Dodaj do ulubionych

Trudna sprawa...

11.05.05, 20:03
Nie pisze tego byscie mnie napadli, zwyzywali itp..Juz to mam za soba na tym
forum..Mam jednak problem i chcialabym abyscie mi pomogli, choc odrobinke..

Wiele tygodni temu zerwalam z facetem po kilkumiesiecznym romansie. Zerwalam
bo uswiadomilam sobie ze spotykanie sie z zonatym facetem, nawet jesli
wchodza w to uczucia, jest zle, bardzo zle. To bylo niemal pieklo,
zrezygnowac z kogos na kim mi zalezy, z kim jest mi dobrze, z kim czuje sie
szczesliwa (pomijajac rozne inne chwile..).
Zerwalam kontakt calkowicie, on zdawal sie to szanowac, nie dzwonil, nie
pisal smsow, nie nalegal, nic... Ostatnio rozmawialam z jego kumplem.
Powiedzial ze On strasznie za mna teskni , ze ja go zranilam i jeszcze nigdy
nie widzial go tak przybitego..Ten kumpel zna zone i od poczatku
byl 'przeciw'naszemu 'zwiazkowi', jednak stwierdzil ze dluzej nie zniesie
JEGO zachowania, przybicia itp i spytal czy moglabym z NIM porozmawiac, bo ON
nie rozumie dlaczego tak zle go potraktowalam (chodzilo o sposob zerwania).
No i ostatnio odbyla sie rozmowa, choc nie z mojej inicjatywy..Powiedzial ze
teskni za mna tak jak nigdy jeszcze nie tesknil, ze darzy mnie wyjatkowym,
glebokim uczuciem i nic na to nie poradzi..Powiedzial ze go zranilam jak
jeszcze nikt go nigdy nie zranil.. To byla dluga rozmowa, nie bede sie
rozpisywac..Skonczylo sie na niczym, wysluchalam go, stwierdzilam ze tez za
nim tesknie, ale wiem tez ze ten zwiazek nie mial nigdy zadnej przyszlosci.
Spezlo na niczym, usciskiem i rozstaniem.
Pytan mam mnostwo.
Po co byla ta rozmowa, w jakim celu?? Czy chccial ( i mial nadzieje) powrotu?
Gdzie w tym wszystkim jest jego zona? Czy facet ma na tyle tupetu ze moze z
taka lekkoscia rozgraniczyc dwa 'zwiazki' ??
Czy facet moze rzeczywiscie czuc cos do dwoch kobiet jednoczesnie ??
Nic nie rozumiem.. i choc wciaz moje serce mocniej bije na jego widok nie
chce pakowac sie znow w te same klopoty.. Prosze tylko o subtelne
wypowiedzenie sie na temat zachowania tego faceta.
Obserwuj wątek
    • sagis Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego odrz 11.05.05, 20:09
      uciła. Widocznie zawsze to on stawiał na swoim. Już to, że zdradził swoją żonę
      świadczy, że nie liczy się z czyimiś uczuciami i nigdy wcześniej tego nie
      robił. A, Ty pierwsza powiedziałaś jemu "nie".
      Pewnie ma urażoną męską dumę. To kobieta jemu odmówiła, a nie on jej.

      Gratulacje za Twoją siłę. Zapomnij o nim. Znajdź sobie uczciwego mężczyznę,
      który będzie szanował Twoje uczucia.
      • xxbleblexx Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 11.05.05, 20:17
        mialam sie nie wypowiadac, ale co tam.

        powiem tylko tyle. sama jestem zona i nigdy bym sie nie zwiazala z zonatym
        facetem. czy pomyslalas jak w tym wszystkim czula sie jego zona? czy masz
        wyrzuty tylko z tego powodu, ze go zranilas? nie masz wyrzutow z teg powodu, ze
        przyczynilas sie do rozpadu jakiegos zwiazku.

        wiem, ze mialo byc o czym innym, ale musialam to napisac.

        pozdrawiam i nie chcialam Cie obrazic.
        • sagis Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 11.05.05, 20:26
          Wypowiedziałaś się, jako żona. A, nie przeczytałaś dokładnie, jak było i nie
          czytałaś wcześniejszych jej postów.
          Ona nie wiedziała, że on jest żonaty. Pewnie zdjął obrączkę jak ją spotkał i
          zataił to przed nią:-))
          Jak ona dowiedziała się, że on ma żonę, to zostawiła jego.
          To on zdradził żonę i jest nieuczciwy wobec niej!!!
          Pamiętaj, jeśli Twój mąż zdradzi Cię to nie tłumacz jego, bo on ma swój rozum.
          Wiem, że najlepiej jest zwalić całą winę na kochankę.
          Ale, to i tak nie naprawi czyjegoś małżeństwa. Wina jest w małżeństwie, a nie
          na zewnątrz.
          • xxbleblexx Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 11.05.05, 20:33
            sagis napisała:

            > Wypowiedziałaś się, jako żona. A, nie przeczytałaś dokładnie, jak było i nie
            > czytałaś wcześniejszych jej postów.
            > Ona nie wiedziała, że on jest żonaty. Pewnie zdjął obrączkę jak ją spotkał i
            > zataił to przed nią:-))
            > Jak ona dowiedziała się, że on ma żonę, to zostawiła jego.

            w takim razie zwracam honor

            > To on zdradził żonę i jest nieuczciwy wobec niej!!!
            > Pamiętaj, jeśli Twój mąż zdradzi Cię to nie tłumacz jego, bo on ma swój rozum.
            > Wiem, że najlepiej jest zwalić całą winę na kochankę.
            > Ale, to i tak nie naprawi czyjegoś małżeństwa. Wina jest w małżeństwie, a nie
            > na zewnątrz.

            na szczescie kazdy ma prawo do wlasnych pogladow. ja mam inne zdanie. nie mam
            najlepszego zdania o kobietach, ktore swiadomie pchaja sie w czyjes zycie z
            buciorami.
        • landrynka8 Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 11.05.05, 20:32
          To mężczyzna(mąż)ma zobowiązania wobec żony, a nie kochanka. Trudno od kochanki
          wymagac że będzię współodczuwać z żoną, prawda?
          • pimpek_sadelko Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 12.05.05, 08:10
            landrynka8 napisała:

            > To mężczyzna(mąż)ma zobowiązania wobec żony, a nie kochanka. Trudno od
            kochanki
            >
            > wymagac że będzię współodczuwać z żoną, prawda?
            prawda, ale chyba trudno udawac ze nie krzywdzi sie osob trzech, prawda?
            ona sie nie laduje do wolnego faceta. wlazi miedzy dwoje ;udzi, sama swiadomie
            staje sie czescia TROJKATA.
        • aduniak Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 12.05.05, 08:29
          Przyłączam się do tej wypowiedzi. Mój mąz tęż miał mały internetowy romansik a
          ja myślałam , że umrę z rozpaczy...Te dziewczyny które są z żonatym facetem sa
          bez serca bo nawet nie wiedzą jak krzywdza innych ludzi. Ja długo nie mogłam
          dość do siebie i do tej pory mam złamane serce.
          • bellima Re: Zwyczajnie.Jesteś pierwszą kobietą,która jego 12.05.05, 08:51
            aduniak napisała:

            > Te dziewczyny które są z żonatym facetem sa > bez serca bo nawet nie wiedzą
            jak krzywdza innych ludzi.


            przeczytaj sama co napisalas.
            jesli nie wiedza jak krzywdza- to nie moga byc bez serca.
            gdyby wiedzialy jak krzywdza -to by byly bez serca albo by odchodzily po
            uslyszeniu "jestem zonaty" (o ile sie mezus jej przyzna co sie nieczesto zdaza),

            bez serca jest twoj maz,
            bo krzywdzi ciebie, moze i tę druga.
            on doskonale wie co robi.

    • izka82 Re: Trudna sprawa... 11.05.05, 21:15
      Ale czy jest szansa ze ktos postara sie odpowiedziec na temat?...

      Sagis..nie do konca to tak bylo, ale nie wazne.. myslalam ze to naprawde koniec
      a tu klops.. Dlaczego..? Moze to rzeczywiscie tylko urazona duma, o ktorej
      pisala sagis ?....
    • poto333 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 08:07
      uważam,że dobrze zrobiłaś.Czekaj na rozwój wypadków.Być może to co do Ciebie
      czuje,jest bardzo silnym i szczerym uczuciem,a jego związek istnieje tylko na
      papierku.Możliwe,że Twoja decyzja pmoże mu w podjęciu kroków zmierzających do
      definitywnego rozstania.A wtedy...świat stoi przed Wami otworem.Nie pozwól
      tylko na to aby być w cieniu tamtej.Pozdrawiam
      • kalina42 podpisuję się pod tym 12.05.05, 08:18
    • trzydziecha1 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 08:15
      Powiem jedno: gdyby mu naprawdę zależało na Tobie, a miłość między nim a żoną
      wygasła do zera. to bez względu na konsekwencje rozstałby się z żoną. Jesli
      interesuje go układ w trójkącie, to jest on zwykłym sk..synem, bo nie da Tobie
      ułożyć sobie normalnego życia.
      • bellima Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 08:23

        > Powiem jedno: gdyby mu naprawdę zależało na Tobie, a miłość między nim a żoną
        > wygasła do zera. to bez względu na konsekwencje rozstałby się z żoną. Jesli
        > interesuje go układ w trójkącie, to jest on zwykłym sk..synem, bo nie da
        Tobie
        > ułożyć sobie normalnego życia.


        dokladnie...
        utnij z nim kontakt raz na zawsze, nie pozwol sie na nowo omamic kretaczowi bo
        spieprzy ci kolejnych pare lat zycia. nie daj sie mu wykorzystywac emocjonalnie
        ani zrzucic winy na siebie, ,,biedny miś...no niech go gęś kopnie!


    • izka82 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 13:28
      Poto 333, Bellima, Trzydziecha1 i inne kobitki... dzieki.;)
      Caly czas o tym mysle, wciaz mam chwile, ze biore telefon i chce wyslac smsa,
      jednak po chwili sie opamietuje, po co??... Wlasnie, jezeli tak postepuje,
      znaczy ze chce zyc w trojkacie.. Poza tym nabieram coraz wiekszego przekonania
      ze chcial mi zagrac na uczuciach..wywolac poczucie winy ( udalo mu sie w 100%..)
      a wtedy moze bym do niego wrocila.. Dzis jest juz lepiej. Doszlam do wniosku,
      ze on jest tu ostatnia osoba o ktorej uczucia powinnam sie martwic.. Choc
      wiem, ze jest dobrym czlowiekiem, nie skrzywdzilby swiadomie nikogo..Moze
      wydaje sie wam komiczne to co pisze, ale wiem ze tak jest, co do tego nie mam
      watpliwosci..
      Nie rozumiem tylko jak 32-letni facet moze myslec jak dziecko, "plaszczyc" sie
      przed kochanka(byla), a w domu wciaz miec zone..Nie kumam czemu do niego nie
      dochodza skutki tego wszystkiego, jak on sobie by wyobrazal powrot?? Widzial
      moje lzy nie raz, widzial, ze sie wypalam, lamie, czy moje uczucia w ogole go
      nie obchodza? A tamta kobieta..? Cholera, nie rozumie..
      • bellima Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 13:57
        jak kazdy porzucony, tak samo i on bedzie to przez jakis czas przezywal.
        porozmawialiscie, wie ze temat zamkniety, i starczy.
        teraz niech sobie placze na ramieniu kumpla przy wodce, a jak skonczy, to moze
        sobie nawet o zonie przypomni.
    • kobieta_na_pasach Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 13:37
      ...wąska dupa - twarda ława.
      • wilk11 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:07
        Zdarza się oczywiście, że ktoś jest w jednym związku (nieważne czy małżeńskim
        czy nie) i nagle zakochuje się w kimś innym.
        Wtedy trzeba uczciwie powiedzieć, że tak się stało i potulnie spakować manatki,
        a następnie rozwijać romans, tudzieć rozpoczynać nowe, szczęśliwe życie.
        Z perspektywy faceta powiem Ci tylko, że gdyby facet się zaangażował "jak nigdy
        dotąd w życiu" to zerwałby z żoną i tylko Ciebie rozpieszczał swoim uczuciem.
        Myślę zresztą, że kobieta zachowywałaby się tak samo.
        A tu? Ty jesteś kroliczkiem który, ucieka, a tego zawsze chce się gonić... (ale
        to tylko króliczek
        • izka82 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:11
          Dzieki Wilku:)
          Nawet nie wiecie jak wazne sa dla mnie takie wypowiedzi jak Twoja :)
          pozdrawiam.
      • izka82 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:08
        kobieta_na_pasach napisała:

        > ...wąska dupa - twarda ława.



        Tak, tylko zupelnie nie rozumiem twojej wypowiedzi ...Chyba malo wspolnego ma z
        tematem..:/
        • buzinka1 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:26
          Czytałam Twój wątek i odniosłam wrażenie jakbym czytała o sobie...
          Też zakochałam się (z wzajemnością) w żonatym facecie. Na początku nie chciałam
          się angażować ale to było silniejsze. I też przeprowadziłam z nim ostateczną
          rozmowę.. Niby zerwaliśmy. Ale jednak nie mogliśmy być bez siebie. Wtedy się
          nie myśli o żonie, wtedy się jest egoistą, chce się dobra dla siebie.
          Teraz patrzę na to z drugiej strony, z perspektywy żony. Ale wtedy myślałam
          inaczej. I nie żałuję. Po 3 latach "męczarni" zdecydował się na rozwód. Teraz
          już od 8 lat jesteśmy małżeństwem i nie wyobrażam sobie życia z innym facetem.
          Myślę, że albo rzeczywiście nie będziecie już ze sobą albo ON podejmie jakieś
          kroki aby udowodnić, że tylko z Tobą chce być.
          A jeśli chodzi o miłość do dwóch kobiet...
          Wiem, że dwóch facetów można kochać więc kobiety chyba też :)
          Pozdrawiam.
          • wilk11 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:30
            >>dwóch facetów można kochać więc kobiety chyba też

            Można też kochać wszystkie zwierzęta, no, i wszystkie dzieci są nasze.
            • buzinka1 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:38
              "Czy facet moze rzeczywiscie czuc cos do dwoch kobiet jednoczesnie ??"
              Po prostu odpowiedziałam na pytanie. To, że kocha się dwóch facetów nie oznacza
              od razu, że jednego z nich się zdradza. Jest coś takiego jak miłość
              platoniczna, prawda?
    • rachela180 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 14:15
      Sagis ma racje. Odtraciłas, więc poczuł sie z tym źle.

      co to mogło byc? Fascynacja świeżą kobietą, obawiam się, nie chciał stracic
      kochanki... (A może sie zakochał?)

      Uważam, że nie powinnas więcej pozwalac na kontakt z nim. Zerwij stosunki,
      zapomnij.

      I na drugi raz włącz sobie swiatełko: "żonaty = aseksualny".
    • guga30 Re: A może to jest jednak tak... 12.05.05, 14:57
      że ludzie czegoś w życiu żałują i później starają się to zmienić.Przecież
      niełatwo jest być całe życie nieszczęśliwym.I tak np. żenią się mając po 19 lat
      z powodu przysłowiowej wpadki.Nic nie wiedzą o zyciu a dorosłość spada na nich
      jak grom z jasnego nieba.Dzieci,obowiązki i uczenie się odpowiedzialności bo
      przecież nagle trzeba się jej nauczyć.Kiedy mają 30 lat,mają też za sobą 10 lat
      małżeństwa,kredyty,błędy,pomyłki bo przecież nie same sukcesy.Wtedy
      dojrzali,nareszcie odpowiedzialni i wiedzący czego chcą od życia zauważają,żę
      to życie nie toczy się tak jak powinno,że to co za nimi zdarzyło się za
      szybko...Poznają kogoś,zakochują się i potrafią dopiero wtedy kochać
      prawdziwą,dojrzałą miłością.I wydaje im się ,że nic jeszcze straconego,że to
      może jakaś nadzieja na odżycie.Jest jeszcze "problem" bo jest przeszłość,której
      nikt nie wymaże jak niechcianej kreski.I żyją sobie ludzie w
      trójkątach,zagubieni,zdezorientowani,z jednej strony nareszcie prawdziwie
      kochający z drugiej nieprzekreślający tego co za nimi.I wierzcie mi,że to nie
      jest łatwe być ani jedną,ani drugą,ani trzecią osobą w tym związku.
      A co do izki82 myślę,że to niekoniecznie kwestia tego,że mu odmówiłaś i
      ugodziłaś w męską dumę.Może jednak naprawde Cię kocha,może potrzebuje czasu
      żeby coś sobie w życiu poukładać,może przegapisz w życiu coś ważnego?Znam wiele
      związków,w których ludzie zaczynali ze sobą od zera pozostawiajac eks żony i
      mężów.Nie było im łatwo ale miłość jest najważniejsza!
      • bellima mala uwaga 12.05.05, 15:10
        ludzie dojrzali, i odpowiedzalni, nie kreca na dwa fronty.
        nie ma czegos takiego "ciebie kocham wiec badz ze mna i z nikim innym, ale ja
        sobie jeszcze bede z zona bo ją mam a rozwod taki pzeciez skomplikowany..."
        jesli by ja kochal to by wiedzial co robic. i zadeklarowal by sie nie haslami o
        swej nieszczesliwej milosci ale konkretna propozycja i dzialaniam.



        • guga30 Re: mala uwaga 12.05.05, 15:16
          a kto mówi,że tych działań nie będzie?
          • bellima Re: mala uwaga 12.05.05, 15:22
            a kto mowi ze chce czekac na ich podjecie?
            • guga30 Re: mala uwaga 12.05.05, 15:25
              jeśli nie chce(sz) sprawa jest zamkniętaj,jeśli Jej (tobie) zależy poczekasz...
              • bellima Re: mala uwaga 12.05.05, 15:36
                guga30 napisała:

                > jeśli nie chce(sz) sprawa jest zamkniętaj,jeśli Jej (tobie) zależy
                poczekasz...


                tylko ze, z tego co pamietam te historie, to bylo na zasadzie "masz ze mna byc
                bo JA cie kocham, a ja sie bede zastanawial czy zmieniac ten uklad czy nie,
                mimo ze wiem ze tobie on absolutnie nie odpowiada ".
                jesli nie pokierowal tym zwiazkiem tak zeby kochanka wiedziala, ze ma na
                co/kogo czekac, to niech teraz jej nie obwinia ze czekac juz nie miala ochoty
                bo zwatpila w jego szczerosc intencji

                nie przecze ze ludzie sie rozwodza i sa szczesliwi w nowych lepszych zwiazkach.
                ale w tym przypadku czarno to widze.
                • guga30 Re: mala uwaga 12.05.05, 15:55
                  w tej kwesti się z Tobą zgadzam,trzeba znać swój honor i mieć swoją dumę...ale
                  czasami też warto zatrzymać się na chwilkę,żeby czegoś ważnego w życiu nie
                  przegapić...
    • izka82 Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 16:09
      Ale u nas bylo zupelnie inaczej niz piszecie.. Nigdy nie rozmawialismy o ich
      ewentualnym rozstaniu, o rozwodzie..My wlasciwie nawet nie podejmowalismy
      tematu zony (raz czy dwa, ale zdawkowo..). Ja nigdy niczego nie wymagalam, nie
      naciskalam, nie zadalam aby sie z nia rozstal, i on tez nigdy nic takiego nie
      mowil.. To bylo tak, jakby Ona nie istniala(przepraszam, wiem ze to brzydko
      brzmi,ale tak bylo), nawet jego kumple do tej pory zachowuja sie tak, jakby jej
      nie bylo, choc nawet znaja ja osobiscie..Nie rozumiem zachowania ich
      wszystkich.. Nawet jakis czas temu zalilam sie jego kumplowi, ze zle zrobilam
      bedac z nim, ze zaluje, ze tak nie powinno byc itp.. Po ostatniej rozmowie z
      NIM, ten sam kumpel zapytal mnie jak poszlo, i czy znow jestesmy razem....

      Jeszcze raz mowie: nie bylo nigdy zadnych deklaracji z jego strony, nie bylo
      nigdy zadan z mojej.. Na nic nie czekalam, zylam chwila, w koncu
      oprzytomnialam.. teraz jak na ironie znow mam zamet w glowie.. wciaz mi na nim
      zalezy, ale niczego zadac nie bede. Facet ma swoj rozum..

      Dzieki dziewczyny:)
      • bellima Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 16:21
        to widzisz masz nauczke;
        ty sie chcialas zabawic,
        on sie chcial zabawic,
        a zostal wielki bol, smrod i rozterki.



    • psychoanalityk Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 21:03
      izka82 napisała:
      =
      > Po co byla ta rozmowa, w jakim celu?? Czy chccial ( i mial nadzieje) powrotu?
      > Gdzie w tym wszystkim jest jego zona? Czy facet ma na tyle tupetu ze moze z
      > taka lekkoscia rozgraniczyc dwa 'zwiazki' ??
      =


      A nie zastanowilas sie dlaczego ty sama z taka lekkoscia rozgraniczylas jego i
      jego zone? Miesiacami bylas z nim pomimo ze byl zonaty, weszlas mu do lozka, on
      z tego skorzystal, oboje opowiadaliscie sobie bajeczki o tym jak bardzo sie
      kochacie zeby w lozku bylo milej. I ukreciliscie bicz na samych siebie. Tobie
      przestalo sie podobac byc druga, jemu bardzo sie spodobalo miec dwie.
      Jestescie siebie warci.
      Ty go porzucil;as wiec on placze, gdyby on cie porzucil (np jakbus zazyczyla
      sobie rozwodu) to teraz tu plakalabus ty.
      A jesli teraz tyle zlego o sobie mowicie wzajemnie to widac ze ten zwiazek i
      milosc bula falszywa od poczatku.
    • anahella Re: Trudna sprawa... 12.05.05, 23:52
      Poprosil kumpla bys sie z nim spotkala? To zwykle branie pod wlos, szantaz
      emocjonalny.
      • izka82 Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 10:24
        anahella napisała:

        > Poprosil kumpla bys sie z nim spotkala? To zwykle branie pod wlos, szantaz
        > emocjonalny.

        Nie, nie poprosil..ten kolega zrobil to z wlasnej inicjatywy, ON o niczym nie
        wiedzial..
        Nie jestem pewna co do szantazu emocjonalnego.. Nie sadze..Zrywajac
        powiedzialam ze mam kogos, ze zaczelam sie z kims spotykac(klamstwo)..No ale
        kto wie...
        • g0sik Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 11:43
          Pierwszy krok do przodu już zrobiłaś więc nie cofaj się do tyłu. Jesteś młoda i
          szkoda życia na bycie kochanką. Nie spotykaj się z nim, nie rozmawiaj spróbuj
          żyć bez niego. To trudne, ale jeśli on Cię kocha zrobi wszystko żebyście byli
          razem. Zdecyduje czy chce być z żoną czy z Tobą. Jeśli teraz odpuścisz i
          wrócisz dasz mu wyraźny sygnał, że chcesz być drugą. Facet powinien wiedzieć
          czy chce ratować swoje małżeństwo czy zaczynć nowe życie z Tobą. Jeśli nie
          poczyni radykalnych kroków nie pozwól na to żeby traktował Cię jak panienkę do
          bzykania i odskocznię od szarości życia codziennego z żoną...
          • izka82 Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 14:07
            Gosiku kochana !! Dziekuje tobie z calego serca za ta wypowiedz :))) Nawet nie
            wiesz jak mi pomoglas :) Oczywiscie ze nie chce byc ta druga, ktora z nas by
            chciala !!? Ja juz to przerabialam i wcale dobrze mi z tym nie bylo..On
            doskonale o tym wiedzial, pomimo to nic nie robil gdy widzial moje lzy.. Czy
            chce do tego wracac? NIEEE!!!!!!! Kazdy kolejny dzien po tej rozmowie mnie o
            tym przekonuje. z poczatku, kilka dni temu, gdy miala miejsce ta rozmowa, ja
            bylam na krawedzi zlamania sie, on wydal mi sie taki biedny, taki cierpiacy, a
            ja mialam straszne poczucie winy..Dzis Wy mi pomagacie trwac przy swoim :)
            Dzieki.
            • g0sik Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 15:11
              Iza nie masz co się nad nim litować i żałować go, że cierpi. Niech cierpi może
              to mu uzmysłowi, że jeśli chce być z Tobą musi zacząc brać pod uwagę Twoje
              uczucia. Przecież on łatwo może sktócić swoje cierpienia występując o rozwód.
              Do tej pory tylko brał, nie licząc się z tym, że przecież Ty też chcesz
              decydować o tym kiedy spędzacie czas razem, a nie tylko czekać aż uda mu się
              wyrwać od żony. To nie fer, że on zostawia sobie w odwodzie żonę a Ty oddajesz
              mu swoje najlepsze lata łudząc się że może kiedyś w końcu od niej odejdzie. A
              co jeśli nie? Nie pozwól mu się Tobą bawić. Nie masz nic do stracenia jeśli
              macie być razem to tym razem na Twoich warunkach... Skoro z żoną go nic nie
              łączy niech się z nią rozstanie inaczej upokarza ją i Ciebie...
              • izka82 Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 15:32
                Wspaniale slowa, ktore piszesz :) Masz racje, nie moge pozwolic aby on mna
                manipulowal, aby nie liczyl sie z moimi uczuciami, a dbal tylko o swoje dobro!
                Teraz sobie uswiadomilam, ze to przeciez ja zerwalam, a on wiedzial dlaczego,
                wiec chcac tak rozpaczliwie powrotu, te zale, zrzucanie winy na mnie , to wrecz
                nie fer, kompletne nie liczenie sie z moim zdaniem, a liczenie na to ze sie
                zlamie... Mial nadzieje...
                I jeszcze jedna sprawa... mowi ze tak bardzo mu na mnie zalezy..ale gdy
                zaproponowalam przyjazn- odpowiedz brzmiala 'nie'.. Chyba gdyby mu choc troszke
                szczerze zalezalo na moim dobru i uczuciach, przyjal by oferte
                zwyklego 'kolezenstwa'..
                Teraz to nie wazne:) Dzis niestety(a moze stety) spotkam go. Jestem
                nastawiona 'bojowo':) Jezeli zaczniemy rozmawiac, powiem to co uslyszalam dzis
                na forum (bardzo madre slowa:))
                • g0sik Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 16:07
                  Zastanów się czego chcesz i dąż do tego konsekwentnie. Najgorsze co możesz
                  teraz zrobić to okazać słabość i pójść na kompromis. Nie daj się zwieść
                  obietnicami, najtrudniejsza decyzja (ta o zerwaniu) już za Tobą. Jeśli
                  będziecie mieli okazję rozmawiać zapytaj go jak wyobraża sobie Waszą
                  przyszłość. Trochę czasu mineło i powinien mieć już jakieś przemyślenia.
    • 7em Re: Trudna sprawa... 13.05.05, 14:32
      izka82 napisała:

      > Po co byla ta rozmowa, w jakim celu??

      odnowienie kontaktu z nadzieja na bezkosztowe i przyjemne walenie na boku

      5040
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka