swingo26
28.06.05, 11:10
Mieszkałem przez rok ze wspaniałą kobietą. Kochała mnie, dla mnie została w
Polsce i nie wyjechała do USA gdzie miała pracę. Mieliśmy wspólne plany:
małżeństwo, dziecko. To były bardzo dobre czasy. Zaharowywałem się,
przynosiłem do domu dużo pieniędzy, wynajmowałem dla nas śliczne
mieszkanie... naprawdę bardzo dobre czasy. Wychodziłem rano i wracałem do
niej wieczorem, byłem przy niej w chwili śmierci jej bliskich osób. Dawałem
jej wszystko w sferze materialnej, czuła się przeze mnie kochana. Niestety w
momencie zmiany pracy dopadł mnie kryzys. Odszedłem z firmy, w ciągu miesiąca
znalazłem lepsze stanowisko za większe pieniądze, ale w trakcie zmiany
poczułem że się wypaliłem. Mój organizm nie wytrzymał, wpadłem w depresję
spotęgowaną wspaniałością mojej ukochanej. Czułe się nikim, wiedziałem że nie
jestem jej godzien, nie mogłem stanąć na nogi. Spędzałem dni śpiąc, wieczory
pijąc... Dwa miesiące przekreśliły wszystko. Jej miłość uleciała. Poszła w
swoim życiu dalej, zostawiła mnie w tym stanie. Szok sprawił że doszedłem do
siebie. Od tej pory robię wszystko żeby udowodnić sobie, że jestem jej wart.
Będę żył z moim bólem do końca życia płacąc za te dwa miesiące piekła.