Dodaj do ulubionych

List tygodnia

21.07.02, 03:02
jestem 20-letnia coreczka tatusia,ktory ja zostawil-
separacja rodzicow- stosunki jako takie - raczej pozytywne-
coreczka studiuje w innym miescie wiec bywa w domu na weekendy-
ma mlodzsze rodzenstwo- wszyscy mieszkaja razem-
coreczka wraca ktoregos razu do domu na weekend po dlugiej
nieobecnosci- wchodzi do mieszkania mowi tatusiowi dziendobry a
tatus nie zauwaza- mowi drugi raz - glosniej- nic - ucieka z
pokoju-wiecej sie nie pokazuje;stan taki trwa od miesiecy-
kontaktu brak
zeby udreka byla wieksza- tatus przez caly czas ma swietny
kontakt z chlopcami;w miedzyczasie wyprowadza sie z domu-
coreczka oczywiscie jako rasowa juz kobieta ciepri strasznie ale:
mysli : a moze to moja wina, moze to ja powinnam cos zrobic?
przeciez on taki biedny- tyle problemow..?

nie wiem do czego to doprowadzi, ale wiem jakie ogromne
konsekwencje ponioslam i jeszcze dlugo bede ponosic glupoty i
niedojrzalosci mojego ojca- zycze sobie gleboko zebym kiedys
mogla ten zal wykrzyczec- do niego;(marne jednak szanse,bo wiem
ze nie bedzie mial odwagi prede mna stanac- nie wiem czy i ja
bede ja miala.
moze lepiej Autorko Listu Tygodnia- ze twoja corka ma dopiero
10 lat,- daje to nadzieje ze nie ma swiadomosci jak straszne
jest to co robi ojciec porzucajac swoje dziecko-cierpisz Ty, bo
wiesz

na koniec chcialam dodac ze wlasnie co skonczylam czytac ksiazke
o pewnej dziewczynie- ktora tez zostawil ojciec; pozniej w wieku
13 lat zostal zgwalcona przez mezczyzne ktory wczesniej sie z
nia zaprzyajznil, a ktory mieszkal razem z zona w tym samym domu-
pozniej po latach kiedy dziewczyna przechodzila terapie- wyszlo
na jaw ze jej uczucia w stosunku do ojca i gwalciciela byly
jednakowe- nienawidzila obu,ale cala wina za wszystkie
nieszczescia w jej zyciu obarczala ojca- takze za gwalt.- ku
przestrodze

Obserwuj wątek
    • Gość: meiske Re: List tygodnia IP: 195.193.202.* 22.07.02, 11:26
      Bozeno,

      Moj "ojciec" zostawil nagle moja matke gdy mialam 2 lata. Bylo
      to ponad 30 lat temu. Ani razu w ciagu tych lat nie
      zainteresowal sie, czy zyje, jak zyje, jak sie ucze, jakim
      jestem dzieckiem. Po rozwodzie nie chcial placic alimentow,
      sciagane byly przez komornika wyrokiem sadu z jego pensji.
      A ja? A ja nawet nie pamietam swojego ojca. Nawet nie wiem, co
      to znaczy. Ale czy zaluje?
      Na szczescie mialam wspaniala rodzine - Dziadkow, rodzicow mojej
      Mamy - ktora potrafila wynagrodzic mi moralne "straty" (?) braku
      ojca. Pisze w czasie przeszlym, gdyz oboje juz nie zyja. Dzieki
      nim i mojej Mamie nigdy nie czulam sie gorsza od tych dzieci,
      ktorych rodziny byly pelne (czasem nie bylo to latwe, gdyz nasze
      wspaniale spoleczenstwo nie jest tolerancyjne ani w stosunku do
      matek samotnie wychowujacych dzieci, ani dla dzieci pochodzacych
      z rozbitych malzenstw).
      Nie slyszalam tez ani razu zlego slowa na mojego "ojca", a wiem
      jak bardzo byl to bolesny temat dla mojej Rodziny.
      Bylo nam rowniez ciezko finansowo. Nie bylo luksusow w naszym
      domu, ale nigdy nie bylam glodna czy zaniedbana. Moja Mama
      ciezko pracowala (byla nauczycielka) i od malego bylam
      przyzwyczajana do pomocy w domu (co, uwazam, tylko na dobre
      wychodzi i dzieciom i rodzicom). Z drugiej strony nauczylam sie
      rowniez szacunku dla pracy, swojej i cudzej, oraz dla wartosci
      pieniadza.
      Dzieki mojej Rodzinie wiem, co to jest prawda, szacunek dla
      drugiego czlowieka, zaufanie, lojalnosc i rozsadek. Jestem
      bardzo dumna z mojej Rodziny.
      Piszesz o swojej obawie, ze Twoja corka bedzie sie wychowywac
      bez ojca. Oczywiscie, w pewnym stopniu masz racje - dla dziecka
      najlepiej jest, gdy posiada dwoje kochajacych je rodzicow. Ale
      nie zapominaj, ze taka sytuacja wbrew pozoram jest bardzo
      rzadka. W wiekszosci polskich rodzin nie jest tak rozowo.
      Rozejrzyj sie, ile wokol Ciebie jest takich idealnych rodzin. W
      wiekszosci to albo rozbite rodziny, albo rodziny z "odzysku",
      gdzie jedno albo obydwoje rodzicow przeszlo przez wczesniejszy
      rozwod/porzucenie etc. Nie chce juz wspominac o rodzinach
      patologicznych, gdzie na pozor wszystko jest ok, ale przy
      blizszej analizie okazuje sie, ze ojciec/matka sa alkoholikami,
      znecaja sie wzajemnie nad soba badz dziecmi, lub tez maja
      problemy natury emocjonalnej/spolecznej etc. i zamiast
      skoncentrowac sie na ich leczeniu odbijaja je na czlonkach
      swoich rodzin. Czy takie rodziny (cale) sa odpowienim miejscem
      do zdrowego wychowania dzieci?
      Wierz mi, wszystko zalezy od Ciebie, jak pokierujesz swoim
      dzieckiem, czy nauczysz je zalu za ojcem, czy tez dumy z tego,
      ze jest Twoja corka.
      Ogromna role odgrywa tez Twoja rodzina, jej poparcie i pomoc w
      wychowaniu. Zycze Ci, abys miala podobne doswiadczenia, co moja
      Mama ze swoimi Rodzicami.
      Nie mam zalu do swojego "ojca" (jak widzisz, uzywam cudzyslowu -
      nie z nienawisci, lecz dlatego, iz pojecie 'ojciec' jest mi po
      prostu obce). Czasem zaluje, ze nie dane mi bylo doswiadczyc
      uczucia ojcowskiego - zwlaszcza gdy slysze o tym, co ojcowie
      moich znajomych robili/robia dla swoich dzieci. Wiem, ze na
      pewno cos zostalo mi odebrane w zyciu i nigdy juz tego nie
      zaznam. Ale czy jestem/czuje sie z tego powodu gorsza osoba?
      Nie. Po prostu moje zycie potoczylo sie inaczej.
      A moj ojciec? Wiem, ze zalozyl druga rodzine, ze mial dwoje
      dzieci, ze rozwiodl sie ponownie, ze pil/pije i zostal wyrzucony
      z pracy za nieuczciwosc. I wcale nie jestem z tego powodu
      szczesliwa i nie czuje satysfakcji.
      Udalo mi sie ulozyc zycie, choc trwalo to bardzo dlugo. Latami
      szukalam tego "jedynego" i nawet najdrobniejsze "potkniecia" ze
      strony ewentualnych kandydatow dyskwalifikowaly ich potencjal
      jako towarzyszy mojego zycia. To bylo moje "dziedzictwo
      ojcowskie"...
      Bozeno, wierze, ze dasz sobie rade. Kochasz swoje dziecko a
      milosc matki ma niesamowita potege. Czasem bedzie to bolesne
      (jak w przypadku tego telefonu, ktory nigdy nie zadzwonil), bo
      mezczyzni, niestety, mysla inaczej niz kobiety. I nie mozna ich
      za to winic. Ale nie trac nadziei - moze spotkasz takiego, ktory
      bedzie w stanie stac sie przybranym ojcem Twego dziecka,
      pokochac je jak swoje wlasne i dac mu to, czego nie byl w stanie
      dac biologiczny ojciec. A jezeli nie - przeciez to nie jest
      jedyny klucz do szczescia.
      Najwazniejsze, zebyscie obie byly zdrowe.

      Zycze szczescia - Meiske.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka