tym co piszesz
        • kini Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:40
          Powiem ci tak - cokolwiek zrobisz, będziesz żałować. Ja też kiedyś tkwiłam w
          takim związku. Doszło do tego, że podkochiwałam się w innych, a mimo to ciągle
          byłam z tym samym. Próbowałam zrywać - nie wyszło. Pewnie do dnia dzisiejszego
          bylibyśmy razem i razem się gryźli, gdyby nie fakt, że (całe szczęście) on w
          końcu znalazł sobie inną dziewczynę i, mając więcej odwagi ode mnie, odszedł w
          siną dal. Oczywiście straszliwie po nim rozpaczałam, a dopiero potem uświadomiłam
          sobie, że płaczę nie tyle za nim, co z powodu pustki, którą po sobie zostawił.
          Minęło pół roku, a ja już śmiało patrzyłam w przyszłość, teraz jestem z kim innym
          i wszystko jest w porządku.
          PS. Zastanów się, czy twoje wyżywanie się na nim nie jest z tego powodu, że ty
          podświadomie chcesz, żeby to on z tobą zerwał, żeby zdjął z ciebie tę
          odpowiedzialność?
          • arietta Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:53
            kini napisał(a):

            > Powiem ci tak - cokolwiek zrobisz, będziesz żałować. Ja też kiedyś tkwiłam w
            > takim związku. Doszło do tego, że podkochiwałam się w innych, a mimo to ciągle
            > byłam z tym samym. Próbowałam zrywać - nie wyszło. Pewnie do dnia dzisiejszego
            > bylibyśmy razem i razem się gryźli, gdyby nie fakt, że (całe szczęście) on w
            > końcu znalazł sobie inną dziewczynę i, mając więcej odwagi ode mnie, odszedł w
            > siną dal. Oczywiście straszliwie po nim rozpaczałam, a dopiero potem uświadomił
            > am
            > sobie, że płaczę nie tyle za nim, co z powodu pustki, którą po sobie zostawił.
            > Minęło pół roku, a ja już śmiało patrzyłam w przyszłość, teraz jestem z kim inn
            > ym
            > i wszystko jest w porządku.
            > PS. Zastanów się, czy twoje wyżywanie się na nim nie jest z tego powodu, że ty
            > podświadomie chcesz, żeby to on z tobą zerwał, żeby zdjął z ciebie tę
            > odpowiedzialność?


            Być może właśnie tak jest, już się nad tym zastanawiałam.
            Ale to niczego nie zmienia...
            :-((
            • kini Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:54
              Wszystko zależy od ciebie.
              • arietta Re: Czy to miłość? 29.05.02, 15:55
                kini napisał(a):

                > Wszystko zależy od ciebie.

                Wiem, i w tym problem...

    • Gość: agul Re: Czy to miłość? IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 29.05.02, 17:07
      Wiesz, ja też tak miałam, przez pierwsze chyba 4 miesiące znajomości wydawało
      mi się, że tak naprawdę to nie jest miłość, tylko tkwiłam w tym tłumacząc
      sobie, że jest dla mnie dobry, jestem z nim bezpieczna, bardzo mnie kocha,
      wiem, że nigdy mnie przy nim nic złego nie spotka. Ale też miałam miliony
      wątpliwości i bałam się, że nie będę tak naprawdę szczęśliwa, bo nie było
      właśnie tego płomienia. Potem zamieszkaliśmy razem i przez pierwszy miesiąc
      było jeszcze gorzej, czułam sie jakbym nie pasowała do tego wszystkiego. Teraz
      (minęło kilka miesięcy) jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie i nie
      wyobrażam sobie życia bez niego. Niedawno się zaręczyliśmy i do tej pory co
      chwilę spoglądam z uśmiechem na pierścionek:-) Kocham go bardzo i wiem, że to
      TEN mężczyzna. Może czasami tak musi być - milion wątpliwości i nie wiadomo co
      zrobić? Dobrze jest to przeczekać, czas sam powinien dać Ci rozwiązanie. Życzę
      powodzenia i daj znać, jak Wam idzie.

      • Gość: Mutka Re: Czy to miłość? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 29.05.02, 18:08
        Gość portalu: agul napisał(a):

        > Wiesz, ja też tak miałam, przez pierwsze chyba 4 miesiące znajomości wydawało
        > mi się, że tak naprawdę to nie jest miłość, tylko tkwiłam w tym tłumacząc
        > sobie, że jest dla mnie dobry, jestem z nim bezpieczna, bardzo mnie kocha,
        > wiem, że nigdy mnie przy nim nic złego nie spotka. Ale też miałam miliony
        > wątpliwości i bałam się, że nie będę tak naprawdę szczęśliwa, bo nie było
        > właśnie tego płomienia. Potem zamieszkaliśmy razem i przez pierwszy miesiąc
        > było jeszcze gorzej, czułam sie jakbym nie pasowała do tego wszystkiego. Teraz
        > (minęło kilka miesięcy) jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie i nie
        > wyobrażam sobie życia bez niego. Niedawno się zaręczyliśmy i do tej pory co
        > chwilę spoglądam z uśmiechem na pierścionek:-) Kocham go bardzo i wiem, że to
        > TEN mężczyzna. Może czasami tak musi być - milion wątpliwości i nie wiadomo co
        > zrobić? Dobrze jest to przeczekać, czas sam powinien dać Ci rozwiązanie. Życzę
        > powodzenia i daj znać, jak Wam idzie.
        >

        Agulu, gratuluje. Czasmi w zyciu potrzeba czasu, aby zrozumiec jakie szczescie
        nas spotkalo, jaka wartosc ma milosc. Moj brat tez jest zareczony, niedlugo
        bierze slub. Ciesze sie, ze podjal decyzje, choc takie decyzje sa trudne dla
        mezczyzny (ma 21 lat). Zycze Tobie wiele szczescia.
        Mutka
        • Gość: agul do Mutki IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 03.06.02, 18:36
          Hej! Dzięki bardzo, ja Tobie też życzę wszystkiego dobrego, no i oczywiście
          Twojemu bratu również. I w ogóle wszystkim 'forumowcom' życzę tej
          najwspanialszej, cudownej miłości, po dzięki niej chce się żyć:-)
      • arietta Re: Czy to miłość? 04.06.02, 15:39
        Chciałabym być w Twojej sytuacji...

        Na razie postanowiłam "przeczekać", myślę, że decyzję podejmę w zależności od
        tego, co przyniesie czas.
        Czekać nie jest mi łatwo, ale chyba nie mam wyjścia...
        Nie chciałabym niczego prowokować, przyspieszać, ale z drugiej strony jestem z
        natury niecierpliwa i lubię konkretne, jasne sytuacje.
        Tymczasem - miotam się, jak ryba w sieci.
        Serdecznie pozdrawiam
        Arietta
    • Gość: Maruda Re: Czy to mi?os´c´? IP: *.nyc.rr.com 29.05.02, 18:22
      To mi troche przypomina sytuacje, w ktora zupelnie bez sensu sie zaplatalam z
      moim bylym. Strasznie szarpalam sie w tym zwiazku, wkurzalam sie sama na
      siebie, ze nie potrafie go pokochac, tak na cale zycie, a on za mna praktycznie
      wariowal, oswiadczal sie dwa razy dziennie i co nie tylko.
      Okropnie mi z tym bylo ciezko, probowalam sie jakos 'zmusic', ale tak naprawde
      szukalam jakiejs furtki, ktora mozna by sie bezpiecznie wymknac, nie raniac go.
      W koncu nie moglam juz tego wszystkiego zniesc i jakos sie z tego wyplatalam.
      Z moim 'obecnym', tez na poczatku mialam przerozne watpliwosci, myslalam,ze to
      nie to, ze nie bede go w stanie pokochac.... a po jakims czasie, kiedy juz
      razem mieszkalismy zauwazylam, ze moje watpliwosci jakos sie rozwialy, Poprostu
      WIEM, ze go kocham,czuje sie bezpieczna i kochana, jest mi dobrze z nim,
      nareszcie jestem spokojna, mimo, ze czasami znajda sie jakies problemy (ach ta
      tesciowa...:-).
      Tak naprawde nikt Ci nie powie co masz zrobic, bo nikt Ci nie zajrzy w serce.
      Najlepsza rada jaka juz pare osob Ci dalo jest to, zeby ufac swojej intuicji i
      nie robic nic wrew sobie.
      Pozdrawiam :-)
      • arietta Re: Czy to miłość?!!!!!! 03.06.02, 13:39
        Wielkie dzięki za Wasze słowa wsparcia i otuchy.
        Marzę, żeby sytuacja jakoś sama się rozwiązała, może rzeczywiście trochę
        poczekam....
        Tylko - źle mi się żyje bez płomienia. Jako płomień rozumiem radość z uczucia,
        bliskości, spokój, poczucie szczęścia i spełnienia, niekoniecznie trzęsienie
        ziemi!!! Życie się toczy, czas ucieka...
        Próbuję odnaleźć się w tym schemacie, a który się zdecydowałam. Staram się
        cieszyć... Dlaczego jest to takie trudne?!!!!
        • lalka74 Re: Czy to miłość?!!!!!! 03.06.02, 14:01
          trzęsień ziemi raczej unikaj - wcale nie są takie fajne ;)
        • Gość: mloda Re: Czy to miłość?!!!!!! IP: *.BMJ.net.pl 03.06.02, 19:18
          Droga Arietto...tak dobrze znam to uczucie.Jestem z moim ukochanym juz
          prawie...6 lat. Jest mi z nim cudownie, bezpiecznie, wesolo,ale... no wlasnie.
          To wieczne poszukiwanie plomienia, trzesienia ziemi, tego CZEGOS..sama nie wiem
          czego mi brakuje, ale na pewno tego niewytlumaczalnego CZEGOS.
          Takze czasami zastanawiam sie czy nie przerwac tego "zastanawiania sie", ale
          czy mam tyle odwagi?? Czy potem znajde kogos (najglupsze obawy powodujace, ze
          jednak zostajemy z tym Kims..), czy po pewnym czasie nie zrozumie, ze
          popelnilam blad... Ale przeciez nie mozna znalezc kogos lepszego... a moze
          jednak... No coz... pozdrawiam Cie cieplutko i zycze cudownego wieczorku
          z "ukochanym" :)
          • confused1 Re: Czy to miłość?!!!!!! 03.06.02, 20:11
            pamietaj tylko o jednym - jezeli rozstanie - to ostateczne. Zastanow sie,jak ci
            bedzie bez niego. Mialam podobna sytuacje . kiedy bylismy razem, wydawalo mi
            sie, ze to chyba nie to,ze cos sie wypalilo.No i prosze - rozstalismy sie
            bardzo nieladnie i szybko,a ja do tej pory zaluje....bo wiem,ze tak naprawde
            bardzo mocno go kochalam.I pewnie kocham.
          • arietta Re: Czy to miłość?!!!!!! 04.06.02, 09:50
            Gość portalu: mloda napisał(a):

            > Droga Arietto...tak dobrze znam to uczucie.Jestem z moim ukochanym juz
            > prawie...6 lat. Jest mi z nim cudownie, bezpiecznie, wesolo,ale... no wlasnie.
            > To wieczne poszukiwanie plomienia, trzesienia ziemi, tego CZEGOS..sama nie wiem
            >
            > czego mi brakuje, ale na pewno tego niewytlumaczalnego CZEGOS.
            > Takze czasami zastanawiam sie czy nie przerwac tego "zastanawiania sie", ale
            > czy mam tyle odwagi?? Czy potem znajde kogos (najglupsze obawy powodujace, ze
            > jednak zostajemy z tym Kims..), czy po pewnym czasie nie zrozumie, ze
            > popelnilam blad... Ale przeciez nie mozna znalezc kogos lepszego... a moze
            > jednak... No coz... pozdrawiam Cie cieplutko i zycze cudownego wieczorku
            > z "ukochanym" :)

            Droga Mloda,
            Ja też Cię gorąco pozdrawiam. Miło jest wiedzieć, że ktoś ma podobne rozterki,
            choćby dla tego uczucia empatii...
            Te ciągłe pytania (Twoje, moje...) typu: "może z kim innym byłoby lepiej?" wydają
            mi się potwierdzać tylko to, o czym nawet boję się myśleć: że jednak powinno się
            szukać gdzie indziej...
            Czy możesz z czystym sumieniem powiedzieć: "KOCHAM"? Czy możesz z kimś być, nie
            krzywdząc go, jeśli takie wyznanie jest jakby "wbrew Tobie"?
            Chyba nie można być z kimś, kto Cię drażni, czasem denerwuje.
            A co z chemią miłości? Seksem, pożądaniem?
            Czy "cudownie, bezpiecznie, wesoło", to wystarczy NA CAŁE ŻYCIE?
            Czy można przeżyć z kimś życie, nie czując tego CZEGOŚ?
            Czy to nie oszukiwanie siebie i partnera?
            Usiłowanie zaszufladkowania się?
            "UNORMOWANIA"?
            PO CO?
            No, chyba że......
            • Gość: mloda Re: Czy to miłość?!!!!!! IP: *.BMJ.net.pl 04.06.02, 21:36
              Droga Arietto!
              Wiem, ze nie powinnam tego mowic, ale "ulzylo mi" czytajac Twe slowa...ze jest
              tam gdzies Ktos, kto czuje to samo... Wiesz, nikomu nigdy nie zwierzalam sie z
              moich rozterek...wiem, ze nawet bliscy nie potrfiliby tego zrozumiec... "Jak
              to, przeciez On jest idealem, stawiajacym Cie na piedestale, uwielbiajacym
              Cie.." - to zapewne bylyby ich slowa. A ja... chyba jednak mecze sie w tym
              cudownym zwiazku i w podswiadomosci caly czas szukam..tego jedynego?? CZuje sie
              winna, ze sprawiaja mi radosc drobne flirty z innymi mezczyznami...to wlasnie
              one przywoluja "motylki w zoladku"...a nie moj ukochany..I to o czym
              wspomnialas..pozadanie, chec spedzenia calych namietnych nocy z mezczyzna,
              rozkoszowanie sie miloscia... tego takze u mnie brak. Wiesz, generalnie jestem
              bardzo pogodna, szalona, zadowolona z zycia kobietka, ale czasami ogarnia mnie
              taka przerazliwa pustka..wlasnie brak tego CZEGOS. Niejedna osoba zapewne
              pomysli sobie: Boze! JAka ona jest glupia. Oczekuje motylkow, namietnosci i
              tego typu bzdur. A ja naprawde glupio wierze w MILOSC (przez duze M) i
              budzenie sie rankiem z usmiechem na ustach, bo...obok spi ukochany facet... CZy
              warto wiec trwac, czy moze warto jednak przyznac sie przed sama soba, ze to nie
              jest TO (przynajmniej dla tej jednej strony) i odejsc...A co jesli....
              Chyba zbytnio sie rozpisalam i namacilam tutaj troszke..ale zapewne wszystko to
              doskonale znasz... pozdrawiam i caluski przesylam
              • arietta Re: Czy to miłość?!!!!!! 10.06.02, 13:12
                Gość portalu: mloda napisał(a):

                > Droga Arietto!
                > Wiem, ze nie powinnam tego mowic, ale "ulzylo mi" czytajac Twe slowa...ze jest
                > tam gdzies Ktos, kto czuje to samo... Wiesz, nikomu nigdy nie zwierzalam sie z
                > moich rozterek...wiem, ze nawet bliscy nie potrfiliby tego zrozumiec... "Jak
                > to, przeciez On jest idealem, stawiajacym Cie na piedestale, uwielbiajacym
                > Cie.." - to zapewne bylyby ich slowa. A ja... chyba jednak mecze sie w tym
                > cudownym zwiazku i w podswiadomosci caly czas szukam..tego jedynego?? CZuje sie
                >
                > winna, ze sprawiaja mi radosc drobne flirty z innymi mezczyznami...to wlasnie
                > one przywoluja "motylki w zoladku"...a nie moj ukochany..I to o czym
                > wspomnialas..pozadanie, chec spedzenia calych namietnych nocy z mezczyzna,
                > rozkoszowanie sie miloscia... tego takze u mnie brak. Wiesz, generalnie jestem
                >
                > bardzo pogodna, szalona, zadowolona z zycia kobietka, ale czasami ogarnia mnie
                > taka przerazliwa pustka..wlasnie brak tego CZEGOS. Niejedna osoba zapewne
                > pomysli sobie: Boze! JAka ona jest glupia. Oczekuje motylkow, namietnosci i
                > tego typu bzdur. A ja naprawde glupio wierze w MILOSC (przez duze M) i
                > budzenie sie rankiem z usmiechem na ustach, bo...obok spi ukochany facet... CZy
                >
                > warto wiec trwac, czy moze warto jednak przyznac sie przed sama soba, ze to nie
                >
                > jest TO (przynajmniej dla tej jednej strony) i odejsc...A co jesli....
                > Chyba zbytnio sie rozpisalam i namacilam tutaj troszke..ale zapewne wszystko to
                >
                > doskonale znasz... pozdrawiam i caluski przesylam


                Znam..... Chyba naprawdę czujemy dokładnie to samo. Mam wrażenie, że Twoje
                wątpliwosci są poważne. Wiem, że najłatwiej jest dawać dobre rady, szczególnie,
                jeśli ma się podobny problem... Mimo wszystko - wydaje mi się, że jesteś zbyt
                uzależniona od swojego mężczyzny i zbyt dużą wagę przywiązujesz do opinii innych.
                Pamiętaj: najważniejsze jest to, co TY czujesz. To jest Twoje życie i nikt go za
                Ciebie nie przeżyje. I znów powracamy do punktu wyjścia: ŻYĆ W ZGODZIE Z SAMYM
                SOBĄ. Życie jest takie krótkie.... Czy warto zadowalać się namiastką? Po co? Żeby
                zmniejszać sobie szansze znalezienia prawdziwego uczucia? Żeby czuć
                sie "bezpiecznie"? W życiu chyba właśnie chodzi o te "motyle w brzuchu"
                chociaż... może coś innego potrafi zrekompensować ich brak? Może przychodzą z
                czasem? Czy mieszkacie razem? Czy zawsze tak się czułaś przez te 6 lat? I jeszcze
                jedno pytanie. Odpowiedz szczerze: dlaczego z nim jesteś?

                Ja ciągle próbuję się odnaleźć. Mam teraz parę innych problemów, więc w sprawie
                mojej niepewności - zdaję się na czas. Nie mam wyjścia. A może tak jest
                najłatwiej powiedzieć?...
                Pozdrawiam gorąco -
                Arietta
    • paw_dady is it love? 04.06.02, 22:44
      slowem madness ...
      • arietta Re: is it love???? 05.06.02, 09:56
        paw_dady napisał(a):

        > slowem madness ...

        Wolałabym powiedzieć: I AM M A D L Y IN LOVE...
        Pzdr.

    • Gość: jarek Re: Czy to miłość? IP: *.horizon.net.pl 10.06.02, 14:35
      arietta napisał(a):

      > jakoś tak bez płomienia, BEZ PŁOMIENIA!!!! Nawet boję
      się Was zapytać o radę,
      > bo się jej domyślam...
      > Chciałabym być szczęśliwa i żyć w zgodzie z samą sobą.
      Czego mi brakuje? Odwagi
      >
      > do odwagi?!!!

      To nierownosc pod sufitem,

      jarek

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka