Dodaj do ulubionych

on ma żonę !!!

IP: *.swietochlowice.sdi.tpnet.pl 04.09.01, 13:55
ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!
Obserwuj wątek
    • Gość: XXL Re: on ma żonę !!! IP: *.echostar.pl 04.09.01, 14:03
      Gość portalu: kamila napisał(a):

      > ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!

      Przepraszam, a on tego problemu nie dostrzega ???

      • Gość: Melba Re: on ma żonę !!! IP: *.man.polbox.pl 04.09.01, 14:27
        Problem to ma żona i to podwójny - mąż dupek i kolejna na tym globie panna
        świnia.
        • Gość: Gucio Re: on ma żonę !!! do melby IP: 194.181.183.* 04.09.01, 15:02
          Gość portalu: Melba napisał(a):

          > Problem to ma żona i to podwójny - mąż dupek i kolejna na tym globie panna
          > świnia.

          no prosze. mialo byc blyskotliwie, a wyszla kolejna agresywna pustka, ktora moze -
          ale nie musi - pochodzic od kobiety po przejsciach lub tej, ktora sie
          najwyrazniej takich przejsc paranoicznie obawia. z naciskiem na "paranoicznie".

          przeczytalas jedno zdanie i juz wiesz wszystko. 1) maz to dupek, poniewaz tylko
          maz-dupek moze sie zaplatac w romans, a 2) ona to swinia poniewaz tylko swinia
          moze sie zaplatac w romans z mezem-dupkiem. powiedz mi tylko prosze, skad wiesz,
          ze 3) zona ma problem? i 4) ze ona-kochanka jest panna?

          • Gość: katrix Re: on ma żonę !!! do Gucia IP: 195.187.35.* 04.09.01, 15:21
            A jak nazywa się mąz, który ma romans? Dupek to łagodne określenie.
            • Gość: Gucio Re: on ma żonę !!! do katrix IP: 194.181.183.* 04.09.01, 15:56
              Gość portalu: katrix napisał(a):

              > A jak nazywa się mąz, który ma romans? Dupek to łagodne określenie.

              on moze sie nazywac kowalski, a moze sie tez nazwywac tak jak twoj maz. jesli
              wiec twoj maz ma romas a ty sie o tym dowiesz to - jak rozumiem - bedzie on dla
              ciebie dupkiem. jesli jednak nie bedziesz o tym wiedziala, to twoj maz nie bedzie
              dla ciebiue dupkiem. a wiec takie pochopne szufladkowanie innych prowadzi do
              prostego wniosku, ze twoj maz nigdy ci o romansie powiedziec nie powinien,
              poniewaz zostanie dla ciebie dupkiem na wieki. tego bys wlasnie chciala?
              pzdr

              • Gość: Katrix Re: on ma żonę !!! do Gucia IP: 195.187.35.* 05.09.01, 09:21

                Nie jestem mężatką. Ale jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż, to mam nadzieję ze za
                faceta który będzie miał jakieś poczucie uczciwości. Wg mnie jeśli w małżeństwie
                wszystko jest OK, to nie ma mowy o zdradzie, jesli nie, a romans jednej ze stron
                jest tego oznaką -to może lepiej pomyśleć o rozstaniu i nie ranic sie
                niepotrzebnie.
                A co według Ciebie myśli zona o mężu, gdy ten jej mówi ze ma romans? Napewno nie
                wpada w zachwyt...
                A ogólnie biorąc facet który zdradza własną żonę jest dupkiem, nie zależnie od
                tego czy jego żona wie o tym czy nie.
                Pozdrawiam,
          • suzume Re: on ma żonę !!! do melby 04.09.01, 16:28
            Gość portalu: Gucio napisał(a):

            > przeczytalas jedno zdanie i juz wiesz wszystko. 1) maz to dupek, poniewaz tylko
            > maz-dupek moze sie zaplatac w romans, a 2) ona to swinia poniewaz tylko swinia
            > moze sie zaplatac w romans z mezem-dupkiem

            widzisz, Guciu, jak chcesz to myślisz logicznie :)
            pzdr
          • Gość: Melba Re: on ma żonę !!! do melby IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 11:49
            Dziękuję Guciu, że mnie oświeciłeś. Już wiem, że mam paranoję. Dotychczas
            myślałam, że to się nazywa kręgosłup moralny.
      • Gość: R Re: on ma żonę !!! IP: 213.25.97.* 06.09.01, 16:57
        Gość portalu: XXL napisał(a):

        > Gość portalu: kamila napisał(a):
        >
        > > ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!
        >
        > Przepraszam, a on tego problemu nie dostrzega ???
        >
        >>Hm, no wlasnie moze koledze tak wygodnie (zona w domu, ty w drugim, itd...)
        >>R.

        • Gość: Monika Re: on ma żonę !!! IP: 212.244.180.* 20.09.01, 13:24
          To wszystko nie tak jak sobie myślisz.Ja zawsze slysze od niego ze to zona jest
          jego problemem nie moim.
    • Gość: Michael Re: on ma żonę !!! IP: 157.25.121.* 04.09.01, 15:12
      Prawda jest taka. Zakochać się ludzka rzecz, ale... Jeśli się zakochał to na
      drugi dzień powinien iść do żony i jej to powiedzieć w twarz. Inaczej jest
      dupkiem, że to ukrywa. I to morał na dzisiaj; mów prawdę i to szybko.
      • Gość: katrix Re: on ma żonę !!! IP: 195.187.35.* 04.09.01, 15:27
        Gość portalu: Michael napisał(a):

        > Prawda jest taka. Zakochać się ludzka rzecz, ale... Jeśli się zakochał to na
        > drugi dzień powinien iść do żony i jej to powiedzieć w twarz. Inaczej jest
        > dupkiem, że to ukrywa. I to morał na dzisiaj; mów prawdę i to szybko.

        Zgadzam się z Michaelem. Jeśli mu zależy ma małżeństwie, nie powinien wplątywać
        się w romanse. Z tego co widać, to mu nie zależy.....

      • Gość: Cynio Re: on ma żonę !!! IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 05.09.01, 08:48
        Gość portalu: Michael napisał(a):

        > Prawda jest taka. Zakochać się ludzka rzecz, ale... Jeśli się zakochał to na
        > drugi dzień powinien iść do żony i jej to powiedzieć w twarz. Inaczej jest
        > dupkiem, że to ukrywa. I to morał na dzisiaj; mów prawdę i to szybko.

        no Ty to jesteś koleś mądry, głupota trysneła z twojej pałki wieksza niż z melby,
        wspólczuję miec takie partnera w życiu....

      • Gość: Pixe Re: on ma żonę !!! IP: 212.244.180.* 20.09.01, 13:31
        Nie jestem pewna Michael czy masz rację z tą prawdą. W miłości nie ma miejsce
        na nią, po prostu nie kłamać i nie mówić tego czego nie wolno. Sama wiem coś o
        tym bo od trzech lat jestem w podwójnym związku. On ma rodzinę ja też, ja
        kocham swojego meza, on podobno ma dosyc zwiazku z zoną ale dzieci (2) wszystko
        trzymają i tak zostanie. Razem jest nam cudownie i niech tak bedzie nie wiem
        jeszcze ile????
    • Gość: katrix Re: on ma żonę !!! IP: 195.187.35.* 04.09.01, 15:18
      A może to ty jesteś problemem w ich związku?
      Z pozycji żony na to wygląda.
    • myszkin Milosc czy zabawa 04.09.01, 16:15
      Ja dorzuce jeszcze jeden przyklad:
      Kiedys spotkalem dziewczyne ( 22 lat ), ktora opowiadala mi jak romansowala z
      13 lat starszym od siebie, zonatym mezczyzna. Trudno powiedziec zeby ta
      dziewczyna byla specjalnie zepsuta, ale jednak nie widziala nic zlego w tym
      romansie ( magicznym wedlug jej slow )i twierdzila, ze ona nic zlego nie
      robila, to tamten facet tylko zdradzal zone i że to sprawa pomiedzy
      malzonkami...Skad sie biora takie dziewczeta..???
      • suzume Re: Milosc czy zabawa 04.09.01, 16:32
        myszkin napisał(a):

        > Ja dorzuce jeszcze jeden przyklad:
        > Kiedys spotkalem dziewczyne ( 22 lat ), ktora opowiadala mi jak romansowala z
        > 13 lat starszym od siebie, zonatym mezczyzna. Trudno powiedziec zeby ta
        > dziewczyna byla specjalnie zepsuta, ale jednak nie widziala nic zlego w tym
        > romansie ( magicznym wedlug jej slow )i twierdzila, ze ona nic zlego nie
        > robila, to tamten facet tylko zdradzal zone i że to sprawa pomiedzy
        > malzonkami...Skad sie biora takie dziewczeta..???

        dorzucić by tu można jeszcze średniowieczną definicję cudzołóstwa: cudzołożyła
        tylko ta osoba, która sypiała z czyimś mężem / czyjąś żoną. a jeśli żonaty
        mężczyzna sypiał z panną, to był grzech dużo mniejszego kalibru :)
        • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa IP: 194.181.183.* 04.09.01, 16:36
          suzume napisał(a):
          > dorzucić by tu można jeszcze średniowieczną definicję cudzołóstwa: cudzołożyła
          > tylko ta osoba, która sypiała z czyimś mężem / czyjąś żoną. a jeśli żonaty
          > mężczyzna sypiał z panną, to był grzech dużo mniejszego kalibru :)

          witaj najdrozsza. moze z uwagi na powyzsze zrewidujesz swoja zaprezentowana
          powyzej stanowczosc osadu "swini", ktora sypia z "dupkiem". moze wiec, to on jest
          swinia a ona tylko dupkiem?

          caluski as always
          • suzume Re: Milosc czy zabawa 04.09.01, 16:41
            Gość portalu: Gucio napisał(a):

            > witaj najdrozsza. moze z uwagi na powyzsze zrewidujesz swoja zaprezentowana
            > powyzej stanowczosc osadu "swini", ktora sypia z "dupkiem". moze wiec, to on je
            > st
            > swinia a ona tylko dupkiem?
            >
            > caluski as always

            świniw z dupkiem nie były moim pomysłem, ale nazwałabym tak czy to męża czy to
            żonę i ch kochanków :) poza tym zauważ, że średniowiecze skończyło się, lekko
            licząc, 500 lat temu

            pozdrowionka
            • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa IP: 194.181.183.* 04.09.01, 16:47
              suzume napisał(a):
              > świniw z dupkiem nie były moim pomysłem, ale nazwałabym tak czy to męża czy to
              > żonę i ch kochanków :) poza tym zauważ, że średniowiecze skończyło się, lekko
              > licząc, 500 lat temu
              >
              > pozdrowionka

              az chcialo by sie rzec - no wlasnie. sredniowiecze skonczylo sie jakies 500 lat
              temu...
      • Gość: kirke Re: Milosc czy zabawa IP: 217.96.114.* 04.09.01, 16:35
        myszkin napisał(a):

        > Ja dorzuce jeszcze jeden przyklad:
        > Kiedys spotkalem dziewczyne ( 22 lat ), ktora opowiadala mi jak romansowala z
        > 13 lat starszym od siebie, zonatym mezczyzna. Trudno powiedziec zeby ta
        > dziewczyna byla specjalnie zepsuta, ale jednak nie widziala nic zlego w tym
        > romansie ( magicznym wedlug jej slow )i twierdzila, ze ona nic zlego nie
        > robila, to tamten facet tylko zdradzal zone i że to sprawa pomiedzy
        > malzonkami...Skad sie biora takie dziewczeta..???

        Skad sie biora? Nie mam pojecia!
        Na pewno nie postawila sie w roli takiej zony, bo gdyby tak zrobila, pewnie nie
        potraktowalaby "tego" tak lekko - przynajmniej taka mam nadzieje.

        • Gość: Milka Re: Milosc czy zabawa IP: 195.216.97.* 04.09.01, 17:22
          Oczywiście, że facet "oblatujący" panienki , który "ma problem w postaci
          hmm..ZONY" - jest dupkiem
          Jeżeli mój mąż bedzie robił takie numery to okaze sie dupkim, bedac dupkiem do
          tej ukrytym i dupkiem pozostanac na wieki wieków .Amen.pzdr

          Acha, i jescze słowo do dziewczyny, która zaczeła ten wątek>> jeżeli sądzisz,
          ze ten kolo CIE KOCHA to jestes w POTWORNYM BŁEDZIE dziewczyno. Nie chce mi sie
          pisac teraz na temat miłosci, ale jedno Ci powiem. Elementarnym składnikiem
          tego uczucia jest szacunek do drugiego człowieka. czujesz sie szanowana, gdy z
          Twojego łózka lezie do łózka zony? A moze z nią nie sypia?Sa w separacji?Nie
          stac go na rozwód?ITP PIERDOŁY? Juz nawet nie wspominam o tym ile szacunku
          okazuje kobiecie, której kiedys tez móił top co tobie teraz-że kocha... Pomysl
          sobie o tym na dobranoc
          pzdr
          Emi

          Emi
          • Gość: Xena Re: Milosc czy zabawa IP: *.acn.waw.pl 04.09.01, 18:13
            Jezu, jacy wszyscy są tu święci! I moralni aż do bólu! Mąż od razu jest
            dupkiem, bo zakochał się w innej kobiecie, dziewczyna świnią, bo uwikłała się w
            zakazany romans. Nie znacie szczegółów i na podstawie jednego zdania Kamili
            wygłaszacie kategoryczne i bezkompromisowe sądy. Sama przeżyłam podobną
            historię (wprawdzie nie z żonatym mężczyzną, ale z chłopakiem mojej koleżanki -
            moim jedynym "obiektywnym" usprawiedliwieniem czy pseudousprawiedliwieniem jest
            to, że zakochałam się w nim ZANIM związał się z tą dziewczyną). Nie będę
            kłamać: nie zamieniłabym tych miesięcy na żadne inne, nigdy nie czułam się tak
            szczęśliwa, jak wówczas, prawie fruwałam i zupełnie nie przeszkadzało mi, że
            mijałam się z jego dziewczyną codziennie w korytarzu uczelni wymieniając
            grzecznościowe "cześć". Wiedziałam, że robię coś paskudnego, tak wiedziałam,
            ale moje zakochanie było silniejsze od tej wiedzy i - co tu dużo mówić -
            poddanie się mu było łatwiejsze niż walka z nim. Nie liczyłam na nic więcej
            poza romansem i przyznaję: w pewnym sensie odetchnęłam z ulgą, kiedy wszystko
            między nami się skończyło i okazało się, że to była tylko taka burza w szklance
            mleka, poczułam się wtedy psychicznie lepiej. Ale gdyby nie ten romans, byłabym
            pewnie do końca życia przekonana, że inna "zabrała" mi mężczyznę mojego życia.
            Tak przynajmniej czegoś się nauczyłam.
            • emi123 Re: Milosc czy zabawa 04.09.01, 18:43
              Czy możesz wyjaśnić, czego się nauczyłaś?
              Pozdrawiam, emi.
              • Gość: Xena Re: Milosc czy zabawa IP: *.acn.waw.pl 04.09.01, 20:22
                Wyjaśniłam to w zdaniu bezpośrednio poprzedzającym stwierdzenie: "czegoś
                przynajmniej się nauczyłam" (lepsze byłoby określenie: "coś zrozumiałam").
                Domyślam się, że Twoje pytanie było formą zaczepki i wyrazem politowania, a nie
                zainteresowania, dlatego - pozwolisz - nie będę rozwijać tego tematu.
                Pozdrawiam również. Xena
                • emi123 Re: Milosc czy zabawa, do Xeny 04.09.01, 21:38
                  Daleka jestem od oceniania ludzi, ale mogę rozmawiać o problemach. Nie
                  przypisuj mi uczuć, których we mnie nie ma. Forum bywa jak rozmowa, jeśli moje
                  pytanie zostało zadane zbyt obcesowo, wybacz. Nadal nie rozumiem, czego się
                  nauczyłaś lub co zrozumiałaś. Uzyskałaś pewność, że nie jesteś z kimś, ale nie
                  dlatego, że inna Ci go odebrała. Ja tego naprawde nie rozumiem. Ale nie muszę,
                  choć chciałabym.
                  Pozdrawiam,
                  emi.
                  • Gość: Xena Re: Milosc czy zabawa, do Xeny IP: *.acn.waw.pl 05.09.01, 12:55
                    Przepraszam, emi, jeśli zareagowałam zbyt ostro i źle odczytałam intencje
                    Twojego pytania. Być może wynika to z tego, że w gruncie rzeczy sama uważam
                    całą historię za, delikatnie mówiąc, nieelegancką (choć, jak wspomniałam, nie
                    żałuję tego romansu) - więc może po prostu doszukałam się należnego i
                    spodziewanego potępienia w twoim głosie? To, co wyniosłam z tej historii, to
                    nie jest wiedza sensu stricto, to raczej rodzaj wewnętrznego uspokojenia. Byłam
                    w tym chłopaku bardzo długo zakochana, coś między nami - przynajmniej w moim
                    odczuciu - iskrzyło; to "iskrzenie" ciągnęło się i ciągnęło, nabierało czasem
                    konkretniejszych kształtów, a tu nagle: bach! Związał się, zupełnie
                    niespodziewanie dla mnie, z koleżanką z wydziału. Tak, wiem, historia jakich
                    wiele, każdej dziewczynie pewnie zdarza się w życiu nieszczęśliwie zakochać - i
                    jakoś żyje dalej. Czas leczy rany itd. Ja też myslałam, że mi przejdzie,
                    spotkam innego, jeszcze się szczęśliwie zakocham. A tu nic. Codziennie
                    widywałam ich razem, wyobrażałam sobie, jak ją dotyka, pieści, jego ciało przy
                    jej ciele, codziennie ten sam ból, po jakimś czasie przynajmniej przestałam
                    płakać w poduszkę, ale rozpacz pozostała. Imprezy, alkohol, przyklejony uśmiech
                    do twarzy, dusza towrzystwa, nauka, kolejne piątki w indeksie - żeby tylko nie
                    myśleć. Tak, brzmi to śmiesznie melodramatycznie, ale właśnie tak było: dwa
                    lata cierpienia - może głupiego, może infantylnego, skrojonego na pensjonarska
                    miarę, ale jednak cierpienia. Więc kiedy "spadł" na mnie ten romans, kiedy
                    okazało się, że on też o mnie myśli, że ja też jestem w jego wspomnieniach, że
                    mnie pragnie - nie zastanawiałam się ani chwilę, czy to moralne czy nie -
                    sięgnęłam po to, co miało i - jak sądziłam - powinno być moje. To był NAPRAWDE
                    cudowny okres w moim życiu, jak błogosławieństwo. MIAŁAM go, może na pół
                    gwizdka, ale miałam, byłam z nim - i dopiero wtedy mi przeszło. Nie wiem, czy
                    dlatego, że go lepiej poznałam, czy z jakichś mniej uchwytnych powodów - ale
                    wyleczyłam się. Odkochałam się. Nie chodzi o to, że się do niego zraziłam czy
                    stwierdziłam, że jest gówniarzem niewartym mojego zachodu - nadal go bardzo
                    lubię, utrzymujemy bezkonfliktowe i ciepłe kontakty. To raczej tak, jakbym się
                    uwolniła od jakichś majaków, oczyściła - nie umiem tego ładnie ująć w słowa.
                    Ale ten romans był mi potrzebny, tak czysto egoistycznie. Wyleczył to, czego
                    nie wyleczył przysłowiowy czas. Nie wiem, emi, czy to, co napisałam, Cię
                    satysfakcjonuje i jest odpowiedzią na Twoje pytanie, ale naprawde nie wiem, jak
                    to przejrzyściej napisać. Wiem również, że to mnie obiektywnie nie tłumaczy i
                    nie rozgrzesza, ale dzięki temu (CHYBA dzięki temu) doszłam do ładu ze sobą.
                    Nie wiem, oczywiście, co byłoby dziś bez tej historii, może to jakoś by we mnie
                    samoistnie umarło, może to było niepotrzebne, ale tego się już nie dowiem.
                    Cieszę sie z tego, co było.
                    Pozdrawiam, Xena.
                • myszkin Do Xeny 04.09.01, 23:07
                  Dlaczego uwazasz, ze Cie ktos zaczepia? Kazdy ma prawo do swoich pogladow i
                  swojego punktu widzenia, a to forum sluzy wymianie pogladow, i po to zeby
                  lepiej zrozumiec innych i zrozumiec pewne ciekawe zjawiska. Uf !, ale sie
                  wywnetrznilem. Poza tym jestes anonimowa, wiec co Ci grozi? To co napisalas
                  jest bardzo ciekawe, ale jeszcze ciekawsze to czego nie napisalas, a
                  mianowicie, co zrozumialas/wynioslas z tej historii, czy fakt ze byla
                  to "zakazana milosc" powodowala ze byl to taki cudowny czas ? Dlaczego nie
                  odbilaś chlopaka kolezance skoro bylo wam tak dobrze ? ( na wojnie i w milosci
                  wszytkie chwyty dozwolone . No i moja ciekawska natura czy bylabys gotowa
                  powtorzyc taka historie... ?
                  • Gość: Milka Re: Do Xeny IP: 195.216.97.* 05.09.01, 08:44
                    Byłam w podobnej sytacji co Xena.Podobnej lecz nie takiej samej. Związałam sie
                    emocjonalnie z chłopakiem.Znałam jego dziewczynę. Nie wiem jak to sie stało, ze
                    wyszedł nam z tego namietny i ekscytujący romans.Ale ja nie pozwoliłam sobie na
                    to , zeby odemnie wracał do niej . I na odwrót. Rozstał się z nią. Choc
                    mówilismy o miłości i świetnie sie rozumielismy to wiedziałm, że zmuszając go
                    do zostawienia dziewczyny z którą był związany kilka lat - poddaje go próbie z
                    którą może sobie nie dac rady. No i nie dał sobie rady-rodzina i poczucie..czy
                    ja wiem czego? Może przyzwoitości?Moze miłości..W kazdym radzie wrócił do niej.
                    Ja tez nie żałuje tych kilku miesięcy.To byłnajbarwniejszy okres w moim zyciu.
                    Niemniej jednak mam ciągłą i niustającą pretensje do siebie, cos na kształ
                    wyrzutów sumienia, że byłam nielojalna wobec swojej koleżanki, ze przysporzyłam
                    jej tyle okropnych przezyc. I pomimo wiaderka fajnych wspomnien zwiazanych z
                    tym chłopakiem uważam , ze był dupkiem do potegi entej. Poprostu nie cenie
                    ludzi podszytych moralnym tchórzem..
                    pozsdr
                    Mili
                  • Gość: Xena Do myszkina IP: *.acn.waw.pl 05.09.01, 14:03
                    Na jedno z Twoich pytań odpowiedziałam w poście do emi, więc jeśli nadal Cię to
                    interesuje, to zajrzyj tam. Co do pozostałych:
                    (1) czy kręciło mnie to, że była to zakazana miłość? Hmm, nie do końca, ale
                    przyznaję, że czułam coś w rodzaju prymitywnej satysfakcji, że to nie ja jestem
                    zdradzana, dawało mi to - głupie i niesmaczne - poczucie przewagi i wyższości
                    nad tamtą dziewczyną. W końcu wiedziałam o JEDNĄ rzecz więcej o jej chłopaku,
                    zabierałam jej część jego - jego ciała, jego czasu, jego zaangażowania. Byłam
                    nieraz świadkiem, jak ją okłamywał, by spędzić wieczór ze mną - ja to
                    wiedziałam, ona nie. Wtedy mniej ją nienawidziłam za to, że jest z nim (wiem,
                    oczywiście: to nie jej "wina", że wybrał ją - ale to właśnie jej nie znosiłam
                    za to). We trójkę studiowaliśmy na tym samym wydziale: wspólne imprezy, wspólne
                    wypady do pubu na piwo itd. Nieraz przyłapywałam go na tym, jak mi się zbyt
                    obcesowo, zbyt, hmm, intymnie?, przygląda; gdy się witaliśmy, jego ręka zawsze
                    odrobinę za długo dotykała mojego ramienia i karku, zbyt opieszale, zbyt
                    niechętnie ją zabierał - było zresztą tysiące takich codziennych drobiazgów,
                    takich dreszczyków, które mnie szczeniacko kręciły. Wiem, że obrzydliwe jest
                    to, co piszę - ale wtedy naprawdę zupełnie mnie to nie interesowało.

                    (2) nie chcę drugi raz doświadczyć czegoś takiego, jedna taka historia mi
                    wystarczy i mam nadzieję, że już nigdy nie znajdę się w podobnej sytuacji. Ale
                    jeśli twoje pytanie dotyczy tego, czy gdybym mogła cofnąć czas, to jeszcze raz
                    zdecydowałabym się na romans z tym chłopakiem, uczciwie odpowiadam: tak. Chyba
                    tak.
            • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa - do Xeny IP: 194.181.183.* 05.09.01, 10:31
              Gość portalu: Xena napisał(a):

              > Jezu, jacy wszyscy są tu święci! I moralni aż do bólu! Mąż od razu jest
              > dupkiem, bo zakochał się w innej kobiecie, dziewczyna świnią, bo uwikłała się w
              >
              > zakazany romans. Nie znacie szczegółów i na podstawie jednego zdania Kamili
              > wygłaszacie kategoryczne i bezkompromisowe sądy.

              droga xeno,

              dzieki ci za twoj przepelniony humanizmem post. podpisuje sie pod kazdym zdaniem.
              mnie tez oburzaja podobne fundamentalistyczne moralnie posty niektorych
              forumowiczek(ow), dla ktorych tylko sam fakt ujawnienia istnienia "grzesznego"
              romansu jest juz wystarczajacy do publicznego linczu. czasem zastanawiam sie
              dlaczego nie przeniosa sie na radiomaryjadotkom. wlasciwie to wspolczuje tego
              typu osobom. prawdopodobnie nigdy sie w nikim narkotycznie nie zadurzyly, pewnie
              nie wiedza jakie to uczucie kiedy ekscytacje druga osoba czuc w kazdej komorce
              nerwowej. i - niestety - czasem sie zdarza, ze ta druga osoba ma kogos a my
              jestesmy bezsilni i toniemy dla chwili nejwiekszej szczesliwosci, ktore moze ale
              nie musi przerodzic sie w wiecznosc. ale niestety niektorym trudno to zrozumiec,
              poniewaz oni zakochuja sie po uprzednim przejrzeniu dowodu osobistego.

              pzdr goraco
              gucio
              • Gość: katrix Re: Milosc czy zabawa - do Gucia IP: 195.187.35.* 05.09.01, 11:22


                >
                > droga xeno,
                >
                > dzieki ci za twoj przepelniony humanizmem post. podpisuje sie pod kazdym zdanie
                > m.
                > mnie tez oburzaja podobne fundamentalistyczne moralnie posty niektorych
                > forumowiczek(ow), dla ktorych tylko sam fakt ujawnienia istnienia "grzesznego"
                > romansu jest juz wystarczajacy do publicznego linczu. czasem zastanawiam sie
                > dlaczego nie przeniosa sie na radiomaryjadotkom. wlasciwie to wspolczuje tego
                > typu osobom. prawdopodobnie nigdy sie w nikim narkotycznie nie zadurzyly, pewni
                > e
                > nie wiedza jakie to uczucie kiedy ekscytacje druga osoba czuc w kazdej komorce
                > nerwowej. i - niestety - czasem sie zdarza, ze ta druga osoba ma kogos a my
                > jestesmy bezsilni i toniemy dla chwili nejwiekszej szczesliwosci, ktore moze al
                > e
                > nie musi przerodzic sie w wiecznosc. ale niestety niektorym trudno to zrozumiec
                > ,
                > poniewaz oni zakochuja sie po uprzednim przejrzeniu dowodu osobistego.
                >
                > pzdr goraco
                > gucio


                OK Guciu, w życiu nie ma schematów, każda sytuacja jest inna, tak inna jak różni
                są ludzie. I nie można tak po prostu powiedzieć, że czyjaś zdrada jest
                usprawiedliwiona, bo ten ktoś jest "narkotycznie zadurzony", a nie ma "skok w
                bok".
                K.
                • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa - do Gucia IP: 194.181.183.* 05.09.01, 11:44
                  Gość portalu: katrix napisał(a):
                  >
                  > OK Guciu, w życiu nie ma schematów, każda sytuacja jest inna, tak inna jak róż
                  > ni
                  > są ludzie. I nie można tak po prostu powiedzieć, że czyjaś zdrada jest
                  > usprawiedliwiona, bo ten ktoś jest "narkotycznie zadurzony", a nie ma "skok w
                  > bok".
                  > K.

                  zgadzam sie z toba katrix, ale badzmy konsekwentni. nie mozna tez powiedziec, ze
                  czyjas zdrada jest nieusprawiedliwiona, a juz na pewno nie mozna tak stwierdzic
                  bez ogladu tzw. szerszego planu. i przeciwko temu wlasnie tu protestuje bez
                  nadziej, ze spowoduje to jakas refleksje tych, ktorzy zawsze wiedza lepiej.

                  pzdr
                  gucio
                  • Gość: katrix Re: Milosc czy zabawa - do Gucia IP: 195.187.35.* 05.09.01, 12:36
                    Cieszę się Guciu, że doszliśmy do porozumienia. ;-))))
                    Pozdrawiam,
              • Gość: Tot Re: Milosc czy zabawa - do Gucia - a''propos Radia Maryja IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 11:22
                Drogi Guciu. Jestem przekonana, czytając twoje posty, że kiedyś w przyszłości
                to ty będziesz fanatycznym wyznawcą radiomaryjnych poglądów. Uważasz, że teraz
                wszystko ci wolno, można żyć ile wlezie, ranić innych, bo tak ci jest wygodnie.
                Kiedyś uznasz, że przyszedł czas na oszukanie Boga i widzę już ciebie w gronie
                koleżanek w rodzaju Claudel na pielgrzymkach do Radia Maryja. Zarzucasz innym
                brak tolerancji, moralizatorstwo, ale to ty jesteś fanatykiem do n-tej potęgi.
                • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa - do Gucia - a''''propos Radia Maryja IP: 194.181.183.* 05.09.01, 11:31
                  Gość portalu: Tot napisał(a):

                  > Drogi Guciu. Jestem przekonana, czytając twoje posty, że kiedyś w przyszłości
                  > to ty będziesz fanatycznym wyznawcą radiomaryjnych poglądów. Uważasz, że teraz
                  > wszystko ci wolno, można żyć ile wlezie, ranić innych, bo tak ci jest wygodnie.

                  nie. nie uwazam, ze wszystko mi wolno i moge ranic innych ile wlezie, jak sie
                  raczylas wyrazic. wiem tylko, ze swiat nie jest czarnobialy i nalezy sie dwa razy
                  zastanowic zanim sie kogos obrzuci epitetami. no ale ty jestes z torunia.

                  > Kiedyś uznasz, że przyszedł czas na oszukanie Boga i widzę już ciebie w gronie
                  > koleżanek w rodzaju Claudel na pielgrzymkach do Radia Maryja. Zarzucasz innym
                  > brak tolerancji, moralizatorstwo, ale to ty jesteś fanatykiem do n-tej potęgi.

                  masz racje. jestem fanatykiem tolerancji i wyrozumialosci. jako, ze sa to
                  fundamentalne kategorie chrzescijanskie to moze wyspowiadasz mnie na najblizszej
                  pielgrzymce? obiecuje, ze beddzie goraco.
                  • Gość: Tot Re: Milosc czy zabawa - do Gucia - a''''''''propos Radia Maryja IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 11:47
                    Nie można być fanatykiem i mówić o tolerancji. Rozumiem, że do tej pory tobie
                    tylko wolno było obrzucać innych epitetami i wmawiać różne bzdury. Gratuluję
                    jeszcze raz tolerancji i łagodności charakteru.
                • Gość: claudel za Gucia, skoro pojawiłam się w tym poście IP: *.*.*.* 05.09.01, 12:00


                  > Drogi Guciu. Jestem przekonana, czytając twoje posty,
                  że kiedyś w przyszłości
                  > to ty będziesz fanatycznym wyznawcą radiomaryjnych
                  poglądów. Uważasz, że teraz
                  > wszystko ci wolno, można żyć ile wlezie, ranić innych,
                  bo tak ci jest wygodnie.

                  Taaa, a ja uważam, ze nawet nie można żyć, a trzeba żyć,
                  ile wlezie, bo drugiej szansy nie dostanę, w żadne
                  drugie życia nie wierzę. Staram się nie ranić nikogo,
                  ale bez tego czasami się nie da, ograniczam ilość
                  cierpienia, które stwarzam, do minimum i w ciągu
                  osttanich lat nie byłam powodem żadnych poważnych ran -
                  przynjamniej nic mi o tym nie wiadomo. Sama więcej ran
                  otrzymałam w życiu niż rozdałam, tego jestem pewna (
                  byłam po drugiej stronie, czyli tą zdradzaną, kilka
                  razy).

                  > Kiedyś uznasz, że przyszedł czas na oszukanie Boga i
                  widzę już ciebie w gronie
                  > koleżanek w rodzaju Claudel na pielgrzymkach do Radia
                  Maryja. Zarzucasz innym
                  > brak tolerancji, moralizatorstwo, ale to ty jesteś
                  fanatykiem do n-tej potęgi.

                  Jestem już za stara na nawrócenia, jestem od lat
                  ateistką, i to jest rzecz, która się w moim życiu nie
                  zmieni. Nikogo szukać nie będę, bo nie potrzebuję. Dla
                  mnei religia to zniewolenie. Sama sobie za drogowskaz
                  moralny wystarczam, nie potrzebuję odgórnych dekretów.
                  Gdyby wszyscy na świecie popełniali tylko takie grzechy
                  jak ja....
                  • Gość: Tot Re: Do Claudel IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 12:10
                    Nie zamierzam nikogo tu nawracać. Ani mi to w głowie. To wszystko.
              • Gość: motek Re: Milosc czy zabawa - do Xeny IP: *.BrockU.CA 05.09.01, 16:38
                Guciu, dlaczego posty ''przepelnione humanizmem'' to wlasnie te, ktore wyrazaja
                poglady z grubsza Twoje? Czyzbys tez byl czyms przepelniony?

                Pozdrawiam,

                -m-
                • Gość: Gucio Re: Milosc czy zabawa - do mlotka IP: 194.181.183.* 05.09.01, 16:43
                  Gość portalu: motek napisał(a):

                  > Guciu, dlaczego posty ''''przepelnione humanizmem'''' to wlasnie te, ktore wyrazaja
                  >
                  > poglady z grubsza Twoje? Czyzbys tez byl czyms przepelniony?
                  >
                  > Pozdrawiam,
                  >

                  znasz jakies inne przyklady uzycia przeze mnie takiego sformulowania czy tez
                  jestes jednym z tych, ktorzy szufladkuja juz po przeczytaniu jednego postu?

                  • Gość: motek Guciu, nie jestem ''mlotek'' IP: *.BrockU.CA 05.09.01, 16:55
                    Nie jestem na forum GW od wczoraj, po prostu mniej wokalny niz
                    inni ''oldtimers''. Czytuje Twoje posty od czasu do czasu, ale nie mam o Tobie
                    zadnej konkretnej opinii. Po prostu pozwolilem sobie na drobna zlosliwosc, bo
                    tak ladnie mi sie wystawiles.

                    Aha, moj nick to ''motek'', nie ''mlotek''.

                    Pozdrawiam,

                    -m-
              • Gość: Xena do Gucia IP: *.acn.waw.pl 05.09.01, 21:27
                Przyznam, że początkowo wydawało mi się, że twój post jest przesiąknięty
                sarkazmem pod moim adresem (chyba juz jestem przeczulona...), ale z treści
                późniejszej dyskusji wywnioskowałam, że to jednak głos wsparcia. Dziękuję zatem
                i pozdrawiam. Xena
            • Gość: claudel BRAWO XENA IP: *.*.*.* 05.09.01, 11:17
              Brawo dziewczyno za odwagę przyznania się do
              "cudzołóstwa" na tym forum! Dokładnie tak - żyć
              trzeba dla siebie, i nie przejmować się opinią
              publiczną - nie po to mamy jedno życie, by rezygnować
              z uniesień czy nawet przyjemności, dlatego, żeby inni
              mogli spokojnie spać. Niech oni sami martwią się o
              swój własny sen.
              I niech nikt nam nie dyktuje treści naszych wyrzutów
              sumienia.
              • Gość: Xena do claudel IP: *.acn.waw.pl 05.09.01, 21:21
                Dziękuję, claudel. Jesteś chyba pierwszą osobą (i nie mówię tylko o
                forumowiczach), która nie uznała za konieczne i zbawienne, by pedagogicznie się
                nade mną powytrząsać czy też w mniej lub bardziej delikatnej formie dać mi do
                zrozumienia, że mój postępek był uwłaczający - jeśli nie dla zdradzanej
                dziewczyny, to przynajmniej dla mnie, bo dowodził mojego braku godności i
                szacunku do samej siebie. I przyznaję, że bardziej czułam, iż POWINNAM mieć
                wyrzuty sumienia i kaca moralnego, niż rzeczywiście je miałam. Przeczytałam
                wszystkie Twoje posty w tym dziale i wprawdzie nie jestem aż tak
                bezkompromisowa i "pod prąd" w swoich poglądach, co Ty, ale gratuluję Ci
                konsekwencji, wytrwałości i odwagi w bronieniu swojego stanowiska. Pozdrawiam.
                Xena
              • Gość: Lucy Re: BRAWO XENA IP: 195.94.198.* 07.09.01, 10:21
                Gość portalu: claudel napisał(a):

                > Brawo dziewczyno za odwagę przyznania się do
                > "cudzołóstwa" na tym forum! Dokładnie tak - żyć
                > trzeba dla siebie, i nie przejmować się opinią
                > publiczną - nie po to mamy jedno życie, by rezygnować
                > z uniesień czy nawet przyjemności, dlatego, żeby inni
                > mogli spokojnie spać. Niech oni sami martwią się o
                > swój własny sen.
                > I niech nikt nam nie dyktuje treści naszych wyrzutów
                > sumienia.


                Serdecznie gratuluję Twojego drogowskazu moralnego, naprawdę, z całego serca....
                Jeśli to, co napisałaś, to jego wytyczne, pozostaje Bogu podziękować, że
                istniejesz tylko w jednej osobie...
                • Gość: claudel to nie było do Ciebie IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:54
                  Gość portalu: Lucy napisał(a):

                  > Serdecznie gratuluję Twojego drogowskazu moralnego,
                  naprawdę, z całego serca...
                  > .
                  > Jeśli to, co napisałaś, to jego wytyczne, pozostaje
                  Bogu podziękować, że
                  > istniejesz tylko w jednej osobie...

                  Nie do Ciebie pisałam Lucy. Przypominasz mi taką
                  kołtunkę Dulską, która przez całe życie filuje sąsiadów
                  i trzęsie się z oburzenia na wszystkie odchyły od
                  "zdrowej moralnej" normy. Wracaj do swojego życia, ten
                  post był do Xeny, nie do Ciebie.
          • Gość: claudel do wszechwiedzącej Milki IP: *.*.*.* 05.09.01, 11:12
            A skąd u Ciebie ta boska wszechwiedza? Zalatuje mi tu
            poważnie myśleniem postulatywnym - chciałoby się, zeby
            tak było, że kochane - to tylko żony, a nigdy
            kochanki, ale tak być moja droga, NIE MUSI.
            Nic nie wiesz o tej sytuacji, to, że facet ma żonę i
            do niej wraca kazdego dnia, nie znaczy, że nie może
            się zakochać w innej kobiecie.
            To, że nie może się rozwieść, nie znaczy, że jest mu
            wygodnie tak jak jest, a kochankę traktuje
            przedmiotowo (choć tak często się zdarza). Zapewniam
            Cię, ze życie jest dużo bardziej skomplikowane niż w
            Twojej główce. Przykład z tegoż życia:
            facet odszedł od żony, do młodszej o 14 lat kobiety.
            Znam ich oboje i gdy na nich patrzę, nie mam żadnych
            wątpliwości, że to jest miłość ich życia, są jedyną
            tak zakochaną parą, jaką znam, ale on nie rozwiódł się
            z żoną do tej pory - z przyczyn majątkowych (podział
            majatku zrujnowałby firmę).
            Życie na szczęście nie jest takie czarno-białe jak na
            forum.
            A najbardziej sprawdzone miłości, to te, które musiały
            walczyć z całym światem o prawo do istneinia - z
            opinią publiczną, z oburzeniem rodziny i filujących z
            okien sąsiadek pomstujących na cudzołożników
            • Gość: Melba Re: do wszechwiedzącej Milki IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 12:08
              Rozumiem, że ten facet z Twojego przykładu ODSZEDŁ do tej kobiety, a nie
              kursuje pomiędzy nią a żoną. Niech odchodzą, jeśli muszą, takie bywa życie. Ale
              niech nie oszukują i to obu stron. Dotyczy również kobiet zadurzonych w nowym
              mietku.
              • Gość: Milka Re: do wszechwiedzącej Milki IP: 195.216.97.* 05.09.01, 12:24
                Tak Melba, odszedł. nie walczył, a w jednym z claudel sie zgadzam> najbardzie
                cenimy to o co trzeba powalczyc i zachartowac w ogniu potepiających spojrzen (
                mówie o uczuciach). Ale ja NAPRAWDĘ tego nie załuje. Dobrze, ze odszedł. Nie ma
                mowy o zadnym kursowaniu-za bardzo cenię sobie siebie:)))
                pzdr
                Mili


                ość portalu: Melba napisał(a):

                > Rozumiem, że ten facet z Twojego przykładu ODSZEDŁ do tej kobiety, a nie
                > kursuje pomiędzy nią a żoną. Niech odchodzą, jeśli muszą, takie bywa życie. Ale
                >
                > niech nie oszukują i to obu stron. Dotyczy również kobiet zadurzonych w nowym
                > mietku.

              • Gość: claudel do Melby IP: *.*.*.* 05.09.01, 12:49
                Oczywiście, że odszedł. Ale nie zawsze tak jest. I to
                nie znaczy, że nie kocha. Czasami ludzie się
                poświęcają, np. dla dzieci.
                • Gość: Melba Re: do Melby IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 12:56
                  No ale wtedy to już wszyscy cierpią, nie tylko zona i dzieci. Czy to ma sens?
            • Gość: Milka Do claudel IP: 195.216.97.* 05.09.01, 12:14

              Boska wszechwiedze to ujawniasz ty, droga claudel.
              Nie napisałm nic o tym, że meżczyzna żonaty nie moze sie zakochac. Napisałm ,że
              elementarmym przejawem miosci jest szacunek. I nie uwierze ci , jesli mi powiesz
              że było by ci wszystko jedno, ze twój żonaty mezczyzna, którego kochasz(!!) -
              wraca co noc do swojej zony.I bynajmniej nie spi na matracu w salonie, ale z ta
              własnie sluba zona uprawia seks. Zreszta może i uwierze, bo w jednym masz racją>
              nie mogw wypowiadac sie w twoim imieniu. Podałas przykład twoich znajomych- jak
              widzisz ten mezczyzna potrafił dokonac wyboru, zyje z kobieta która kocha, nikogo
              nie okłamuje, takiego faceta podziwiam i szanuje. I źle mnie zrozumialas co do
              kwestii rozwodu. Nie jest on dla mnie wartością samą w sobie, jedynie przejawem
              podjetych decyzji, a twój znajomy ja podja i wyraził inaczej.Jego sprawa.

              Chciałbym zauważyć, że ty tez nic nie wiesz o sytuacji, którą w temacie tego
              watku poruszyła kamila. I nie rozumiem dlaczego uważasz, ze masz wieksze prawo do
              formuowania sądów niż ja, a do tego dlaczego twoje sądy są złożone, poprzedzone
              analiza i nie sakżone kropelką mitów czy złudzeń.W mojej główce nie ma zbyt wiele
              kolorów typu biel i czern,dominuje szarosc ale starm sie miec poglady na
              zasadnicze dla mnie kwestie.To pomaga mi wybierac.
              Romansujesz z zonatymi facetami, bo lubisz.Ok, twoja sprawa i nie twoja
              zona.Zreszta kiedys mi tez ktos powiedział" ale czym ty sie martwisz, przeciez to
              ja z nią jestem a nie ty". Fakt. Tylko, ze mi OSOBISCIE ten fakt przeszkadza.
              Poczekamy , az ty zostaniesz swiętobliwą żona, ciekawe co wtedy bedziesz sądzić
              na ten temat.
              To , że faceci szukaja okazji i ja wykozystują gdy tylko sie nadarzy nie dziwi
              juz chyba nikogo.Lubisz takie związki, fajnie, choc kiedys czytałam cos na temat.
              Pamietam , że pan psychoanalityk udzielał kilku celnych rad, traktuja takie
              zachowanie jako swoista schizofrenie.
              A Świętobliwe meżatki faktycznie powinny pilnowac swoich mężów.
              pzdr
              Mili



              Gość portalu: claudel napisał(a):

              > A skąd u Ciebie ta boska wszechwiedza? Zalatuje mi tu
              > poważnie myśleniem postulatywnym - chciałoby się, zeby
              > tak było, że kochane - to tylko żony, a nigdy
              > kochanki, ale tak być moja droga, NIE MUSI.
              > Nic nie wiesz o tej sytuacji, to, że facet ma żonę i
              > do niej wraca kazdego dnia, nie znaczy, że nie może
              > się zakochać w innej kobiecie.
              > To, że nie może się rozwieść, nie znaczy, że jest mu
              > wygodnie tak jak jest, a kochankę traktuje
              > przedmiotowo (choć tak często się zdarza). Zapewniam
              > Cię, ze życie jest dużo bardziej skomplikowane niż w
              > Twojej główce. Przykład z tegoż życia:
              > facet odszedł od żony, do młodszej o 14 lat kobiety.
              > Znam ich oboje i gdy na nich patrzę, nie mam żadnych
              > wątpliwości, że to jest miłość ich życia, są jedyną
              > tak zakochaną parą, jaką znam, ale on nie rozwiódł się
              > z żoną do tej pory - z przyczyn majątkowych (podział
              > majatku zrujnowałby firmę).
              > Życie na szczęście nie jest takie czarno-białe jak na
              > forum.
              > A najbardziej sprawdzone miłości, to te, które musiały
              > walczyć z całym światem o prawo do istneinia - z
              > opinią publiczną, z oburzeniem rodziny i filujących z
              > okien sąsiadek pomstujących na cudzołożników

              • Gość: claudel do Milki - cd. IP: *.*.*.* 05.09.01, 13:06
                Gość portalu: Milka napisał(a):

                >
                > Boska wszechwiedze to ujawniasz ty, droga claudel.
                > Nie napisałm nic o tym, że meżczyzna żonaty nie moze
                sie zakochac.

                Słuchaj, Milka, napisałaś cos takiego i to tonem
                kategorycznym:
                "Acha, i jescze słowo do dziewczyny, która zaczeła ten
                wątek>> jeżeli sądzisz,
                ze ten kolo CIE KOCHA to jestes w POTWORNYM BŁEDZIE
                dziewczyno"

                Nadal uważasz, ze nie wydajesz kategorycznych sądow nie
                podpartych żadną wiedzą na ten temat?

                > że było by ci wszystko jedno, ze twój żonaty
                mezczyzna, którego kochasz(!!) -

                Kolejne bzdurne wnioski oparte nie wiadomo na czym! Na
                jakiej podstawie sądzisz, że ja ich (nie jego) kochałam?
                NIGDZIE tak nie napisałam. Nie dla wszystkich kobiet
                sex=miłość. U mnie ilościowo to przedstawia się mniej
                więcej tak: sex=50 przypadków, miłość=1.

                > wraca co noc do swojej zony.I bynajmniej nie spi na
                matracu w salonie, ale z ta własnie sluba zona uprawia
                seks.
                Zreszta może i uwierze, bo w jednym masz racją
                > >
                > nie mogw wypowiadac sie w twoim imieniu.

                No musisz uwierzyć, bo było mi wszystko jedno, czy,
                kiedy i ile razy oni ze swoimi żonami uprawiali sex.

                >"Romansujesz z zonatymi facetami, bo lubisz.Ok, twoja
                sprawa i nie twoja
                zona.Zreszta kiedys mi tez ktos powiedział" ale czym ty
                sie martwisz, przeciez to
                ja z nią jestem a nie ty". Fakt. Tylko, ze mi OSOBISCIE
                ten fakt przeszkadza"

                OSOBIŚCIE?! A z jakiej racji osobiście? Twój mąż? Twoje
                życie? Jego, moje, jej - co Ci do tego?

                > Poczekamy , az ty zostaniesz swiętobliwą żona,

                Spokojnie, nie grozi mi to.
                • Gość: Milka do claudel '' IP: 195.216.97.* 05.09.01, 14:42
                  Claudel, ty albo udajesz albo sie zestresowałaś i nie czytasz tego co napisałm.
                  Abstrachuje juz od tego, że wyrywasz kawałki mojej wypowiedzi z kontekstu.
                  !1. uważam że ta konkretna dziewczyna nie jest kochana. Opieram swoje
                  stwiedzenie na teorii szacunku, która wczesniej przedstawiłam. Jest to moja teza
                  a nie kategoryczny osąd, który ,nie wiem zreszta czemu ,miałby cie tak bardzo
                  denerwowac.
                  2.powyzsze nie wyklucza faktu, ze żonaty mezczyzna może sie zakochac. Co do
                  szczegółów to ominełas je w cytacie.
                  3. wykrzykniki uzyte przy "zonatym mezczyxnie, którego kochasz(!!)" miały
                  podkreslic znaczenie słowa ''kochasz''. Nie wiem jak doszłas do tego, że oznaczaja
                  moje zdanie na temat za co, po co i którego ze swoich kochanków darzyłas
                  uczuciem. Nawet gdybys zreszta znów zrozumiał cos żle to po co sie pieklisz,
                  skoro dalej sama mówisz, ze sie nie zakochiwałs w zadnym, bo to miała byc
                  obustronna zabawa bez zadnych konsekwencji.
                  4. co do seksu z zonami- tak własnie myslę, że było ci wszystko jedno. Bo jak
                  mówisz- nie kochałas ich. Po to napisałam te (!!) , żebys pomyslała co by było
                  gdybys kochała
                  5. OSOBISCIE przeszkadza mi, kiedy facet z którym sie spotykam ma stała
                  partnerke. W takim konteście ''osobiście".Nic osobistego natomiast do twoich
                  kontaktów z kimkolwiek nie mam. Mam prawo do takich odczuc , czy tez moja
                  malutka, pusta główka nie powinna ich produkowac?

                  claudet , może faktycznie meczy cie kompleks Piotrusia Pana. Nie wiem czy mam cie
                  załowac czy machnąc ręką. W kazdym razie dziewczyno-daleko mi do oceniania ciebie
                  i twojego zycia. To forum słuzy jednak do wyrazania swojego zdania. Nie mam
                  zamiaru przepraszac kogolwiek, ze moje zdanie na ten konkretny temat jest takie,
                  a nie inne. I nie oczekuje,ze ty bedziesz przepraszać. Zasadnicze dla człowieka
                  tematy rozumiemy inaczej. I juz

                  Gość portalu: claudel napisał(a):

                  > Gość portalu: Milka napisał(a):
                  >
                  > >
                  > > Boska wszechwiedze to ujawniasz ty, droga claudel.
                  > > Nie napisałm nic o tym, że meżczyzna żonaty nie moze
                  > sie zakochac.
                  >
                  > Słuchaj, Milka, napisałaś cos takiego i to tonem
                  > kategorycznym:
                  > "Acha, i jescze słowo do dziewczyny, która zaczeła ten
                  > wątek>> jeżeli sądzisz,
                  > ze ten kolo CIE KOCHA to jestes w POTWORNYM BŁEDZIE
                  > dziewczyno"
                  >
                  > Nadal uważasz, ze nie wydajesz kategorycznych sądow nie
                  > podpartych żadną wiedzą na ten temat?
                  >
                  > > że było by ci wszystko jedno, ze twój żonaty
                  > mezczyzna, którego kochasz(!!) -
                  >
                  > Kolejne bzdurne wnioski oparte nie wiadomo na czym! Na
                  > jakiej podstawie sądzisz, że ja ich (nie jego) kochałam?
                  > NIGDZIE tak nie napisałam. Nie dla wszystkich kobiet
                  > sex=miłość. U mnie ilościowo to przedstawia się mniej
                  > więcej tak: sex=50 przypadków, miłość=1.
                  >
                  > > wraca co noc do swojej zony.I bynajmniej nie spi na
                  > matracu w salonie, ale z ta własnie sluba zona uprawia
                  > seks.
                  > Zreszta może i uwierze, bo w jednym masz racją
                  > > >
                  > > nie mogw wypowiadac sie w twoim imieniu.
                  >
                  > No musisz uwierzyć, bo było mi wszystko jedno, czy,
                  > kiedy i ile razy oni ze swoimi żonami uprawiali sex.
                  >
                  > >"Romansujesz z zonatymi facetami, bo lubisz.Ok, twoja
                  > sprawa i nie twoja
                  > zona.Zreszta kiedys mi tez ktos powiedział" ale czym ty
                  > sie martwisz, przeciez to
                  > ja z nią jestem a nie ty". Fakt. Tylko, ze mi OSOBISCIE
                  > ten fakt przeszkadza"
                  >
                  > OSOBIŚCIE?! A z jakiej racji osobiście? Twój mąż? Twoje
                  > życie? Jego, moje, jej - co Ci do tego?
                  >
                  > > Poczekamy , az ty zostaniesz swiętobliwą żona,
                  >
                  > Spokojnie, nie grozi mi to.

                  • Gość: claudel do milki - cd. wyjasnień IP: *.*.*.* 05.09.01, 14:59
                    Milka, ja się nie stresuję takimi dyskusjami,
                    przerobiłam ich wiele, dla mnie to już rutyna.
                    Jeśli chodzi o wykrzykniki po "kochasz", to nie
                    zrozumiałam ich takiego sensu, ale to chyba nie moja
                    wina, ich miejsce wskazywało właśnie na taką wymowę
                    całej wypowiedzi (że jak można nie być zazdrosnym o
                    kochanka, skoro się go kocha),
                    jeśli chodzi o słówko "osobiście" to również -
                    napisałaś, ze osobiście Ci ten fakt przeszkadza i nie
                    było jasne, czy osobiście Ci przeszkadza, że ktoś
                    zachowuje się tak jak ja (kontekst na to wskazywał) czy
                    osobiście przeszkadza Ci co innego.
                    Ale nadal uważam, że nie masz żadnych danych, by
                    napisać, ze ta dziewczyna nie jest kochana, bo ta
                    dziewczyna nie dała nam żadnych informacji ani o sobie,
                    ani o nim, ani o sytuacji (oprócz tego, że on ma żonę).
                    I nie ma takich teorii, które mogłyby stworzyć prawdziwy
                    model przy takiej znikomej ilości danych.

                    Trochę sobie wyjaśniliśmy, i zupełnie szczerze Ci
                    napiszę, że ja się naprawdę bardzo ciesze, że na świecie
                    ludzie prezentują systemy wartości czy kodexy moralne
                    inne niż mój, bo gdyby wszyscy postępowali tak
                    amoralnie.... no cóż, to byłby niezły burdel z tego
                    świata.

              • Gość: Milka OSOBISCIe... IP: 195.216.97.* 05.09.01, 14:59
                Do wszystkich, którzy nie zrozumieli, z claudel na czele!
                Facet, z którym byłam powiedział mi "o co ci chodzi, przeciez to jest moja
                kobieta nie twoja". Niby fakt, ze jego a nie moja. Jedna OSOBISCIE ten fakt
                przeszkadzał mi w stopniu tak wielkim, że byc z nim nie mogłam.
                Czy teraz juz jasne???
                ;)))
                • Gość: claudel Jasne :) IP: *.*.*.* 05.09.01, 15:08
                  Tak, całkowicie jasne. Dla mnie też :)
                  Już nie czepiam się słowa "osobiście". Zwracam honor i
                  kłaniam się w pas.
                  pozdrawiam :)
      • Gość: claudel do wszystkich świętych mężatek IP: *.*.*.* 05.09.01, 10:58
        A co mnie obchodzi to, czy on ma żonę?! Co to - moja
        żona?! Ja jej przysięgałam wierność? To sprawa między
        nimi dwojgiem, a nie - między mną a jego żoną. O żonie
        dowiaduję się zresztą często dość późno. I mam gdzieś
        opinie oburzonych mężatek na tym forum, które od
        wszystkich wymagają podoporzadkowania się swojej
        świetej moralności. To Wasza moralność, ja mam własną,
        na mój użytek i od moich wyborów w życiu, panie -
        wara. Pilnujcie swoich mężow, bo tylko Wam się tak
        wydaje, że co złego, to nie Wasz.
        W pewnym wieku, gdzie się nie obrócę, to faceci
        skolonizowani, co nie oznacza, że wierni, jeśli Wam
        się wydaje, że zdradzający mąz to taka rzadkość w
        przyrodzie, to najwyzszy czas pozbyc się złudzeń, bo
        będziecie robić życiową tragedię z naturalnej kolei
        rzeczy.
        Najprawdopodobniej wiele z Was nie wie wszystkiego -
        to chyba normalne, że w 70% przypadków w ogóle się o
        tym nie dowiadujecie i wydaje Wam się, że Wasz to taki
        doskonały, wierny i lojalny, a te zdradzające świnie i
        dupki to tylko mężowie Waszych koleżanek.
        Ale statystyka mówi inaczej: wszyscy faceci, z którymi
        się spotykałam w ciagu ostatniego roku (kilku) byli
        zajęci i wszyscy szukali przygody, ja sama na nich nie
        polowałam.
        I mam gdzieś Waszą filisterską moralność, która z
        kobiety czyni odpowiedzialną za grzechy całego świata,
        a mężczyzn przede wszystkim - ja tym kobietom nie
        obiecywałam wierności i nic mnie nie obchodziło, że on
        zdradza. Co innego gdybym próbowała bawić się w
        odbijanego - zdobyłabym się na to tylko wtedy, gdybym
        się zakochała. A tak to obojgu nam zależało, żeby ona
        się nie dowiedziała, bo o czym się nie wie, to nie
        boli. Nie znałam tych kobiet i nic do nich nie miałam,
        i dlatego chociażby nie widziałam powodu, żeby je
        ranić takimi wiadomościami.
        Nigdy to nie wyszło na jaw, jak do tej pory.
        Naprawdę jestem zdziwiona, że w mózgach kobiecych są
        takie ogromne enklawy mitów i złudzeń.
        • Gość: Gucio Re: do wszystkich świętych mężatek IP: 194.181.183.* 05.09.01, 11:14
          wezwe straz pozarna jak cie tu beda palic na stosie.
          • Gość: claudel do Gucia: dzięki :) IP: *.*.*.* 05.09.01, 11:23
            Gucio: :))))
            Słuchaj, mnie już palono na stosach wiele razy (to nie
            pierwsze moje forum), jestem całkowicie odporna na
            ogień ;)
            Ale za chęć pomocy, w każdym razie dziękuje :)
        • Gość: królik Re: do wszystkich świętych mężatek IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 12:54
          Wobec powyższej Twojej wypowiedzi pozostaje życzyć Ci męża, co do którego nie
          będziesz miała złudzeń, jego wyskoki nie będą dla Ciebie zdziwieniem (70% to
          sporo na pewno się załapiesz) a co najważniejsze nie zmartwi Cię to, że
          relaksuje się w ramionach młodszej, ładniejszej, bardziej wyzwolonej lub po
          prostu przygodnej panienki. Szczęścia i pomyślności.
          • Gość: claudel a kysz! IP: *.*.*.* 05.09.01, 13:13
            Ha ha ha ha! Proszę bardzo, oto obraz współczesnej
            kobiety! w głowach wam się nie mieści, że można nie
            życzyć sobie męża w ogóle? Że nie dla każdej kobiety
            głónym celem i marzeniem życia jest zamążpójście?
            Kobieta = żona? No to nie jestem kobieta widocznie ;PP
            Niby forum kobiet, a tak naprawdę Kółko Żon, co drugie
            zdanie to: mąż, zdrada, wierność itd. A Wy? Same, czym
            jesteście same? Bez mężów?

            Po co mi mąż? Ja nie chcę męża. Z dwojga złego wolę,
            by ze mną zdradzano niż mnie zdradzano ;PPPP
            • Gość: Tot Re: a kysz! IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 13:23
              Ale sobie stworzyłaś filozofię. Na kim się tak mścisz. Ktoś nie chciał dla
              ciebie zostawić żony?
              • Gość: claudel do Tot (a) gwoli wyjaśnienia IP: *.*.*.* 05.09.01, 13:41
                Nie swtorzyłam żadnej filozofii. To ostanie zdanie to
                nie do konca serio, bardziej z przekory.
                A serio: ja naprawde nie szukam męża i nie zamierzam
                wychodzić za mąż. Jeśli spotkam tzw. odpowiednią osobę
                i do tego się zakocham, i do tego z wzajemnością (3
                warunki, których spełnienie to jakiś kosmiczny
                totolotek) to świetnie, ale legalizować związku nie
                zamierzam nigdy, tak czy owak.
                A póki co, nie czuje potrzeby "zacumowania" w jednym
                porcie. Boję sie, że nie potrafiłabym nie zdradzać.
                Może potrzebuję jeszcze czasu, by dojrzeć do tego
                Jednego.
                A może jestem damskim odpowiednikiem Piotrusia Pana.
                Bo w końcu ja taka młoda bardzo już nie jestem.
                • Gość: Tot Re: do Claudel- gwoli wyjaśnienia IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 13:56
                  Twoje życie - Twoja sprawa. Nikt jednak nie może żądać tolerancji dla siebie,
                  nie przyznając jej innym, którzy w takich czy innych kwestiach, mniej lub
                  bardziej drażliwych, mają inne zdanie. To pułapka w którą wpadają ci, którzy z
                  założenia nie szanują innych. Pozdrawiam.
                  • Gość: claudel do Tot - jeszcze IP: *.*.*.* 05.09.01, 14:24
                    Ale o co Ci chodzi? Jakiej tolerancji? Przeciez ja nie
                    mowię Wam: jesteście baranami, że się żenicie, że się
                    nie zdradzacie itd. To jest Wasze zycie i ja nie
                    oceniam tego, że Ty czy ktokolwiek wstąpił w związek
                    małżenśki. To dla mnie zupełnie normalne, jeśli ludzie
                    czuja taka potrzebę i to im daje szczęście. Ale zauważ
                    - wszyscy zaobrączkowani, a szczególnie
                    zaobrączkowane, z lubością i wyższością wypowiadają
                    się o takich postawach jak moja, że je OSOBIŚCIE
                    dotyka, nawet jeśli je osobiście nie dotyka.
                    Ja obrażam kogos swoim życiem, że żyję! To paranoja!
                    Ja się nie czuję obrażona Waszymi ślubami i dziećmi,
                    więc wara od mojego życia!
                    • Gość: Tot Re: do Claudel - jeszcze IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 14:43
                      Uderz w stół a nożyce się odezwą.
                      Nikogo nie obrażasz, że żyjesz. Twoje emocje są tu nie na miejscu. Zero logiki.
                      Pozdrawiam.
                    • Gość: Milka Re: do Tot - jeszcze IP: 195.216.97.* 05.09.01, 14:45
                      OSOBISCIE nie dotyka mnie twoja postawa... hahaaa az mi sie juz smiac chce jak
                      to czytam.Nie ma to jak ktos uważa sie za pepek świata.
                • Gość: Malwina Re: do claudel (Camille ?) IP: *.abo.wanadoo.fr 05.09.01, 14:17
                  znakomicie ciebie rozumiem, nie przyszloby mi do glowy wychodzenie za maz i prawdopodobnie do
                  dzis bylabym "panna" (hi hi) gdyby nie okolicznosci ktore mnie w pewnym stopniu do tego zmusily
                  (oczywiscie ze te okolicznosci to nie ciaza, bom ja nie z koziej wolki , w brygadach antyaborcyjnych tez
                  sie nie udzielam, wprost przeciwnie).
                  Wiec wyszlam za maz z przypadku
                  ale za to rozwiodlam sie calkiem z wyboru !
                  i po co komu ten cyrk ?
                  po co bogacic stada adwokatow ?
                  i tlumaczyc sie z wlasnego zycia przed sadem (tzn. durna zgorzknala trzytonowa baba)

                  slub jest kontraktem gwarantujacym dziedzicznosc tym ktorzy maja co w spadku pozostawic : bill gates,
                  rotschild czy jak to sie tam pisze, czy inny wspolwlasciciel Vodaphone. Reszta jest dorobiona na
                  szydelku bajka dla plebsu !
                  • Gość: claudel do malwiny od C.C. :) IP: *.*.*.* 05.09.01, 14:42
                    Malwino, trudno mi uwierzyć, że w tym gronie
                    Szczęśliwych Mężatek jest jakaś kobieta, która nie
                    tylko mnie nie potępia, czy zimno toleruje, ale której
                    postawa może nawet jest podobna do mojej miejscami :)
                    Bardzo się cieszę, bo brakuje mi w życiu rozumiejących
                    kobiet, dlatego przyjaźnię się praktycznie tylko z
                    mężczyznami. Oni jakoś wykazują dużo większą
                    tolarancję wobec moich wyborów życiowych, widocznei
                    ich OSOBIŚCIE nie dotykają.
                    Co do nicka, to gratuluję, trafiłaś! ale wdawać się w
                    szczegóły nie będę, bo to długa historia i dla mnie
                    bardzo osobista. Może kiedyś na priva :)
              • Gość: claudel jeszcze do Tot IP: *.*.*.* 05.09.01, 13:51
                Gość portalu: Tot napisał(a):

                > Ale sobie stworzyłaś filozofię. Na kim się tak mścisz.
                Ktoś nie chciał dla
                > ciebie zostawić żony?
                No tak, to było do przewidzenia, takie dwuwymiarowe
                osądy - na nikim się nie mszczę. To, że nie szukam męża,
                nie musi oznaczać, że jestem sfrustrowana, nieszczęśliwa
                i odbijam swoje krzywwdy na kimś. Nie wszyscy są
                IDENTYCZNI. Nie wszyscy mają takie same potrzeby. Może
                to się w głowach wam nie mieści, ale jestem inna
                widocznie, i będę walczyć o swoje prawo do tej inności.
                To, że nie prowadzę identycznego życia jak Wy, nie
                znaczy, że próbowałam, ale mi się nie udało, i
                stworzyłam sobie jakąś filozofię dla lepszego
                samopoczucia. Nie tworzę filozofii swojego życia a
                priori, tylko a posteriori. Robię to, co czuję i uważam
                za słuszne, a dopiero później ew. dokonuję jakiejś
                analizy i ubieram to w słowa. Ale są to działania
                pochodne wobec mojego życia, które po prostu się dzieje.
                Bez względu na to, co Cała Szanowna Reszta Świata myśli.

                I na koniec: nigdy nie chciałam, żeby którykolwiek z
                moich kochanków opuścił żonę czy dziewczynę. Po co? W
                zżdnym z nich się nie zakochiwałam, to miała być
                obustronna zabawa, bez żadnych konsekwencji.
                Te dramatyczne rozstania, wybory, ultimata - zostawiam
                to telenowelom.

                • Gość: Melba Re: jeszcze do Tot IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 14:13
                  A czy nigdy nie pomyślałaś, jak bardzo i jak wiele osób skrzywdziłaś? Czy
                  czyjeś nieszczęście nic dla Ciebie nie znaczy?
                  • Gość: claudel Re: jeszcze do Tot IP: *.*.*.* 05.09.01, 14:36
                    Gość portalu: Melba napisał(a):

                    > A czy nigdy nie pomyślałaś, jak bardzo i jak wiele
                    osób skrzywdziłaś? Czy
                    > czyjeś nieszczęście nic dla Ciebie nie znaczy?

                    Piszę, pisze, jak ta głupia, a Wy i tak wiecie swoje.
                    To po mnie czytasz, jak i tak nic co napiszę do Ciebie
                    nie dociera?
                    Kogo skrzywdziłam? Skąd masz takie dane? Kilkakrotnie
                    napisąłam, ze nikomu się krzywda nie stała i nie dzieje,
                    realna krzywda, czyli odczuwana, bo wszystkie krzywdy
                    potencjalne to ja mam głęboko gdzieś ;PP
                    A moze podasz mi jakieś konkrety - jaka to krzywda,
                    skoro nikt o niej nie wie, ani krzywdząca, ani
                    krzywdzona?
                    Nigdy nie odbiłam kobiecie faceta. Nigdy żadna z tych
                    kobiet nie dowiedziała sie o zdradzie. Zawsze na
                    poczatku stawiamy sobie sprawę jasno - że nie ma mowy o
                    żadnych dramatycznych zmianach w jego/ moim zyciu.
                    Romans się kończy, zostaje znajomość, czasami bliskie
                    koleżeństwo, i tyle.
                    O rany! Ile ja się narozmawiałam z nimi o ich
                    konfliktach z żonami i ile tych konfliktów zaocznie
                    rozwiązałam! Nie mogłam uwierzyć czasami, jak bardzo
                    można nie rozumieć swojej żony po tylu latach, skoro ja
                    rozumiałam w mig, o co jej chodzi w tych wszystkich
                    pozornie niesprawiedliwych pretensjach!
                    A jak dochodziłam do wniosku, ze facet ma mądrzejszą
                    żonę niż sam jest, to natychmiast się ewakuuowałam, bo
                    zaczynam wtedy odczuwać niesmak do niego i całej
                    sytuacji. Ale dopiero wtedy ;PPP
                    • Gość: Melba Co jest krzywdą? IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 14:43
                      Czy jeśli mąż zdradza żonę, to ją krzywdzi? Czy jego kochanka jest osoba bez
                      zarzutu? Czy jeśli żona się nie dowie to nie ma problemu? A jak sie dowie po 30
                      latach? Będzie miała poczucie krzywdy czy nie?
                      • Gość: claudel Re: Co jest krzywdą? IP: *.*.*.* 05.09.01, 15:01
                        a czy kolor czerwony jest ładny? A niebieski?
                        • Gość: Melba Re: Co jest krzywdą? IP: *.man.polbox.pl 05.09.01, 15:23
                          OSOBIŚCIE sraczkowaty mi nie pasuje.
                          • Gość: Maxio Re: Co jest krzywdą? IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 05.09.01, 16:03
                            Wyluzuj Melba...chyba jesteś po jakiś przejściach. W dobie elektroniki i
                            internetu również skok w bok robi się coraz bardziej powszechny. Sam jeszcze
                            tego nie doświadczyłem chociaż bywało blisko....i nie wiem czy w końcu kiedyś
                            nie ulegnę.
                            A co do dziewczyn czy kobiet które idą w "zapomnienie" z takim gościem to
                            jeżeli im to nie przeszkadza to jest ok., aby tylko wszystko robić z głową.

                            pozdr.
                            • Gość: Melba Re: Co jest krzywdą? IP: *.man.polbox.pl 06.09.01, 10:30
                              Pewnie w to nie uwierzysz, ale nie jestem wcale po żadnych przejściach, ani
                              panicznie zdrady się nie obawiam, jeśli mnie to spotka, to trudno, takie jest
                              życie i nie przewidzę wszystkiego kilka dekad naprzód. Ale mam silne poczucie,
                              co jest dobre, a co złe i czego robić w życiu nie wolno. I nie ma to nic
                              wspólnego z dobą lotów w kosmos. Szkoda, że umiesz sobie odpuszczać, wyszukując
                              takie argumenty.
                    • Gość: Aguś Re: jeszcze do Claudel IP: *.*.*.* 20.09.01, 10:28
                      kochana, a skąd Ty wiesz, że te zdrazane żony o niczym się nie dowiedziały?
                      Skąd wiesz, ilu z Twoich partnerów nie mogło sobie poradzić z wyrzutami
                      sumienia i powiedziało żonom o wszystkim? Skąd wiesz, co się treraz dzieje w
                      ich małżeństwach?
                      Osądzać Cię nie będę. po co? Dorosła jesteś. tylko się zastanów nad tym co
                      napisałam.Pozdrowienia.
            • Gość: Magiczna Re: a kysz! IP: 192.168.100.* / *.bmj.net.pl 06.09.01, 13:20
              Gość portalu: claudel napisał(a):

              > Ha ha ha ha! Proszę bardzo, oto obraz współczesnej
              > kobiety! w głowach wam się nie mieści, że można nie
              > życzyć sobie męża w ogóle? Że nie dla każdej kobiety
              > głónym celem i marzeniem życia jest zamążpójście?
              > Kobieta = żona? No to nie jestem kobieta widocznie ;PP
              > Niby forum kobiet, a tak naprawdę Kółko Żon, co drugie
              > zdanie to: mąż, zdrada, wierność itd. A Wy? Same, czym
              > jesteście same? Bez mężów?
              >
              > Po co mi mąż? Ja nie chcę męża. Z dwojga złego wolę,
              > by ze mną zdradzano niż mnie zdradzano ;PPPP

              Masz oczywiscie prawo do wlasnego zdania i wlasnej decyzji - powiem Ci jednak, ze
              ja do niedawna tez przezywalam takie historie jak Ty. MOwilam sobie "Nie chce
              faceta na stale; a jak bee miala ochote na seks to zaraz znajdzie sie dziesieciu"
              (zonatych oczywiscie) Ale takie myslenie PRZECHODZI. W koncu kiedys zapragniesz
              ciepla, stabilizacji i tego meza przed ktorym tak sie teraz bronisz...Ja tez sie
              bronilam - rekami i nogami. Za dwa miesiace wychodze za maz.

              Pozdrawiam wszystkich bioracych udzial w dyskusji,
              Magi

              • Gość: claudel do Magicznej IP: *.*.*.* 07.09.01, 12:48
                Ale ja tego wcale nie wykluczam. Być może. Życie moje
                dlatego właśnie jest ciekawe, że nie wiem, jak sie
                potoczy.
                Pozdrawiam :)
        • Gość: motek Re: do wszystkich świętych mężatek IP: *.BrockU.CA 05.09.01, 16:46
          Gość portalu: claudel napisał(a):
          > Najprawdopodobniej wiele z Was nie wie wszystkiego -
          > to chyba normalne, że w 70% przypadków w ogóle się o
          > tym nie dowiadujecie i wydaje Wam się, że Wasz to taki
          > doskonały, wierny i lojalny, a te zdradzające świnie i
          > dupki to tylko mężowie Waszych koleżanek.
          Blagam, tylko nie procenty. Prawo uzycia znaku ''%'' w wypowiedziach na liscie (i
          odwolywanie sie do jakichkolwiek danych statystycznych) powinno byc wydawane
          przez jakas specjalna komisje.

          -m-
        • Gość: Lucy Re: do wszystkich świętych mężatek IP: 195.94.198.* 07.09.01, 10:31
          Gość portalu: claudel napisał(a):

          > To Wasza moralność, ja mam własną,
          > na mój użytek i od moich wyborów w życiu, panie -
          > wara.

          Ty masz moralność???? Staraj się nie używać słów, których znaczenia nie jesteś w
          stanie zrozumieć.
          • Gość: claudel z edukacją słabiutko IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:59
            Gość portalu: Lucy napisał(a):

            > Gość portalu: claudel napisał(a):
            >
            > > To Wasza moralność, ja mam własną,
            > > na mój użytek i od moich wyborów w życiu, panie -
            > > wara.
            >
            > Ty masz moralność???? Staraj się nie używać słów,
            których znaczenia nie jesteś
            > w
            > stanie zrozumieć.

            Lucy, nie rozumiesz pojęcia "Moralność". Proponuję
            zajrzeć do słownika. Najlepiej filozofii.
            Jesteś strasznie ograniczoną babą, jeśli moralność
            rozumiesz jako zestaw jakichś skodyfikowanych,
            zewnętrznie danych i niezmienialnych norm.
            • lucy1 Re: z edukacją słabiutko - no to mnie oświeć! 07.09.01, 15:28
              >
              > Lucy, nie rozumiesz pojęcia "Moralność". Proponuję
              > zajrzeć do słownika. Najlepiej filozofii.
              > Jesteś strasznie ograniczoną babą, jeśli moralność
              > rozumiesz jako zestaw jakichś skodyfikowanych,
              > zewnętrznie danych i niezmienialnych norm.

              łooooo!! A to coś nowego!!!! To moralność zmienia się w zależności od sytuacji???
              Patrzcie Państwo, taka stara baba a jeszcze się takich nowości dowiaduję! Czyli
              że jak ktoś Kalemu ukraść krowy to jest be, a jak Kali komuś to cacy???
              A tak na poważnie, moralność to jest, niestety, niezmienny kanon, może
              niekoniecznie dla wszystkich jednakowy w szczegółach ale w ogólnej swej zasadzie,
              niestety tak. I w dalszym ciągu twierdzę, że osoba, dla której w życiu liczy się
              tylko seks, bez żadnych uczuć, bez liczenia się z faktem rozbijania czyjejś
              rodziny (tylko Tobie sie wydaje, że żona nic nie wie) tylko i wyłącznie dla
              własnej przyjemności nie powinna się na temat moralności wypowiadać.
              A tak w ogóle nie mam najmniejszego zamiaru potępiać Cię ani się oburzać, ani tym
              bardziej Cię do czegokolwiek przekonywać. Po prostu troszkę Ci współczuję...

    • emi123 Re: on ma żonę !!! 04.09.01, 19:02
      Bardzo lakoniczny jest Twój post. Odpowiadający na niego próbują rozważyć różne
      możliwości. Zauważ, że mało jest odpowiedzi przyjaznych lub akceptujących.
      Ale zostawmy to.
      Mnie oburza sprowadzenie żony do rangi problemu. A to żywy człowiek. Nie wiem,
      czy wie o romansie swojego męża, czy też ma dość swojego małżeństwa, a może
      skupiona na domu i własnych sprawach zawodowych, nie zauważyła problemu. Trudno
      opiniować na podstawie tak nikłych przesłanek. Zastanawiałaś się kiedyś, czym
      jest zaufanie do drugiej osoby? Mąż, żona, choć obiecują sobie wierność
      wypowiadając przysięgę małżeńską, nie mogą zagwarantować, że nigdy nie
      zakochają się w kimś innym. Nikt nie może, aż tak nie potrafimy przewidywać
      przyszłości. Myślę, że gdyby pokusić się o jakąś interpretacje tych słów, to
      mogłaby ona brzmieć: i nigdy nie zrobię niczego przeciwko tobie, będę cię
      chronić, zadam jak najmniej bólu. A to znaczy, że jesli zakocham się w innej
      kobiecie/ w innym mężczyźnie, to nie zapomne o szacunku dla ciebie. I tego
      szacunku dla ciebie będę wymagać również od mojego nowego partnera. Czy Ty
      szanujesz żonę swojego kochanka? Nie chcę Cię oceniać, nie znam Cię przecież,
      ale to Ty napisałaś ten post. Mam wrażenie, może się mylę, że nie widzisz w tej
      kobiecie człowieka.
      Twoja sytuacja tak czy siak jest bardzo trudna, choć, być może w tej chwili,
      wydaje Ci się, że gdybyście tylko mogli być razem, to wszystko się ułoży.
      Serdecznie Cie pozdrawiam,
      emi.
      • Gość: Malwina Re: on ma żonę !!! IP: *.abo.wanadoo.fr 05.09.01, 11:53
        nowy element do zabawy : ja go kocham, on kocha zone a mnie" ciumcia po brzuszku", wniosek ten
        sam : mam problem. Ale ocena moralna osob wystepujacych w sztuce, sie nagle przemieszcza.

        i nagle rumak moralnosci ma czkawke : hiiiiiiiiiiiijaaaaaaaaaaa
      • Gość: Anja Re: on ma żonę !!! IP: *.orbis.pl 05.09.01, 13:06
        Ciekawa jest ta dyskusja...Moim zdaniem (powtorze za niektorymi z Was) istotne
        (choc nie jedyne oczywiscie) znaczenie w zwiazku dwojga kochajacych sie ludzi
        odgrywa : a/zaufanie, ktorym potrafimy obdarzyc bezgranicznie te druga osobe, a
        co za tym idzie umiejetnosc szczerej rozmowy b/szacunek dla siebie i innych,
        ktory okazuje sie roznymi sposobami m.in nie zawodzajac j.w. czyjegos zaufania.
        Nie chce sie rozwodzic na kwestia moralnosci, lecz nie podoba mi sie to
        zaklamanie. Dorosli ludzie powinni brac pelna odpowiedzialnosc za swoje
        postepowanie, a klamstwo to jeden z bardziej typowych unikow. I prosze mi nie
        wciskac kitu, ze w ten sposob kogos sie chroni, bo najgorsza prawda jest lepsza
        niz tworzenie zludzen...Skoro sie naprawde sie kochacie Kamilo, to sadze, ze
        powinniscie wyjasnic te sytuacje dla dobra Waszych bliskich.
        • Gość: Malwina Re: on ma żonę !!! IP: *.abo.wanadoo.fr 05.09.01, 13:21
          takie stwierdzenia idealistyczne o najgorszej prawdzie to ja tez mialam w wieku lat 20-u !
          nie mozna aplikowac sztywnych teorii wszystkim, co dobre dla mnie , byc moze niedobre dla sasiadki -
          np. w wypadku ciezkiej choroby. Ja musze wiedziec aby przygotowac sie do walki z, a sa ludzie
          (spotkalam ich) przed ktorymi rodziny musza ukrywac bo prawda ich zabije.
          Dla czystej zasady nie podejmowalabym systematycznego ryzyka rypania prawdy w oczy( bo na mnie
          to dobrze dziala). W zyciu najwazniejsze jest PATRZEC na innych i byc gietkim w zaleznosci od....
          • Gość: Marlena moralizatorki od siedmiu bolesci IP: 195.94.222.* 05.09.01, 16:13
            Zycie nie jest czarno-biale jak sie niektorym wydaje. Bylam zwiazana z zonatym
            mezczyzna, laczyla nas milosc, on nie kocha swojej zony, powodem dla ktorego
            nie jestesmy razem jest jego kilkuletnie dziecko. Jestem w stanie to zrozumiec,
            tym bardziej ze on jest b. kochajacym ojcem a ta mala istotka stala sie
            elementem przetargowym wykorzystywanym przez zone. Zona go nie opusci, bo on ma
            pieniadze a jak babie chodzi o pieniadze to trzyma zebami. Nie jestem panienka
            sluzaca do celow dekoracyjnych,laczylo nas bardzo silne uczucie, ten czlowiek
            na zawsze pozostanie w moim sercu, jest moja niespelniona miloscia. Nie mam
            wyrzutow sumienia ze jest zonaty, poniewaz polaczylo nas najprawdziwsze
            uczucie. Byl okres, ze chcial przerwac nasz zwiazek, bo nie mogl mi obiecac ze
            bedziemy razem, nie chcial marnowac mi zycia. To ja chcialam sie z nim kochac,
            twierdzac ze najpiekniejsze w zyciu sa tylko chwile, zycie tylko jedno, i
            dlatego nie wyobrazam sobie ze moglabym zrezygnowac z tych momentow szczescia.
            • Gość: królik Re: moralizatorki od siedmiu bolesci IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 10:30
              a który żonaty facet nie będzie opowiadał panience, którą chce ... , że jest
              biedny, żony już nie kocha, jest nieszczęśliwy, i ma małe dziecko i tylko
              dlatego, na prawdę, nie zwiąże się z tą panienką.
              Drogie panie nie pozwalajcie z siebie robić idiotek.
              • Gość: Marlena Re: moralizatorki od siedmiu bolesci IP: 195.94.222.* 06.09.01, 11:17
                Gość portalu: królik napisał(a):

                > a który żonaty facet nie będzie opowiadał panience, którą chce ... , że jest
                > biedny, żony już nie kocha, jest nieszczęśliwy, i ma małe dziecko i tylko
                > dlatego, na prawdę, nie zwiąże się z tą panienką.
                > Drogie panie nie pozwalajcie z siebie robić idiotek.

                nie chce mi sie nawet polemizowac z tym swiadczacym o waskich horyzontach
                myslowych komentarzem. Nie jestem zadna panienka, ktorej mozna wciskac kit i
                robic z niej idiotke. Nie wrzucaj wszystkich tego typu sytuacji do jednego worka,
                proponuje powrot na polanke z marchewka.

              • Gość: Magiczna Re: moralizatorki od siedmiu bolesci IP: 192.168.100.* / *.bmj.net.pl 06.09.01, 13:28
                Gość portalu: królik napisał(a):

                > a który żonaty facet nie będzie opowiadał panience, którą chce ... , że jest
                > biedny, żony już nie kocha, jest nieszczęśliwy, i ma małe dziecko i tylko
                > dlatego, na prawdę, nie zwiąże się z tą panienką.
                > Drogie panie nie pozwalajcie z siebie robić idiotek.

                Zgadzam sie. Malo ktory zonaty traktuje swoja kochanke powaznie, niestety...

            • Gość: AGA Do Marleny IP: *.oknet.com.pl 07.09.01, 15:01
              Jakos tak mi lepiej,ze ktos inny przezyl cos podobnego :))))
              Ja tez jestem w takiej sytuacji tylko nie potrafie za zadne skarby z tych chwil
              zrezygnowac.Jestem szczesliwa tak dlugo jak bede mogla.
              • Gość: Marlena Re: Do Agi IP: 195.94.222.* 11.09.01, 09:04
                Gość portalu: AGA napisał(a):

                > Jakos tak mi lepiej,ze ktos inny przezyl cos podobnego :))))
                > Ja tez jestem w takiej sytuacji tylko nie potrafie za zadne skarby z tych chwil
                >
                > zrezygnowac.Jestem szczesliwa tak dlugo jak bede mogla.

                Aga, zycze Ci duzo wewnetrznej sily i wytrwania. Moja sytuacje komplikowal
                jeszcze fakt iz dzielila nas odleglosc kilkuset kilometrow. Wiele nocy i dni
                przeplakalam, nie wspominajac o tym jak on bardzo przezywal fakt, iz nie ma mnie
                przy nim na codzien. Mimo tego wszystkiego nie zaluje.
    • Gość: Gucio Re: prosze o spokoj IP: 194.181.183.* 05.09.01, 15:47
      kochane panie (czy sa tu z nami jakies samce? bylo by milo gdyby sie za
      przeproszeniem ustotunkowali)

      po piersze - powsztrzymajmy emocje. ludzie sa rozni i dzieki bogu bo wtedy
      pozostala by nam tylko psychomasturbacja, jak powiedzial poeta.

      po drugie - jest to bardzo budujace, ze w naszym internetowym gronie znajduje
      sie tyle osob, dla ktorych wiernosc jest jedna z najwyzszych wartosci
      moralnych. ale sprobujmy tez uszanowac poglady innnych, ktorzy niekoniecznie
      podzielaja tradycyjny katolicki system moralnosci malzenskiej. niestety
      wiekszosc zon i matek polek dostaje emocjonalnej drgawki na sama mysl, ze sa
      kobiety, ktore maja do tych spraw nieco inne (typowo meskie?)podejscie.
      podejrzewam, ze owy agresywny atak na claudet jest tylko wynikiem
      personifikacji tematu - zony obawiaja sie, ze taka claudet moze sie pojawic w
      zyciu ich mezow, a moze - o zgrozo - juz sie pojawila i teraz chca jej
      powiedziec to, co nie udalo sie powieddziec tej drugiej. ja apeluje tylko o
      jedno - broncie swojego swiatopogladu ale nie narzucajcie go innym.
      jesli zyjecie w takich szczesliwych i nieszukajacych przygod malzenstwach to po
      co te nerwy? przeciez wasz czesiek i rysiek sie nie oglada... (myle sie?)

      zyjcie sobie jak chcecie. i pozwolcie zyc innym.
      • Gość: Cynio Re: prosze o spokoj IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 05.09.01, 16:06
        Gość portalu: Gucio napisał(a):

        > kochane panie (czy sa tu z nami jakies samce? bylo by milo gdyby sie za
        > przeproszeniem ustotunkowali)
        >
        > po piersze - powsztrzymajmy emocje. ludzie sa rozni i dzieki bogu bo wtedy
        > pozostala by nam tylko psychomasturbacja, jak powiedzial poeta.
        >
        > po drugie - jest to bardzo budujace, ze w naszym internetowym gronie znajduje
        > sie tyle osob, dla ktorych wiernosc jest jedna z najwyzszych wartosci
        > moralnych. ale sprobujmy tez uszanowac poglady innnych, ktorzy niekoniecznie
        > podzielaja tradycyjny katolicki system moralnosci malzenskiej. niestety
        > wiekszosc zon i matek polek dostaje emocjonalnej drgawki na sama mysl, ze sa
        > kobiety, ktore maja do tych spraw nieco inne (typowo meskie?)podejscie.
        > podejrzewam, ze owy agresywny atak na claudet jest tylko wynikiem
        > personifikacji tematu - zony obawiaja sie, ze taka claudet moze sie pojawic w
        > zyciu ich mezow, a moze - o zgrozo - juz sie pojawila i teraz chca jej
        > powiedziec to, co nie udalo sie powieddziec tej drugiej. ja apeluje tylko o
        > jedno - broncie swojego swiatopogladu ale nie narzucajcie go innym.
        > jesli zyjecie w takich szczesliwych i nieszukajacych przygod malzenstwach to po
        >
        > co te nerwy? przeciez wasz czesiek i rysiek sie nie oglada... (myle sie?)
        >
        > zyjcie sobie jak chcecie. i pozwolcie zyc innym.

        i powiedział Gucio, popieram, a na marginesie może posty są pisane przez
        zakonnice z radia ma-ryja??? :))


        • Gość: Gucio Re: prosze o spokoj IP: 194.181.183.* 05.09.01, 16:09
          Gość portalu: Cynio napisał(a):
          > i powiedział Gucio, popieram, a na marginesie może posty są pisane przez
          > zakonnice z radia ma-ryja??? :))
          >
          >

          cynio, zakonnice z torunia to teraz pewnie baluja w watykanskich dyskotekach. mam
          nadzieje, ze nie obrazilem zadnych uczuc religijnych.
          • Gość: Tot Re: prosze o spokoj - do Gucia IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.09.01, 18:13
            Niedługo i ty tam dołączysz, w myśl zasady - przybyło sadełka - opadły
            skrzydełka, o ile kiedykolwiek ci stały.
            • Gość: Gucio Re: prosze o spokoj - do tot IP: *.ap08-wien.AT.KPNQwest.net 06.09.01, 10:43
              Gość portalu: Tot napisał(a):

              > Niedługo i ty tam dołączysz, w myśl zasady - przybyło sadełka - opadły
              > skrzydełka, o ile kiedykolwiek ci stały.

              myslalem, ze od stania to sa inne rzeczy, tot. i tu wlasnie ujawnia sie zrodlo
              frustracji i obsesji staropanienskich. na prawde wspolczuje ale nie moge pomoc
              poniewaz jestem zwiazany katolicka moralnoscia.

              alleluja,
              gucio

              • Gość: Tot Re: prosze o spokoj - do Gucia IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 15:38
                Trafiłeś kulą w płot. I to własnie lubię w Internecie.
      • Gość: claudel Re: prosze o spokoj IP: *.*.*.* 05.09.01, 16:15
        O Guciu, dziękuję Ci bardzo. Właśnie o to chodziło,
        tez uważam, że to podświadome personifikacje
        sprawiają, że kobiety tak gwałtownie mnie atakują, bo
        już samo moje istnienie stanowi potencjalne
        zagrożenie. Ale Tobie, Guciu, na pewno nie zagrażam :)
        • Gość: Gucio Re: prosze o spokoj IP: 194.181.183.* 05.09.01, 16:18
          Gość portalu: claudel napisał(a):

          > O Guciu, dziękuję Ci bardzo. Właśnie o to chodziło,
          > tez uważam, że to podświadome personifikacje
          > sprawiają, że kobiety tak gwałtownie mnie atakują, bo
          > już samo moje istnienie stanowi potencjalne
          > zagrożenie. Ale Tobie, Guciu, na pewno nie zagrażam :)


          och nie claudel, mnie nie tylko nie zagrazasz, ale wrecz przeciwnie. istnienie
          takich istot jak ty dodaje zyciu ogromnego kolorytu.

          pzdr
          gucio
          • Gość: claudel do Maxia i Gucia IP: *.*.*.* 05.09.01, 16:32
            Dziękuję Wam bardzo :)
            Prawdę mówiąc bez mężczyzn nie wyobrażam sobie życia i
            świata :)
            Dużo częściej niż moimi kochankami bywają przyjaciółmi
            i kumplami - do wspólnej zabawy i do rozmów nocnych.
            Pozdrawiam także :)
            • Gość: Maxio Re: do claudel IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 10:56
              Gość portalu: claudel napisał(a):

              > Dziękuję Wam bardzo :)
              > Prawdę mówiąc bez mężczyzn nie wyobrażam sobie życia i
              > świata :)
              > Dużo częściej niż moimi kochankami bywają przyjaciółmi
              > i kumplami - do wspólnej zabawy i do rozmów nocnych.
              > Pozdrawiam także :)

              I oto też właśnie w tym wszystkim chodzi, ale niektóre kobitki nie mogą tego
              przeżyć, że tak może być...chociaż co do przyjaźni damsko-męskiej to sceptycznie
              podchodzę, lepiej użyć słowa kumpel albo znajomy :)

              Cieplutkie pozdrowionka...

        • Gość: Maxio Re: prosze o spokoj IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 05.09.01, 16:22
          A ja bym powiedział nawet że dzięki claudel, życie po prostu może nabrać
          jeszcze kolorów, a nie być szare smutne, beznadziejne...

          łączę pozdrowienia
    • Gość: Raf Re: on ma żonę !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.01, 21:16
      Durna babo ! Czy to mało wolnych mężczyzn chodzi po tym świecie, że musisz brać
      się za żonatego ?
      • Gość: Xena Re: on ma żonę !!! IP: *.acn.waw.pl 05.09.01, 21:45
        Gość portalu: Raf napisał(a):

        > Durna babo ! Czy to mało wolnych mężczyzn chodzi po tym świecie, że musisz brać
        > się za żonatego ?

        Och, zabrzmiało to jak rozpaczliwy apel frustrata... Nie martw się, Rafie, na
        pewno kiedyś jakaś kobieta się tobą zajmie - podejrzewam, że mogłoby to nastąpić
        szybciej, gdybyś spróbował w bardziej elegancki i kurtuazyjny sposób zwracać się
        do płci pięknej. Trzymam zatem kciuki za Twoje postępy w reedukacji i na niwie
        damsko-męskiej.

        • Gość: Ania Re: Pytanie do Claudel IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.01, 23:57
          Przepraszam za niedyskretne, ciekawskie pytanie: Ile masz lat, Claudel? Sorry
          raz jeszcze, pytam, bo zainteresowałaś mnie swoimi wypowiedziami. Będę
          wdzięczna za szczerą odpowiedź.
          • Gość: claudel Re: Pytanie do Claudel IP: *.*.*.* 06.09.01, 15:46
            Sluchaj, Aniu, mam tyle lat, że od 12 czuję się
            zupełnie dojrzała i świadoma swoich wyborów życiowych,
            tyle, że w moim wieku duża część kobiet już ma mężów i
            dzieci (choć małe).
            Ale zupełnie mnie to nie obchodzi. Nie czuję takiej
            potrzeby jeszcze, nie obudziły się we mnie instynkta
            małżeńsko-macierzyńskie. Nie mam zamiaru
            podporządkowywać się jakiejś "normie", nie obchodzi
            mnie to, co robi reszta, liczy się dla mnie moje
            indywidualne poczucie szczęścia i wierności sobie.
        • Gość: Raf Re: on ma żonę !!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.09.01, 00:47
          Jeśli mam być szczery, to wolę do końca życia pozostać w samotności, niż mieć u
          boku durną babę, co sypia lub sypiała z żonatymi facetami...
      • Gość: Maxio Re: on ma żonę !!! IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 10:45
        Gość portalu: Raf napisał(a):

        > Durna babo ! Czy to mało wolnych mężczyzn chodzi po tym świecie, że musisz brać
        >
        > się za żonatego ?

        Skoro wolni tacy jak ty to nie dziwię się że znalazła żonatego, pryszczaty
        tolku...:)

    • Gość: Mis Re: on ma żonę !!! IP: 211.191.12.* 06.09.01, 06:48
      Gość portalu: kamila napisał(a):

      > ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!

      Sama jestes problemem dziwko!

      • Gość: królik bidulki te kobitki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 10:47
        Kobiety, które zajmują się żonatymi to biedulki.
        Czy one nie zdają sobie sprawy,że są wykorzystywane. Taki mąż ma żonę tzn.
        śniadanka, obiadki, posprzątane, ktoś mu urodził i wychowuje potomka, żona
        dobra rzecz.
        Ponadto ma jeszcze jedną, bo na więcej z reguły czasu brak, panienkę do zadań
        specjalnych, która jest święcie przekonana, że on ją kocha ponad życie ale musi
        być z żoną z powodu dziecka lub przy bezdzietności z innego powodu.
        On ma super, taki mały haremik.
        A kobiety są odpowiednio do siebie uprzedzone. Zona uważa tą drugą za dziwkę,
        ta druga uważa żonę za zło konieczne i przyczynę nieszczęścia faceta oczywiście
        przypisuje jej moralność ala radio maria.
        Takie dwie babki powinny trzymać się razem ale nie one wolą walczyć o
        bezwartościowego faceta z mózgiem między nogami.
        A z wypowiedzi na tym forum widać, że walczą zacięcie.
        • Gość: Cynio Re: krolik bidulek IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 11:01
          Gość portalu: królik napisał(a):

          > Kobiety, które zajmują się żonatymi to biedulki.
          > Czy one nie zdają sobie sprawy,że są wykorzystywane. Taki mąż ma żonę tzn.
          > śniadanka, obiadki, posprzątane, ktoś mu urodził i wychowuje potomka, żona
          > dobra rzecz.
          > Ponadto ma jeszcze jedną, bo na więcej z reguły czasu brak, panienkę do zadań
          > specjalnych, która jest święcie przekonana, że on ją kocha ponad życie ale musi
          >
          > być z żoną z powodu dziecka lub przy bezdzietności z innego powodu.
          > On ma super, taki mały haremik.
          > A kobiety są odpowiednio do siebie uprzedzone. Zona uważa tą drugą za dziwkę,
          > ta druga uważa żonę za zło konieczne i przyczynę nieszczęścia faceta oczywiście
          >
          > przypisuje jej moralność ala radio maria.
          > Takie dwie babki powinny trzymać się razem ale nie one wolą walczyć o
          > bezwartościowego faceta z mózgiem między nogami.
          > A z wypowiedzi na tym forum widać, że walczą zacięcie.

          gościu co za odkrywcze wnioski!!!czyżbyś należał do koła rodzin polskich? a może
          jesteś zakompleksionym szaraczkiem i boli cie okrutnie ze kolega z pracy ma np.
          taki układ, a ty musisz codziennie wracać do domku gdzie żonka jest zapyziała, w
          papilotach i odechciewa ci sie na nią patrzeć...
          wyluzuj koleś...

          • Gość: królik Re: krolik jeśli już to bidulka IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 11:18
            do Twojej wiadomości- nie jestem facetem i tak się składa, że miałam sporo
            propozycji od nieszczęśliwych mężusiów, których najwyraźniej zaswędziało w tym
            niżej umieszczonym mózgu, np. wyznania typu, że nigdy nie zdradził żony ale że
            mną to co innego, miłośc od pierwszego spojrzenia, znam też wiele takich
            historii od moich znajomych. Dla mnie taki facet to wielkie nic, bez szans na
            szacunek. I dlatego żal mi kobiet, które dają takim facetom nie tylko ciało ale
            czasem i serce.

            • Gość: Maxio Re: krolik jeśli już to bidulka IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 13:35
              Gość portalu: królik napisał(a):

              > do Twojej wiadomości- nie jestem facetem i tak się składa, że miałam sporo
              > propozycji od nieszczęśliwych mężusiów, których najwyraźniej zaswędziało w tym
              > niżej umieszczonym mózgu, np. wyznania typu, że nigdy nie zdradził żony ale że
              > mną to co innego, miłośc od pierwszego spojrzenia, znam też wiele takich
              > historii od moich znajomych. Dla mnie taki facet to wielkie nic, bez szans na
              > szacunek. I dlatego żal mi kobiet, które dają takim facetom nie tylko ciało ale
              >
              > czasem i serce.

              Przestań, przestań kogo ci żal???? innych kobiet???
              Ty widzę nie masz tego typu problemów, jesteś twarda jak skała.
              tylko pogratulować, nadajesz się więc do seksu typu sado macho, to żart...
              a co oddawania ciała, serca to nie zapomnij o portfelach tych gości (często to
              też się zdarza)

              • Gość: królik portfel IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.09.01, 14:15
                sprawa portfela to zupełnie coś innego, faktem jest, że sporo panienek załatwia
                sobie pieniądze, pracę czy zaliczenia z egaminów przez łóżko- takich kobiet nie
                żałuję, nie chce mi się nawet ich potępiać ich ciało, ich psyche, ich problem.
                żal mi tylko kobiet nabierających się na teksty "łowieckie" żonatych facetów,
                zdradzanych żon też mi szkoda.
                ps. sado- macho już mnie nie rusza ;)
        • Gość: claudel od "biednej kobitki" IP: *.*.*.* 06.09.01, 15:17
          Gość portalu: królik napisał(a):

          > Kobiety, które zajmują się żonatymi to biedulki.
          > Czy one nie zdają sobie sprawy,że są wykorzystywane.
          Taki mąż ma żonę tzn.
          > śniadanka, obiadki, posprzątane, ktoś mu urodził i
          wychowuje potomka, żona
          > dobra rzecz.
          > Ponadto ma jeszcze jedną, bo na więcej z reguły czasu
          brak, panienkę do zadań
          > specjalnych, która jest święcie przekonana, że on ją
          kocha ponad życie ale musi
          >
          > być z żoną z powodu dziecka lub przy bezdzietności z
          innego powodu.
          > On ma super, taki mały haremik.
          > A kobiety są odpowiednio do siebie uprzedzone. Zona
          uważa tą drugą za dziwkę,
          > ta druga uważa żonę za zło konieczne i przyczynę
          nieszczęścia faceta oczywiście
          >
          > przypisuje jej moralność ala radio maria.
          > Takie dwie babki powinny trzymać się razem ale nie one
          wolą walczyć o
          > bezwartościowego faceta z mózgiem między nogami.
          > A z wypowiedzi na tym forum widać, że walczą zacięcie.


          Moja droga króliczko!
          Od czasu do czasu nalezałoby poczytać wypowiedzi, zanim
          się na ich temat wypowiesz. Operujesz jakimiś żałosnymi
          schematami, które mają to do siebie, że się zdarzają,
          owszem, ale nie aplikują się do wszystkich wymienionych
          "bidulek".

          Dziewczyno! Nikt mnie nigdy nie wykorzystywał, bo ja nie
          chciałam żadnych obietnic, nie chciałam, by ten facet
          odchodził od żony/dziewczyny, dla mnie to był tylko sex
          i miłe spędzanie czasu, nie interesowali mnie jako stali
          partnerzy i bardzo pasował mi taki układ, z którego w
          każdej chwili mogłam się wyplatąć bez problemu.
          Jeszcze raz powtarzam: JA NIE SZUKAM MĘŻA ani faceta
          wśrod żonatych czy zajętych. Nie szukam w ogóle
          partnera na stałe, bo póki co nie mam takiej potrzeby.
          Mam natomiast normalne, zdrowe potrzeby sexualne,
          niesprzężone z miłością i innymi dyrdymałami. To, że
          akurat trafiali się zajęci faceci to przypadek, nie
          zaglądałam im w dowody. Chociaż nie do końca przypadek,
          bo w pewnym wieku najbardziej interesujący faceci są
          skolonizowani, a ja nie mam zamiaru zawężać sobie
          populacji, skoro oni sami szukają AKTYWNIE okazji.
          Więc wypraszam sobie, żebyś poprawiała sobie
          samopoczucie i nadmuchiwała swoje ego imputując mi
          jakieś stereotypowe i ograniczone motywacje, które ze
          mnie czynią "biedną ofiarę".
          W przeciwieństwie do Was, panie, nie szukam sobie
          jelenia na całe życie. Nie mierzcie mnie swoją miarą,
          bardzo proszę!
          Zbieram doświadczenia i to mnie kręci, liczba mnie
          kręci, tak, tak! - liczba i różnorodność (och, już
          słyszę te palpitacje serc, te krzyki świętego
          oburzenia!).
          Taki układ, w którym już na początku wiadomo, że się
          skonczy, jest dla mnie najwygodniejszy.

          A poza tym, króliczku, jesteś do bólu nielogiczna, jak
          to baba -
          biedne i wykorzystywane to są żony, które gotują, piorą,
          prasują, płącą rachunki, podstawiają Panu pod nos. A
          kochankę wozi się po knajpach i hołubi w łóżku - i on
          nie żąda nic w zamian, spotykam się z nim, kiedy chcę,
          z niczego tłumaczyć się nie muszę. Która żona tak ma?
          ;PP
          • Gość: Magiczna Re: od IP: 192.168.100.* / *.bmj.net.pl 06.09.01, 15:44
            Gość portalu: claudel napisał(a):


            > A kochankę wozi się po knajpach i hołubi w łóżku - i on
            > nie żąda nic w zamian, spotykam się z nim, kiedy chcę,
            > z niczego tłumaczyć się nie muszę. Która żona tak ma?
            > ;PP

            Ja tak mam. Byc moze jestem w mniejszosci.

          • Gość: Mis Re: od IP: 211.191.12.* 06.09.01, 16:39
            claudel, jestes kolejna dziwka i tyle.
            • Gość: cynio Re: od IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 16:43
              Gość portalu: Mis napisał(a):

              > claudel, jestes kolejna dziwka i tyle.

              Już Ci mówiłem kto jest dziwką....szukaj u siebie w rodzinie, a może ty jesteś
              meską?

          • Gość: Xena do claudel IP: *.acn.waw.pl 06.09.01, 16:46
            Muszę przyznać, że kiedy czasem czytam, co piszesz, to mam takie wrażenie,
            jakbyś siedziała w mojej głowie. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak to jest, że
            wszystkie moje koleżanki bez problemu odnajdują się w poukładanych, legalnych i
            grzecznych związkach - ten sam partner przez całe wieki, wszędzie razem, aż
            dziwne, że do toalety na siusiu oddzielnie, bo przecież są niemalże jednością -
            a ja dostaję klaustrofobii i duszności na myśl o takiej psychicznej symbiozie,
            wpadam w panikę, gdy jakiś mężczyzna za bardzo angażuje się emocjonalnie w
            związek ze mną; kwiaty, "kocham cię" powtarzane co trzy godziny - i czuję się
            jakoś ubezwłasnowolniona, spętana, jakby ktoś - czy ja wiem - przekraczał
            granice mojej prywatności. Zawsze najbardziej podobali mi się mężczyźni juz
            skolonizowani (może nie zaobrączkowani, bo takich mało spotkałam na swej drodze
            towarzyskiej, ale związani z innymi kobietami) - i to nie dlatego, że cudze
            jest zawsze lepsze, tylko dlatego, że ewentualny romans nie niesie ze sobą
            żadnych zagrożeń dla mojej potrzeby niezależności, daje mi poczucie
            psychicznego bezpieczeństwa: w każdej chwili mogę się wycofać bez wyrzutów
            sumienia, bez poczucia winy, że złamałam facetowi serce, że pozwoliłam mu żywić
            (mniej lub bardziej świadomie) jakieś złudzenia i nadzieję na "coś poważnego" -
            a jednocześnie mam satysfakcjonującą mnie namiastkę związku, odpowiadającą moim
            emocjonalnym potrzebom. Lubię też towarzyszący takim układom pewien rodzaj
            melancholijnego, nostalgicznego sztafażu w stylu: "mogłoby nam być ze sobą
            dobrze, szkoda, że....." - takie akceptowane przez mnie kłamstewko, więcej nie
            potrzebuję i nie chcę. Dlatego, kiedy czytam Twoje posty, czuję się lepiej, bo
            uświadamiam sobie, że są i inne kobiety, które niekoniecznie marzą o wygodnej i
            ustabilizowanej przyszłości u boku upolowanego męża - i mniej się obawiam, że
            coś jest ze mną "nie tak" i obowiązkowo powinnam się leczyć. Pozdrawiam
            • Gość: claudel do Xeny IP: *.*.*.* 07.09.01, 13:44
              Gość portalu: Xena napisał(a):

              > Muszę przyznać, że kiedy czasem czytam, co piszesz, to
              mam takie wrażenie,
              > jakbyś siedziała w mojej głowie. Nigdy nie mogłam
              zrozumieć, jak to jest, że
              > wszystkie moje koleżanki bez problemu odnajdują się w
              poukładanych, legalnych i
              >
              > grzecznych związkach - ten sam partner przez całe
              wieki, wszędzie razem, aż
              > dziwne, że do toalety na siusiu oddzielnie, bo
              przecież są niemalże jednością -
              >
              > a ja dostaję klaustrofobii i duszności na myśl o
              takiej psychicznej symbiozie,
              > wpadam w panikę, gdy jakiś mężczyzna za bardzo
              angażuje się emocjonalnie w
              > związek ze mną; kwiaty, "kocham cię" powtarzane co
              trzy godziny - i czuję się
              > jakoś ubezwłasnowolniona, spętana, jakby ktoś - czy ja
              wiem - przekraczał
              > granice mojej prywatności. Zawsze najbardziej podobali
              mi się mężczyźni juz
              > skolonizowani (może nie zaobrączkowani, bo takich mało
              spotkałam na swej drodze
              >
              > towarzyskiej, ale związani z innymi kobietami) - i to
              nie dlatego, że cudze
              > jest zawsze lepsze, tylko dlatego, że ewentualny
              romans nie niesie ze sobą
              > żadnych zagrożeń dla mojej potrzeby niezależności,
              daje mi poczucie
              > psychicznego bezpieczeństwa: w każdej chwili mogę się
              wycofać bez wyrzutów
              > sumienia, bez poczucia winy, że złamałam facetowi
              serce, że pozwoliłam mu żywić
              >
              > (mniej lub bardziej świadomie) jakieś złudzenia i
              nadzieję na "coś poważnego" -
              >
              > a jednocześnie mam satysfakcjonującą mnie namiastkę
              związku, odpowiadającą moim
              >
              > emocjonalnym potrzebom. Lubię też towarzyszący takim
              układom pewien rodzaj
              > melancholijnego, nostalgicznego sztafażu w stylu:
              "mogłoby nam być ze sobą
              > dobrze, szkoda, że....." - takie akceptowane przez
              mnie kłamstewko, więcej nie
              > potrzebuję i nie chcę. Dlatego, kiedy czytam Twoje
              posty, czuję się lepiej, bo
              > uświadamiam sobie, że są i inne kobiety, które
              niekoniecznie marzą o wygodnej i
              >
              > ustabilizowanej przyszłości u boku upolowanego męża -
              i mniej się obawiam, że
              > coś jest ze mną "nie tak" i obowiązkowo powinnam się
              leczyć. Pozdrawiam


              Xeno, nie miałam czasu tu zajrzeć, a gdy zajrzałam
              zobaczyłam skończony sąd Św. Inkwizycji, który już dawno
              wysłał nas na stos.
              Cieszę się bardzo, że istniejesz. Sam fakt, ze masz
              odwagę przyznać się do inności, widząc jaka jest reakcja
              publiczna na moje posty ("dziwka"), czyni Cię w moich
              oczach niezwykłą. Prawdę mówiąc bardzo chciałabym Cię
              poznać.
              Póki co, trzymaj się dzielnie i bądź wolna - umysłem i
              duszą.
              Pozdrawiam Cię gorąco i zupełnie szczerze :)

              • Gość: motek Re: do Xeny IP: *.BrockU.CA 07.09.01, 16:13
                Gość portalu: claudel napisał(a):

                > Cieszę się bardzo, że istniejesz. Sam fakt, ze masz
                > odwagę przyznać się do inności, widząc jaka jest reakcja
                > publiczna na moje posty ("dziwka"), czyni Cię w moich
                > oczach niezwykłą. Prawdę mówiąc bardzo chciałabym Cię
                > poznać.
                > Póki co, trzymaj się dzielnie i bądź wolna - umysłem i
                > duszą.
                > Pozdrawiam Cię gorąco i zupełnie szczerze :)
                >
                No juz dobrze, mile Panie. Osobiscie nie mam nic przeciwko wam, ale dajcie juz
                sobie spokoj z tym samozachwytem. Troszke luzniejsze obyczaje niz srednia krajowa
                + ''odwaga'' wywrzeszczenia tego _anonimowo_ na forum GW nie czyni Was jeszcze
                nikim wyjatkowym. Wolnosc umyslu - dobre sobie.
                You made my day!

                Pozdrawiam,

                -m-


          • Gość: Xena do claudel IP: *.acn.waw.pl 06.09.01, 17:37
            Muszę przyznać, że kiedy czasem czytam, co piszesz, to mam takie wrażenie,
            jakbyś siedziała w mojej głowie. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak to jest, że
            wszystkie moje koleżanki bez problemu odnajdują się w poukładanych, legalnych i
            grzecznych związkach - ten sam partner przez całe wieki, wszędzie razem, aż
            dziwne, że do toalety na siusiu oddzielnie, bo przecież są niemalże jednością -
            a ja dostaję klaustrofobii i duszności na myśl o takiej psychicznej symbiozie,
            wpadam w panikę, gdy jakiś mężczyzna za bardzo angażuje się emocjonalnie w
            związek ze mną; kwiaty, "kocham cię" powtarzane co trzy godziny - i czuję się
            jakoś ubezwłasnowolniona, spętana, jakby ktoś - czy ja wiem - przekraczał
            granice mojej prywatności. Zawsze najbardziej podobali mi się mężczyźni juz
            skolonizowani (może nie zaobrączkowani, bo takich mało spotkałam na swej drodze
            towarzyskiej, ale związani z innymi kobietami) - i to nie dlatego, że cudze
            jest zawsze lepsze, tylko dlatego, że ewentualny romans nie niesie ze sobą
            żadnych zagrożeń dla mojej potrzeby niezależności, daje mi poczucie
            psychicznego bezpieczeństwa: w każdej chwili mogę się wycofać bez wyrzutów
            sumienia, bez poczucia winy, że złamałam facetowi serce, że pozwoliłam mu żywić
            (mniej lub bardziej świadomie) jakieś złudzenia i nadzieję na "coś poważnego" -
            a jednocześnie mam satysfakcjonującą mnie namiastkę związku, odpowiadającą moim
            emocjonalnym potrzebom. Lubię też towarzyszący takim układom pewien rodzaj
            melancholijnego, nostalgicznego sztafażu w stylu: "mogłoby nam być ze sobą
            dobrze, szkoda, że....." - takie akceptowane przez mnie kłamstewko, więcej nie
            potrzebuję i nie chcę. Dlatego, kiedy czytam Twoje posty, czuję się lepiej, bo
            uświadamiam sobie, że są i inne kobiety, które niekoniecznie marzą o wygodnej i
            ustabilizowanej przyszłości u boku upolowanego męża - i mniej się obawiam, że
            coś jest ze mną "nie tak" i obowiązkowo powinnam się leczyć. Pozdrawiam
          • Gość: królik Re: od IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 11:16
            bywa i tak, że panienka potrzebuje tylko sexu, ja pisałam o takich, które mają
            coś,co nazywa się serce i szukają uczucia, może to jest powód dla którego dają
            się faszerować kłamstwami. Nie zdarzyło Ci się, że żonkiś nie znając Twoich
            poglądów próbował mącić Ci w głowie?
            Tobie życzę uciech wielu. Ale pewnie zdajesz sobie sprawę, że latka lecą i za
            jakiś czas żaden fajny facet nie będzie u Ciebie szukał zapomnienia. Nie
            krytykuje Cię ani nie namawiam do związku w celu zabezpieczenia sobie
            póżniejszych lat. Ciekawi mnie, co masz zamiar robić kiedy ciało się pomarszczy
            i zabraknie kochanków. Chyba, że masz zamiar żyć szybko i umrzeć młodo?
            I co z uczuciami, nie potrzebujesz ich?
            • Gość: Lucy Re: do króliczka IP: 195.94.198.* 07.09.01, 11:25
              Gość portalu: królik napisał(a):

              > bywa i tak, że panienka potrzebuje tylko sexu, ja pisałam o takich, które mają
              > coś,co nazywa się serce i szukają uczucia, może to jest powód dla którego dają
              > się faszerować kłamstwami. Nie zdarzyło Ci się, że żonkiś nie znając Twoich
              > poglądów próbował mącić Ci w głowie?
              > Tobie życzę uciech wielu. Ale pewnie zdajesz sobie sprawę, że latka lecą i za
              > jakiś czas żaden fajny facet nie będzie u Ciebie szukał zapomnienia. Nie
              > krytykuje Cię ani nie namawiam do związku w celu zabezpieczenia sobie
              > póżniejszych lat. Ciekawi mnie, co masz zamiar robić kiedy ciało się pomarszczy
              >
              > i zabraknie kochanków. Chyba, że masz zamiar żyć szybko i umrzeć młodo?
              > I co z uczuciami, nie potrzebujesz ich?

              Otóż to, króliczku, ciekawe, że nikt o tym nie wspomniał. Może wtedy będzie
              płacić komuś za seks..... Ale poza tym, pomysl, jakie to straszne, w chorobie
              nikt nawet szklanki wody nie poda, nie będzie na świecie ani jednej osoby, którą
              by jej los obchodził... serdecznie współczuję
              A tak na marginesie, króliczku, nie sądzisz, że takie całkowite wyzucie z uczuć i
              nastawienie sie w życiu tylko na szybki seka to jest coś ... hmmm jakby to tu
              delikatnie powiedzieć.. coś niezbyt normalnego??? Może psychiatra???
              • Gość: królik Re: do króliczka IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 11:37
                Ja sądzę,że na każdego i każdą przyjdzie czas, kiedy powieje pustką i zacznie
                szukać innego rodzaju związków, wieczna zabawa też potrafi znudzić. Jeśli
                jednak nie potrzebuje się bliskości całe życie to faktycznie może to być jakiś
                głębszy problem natury psychologicznej.
              • Gość: claudel do Lucy IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:24
                Gość portalu: Lucy napisał(a):

                > Gość portalu: królik napisał(a):
                >
                > > bywa i tak, że panienka potrzebuje tylko sexu, ja
                pisałam o takich, które
                > mają
                > > coś,co nazywa się serce i szukają uczucia, może to
                jest powód dla którego
                > dają
                > > się faszerować kłamstwami. Nie zdarzyło Ci się, że
                żonkiś nie znając Twoic
                > h
                > > poglądów próbował mącić Ci w głowie?
                > > Tobie życzę uciech wielu. Ale pewnie zdajesz sobie
                sprawę, że latka lecą i
                > za
                > > jakiś czas żaden fajny facet nie będzie u Ciebie
                szukał zapomnienia. Nie
                > > krytykuje Cię ani nie namawiam do związku w celu
                zabezpieczenia sobie
                > > póżniejszych lat. Ciekawi mnie, co masz zamiar robić
                kiedy ciało się pomar
                > szczy
                > >
                > > i zabraknie kochanków. Chyba, że masz zamiar żyć
                szybko i umrzeć młodo?
                > > I co z uczuciami, nie potrzebujesz ich?
                >
                > Otóż to, króliczku, ciekawe, że nikt o tym nie
                wspomniał. Może wtedy będzie
                > płacić komuś za seks..... Ale poza tym, pomysl, jakie
                to straszne, w chorobie
                > nikt nawet szklanki wody nie poda, nie będzie na
                świecie ani jednej osoby, którą
                > by jej los obchodził... serdecznie współczuję

                Ojje, zaraz sie połaczę. Współczuję Wam, że w Waszym
                życiu jest tylko jeden facet, który się Wami przejmuje.
                Bo ja mam jeszcze przyjaciół, na których mogę liczyć i
                którzy się interesują moim samopoczuciem czasami
                bardziej niż niektórzy mężowie samopoczuciem swoich żon
                ;PPP

                > A tak na marginesie, króliczku, nie sądzisz, że takie
                całkowite wyzucie z uczuć
                > i
                > nastawienie sie w życiu tylko na szybki seka to jest
                coś ... hmmm jakby to tu
                > delikatnie powiedzieć.. coś niezbyt normalnego??? Może
                psychiatra???

                Och, Lucy, Lucy, co ja wyczytuję między wierszami?
                Ciarki mnie przechodzą po plecach.
                A więc to jest jakaś norma życia prywatnego, której
                odstępstwa powinny być leczone? Już były takie ustroje w
                historii naszej cywilizacji, które ustaliły normy życia
                jednostki na każdym polu, także życia prywatnego, a to,
                co odstawało, leczono intensywnie w obozach (np.
                homoseksualistów).
                A może elektrowstrząsy?
                Rany boskie, jak ja się cieszę, że funkcjonuję w jakimś
                hermetycznym środowisku normalnych tolerancyjnych ludzi,
                którym do głowy by nie wpadło wysyłanie mnie na leczenie
                i którzy stanowią dla mnie barierę ochronną przed tym
                całym "normalnym" światem, który dostaje wysypki
                nienawiści, gdy tylko spotyka się z innością.
                Wiecie, takie pojedyncze reakcje, w masie przybierały
                postać wielu wydarzeń historycznych naszej cywilizacji,
                te wszystkie pogromy, wojny, zbiorowe akty nienawiści....

                Lucy, a tak prywatnie na koniec - z osobą o takich
                horyzontach nie chciałabym mieć w życiu prywatnym nic
                wspólnego, włącznie z facetem - bo jak się domyślam -
                Twój mężczyzna w pełni akceptuje i podziela Twoje
                poglądy.
                • lucy1 Re: do claudel 07.09.01, 15:34
                  > Lucy, a tak prywatnie na koniec - z osobą o takich
                  > horyzontach nie chciałabym mieć w życiu prywatnym nic
                  > wspólnego, włącznie z facetem - bo jak się domyślam -
                  > Twój mężczyzna w pełni akceptuje i podziela Twoje
                  > poglądy.

                  Z całym szcunkiem, claudel: I wzajemnie, i wzajemnie. Mam nadzieję, że nigdy Cię
                  na swej drodze nie spotkam, ja otaczam się ludźmi, którzy w swoich partnerach nie
                  szukają jednorazowego seksu dla przyjemności, ale czegoś znacznie więcej. Gdyby
                  dla mojego męża nie liczyła się przede wszystkim nasza miłość - nie byłby moim
                  mężem.
            • Gość: claudel o uczuciach do królika IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:03
              Gość portalu: królik napisał(a):

              > bywa i tak, że panienka potrzebuje tylko sexu, ja
              pisałam o takich, które mają
              > coś,co nazywa się serce i szukają uczucia, może to
              jest powód dla którego dają
              > się faszerować kłamstwami.

              Nie zdarzyło Ci się, że żonkiś nie znając Twoich
              > poglądów próbował mącić Ci w głowie?
              > Tobie życzę uciech wielu. Ale pewnie zdajesz sobie
              sprawę, że latka lecą i za
              > jakiś czas żaden fajny facet nie będzie u Ciebie
              szukał zapomnienia. Nie
              > krytykuje Cię ani nie namawiam do związku w celu
              zabezpieczenia sobie
              > póżniejszych lat. Ciekawi mnie, co masz zamiar robić
              kiedy ciało się pomarszczy
              >
              > i zabraknie kochanków. Chyba, że masz zamiar żyć
              szybko i umrzeć młodo?
              > I co z uczuciami, nie potrzebujesz ich?


              Króliku, ciekawe, na jakiej podstawie stworzyłaś sobie
              już niemal kompletny obraz mojej osoby.
              Mam uczucia. I zawsze miałam ich wiele. Tworzyłam swego
              czasu stałe, długoletnie związki. Może mam więcej
              doświadczeń na temat wspólnego zycia niż niektóre tu
              mężate panie. Ale przyszedł czas, że tego nie chcę. Że
              oddycham wolnością i jest mi tak dobrze. Motywy , dla
              których czasami spotykam się z zajętymi facetami są
              podobne jak Xeny, od samego poczatku ja wiem, co jest
              grane i on wie, że ja niczego nie oczekuję - rozwodów,
              zerwań itp. On czuje się bezpieczny, a ja czuję się w
              porzadku, i tyle. Żaden żonkiś nie próbował mącić mi w
              głowie stałym związkiem, bo bym go wyśmiała - powtarzam
              jeszcze raz: JA TEGO NIE OCZEKUJĘ, NIE CHCĘ. Mnie nie
              tzreba łapać na obietnicę dozgonnej miłości. Sex to sex,
              miłość to miłość, to, że nie mieszam tych zjawisk nie
              znaczy, że do miłości zdolna nie jestem. W moim życiu
              jest wiele osób, które kocham (rodzina , przyjaciele).
              Byli także mężczyżni, których kochałam i to bardzo,
              miłością absolutną i megaaltrusityczną (przynajmniej
              jednego). Wtedy wystarczyło mi żeby był, niczego od
              niego więcej nie chciałam, sam jego widok dawał mi
              szczęście. Ale nie wszyscy mają szczęście w sensie luck,
              miłośc była nieodwzajemniona i minęło wiele czasu, zanim
              się z niej wyleczyłam. Teraz on jest moim najlepszym
              przyjacielem i prawdę mówiąc cieszę się, ze tak się
              potoczyło, bo on teraz jest szczęśliwy i ja jestem
              szczęsliwa, a tak to oboje bliśmy nieszczęśliwi.
              Twoje argumenty o starości i pomarszczonym ciele to
              jakaś babska, powierzchowna demagogia - Ty też będziesz
              miała pomarszczone ciało, nie za ciało się kocha
              człowieka. Jeśli kiedyś ktoś mnie pokocha miłością
              prawdziwą, to pokocha moją duszę - i każde moje ciało,
              także to stare i pomarszczone, będzie wydawało mu się
              piękne.

              A poza tym: tak, rzeczywiście, mam zamiar żyć szybko i
              umrzeć młodo ;PPP
              • Gość: Melba Re: o uczuciach do królika IP: *.man.polbox.pl 07.09.01, 14:51
                A mnie się wydaje, że obie z królik piszecie o tym samym. O trwałym związku
                duchowym, a nie cielesnym. Takim, którego nie zbuduje się z żonkisiem, o jakich
                piszesz. Bo dla nich to też teraz zabawa i nic poza tym.
      • Gość: Cynio Re: on ma żonę !!! IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 06.09.01, 10:48
        Gość portalu: Mis napisał(a):

        > Gość portalu: kamila napisał(a):
        >
        > > ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!
        >
        > Sama jestes problemem dziwko!

        Kim ty jesteś? kto cie synku zrobił i jakich osobliwych warunkach?
        o dziwkach to pogadaj może ze swoją starą albo siostrą, z tego co wiem
        coś na ten temat wiedzą i nawet znaja go z autopsji..
        lepiej ci teraz prostaczku?
        >

    • Gość: Gucio 100 postow i starczy... IP: *.ap08-wien.AT.KPNQwest.net 06.09.01, 10:57
      jak widac dyskusja, ktora wczoraj cieszyla sie tak ogromnym powodzeniem
      siegnela dna. proponuje pokojowe zaprzestanie obrzucania sie epitetami i
      zapraszam do wziecia udzialu w dyskusji na temat ''ona ma zone''.

      pzdr
      gucio
      • Gość: ula Re: do xena i claudel IP: *.hartford-11-12rs.ct.dial-access.att.net 07.09.01, 05:08
        czy wy nie zdajecie sobie sprawy ze te dwie pozornie wyzwolone dziewczyny
        zasluguja na wspolczucie i spotkania z terapeuta/psychologiem, poniewaz ich
        ulomnoscia jest brak umiejetnosci glebszego, emocjonalnego zaangazowania sie i
        stworzenia trwalego zwiazku. Sa emocjonalnie ozieble stad to ich poczucie
        tymczasowosci i wybieranie partnerow ktorzy nie sa wolni i dostepni.
        Gdyby w gabinecie psychologa poddano ich rozwoj emocjonalny wiwisekcji one same
        wreszcie uswiadomilyby sobie dlaczego tak sie zachowuja i moze udaloby im sie
        wyleczyc, tak ale wymaga to przede wszystkim zauwazenia ze problem istnieje a
        one jak do tej pory wybudowaly sobie doskonaly system ochronny, zeby niczego
        nie zmieniac i dorobily sobie do tego filozofie, ktora tlumaczy im ich
        zachowanie przed samymi soba.
        Ja naprawde szczerze im wspolczuje i zycze spojrzenia w glab siebie i
        znalezienia przyczyn tej ich ozieblosci.
        • Gość: akcept Re: do xena i claudel IP: *.zeto.wroc.pl 07.09.01, 09:55
          popieram to co napisałaś. Trafna diagnoza. Są to zimne, wyrachowane "baby",
          które działają jak bezuczuciowe maszyny
          • Gość: Melba Re: do xena i claudel IP: *.man.polbox.pl 07.09.01, 10:54
            A ja znowu powtórzę swoje - to,że tworzą SOBIE taki świat, to ich sprawa, nie
            nam to osądzać, może będą tak szczęśliwe, może nie...Ale to, że robią krzywdę
            innym ludziom - to już zupełnie inna, brzydka strona medalu.
            • malwinamalwina Re: do xena i claudel 07.09.01, 11:23
              naginam kark przed bezlitosna gilotyna spolecznej (POLSKIEJ) moralnosci i dobrowolnie przylaczam sie
              do klubu xeny iC.C. Lamy tego rozdzialu sa otwarte dla wszystkich prawdziwie" kochajacych i
              nienagannych" ludzi ktorzy tak slicznie potrafia od dziwek wyzywac ! Prosze bardzo, pofolgujcie sobie,
              ja usune sie w kat i bede czytac. nie musze komentowac.
              bravo i dla tych ktorzy bez uzywania obel popieraja ideologicznie/intelektualnie (oh oh !) plujacych
              nienawiscia.
              Raj jest dla was zarezerwowany !
              • Gość: Melba Re: do xena i claudel IP: *.man.polbox.pl 07.09.01, 12:53
                Droga Malwino, to ja na początku rzuciłam "dupki" i "świnie" i teraz ten pogląd
                pragnę nieco zrewidować - a dziewczynę zakładającą ten wątek przeprosić.
                Zareagowałam odruchowo i stereotypowo, nie biorąc pod uwagę różnych
                okoliczności. Po przeczytaniu wszystkich postów zmieniam zdanie, zdarzają się i
                takie historie jak Twoja (chyab nie mylę ?) z panią uganiająca się z kamerą.
                Nie zmieniam jednak zdania na temat postawy tego żonatego, bo on niewiedzą
                zasłaniać się już naprawdę nie może.
                Moje przekonania nie wynikają ani z polskości (nie utożsamiam się), ani
                katolickości (nie jestem katoliczką), ani bycia zatwardziałą małżonką (mam
                negatywne nastawienie do małżeństwa).
                Myślę, że to mój idealizm i głębokie przekonanie, że pewnych rzeczy w życiu się
                nie robi (wspomnij dyskusję o biciu dzieci i nasze tam poglądy).
                Poza tym widziałam sporo takich historyjek, sama się o takie otarłam i zdążyłam
                wyrobić sobie poglądy.
                A Kamilę przepraszam. Nie powinnam nikogo oceniać.
                • Gość: claudel do melby IP: *.*.*.* 07.09.01, 15:09
                  Melba, choć to było do Malwiny, to wetnę się -
                  bardzo szanuję Twoje poglądy i postawę, bardzo cenię
                  Cię za to, że jej bronisz pozytywnie, powołując sie na
                  swój idealizm i wewnętrzny głos, a nie negatywnie -
                  potępiając mnie czy Xenę. Ty uzasadniasz, dlaczego
                  podążasz taką ścieżką zyciową, ale nikogo na siłę nie
                  nawracasz. Nie rozumiesz mojej ścieżki, ale nie
                  potępiasz mnie w czambuł. To jest zupełnie inna klasa
                  w tej dyskusji.
                  • Gość: Melba Do Claudel IP: *.man.polbox.pl 07.09.01, 15:31
                    Claudel, nikt nie dał mi nigdy prawa do potępiania kogokolwiek. Ja mówię o tym,
                    w co wierzę i jak JA żyję. Nie potępiam Cię, nie wysyłam do psychiatry - bo to
                    TWOJE życie. Ale pisałam Ci już gdzieś powyżej, może Ci to umknęło, że czasem
                    Twoje i moje życie mogłoby się stać "naszym" - sytuacja w stylu : ja mam męża
                    (nie mam), Ty z nim sypiasz...Wtedy oczywiście *&^%%##^%$# byłby ten mąż, ale
                    nie wymagaj ode mnie, żebym w takiej sytuacji była bezstronna wobec Ciebie/jego
                    kochanki.
                    Ja staram się żyć tak, aby nie ranić nikogo - takich dokonywać wyborów, tak
                    rozwiązywać konflikty, itp. Stąd moje sądy, które nie są osądami!
                    I powiem Ci jeszcze, że czasem taki idealizm jest bardzo niewygodny, tak miło
                    byłoby pogrzeszyć, nie bacząc na skutki... Ale mam szacunek do siebie i w sumie
                    rachunek "zysków i strat" wychodzi na plus. Jestem z tego dumna.
                    • Gość: Bes Re: Do Melby IP: 150.254.191.* 07.09.01, 15:40
                      Podpisuję się pod tym co napisałam obiema rękami:-)
                      Claudel i Xena twierdzą że są dyskretne itd. że żony o niczym nie wiedzą. Ale
                      dla mnie problem nie tkwi w tym, kto wie, a kto się domyśla, dla mnie to
                      kwestia sumienia. Są rzeczy, których nie powinno się się robić nikomu.
                      Kobiet która świadomie ładuje się w taki zwiążek, i do tego jeszcze dla
                      rozrywki i zabawy jedynie, bez śladu uczucia, które mogłoby ją być może
                      usprawiedliwić, choć nie uniewinnić, jest zawsze nie w porządku.
                      A że one nie czują że tak - no cóż, widocznie można zyć naginając zasady, i
                      czuć się z tym dobrze.......
                      Mimo wszystko - mi sie to nie podoba, czuje że tak nie powinno być. Sama nie
                      jestem żoną, więc nie mam powodu stac w przeciwnym do Claudel i Xeny obozie,
                      ale widocznie mam inny system wartości. Może staromodny, ale uważam, ze pewne
                      rzeczy się nie zmieniają nigdy

                      Bes
              • Gość: claudel 100000... razy wolę piekło z malwiną niż raj z Lucypodobnymi IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:39
                malwinamalwina napisał(a):

                > naginam kark przed bezlitosna gilotyna spolecznej
                (POLSKIEJ) moralnosci i dobro
                > wolnie przylaczam sie
                > do klubu xeny iC.C. Lamy tego rozdzialu sa otwarte dla
                wszystkich prawdziwie" k
                > ochajacych i
                > nienagannych" ludzi ktorzy tak slicznie potrafia od
                dziwek wyzywac ! Prosze bar
                > dzo, pofolgujcie sobie,
                > ja usune sie w kat i bede czytac. nie musze komentowac.
                > bravo i dla tych ktorzy bez uzywania obel popieraja
                ideologicznie/intelektualn
                > ie (oh oh !) plujacych
                > nienawiscia.
                > Raj jest dla was zarezerwowany !

                Malwina, mam nadzieję, że nigdy nie trafimy do ich raju,
                bo to by było dopiero piekło! Spotakmy się w małym
                pzrytulnym piekle normalnych ludzkich słabości :)

                • Gość: Xena do claudel i malwiny IP: *.acn.waw.pl 07.09.01, 14:55
                  Gość portalu: claudel napisał(a):

                  > Malwina, mam nadzieję, że nigdy nie trafimy do ich raju,
                  > bo to by było dopiero piekło! Spotakmy się w małym
                  > pzrytulnym piekle normalnych ludzkich słabości :)

                  Dodałabym jeszcze: z całą rzeszą zdradzających i niemoralnych panów... Może być
                  upojnie gorąco...Panie w raju się zanudzą. Pozdrawiam, dziewczyny.

                  • Gość: claudel Re: do claudel i malwiny IP: *.*.*.* 07.09.01, 15:14
                    Gość portalu: Xena napisał(a):

                    > Dodałabym jeszcze: z całą rzeszą zdradzających i
                    niemoralnych panów... Może być
                    >
                    > upojnie gorąco...Panie w raju się zanudzą. Pozdrawiam,
                    dziewczyny.
                    >


                    Panie w raju będą miały swoich ukochanych. Na wieczność.
                    (Chyba że panowie się znudzą i przeniosą się do piekła
                    :))))))
            • Gość: palma Re: moje 5 groszy IP: 212.160.128.* 07.09.01, 11:24
              nawet książki napisano na taki temat, brak umiejętności głębokiego
              zaangażowania się w trwały związek, jest to emocjonalna niedojrzałość, lub
              traumatyczne przeżycia z okresu dziecinństwa lub wcześniejszych związków, brak
              wzorców rodzinnych itd., nie będę tu sypała szczegółami, bo mi się nie chce.

              Oczywiście faceci, szczególnie Ci zajęci, chętnie podbijają bębenek, jeżeli
              chodzi o takie postawy u kobiet. Bo przecież jest to potencjalne mięso do
              zdobycia. Powiem szczerze, że ja też po wcześniejszych moich przeżyciach,
              szukam związków z mężczyznami, którzy z jakiś tam powodów nie mogą być ze mną.
              Mam tego świadomość ale cóż, na razie nie potrafię inaczej. Tylko nie lubię
              żonatych, właściwie mnie brzydzą, bo ich hipokryzja jest powalająca.

              Oczywiście, pozwólmy żyć innym tak jak chcą, ale przecież ktoś taki temat
              założył, to po co by wysłuchać braw na stojąco???
            • Gość: królik Re: do xena i claudel IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 11:26
              Nie wiadomo w jakim są wieku, a do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Możliwe, że
              przyjdzie czas, kiedy poczują się samotne i zapragną stałego związku. Pewnie
              też nie będzą im się podobały kobiety, takie jak one czychające na ich facetów.
              Życie lubi robić takie niespodzianki. Jak to się mówi- punkt widzenia zależy od
              punktu siedzenia.
          • Gość: cdn Re: do xena i claudel IP: 10.1.12.* 07.09.01, 11:48
            A co wobec tego powiemy o tych zonatych facetach, ktorzy sie z takimi babami
            zadaja? Bezuczuciowe baby do kotla ze smola, a panow ktorzy zowstali podstepnie
            zwiedzeni onych bab bezuczuciowoscia rozgrzeszamy?
            • Gość: Lucy Re: do xena i claudel IP: 195.94.198.* 07.09.01, 12:15
              Gość portalu: cdn napisał(a):

              > A co wobec tego powiemy o tych zonatych facetach, ktorzy sie z takimi babami
              > zadaja? Bezuczuciowe baby do kotla ze smola, a panow ktorzy zowstali podstepnie
              >
              > zwiedzeni onych bab bezuczuciowoscia rozgrzeszamy?


              A kto rozgrzesza???? Padło tu chyba dość dosadnych okresleń, były i "dupki" i
              jeszcze kilka innych, mniej ładnych. Ja ze swojej strony dodam jeszcze jedno,
              zapożyczone, - "uczuciowi popaprańcy"
          • Gość: Xena do uli, accepta i innych stróży moralności IP: *.acn.waw.pl 07.09.01, 12:30
            Baaardzo dziękuję za trafną diagnozę i współczucie, bardzo tego potrzebowałam,
            bo sama nigdy nie miałam moralnej odwagi przyjrzeć się sobie i zastanowić się,
            dlaczego nie odczuwam potrzeby trwałych emocjonalnych więzi. Wprawdzie miałam
            nieco szerszy wachlarz hipotez wyjaśniających niż tylko ta, że jestem zimną i
            wyrachowaną babą, ale dziekuję za otwarcie mi oczu. Zapomniałam, że jedyną
            słuszną i cieszącą się społeczną aprobatą życiową drogą kobiety jest związać
            sie z jednym mężczyzną, świata poza nim nie widzieć, prać mu skarpetki i
            przynosić jajecznicę do łóżeczka o poranku. Inne pomysły życiowe są zakazane,
            bo stanowią zagrożenie dla świątobliwych - piorących skarpetki - matron i
            moralnego ładu. Nie chcesz emocjonalnie poukładanych związków, nie chcesz
            stabilizacji - na szafot! Droga Ulu! Masz rację, ja nie dostrzegam w swojej
            filozofii życiowej problemu, to ty mi go imputujesz. Mnie się żyje z tym
            dobrze, mężczyznom, którzy decydują się na romans ze mną - podejrzewam, że
            jeszcze lepiej, spokój zdradzanych kobiet pozostaje również niezakłócony, mogą
            dalej prać skarpetki, bo nic nie wiedzą o drugim, tymczasowym życiu swojego
            mężczyzny. Przepraszam za ironiczny ton, nie chciałam, by ta dyskusja zmieniła
            się w chamską pyskówkę, ale to nie ja zaczęłam lać pomyje. Swoją drogą
            zastanawiające, że to właśnie wy - święci, dojrzali emocjonalnie, wrażliwi z
            definicji i pełni wewnętrznej godności - tak agresywnie, fanatycznie i
            bezpardonowo atakujecie tych, którzy ośmielili się nie iść w kieracie. Ja nie
            próbuję nikogo przekonać do swoich zyciowych wyborów, spokojnie o nich piszę,
            nikogo nie zaczepiam, nie pouczam, nie wyśmiewam się - a sama muszę odpierać
            niewybredne zaczepki. Pozdrawiam.
            • Gość: Melba Re: do uli, accepta i innych stróży moralności IP: *.man.polbox.pl 07.09.01, 12:40
              Xeno, ja nie idę w kieracie, a staram się żyć dobrze i uczciwie. Napisałam
              powyżej, że Twoje wybory życiowe są Twoją sprawą i nie nie mnie oceniać, czy
              będziesz szczęśliwa, czy masz z czymś problem itp. Ale granice bywają płynne.
              Gdybyś miała romans z moim hipotetycznym mężem (nie posiadam), to czy Twój
              wybór nie stałby się już moją sprawą? Jak uważasz?
            • Gość: królik Re: do uli, accepta i innych stróży moralności IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 12:48
              A może te rozważania nad Twoją osobą nie wynikają z zaślepionej moralności-
              nazywając tak ludzi, który myślą inaczej, robisz z nich tendencyjnie myśląych,
              zaślepionych ignorantów, a oni po prostu CZUJĄ inaczej, pewnie dziwi ich Twój
              sposób na życie i próbują to sobie wytłumaczyć. Sądzę, że miłość, która na
              pewno nie jest obca tym ludziom, mylisz z moralnością.
              Sama niesympatycznie piszesz o kobietach zamężnych, że ich głównym celem
              życiowym jest pranie skarpetek ich Panów. Faktycznie jeśli stały związek tak Ci
              się kojarzy to nic dziwnego, że nie chcesz się wiązać.
              • Gość: Xena do królika IP: *.acn.waw.pl 07.09.01, 13:06
                Króliku, wyjaśniłam w swoim poście, dlaczego ironizuję. Te skarpetki były
                rodzajem przenośni. Absolutnie nie mam nic do kobiet, które szczęśliwie kochają
                i dobrze się czują w stałych związkach, i JA bynajmniej nie utożsamiam miłości
                z moralnością, odniosłam natomiast wrażenie, że wy to robicie, nazywając mnie
                zimną, zepsutą i wyrachowana babą tylko dlatego, że ośmieliłam się nie kochać.
                Nie mam ochoty na stały związek - dlaczego tak ciężko wam to zaakceptować?
                Wyjaśniłam również, dlaczego bezpieczniej czuje się z zajętymi mężczyznami -
                nie dlatego, że chcę zrobić brzydkiego psikusa ich kobietom, bo potępiam ich
                filozofię życiową (i chcę im utrzeć nosa), tylko dlatego, że w punkcie wyjścia
                mam gwarancję, że to nie będzie nic zobowiązującego i trwałego, i nie zranię
                nikogo, odchodząc. Nie wiem, nie zapieram się rękami i nogami, że NIGDY nie
                będę próbowała ustabilizować swojego życia, teraz nie jestem na to gotowa, raz
                w życiu byłam zakochana, więcej mi się to nie przytrafiło. Nie mam zamiaru się
                do niczego zmuszać tylko dlatego, by być w zgodzie z przyjętymi standardami.
                Pozdrawiam
                • Gość: królik Re: do królika IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 07.09.01, 13:31
                  no teraz lepiej Cię rozumiem, jednak sarkazmy zmieniają sens wypowiedzi.
                  Baw się dobrze, ale mała prośba, jak miłość Ci osaczy nie broń się za bardzo.
            • Gość: Lucy Re: do Xeny IP: 195.94.198.* 07.09.01, 12:52
              Xena, dlaczego od razu tak ostro??? Czy naprawdę małżeństwo oznacza dla Ciebie
              straszliwy kierat polegający na praniu skarpet i kulinarnum dogadzaniu w
              błogiej nieświadomości, że się jest zdradzaną??? Jeżeli tak pojmujesz związek
              dwojga ludzi (stały) to w tej chwili przestałam sie dziwić, że Ci do tej
              okropności nie pilno. Widać jakoś nie trafisz na dobrych, wiernych mężczyzn
              (czemu się nie ma co dziwić, skoro romansujesz z żonatymi, masz dany tylko taki
              przykład), dla których żona nie jest tylko pożytecznym sprzętem domowym do
              gotowania, prania, prasowania, rodzenia dzieci itp., a do przyjemności
              łóżkowych służy kochanka...
              Na marginesie, przestań proszę, wierzyć w nieświadomość owych żon. Tylko bardzo
              głupia kobieta pozostaje w nieświadomości zdrady, dopóki małzonek (lub jakiś "
              życzliwy")jej o tym nie informuje. W 98 przypadkach na 100 zdrada małżonka daje
              sie wyczuć niemal natychmiast. A gdy któraś sama sobie wmawia, że nic
              podobnego, ona źle czuje, no to cóż... oszukiwanie samej siebie to już całkiem
              inny temat.
              I jeszcze jedno, nie zrozum mnie źle, nigdy w życiu nie potępię kobiety, która
              nie chce wyjść za mąż, czy stworzyć inny stały związek! Potępiam tylko te,
              które wiążą się z żonatymi i dają sobie wmówić że "żona niczego się nie
              domyśla" hehehe), krzywdząc w ten sposób tę żonę, ich dzieci, czasem i siebie,
              ale to już inna historia oraz, oczywiście, mężów, którzy wplątują się w romanse!
              Potępiam i zawsze będę potępiać.
              • Gość: Xena do Lucy IP: *.acn.waw.pl 07.09.01, 13:16
                Lucy, gwoli wyjaśnienia: jeszcze nigdy nie romansowałam z ŻONATYM mężczyzną,
                jedynie z zajętymi w mniej formalny sposób. Oczywiście, możesz powiedzieć, że
                to kosmetyczna różnica, tylko, że nie ma mowy w tym przypadku o rozbijaniu
                rodziny, dzieciach itd.
                • Gość: Lucy Re: do Xeny IP: 195.94.198.* 07.09.01, 13:26
                  Gość portalu: Xena napisał(a):

                  > Lucy, gwoli wyjaśnienia: jeszcze nigdy nie romansowałam z ŻONATYM mężczyzną,
                  > jedynie z zajętymi w mniej formalny sposób. Oczywiście, możesz powiedzieć, że
                  > to kosmetyczna różnica, tylko, że nie ma mowy w tym przypadku o rozbijaniu
                  > rodziny, dzieciach itd.

                  OK, jest to róznica, na pewno. Nie rozbijasz rodziny, nie krzywdzisz dzieci. Ale
                  mimo wszystko krzywdzisz jego partnerkę. Poza tym wzorzec mężczyzny, który nie
                  jest wierny pozostaje ten sam. Jeżeli nie jest wierny swojej dziewczynie czy
                  narzeczonej przed ślubem to po ślubie też wątpię czy będzie wierny żonie. A więc
                  moja teza, że trafiasz na takich pozostaje aktualna. Może to budzi podświadomie
                  Twoją niechęć do stałych związków? Widzisz, jacy oni są i nie chcesz stanąć po
                  tej drugiej stronie, bo kto by chciał....
                  • Gość: Xena do Lucy IP: *.acn.waw.pl 07.09.01, 13:42
                    Wyjaśnij mi, dlaczego JA krzywdzę? To nie ja jestem z kimś związana, nie ja
                    deklarowałam wierność i lojalność, w dodatku nie ja inicjuję romans (choć, nie
                    wiem, może nieświadomie zachowuję się przy zajętych mężczyznach w inny,
                    bardziej swobodny, sposób niż przy wolnych, bo nie muszę się obawiać o
                    emocjonalne konsekwencje bliższej znajomości). Nie zrzucaj, Lucy,
                    odpowiedzialności tylko na mnie. Do tanga trzeba dwojga. OK, mogłabym odmówić,
                    ale wyłuszcz mi, rzeczowo i w punktach, dlaczego miałabym to zrobić.
                    • Gość: Lucy Re: do Xeny IP: 195.94.198.* 11.09.01, 13:24
                      Gość portalu: Xena napisał(a):

                      > Wyjaśnij mi, dlaczego JA krzywdzę? To nie ja jestem z kimś związana, nie ja
                      > deklarowałam wierność i lojalność, w dodatku nie ja inicjuję romans (choć, nie
                      > wiem, może nieświadomie zachowuję się przy zajętych mężczyznach w inny,
                      > bardziej swobodny, sposób niż przy wolnych, bo nie muszę się obawiać o
                      > emocjonalne konsekwencje bliższej znajomości). Nie zrzucaj, Lucy,
                      > odpowiedzialności tylko na mnie. Do tanga trzeba dwojga. OK, mogłabym odmówić,
                      > ale wyłuszcz mi, rzeczowo i w punktach, dlaczego miałabym to zrobić.


                      Xeno, nie mam najmniejszego zamiaru zrzucać winy tylko na Ciebie! W końcu nie
                      wleczesz nikogo do siebie siłą. Oczywiście, że winien jest także mężczyzna, może
                      nawet bardziej, to on w końcu zdradza, on łamie dane słowo (nie ma znaczenia, czy
                      to przysięga małżeńska, czy inne zobowiązanie do wierności), on jest wiarołomny.
                      A dlaczego miałabyś odmówić? Nie wiem, to Twoja sprawa.
                      Może dlatego, że nie chciałbys przecież być na miejscu tamtej kobiety....
            • Gość: Bes Re: do uli, accepta i innych stróży moralności IP: 150.254.191.* 07.09.01, 15:00
              Claudel, masz rację w tym punkcie, gdy mówisz, ze to nie jest tylko Twoja
              wina, bo Ty niczego nie inicjujesz, tylko mężczyźni.
              Ale mimo wszystko nie jesteś w porządku. Tak uważam.
              Nie jesteś w porządku zwłaszcza dlatego, że nic Cię nie usprawiedliwia gdy
              wkraczasz w taki krótkotrwały związek. Ty to robisz jedynie dla rozrywki, albo
              potrzeby seksu.
              Gdybyś emocjonalnie i uczuciowo się angażowała, wtedy moim zdaniem stawałabyś
              się równorzędną partnerką w takim związku.
              Nic mi do tego, co robisz, i jak chcesz przeżyć życie. Ale nie grasz fair.
              Wyraziłam tylko moje zdanie. Nie jestem żoną.
              Bylam kiedyś w zwiazku z żonatym mężczyzną, z tą różnicą że nie wiedziałam o
              tym, on mnie oszukał, a ja go kochałam. Ale oceniając siebie z tamtego okresu -
              to nie było w porządku. Nawet jesli Tobie się wydaje, że partnerka nie
              wiedziała, to i tak jest krzywdzona, a Ty nie jesteś w porządku. Jeśli tego nie
              rozumiesz, to trudno.
              Bes
        • Gość: katrix Re: do xena i claudel IP: 195.187.35.* 07.09.01, 14:19

          te dwie pozornie wyzwolone dziewczyny - jak to ujełaś - doskonale wiedzą czego
          chcą od życia. Mają prawo postępować, tak jak uważają za słuszne!!!!





        • Gość: claudel do Uli IP: *.*.*.* 07.09.01, 14:35
          Gość portalu: ula napisał(a):

          > czy wy nie zdajecie sobie sprawy ze te dwie pozornie
          wyzwolone dziewczyny
          > zasluguja na wspolczucie i spotkania z
          terapeuta/psychologiem, poniewaz ich
          > ulomnoscia jest brak umiejetnosci glebszego,
          emocjonalnego zaangazowania sie i
          > stworzenia trwalego zwiazku. Sa emocjonalnie ozieble
          stad to ich poczucie
          > tymczasowosci i wybieranie partnerow ktorzy nie sa
          wolni i dostepni.
          > Gdyby w gabinecie psychologa poddano ich rozwoj
          emocjonalny wiwisekcji one same
          >
          > wreszcie uswiadomilyby sobie dlaczego tak sie
          zachowuja i moze udaloby im sie
          > wyleczyc, tak ale wymaga to przede wszystkim
          zauwazenia ze problem istnieje a
          > one jak do tej pory wybudowaly sobie doskonaly system
          ochronny, zeby niczego
          > nie zmieniac i dorobily sobie do tego filozofie, ktora
          tlumaczy im ich
          > zachowanie przed samymi soba.
          > Ja naprawde szczerze im wspolczuje i zycze spojrzenia
          w glab siebie i
          > znalezienia przyczyn tej ich ozieblosci.
          >

          O związkach i mojej rzekomej oziębłości napisałam wyżej,
          powtarzać nie będę. Daruj sobie te teorie oparte na
          zerowych danych (co Ty o nas wiesz? o naszej
          pzreszłości, doświadczeniu? nic).
          Teorie to Ty sobie stworzyłaś na nasz temat, a nie my.
          My po prostu żyjemy, bez teorii, a Ty nie możesz sobie
          darować, że inaczej niż Ty.
          Powód, dla którego Xena prowadzi takie życie może być
          zupełnie inny niż w moim pzrypoadku. Ale nawet do głowy
          by mi nie przyszło, żeby ją oceniać za poligamię, tak
          jak innych za monoamię.

          A ja też mam dla Ciebie taką teorię: sądząc po sposobie
          formułowania zdań, wnioskuję, że byłaś molestowana w
          dzieciństwie. I co Ty na to? Podoba Ci się?
          • Gość: ula Re: do claudel IP: *.hartford-01-02rs.ct.dial-access.att.net 07.09.01, 17:13
            claudel, wyrobilam sobie zdanie o was na postawie TRESCI waszych (xena i ty)
            wypowiedzi a nie sposobu formulowania zdan - tyle razy pisalyscie ze macie ochote
            uciekac na pierwsza wzmianke o czyms bardziej stalym w ukladach z waszumi
            partnerami ze wniosek nasunal sie sam, szczegonie ze przeczytalam sporo
            psychologicznych lektur na ten temat - i moje zdanie nie ma nic wspolnego z
            moralnoscia raczej z interpretacja psychologoczna waszego zachowania ktore jest
            symptomem zaburzonego rozwoju emocjonalnego - tak zdaje sobie sprawe ze
            psychologia jest stosunkowo mloda nauka ale jednak jest i nie odrzucalabym jej
            doswiadczen.
            nie rozumiem dlaczego jestes taka agresywna lub sarkastyczna (sarkazm tez jest
            odmiana agresji - to znowu z psychologi)- czy oburzylby cie fakt gdyby ktos w
            trosce o ciebie poradzil ci pojscie do lekarza bo zauwazylby ze schudlas i masz
            cienie pod oczami i ogolnie zle wygladasz?
            jeszcze jedno jest bardzo wyrazne w waszych wypowiedziach - czytam je i mam
            wrazenie ze jestescie pozbawione odczuwania empatii bo ani przez moment nie
            myslicie o emocjach zdradzanej (zony czy po prostu dzewczyny tego waszego
            chwilowego obiektu zainteresowania) i ty mi chcesz wmowic ze jestes czlowiekiem
            ktory czuje tylko zyje inaczej niz inni, pod prad? Ja tez zyje inaczej i nie
            obchodza mnie koscielno-moralne normy, mam swoje wlasne, ale opieraja sie one na
            szanowaniu granic kazdego czlowieka oraz uczciwosci, to tak w wielkim skrocie. ek
            A na koniec maly cytat ""instead of having sex try making love.Sex is work when
            your heart isn''t in it. First develop intimacy skills, than make love to enjoy
            them"
            Jesli nie znasz angielskiego moze ktorys z twoich licznych przyjaciol ci pomoze w
            tlumaczeniu.
            zycze ci odwagi w odkrywaniu swojej ciemnej strony ksiezyca i zamiast walczyc z
            calym swiatem przyjzyj sie sobie.

            Ula


            Gość portalu: claudel napisał(a):

            > Gość portalu: ula napisał(a):
            >
            > > czy wy nie zdajecie sobie sprawy ze te dwie pozornie
            > wyzwolone dziewczyny
            > > zasluguja na wspolczucie i spotkania z
            > terapeuta/psychologiem, poniewaz ich
            > > ulomnoscia jest brak umiejetnosci glebszego,
            > emocjonalnego zaangazowania sie i
            > > stworzenia trwalego zwiazku. Sa emocjonalnie ozieble
            > stad to ich poczucie
            > > tymczasowosci i wybieranie partnerow ktorzy nie sa
            > wolni i dostepni.
            > > Gdyby w gabinecie psychologa poddano ich rozwoj
            > emocjonalny wiwisekcji one same
            > >
            > > wreszcie uswiadomilyby sobie dlaczego tak sie
            > zachowuja i moze udaloby im sie
            > > wyleczyc, tak ale wymaga to przede wszystkim
            > zauwazenia ze problem istnieje a
            > > one jak do tej pory wybudowaly sobie doskonaly system
            > ochronny, zeby niczego
            > > nie zmieniac i dorobily sobie do tego filozofie, ktora
            > tlumaczy im ich
            > > zachowanie przed samymi soba.
            > > Ja naprawde szczerze im wspolczuje i zycze spojrzenia
            > w glab siebie i
            > > znalezienia przyczyn tej ich ozieblosci.
            > >
            >
            > O związkach i mojej rzekomej oziębłości napisałam wyżej,
            > powtarzać nie będę. Daruj sobie te teorie oparte na
            > zerowych danych (co Ty o nas wiesz? o naszej
            > pzreszłości, doświadczeniu? nic).
            > Teorie to Ty sobie stworzyłaś na nasz temat, a nie my.
            > My po prostu żyjemy, bez teorii, a Ty nie możesz sobie
            > darować, że inaczej niż Ty.
            > Powód, dla którego Xena prowadzi takie życie może być
            > zupełnie inny niż w moim pzrypoadku. Ale nawet do głowy
            > by mi nie przyszło, żeby ją oceniać za poligamię, tak
            > jak innych za monoamię.
            >
            > A ja też mam dla Ciebie taką teorię: sądząc po sposobie
            > formułowania zdań, wnioskuję, że byłaś molestowana w
            > dzieciństwie. I co Ty na to? Podoba Ci się?

            • Gość: Lucy Re: do żona? IP: 195.94.198.* 11.09.01, 13:40
              Ujęłaś to znakomicie, naprawdę. Czytałam wiele Twoich postów na różnych wątkach
              tego forum i mam dla Ciebie wiele szacunku i podziwu. Roztrząsalismy tu kwestie
              moralne, etyczne i psychologiczne a tylko Ty jedna ujełaś temat z taka prostotą
              po prostu uderzającą w serce. Nie potępiasz, nie pochwalasz, tylko dzielisz się
              swoim smutnym doświadczeniem a robisz to w sposób naprawdę taktowny i
              delikatny. To, co napisałaś wystarczy chyba za całą naszą dyskusję.
              Pozdrawiam Cię serdecznie
              Lucy
              • Gość: zona? Re: do Lucy IP: *.gad.pl 17.09.01, 15:08
                pozdrawiam. szkoda tylko że w tak fatalnej sytuacji przyszło mi tu mędrkować.
                szkoda że nie miałam rad dla siebie przed odejściem męża a może jeszcze przed
                ślubem. a tam, przynajmniej wiem że małżeństwo owszem warto,lecz to bardzo
                trudny etap naszego życia a z tego powinny zdawać sobie sprawę obie strony i
                obie muszą tego uczyć się a nie uciekać- do mamy,kochanki,rozwodu
            • Gość: claudel do Uli IP: *.*.*.* 11.09.01, 15:19
              Gość portalu: ula napisał(a):

              > claudel, wyrobilam sobie zdanie o was na postawie

              tyle razy pisalyscie ze macie ochote > uciekac na
              pierwsza wzmiake o czyms bardziej stalym w ukladach z
              waszumi > partnerami ze wniosek nasunal sie sam

              Niczego takiego nie napisałam. Nie mogę romansując z
              zajetym facetem nastawiać się na stały układ- myślę, ze
              to uczciwe i logiczne - nie chcę rozwalać mu życia,
              dopóki nie stanie się to dla mnie naprawdę ważne - na
              tyle, by walczyć o tego faceta i zranić jakąs kobietę.
              Myślę, że to własnie świadczy o dojrzałości,
              niedojrzałością byłoby żądanie na wstępie wszystkiego i
              za wszelką cenę. Jeśli on nie jest dla mnie tym jedynym,
              to dlaczego mam żądać od niego rozstania z
              dotychczasową kobietą i narażać ją na rany, być może
              tego w ogóle nie warte?
              To, że nie tworzę stałych związków nie jest związane z
              tym, że uciekam przed ideą stałego związku, tylko nie
              widzę sensu tworzyć stałego związku z kimkolwiek,
              dlatego że brak takowego w życiu oznacza wg Twoich
              mądrych książek psychologicznych niedojrzałość i
              oziębłość emocjonalną. Nie wiem, jak w świetle tych
              teorii możnaby wytłumaczyć fakt, że byłam łacznie 8 lat
              w dwóch stałych związkach i tak źle mi nie szło.

              mam
              > wrazenie ze jestescie pozbawione odczuwania empatii bo
              ani przez moment nie
              > myslicie o emocjach zdradzanej (zony czy po prostu
              dzewczyny tego waszego
              > chwilowego obiektu zainteresowania) i ty mi chcesz
              wmowic ze jestes czlowiekiem> ktory czuje tylko zyje
              inaczej

              Własnie dlatego, że myślę o emocjach zdradzanej, zawsze
              bardzo mi zalezy na tym, żeby ona się nie dowiedziała -
              dbam o to na równi z facetem, który ukrywa zdradę -
              tylko, że on ma interes, a ja nie. Robię to z czystego
              altruizmu ;P
              Zdrada jest jego wyborem i sprawą jego moralności i
              lojalności, nie mojej, ale dopóki mogę zapobiec "ranom"
              robię wszystko, by kobieta się nie dowiedziała. Jak do
              tej pory się udawało.
              Zapewne te słowa obiją się jak groch o ścianę i nadal
              będziesz twierdzić, że jestem emocjonalnie oziębła i
              pozbawiona empatii, bo masz swoją teorię, która Ci
              wszystko tłumaczy.

              Na szczęście nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

              P.S. Z angielskiego nikt mi nie musi tłumaczyć, w
              obecnym świecie znajomość tego języka to standard, a w
              niektórych sprawach od standardu nie odbiegam.

              • Gość: ula Re: do Claudel IP: *.hartford-06-07rs.ct.dial-access.att.net 12.09.01, 05:30
                Gość portalu: claudel napisał(a):

                > Gość portalu: ula napisał(a):
                >
                > > claudel, wyrobilam sobie zdanie o was na postawie
                >
                > tyle razy pisalyscie ze macie ochote > uciekac na
                > pierwsza wzmiake o czyms bardziej stalym w ukladach z
                > waszumi > partnerami ze wniosek nasunal sie sam
                >
                > Niczego takiego nie napisałam. Nie mogę romansując z
                > zajetym facetem nastawiać się na stały układ- myślę, ze
                > to uczciwe i logiczne - nie chcę rozwalać mu życia,
                > dopóki nie stanie się to dla mnie naprawdę ważne - na
                > tyle, by walczyć o tego faceta i zranić jakąs kobietę.
                > Myślę, że to własnie świadczy o dojrzałości,
                > niedojrzałością byłoby żądanie na wstępie wszystkiego i
                > za wszelką cenę. Jeśli on nie jest dla mnie tym jedynym,
                > to dlaczego mam żądać od niego rozstania z
                > dotychczasową kobietą i narażać ją na rany, być może
                > tego w ogóle nie warte?
                > To, że nie tworzę stałych związków nie jest związane z
                > tym, że uciekam przed ideą stałego związku, tylko nie
                > widzę sensu tworzyć stałego związku z kimkolwiek,
                > dlatego że brak takowego w życiu oznacza wg Twoich
                > mądrych książek psychologicznych niedojrzałość i
                > oziębłość emocjonalną. Nie wiem, jak w świetle tych
                > teorii możnaby wytłumaczyć fakt, że byłam łacznie 8 lat
                > w dwóch stałych związkach i tak źle mi nie szło.
                >
                > mam
                > > wrazenie ze jestescie pozbawione odczuwania empatii bo
                > ani przez moment nie
                > > myslicie o emocjach zdradzanej (zony czy po prostu
                > dzewczyny tego waszego
                > > chwilowego obiektu zainteresowania) i ty mi chcesz
                > wmowic ze jestes czlowiekiem> ktory czuje tylko zyje
                > inaczej
                >
                > Własnie dlatego, że myślę o emocjach zdradzanej, zawsze
                > bardzo mi zalezy na tym, żeby ona się nie dowiedziała -


                claudel, pytanie - jaka masz pewnosc, ze ta zdradzana osoba nie chce wiedziec?
                CZy sie z nia konsultowalas? A jesli nie znasz jej zdania to dlaczego zakladasz
                ze ona nie chce wiedziec, dlaczego podejmujesz ZA NIA decyzje? I dodatkowo, tylko
                z czysto teoretycznego punktu widzenia (nie obraz sie, domyslam sie ze uprawiasz
                safe sex ale wypadki/wpadki przy pracy sie zdarzaja); jesli po kontakcie z toba
                maz zdradzanej zarazi ja jedna z STD (ona go nie zdradza i jest to jej jedyny
                partner - teoretycznie ale i praktycznie pewnie niezadko sie to zdaza) - on jej
                nic nie mowi o zdradzie, jak ona wytlumaczy to samej sobie, czy nie zacznie
                czegos podejrzewac, a szanowny maz czy nie nie wykorzysta tego zeby zone oskarzac
                o zdrade bo skoro ja zdradza to ma sklonnosc do oszustw.
                A do tego nie zdziwi cie zapewne fakt ze pewne odmiany HPV powoduja raka
                kobiecych narzadow - chcialabys miec cos takiego na sumieniu?


                > dbam o to na równi z facetem, który ukrywa zdradę -

                jesli on traktuje to jako zabawe, to pomijajac aspekt moralny, przeciez jemu jest
                tak najwygodniej, przyjemnosc bez konsekwencji i zobowiazan, zycie bez rozterek


                > tylko, że on ma interes, a ja nie. Robię to z czystego
                > altruizmu ;

                a nie masz przy tym ani odrobiny przyjemnosci? nie wydaje mi sie zeby twoj
                altruizm byl taki "czysty"


                > Zdrada jest jego wyborem i sprawą jego moralności i
                > lojalności, nie mojej, ale dopóki mogę zapobiec "ranom"
                > robię wszystko, by kobieta się nie dowiedziała. Jak do
                > tej pory się udawało.


                > Zapewne te słowa obiją się jak groch o ścianę

                lepiej nie zucajmy grochem w sciane bo ja mozemy zniszczyc a bylaby to prawdziwa
                szkoda



                i nadal
                > będziesz twierdzić, że jestem emocjonalnie oziębła i
                > pozbawiona empatii, bo masz swoją teorię, która Ci
                > wszystko tłumaczy.

                nic na to nie poradze ze prawie we wszystkim staram sie doszukac sensu i
                wytlumaczenia

                >
                > Na szczęście nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
                >
                nie dziwi mnie to bo i dlaczego mialoby miec

                > P.S. Z angielskiego nikt mi nie musi tłumaczyć, w
                > obecnym świecie znajomość tego języka to standard, a w

                twoja znajomosc angielskiego ulatwia moja sytuacje, dzieki


                > niektórych sprawach od standardu nie odbiegam.

                jesli sie tworzy standardy na swoj wlasny uzytek to nigdy sie od nich nie odbiega
                >

                mam nadzieje ze potraktujesz to co pisze z odrobina poczucia humoru

                :))

                pzdr
                Ula
                • Gość: claudel odp. do Uli IP: *.*.*.* 19.09.01, 16:31
                  > claudel, pytanie - jaka masz pewnosc, ze ta zdradzana
                  osoba nie chce wiedziec?
                  > CZy sie z nia konsultowalas? A jesli nie znasz jej
                  zdania to dlaczego zakladasz
                  >
                  > ze ona nie chce wiedziec, dlaczego podejmujesz ZA NIA
                  decyzje?

                  Nie podejmuję za nią decyzji. To nie jest jej, ani moja
                  decyzja - zdrada - tylko jego. Ja właśnie nie chcę
                  podejmować ZA NIKOGO decyzji - w tym wypadku bym
                  musiała za niego - powiedzieć jej czy nie. To jest jego
                  związek i jego poczucie winy (lub jego brak). Tylko on
                  może zdecydować o tym, czy ona ma wiedzieć, bo to jest
                  ich związek i jego dziewczyna/ żona. Ja nie mam prawa
                  decydować, co ona powinna wiedzieć a co nie, bo nie
                  jestem Bogiem. Moja ingerencja byłaby akcją, a więc
                  uzurpowaniem sobie pewnych praw, ja się od akcji
                  powstrzymuję, bo nie mam żadnego mandatu do takich
                  działań.

                  .
                  > z czysto teoretycznego punktu widzenia (nie obraz sie,
                  domyslam sie ze uprawias
                  > z
                  > safe sex ale wypadki/wpadki przy pracy sie zdarzaja);
                  jesli po kontakcie z toba
                  >
                  > maz zdradzanej zarazi ja jedna z STD (ona go nie
                  zdradza i jest to jej jedyny
                  > partner - teoretycznie ale i praktycznie pewnie
                  niezadko sie to zdaza) - on jej
                  >
                  > nic nie mowi o zdradzie, jak ona wytlumaczy to samej
                  sobie, czy nie zacznie
                  > czegos podejrzewac, a szanowny maz czy nie nie
                  wykorzysta tego zeby zone oskarz
                  > ac
                  > o zdrade bo skoro ja zdradza to ma sklonnosc do
                  oszustw.
                  > A do tego nie zdziwi cie zapewne fakt ze pewne odmiany
                  HPV powoduja raka
                  > kobiecych narzadow - chcialabys miec cos takiego na
                  sumieniu?
                  >
                  No comments.


                  >
                  > > tylko, że on ma interes, a ja nie. Robię to z
                  czystego
                  > > altruizmu ;
                  >
                  > a nie masz przy tym ani odrobiny przyjemnosci? nie
                  wydaje mi sie zeby twoj
                  > altruizm byl taki "czysty"
                  >
                  >

                  Nie zrozumiałaś mnie - nie z altruzimu z nim sypiam,
                  tylko z altruzimu jej o tym nie mówię. Ale to była
                  częściowo ironia, bo dlaczego naprawdę jej o tym nie
                  mówię, napisałam wyżej.
                  • Gość: ULA Re: odp. do claudel IP: *.hartford-01-02rs.ct.dial-access.att.net 21.09.01, 03:05
                    nasze systemy wartosci stoja na dwoch przeciwleglych biegunach - wlasciwie to
                    ja juz nie mam nic wiecej do powiedzenia,
                    I am giving up,
                    pozdrawiam,
                    ula
    • Gość: zona? Re: on ma żonę !!!-Kamilo IP: *.punkt.pl 07.09.01, 17:00
      Kamilo...czy Ty jeszcze tu zaglądasz...:))) piszesz że on Cię kocha. Pewnie to
      właśnie Ci powiedział.Zazwyczaj jest kilka powodów dla których zonaci tak
      właśnie mówią i chyba zdajesz sobie z tego sprawę. Czy fakt posiadania przez
      twego lubego zony został już przez Ciebie tak dokładne przestudiowany? Nie
      piszesz czy długo już z nim jesteś ani czy on,czy wy, planujecie wspólną
      przyszłość. Ale jako porzucona miesiąc temu przez męża facetka (i to nie dla
      kochanki) chciałam zapytać się czy zdajesz sobie sprawę z problemu, czy wiesz
      jakie czekają cię frustracje...jesli on zostawi żonę dla Ciebie, czy nie
      obawiasz się że i z Tobą tak też może się stać...nie chcę tu moralizować ani
      oceniać,wystarczająco było teg dużo w tym wątku. chcę tylko zapytać czy jesteś
      gotowa na ten problem. bo problemem nie jest zona ale miłość budowana na upadku
      poprzedniej , czy nie boisz się porównan, trudnego rozstania Jego z Nią,
      jego "kontaktów " w czasie rozwdu i tuż po...problem to dośc skomplikowana
      miłośc nie kobieta...
      Pewnie teraz forumowicze wyzwą mnie od zgorzkniałych bab.nie zgorzkniałam-
      odżyłam,odpowiadam szybko.zastanawiam się tylko kim jest Kamila- młodą
      dziewczyną czy raczej kobietą po przejściach...czy chciała rady ...Kamilo-jako
      panna wiązałam się z żonatymi facetami- dziś wiem że problemem nie były zony
      lecz ja i emocje jakie pojawiły się w trójkącie. facet zamiast zając się
      ratowaniem może lekko zlodowaciałego małżeństwa, wypłakiwał się w łono
      młodej ,wolnej... marnował czas swój i mój, marnował uczucia mojej naiwnej
      osóbki i swojej żony. i nawet gdy sprawa kochanki nie wychodzi bezp. na jaw,
      krzywdzi zonę - tak jak wcześniej ktoś napisał byłaby głupia...itd.tylko że to
      zazwyczaj kobieta chce ratować a facet mówi że nie jest pewny swych uczuć, że
      brak mu energii na ratowanie,że sam nie wie czego chce...kiedyś też kochałam
      zajętego, po jakimś czasie zapytałam sama siebie - czy można kochać kogoś kto
      tak bardzo rani swą rodzinę, kto w swym ogromnym cynizmie mówił mi i JEJ -
      kocham....pozdrawiam ciepło.
    • Gość: michał Re: on ma żonę !!! IP: 213.241.35.* 19.09.01, 12:16
      ja też mam żonę z która już praktycznie nic mnie nie łączy od 2 lat ostatnio
      poznałem kogoś i co dalej sam się zastanawiam czy mogę miec wyrzuty sumienia
      • Gość: żona? Re: on ma żonę !!!-Michał IP: *.gad.pl 19.09.01, 13:38
        Postaw sobie kilka pytań a raczej pozwolę sobie zrobić to za Ciebie.
        Z góry przepraszam ale skoro mój małżonek (jeszcze) twierdzi że nie ma o czym
        już rozmawiać, wykorzystam obecnośc mężczyzny i...
        Co zrobiłeś przez te dwa lata by było Wam obojgu lepiej...Czy podjąłeś
        jakąkolwiek rozmowę z żoną o Waszym może (bo nie wiem) nieco chłodniejszym
        uczuciu... Czy jest gorzej bo długo, bo bez rewolucji, bo przyzwyczajenie,bo
        monotonnie, bo ona już nie taka ładna,bo robi problem z niczego i marudzi coś
        o pieniądzach na fryzjera, bo ..No właśnie,a może ta NOWA to okaz spokoju,
        ciepła i radości gdy odwiedzasz,gdy przychodzisz do niej na chwil kilka,gdy ot
        nie macie problemów typowych dla polskiego przeciętnego
        małżeństwa...prosze ,nie zrozum mnie źle-nie oskarżam,pytam i tylko tyle...Może
        Twoja odpowiedź pozwoli mi zrozumieć mężczyzn, mojego męża i jemu
        podobnych...
        I jeszcze coś- jesli martwisz się o małzeństwo i chcesz je ratować ,jesli
        gdzieś tam w głębi są gruzy (ale zawsze coś) miłości,obecność NOWEJ nie pomoże
        Ci w rozwiązaniu tej sytuacji. Odciąga Cię ne tylko od zony ale i od samego
        siebie.Wydaje mi się, że gdy źle dzieje się miedzy dwojgiem , obecność trzeciej
        osoby może się okazać bolesna dla całej trójki . Bo gdzie czas by zrozumieć
        siebie,swoje uczucia.. A tam znowu marudze
        Powodzenia zycze i jak najmniejszej ilości wyrzutów sumienia..Chyba Bajor
        śpiewał - róbmy tak by nigdy nie było nam żal...Usłyszałam ten tekst ładnych
        parę lat temu siedząc z ówczesnym mężczyzną < mego zycia :)))))> i jakoś tak
        mechanicznie ,wspólnie i bez kłotni podjęliśmy decyzję by każde poszło w swoją
        stronę . I co ? i happy end- jak w telenoweli...mam świetnego kumpla.
        Ciekawe,jak Ty postąpisz...powodzenia i sorka za patetycznośc w ostatnich
        słowach- przypałętała mi się grypa , czyli stan dośc przygnębiający
        • Gość: Michał Re: on ma żonę !!!-Michał IP: 213.241.35.* 19.09.01, 17:06
          Moje rozterki zaczeły się dokladnie po moim przyjeżdzie do Polski oczywiście
          rok wcześniej był ślub,silanka skończyła gdy podjołem decyzję o zamieszkaniu w
          Polsce już po tygodniu usłyszałem od teścia że My"nie potrzebujemy szkolonych
          ludzi"( jestem prawnikiem) Bardzo szybko znalazłem pracę w pół roku bardzo
          dobrze już mówiłem po polsku a po roku już byłem dyrektorem, niestety w domu
          było coraz gorzej od mojej żony coraz bardzej wialo lodem. Dalej nie mogłem
          zrozumieć o co chodzi. W między czasie było wiele innych zdarzeń których nie
          mogłem do,końca zrozumieć. Miałem nadzieję że wszystko zmieni sie po przyjściu
          na świat syna.Niestety przestaliśmy całkowicie ze sobą wsółżyć. W między czasie
          ja przeniosłem się do Warszawy żona pozostała 200 km dalej,niebyła ani jeden
          raz u mnie. Przez prawie dwa lata jednak żony nie zdradziłem pomimo wielu
          nadarzających sie okazji. Bardzo kocham syna i chyba to mnie powstrzymuje mnie
          od podjęcia jakiś ostatecznych decyzji. Kilka miesięcy temu poznałem dziewczynę
          być może nie najwspanialszą ale daje to cipło którego nam wszystkim tak
          potrzeba jest na po prostu dobrze. Co będzie dalej nie wiem sam wiele razy sie
          nad tym zastanawiam syn jest tu najważniejszy i chyba dla Niego jest5em w
          stanie poświęcić bardzo dużo.
          Co mogę Ci radzić ...... nie jestem w stanie nic Ci doradzić może rozwiązanie
          jest w zasięgu ręki ... kto wie

          M.
    • Gość: Krystyna Re: do Michała IP: 213.25.85.* 20.09.01, 10:37
      Michał co Ciebie powstrzymuje przed rozwodem? Jeżeli spotkałeś dziewczynę, może
      nie swoich marzeń, ale dającą Ci to czego nie miałeś u żony, to po co chcesz
      być nadal na papierze "mężem". Każde dziecko przeżywa rozwód rodziców, ale Wy
      od kilku lat nie dajecie mu żadnego wzorca małżeństwa!! Ty i tak na codzień nie
      masz z nim kontaktu. Więc uważasz, że sytuacja, w której tatuś jest mężem
      mamusi, ale od kilku lat nie mieszkają razem jest zdrowa?! Po co oszukujecie
      syna? Nie bądź hipokrytą. Jeżeli boisz się reakcji syna na rozwód, idź do
      psychologa, on Ci podpowie jak się zachować aby dziecko jak najmniej ucierpiało.
      I podejmij wreszcie konkretną decyzję.
      • Gość: Michał Re: do Michała IP: 213.241.35.* 20.09.01, 13:06
        ...Krystyna wiesz kiedyś słyszałem takie powiedzenie "wiśta wio łatwo
        powiedzieć" wiesz kiedyś nigdy nie podejrzewał bym siebie że stanę przed takim
        wyborem jest mnustwo szczegułów, co powiedzą znajomi co w pracy gdzie wszyscy
        moi pracownicy stawiają za wzór moje postępowanie .... nie jest to az tak
        proste jak się wydaje tymbardzej że nie mam tu żadnych aż tak bliskich z k
        rymi mógłbym na ten temat porozmawiać.

        Pozdrawiam
    • Gość: Krystyna Re: do Michała IP: 213.25.85.* 20.09.01, 13:36
      Czy Ty naprawdę uważasz, że Twoich znajomych ruszy wiadomośc o Twoim
      ewentualnym rozwodzie?! Wokół siebie mają pełno osób przed, w trakcie lub po
      rozwodzie. Dla pracowników jesteś wzorem ze względu na kompetencje zawodowe,
      więc co ma do tego Twój rozwód. Raczej teraz mają powody do komentarzy - żona
      200 km stąd, ciekawe ile ma lasek.
      To jest Twoje życie! I innym wara od niego. To Ty żyjesz w zawieszeniu (niby
      mąż i nie mąż), nie oni. Gadanie ludzkie trwa krótko a Ty masz przed sobą
      życie. Coś mi się wydaje, że masz duże problemy z podejmowaniem decyzji.
      • Gość: Michał Re: do Michała IP: 213.241.35.* 20.09.01, 15:35
        Krystyno zgadzam się w pełni z Tobą, ale jeżeli chodzi o podejmowanie decyzji
        wn tej jeddynej sprawie jest to dla mnie problem..

        • Gość: zona? Re: do Michała IP: *.gad.pl 20.09.01, 15:51
          wiesz co ,podjęcie takiej decyzji chyba nie może być łatwe skoro Wy już nie
          istniejecie. A może to odległośc Was oziębia...Czy Twoja rodzina nie może
          zamieszkać razem?
          Jesli chodzi o dziecko- mam 3-letnią córkę, która tatę zna bardziej z
          fotografii, bo albo był w pracy albo..był w pracy ( dziennikarz). Ostatnie jej
          opowiadanko o tacie jakie przedstawiła dzieciom w przedszkolu- tato przychodzi
          z pracy, lezy na wersalce, ma słuchawki i słucha muzyki a mama wszystko robi.
          Kurde, ona ma trzy latka..Teraz gdy tato przychodzi co parę dni, nie lezy, nie
          słucha tylko bawi się z nią, czyli robi to na czym najnardziej jej
          zalezy.tęskni ale może tak będzie lepiej...dziś rano w przedszkolu dała buziaka
          tacie swojej koleżanki,mówiąc " ja też chcę pożegnać się z tatą".To bardzo
          bolesne sytuacje, ale nie możemy unieszczęsliwiać naszych dzieci naszą
          (rodziców) nieszczęsliwą miłością. One tak dużo widzą ...i wiedzą.
          a może skorzystasz z rady pani psycholog i innych w podobnych nam osób -polecam
          Samotne rodzicielstwo i rozwód na tym forum. ja bardzo skorzystałam- od dwóch
          miesięcy oczytuję i analizuję a przede wszystkim tankuję ogromną ilość energii
          pozdrawiam Cię serdecznie
          • Gość: Michał Re: do Michała IP: 213.241.35.* 20.09.01, 18:17
            no właśnie nie istniejemy.. ale jest to o czym piszesz dalej syn ma teraz
            prawie 4 lata i już bardzo dużo rozumie podobnie jak Twoja córka przyjeżdzam
            średno co dwa tygodnie i oczywiście zabieram go na dzień dwa to zależy od
            wolnego czasu osttno poszedł do przedszkola pierwszy raz zaczoł się problem bo
            nie chciał jeżdzić autobusem rano był płacz tata ma po niego przyjechać - tata
            ma po niego przyjechać- cała przygoda. Wiesz kiedy dzwonię pierwsze slowa "tata
            kiedy przyjedziesz" a wtedy coś mnie tam w środku tak bardzo ściska że słowa
            nie mogę powiedzieć sam się dziwie. Ja czlowiek który przeszedl różne koleje
            losu oczy stają się wilgotne. Tak chyba jest to pierwsza oznaka starości bo
            robie się sentymentalny (38)Chociaż musze przyznać że nie rozumiem Twojego
            zdania o unieswzczęśliwianiu Naszych dzieci naszą rodziców nieszczęśliwą
            mi.łością. Zastanawiam się nad tym zdaniem niestety nie rozumiem.
            Wiesz ja nigdy nie korzystałem z z uslug psychologa, kiedyś przy pisaniu
            doktoratu potrzebowałem jakiś tam informacji i doszedłem do wniosku że szkoda
            czasu to był mój zmarnowany czas.Poza synem nie we mnie żadnych barier..

            Pozdrawiam jednocześnie dziękuję za poświęcony czas

            M.
    • Gość: sex Re: on ma żonę !!! IP: *.tnt6.chiega.da.uu.net 21.09.01, 08:04
      Gość portalu: kamila napisał(a):

      > ja go kocham , on mnie tez , ale mam problem on ma zone !!

      Znajdz sobie innego-proste jak slonce,Ez te baby to glupie az jezyk swedzi zeby
      przygadac.
      • Gość: żona? Re: on ma żonę !!!-Michał IP: *.gad.pl 21.09.01, 14:13
        A z tym unieszczęsliwianiem naszych dzieci , naszą (rodziców)nieszczęsliwą
        miłością , to jest tak- prawda stara jak instytucja małżeństwa- nie możemy
        tkwić w czymś czego już nie ma ze względu na dziecko,które widzi , rozumie i
        cierpi...pewnie też wypomni za lat kilkanaście,zapyta :Tato, mamo, po co te
        cierpienia, tyle lat, nie warto było, mogliście się rozejśc i żyć ,żyć
        normalnie". o to właśnie mi chodziło...
        Z tym przedszkolem- mamy widze podobny problem, tylko że różne strony
        reprezentujemy...Szkoda naszych maluszków, Boże jak szkoda.Nie dośc że
        rozstanie z rodzicem , który to gdzieś daleko pracuje lub poszedł w siną dal,
        to na dodatek rozstanie kilkugodzinne z tym drugim...Skąd wziąć receptę by nie
        zniszczyć małego człowieczka, jak wytłumaczyć,a może pozostawić jak wszystko
        wyjaśni się ostatecznie...Wiesz, nie żałuję małżeństwa,ale żałuję tego co się w
        nim powyrabiało
        Pozdrawiam i zyczę jak najlepszych chwil z synkiem
        • Gość: michał Re: on ma żonę !!!-Michał IP: 213.241.35.* 24.09.01, 09:20
          Zgadzam się z Tobą Krystyno recepty niestety nie da się znalężć ale skutki
          można maxymalnie zminimalizować a to jest najważniejsze,jeżeli chodzi o
          małżeństwo to podobno na początku nigdy się nie żałuje wszystko przychodzi
          potem niestety.. jak to zawsze w życiu uczymy się na łedach najczęściej swoich

          Pozdrawiam
          M
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka