Dodaj do ulubionych

Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł

29.06.05, 20:38
Co sądzicie o takim tekscie księdza Dziewieckiego:

"To przecież nie od parlamentu czy konstytucji zależy to, w jaki sposób
mężczyźni odnoszą się do kobiet w domu, w szkole, na ulicy, na dyskotece czy w
miejscu pracy. To zależy najbardziej od samych kobiet, od ich osobistej
dojrzałości i od ich sposobu wychowywania mężczyzn.

Od tego, jak matki wychowują swoich synów zależy sposób, w jaki mężczyźni
odnoszą się do kobiet."

Całość artykułu jest tutaj:
www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/kobietapslabsza.html
czy rzeczywiscie to wylącznie kobiety ponosza odpowiedzialnosc za chamskie
zachowanie facetow wobec kobiet ?
Obserwuj wątek
    • pierozek_monika Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 29.06.05, 20:43
      ksionc powiedział - co wiedział.
    • bluean Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 29.06.05, 21:22
      Jeśli chodzi o końcowy fragment to jest tam tylko pół prawdy.Synowie mają
      jeszcze ojców którzy nie zawsze dobrze odnoszą się do ich matek i też tym samym
      mają wpływ na wychowanie.
      • heidiblondi1 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 10.07.05, 11:19
        Pewnie zaczniecie na mnie najezdzac, ale uwazam ze to jednak wina matek.
        Zaobserwowalam na przykladzie kolegow, bylych chlopakow (a takze obecnego) i
        dwoch wlasnych mlodszych braci, ze mamusie sa zakochane w swoich synalkach. Nie
        chce uogolniac, co roznie bywa, ale ojcowie rzadko rozpieszczaja synow i
        staraja sie z nich zrobic "prawdziwych mezczyzn". Za to mamusie utierdzaja
        chlopcow w przekonaniu,ze sa superprzystojni, wyjatkowi, nie musza miec
        obowiazkow(od czego jest kobieta??), zalatwiaja za nich to i tamto. Moj tata
        np. kiedy ozenil sie z mama nie potrafil sobie nawet uprasowac koszuli! Inny
        przyklad; dzwonie do qpmla, a mama jego(jest poludnie) mowi, ze "Mariuszek spi
        i nie chce go budzic", a gdy odebral tata, obudzil go i popedzal: "dlugo ma
        kolezanka na ciebie czekac?!" Sa to blahe przyklady, ale mysle, ze obrazuje to
        sposob wychowania mlodych mezczyzn w naprawde wielu rodzinach.
    • ja-czyli-nie-ty Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 29.06.05, 23:19
      No wlasnie. Jesli ojciec nie pokaże synowi jak należy traktowac kobietę, tzn
      nie bedzie kochal i szanowal matki to syn w życiu sie nie nauczy.
      • somebody23 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 10:34
        Wydaje mi się jednak, że zależy to również od kobiet. Bo jeżeli pozwolimy sobie
        żeby facet odraźliwnie do nas mówil i nie zwrócimy na to uwagi to on pomyśli że
        może tak mówić bo się nie sprzeciwiamy. Znam pary gdzie facet ma dziwny sposób
        odzywania się do swojej partnerki i stwierdzil że to jej nie przeszkadza. No
        jeśli ma jej przyzwolenie lub brak sprzeciwu to sie nie dziwię że tak a nie
        inaczej mówi o swojej kobiecie/partnerce życia.
        • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:25
          To matka powinna wychowywac syna, czy najpierw jego ojca, aby ten mogl dobrze
          odnosic sie do matki i przez to wychowywac swojego syna... A moze to matke
          powinna wychowac najpierw jej matka, a moze jej ojciec, ktorego powina wychowac
          najpierw jego matka... albo ojciec...

          Dywagacje na poziomie co bylo pierwsze: jajko czy kura. W kazdym razie
          kompletnie z dala od meritum tekstu i to w dodatku z kompletnym brakiem
          zrozumienia intencji autora.
          • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:32
            d.o.s.i.a napisała:

            > To matka powinna wychowywac syna, czy najpierw jego ojca, aby ten mogl dobrze
            > odnosic sie do matki i przez to wychowywac swojego syna... A moze to matke
            > powinna wychowac najpierw jej matka, a moze jej ojciec, ktorego powina
            wychowac najpierw jego matka... albo ojciec...
            >


            jesli matka nie potrafila synowi pokazac, jak nalezy traktowac kobiete, to
            zrobi to jego partnerka. poza tym obyczajowosc i kultura bardzo sie zmienia, a
            takze stosunek spoleczenstwa do kobiet. to co bylo norma dla naszych babek czy
            matek w stosunkach z ich mezczyznami, nie musi byc norma dla wspolczesnych
            kobiet itd. to podlega ciaglej ewolucji, a kosciol stoi w miejscu, wiec czemu
            sie dziwic.
            • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:36
              Kobieto prosze nic wiecej nie mow... Prosze bardzo.

              O jakich na Boga mowisz normach, jakiej obyczajowosci, jakim kosciele stojacym
              w miejscu? Artykul przeczy temu co mowisz - i tego wlasnie nie widzisz i nie
              rozumiesz. Wywazasz otwarte drzwi, w dodatku krytykujac osobe, ktora mowi
              dokladnie to co Ty sama chcesz powiedziec. Myslec!
              • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:05
                d.o.s.i.a napisała:

                > Kobieto prosze nic wiecej nie mow... Prosze bardzo.
                >
                > O jakich na Boga mowisz normach, jakiej obyczajowosci, jakim kosciele
                stojacym
                > w miejscu? Artykul przeczy temu co mowisz - i tego wlasnie nie widzisz i nie
                > rozumiesz. Wywazasz otwarte drzwi, w dodatku krytykujac osobe, ktora mowi
                > dokladnie to co Ty sama chcesz powiedziec. Myslec!

                jakas dziwna jestes. nie zauwazasz tego?
                • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:08
                  Nie. Po prostu inteligentna.
                  • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:20
                    d.o.s.i.a napisała:

                    > Nie. Po prostu inteligentna.


                    ok.juz wiem o co chodzi.
            • aguszak Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 09:56
              kobieta_na_pasach napisała:

              > d.o.s.i.a napisała:
              >
              > > To matka powinna wychowywac syna, czy najpierw jego ojca, aby ten mogl do
              > brze
              > > odnosic sie do matki i przez to wychowywac swojego syna... A moze to matk
              > e
              > > powinna wychowac najpierw jej matka, a moze jej ojciec, ktorego powina
              > wychowac najpierw jego matka... albo ojciec...
              > >
              >
              >
              > jesli matka nie potrafila synowi pokazac, jak nalezy traktowac kobiete, to
              > zrobi to jego partnerka.

              Zrobi, albo już nie zdoła nadrobić, bo czasem nie da się nadrobić np. 20-lat
              życia, jak pasożyt, bo mama wszystko za syneczka robiła...
          • kociamama Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 04.07.05, 08:01
            Dywagacje na poziomie co bylo pierwsze: jajko czy kura. W kazdym razie
            > kompletnie z dala od meritum tekstu i to w dodatku z kompletnym brakiem
            > zrozumienia intencji autora.



            A jakiez to sa intencje autora? Kazdy tekst odczytuje przez pryzmat wlasnych
            doswiadczen i pogladow, wiec rozne refleksje sie rodza i rozne komentarze cisna
            na usta, w zaleznosci od czlowieka.

            Pzdr,
            Kociamama.
    • thistle 50/50 30.06.05, 11:17
      kobiety i mężczyźni, ojcowie i matki.
      Potem juz tylko drobne korekty wchodzą w rachubę, niestety.
      Kościelnym łatwiej spychac całość na kobiety, taka swoista solidarnosć spódnic.
    • grogreg Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 11:39
      No coz.
      Skojazenie ze tektem "sama sobie winna gwaltu" sie nasuwa.
      Za stosunek mezczyzny do kobiety odpowiedzialnosc ponosi tylko i wylacznie sam
      mezczyzna.

      Poza tym sam tekst dla mnie jako mezczyzny jest obrazliwy. Zaklada on iz
      jestesmy bezwolnymi marionetkami w rekach kobiet.
      • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:30
        Jasne. Nie dosc, ze obraza kobiet to jeszcze bardziej mezczyzn. No to w koncu
        wszystkich obrazil? Cala ludzkosc pewnie... Prosze jak mozna nadinterpretowac
        czyjes slowa. Czy aby sie nie zapedziliscie troszke w tych interpretacjach
        prosciutkiego tekstu?

        Radze czasem odejsc od doslownosci i uruchomic poklady wlasnej inteligencji, o
        ile sie taka posiada, bo niedlugo czlowiek bedzie sie bal powiedziec cokolwiek,
        bez dodania stu przypisow pt. "co autor mial na mysli" z uwagi na to, ze
        czytelnicy inteligencja nie grzesza. Albo trzeba bedzie wszystko tlumaczyc jak
        krowie na rowie.
        • grogreg Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:24
          Prosze, o wasza Fluorestencjo, o interprecje owych strof, ktory my pospolstwo
          jakze nieprawiedliwie odczytalim.
          • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:27
            grogreg napisał:

            > Prosze, o wasza Fluorestencjo, o interprecje owych strof, ktory my pospolstwo
            > jakze nieprawiedliwie odczytalim.


            powitac odsiecz, powitac:))))
      • aguszak Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 09:59
        grogreg napisał:

        > Poza tym sam tekst dla mnie jako mezczyzny jest obrazliwy. Zaklada on iz
        > jestesmy bezwolnymi marionetkami w rekach kobiet.

        No nie powiesz, że jako dziecko miałeś pełną swobodę i świadomość swojego
        jestestwa ;) Wychowanie, jakie nam serwują rodzice rzutuje baaaardzo na
        przyszłe życie, bo czym skorupka za młodu... Nie możesz zaprzeczyć :)
        • grogreg Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 10:07
          Naleze do tych szczesliwcow, ktorzy mieli dobrych kochajacych siebie i mnie
          rodzicow. Fakt czasem i im zdarzaly sie "wyskoki" ale za caloksztalt nalezy sie
          Nobel.

          Ale to wcale nie uchronilo mnie prze zlymi wyborami. Tak samo osoba wychowana
          w anormalnych warunkach moze orbac inna, lepsza droge. Gdy osiagamy dojrzalosc
          sami odpowiadamy za swoje decyzje.
    • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:22
      na Boga. Jak mozna tak prosty, klarowny tekst zrozumiec jako atak (kleru) na
      kobiety??? Wierzyc mi sie nie chce. Naprawde nie rozumiecie co czytacie?

      Az sie unioslam.
      • kociamama Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 04.07.05, 08:21
        na Boga. Jak mozna tak prosty, klarowny tekst zrozumiec jako atak (kleru) na
        > kobiety??? Wierzyc mi sie nie chce. Naprawde nie rozumiecie co czytacie?
        >
        > Az sie unioslam.

        Ten tekst faktycznie jest prosty. Zarówno prostacki w formie, jak i prosty w
        swoim przekazie. Zawiera caly szereg powinnosci jakie kobieta ma spleniac (dbac
        o wyglad fizyczny, cialo, rozwoj duchowy) wraz z celem tych wysilkow (by byc
        mieszkaniem dla płodu, by byc na dyzurze, jako matka, zona, przyjaciółka -
        czyli sluzyc innym, nie bron boze realizowac siebie), a takze zalecenia czego
        surowo nie robic - a fe, feminizm, a fe ustawy promujace rownosc plci, srodki
        antykoncepcyjne itd)


        Co do stosunku Kosciola Katolickiego do kobiet, to nie od dzis wiadomo, ze
        przez cale 2000 lat byl on conajmniej niesprawiedliwy. Dopiero JPII niedawno
        przeprosil za krzywdy, ktore kobiety spotykaly.

        Dyskryminacja kobiet przez kosciol odbywa sie na wielu poziomach, poczwaszy od
        samej natury religii, gdzie big pojmowany jest jako on (dopiero wspolczesnie
        mowi sie, ze bog pozbawiony jest plci, ale skrotowo dalej mowi sie o nim on),
        co eliminuje jakikolwiek kult pierwiasta kobiecego i zaprzecza jego boskiej
        naturze.

        Sama administracja koscialna nie pozwalala i wciaz nie pozwala by kobiety mogly
        byc kaplankami, ojcowie zalozyciele kosciola mieli tez niepochlebne zdanie na
        temat kobiet _ Sw.PAwel podkreslal nasza podrzednosc wobec mezsczyzn,
        Sw.Augustyn tez nas nie lubil, bie mowiac nic o Sw.Tomaszu. Juz sama legenda -
        pramatka Ewa, ktora zerwala zakazany owoc stala sie prototypem kobiety-
        grzesznicy, istoty slabej, latwo wodzonej na pokuszenie Szatana. W epoce
        kontrreformacji plonely stosy. Naturalnie ploneli zarowno mezczyzni jak i
        kobiety, lecz zarzut czarow stawiany byl przede wszystkim kobietom, i to za
        posiadanie tej samej wiedzy, ktora legalnie mogli posiadac mezczyzni, wedle
        zelozenia, ze umysl kobiecy nie jest w stanie pojac takiej wiedzy i dochodzac
        do wniosku, ze tylko tym, opetanym przez Zlego jest to dane.

        Dzis nadal kosciol nie sprzyja kobietom, o czym swiadcza chocby takie artykuly
        jak ten.

        A Ty sie tak nie unos, tak poza tym, bo istnieje mnosgosc pogladow, a nie tylko
        Twoj jedyny prawdziwy.

        Pzdr,
        Kociamama.


    • kobieta_na_pasach niestety, ale to prawda. 30.06.05, 12:27
      to, na ile pozwoli sobie od mezczyzny w zwiazku kobieta zalezy od niej samej.
      chlopiec dorastajacy w rodzinie obserwuje zachowanie ojca w stosunku do matki i
      jej reakcje. potem wie, na ile moze sobie wobec wlasnej partnerki pozwolic.
      • d.o.s.i.a Re: niestety, ale to prawda. 30.06.05, 12:32
        A moze to dziala w obie strony? Kobiety ucza sie traktowac ludzi patrzac na
        swych rodzicow, matke i ojca. A mezczyzni ucza sie traktowac innych ludzi
        patrzac... na swych rodzicow. CZYZ TO NIE OCZYWISTE???????!!!!!

        Ludzie nie osmieszajcie sie prosze i nie dyskutujcie na takie tematy. To nie
        byl tekst o tym, czy matka uczy corke, czy syna, czy to jego stryjek, czy
        dziadek, czy tesciowa swego tescia!
        • kobieta_na_pasach Re: niestety, ale to prawda. 30.06.05, 13:04
          ile lat zyjesz w stalym zwiazku? bo ja 16.
          nie bede opisywala moich stosunkow z mezem, ale jest roznie. epitety w kazdym
          razie z ust mojego meza (nie pozostaje dluzna), padaly i padaja w chwilach
          emocji. ja jednak natychmiast zwracam mu przy synu uwage i ostro krytykuje.
          mysle, ze nie powinnas pisac o kimkolwiek z tutaj sie wypowiadajacych, ze sie
          osmieszaja, bo inaczej sama sie osmieszysz.

          d.o.s.i.a napisała:

          > A moze to dziala w obie strony? Kobiety ucza sie traktowac ludzi patrzac na
          > swych rodzicow, matke i ojca. A mezczyzni ucza sie traktowac innych ludzi
          > patrzac... na swych rodzicow. CZYZ TO NIE OCZYWISTE???????!!!!!
          >
          > Ludzie nie osmieszajcie sie prosze i nie dyskutujcie na takie tematy. To nie
          > byl tekst o tym, czy matka uczy corke, czy syna, czy to jego stryjek, czy
          > dziadek, czy tesciowa swego tescia!
          • d.o.s.i.a Re: niestety, ale to prawda. 30.06.05, 13:11
            Kobieto. Zalozycielka postu pokazuje dobry artykul z szacunkiem traktujacy
            kobiety, sugerujac, ze oto kler obraza kobiety, bo czyni je odpowiedzialnym za
            chamskie zachowanie swych mezow. Litosci!!! Prosze nie dyskutujmy nad sprawami
            oczywistymi. Intencje autora artykulu zostaly tu przekrecone. Jedno, wyrwane z
            kontekstu zdanie, staje sie przyczynkiem do dyskusji na wyzszoscia neutronu nad
            elektronem. Kurcze. Nie musisz mi tlumaczyc oczywistosci.

            Tu nastapilo pomylenie artykulu z teza do dyskusji.
            • kociamama Re: niestety, ale to prawda. 04.07.05, 12:08
              Intencje autor ma jakie ma, ale artykul ma taki wydzwiek, ze mozna roznie owo
              przeslanie interpretowac. Widze, ze holdujesz idealom co poniektorych skrajnie
              fanatycznym ideałow, ze sa rzeczy ktorych nie warto lub wrecz nie powinno sie
              poddawac dyskusji. Szczegolnie jesli napisze to osoba scisle zwiazana z
              kosciolem.

              Zasda demokracji jest natomiast wlasnie wolnosc slowa, a z tym zwiazane
              przekonanie, ze warto dyskutowac na rozne tematy. NIe ma rzeczy oczywistych.
              Wiesz, to wlasnie ilozofowie, czy ludzie myslacy zastanawiaja sie nawet nad
              niby najprostszymi sprawami i nawet one nie sa dla nich oczywiste, podczas, gdy
              ludzie bezmyslni twierdza, ze wszystko jest dla nich p[roste i oczywiste i nie
              ma sensu nad tym dyskutowac.

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
    • spragnienie Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:46
      Oczywiscie, ze TAK!!!!!! Jestesmy winne wszystkiemu.... Chamstwu, gwaltom
      dokonywanym na nas, molestowaniu seksualnemu. Coz, przeceiz rola kazdej kobiety
      jest wychowywanie dziecka, mezzczyzna, nie musi uczestniczyc w tym procesie (on
      ma powazniejsze zadania!!!!). Do kuchni, do garow, do dzieci. I to juz!!!!!!!!!!

      Przykro mi i wstydze sie czasdem za to w jakim spoleczenstwie zyje. NA
      szczescie inteligencja i poczucie humoru pomaga mi w zdystansowaniu sie...
      Wierzze, ze tych wyszstkich, malutkich, zakompleksionych zycie w koncu czegos
      nauczy...
      • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:00
        A zrozumialas to co komentujesz?
      • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:08
        czy ja napisalam ze jestemy wszystkiemu winne?
        wiesz, dlaczego od kilku lat sie nie spowidama? bo ksiadz w konfesjonale
        zarzucil mi,ze wszystko zlo w moim zwiazku jest przeze mnie.
        pisalam w kontekscie szacunku kobiety dla samej siebie. i to wszystko na ten
        temat. jak przezyjecie z jednym mezczyna kilkanasie lat i wychowacie syna -
        mozemy znowu pogadac.

        spragnienie napisała:

        > Oczywiscie, ze TAK!!!!!! Jestesmy winne wszystkiemu.... Chamstwu, gwaltom
        > dokonywanym na nas, molestowaniu seksualnemu. Coz, przeceiz rola kazdej
        kobiety
        >
        > jest wychowywanie dziecka, mezzczyzna, nie musi uczestniczyc w tym procesie
        (on
        >
        > ma powazniejsze zadania!!!!). Do kuchni, do garow, do dzieci. I to
        juz!!!!!!!!!
        > !
        >
        > Przykro mi i wstydze sie czasdem za to w jakim spoleczenstwie zyje. NA
        > szczescie inteligencja i poczucie humoru pomaga mi w zdystansowaniu sie...
        > Wierzze, ze tych wyszstkich, malutkich, zakompleksionych zycie w koncu czegos
        > nauczy...
        • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:13
          Bo to byl zly ksiadz.

          A ksiadz cytowany w artykule wcale nie powiedzial, ze kobiety sa wszystkiemu
          winne.
          • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:21
            d.o.s.i.a napisała:

            > Bo to byl zly ksiadz.

            a ktory ksiadz jest dobry?

            > A ksiadz cytowany w artykule wcale nie powiedzial, ze kobiety sa wszystkiemu
            > winne.
            • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:27
              Znam paru. Ale i tak Dominikanie rulezzzz ;) To sa naprawde madrzy faceci.
              • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:30
                d.o.s.i.a napisała:

                > Znam paru. Ale i tak Dominikanie rulezzzz ;) To sa naprawde madrzy faceci.


                rulezzz.....byla tu jedna taka, ktora uzywala podobnego zwrotu....
                jak tacy mądrzy, to zakręć sie koło ktorego. bedziecietworzyli zgrana ,
                INTELIGENTNĄ , pare.
                • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:32
                  Kobieto. Przyczaj jeszcze raz moje wypowiedzi. Mam wrazenie, ze naprawde nie
                  rozumiesz co czytasz. Do Twojej wiadomosci: mam taki sam poglad jak Ty!!!
                  • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:33
                    d.o.s.i.a napisała:

                    > Kobieto. Przyczaj jeszcze raz moje wypowiedzi. Mam wrazenie, ze naprawde nie
                    > rozumiesz co czytasz. Do Twojej wiadomosci: mam taki sam poglad jak Ty!!!


                    to po co skaczesz po mnie jak wesz? takie odnioslam wrazenie.
                    • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:36
                      To Ty po mnie skaczesz!
    • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 12:59
      Poprzezknieje. Zaczynasz dyskusje nad malym, wyrwanym z kontekstu zdaniem z
      jednego artykulu formulujac swoje pytanie "co sadzicie o tym malym fragmencie",
      nie pytajac o reszte, nie zastanawiajac sie nad trescia calego artykulu i jego
      intencjach. O co tak naprawde pytasz? Czy naprawde chcesz odpowiedzi na
      pytanie "czy to kobiety ponosza 100% odpowiedzialnosci za wychowanie mezczyzn"?
      Przeciez chyba wiesz, ze to nie jest teza artykulu, ani tym bardziej cos nad
      czym powinno sie dyskutowac, bo KAZDY wie, ze za wychowanie tak mezczyzn jak i
      kobiet odpowiadaja zarowno kobiety i mezczyzni. I nad czym tu dyskutowac?

      Natomiast problem jest taki, ze dyskusje nad czyms co sie do dyskusji nie
      nadaje tytulujesz mocno chwytliwym tytulem "stosunek kosciola do kobiet!"
      sugerujacym cos zupelnie innego niz tezy przedstawione w cytowanym artykule.
      Otoz tez tekst prosto i klarownie definiuje ten stosunek kosciola do kobiet!
      Jest cudowny i jak najbardziej poprawny - kobiety sa swiete i kochane i trzeba
      je szanowac. To jest teza artykulu. Ty najwidoczniej tego nie zrozumialas i
      czepilas sie wyrwanego z kontekstu zdania, ktore Twoim zdaniem ma swiadczyc o
      jakoby zlym stosunku kosciola do kobiet (co jest totalna nadinterpretacja i
      niezrozumieniem slowa pisanego) - co wesolo podchwycila znaczna czesc
      uczestnikow dyskusji (najwidoczniej niezbyt rozgarnietych). Mala dygresja - nie
      dziwi mnie, ze tyle ludzi nie zdaje matury w tym kraju, skoro znaczna czesc
      polskiego spoleczenstwa nie umie czytac, ani analizowac tego co czyta.

      Po co jest ta cala dyskusja, moze mi powiesz?
      • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:21
        Kobieta dysponuje zaskakującą siłą i odpornością, gdyż jej ciało dostosowane
        jest do funkcjonowania w świecie osób, w którym trzeba być zawsze na „dyżurze”.

        Już ten powyższy cytat "osadza" kobietę w społeczeństwie. Jest głupi i
        kłamliwy. Zrzuca na kobietę obowiązek stałego czuwania nad rodziną, opiekowania
        się nią a mężczyznę z takiego obowiązku zwalnia. Mężczyzna jakoby czegoś
        od "natury" (czyli Boga) nie dostał i on może tylko chwilowo opiekować się,
        chwilowo się wysilić. Kobieta dostała coś co czyni ją koniem pociągowym.
        Nie dziwię się p. Środzie,że na koścół zrzuca dużą część odpowiedzialności za
        stosunek mężczyzn do kobiet.
        To tak jakby ktoś napisał,że od postawy Murzyna zależy stosunek bułych do niego
        a jednocześnie określił,że czarny dostał od natury siłę równą koniowi. Jakby
        był silnym i do tego posłusznym koniem to byłby pewnie przez białego szanowany.



        • kobieta_na_pasach otoz to! 30.06.05, 13:23
          a mnie dzisiaj zbulwersowal tytul w GW: "zmiany w kosciele, mezczyzni zonaci
          beda udzielali sakrementow". ja sie pytam: jakim prawem i w czyim imieniu?

          squirrel9 napisała:

          > Kobieta dysponuje zaskakującą siłą i odpornością, gdyż jej ciało dostosowane
          > jest do funkcjonowania w świecie osób, w którym trzeba być zawsze na „dyż
          > urze”.
          >
          > Już ten powyższy cytat "osadza" kobietę w społeczeństwie. Jest głupi i
          > kłamliwy. Zrzuca na kobietę obowiązek stałego czuwania nad rodziną,
          opiekowania
          >
          > się nią a mężczyznę z takiego obowiązku zwalnia. Mężczyzna jakoby czegoś
          > od "natury" (czyli Boga) nie dostał i on może tylko chwilowo opiekować się,
          > chwilowo się wysilić. Kobieta dostała coś co czyni ją koniem pociągowym.
          > Nie dziwię się p. Środzie,że na koścół zrzuca dużą część odpowiedzialności za
          > stosunek mężczyzn do kobiet.
          > To tak jakby ktoś napisał,że od postawy Murzyna zależy stosunek bułych do
          niego
          >
          > a jednocześnie określił,że czarny dostał od natury siłę równą koniowi. Jakby
          > był silnym i do tego posłusznym koniem to byłby pewnie przez białego
          szanowany.
          >
          >
          >
        • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:26
          Niekonieczenie.

          Zwroc uwage, ze mozna rowniez interpretowac to zdanie jako przypomnienie kazdej
          kobiecie, ze ma ona swiete prawo powiedziec facetowi, ze nie pozwoli traktowac
          sie jak niewolnice. Ja to zdanie odczytuje jako zachete do egzekwowania tego
          prawa - slusznego prawa. Ksiadz mowi tylko tyle: "kobieto pamietaj, ze kosciol
          mowi, ze jestes swieta i Ty z tego prawa korzystaj. Jezeli nie przypomnisz tego
          swemu mezczyznie to on moze o tym zapomniec. Tak wiec przypominaj mu o tym!"
          • kobieta_na_pasach Inteligentna Dosiu, powiedz nam.... 30.06.05, 13:28
            ktoryz to mezczyzna tak strasznie cie skrzywdzil, a moze mamusia jakis blad
            wychowawczy popelnila?

            d.o.s.i.a napisała:

            > Niekonieczenie.
            >
            > Zwroc uwage, ze mozna rowniez interpretowac to zdanie jako przypomnienie
            kazdej
            >
            > kobiecie, ze ma ona swiete prawo powiedziec facetowi, ze nie pozwoli
            traktowac
            > sie jak niewolnice. Ja to zdanie odczytuje jako zachete do egzekwowania tego
            > prawa - slusznego prawa. Ksiadz mowi tylko tyle: "kobieto pamietaj, ze
            kosciol
            > mowi, ze jestes swieta i Ty z tego prawa korzystaj. Jezeli nie przypomnisz
            tego
            >
            > swemu mezczyznie to on moze o tym zapomniec. Tak wiec przypominaj mu o tym!"
            • d.o.s.i.a Re: Inteligentna Dosiu, powiedz nam.... 30.06.05, 13:29
              O co Ci chodzi kobieto?????
              • kobieta_na_pasach Re: Inteligentna Dosiu, powiedz nam.... 30.06.05, 13:31
                d.o.s.i.a napisała:

                > O co Ci chodzi kobieto?????


                moze pierwsza odpowiesz na moje, podobnie postawione pytanie?
                albo nie, odpowiem ci: nie lubie, kiedy ktos mowi o sobie: "jestem
                inteligentna". uwazam, ze taka ocene powinno sie pozostawic innym.
                rulez!!!
                • d.o.s.i.a Re: Inteligentna Dosiu, powiedz nam.... 30.06.05, 13:35
                  Kobieto. Nie zrozumialas moich wypowiedzi i czepiasz sie mnie. A ja od
                  parunastu postow probuje Ci powiedziec, ze nie przecze temu co mowisz. Co
                  wiecej. Zgadzam sie z tym co mowisz tyle tylko, ze nie chce na ten temat
                  dyskutowac bo uznaje ta dyskusje za zbedna, a post zalozycielki watku za
                  niedorzeczny. Zejdz ze mnie i poczytaj jeszcze raz watki ktore komentujesz. Bo
                  sie pogubilas zupelnie.
                  • kobieta_na_pasach Re: Inteligentna Dosiu, powiedz nam.... 30.06.05, 13:42
                    zlaze, bo męczaca jestes na dluzsza mete.

                    d.o.s.i.a napisała:

                    > Kobieto. Nie zrozumialas moich wypowiedzi i czepiasz sie mnie. A ja od
                    > parunastu postow probuje Ci powiedziec, ze nie przecze temu co mowisz. Co
                    > wiecej. Zgadzam sie z tym co mowisz tyle tylko, ze nie chce na ten temat
                    > dyskutowac bo uznaje ta dyskusje za zbedna, a post zalozycielki watku za
                    > niedorzeczny. Zejdz ze mnie i poczytaj jeszcze raz watki ktore komentujesz.
                    Bo
                    > sie pogubilas zupelnie.
      • poprzezknieje Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 23:38

        > Poprzezknieje. Zaczynasz dyskusje nad malym, wyrwanym z kontekstu zdaniem z
        > jednego artykulu formulujac swoje pytanie "co sadzicie o tym malym fragmencie",
        >
        > nie pytajac o reszte, nie zastanawiajac sie nad trescia calego artykulu i jego
        > intencjach.

        Intencje intencjami
        wazne co jest napisane
        a napisane jest to ze koiety odpowiadaja za to ze faceci je zle traktują
        a jezeli nie o to ksiedzu chodzi to po co pisze cos o co mu nie chodzi ?
        jezeli chodzi o co innego to niech pisze co innego ! to chyba logiczne prawda ?

        albo inaczej ten ksiadz daje do reki kazdemu schamialemmu facetowi doskonalą
        wymówke gdy jego zona zwroci mu uwage ! Przeciez to wina kobiet ze on jest takim
        chamem - to kobiety sa temu winne a nie ON DOROSŁY FACET!
        Piekne wytlumaczenie prawda ?!
        Jezeli ksiadz porusza problem wychowania synów to dlaczego nie pisze o
        mężczyznach i ich odpowiedzialnej roli ? O tym jaka odpowiedzialnosc ponosza
        mezczyzni ? znasz jakas prosta odpowiedz dlaczego pomija mezczyzn piszac o
        odpowiedzialnosci za wychowanie dzieci ? I nie pisz prosze ze bo to jest artykul
        o kobietach bo akurat tu jest mowa o odpowiedzialnosci za wychowanie i ta sprawa
        nie dotyczy wylacznie kobiet.

        A tak wogole to na czym wg ciebie polega wyrwanie z kontekstu tego zdania jezeli
        zacytowalem je wraz ze zdaniami poprzedzajacymi aby nie bylo watpliwosci o czym
        mowa ?

        zdanie jest proste i klarowne i po prostu beszczelne i szkodliwe gdyz tak jak
        wczesniej napisalem przekonuje mężczyzn ze za zle cechy ioch charakterów
        odpowiadaja kobiety i to one są winne.

        dosia napisalas ze:
        "bo KAZDY wie, ze za wychowanie tak mezczyzn jak i
        > kobiet odpowiadaja zarowno kobiety i mezczyzni."

        No wlasnie ten ksiadz chyba nie wie bo pisze ze tylko kobiety za to odpowiadaja!
        czy mozesz podac jakies badania z ktorych wynika to co napisalas ze "KAZDY wie"?
        na jakiej podstawie tak twierdzisz ze "kazdy wie" ?
        bo wg mnie wielu mezczyzn jest przekonanaych ze ich rolą jest zarabianie
        pieniedzy a rola kobiety jest dbac o dom i wychowanie dzieci
        i sam nie raz slyszalem zarzuty pod adresem matek ze to ONE zle wychowaly dzieci

        wiec uwazam ze NIE KAZDY a wrecz sporo osob ma spaczony pogald na kwestie
        wychowania i podzial obowaizkow w rodzinie a takie artykuly jak ten tylko
        utwierdzaja w tym przekonaniu i daja do reki argumenty przeciwko kobietom !
    • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:22
      > "To przecież nie od parlamentu czy konstytucji zależy to, w jaki sposób
      > mężczyźni odnoszą się do kobiet w domu, w szkole, na ulicy, na dyskotece czy w
      > miejscu pracy. To zależy najbardziej od samych kobiet, od ich osobistej
      > dojrzałości i od ich sposobu wychowywania mężczyzn.
      >
      > Od tego, jak matki wychowują swoich synów zależy sposób, w jaki mężczyźni
      > odnoszą się do kobiet."


      Całego artykułu nie mam teraz czasu czytać, ale ks.Dziewieckiego znam, bo byłam
      na kilku jego wykładach - bardzo dobry i mądry człowiek.
      Z całą pewnością nie miał na myśli tego, że jak mąż bije żonę, to jest to wina
      żony. Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że chodziło mu raczej o to,
      że kobiety powinny same się szanować i tego samego wymagać od innych.
      Jeżeli dziewczyna nie widzi nic złego w tym, że jej chłopak mówi do niej
      per "ty ku..o", to żadne ustawy nic tutaj nie pomogą.


      • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:26
        ja nie znam cytowanego ksiedza, ale tez tak odebralam jego intencje.
        w tej chwili bulwersuja mnie bardziej wypowiedzi "inteligentnej Dosi". moze
        ktos mi wytlumaczy, o co jej chodzi?

        nihiru napisała:

        >Całego artykułu nie mam teraz czasu czytać, ale ks.Dziewieckiego znam, bo byłam
        > na kilku jego wykładach - bardzo dobry i mądry człowiek.
        > Z całą pewnością nie miał na myśli tego, że jak mąż bije żonę, to jest to
        wina żony. Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że chodziło mu raczej
        o to, że kobiety powinny same się szanować i tego samego wymagać od innych.
        > Jeżeli dziewczyna nie widzi nic złego w tym, że jej chłopak mówi do niej
        > per "ty ku..o", to żadne ustawy nic tutaj nie pomogą.
        >
        >
        • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:29
          O to samo co Tobie.
      • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:31
        nihiru napisała:

        Całego artykułu nie mam teraz czasu czytać, ale ks.Dziewieckiego znam, bo byłam
        >
        > na kilku jego wykładach - bardzo dobry i mądry człowiek.
        > Z całą pewnością nie miał na myśli tego, że jak mąż bije żonę, to jest to
        wina
        > żony. Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że chodziło mu raczej o
        to,
        > że kobiety powinny same się szanować i tego samego wymagać od innych.
        > Jeżeli dziewczyna nie widzi nic złego w tym, że jej chłopak mówi do niej
        > per "ty ku..o", to żadne ustawy nic tutaj nie pomogą.
        >


        Dzieki Ci Boze, ze sa inteligentni ludzie na tym swiecie! Dokladnie o to
        chodzi :)

        • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:33
          d.o.s.i.a napisała:

          >
          > Dzieki Ci Boze, ze sa inteligentni ludzie na tym swiecie! Dokladnie o to
          > chodzi :)
          >

          niemozliwe! to dlaczego inaczej mnie odpisalas?
          • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:40
            Nie odpisalam Ci inaczej tylko chcialam zwrocic uwage, ze cala dyskusja jest
            niedorzeczna, bo przypomina 1) dyskusje pt. co bylo pierwsze jajko czy kura (a
            jak wiesz rowniez i w takiej dyskusji wszyscy maja racje...), 2) dyskusja ta
            wynikala z zupelnie blednej interpretacji cytowanego tekstu (na co chcialam w
            pierwszej kolejnosci zwrocic uwage). Po prostu wszyscy szczekaaja na biednego
            ksiedza, ze niby powiedzial cos czego tak naprawde nie powiedzial, a
            jednoczesnie to co mial na mysli dyskutantow w ogole dyskutantow nie
            interesuje. Stad wychodzi bledne stwierdzenie jakoby to ksiadz uwazal, ze
            kobiety sa wszystkiemu winne. Obled! Dlatego napisalam, ze taka dyskusja jest
            bez sensu, jest nietrafiona. Jak kula w plot, po prostu.

            Ale oprocz tego, to co powiedzialas, to wszystko swieta prawda.
          • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 13:46
            Szczerze powiedziawszy nawet do głowy by mi nie przyszło,że mężczyzna mógłby do
            mnie powiedzieć "ty q...o", w głowie się nie mieści, że którejkolwiek to
            przychodzi. Mężczyzna nie musi chamsko i obraźliwie mówić do kobiety by jej nie
            szanować, by nie szanować jej pracy, jej dokonań, jej postawy. Taka
            dyskusja "on jej powiedział-ona mu na to " jest infantylna.
            • literka_m Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 14:46
              madry i rozsadny tekst. niestety, u nas w Polsce juz tak jest, ze czesc ludzi
              gdy pod tekstem zobaczy skrot "ks." to czytac tekstu juz nie musi, bo zaklada,
              ze to same bzdury.

              Do koniety_na_pasach.
              Dwa przyklady:
              1. Znajoma i jej chlopak traktujacy ja....delikatnie mowiaz zle. Poniewaz fajna
              dziewczyna byla, ja i moi znajomi mowili jej "on ciebie nie szanuje, zle cie
              traktuje, zobacz jak do ciebie mowi, zobacz jak sie zwraca, nie chodzi o to
              zebys od razy go zucala ale nie pozwol mu na takie traktowaie siebie"
              Jej jedyna odpowiedzia bylo "tak ja wiem, ale ja go kocham"
              dzis jest po kilkuletnim piekle i rozwodzie
              2. obrazek sprzed kilku dni. Pijanu (na oko 30 latek) idzie po chodniku jego
              ramienia probuje "uczepic sie" chyba jego dziewczyna (nie wyglada na pijana).
              On krzyczy "zostaw mnie ty k...., dziwko p......, i co raz ja odrzuca na bok"
              Ona jak wierny pies "misiu nie mow tak i dalej przy nim waruje"

              To takie dwa skrajne przypadki o ktorych mowi wyzej zamieszczony tekst
              • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 16:52
                literka_m napisał:

                > madry i rozsadny tekst. niestety, u nas w Polsce juz tak jest, ze czesc ludzi
                > gdy pod tekstem zobaczy skrot "ks." to czytac tekstu juz nie musi, bo
                zaklada,
                > ze to same bzdury.
                >


                Otoz to... :)
              • kocia_noga Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 18:45
                www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=206
            • kobieta_na_pasach Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 14:53
              squirrel9 napisała:

              > Szczerze powiedziawszy nawet do głowy by mi nie przyszło,że mężczyzna mógłby
              do> mnie powiedzieć "ty q...o", w głowie się nie mieści, że którejkolwiek to
              > przychodzi.
              • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 15:10
                I myślisz,że w traktowaniu kobiety w społeczeństwie chodzi o to, że mężczyzna
                na podanym przykładzie źle odzywa się do kobiety a ona na to sobie pozwala i
                jakby sobie nie pozwoliła to mężczźni traktowliby kobiety jako rónoprawnych
                partnerów? Należy spojerzeć dalej od własnego nosa. To jak mój sąsiad traktuje
                swoją żonę zależy być moze od niej samej ale to jak ona traktowana jest w
                społeczeństwie zależy od rozwiązań systemowych. I moja interpretacja nzależy ie
                od tego czy pod głupimi słowami podpisze się ksiądz, profesor od Bóg wie czego
                czy polityk.
                • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 15:25
                  > ale to jak ona traktowana jest w społeczeństwie zależy od rozwiązań
                  systemowych

                  A jakie rozwiązania systemowe masz na mysli? Mam nadzieję że nie jakieś
                  parytety wyborcze?

                  Uważam że z prawnego punktu widzenia zostało osiągnięte mniej więcej wszystko,
                  co powinno być. Cała reszta jest teraz zależna od nas samych.
                  Bardzo podobało mi się np., kiedy ostatnio przeczytałam artykuł o sołtyskach -
                  zwykłe, wiejskie kobiety, które nie przejmują się hasełkami i walką
                  ideologiczną , tylko robią po prostu dobrą robotę - w przeciwieństwie do
                  mężczyzn, którzy okupują budki z piwem.

                  Ale być może źle Cię zrozumiałam...
                  • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 15:36
                    Może jeszzcze bardziej niż ten artykuł z Polityki spodobałby ci się artykuł z
                    WO o Białorusinkach. Nie dość,że pracowite i zaradne w przeciwieństwie do
                    mężczyzna to jeszcze w fdomu pozwalają sobą pomiatać i bić facetowi bo w końcu
                    facet gdzieś musi poczuć się mężczyną.
                    • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 11:11
                      > Może jeszzcze bardziej niż ten artykuł z Polityki spodobałby ci się artykuł z
                      > WO o Białorusinkach. Nie dość,że pracowite i zaradne w przeciwieństwie do
                      > mężczyzna to jeszcze w fdomu pozwalają sobą pomiatać i bić facetowi bo w
                      > końcu facet gdzieś musi poczuć się mężczyną.

                      Nie sądzę żeby mi się spodobał ten artykuł, ale chętnie przeczytam. Będę
                      wdzięczna, jeśli mi podasz dokładniejsze namiary.
                      Wypowiem się dokładniej, jak go już przeczytam, a teraz zauważę tylko, że jesli
                      kobiety poczują niezależność finansową, to już niedługo będzie tego pomiatania.
                      I bardzo dobrze!!!!
            • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 15:18
              > Mężczyzna nie musi chamsko i obraźliwie mówić do kobiety by jej
              > nie szanować, by nie szanować jej pracy, jej dokonań, jej postawy.

              Oczywiście że tak! Podałam po prostu najbardziej oczywisty przykład jaki mi
              przyszedł do głowy, bo nie chciałam się wplątać w wyjaśnienia "co autorka miała
              na myśli"
              • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 15:31
                To ja ci odpowiem na bardziej drastycznych przykłądach - jeśli w cywilizowanym
                zachodnim kraju mężczyzna pobije żonę to dostaje policyjny zakaz zbliżania się
                do domu a nie tak jak w Polsce kobieta z dziećmi musi uciekać z domu. Słuchałam
                kiedyś w TV (bodajże program Drzyzgi) jak ksiądz tłumaczył kobiecie,że ona
                powinna wiedzieć jak unikać poczęcia z pijanym mężem i jak kobiety od wieków
                usuwały się z domu dopóki mąz nie zaśnie. Opadły mi ręce. Bo to jest własnie
                kwintesencja poglądów kościoła na pozycję kobiety w domu - schodzic facetowi z
                drogi, zabierać dzieci i wynościć się.
                W Polsce nawet teraz odbiera się kobietom pomoc w ściąganiu alimentów od
                tatusiów - to ona sama powinna je od ojca dzieci ściągać. Państwo wypina się na
                kobiety a kościół mówi im,że to one są winne, one powinny mieć inną postawę a
                nie czekać na rozwiązania parlamentarne i rząowe. BZDURA !!!!!!!!!!!!
                Takla właśnie kobieta jak ja - samodzielna i niezależna może mieć w nosie
                rozwiązania pralamentarne ale nie mam, uważam, zę to państwo jest
                odpowiedzialne za utrawlanie stereotypów i dołowanie kobiet potrzebująceych
                pomocy i nie umiejących wyegzekwować szacunku do siebie i własnych dzieci. No i
                kościół (mój kościół!!!). Kobiety które nie potrzebują pomocy - nie muszą
                niczego egzekwować, państwo ma chronoić słabszych. Ijakikolwiek ksiądz niech
                bzdetów nie opowiada i nie powiela durnoty.
                • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 16:47
                  > Bo to jest własnie
                  > kwintesencja poglądów kościoła na pozycję kobiety w domu - schodzic facetowi
                  z
                  > drogi, zabierać dzieci i wynościć się.

                  Dlaczego powtarzasz takie bzdury?? To nie sa poglady kosciola na pozycje
                  kobiety w domu. Chocby cytowany artykul jest zaprzeczeniem tego co mowisz, a Ty
                  uparcie swoje! Dlaczego twierdzisz uparcie cos co nie jest prawda, w dodatku
                  tworzysz nieprawdziwe insynuacje jakoby kosciol kazal kobietom siedziec cicho.
                  Toz wlasnie w artykule ksiadz wyraznie napisal: kobiety nie siedzcie cicho,
                  zrobcie cos z tym, bo Wasza wartosc jest swieta i musicie jej bronic, bo macie
                  do tego prawo.
                  • bukfa Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 17:51
                    Zaintrygowana dyskusja, a zwlaszcza uwagami d.o.s.i o niewyrywaniu zdan z
                    kontekstu, przeczytalam caly artykul i ze smutkiem stwierdzam ze mimo pozornie
                    pro-kobiecego tonu jest on niestety )prawdopodobnie nawet wbrew intencjom
                    autora) dla mnie jako kobiety obrazliwy. Spiesze wytlumaczyc dlaczego:

                    1. Juz sam tytul: "tajemnica kobiecosci" sugeruje ze kobiety sa w jakis sposob
                    istotami niezwyklymi, obdarzonymi jakowas tajemna esencja, nie do
                    konca "normalnymi" ludzmi jak mezczyzni... Niby komplement, ale przewrotnie
                    takie sformulowanie stawia nas poza normalnymi kategoriami, uniemozliwia
                    prawdziwe partnerstwo... Ja nie chce zeby na mnie ktos narzucal jakis mistyczny
                    woal. Jestem czlowiekiem, a nie tajemnica... Ale to detal, wiec przejdzmy do
                    meritum:


                    2. Teza na temat kobiecej odpornosci fizycznej i jej
                    Zdanie: "kobieta potrafi wytrwać całymi godzinami na „dyżurze” jako żona,
                    matka, córka czy przyjaciółka" wyznacza zakres kobiecych rol...dosc waski,
                    nieprawdaz? Dlaczego nie "jako chirurg, alpinista, czytelnik"?? Poza tym, czyz
                    mezczyzna nie potrafi "dniami i nocami znajdować czas i siły dla ludzi, którzy
                    potrzebują obecności i pomocy"? Moze i potrafi, ale po co sie wysilac, skoro
                    kobieta "z natury" jest przeznaczona do tego wlasnie zadania?
                    Czy naprawde nie widzisz d.o.s.i.u jak takie sformulowania powielaja i
                    utrwalaja szkodliwe dla kobiet stereotypy? (Jednoczesnie zwlaniajac mezczyzn z
                    obowiazku wcisnietego kobietom prez "nature") Ja z radoscia bede czuwala przy
                    kims kogo kocham i uslugiwala mu/jej w potrzebie, ale nie dlatego ze jestem
                    predysponowana do tego jako kobieta, tylko dlatego ze jestem przyzwoitym
                    czowiekiem.

                    3. "Poważnym zagrożeniem w tym względzie jest sięganie po nikotynę, alkohol czy
                    leki psychotropowe." NO tak, bo mezczyznom te rzeczy nie szkodza... No dobrze,
                    wiem ze ksiac nie pisze tu o mezczyznach,a le samo

                    4. "Wielkie szkody wyrządzają tabletki antykoncepcyjne, gdyż niszczą one nie
                    tylko zdrowie fizyczne, ale też równowagę emocjonalną" Tego nawet nie
                    komentuje....

                    5. "Troska kobiety o własne zdrowie i wygląd..." Ooooo! A skad sie tu
                    wzial "wyglad"??? :)))

                    6. "Kobieta dysponuje zaskakującą siłą i odpornością, gdyż jej ciało
                    dostosowane jest do funkcjonowania w świecie osób, w którym trzeba być zawsze
                    na dyżurze"
                    A coz to za teza? Czy mezczyzni funckjonuja w innym swiecie? Do czego wiec sa
                    dostosowane ich ciala? Gdzie tu logika? To twierdzenie jest tak samo sensowne
                    jak: "Kobieta dysponuje zaskakujaca sila i odpornoscia, gdyz jej cialo jest
                    zdolne do przezywania wielokrotnych orgazmow, co wymaga dlugotrwalego wysilku
                    fizycznego w lozku" :)

                    7. "Przyjmując postać człowieka, Syn Boży stał się mężczyzną po to, by chronić
                    godność kobiet i troszczyć się o ich los." zaraz zaraz... Stal sie mezczyzna...
                    zeby chronic kobiete... Hmmm... moze zeslanie na ziemie Corki Bozej byloby
                    bardzije skutecznym sposobem zademonstrowania kobiecej godnosci?

                    8. "Jezus dokonał w tym względzie największej rewolucji w historii ludzkości."
                    A to juz naciaganie i ignorancja. Przepraszam, ale sugerowanie ze przed
                    Chrystusem idea szacunku dla kobiet nie istniala jest skandaliczna.

                    9. "Najbardziej niezwykłą cechą kobiety jest jej zdolność do bycia matką. Jest
                    to zdolność nieosiągalna dla mężczyzn" Troche maslo maslane - za to mezczyzna
                    jest zdolny do ojcowstwa - zdolnosc nieosiagalna dla kobiet. Oczywiscie,
                    macierzynstwo jest niesamowite, ale dlaczego ma byc najwazniejsza kobieca
                    cecha? czy kobiety bezplodne, czy nie pragnace dziecka sa przez to
                    mniej "niezwykle", mniej zanurzone w "tajemnicy kobiecosci"???

                    10. "Kobieta — matka ofiaruje część swego ciała i krwi, aby mógł w niej pojawić
                    się i żyć nowy człowiek. [...]Później już do końca życia ofiaruje resztę swego
                    ciała i krwi, by jej dziecko mogło się rozwijać i być szczęśliwe." Fascynacja
                    kobieca krwia wylaniajaca sie a tego fragmentu jest doprawdy intrygujaca... :)

                    10a. "Każda kobieta jest z natury matką i wychowawczynią." A to piekny kwiatek!
                    Zaden szanujacy sie socjolog nie zaczyna zdania od "kazda"... A skad ksiadz to
                    wie? czy przeprowadzil badania 100% populacji kobiecej swiata. Ja sama
                    spotkalam w swoim zyciu pare takich babek ktore z pewnoscia nie byly "z natury"
                    wychowawczyniami... A Wy nie?

                    11. "Może być jednak drugą Ewą, która karmi siebie i innych toksycznymi
                    iluzjami i buduje cywilizację śmierci, albo drugą Maryją, która karmi siebie i
                    innych Bożą miłością i prawdą i buduje cywilizację życia." Niezwykle subtelna
                    alternatywa...

                    12. "Jednak dojrzała kobieta wie, że podstawą prawdziwego równouprawnienia i
                    ochrony kobiecości nie jest ani walka z mężczyznami, ani działalność
                    feministycznych aktywistek, ani wprowadzenie korzystnych regulacji prawnych."

                    A to juz czysta demagogia. Nie zgadzasz sie z teza to nie jestes "dojrzala
                    kobieta"?? Zgadzam sie co do nie walczenia z mezczyznami, ale czemu aktywizm i
                    zmiany prawne nie moga wspolistniec ze zmianami wychowawczymi i duchowymi??
                    Jakos zaprzeczaja im?? Bez sensu. Jesli tak, to czemu nie zniesc prawnych
                    ograniczen aborcji, bo wszak "Kazdy dojrzaly przeciwnik aborcji pownien
                    wiedziec ze podstawa walki o prawa zycia poczetego nie jest wprowadzanie
                    korzystmych regulacji prawnych, lecz wychowywanie corek w duchu ktory sprawi ze
                    nie beda chcialy usuwac ciazy"

                    Dalej nastepuje passus juz cytowany przez zalozycielke watku.

                    Uff, a to sie rozpisalam... Moj wniosek koncowy jest taki, za artykul
                    faktycznie uwlacza szeroko pojetej kobiecej godnosci, i moze nawet szkodzic
                    kobietom przez propagowanie stereotypow i zniechecanie do walki o godnosc na
                    wszelkich dostepnych polach, wlacznie z prawnym.
                    • bukfa errata 30.06.05, 17:59
                      Przepraszam, nie dokonczylam punktu trzeciego:

                      > 3. "Poważnym zagrożeniem w tym względzie jest sięganie po nikotynę, alkohol
                      > czy leki psychotropowe." NO tak, bo mezczyznom te rzeczy nie szkodza... No
                      > dobrze, wiem ze ksiadz nie pisze tu o mezczyznach, ale takie postawienie
                      sprawy za bardzo mi pachnie stereotypami typu "kobieta wyglada zle z
                      papierosem" albo "mezczyzna pijany to jeszcze, ale kobieta???". Jak dla mnie,
                      spity chamski facet jest rownie odrazajacy jak spita chamska babka, a uzywki
                      niszcza zarowno kobiety jak i mezczyzn.
                      >
                      • d.o.s.i.a Re: errata 30.06.05, 18:24
                        Twoja wypowiedzi jest przykladem na to jak mozna wypaczyc nawet najlepsze
                        intencje czlowieka i jak przewrotnie mozna doszukac sie zlej woli tam gdzie jej
                        w ogole nie ma.

                        Chyba szkoda, ze ten ksiadz w ogole cokolwiek napisal, bo nawet jakby napisal
                        jak krowie na rowie "kobiety sa najkochansze i najfajniejsze na swiecie" to
                        zawsze znajdzie sie ktos kto powie "jak to, to facet nie moze byc najukochanszy
                        i najfajniejszy? Prosze mi tu nie sugerowac, ze kobieta niby czyms sie rozni od
                        faceta, to mi uwlacza". A taki jest sens Twojej wypowiedzi dotyczacy woalu
                        tajemniczosci.

                        A w ogole to jak on smial pisac o kobietach, a o mezczyznach nie. Toz to jawne
                        dzielenie ludzi na... kobiety i mezczyzn. Coz za podle insynuacje! TEn tekst
                        jest uwlaczajacy dla kobiet.

                        Takze pozwol, ze nie skomentuje reszty Twojej wypowiedzi, bo argumenty jakich
                        uzylas sa o podobnej wartosci merytorycznej.
                    • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 18:45
                      >
                      > 2. Teza na temat kobiecej odpornosci fizycznej i jej
                      > Zdanie: "kobieta potrafi wytrwać całymi godzinami na „dyżurze” jako
                      > żona,
                      > matka, córka czy przyjaciółka" wyznacza zakres kobiecych rol...dosc waski,
                      > nieprawdaz?


                      Poprawka. Ksiadz nie wyznacza tu bynajmniej zakresu kobiecych rol, tylko z
                      wlasciwym sobie szacunkiem komentuje rzeczywistosc, to ze kobiety doskonale
                      daja sobie rade we wszystkich tych rolach (a sama przyznasz, ze kobiety sa
                      najczesciej metkami, zonami, corkami, przyjaciolkami). I wymienianie innych np.
                      sportsmenka, alpinista, pijacz wody sodowej, intelektualistka, jest tu zbedne i
                      bynajmniej niczego by do wywodu nie wnioslo. Bo nie o to tu chodzi. To nie jest
                      pamflet feministyczny.


                      > Czy naprawde nie widzisz d.o.s.i.u jak takie sformulowania powielaja i
                      > utrwalaja szkodliwe dla kobiet stereotypy? (Jednoczesnie zwlaniajac mezczyzn
                      z
                      > obowiazku wcisnietego kobietom prez "nature") Ja z radoscia bede czuwala przy
                      > kims kogo kocham i uslugiwala mu/jej w potrzebie, ale nie dlatego ze jestem
                      > predysponowana do tego jako kobieta, tylko dlatego ze jestem przyzwoitym
                      > czowiekiem.
                      >

                      Ale jak ktos skomentuje, ze fantastycznie sobie radzisz w roli "czuwacza" to
                      sie obrazisz i powiesz, zaraz, zaraz ja jestem takze alpinista?


                      > 3. "Poważnym zagrożeniem w tym względzie jest sięganie po nikotynę, alkohol
                      czy
                      >
                      > leki psychotropowe." NO tak, bo mezczyznom te rzeczy nie szkodza...


                      Nie. Bo ten artykul nie jest o mezczyznach. Gdyby byl zapewne ksiadz nie
                      omieszkalby i panow przestrzec przed nikotyna....

                      > 4. "Wielkie szkody wyrządzają tabletki antykoncepcyjne, gdyż niszczą one nie
                      > tylko zdrowie fizyczne, ale też równowagę emocjonalną" Tego nawet nie
                      > komentuje....

                      A ja akurat sie zgadzam. Mi zniszczyly. Ale to abstrahujac od tematu. Nie
                      dyskutujemy tu o pogladach ksiedza na temat antykoncepcji, bo tu przyznasz
                      kazdy ma prawo do swojego sadu.



                      >
                      > 5. "Troska kobiety o własne zdrowie i wygląd..." Ooooo! A skad sie tu
                      > wzial "wyglad"??? :)))


                      Ale o co chodzi???

                      >
                      > 6. "Kobieta dysponuje zaskakującą siłą i odpornością, gdyż jej ciało
                      > dostosowane jest do funkcjonowania w świecie osób, w którym trzeba być zawsze
                      > na dyżurze"
                      > A coz to za teza? Czy mezczyzni funckjonuja w innym swiecie? Do czego wiec sa
                      > dostosowane ich ciala? Gdzie tu logika? To twierdzenie jest tak samo sensowne
                      > jak: "Kobieta dysponuje zaskakujaca sila i odpornoscia, gdyz jej cialo jest
                      > zdolne do przezywania wielokrotnych orgazmow, co wymaga dlugotrwalego wysilku
                      > fizycznego w lozku" :)

                      A ja tu w dalszym ciagu widze podziw dla kobiety.


                      >
                      > 7. "Przyjmując postać człowieka, Syn Boży stał się mężczyzną po to, by
                      chronić
                      > godność kobiet i troszczyć się o ich los." zaraz zaraz... Stal sie
                      mezczyzna...

                      Kuzwa. Bo byl mezczyzna. A dlaczego mezczyzna a nie kobeita? No coz.
                      prawdopodobienstwo bylo fifty-fifty. To tak jakby miec pretensje, ze Napoleon
                      nie byl kobieta. Zapewne wina to ksiedza.



                      >
                      > zeby chronic kobiete... Hmmm... moze zeslanie na ziemie Corki Bozej byloby
                      > bardzije skutecznym sposobem zademonstrowania kobiecej godnosci?


                      Jak wyzej . Nie sadza, aby ksiadz maial w tej kwestii cos do powiedzienia. Nie
                      zapedzilas sie przypadkiem?


                      >
                      > 8. "Jezus dokonał w tym względzie największej rewolucji w historii
                      ludzkości."
                      > A to juz naciaganie i ignorancja. Przepraszam, ale sugerowanie ze przed
                      > Chrystusem idea szacunku dla kobiet nie istniala jest skandaliczna.


                      Istniala, ale akurat Chrystus poswiecal tej kwestii sporo miejsca. W kazdym
                      razie to jest temat do odrebnej dyskusji - mam wrazenie, ze Ci to umknelo.


                      >
                      > 9. "Najbardziej niezwykłą cechą kobiety jest jej zdolność do bycia matką.
                      Jest
                      > to zdolność nieosiągalna dla mężczyzn" Troche maslo maslane - za to mezczyzna
                      > jest zdolny do ojcowstwa - zdolnosc nieosiagalna dla kobiet. Oczywiscie,
                      > macierzynstwo jest niesamowite, ale dlaczego ma byc najwazniejsza kobieca
                      > cecha? czy kobiety bezplodne, czy nie pragnace dziecka sa przez to
                      > mniej "niezwykle", mniej zanurzone w "tajemnicy kobiecosci"???


                      Tu juz sobie dopisujesz wlasne nadinterpretacje. Ksiadz nie
                      pisze "najwazniejsza kobieca cecha" tylko "najbardziej niezwykla" co jest
                      akurat najprawdziwsza prawda, czy chcesz czy nie... Takie ujecie tematu nikogo
                      nie dyskredytuje - to jest okreslenie pewnej cechy i tyle.


                      >
                      > 10. "Kobieta — matka ofiaruje część swego ciała i krwi, aby mógł w niej p
                      > ojawić
                      > się i żyć nowy człowiek. [...]Później już do końca życia ofiaruje resztę
                      swego
                      > ciała i krwi, by jej dziecko mogło się rozwijać i być szczęśliwe." Fascynacja
                      > kobieca krwia wylaniajaca sie a tego fragmentu jest doprawdy intrygujaca... :)


                      Sorki, ale do tego chyba kazdy ma prawo, aby fascnowac sie tym albo owym.


                      >
                      > 10a. "Każda kobieta jest z natury matką i wychowawczynią." A to piekny
                      kwiatek!


                      No coz, kwiatek bylby gdyby ksiadz napisal "ojcem i wychowawca".


                      >
                      > Zaden szanujacy sie socjolog nie zaczyna zdania od "kazda"... A skad ksiadz
                      to
                      > wie? czy przeprowadzil badania 100% populacji kobiecej swiata. Ja sama
                      > spotkalam w swoim zyciu pare takich babek ktore z pewnoscia nie byly "z
                      natury"
                      >
                      > wychowawczyniami... A Wy nie?


                      Bo kazda kobieta jest kobieta, prawdopodobnie ma macice i moze byc matka. A jak
                      moze byc matka to moze byc tez wychowawczynia.


                      >
                      > 11. "Może być jednak drugą Ewą, która karmi siebie i innych toksycznymi
                      > iluzjami i buduje cywilizację śmierci, albo drugą Maryją, która karmi siebie
                      i
                      > innych Bożą miłością i prawdą i buduje cywilizację życia." Niezwykle subtelna
                      > alternatywa...

                      Bardzo prosta i logiczna. Mozna kogos karmic miloscia i nawet nie nalezec do
                      kosciola katolickiego. Mozna po prostu byc dobrym albo zlym. I takze kobieta
                      taka moze byc.

                      >
                      > 12. "Jednak dojrzała kobieta wie, że podstawą prawdziwego równouprawnienia i
                      > ochrony kobiecości nie jest ani walka z mężczyznami, ani działalność
                      > feministycznych aktywistek, ani wprowadzenie korzystnych regulacji prawnych."
                      >
                      > A to juz czysta demagogia. Nie zgadzasz sie z teza to nie jestes "dojrzala
                      > kobieta"?? Zgadzam sie co do nie walczenia z mezczyznami, ale czemu aktywizm
                      i
                      > zmiany prawne nie moga wspolistniec ze zmianami wychowawczymi i duchowymi??

                      Ksiadz mowi, ze aktywizm itp. nie sa po prostu istota prawdziwego
                      rownouprawnienia, bo co innego jest ta istota. Nie rozumiesz tego zdania? To
                      sie zastanow chwile.


                      To by bylo na tyle.
                      • bukfa Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 19:29
                        D.o.s.i.u, nie przeczytalam artykulu w duchu zlosliwosci. Przeciwnie.
                        Pomyslalam sobie "w sumie D.o.s.i.a ma racje - ludzie sie wypowiadaja, a nie
                        znaja calosci argumentu, trzeba wiec zajrzec i pomyslec za siebie". Niestety
                        calosc argumentu byla dla mnie wielkim rozczarowaniem. Nie sugeruje wcale ze
                        autor artykulu wykazal zla wole. Absolutnie nie bylo to moim zamiarem. Wyraznie
                        stara sie on chwalic i afirmowac kobiecosc. Problem polega na tym ze miedzy
                        jego pogladami a moimi istnieje fundamentalna przepasc. Sprobuje uscislic:

                        (1) Moim zdaniem promowanie takiej postawy jaka promuje artykul (skupienie sie
                        wylacznie na osobistym/rodzinnym wymiarze problemu) jest dla kobiet szkodliwe.
                        Zwlaszcza ze w kraju katolickim kaplan ma autorytet, i moze taka wypowiedzia
                        faktycznie zniechecic kobiety do walki o swoje prawa. (Stad moaj analogia z
                        prawem aborcyjnym: albo wlczymy o prawne usankcjonowanie wartosci w ktore
                        wierzymy, albo nie. Jesli wierzymy w moralne prawo kobiety do godnego i rownego
                        traktowania, to czemu nie wierzymy w walke o prawodawstwo ktore jej to
                        zapewni?) To pierwsza fundamentalna roznica pogladow.

                        (2) Druga dotyczy nieszczesnej "esencji kobecosci" z ktorej pozwolilam sobie
                        troche ponaigrawac. Ale w rzeczywistosci problem jest powazny. Dlaczego w
                        artykule majacym rzekomo bronic godnosci i wagi kobiet mowa jet wylacznie o ich
                        sluzebnej/rodzinnej/prywatnej roli? nie uwazasz ze to nieco znieksztalca
                        zreczywistosc. Oczywiscie autor nie ma obowiazku wymieniac wszelkich mozliwych
                        rol kobiecych. Oczywiscie ze wymieniane role sa pelnione przez kobiety... sama
                        pelnie kilka z nich... A jednak ten wybor nei jest przypadkowy - jest funkcja
                        szerszej ideologii ktora widzi "esencje kobiecosci" w tych wlasnie kategoriach.
                        (I moze to wlasnie miala na mysli zalozycielka watku piszac "stosunek kosciola
                        do kobiet"?) Piszesz ze kobiety "doskonale" spelniaja sie w tych rolach.
                        niektore tak, niektore nie. Niektore wlasnie nie daja sobie rady, ale poniewaz
                        mowi sie im ze przeciez jako kobiety "naturalnie" powinny byc "doskonalymi"
                        matkami etc., popadaja w nerwice i depresje. Ja widzialam juz w zyciu wiele
                        bolu i rozpaczy (zazwyczaj skrzetnie skrywanych) wynikajacych z takiej sztywnej
                        ideologii, formy do ktorej zywi ludzie wtlaczaja sie na sile by nie byc
                        uznanymi za nienaturalnych...

                        (3) Moje (przyznaje ze troche zlosliwe) obserwacje na temat krwi i podkreslania
                        kobiecej dbalosci o wyglad nie byly calkiem nieuzasadnione. Po pierwsze nie
                        znosze wyswiechtanych romantyczno-podnioslych zwrotow ktorych niestety mnostwo
                        w jezyku kosciola, a ktore moim zdaniem swiadcza czesto o intelektualnym
                        lenistwie. Po drugie buntuje sie przed zalozeniem ze czlowiek ktory byc moze
                        nigdy nie byl z kobieta, nie dzielil z nia dni i nocy, moze sie wypowiadac z
                        taka pewnoscia siebie o NATURZE KOBIECOSCI? Nie wydaje Ci sie to troche
                        nieodpowiedzialne? Czy nie mamy tu przykladu przerostu teorii nad
                        rzeczywistoscia?

                        Tak wiec ja nie watpie ze ksiadz szanuje kobiety i jego intencja byla ich
                        pochwala. Mysle tylko ze jego perspektywa jest w najlepszym wypadku
                        ograniczona, a w najgorszym szkodliwa.

                        (4) O Jezusie: Piszesz: "A dlaczego mezczyzna a nie kobeita? No coz.
                        prawdopodobienstwo bylo fifty-fifty." No wlasnie nie. nie jest przypadkiem ze
                        PAN Bog mial SYNA, a nie PANI Bog CORKE.

                        (5) Pisesz: ale akurat Chrystus poswiecal tej kwestii sporo miejsca. Tak, to
                        prawda, i chwala Mu za to. Ale nei mozna tego nazwac "najwieksza rewolucja w
                        historii ludzkosci".

                        (6)> Tu juz sobie dopisujesz wlasne nadinterpretacje. Ksiadz nie
                        > pisze "najwazniejsza kobieca cecha" tylko "najbardziej niezwykla" co jest
                        > akurat najprawdziwsza prawda, czy chcesz czy nie...

                        Przyznaje racje, ze faktycznie stalo "najbardziej niezwykla" a
                        nie "najwazniejsza". Czym jest "najprawdziwsza prawda" i jak sie ja
                        formluje/udawadnia, nie wiem.


                        (7)> Bo kazda kobieta jest kobieta, prawdopodobnie ma macice i moze byc matka.
                        >A jak moze byc matka to moze byc tez wychowawczynia.
                        >
                        No wlasnie nei kazda moze byc matka, nawet nei fizycznie a co dopiero
                        psychiczne. Rodzicielstwo jest pieknym darem (i rzeczywiscie neizwyklym) ale
                        definiowanie calej plci pod tym kontem moim zdaniem redukuje jej godnosc, a nie
                        wznosci.


                        (8)> Mozna po prostu byc dobrym albo zlym. I takze kobieta
                        > taka moze byc.
                        naprawde myslisz ze to takie proste?

                        (9)> Ksiadz mowi, ze aktywizm itp. nie sa po prostu istota prawdziwego
                        > rownouprawnienia, bo co innego jest ta istota. Nie rozumiesz tego zdania? To
                        > sie zastanow chwile.
                        >
                        Tak, rozumiem, co ksiadz mowi, ale po pierwsze, coz to jest "prawdziwa istota"?
                        A po drugie, to zdanie jednak subtelnie roznicuje miedzy "dobra" kobeicoscia
                        (godnosc, wlasciwe wychowanie syna) a "niedobra" (feministki, aktywizm). A z
                        ust kogos w pozycji autorytetu taka rozroznienie ma wielka wage. Ja tu widze
                        zawolanie: "Kobiety, badzcie dobrymi matkami i zonami, rozwijajcie cialo i
                        ducha zamiast angazowac sie w kwestie polityczne i ideologiczne" A ja chcialbym
                        zawolac: "Kobiety, badzcie dobrymi ludzmi, realizujcie sie w domu i w swiecie
                        pracy, rozwijajcie cialo, ducha i umylsy, i angazujcie sie we wszelkie sprawy
                        ktore wydaja sie Wam wazne"

                        Niby smieszne wyrzucac ksiedzu nie to co napisal, ale to czego NIE napisal, ale
                        zaniedbanie tez czasem bywa grzechem.

                        ps. Sama kiedys myslalm dokladnie tak jak autor artykulu, keiyd bylam mlodsza i
                        nie znalam zycia kobiet tak jak znam je teraz. moze stad moje zaangazowanie?
                        > To by bylo na tyle.
                        • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 20:17
                          Bukfo. Dzieki za ta wymiane pogladow. Przynajmniej odbiegla ona od dywagacji,
                          czy kobiety powinny uczyc mezczyzn czy odwrotnie :)

                          Z wieloma rzeczami, ktore mowisz nie do konca sie moge zgodzic, ale oczywiscie
                          to sa Twoje poglady. Ja mysle tylko po prostu ze za bardzo sie angazujesz i
                          szukasz podstepu tam gdzie go nie ma.

                          Jestem bardzo charakterna baba i w kazdym calu feministka. Na kilometr czuje
                          podstep i proby jakiegokolwiek zamachu na samostanowienie kobiety. I w tekscie
                          ksiedza nie doszukuje sie zadnych podtekstow. Po prostu podchodze do niego z
                          otwartoscia i zastanawiam sie jakie byly intencje autora. Biore poprawke na to,
                          ze jest ksiedzem i nie rozbieram tekstu na czynniki pierwsze, aby doszukac sie
                          jakichs dodatkowych znaczen. Ksiadz nie pisze "kobieto siedz w domu", ksiadz
                          pisze "jak to wspaniale, ze kobieta spelnia sie w kazdej roli". No kurcze. Ja po
                          przeczytaniu tego tekstu poczulam sie kurka dumna, ze jestem kobieta. I to o
                          wiele bardziej niz po zapewnieniach minister Srody (ktorej nie lubie, bo jest
                          wlasnie malostkowa i ciagle traci cel z oczu zajmujac sie pie..mi). Ciesze
                          sie, ze taki ksiadz ma na wzgledzie los kobiet, ze docenia ich role. To naprawde
                          madry tekst i mysle, ze nie warto doszukiwac sie tam ukrytych znaczen.

                          Trudno napisac cos do czego nie przyczepi sie nikt. BO nawet jak napiszesz, ze
                          "czarny kot przebiegl droge, majestatycznym truchtem" to ktos sie moze
                          przyczepic dlaczego czarny, a nie bialy, dlaczego kot a nie kotka. Przebiegl, a
                          wiec sugerujemy, iz Ci ktorzy siedza na wozku sa niepelnowartosciowi. A
                          majestatyczny trucht za bardzo zahacza o religie... Itp. itd.

                          Pozdrawiam
                          • bukfa Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 21:00
                            Tez dziekuje za wymiane. Wiele kobiet w Polsce zgodziloby sie z Toba. Bo sa
                            silne, szanuja same siebie i swoja kobiecosc i nie czuja sie "usciskane".
                            Fajnie byc "normalna babka", a nie podejrzliwym poszukiwaczem podstepow i
                            podtekstow. A jednak ktos sie tych ukrytych znaczen musi doszukiwac, czasem
                            nawet w imieniu tych co wola sie nie doszukiwac. Bo tylko tak dokonuje sie
                            przemian. I ja wlasnie jestem taki ktos. pozdrawiam cieplo.
                          • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 11:46
                            Dosiu - wasza dyskusja z Bukfą jest faktycznie b.ciekawa. Pozwolicie, że się
                            wtrącę:).

                            Mimo że ks. Dziewieckiego szanuję i zgadzam się że całym tym artykułem chcial
                            wyrazić swój głęboki szacunek i podziw dla kobiet, to zgadzam się jednak z
                            Bukfą, że w praktyce skutki takiego artykułu wcale nie są takie pozytywne.
                            Zwróć, proszę, uwagę, że ksiądz pisze - tak to odbieram - tylko do kobiet, a
                            nie do mężczyzn. Gdybym miała podsumować jego poglądy, to streściłabym je
                            następująco: "Kobiety! Doceńcie swoją szczególą rolę jako żony i matki!" A
                            gdzie jest apel do mężczyzn, żeby oni szanowali naszą kobiecość? Gdzie jest
                            apel żeby mężczyźni pracowali i poświęcali się dla kobiet i dzieci?
                            W praktyce ksiądz chciałby odwrócić bieg rzeki - chciałby powrotu do sytuacji z
                            poprzednich wieków, kiedy to kobiety faktycznie były głównie żonami/matkami i
                            to je definiowało. Niestety ksiądz zdaje się nie zauważać, że tamten model się
                            skończył właśnie dlatego, że mężczyźni mieli władzę nad kobietami i źle ją
                            wykorzystywali.

                            Po prostu brakuje mi tutaj drugiej strony medalu. Nie można wymagać od kobiet
                            żeby się poświęcały na ołtarzu rodziny, jeśli się jednocześnie nie wymaga tego
                            samego od mężczyzn.
                        • poison1 Mam dla Dosi propozycje 30.06.05, 20:54
                          Zacznij juz sobie robic na drutach moherowy beret, albo przejrzyj wreszcie na
                          oczy.
                          • d.o.s.i.a Re: Mam dla Dosi propozycje 30.06.05, 22:49
                            Poison. Samodzielne myslenie to calkiem fajna rzecz. Polecam. Naprawde.
                    • d.o.s.i.a Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 30.06.05, 18:46
                      bukfa napisała:

                      > Zaintrygowana dyskusja, a zwlaszcza uwagami d.o.s.i o niewyrywaniu zdan z
                      > kontekstu, przeczytalam caly artykul i ze smutkiem stwierdzam ze mimo
                      pozornie
                      > pro-kobiecego tonu jest on niestety )prawdopodobnie nawet wbrew intencjom
                      > autora) dla mnie jako kobiety obrazliwy. Spiesze wytlumaczyc dlaczego:
                      >
                      > 1. Juz sam tytul: "tajemnica kobiecosci" sugeruje ze kobiety sa w jakis
                      sposob
                      > istotami niezwyklymi, obdarzonymi jakowas tajemna esencja, nie do
                      > konca "normalnymi" ludzmi jak mezczyzni... Niby komplement, ale przewrotnie
                      > takie sformulowanie stawia nas poza normalnymi kategoriami, uniemozliwia
                      > prawdziwe partnerstwo... Ja nie chce zeby na mnie ktos narzucal jakis
                      mistyczny
                      >
                      > woal. Jestem czlowiekiem, a nie tajemnica... Ale to detal, wiec przejdzmy do
                      > meritum:
                      >
                      >
                      > 2. Teza na temat kobiecej odpornosci fizycznej i jej
                      > Zdanie: "kobieta potrafi wytrwać całymi godzinami na „dyżurze” jako
                      > żona,
                      > matka, córka czy przyjaciółka" wyznacza zakres kobiecych rol...dosc waski,
                      > nieprawdaz? Dlaczego nie "jako chirurg, alpinista, czytelnik"?? Poza tym,
                      czyz
                      > mezczyzna nie potrafi "dniami i nocami znajdować czas i siły dla ludzi,
                      którzy
                      > potrzebują obecności i pomocy"? Moze i potrafi, ale po co sie wysilac, skoro
                      > kobieta "z natury" jest przeznaczona do tego wlasnie zadania?
                      > Czy naprawde nie widzisz d.o.s.i.u jak takie sformulowania powielaja i
                      > utrwalaja szkodliwe dla kobiet stereotypy? (Jednoczesnie zwlaniajac mezczyzn
                      z
                      > obowiazku wcisnietego kobietom prez "nature") Ja z radoscia bede czuwala przy
                      > kims kogo kocham i uslugiwala mu/jej w potrzebie, ale nie dlatego ze jestem
                      > predysponowana do tego jako kobieta, tylko dlatego ze jestem przyzwoitym
                      > czowiekiem.
                      >
                      > 3. "Poważnym zagrożeniem w tym względzie jest sięganie po nikotynę, alkohol
                      czy
                      >
                      > leki psychotropowe." NO tak, bo mezczyznom te rzeczy nie szkodza... No
                      dobrze,
                      > wiem ze ksiac nie pisze tu o mezczyznach,a le samo
                      >
                      > 4. "Wielkie szkody wyrządzają tabletki antykoncepcyjne, gdyż niszczą one nie
                      > tylko zdrowie fizyczne, ale też równowagę emocjonalną" Tego nawet nie
                      > komentuje....
                      >
                      > 5. "Troska kobiety o własne zdrowie i wygląd..." Ooooo! A skad sie tu
                      > wzial "wyglad"??? :)))
                      >
                      > 6. "Kobieta dysponuje zaskakującą siłą i odpornością, gdyż jej ciało
                      > dostosowane jest do funkcjonowania w świecie osób, w którym trzeba być zawsze
                      > na dyżurze"
                      > A coz to za teza? Czy mezczyzni funckjonuja w innym swiecie? Do czego wiec sa
                      > dostosowane ich ciala? Gdzie tu logika? To twierdzenie jest tak samo sensowne
                      > jak: "Kobieta dysponuje zaskakujaca sila i odpornoscia, gdyz jej cialo jest
                      > zdolne do przezywania wielokrotnych orgazmow, co wymaga dlugotrwalego wysilku
                      > fizycznego w lozku" :)
                      >
                      > 7. "Przyjmując postać człowieka, Syn Boży stał się mężczyzną po to, by
                      chronić
                      > godność kobiet i troszczyć się o ich los." zaraz zaraz... Stal sie
                      mezczyzna...
                      >
                      > zeby chronic kobiete... Hmmm... moze zeslanie na ziemie Corki Bozej byloby
                      > bardzije skutecznym sposobem zademonstrowania kobiecej godnosci?
                      >
                      > 8. "Jezus dokonał w tym względzie największej rewolucji w historii
                      ludzkości."
                      > A to juz naciaganie i ignorancja. Przepraszam, ale sugerowanie ze przed
                      > Chrystusem idea szacunku dla kobiet nie istniala jest skandaliczna.
                      >
                      > 9. "Najbardziej niezwykłą cechą kobiety jest jej zdolność do bycia matką.
                      Jest
                      > to zdolność nieosiągalna dla mężczyzn" Troche maslo maslane - za to mezczyzna
                      > jest zdolny do ojcowstwa - zdolnosc nieosiagalna dla kobiet. Oczywiscie,
                      > macierzynstwo jest niesamowite, ale dlaczego ma byc najwazniejsza kobieca
                      > cecha? czy kobiety bezplodne, czy nie pragnace dziecka sa przez to
                      > mniej "niezwykle", mniej zanurzone w "tajemnicy kobiecosci"???
                      >
                      > 10. "Kobieta — matka ofiaruje część swego ciała i krwi, aby mógł w niej p
                      > ojawić
                      > się i żyć nowy człowiek. [...]Później już do końca życia ofiaruje resztę
                      swego
                      > ciała i krwi, by jej dziecko mogło się rozwijać i być szczęśliwe." Fascynacja
                      > kobieca krwia wylaniajaca sie a tego fragmentu jest doprawdy
                      intrygujaca... :)
                      >
                      > 10a. "Każda kobieta jest z natury matką i wychowawczynią." A to piekny
                      kwiatek!
                      >
                      > Zaden szanujacy sie socjolog nie zaczyna zdania od "kazda"... A skad ksiadz
                      to
                      > wie? czy przeprowadzil badania 100% populacji kobiecej swiata. Ja sama
                      > spotkalam w swoim zyciu pare takich babek ktore z pewnoscia nie byly "z
                      natury"
                      >
                      > wychowawczyniami... A Wy nie?
                      >
                      > 11. "Może być jednak drugą Ewą, która karmi siebie i innych toksycznymi
                      > iluzjami i buduje cywilizację śmierci, albo drugą Maryją, która karmi siebie
                      i
                      > innych Bożą miłością i prawdą i buduje cywilizację życia." Niezwykle subtelna
                      > alternatywa...
                      >
                      > 12. "Jednak dojrzała kobieta wie, że podstawą prawdziwego równouprawnienia i
                      > ochrony kobiecości nie jest ani walka z mężczyznami, ani działalność
                      > feministycznych aktywistek, ani wprowadzenie korzystnych regulacji prawnych."
                      >
                      > A to juz czysta demagogia. Nie zgadzasz sie z teza to nie jestes "dojrzala
                      > kobieta"?? Zgadzam sie co do nie walczenia z mezczyznami, ale czemu aktywizm
                      i
                      > zmiany prawne nie moga wspolistniec ze zmianami wychowawczymi i duchowymi??
                      > Jakos zaprzeczaja im?? Bez sensu. Jesli tak, to czemu nie zniesc prawnych
                      > ograniczen aborcji, bo wszak "Kazdy dojrzaly przeciwnik aborcji pownien
                      > wiedziec ze podstawa walki o prawa zycia poczetego nie jest wprowadzanie
                      > korzystmych regulacji prawnych, lecz wychowywanie corek w duchu ktory sprawi
                      ze
                      >
                      > nie beda chcialy usuwac ciazy"
                      >
                      > Dalej nastepuje passus juz cytowany przez zalozycielke watku.
                      >
                      > Uff, a to sie rozpisalam... Moj wniosek koncowy jest taki, za artykul
                      > faktycznie uwlacza szeroko pojetej kobiecej godnosci, i moze nawet szkodzic
                      > kobietom przez propagowanie stereotypow i zniechecanie do walki o godnosc na
                      > wszelkich dostepnych polach, wlacznie z prawnym.
                      >
                      • beza131 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 13.07.05, 11:55
                        a ja mam pytanie z trochę innej beczki. Uważam że obie panie maja trochę racji
                        (dosia i bukfa) a także że piszący artykuł nie miał złych intencji. Chodzi mi o
                        inną rzecz a mianowicie macierzyństwo. Mam 30 lat, jedni powiedza że to dużo,
                        inni że mało. I niestety nie mam za grosz instynktu macierzyńskiego. Doszło do
                        tego że nawet nie poruszam tego tematu, bo przy każdej próbie rozmowy na ten
                        temat widze na sobie zdziwione wzroki rozmówców, niezaleznie od płci. Jak kto?
                        jestem albo nienormalna, albo chora, albo skrzywdzona w dzieciństwie. Otóż nie,
                        mam wspaniałą rodzinę , kochające rodzeństwo (niektóre już założyło swoją
                        rodzinę). Jestem ciocią. Ale nie zmienia to faktu że nie jestem szczęśliwa na
                        mysl o małej, niewątpliwie dającej innym ogrom szczęścia istocie. Kazda próba
                        rozmowy kończy się dla mnie wyrzutami sumienia, chyba naprawdę coś ze mną nie
                        tak, przecież jestem kobietą. Mam wspaniałego partnera, a właściwie nie wiem
                        czy mam prawo wyjść za mąż. Skoro podstawowa funkcją rodziny jest prokreacja...
                        czy mam szczerze odpowiadać na pytania księdza jak liczna chcę mieć rodzinę?
                        bez narażenia się na (w najlepszej sytuacji) litościwe spojrzenie? Nie chcę
                        litości, chcę żeby ktoś zrozumiał i powiedział że nie jestem dziwadłem.Hmm
                        rozpędziłam się trochę. Ale liczę na odpowiedź
                • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 11:26
                  Prawdę powiedziawszy, mam to szczęście, że sytuację, że mnie gwałci pijany mąż
                  nawet wyobrazić jest mi ciężko. Po prostu nigdy nie obracałam się w takim
                  środowisku i czasami włosy na głowie mi się podnoszą, że gdzieś takie rzeczy są
                  na porządku dziennym.

                  Masz całkowitą rację, z wyjątkiem jednej rzeczy: to nie Kościól jako instytucja
                  ma takie poglądy na pozycję kobiety w domu, tylko poszczególni księża, wśród
                  których jest również mnóstwo buraków. Jak ksiądz mówi takie rzeczy, to
                  zwyczajnie wypacza naukę Kościoła. Mam wrażenie, że takie rzeczy są możliwe
                  tylko na wsi, bo w mieście od razu byłaby skarga do biskupa.
                  Być może wina leży w wychowywaniu księży w seminariach - tam im faktycznie
                  tłumaczą, że kobieta to źródło zła wszelkiego.
                  Myslę, że feministki dużo lepiej przysłużyłyby się kobietom, gdyby zamiast
                  zajmować się paryteteami i instrukcjami IKEI zaczęły naciskać Kościół, o
                  wprowdzenie np.: zajęć z psychologii pod kątem sytuacji rodzinnej kobiet czy
                  coś podobnego.

                  Ale tak jak mówiłam - moje doświadczenie życiowe jest dość ograniczone pod tym
                  względem, więc nie wypowiadam się kategorycznie.
                  • squirrel9 Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 11:48
                    Moje doświadczenie życiowe w ogóle nie zna takich sytuacji. Mam jednak oczy,
                    uszy i umył i wyobraźnię, umiem czytać i myśleć i nawet czuć. Mnie nie
                    potrzebny jest parytet, działam tam gdzie chcę działać, będę chciała gdzie
                    indziej - będę to robiła. Takich kobiet jak ja jest sporo ale też są krańcowo
                    inne sytuacje. W naszej rzeczywistości (w każdej) potrzebne są rozwiazanie
                    chroniące potrzebujących a nie niepotrzebujących. Niech nikt nie opisuje
                    pięknej pozycji kobiety w domu, szacunku, cudownej jej roli jako matki i nie
                    daje wskazówek,że od nich wszelkie dobro powinno płynąć a nie potrzebne im
                    rozwiązania prawne. Jest to pokrętne i życzeniowe.
                    Jako przykład dam urlopy wychowawcze, zwolnienia lekarskie na dziecko. Nie
                    słyszałam o jakichkolwiek petycjach mężczyzn na ten temat by im się to też
                    należało a teraz są i mężczyźni również korzystają. Za 50 lat będzie to pewnie
                    oczywiste. A kobiety same w domach w cichości coś by z tym zrobiły?
                    • nihiru Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 12:01
                      Znowu masz rację.
                      Szkoda tylko, ze nie wszystkie kobiety rozumieją, o jakie rozwiązania można i
                      trzeba walczyć, a jakie rozwiązania to tylko głupie pomysły, które więcej
                      przyniosą kobietom szkody niż pożytku.
    • poprzezknieje do dosi 30.06.05, 23:39
      > Poprzezknieje. Zaczynasz dyskusje nad malym, wyrwanym z kontekstu zdaniem z
      > jednego artykulu formulujac swoje pytanie "co sadzicie o tym malym fragmencie",
      >
      > nie pytajac o reszte, nie zastanawiajac sie nad trescia calego artykulu i jego
      > intencjach.

      Intencje intencjami
      wazne co jest napisane
      a napisane jest to ze koiety odpowiadaja za to ze faceci je zle traktują
      a jezeli nie o to ksiedzu chodzi to po co pisze cos o co mu nie chodzi ?
      jezeli chodzi o co innego to niech pisze co innego ! to chyba logiczne prawda ?

      albo inaczej ten ksiadz daje do reki kazdemu schamialemmu facetowi doskonalą
      wymówke gdy jego zona zwroci mu uwage ! Przeciez to wina kobiet ze on jest takim
      chamem - to kobiety sa temu winne a nie ON DOROSŁY FACET!
      Piekne wytlumaczenie prawda ?!
      Jezeli ksiadz porusza problem wychowania synów to dlaczego nie pisze o
      mężczyznach i ich odpowiedzialnej roli ? O tym jaka odpowiedzialnosc ponosza
      mezczyzni ? znasz jakas prosta odpowiedz dlaczego pomija mezczyzn piszac o
      odpowiedzialnosci za wychowanie dzieci ? I nie pisz prosze ze bo to jest artykul
      o kobietach bo akurat tu jest mowa o odpowiedzialnosci za wychowanie i ta sprawa
      nie dotyczy wylacznie kobiet.

      A tak wogole to na czym wg ciebie polega wyrwanie z kontekstu tego zdania jezeli
      zacytowalem je wraz ze zdaniami poprzedzajacymi aby nie bylo watpliwosci o czym
      mowa ?

      zdanie jest proste i klarowne i po prostu beszczelne i szkodliwe gdyz tak jak
      wczesniej napisalem przekonuje mężczyzn ze za zle cechy ioch charakterów
      odpowiadaja kobiety i to one są winne.

      dosia napisalas ze:
      "bo KAZDY wie, ze za wychowanie tak mezczyzn jak i
      > kobiet odpowiadaja zarowno kobiety i mezczyzni."

      No wlasnie ten ksiadz chyba nie wie bo pisze ze tylko kobiety za to odpowiadaja!
      czy mozesz podac jakies badania z ktorych wynika to co napisalas ze "KAZDY wie"?
      na jakiej podstawie tak twierdzisz ze "kazdy wie" ?
      bo wg mnie wielu mezczyzn jest przekonanaych ze ich rolą jest zarabianie
      pieniedzy a rola kobiety jest dbac o dom i wychowanie dzieci
      i sam nie raz slyszalem zarzuty pod adresem matek ze to ONE zle wychowaly dzieci

      wiec uwazam ze NIE KAZDY a wrecz sporo osob ma spaczony pogald na kwestie
      wychowania i podzial obowaizkow w rodzinie a takie artykuly jak ten tylko
      utwierdzaja w tym przekonaniu i daja do reki argumenty przeciwko kobietom !
      • poprzezknieje Re: do dosi i jeszcze 30.06.05, 23:48
        w sparwie argumentacji "KAZDY wie"

        rozumiem ze analogicznie nei masz nic przeciwko pisaniu "o polskich obozach
        smierci w Oswiecimiu" bo przeciez KAZDY wie ze to byly obozy niemieckie tyle ze
        na terenie Polski! wiec po co sie czepiac ? ot taki skrot myslowy przeciez ...

        argument ze "KAZDY wie" to zaden argument
        • kocia_noga Przeczytajcie koniecznie 30.06.05, 23:54
          www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=206

          To , co pisze ksiądz jest przykładem z podlinkowanego artykułu. Artykułu
          pisanego przez fachowca- praktyka zajmującego się maltretowanymi kobietami .
          Mysle ,że nawet D.o.s.i.a przemysli swoje stanowisko. Poczuć się
          skomplementowaną przez księdza - cudna rzecz , ale czasem warto przyjrzec się
          tym komplementom nieco uważniej.
          • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 01.07.05, 03:02
            A ja sie zgadzam ogolnie z tym artykulem. Uwazam, i znam to ze
            swojego przykladu. Swoj stosunek do kobiet zawdzieczam glownie matce.
            Mezczyzna powinien kochac kobiete i to mocno. Zeby byl w stanie to
            robic, musza byc ku temu podstawy, tzw. poczatki tego. Wlasnie moja
            matka, kochajac mnie mocno, jak tylko pamiecia moge siegnac, nauczyla
            mnie milosci do kobiet (najpierw do siebie -kochalem ja za jej dobroc,
            czulosc, pieknosc, troske, za ciekawe bajki ktore do dzisiaj pamietam
            itd). Byla to milosc (wciaz jest), a raczej potrzeba tej milosci
            wynikala spontanicznie, z odwzajemnieniem na jej milosc. Ojciec
            niestety nie potrafi nauczyc malego dziecka milosci do kobiet, bo
            dorosly mezczyzna czuje inaczej milosc do kobiety (aspekty fizyczne tu
            graja wielka role, o czym male dziecko nawet malo wie, lub wcale tego
            nie rozumie), a dziecko zupelnie inaczej, dlatego tu wlasnie matka
            odgrywa glowna role. Kobieta ogolnie kocha mocniej niz mezczyzna, wynika
            to z jej kobiecej natury. Ojciec oczywiscie moze przekazac niektore
            tradycje, swoj sposob traktowania kobiet itp, ale nie glownie milosci do
            nich. Dlatego wlasnie twierdze ze glownym ukierunkowaniem matki w
            tym aspekcie powinno byc przekazanie, przelanie swojej milosci na
            dziecko (na syna w tym przypadku), a nie jak tu niektore pisza (w
            innym watku) i obwiniaja zarazem, ze matki sa winne bo nie nauczyly
            swoich synow prac domowych. Kochanej matce syn zawsze pomoze. Kochanej
            zonie maz tez to zrobi. Zeby matka czy zona byla kochana, mezczyzna
            najpierw powinien byc w stanie kochac kobiete, miec te milosc do niej
            we krwi. Na zal nie kazdy potrafi mocno kochac, a szkoda.
            • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 01.07.05, 09:48
              Być może wielokropku by kobieta naprawdę umiała kochać i dać miłosć dzieciom
              musi być kochana rónież przez ojca.
              Jak pisze D.o.s.i.a. ksiądz "opisuje rzeczywistość" a ja się z tym nie zgadzam.
              On nie opisuje, on chce ją tworzyć. Komplementując kobiety i pisząc eufemizmy
              na temat jej roli nie opisuje się rzeczywistości. Pisząc wyraźnie (co mądrze
              zauważyła bukfa), co wie "dojrzała kobieta" stosuje szantaż. Dojrzały człowiek
              wie,że nieczego w jakimkolwiek społeczeństwoie nie buduje się bez rozwiązań
              prawnych, nie zniesie się niewolnictwa, dyskryminacji kobiet, ludzi innego
              wyznania, koloru czy nawet przekonań politycznych. Dojrzały mężczyzna
              potrzebuje rozwiązań systemowych, dojrzała kobieta powinna pracować cichutko i
              we własnym domu. Staroświeckie te poglądy nowoczesnego księdza.
              Dużo jakoś ostatnio mówi się i pisze o rozwiązaniach w krajach arabskich -
              jakoś nikt nie mówi kobietom by cicho i we własnym domu uczyły synów , to ich
              rządy (np. jak np. Turcja, Iran) powinny rozwiązywac te sprwy ustawami. A u nas
              przemoc w rodzinach, przemoc wobec dzieci, odpowiedzialność ojców (alimentacja)
              nie jest w jakikolwiek sposób rozwiązana i jeszcze ksiądz poucza kobiety,
              ze "dojrzała kobieta nie oczekuje korzystnych rozwiązań prawnych". To więcej
              niż bezczelne. To arogancja z ignorancją.
              • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 03.07.05, 01:39
                squirrel9 napisała:

                > Być może wielokropku by kobieta naprawdę umiała kochać i dać miłosć dzieciom
                > musi być kochana rónież przez ojca.
                ^^^Nie byc moze, tylko tak. W poprzednim poscie wyraznie o tym
                pisalem, ze kobieta powinna byc kochana przez mezczyzne i to mocno.
                Nie rozumiem wiec ciebie dlaczego powtarzajac mnie wystepujesz z ta,
                wydawaloby sie sugeracja.
                jeszcze ksiądz poucza kobiety,
                > ze "dojrzała kobieta nie oczekuje korzystnych rozwiązań prawnych". To więcej
                > niż bezczelne. To arogancja z ignorancją.
                Wybacz, ale to co napisalas swiadczy raczej o twojej arogancji i
                ignorancji, by nie rzec bezczelnosci. Powiem wiec ci, co ja uwazam i
                chcialbym zeby dojrzala kobieta oczekiwala w tej prawnej
                kwestii.Uwazam dokladnie tak jak ksiadz tego artykulu. Otoz szanujaca
                sie kobieta, majaca swoja kobieca godnosc, oczekuje, a przynajmniej
                powinna, SPRAWIEDLIWYCH rozwiazan prawnych, a nie korzystnych.
                Najwidoczniej zaliczasz sie do tych oczekujacych korzysci ze strony
                prawa, stad tez taki a nie inny twoj poglad na te sprawe. Znamy
                przeciez kobiety, ktore za maz wychodzily po znaleznieniu sobie bogatego
                faceta, tylko po to, by sie z nim pozniej mozliwie jak jaknajszybciej
                rozwiezc, by miec KORZYSC z tego rozwodu, bo strona prawna im to
                gwarantowala. Na szczescie strona prawna pod tym wzgledem sie poprawila
                i wyglada zazwyczaj tak, ze jesli kobieta przyszla z gola dupa
                niczego nie wnoszac do domu, to i wyjdzie po rozwodzie z niego tez
                gola (czego sie wspolnie dorobili -do podzialu, bo wlasnie SPRAWIEDLIWOSC
                ludzka tak nakazuje).
                • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 00:44
                  Otóż ty się mylisz. Kobieta po rozwodzie w Polsce najczęściej zostaje - jak to
                  określiłeś - z gołą dupą a do tego z dziećmi. Jeśli ma pecha i trafiła
                  na "damskiego boksera" to cały dorobek zostawia i ucieka bo prawo jej nie
                  chroni. I to jest właśnie męskie (czyli masz to wspólne najwytraźniej z
                  księżmi) widzenie "równości". "Sprawiedliwość" naszego prawa polega na tym,ze
                  kobietę samą czyni odpowiedzialną za ściąganie alimentów.
                  Korzystność rozwiązań z punktu widzenia kobiety to właśnie "wyrównywanie szans".
                  Jak napisałam wyżej prawo do uropów wychowawczych dla mężczyzn, do brania
                  zwolnienia lekarskiego jest właśnie "wyrónywaniem szans" na rynku pracy.
                  PS. W kontekście tego co napisał ksiądz o kobietach sprawiedzliwość nie
                  istnieje - one są lepsze, wytrzymalsze i służebne. Powinny tylko bardziej się
                  starać i wychować lepszych mężczyzn. Amen.
                  • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 01:29
                    squirrel9 napisała:

                    Jeśli ma pecha i trafiła
                    > na "damskiego boksera" to cały dorobek zostawia i ucieka bo prawo jej nie
                    > chroni. I to jest właśnie męskie (czyli masz to wspólne najwytraźniej z
                    > księżmi) widzenie "równości". "Sprawiedliwość" naszego prawa polega na tym,ze
                    > kobietę samą czyni odpowiedzialną za ściąganie alimentów.
                    Komu ty tutaj swoja ciemnote czy nieznajomosc spraw chcesz wcisnac?
                    Sam znam malzenstwo w Polsce kiedy to facet pobil zone i musial za
                    to odsiedziec dwa i pol roku w ciupie (to tylko jeden ze znanych mi
                    przykladow). Znam tez rozne przyklady z alimentami. Np jeden z nich,
                    kiedy to facet spoznil sie o kilka dni z placeniem alimentow (mial
                    wyjazd, ktory mu sie przedluzyl i z tego powodu na czas nie mogl
                    zaplacic, kilka dni) i komornik wsiadl mu na sciaganie alimentow,bo
                    jego byla zona tak sobie zazyczyla.Probowal to naprawic z zona by
                    wycofala komornika (ponoc za kazdym razem pobiera on oplate chyba 50
                    zl),ale ta z kolei mocno msiciwa (nie wiem za co na niego) dopiero sie
                    cieszy ze mu dolozyla. I ty tu mowisz o prawach i sprawiedliwosci, o
                    jakichs rownych szansach. Rzeczywistosc wyglada zupelnie inaczej. Ksiadz
                    dobrze napisal o babach oczekujacych korzystnych wyrokow. Wiedzial co
                    pisal i wiedzial jakie kobiety (bo kobiety sa bardzo rozne) ma na
                    mysli. W koncu zna ich intencje i czyny pewnie ze spowiedzi.

                    • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 10:06
                      Coś mi się wydaje,że ty mieszkasz w Kanadzie, tak jakoś sobie przypominam. Ja
                      mam ogromną część rodziny mieszakjącą tam od pokoleń i kanadyjskie prawo - moim
                      zdaniem - jest normalne. Chroni słabszego. Przykłady piszę ci tylko jako
                      kontrprzykłady na twoje. Chodzi o system a nie o jakieś przykłady. Jeśli ktoś
                      jest lepszym rodzicem to on powinien po rozwodzie opiekować się dziećmi i on
                      powinien dostać większą część majątku do dyspozycji z racji tych dzieci. Tak
                      jest w Kanadzie (mój kuzyn po rozwodzie został w ich wspólnym domu z dziećmi,
                      mój brat opuścił dom i zostawił go żonie i dzieciom, alimenty płaci ten kto
                      dziećmi się nie opiekuje na stałe, jeśli nie opiekuje się dziećmi lub opiekuje
                      źle szybko można odebrać mu prawa rodzicielskie). Nie można z góry jak ty to
                      robisz,że matka kocha trwale i ciągle i z definicji jej się dziecko "należy".
                      W Polsce prawo właśnie tak działa, mężczyźni którzy są lepszymi ojcami niż
                      matka matką często rezygnują z góry z walki o dzieci bo i tak nie mają szans.
                      Szarpią się potem jak to opisałeś z kabietą niekoniecznie dobrą matką ale
                      skuteczną egzekutorką pieniędzy, dla któej kontakt jej dziecke z ojcem tego
                      dziecka nic nie znaczy. W Polsce kobiety zgodnie z literą prawa dostają
                      groszową pomoc od państwa w przypadku gdy mąż nie płaci alimentów (i to jeszcze
                      wtedy gdy same zarabiają niewiele, jesli zarabiają trochę więcej niż niewiele
                      to już im się nie należy), alimenty powinny sobie ściągać same. To nie mieści
                      się w głowie w żadnym cywilizowanym kraju - na pewno nie w Kanadzie.
                      Problem w tym,że w tym artykule ksiądz polski mówi w Polsce do polskich kobiet.
                      Tu "korzystne prawo" dla kobiet oznaczałoby na zachodzie "sprawiedliwe".
                      PS. 2,5 roku z pobicie żony to jakiś blef, musiał ją tłuc systematycznie lub z
                      ciężkimi obrażeniami i nie pierwszy raz postawili go przed sądem. U nas
                      bandzior tyle dostaje. Z drugiej strony tłukący mąż to bandzior do potęgi.
                      • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 02:29

                        Tak, z tego co wiem to on ja raczej czesto bil. Nie rozumiem twojego
                        ujecia "tu korzystne prawo dla kobiet oznaczaloby na zachodzie
                        sprawiedliwe". Albo sprawiedliwosc albo korzysc. Pojecia sa przeciez
                        jasne i oznaczaja zupelnie co innego. Jesli chodzi o alimenty w
                        Kanadzie to tez ci sprawe przyblize. Otoz facet placi z tego co mi
                        wiadomo 10% swoich zarobkow na alimenty. Srednio by bylo jakies z 300
                        dol. na miesiac. Jesli kobieta np. pali w tym kraju, powinno jej to
                        wystarczyc na papierosy na jeden miesiac. Srednie 2 sypialniowe mieszkanie
                        w wiekszym miescie kosztuje 900dol. do wynajecia. Nie musze wiec ci
                        pisac jaka czesc stanowia w tym przypadku alimenty bo matematyke sama
                        znasz. Komu sad przyznaje dziecko wydaje mi sie ze w Kanadzie i Polsce
                        te sprawy sa rozpatrywane podobnie. Jesli facet nie chce, w tym przypadku
                        nie ma sprawy jesli zona chce opiekowac sie swoim dzieckiem. Jesli zona
                        nie chce dziecka -tez po sprawie. Jesli oboje rodzice nie chca -tez
                        dziecko nie jest pozostawione bezpansko. To co napisalas, ze faceci nie
                        chca w Polsce opiekowac sie dziecmi po rozwodzie, niczego nie ma wspolnego
                        z prawem. To raczej tylko i wylacznie moze duzo swiadczyc o nich jako
                        ojcach, nic wiecej. W Kanadzie kobiety niestety sa troche inne, i z
                        tej racji sprawy tez inaczej wygladaja. Mezczyzni tez sa inni. Prawo
                        raczej mniej sie rozni, ale prawo musi byc zawsze dopasowane do ludzi,
                        nie odwrotnie. Mowie o prawie cywilnym oczywiscie, bo kryminalne
                        wyglada inaczej. Tam przestepca musi sie dopasowac do prawa, a raczej,
                        by uscislic -musi byc ukaranym zgodnie z nim.


                        • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 11:44
                          Ja piszę o tym jak działa sąd, jak działa prawo ( a realia kandayjskie znam
                          lepiej niż ci się wydaje - nawet to,że w przypadku posiadania dzieci do 12 lat
                          alimentujący utrzymuje tego kto opiekuje się dziećmi, dzieci nie mogą być same
                          bez opieki)a ty o tym co ktoś komuś albo co myślisz. Ciszy mnie to,że jesli
                          jest onsesus to sąd nie ma nic do roboty.
                          • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 04:53
                            squirrel9 napisała:

                            > Ja piszę o tym jak działa sąd, jak działa prawo ( a realia kandayjskie znam
                            > lepiej niż ci się wydaje - nawet to,że w przypadku posiadania dzieci do 12
                            lat
                            > alimentujący utrzymuje tego kto opiekuje się dziećmi, dzieci nie mogą być
                            same
                            > bez opieki)a ty o tym co ktoś komuś albo co myślisz. Ciszy mnie to,że jesli
                            > jest onsesus to sąd nie ma nic do roboty.
                            Alimentujacy nikogo nie utrzymuje tutaj. Poprostu placi alimenty (pisalem
                            wczesniej ile). Osobie ktora opiekuje sie dziecmi placi ten, kto te
                            osobe do tego zatrudnia. Jesli to jest matka dziecka -placi ona. Jesli
                            ojciec -to on to robi. Oczywiscie ze dzieci nie moga byc pozostawione
                            same do 12 roku. To nawet zdrowy rozsadek nakazuje. A czy w Polsce
                            mozna zostawic dzieci same sobie? W Kanadzie zdarzaja sie przypadki
                            ze male dzieci sa pozostawione na jakis czas bez opieki. Mysle ze w
                            Polsce tez to sie zdarza, w zaleznosci od rodzica czy rodzicow.
            • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 01.07.05, 12:40
              Kobieta ogolnie kocha mocniej niz mezczyzna, wynika
              >
              > to z jej kobiecej natury
              Litości! Skąd to przekonanie?? Sądzisz, że facet nie potrafi szaleńczo, mocno
              kochać? Czy w ogóle można porówywać miłości, siłę kochania? Skąd wiadomo, że u
              danej kobiety ta obłędna miłość do dziecka to nie ogromna odpowiedzialność za
              życie? Są matki (znam jedną), które rodzą dzieci, opiekują się nimi, ale
              pokochać nie potrafią. To samo tyczy się facetów (z pominięciem rodzenia
              oczywiscie). Myslę, że krzywdzisz własną płeć takimi teoriami.
              • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 03.07.05, 05:23
                anais_nin666 napisała:


                > Litości! Skąd to przekonanie?? Sądzisz, że facet nie potrafi szaleńczo, mocno
                > kochać? Czy w ogóle można porówywać miłości, siłę kochania? Skąd wiadomo, że
                u
                > danej kobiety ta obłędna miłość do dziecka to nie ogromna odpowiedzialność za
                > życie? Są matki (znam jedną), które rodzą dzieci, opiekują się nimi, ale
                > pokochać nie potrafią. To samo tyczy się facetów (z pominięciem rodzenia
                > oczywiscie). Myslę, że krzywdzisz własną płeć takimi teoriami.
                Zupelnie mnie nie rozumiesz. Ja tu wcale nie mowie o porywczej, szalonej
                milosci, bo taka milosc raczej nie jest miloscia lecz nasyceniem
                instynktu (hormony szaleja). Sila kochania (podejrzewam ze masz fizyczne
                kochanie na mysli) milosci nie zmierzysz -moze prawami fizyki, tak).
                Milosc prawdziwa wyplywa z serca (nie glownie z porywu krwi), jest
                wiec miloscia opanowana, rozsadna, swiadoma i oczywiscie mocno
                odpowiedzialna. Tak, matczyna milosc do dziecka jest tez
                odpowiedzialna. Nie musze wiec ci tlumaczyc teraz skad ta matczyna
                odpowiedzialnosc za zycie dziecka wyplywa. Sama z siebie ta
                odpowiedzialnosc sie przeciez nie wziela, nieprawdaz? Wcale nie
                krzywdze wlasnej plci, mowiac ze kobieta ogolnie kocha mocniej niz
                mezczyzna. Po odpowiedz zglos sie np. do przecietnego dzieciaka
                (powiedzmy 7 letniego) kiedy jego rodzice sie rozwodza. Zapytaj go z
                kim chce mieszkac, z mama czy z tata. Dziecko wiadomo chce miec obojga
                rodzicow, ale w tym skrajnym przypadku dla niego wybiera mame.
                Dlaczego? Tu chyba tez odpowiedzi nie musze dawac. To nie jest wcale
                moja teoria ze kobieta kocha mocniej (moze mocniej nie jest wlasciwe
                slowo tutaj, dokladniej mi chodzi, ze kocha ciagle, milosc kobieca jest
                poniekad nieprzerwana, zespolona mocno z jej natura, ktora wszystko i
                wszystkich kocha, a przynajmniej pragnie kochac). Te "teorie"
                potwierdzaja fachowcy ktorzy zajmuja sie tymi sprawami. Mowie tutaj o
                kobiecie oczywiscie normalnej,nie skaleczonej zyciem, bo kobieta, ktorej
                kobiecosc, szczegolnie ta wewnetrzna, zostala mocno naruszona, taksamo
                potrafi nienawidziec, i to chyba mocniej nawet niz facet.
                • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 00:54
                  Tralalala, piszesz bzdety. Znam mężczyzn opiekujących się dziećmi duzo więcej
                  niż ich żony i związanych emocjonalnie (nie pokuszę się o mierzenie głębi,
                  trwałości i ciągłości ich uczuć) z nimi właśnie mocniej niż żony z dziećmi.
                  Uważam,że więź i troska o dziecko rodzi się w człowieku odpowiedzialnym i
                  opiekującym się, znającym dziecko(dzieci), wiedzącym o ich problemach i
                  czującym to dziecko (dzieci). Bywają - jakoś coraz częściej o nich słychać
                  matki kompletnie nienadające się do opieki nad psem a nie dopiero nad dzieciem
                  nawet własnym. I są ojcowie (właśnie takich znam) będących wspaniałym rodzicem
                  (potocznie nazywam to tatą-mamą). Włąśnie urlopy wychowawcze, zwolnienia
                  lekarskie któe rónież mogą wziąć ojcowie często powodują,że ojciec opiekując
                  się dzieckiem poznaje to dziecko tak naprawdę i zadzierżga się między nimi więź
                  jaka zwykle była dawniej (gdy ojciec był od wychowaywania i skarcenia)
                  wyłącznie między dzieckiem i matką.
                  • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 01:12
                    squirrel9 napisała:

                    > Tralalala, piszesz bzdety. Znam mężczyzn opiekujących się dziećmi duzo więcej
                    > niż ich żony i związanych emocjonalnie (nie pokuszę się o mierzenie głębi,
                    > trwałości i ciągłości ich uczuć) z nimi właśnie mocniej niż żony z dziećmi.
                    > Uważam,że więź i troska o dziecko rodzi się w człowieku odpowiedzialnym i
                    > opiekującym się, znającym dziecko(dzieci), wiedzącym o ich problemach i
                    > czującym to dziecko (dzieci). Bywają - jakoś coraz częściej o nich słychać
                    > matki kompletnie nienadające się do opieki nad psem a nie dopiero nad
                    dzieciem
                    > nawet własnym. I są ojcowie (właśnie takich znam) będących wspaniałym
                    rodzicem
                    > (potocznie nazywam to tatą-mamą). Włąśnie urlopy wychowawcze, zwolnienia
                    > lekarskie któe rónież mogą wziąć ojcowie często powodują,że ojciec opiekując
                    > się dzieckiem poznaje to dziecko tak naprawdę i zadzierżga się między nimi
                    więź
                    >
                    > jaka zwykle była dawniej (gdy ojciec był od wychowaywania i skarcenia)
                    > wyłącznie między dzieckiem i matką.
                    Bzdety sa moze dla ciebie, ale nie dla mnie. Nie potrafisz, albo nie
                    chcesz zrozumiec tutaj jednej podstawowej sprawy ktora ja podkreslam.
                    Ja pisze OGOLNIE o kobietach i mezczyznach w tym przypadku, a ty
                    przytaczasz raczej WYJATKI. Oczywiscie, nie przecze, ze zdarzaja sie
                    przypadki kiedy to ojciec kocha dziecko mocno a matka z kolei nienawidzi
                    swoje dziecko. Sa przypadki ze kobiety nawet zabijaja swoje dzieci,
                    pozostawiaja nowonarodzone przy smietnikach czy innych miejscach. Tak,
                    zgodze sie tez z tym, ze BYWAJA (jak piszesz) matki ktore nie nadaja
                    sie do opieki nad psem, nie mowiac juz o opiece nad dzieckiem.
                    Ale......."bywaja", czyli znowu mowa o tych wyjatkach. Ogolnie przeciez
                    jest inaczej z kobietami matkami i ty pewnie doskonale o tym wiesz.
                    Nie rozumiem jedynie dlaczego sie czepiasz wyjatkow i co przez nie
                    chcesz tutaj powiedziec. One sa wszystkim znane.
                    • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 04.07.05, 10:12
                      Jeszcze raz odeślę cię do prawa kraju w któym mieszkasz. W Kanadzie dziecko
                      zostaje z tym rodzicem z którym jest emocjonalnie związane. Nikt nie zakłada,że
                      matka na 100% się nadaje lepiej a ojciec nie.Alimenty płaci ten który
                      dzieckiem się nie opiekuje na stałe.I właśnie w Kanadzie znam tatusiów z
                      dziećmi. Prawo nie może zakładać cech człowieka "na wyrost", z definicji je
                      zakładać i tak tworzyć prawa by wyłacznie kobieta musiała opiekować się
                      dzieckiem. U ciebie właśnie takie "tradycyjne i życzeniowe myślenie"
                      funkcjonuje.
                      • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 02:50
                        squirrel9 napisała:

                        > Jeszcze raz odeślę cię do prawa kraju w któym mieszkasz. W Kanadzie dziecko
                        > zostaje z tym rodzicem z którym jest emocjonalnie związane. Nikt nie
                        zakłada,że
                        >
                        > matka na 100% się nadaje lepiej a ojciec nie.Alimenty płaci ten który
                        > dzieckiem się nie opiekuje na stałe.I właśnie w Kanadzie znam tatusiów z
                        > dziećmi. Prawo nie może zakładać cech człowieka "na wyrost", z definicji je
                        > zakładać i tak tworzyć prawa by wyłacznie kobieta musiała opiekować się
                        > dzieckiem. U ciebie właśnie takie "tradycyjne i życzeniowe myślenie"
                        > funkcjonuje.
                        A czy w Polsce nie znasz tatusiow z dziecmi? Czy w Polsce kobiete
                        sie zmusza do wychowywania dziecka jesli ona nie chce go wychowywac
                        albo jej nie stac na wychowywanie (powiedzmy z racji spraw finansowych
                        czy z racji tego ze dziecko jej czas "rozrywkowy" zabiera)? Cos ci
                        powiem. W Kanadzie duzooooooo sie zmienilo. Kiedys prawo mocno chronilo
                        kobiete po rozwodzie (mogla np. zabrac caly dom dla faceta, znaczy sie ze
                        on ja do swojego domu wprowadzil a ona niczego do niego nie wniosla,
                        nawet nie pracowala bo on ja utrzymywal) . Kiedys samotna matka z
                        malym dzieckiem mogla sobie decydowac czy chce pracowac czy byc
                        matka. Byc matka w tym przypadku oznaczalo siedziec w domu z dzieckiem,
                        az dziecko dorosnie (znaczy stanie sie doroslym czlowiekiem), a rzad
                        (podatnicy) ja by wspierali przez te lata. To sie skonczylo, poszlo do
                        historii, byc moze na zawsze w zapomnienie. Dzisiaj niestety tego sie
                        nie robi, bo kobiety zaczely to poprostu naduzywac prawo. Majatek wiec
                        wspolny obecnie idzie do podzialu. Inaczej by tu faceci golymi dupami
                        swiecili a kobiety wyrabialy co im by sie chcialo. Ja wcale nie
                        twierdze ze kobieta musi zajmowac sie dzieckiem, choc zyczylbym raczej
                        z tym "zyczeniowym" zyczeniem by tak bylo. Kto ma sie zajmowac
                        dzieckiem uwazam ze w tych sprawach powinni decydowac najpierw rodzice
                        dziecka, a jesli nie moga dojsc ze soba do porozumienia -to sad za nich.
                        • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 11:48
                          W Polsce - w przeciwieństwie do Kanady - sąd przyzna dziecko ojcu jeśli matka
                          go nie chce, jeśli chce (nawet gdyby się na matke nie nadawała) dziecko dostaje
                          ona. To jest właśnie założona z góry wyższość macierzństwa nad ojcostwem.
                          Cieszę się,ze uważasz jak uważasz tylko nie ma to nic wspólnego z prawem w
                          Polsce.
                          • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 04:44
                            squirrel9 napisała:

                            > W Polsce - w przeciwieństwie do Kanady - sąd przyzna dziecko ojcu jeśli matka
                            > go nie chce, jeśli chce (nawet gdyby się na matke nie nadawała) dziecko
                            dostaje
                            >
                            > ona. To jest właśnie założona z góry wyższość macierzństwa nad ojcostwem.
                            > Cieszę się,ze uważasz jak uważasz tylko nie ma to nic wspólnego z prawem w
                            > Polsce.
                            O co ci wlasciwie chodzi, co ty tutaj chcesz powiedziec? Kanadyjskie
                            prawo w tym przypadku moze nie identycznie, ale bardzo podobnie
                            wyglada do polskiego. Jesli chodzi o przyznanwanie dziecka to matka
                            tutaj zawsze miala i ma pierwszenstwo, podobnie jak w Polsce. Jesli
                            sie nie nadaje na matke, to jej dziecka nie dadza, podobnie jak w
                            Polsce. Tutaj nawet potrafia obojgu rodzicom zabrac dziecko, jesli beda
                            dowody ze dziecko jest bite, zaniedbywane strasznie itp -podobnie tez
                            jest w Polsce. Zalozona wyzszosc macierzynstwa nad ojcostwem nie
                            wziela sie znikad. W prawie tez to jest podkreslone, zarowno w polskim
                            jak i kanadyjskim, a prawa glupcy przeciez nie pisza. Tobie jak widze
                            nie podoba sie istniejace prawo w Polsce, ale.....to juz twoj problem.
                • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 00:17
                  Nie zgodze się z Tobą. Znam facetów, którzy mimo rozwodu kochają nieprzerwanie,
                  odpowiedzialnie i z całej siły. Znam dzieci, które chcą mieszkać z ojcami (i
                  oczywiscie znam takie, ktore chca mieszkac z matkami). POza tym co znaczy: "moze
                  mocniej nie jest wlasciwe
                  > slowo tutaj, dokladniej mi chodzi, ze kocha ciagle, milosc kobieca jest
                  > poniekad nieprzerwana"?
                  Facet przestaje nagle kochac swoje dziecko? W towarzystwie jakich facetów sie
                  obracasz? Wlasnie takich? Ktorzy kochaja do czasu gdy mieszkaja z dziecmi, a
                  potem tworza nową rodzine i maja nowe dzieci, a o tamtych zapominaja? To sie
                  akurat nazywa patologią - nie meskim podejsciem. Pokazalam to co napisales
                  mezowi. Absolutnie sie nie zgodzil. Ba ! Zdziwil sie skad taka teoria.
                  Nigdzie nie zetknelam sie z informacjami, ze facet kocha mniej lub bardziej
                  (inaczej czasem to uczucie opisujemy, ale milosc nadal jest ta sama, czesto
                  szalencza). Facet po prostu kocha lub nie, tak jak i kobieta. Faktem jest, ze u
                  facetów milosc do dziecka sie tworzy najczesciej po narodzeniu dziecka, u matki
                  juz w trakcie ciazy rodzi sie niepowtarzalna więź. Zdarza sie, ze facet nie
                  potrafi pokochac dziecka, jak i zdarzaja sie przypadki, ze to kobieta nie
                  potrafi pokochac, ale teorie o silniejszych lub mocniejszych uczuciach uwazam za
                  krzywdzace, co wlasnie potwierdzil moj maz, kt.stoi kolo mnie i mi sekunduje;)
                  "Ja tu wcale nie mowie o porywczej, szalonej
                  > milosci, bo taka milosc raczej nie jest miloscia lecz nasyceniem
                  > instynktu".
                  Z tym tez się nie mogę zgodzić. Czy szaleńcza miłośc jest dla Ciebie li tylko
                  zaślepieniem, dzialaniem chemii? Poniekąd tak, ale i to jest forma miłości, z
                  kt. rodzi sie forma dojrzalsza.
                  "Milosc prawdziwa wyplywa z serca (nie glownie z porywu krwi), jest
                  > wiec miloscia opanowana, rozsadna, swiadoma i oczywiscie mocno
                  > odpowiedzialna".
                  A miłość pierwszych westchnień to nie miłość prawdziwa? Nie od tego pierwszego
                  uczucia rodzą się kolejne fazy miłości? Gdyby nie pierwsze natchnione uczucie
                  nigdy nie doszlibysmy do tej opiewanej przez Ciebie milosci swiadomej i opanowanej.
                  "To nie jest wcale
                  > moja teoria ze kobieta kocha mocniej"
                  A czyja to jest teoria? Prosiłabym o jakieś źródła tego przekonania, stereotypy
                  znam.
                  • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 00:29
                    powyższe było do wieokropka; zgadzam się z squirrel9 w kwestii wyboru dzieci ;
                    to w Polsce przywykło się uważać, że tylko matka zapewni prawidłową opiekę i
                    rowój dziecku, w wielu krajach dziecko ma wybór i czesto nie pada ów na matkę, a
                    na ojca; na szczęscie rola ojca w ostatnich latach jest podkreślana, pisze się o
                    tym , mówi, faceci staraja się tworzyć z dzieckiem więź czego rezlutatem bywa
                    silniejsza więź i milosc w stosunku do taty niz mamy; żyję w środowisku gdzie
                    jest wielu rozwodników - znamienne, ze zaden nie mieszka ze swoim dzieckiem
                    pomimo deklaracji dziecka, ze chce z tatusiem i mimo walki w sadzie o takowe
                    prawo, u nas sad ma opinie podobna do wielokropka, kobieta kocha bardziej i
                    odpowiedzialneiej - pytanie czy to sluszna teza; moje doswiadczenia mowie: nie.
                    Siła miłości nie rozróznia płci. A odpowiedzialność, stabilonść uczuciowa to
                    cechy ogólnoludzkie, ma się je lub nie - płeć wpływa na to znikomo, za to
                    ogromnie wpływają na to stereotypy wyniesione z domu rodzinnego, w tym ten, ze
                    kbieta kochajaca to fajna kobieta, facet kochajacy to mieczak itd.;)
                    • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 03:23
                      anais_nin666 napisała:


                      żyję w środowisku gdzie
                      > jest wielu rozwodników - znamienne, ze zaden nie mieszka ze swoim dzieckiem
                      > pomimo deklaracji dziecka, ze chce z tatusiem
                      A dlaczego to zaden nie mieszka z dzieckiem tylko mamusia? Sama sobie
                      dalas odpowiedz kto kocha bardziej. To mamusia sie mocniej "dobija" do
                      dziecka niz tatus, dlatego tez z nim jest. Tatus dosc czesto wlasnie nie
                      chce i dlatego nie mieszka ze swoim dzieckiem. Kocha poprostu mniej, a
                      raczej kocha inaczej pasowaloby powiedziec. Kobieca milosc ogolnie jest
                      silniejsza i zal mi ciebie, ze bedac kobieta o tym nie wiesz. Rozumiem,
                      ze mozesz sie upajac jako kobieta nasza meska milosca, bedac w usciskach
                      mezczyzny, ale............cos mi sie wydaje ze niestety ja mam ogolnie
                      racje, choc jak sama wiesz, milosc ludzka nie zna granic,wiec nasza rozmowa
                      poniekad tez moze wydawac sie z grubsza bezsensowna.
                      • squirrel9 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 11:56
                        wielo-kropek napisał:

                        >> > jest wielu rozwodników - znamienne, ze zaden nie mieszka ze swoim dziecki
                        > em
                        > > pomimo deklaracji dziecka, ze chce z tatusiem
                        > A dlaczego to zaden nie mieszka z dzieckiem tylko mamusia? Sama sobie
                        > dalas odpowiedz kto kocha bardziej. To mamusia sie mocniej "dobija" do
                        > dziecka niz tatus, dlatego tez z nim jest. Tatus dosc czesto wlasnie
                        nie
                        >
                        > chce i dlatego nie mieszka ze swoim dzieckiem. Kocha poprostu mniej, a
                        > raczej kocha inaczej pasowaloby powiedziec. Kobieca milosc ogolnie
                        jest

                        Może ja ci odpowiem choć już odpowiedziałąm wyżej - bo sądy w Polsce z góry
                        zakładają wyższość macieżństwa nad ojcowstwem. Bo mamusia choćbyś psa jej nie
                        powieżył jeśli tylko chce dziecko to najlepszy ojciec nie ma szans. A potem
                        ktoś wyciąga takie wnioski jak ty... i zrozumiałe,że dziecko z definicji należy
                        do mamusi bo ona bardziej kocha, więc po rozwodzie jeśli tylko mamusia chce to
                        ojciec nie ma szans a ponieważ zwykle mamusie opiekują się dziećmi po rozwodach
                        więc wnioski są logiczne, zę kochają bardziej bo gdyby tatusie kochali bardziej
                        to bardziej walczyliby więc jeśli już te mamusie kochają bardziej to im się
                        dziecko należy z czego można wysnuć wniosek,że one kochają bardziej . Proste
                        jak konstrukcja dzidy !!!!
                      • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 12:11
                        Napisałam wyraźnie, a Ty zdaje sie pomijasz to co nie pasuje do Twojej
                        koncepcji, ze panowie o ktorych pisalam b. chcieli byc z dziecmi swoimi, ale to
                        sad, a nie ich brak milosci zdecydowal,ze dzieci mieszkaja z matkami, pomimo
                        deklaracji tychze dzieci, ze wola dzielic swe zycie z ojcem. Napisalam to
                        wyraznie, widac do Ciebie to nie dociera, bo burzy Twoj obraz swiata. O moc
                        milosci klocic sie nie bede, bo co czlowiek to inna milosc. Natomiast za
                        oczywista bzdure uwazam Twą teorię, ze facet nie potrafi tak kochac jak kobieta.
                        Do mego kochania prosze nie przyczepiaj sie, bo to nie tylko chamskie, ale i
                        glupie , nic o nim nie wiesz. Upajanie sie meska miloscia bedac w ramionach
                        mezczyzny jest owszem fajne, ale jak sam zauwazyles to nie tylko to, zatem nie
                        banalizuj, co wiecej nie przecz swojejmu poprzedniemu postowi;)A najwzaniejsze
                        nie oceniaj po sobie, jesli Ty potrafisz kochac tylko fizycznie, to Twoj
                        problem. Swoje doswiadczenia (a propos milosci mesko-damskiej) czerpie ze
                        swiata, ktory podpatruje - w moim otoczeniu Twoja teoria nie ma racji bytu.
                        Jedynie pozostaje mi wspolczuc, ze tam gdzie Ty zyjesz sa tacy faceci, o ktorych
                        piszesz oraz, ze sam sobie odbierasz moliwosc pelnego, mocnego kochania,
                        wychodac z kuriozalnego zalozenia, ze ta umiejetnosc facetowi nie jest dana.
                        Źródeł swojej teorii oczywiście nie podałeś. Szkoda. Wnioskuję, że to jednak
                        Twoje subiektywne sądy, a nie naukowe teorie. Sporo czytam, z racji
                        wykształcenia, o naturze człowieka i NIGDy nie spotkalam sie z teoriami, ktore
                        glosisz.
                        Pozdrawiam i zycze, by dane Ci bylo nauczyc sie kochac jak czlowiek, bez
                        podzialu na plec;)
                        • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 05:33
                          anais_nin666 napisała:

                          > Napisałam wyraźnie, a Ty zdaje sie pomijasz to co nie pasuje do Twojej
                          > koncepcji, ze panowie o ktorych pisalam b. chcieli byc z dziecmi swoimi, ale
                          to
                          > sad, a nie ich brak milosci zdecydowal,ze dzieci mieszkaja z matkami, pomimo
                          > deklaracji tychze dzieci, ze wola dzielic swe zycie z ojcem. Napisalam to
                          > wyraznie, widac do Ciebie to nie dociera, bo burzy Twoj obraz swiata. O moc
                          > milosci klocic sie nie bede, bo co czlowiek to inna milosc. Natomiast za
                          > oczywista bzdure uwazam Twą teorię, ze facet nie potrafi tak kochac jak
                          kobieta
                          > .
                          > Do mego kochania prosze nie przyczepiaj sie, bo to nie tylko chamskie, ale i
                          > glupie , nic o nim nie wiesz. Upajanie sie meska miloscia bedac w ramionach
                          > mezczyzny jest owszem fajne, ale jak sam zauwazyles to nie tylko to, zatem nie
                          > banalizuj, co wiecej nie przecz swojejmu poprzedniemu postowi;)A najwzaniejsze
                          > nie oceniaj po sobie, jesli Ty potrafisz kochac tylko fizycznie, to Twoj
                          > problem. Swoje doswiadczenia (a propos milosci mesko-damskiej) czerpie ze
                          > swiata, ktory podpatruje - w moim otoczeniu Twoja teoria nie ma racji bytu.
                          > Jedynie pozostaje mi wspolczuc, ze tam gdzie Ty zyjesz sa tacy faceci, o
                          ktoryc
                          > h
                          > piszesz oraz, ze sam sobie odbierasz moliwosc pelnego, mocnego kochania,
                          > wychodac z kuriozalnego zalozenia, ze ta umiejetnosc facetowi nie jest dana.
                          > Źródeł swojej teorii oczywiście nie podałeś. Szkoda. Wnioskuję, że to jednak
                          > Twoje subiektywne sądy, a nie naukowe teorie. Sporo czytam, z racji
                          > wykształcenia, o naturze człowieka i NIGDy nie spotkalam sie z teoriami, ktore
                          > glosisz.
                          > Pozdrawiam i zycze, by dane Ci bylo nauczyc sie kochac jak czlowiek, bez
                          > podzialu na plec;)
                          Jestes tak ograniczona ze nawet niepotrafisz trzezwo myslec. Jakie
                          deklaracje dzieci?. Ty bys sluchala i wydawala werdykty(mysle ze na
                          szczescie dzieci i rodzicow tego nie czynisz z racji nieposiadania
                          odpowiedniego stanowiska w tym kierunku) bazujac na opiniach nieletnich
                          dzieciakow, ktorzy niby maja decydowac za ich rodzicow. Na szczescie
                          sedziowie tego nie robia. Jezeli uwazasz ze sedziowie wydaja zle
                          werdykty, prawo jest napisane zle itp. to tymsamym mowisz, ze tylko ty
                          jestes "madra" a ci w sadach to glupole. Mnie twoja milosc najmniej
                          interesuje, uwierz mi prosze.Jesli uwazasz ze napisanie przeze mnie o byciu
                          w ramionach mezczyzny jest dla ciebie chamstwem, to........ Ogolnie
                          twoja milosc widac (raczej jej brak) w twoich postach, wiec chwalic sie
                          swoja zasobnoscia milosci wcale nie musisz. To, ze kobieta kocha inaczej
                          i zazwyczaj mocniej od mezczyzny wzialem m.innymi z rozmowy ludzi
                          ktorzy sie tym zajmuja. Na jednym z programow wypowiadala sie kobieta
                          ktora ksiazke napisala na temat relacji kobieta-mezczyzna. Na zal ani
                          jej nazwiska nie pamietam, ani tez tutulu jej ksiazki. Byla to rozmowa
                          na wespol z autorem ksiazki Kobiety sa z Wenus a mezczyzni z Marsa. Jego
                          nazwiska tez nie pamietam. Oboje sie zgadzali ze soba jesli chodzi o
                          kobieca milosc. Kobieta tej ksiazki nawet powiedziala, ze kobieta ciagle
                          kocha (mysli jakoby miloscia), a facet mysli o milosci okresami (jesli
                          jest czyms np. waznym zajety, milosc i kobiety nawet nie sa mu w tym
                          czasie w glowie). Wczesniej pisalas, ze twoj facet byl zaskoczony tym ze
                          kobieta kocha mocniej. Nie chce sie tutaj wypowiadac duzo, ale ta jego
                          wypowiedz czy zdziwienie duzo mowi. Milosc kobieca trzeba w koncu
                          odczuwac, zeby dobrze sie o niej wypowiadac. I jeszcze cos. Podpatruj dalej
                          cudze milosci w swoim otoczeniu. Ja taki "madry" nie jestem i nie chce
                          byc by to robic. Nie jedna juz "mocno kochajaca" sie para, swiecila
                          przykladami nawet dla tobie podobnych podpatrywaczy, by sie rozwiezc ze
                          soba i to niespodziewanie. O milosci to ty pewnie tez duzo wiesz, bo
                          sie napatrzylas na nia.
                          • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 09:54
                            Kobiety sa z Wenus a faceci z Marsa to paranaukowa literatura, ktora w swiecie
                            naukowym nie ma racji bytu. Nikt z naukowcow tej ksiązki poważnie nie bierze.
                            Moj tekst o dzieciach, ktore deklaruja wole mieszkania z ojcem byl a propos
                            Twej wypowiedzi, ze dzieci nie chca mieszkac z ojcami tylko z matkami, nie
                            pisalam wiec a propos sadow, ale jakos Ci to jak zwykle umknęło. Proponuje
                            wczytywać się uważnie w teksty i brac je tak jak są, bez nadinterpretacji, bo
                            ta prowadzi do absurdów, kt. widać w Twej odpowiedzi (totalne niezrozumienie
                            listu)i pamietac, ze moj list byl odp. na Twoj, zatem odnosilam sie do tego co
                            wczesniej napisales.
                            Jeśli guzik Cię obchodzi moje nastawienie do milosci, to czemu tyle miejsca tej
                            sprawie poswiecasz? Sam sobie, kolejny zreszta raz, przeczysz.
                            Poza tym nie rozumiem Twojej natarczywosci i chamskich odzywek. Nie potrafisz
                            trzezwo o czyms rozmawiac? Musisz od razu jesli rozmowa nie idzie po Twojej
                            mysli stawac sie agresywny?
                            Temat o kt. rozmawiamy zainteresowal mnie na tyle, ze rozmawialam o tym
                            problemie z wieloma facetami. wszyscy stwierdzili, ze to calkowicie magiczna
                            teoria. Zaden z panow sie z nia nie zgodzil. Zatem nie tylka ja jestem madra,
                            ale i inni rowniez maja takie madre poglady jak ja;), Ty jeden odstajesz ze
                            swoimi teoriami wzietymi z pseudonaukowych czytadel. Szanuje jedna wszelkie
                            teorie, nawet te kosmiczne:)
                            Pozdrawiam i nie czekam na odzew, bo nie ma o czym rozmawiac, zwlaszcza w tonie
                            jaki nadales w poprzednim poście (Jestes tak ograniczona ze nawet niepotrafisz
                            trzezwo myslec - to Twoje gburowate slowa, gdybys mial watpliowsci gdzie to Ty
                            byles chamski). Chamstwa po prostu nie toleruje. Dyskusję lubie, lecz tylko
                            taką na poziomie. Co do ograniczoności - wybacz, ale Ty również coś na ten
                            tamat wiesz, co wykazales swoimi listem:)
                          • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 11:06
                            Ty bys sluchala i wydawala werdykty(mysle ze na
                            > szczescie dzieci i rodzicow tego nie czynisz z racji nieposiadania
                            > odpowiedniego stanowiska w tym kierunku) bazujac na opiniach nieletnich
                            >
                            > dzieciakow, ktorzy niby maja decydowac za ich rodzicow. Na szczescie
                            > sedziowie tego nie robia. Jezeli uwazasz ze sedziowie wydaja zle
                            > werdykty, prawo jest napisane zle itp. to tymsamym mowisz, ze tylko ty
                            >
                            > jestes "madra" a ci w sadach to glupole.
                            Na nieszczęście dzieci nie bierze sie ich zdania pod uwagę. Często jest tak, że
                            dziecko ma lepszy kontakt, np. z ojcem niz matka i dlatego chce wlasnie z nim
                            mieszkac. Dla prawidlowego rozwoju dziecka potrzebna jest rownowaga psych.,
                            poczucie bezpieczeństwa. Sad oddajac matce pod opieke dziecko pomimo jego braku
                            dobrych, pozytywnych, cieplych relacji z matka, robi dziecku zwykla krzywde. W
                            naszych sadach wychodzi sie z zalozenia, ze nawet najgorsza matka jest lepsza od
                            najlepszego ojca. Czy uwazam, ze to glupie? Oczywiscie. Taki system odszedl juz
                            do lamusa w wielu krajach europejskich, gdzie zwyklo sie oddawac dziecko po
                            prostu odpowiedzialniejszemu z rodzicow, bez wzgledu na plec. W Polsce nadal
                            pokutuje przekonanie, ze tylko matka potrafi wychowywac dziecko, na szczescie to
                            sie zmienia i faceci w koncu zaczynaja miec jakies prawa. Powinno Cie to chyba
                            cieszyc.
                            Wyzszosc macierzynstwa nad ojcostwem jest tez sprawa dyskusyjna. Ja stawiam
                            rownosc pomiedzy tymi rolami. Obie sa b. wazne, kazda w inny sposob, ale zadna
                            w lepszy czy gorszy, silniejszy czy slabszy. Generalnie diecko winno miec oboje
                            rodzicow, a jesli musi zyc tylko z 1 to niech zyje z tym , kt.to dziecko lepiej
                            wychowa i z kt. dziecko czuje sie szczesliwsze. I nie zakladajamy z gory, ze ta
                            osoba jest matka, bo zycie ten poglad weryfikuje. Ale przede wszystkim krzywdzi
                            to mezczyzn, którzy wychodza na jakieś ułomne stworzenia, niezdatne do kochania,
                            do opieki, niezdolne do odpowiedzialnosci, potrafiace jedynie ... no wlasnie co?
                            Plodzic i zarabiac? Mam znacznie szersza wizje meżczyzny i znacznie cieplejsza,
                            ze ludzką nie wspomne.
                  • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 03:06
                    anais_nin666 napisała:



                    > A miłość pierwszych westchnień to nie miłość prawdziwa? Nie od tego pierwszego
                    > uczucia rodzą się kolejne fazy miłości? Gdyby nie pierwsze natchnione uczucie
                    > nigdy nie doszlibysmy do tej opiewanej przez Ciebie milosci swiadomej i
                    opanowa

                    Napisalem ze milosc prawdziwa wyplywa z serca. Jesli te westchnienia
                    tez wyplywaja z serca, to oczywiscie mozna mowic tutaj o milosci
                    prawdziwej. Czesto westchnienia wyplywaja z przyjemnosci i ty zapewne
                    doskonale wiesz o jakiej przyjemnosci ja tu mowie. Twoj maz moze uwazac
                    co chce na temat milosci czy kochania dzieci. Zapytaj wiec go, lub
                    sama mi powiedz, dlaczego jest tak na swiecie, ze zdecydowana wiekszosc
                    dzieci (po rozwodach) wychowuja wlasnie matki. Dosc czesto ojcowie nawet
                    nie chca wychowywac, o czym np. w tym watku jedna z naszych
                    wspolrozmowczyn mocno podkresla. O czym wiec to swiadzczy? Gdyby ta
                    milosc do dziecka byla wyrownana, to powinno tez i w rzeczywistosci
                    wygladac po rowno, nie sadzisz?
                    • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 05.07.05, 12:38
                      Myślę, że tu decyduje akurat męskie wygodnictwo. Wcześniej wiele osób zwracało
                      uwagę na fakt, że faceci sa wychowywani na egoistow, kobiety od dziecka uczy sie
                      empatii, kobiecie uczonej tego od dziecka latwiej wczuc sie w kogos, w czyjas
                      sytuacje, facetowi trudniej, ale nie jest to cos z czym sie rodzimy, to kwestie,
                      ktore wynosi sie m. in. z domu, ze szkoly. Jesli rodzice uczyli syna owej
                      empatii, to on staje sie odpowiedzialnym, kochajacym facetem, ktory nie skacze
                      z kwiatka na kwiatek, tkwi, jak i jego zona, przy dziecku, bo wie czym jest
                      milosc i odpowiedzialnosc. Zimny chow meski niestety rodzi wiele patologii, ale
                      powtarzam - to są sprawy wyuczone, nabyte w drodze wychowania, przystosowywania
                      do zycia, to nie jest cos z czym sie rodzimy. Milosci sie uczymy cale zycie, od
                      nas zalezy czy sie jej nauczymy czy tez nie.
                      Sadzę, że przyczyn trzeba szukac właśnie w blednym przekonaniu, ze facet ma byc
                      zimny, twardy i bez uczuc. Tak chowa sie chlopcow, tylko po co? By potem w zyciu
                      nie potrafili kochac? Bali sie okazywac czulosc? To przykre, na szczescie mlode
                      kobiety odchodza od takiego wychowywania, ucza swoje dzieci wyczulenia na
                      swiat, chlopcy staja sie wrazliwsi. Tym samym staja sie bardziej ucuciowi, co
                      wszystkim wyjdzie za x czasu na zdrowie, moze smiertelnosc wsrod mezczyzn
                      spadnie gdy dadza czasem pofolgowac swoim uczuciom.
                      Wychowana w srodowisku gdzie faceci sa normalni, potrafia mowic o milosci,
                      potrafia ja pokazywac, sa szalenczo zakochani w swych zonach, dzieciach dziwie
                      sie Twoim slowom, choc wiem, ze i inni niz Ci, ktorych znam sie zdarzaja.
                      Wiesz... tak sobie przypominam, ze nawet znajomi (mescy), ktorzy gdzies w
                      trakcie trwania zwiazku zagubili swa milosc do zony (ale czesto i zona stracila
                      milosc do męża), sa z nia. Dlaczego? Bo chca trwac przy swoich dzieciach. Boja
                      sie sytuacji, ze zostana nagle po rozwodzie ze swiadomoscia, ze dziecko bedzie u
                      nich raz na 2 tyg. Nie chca tak.
                      Tak sobie mysle, ze ciesze sie, ze swiat, w ktorym sie obracam jest taki wlasnie
                      - ludzki, ze nie mam do czynienia z ludzmi o kt. Ty piszesz. Byl jeden taki
                      koles, podobny w stylu do tego o czym piszesz, mescy znajomi go wyeliminowali ze
                      swego grona. Spotkal sie ze ostracyzmem, nie tyle kobiet, co wlasnie mężczyn.
                      Jednak sa normalni faceci, Alleluja:)
                      • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 05:49
                        anais_nin666 napisała:

                        Milosci sie uczymy cale zycie, od
                        > nas zalezy czy sie jej nauczymy czy tez nie.
                        Nie zgadzam sie z tym. Milosc jest darem sily wyzszej i nauczyc sie jej
                        niesposob. Juz male dziecko potrafi kochac i to bardzo mocno. Jesli z
                        latami, z nauka jak twierdzisz powiekszamy swoja milosc, to czym
                        wytlumaczysz czlowieka doroslego w ktorym milosci brak? Na dodatek ten
                        czlowiek bedac malym potrafil kochac wszystko i wsztstkich, a na stare lata
                        przestal. Rozuczyl sie, co? Roztrenowal? Jeden i ten sam czlowiek ktory
                        "nauczyl" sie kochac, jedna kobiete kocha, a druga, ktora wczesniej kochal
                        przestaje. Nauczony milosci nie powinien tak postepowac, czyz nie? Nauka w
                        koncu z rozumem sie wiaze. Czlowiek wiec wie co robi kiedy sie czegos uczy.
                        A z miloscia bywa akurat roznie. Sama wiec widzisz ze z nia jest
                        inaczej.


                        • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 06.07.05, 09:59
                          Milosc kobiety i mezczyzny, milosc doroslych ludzi to czesto milosc trudna. Nie
                          pisalam o bezwarunkowej milosci dzieci. Zatem tej trudnej sztuki milosci,
                          kompromisu, odpowiedzialnosci za druga osobe, uczymy sie cale zycie, oczywiscie
                          jesli chcemy. Kazda poprzednia milosc nas czegos uczy, doswiadcza,wzbogaca,
                          kazda kolejna wiec moze byc madrzejsza od wczesniejszej, zwlaszcza w kolejnej
                          fazie.
                          • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 07.07.05, 06:02
                            anais_nin666 napisała:

                            > Milosc kobiety i mezczyzny, milosc doroslych ludzi to czesto milosc trudna.
                            Nie
                            >
                            > pisalam o bezwarunkowej milosci dzieci. Zatem tej trudnej sztuki milosci,
                            > kompromisu, odpowiedzialnosci za druga osobe, uczymy sie cale zycie,
                            oczywiscie
                            >
                            > jesli chcemy. Kazda poprzednia milosc nas czegos uczy, doswiadcza,wzbogaca,
                            > kazda kolejna wiec moze byc madrzejsza od wczesniejszej, zwlaszcza w
                            kolejnej
                            > fazie.
                            Nie wiem juz jak mam z toba rozmawiac. Napisalem ci wyraznie, ale
                            widze ze ty niczego z tego nie lapiesz. Wczesniej pisalas ze milosci
                            sie czlowiek uczy cale zycie, a teraz zmieniasz swoja spiewke i
                            piszesz zupelnie co innego "milosc nas czegos uczy". A jednak to
                            milosc uczy, a nie uczy sie milosci. Roznice tu kolosalna chyba
                            potrafisz dostrzec, czyz nie? Milosc nas uczy przede wszystkim kochac.
                            Kochajaca osoba jest czlowiekiem dobrym i czyny sa jej tez dobre.
                            Milosc nas uczy wiec pragnienia i czynienia dobra przede wszystkim.
                            Kompromis i odpowiedzialnosc o jakiej wspominasz wyplywa wlasnie z
                            naszej milosci ktora w sobie mamy. To wlasnie (znowu) milosc sklania
                            dobrowolnie nas do tego -sami pragniemy byc odpowiedzialni za kochana
                            osobe, pragniemy jej dobra i szczescia. Nic to nie ma wspolnego z
                            naukami milosci o jakich ty mowisz. Moze mi podasz jakies nazwy
                            szkol i adresy gdzie ucza milosci. Wiesz, z miloscia u mnie jest
                            nienajgorzej ogolnie, ale chcialbym ja wzbogacic. Nie wiem tez co masz
                            na mysli nazywajac milosc doroslych ludzi miloscia trudna. Jak dla
                            mnie, takie okreslenie brzmi jak z innej planety. Milosc falszywa,
                            udawana przez kogos itp. z pewnoscia moze byc miloscia trudna, zagnatwana,
                            nieczysta, ale taka "milosc" nie jest miloscia prawdziwa tylko jak juz
                            napisalem falszywa, czyli nie jest miloscia wcale. Taka falszywa milosc
                            komplikuje i UTRUDNIA ludziom zycia. Prawdziwa milosc drzwi otwiera, dni
                            rozjasnia, szczescie i radosc przynosi. Ma wiec wszystkie atuty ktore nie
                            utrudniaja zycia, a jesli tego nie robia to nie mozna o niej mowic
                            jako milosci trudnej. Milosc tez nie moze byc madrzejsza od
                            wczesniejszej (jak ty to piszesz). O milosci niesposob mowic i zestawiac
                            jej w ten sposob jakoby byla madrzejsza czy glupsza. Milosc moze byc
                            jedynie szczera i wlasnie wskaznik jej szczerosci moze sie troche
                            roznic sam w sobie. Juz samo rozpatrywanie milosci pod wzgledem
                            madrzejszej czy glupszej jest zaprzeczeniem prawdziwej milosci, bo
                            takie podejscie do sprawy sklania nas do targowania sie czasem, do
                            oplacalnosci, do zysku nawet kosztem wlasnej "milosci". Pewnie chcialas
                            powiedziec ze milosc madrzejsza ma oznaczac korzystniejsza dla siebie.
                            Zreszta ja nie wiem co ty chcialas przez to powiedziec. Jak
                            zaznaczylem,nie zgadzam sie z takim "madrym" pogladem i nie chce
                            kochac madrze, tylko zawsze prawdziwie.
                            • anais_nin666 Re: Przeczytajcie koniecznie 07.07.05, 13:20
                              Buddyzm uczy nas miłości. Wszelako pojętej miłości. Chyba nie zaprzeczysz?
                              Miłość wg Ciebie nie bywa trudna? W porządku. Moim zdaniem taka bywa,gdy
                              kochamy np. bez wzajemności. Może nie znasz tego uczucia. Oby tak, ale jesli
                              bylo Ci zaznac milosci do kogos kto nie tylko nie odwzajemnial jej, ale ja
                              odrzucal, to przyznasz, ze to milosc b. trudna, stale narazona na cierpienie,
                              na bol. Milość uskrzydla, ale najczesciej ta odwzajemniona. Gdy nasze uczucie
                              trafia w proznie zwyczajnie ciepimy, ale i to cierpnienie w milosci nas czegos
                              uczy. Pokory np.
                              Wczesniej pisalas ze milosci
                              > sie czlowiek uczy cale zycie, a teraz zmieniasz swoja spiewke i
                              > piszesz zupelnie co innego "milosc nas czegos uczy".
                              Czy jedno nie wynika z drugiego? To nie zmiana "śpiewki", to stan rzeczy. Gdy
                              kochasz uczysz się byc jak najlepszym dla drugiego czlowieka, zalozmy, ze
                              przytrafia Ci sie w Twoim zyciu kolejan milosc, jestes dzieki poprzedniej
                              milosci wzbogacony o bagaz doswiadczen, wiesz co jest grzechem milosci i czego
                              robic nie nalezy, by tej milosci nie zniszczyc np. Tak wiec nauczyla Cie
                              poprzednia milosc czegos i my sami nauczylismy sie np. lepiej, mniej
                              egoistycznie kochac.
                              Buddysci potrafia kochac nie zadajac wzajemnosci. Ja tego nie potrafie, ale
                              chcialabym sie tego NAUCZYC. Bo czego sie trzymam, milosc to trudna sztuka.
                              Zwlaszcza gdy chcemy dla drugiej osoby wszystkiego.
                              Wbrew temu co sugerujesz nie traktuje milosci egoistycznie. Nie podchodze do
                              niej na zasadzie:co mi ktos da. Ja daje i ciesze sie mozliwoscia obdarowywania
                              kogos.
                              Pisząc o tym , ze kazda kolejna milosc bywa madrzejsza mialam na mysli, co
                              chyba oczywiste, doswiadczenia, o czym juz wspominalam, wyniesione z innych
                              zwiazkow. Z kazda kolejna miloscia, o ile tego chcemy, potrafimy powsciagac sie
                              w swym egoizmie, by dawac wiecej komus nieoczekujac natychmiast tego samego od
                              partnera. Jak zapewne wiesz filozofowie zawsze cenili nie te milosc, ktora daje
                              ządajac wajemnosci, ale tę ktora daje nie chcac niczego w zamian. To trudna
                              sztuka. Dochodzi sie do tego cale zycie. To tak na marginesie, pisze bys
                              zrozumial ze nie ma grama sprzecznosci w tym co pisze, wszystko sie logicznie
                              laczy. Nigdzie nie napisalam ,ze milosc bywa glupia, madrzejsza od poprzedniej
                              nie oznacza, ze ta wczesniejsza byla zla czy durna, inna, moze mniej
                              odpowiedzialna, moze bardziej nachalna - roznie bywa, generalnie byla zbyt
                              niedoskonala, bo milosc sie skonczyla. W kolejnej milosci czlowiek bedzie
                              unikal popelniania podobnych bledow, by ta milosc juz trwala. Nikt wiazac sie z
                              kims i kochajac dana osobe nie mysli o kolejnej milosci, sadzi, ze osoba, z kt.
                              jest bedzie na cale zycie. Gdy cos sie jednak konczy wiemy juz, ze sie
                              skonczylo, bo za malo bylo staran o utrzymanie uczucia.
                              Przyznasz jednak, ze na forum trudno dyskutowac bez unikania nieporozumień.
                              Czasem od razu trzena cos wyjasnic, by nie pojawialy sie niescislosci. Cos co
                              dla mnie jest oczywiste dla Ciebie moze nie byc, stad rozbieznosci.
                              Milosc trudna nie równa sie milosci falszywej. Słowo "trudny" nie jest synonimem
                              słowa "fałszywy"!2różne pojęcia, nie wiem skąd Ci przyszlo do glowy porownanie
                              tego typu.
                              Kochać mądrze nie znaczy kochac nieprawdziwie. W madrosci jest sila i
                              potencjal. Madra milosc pozbawiona jest slepej zazdrosci np., bo ta potrafi
                              zniszczyc najlepszy zwiazek. W madrej milosci partnerzy nie maja poczucia
                              wlasnosci wobec partnera. Darza go szacunkiem, zaufaniem, dają sobie pewną dozę
                              wolności manifestując w ten sposob, ze nie chca kogos zagarniac dla siebie li
                              tylko, chca pelnego rozwoju partnera, chca by mial(a) przyjaciol, znajomych,
                              swoje pasje.
                              Pewnie chcialas
                              > powiedziec ze milosc madrzejsza ma oznaczac korzystniejsza dla siebie.
                              >
                              Zdecydowanie nie to chcialam przekazac:) Ale gdy uwaznie przeczytales to co
                              wyzej napisalam to juz wiesz co mialam na mysli.
                              I na przyszlość - proszę nie pisz "pewnie chcialas powiedziec" - jesli chcesz
                              wiedziec co chcialam powiedziec, to sie zapytaj, bo wnioskowanie prowadzi Cie
                              na manowce.
                              • wielo-kropek Re: Przeczytajcie koniecznie 08.07.05, 02:23
                                anais_nin666 napisała:

                                > Buddyzm uczy nas miłości. Wszelako pojętej miłości. Chyba nie zaprzeczysz?
                                *** Wszystkie religie ktore znam w mniejszym lub wiekszym stopniu
                                wymagaja by czlowiek kochal drugiego czlowieka. Jak wczesniej juz
                                pisalem, milosc jest darem dla nas sily wyzszej, dar od Boga. Logicznym
                                z pewnoscia jest, by cokolwiek od kogos wymagac, ten ktos musi to cos
                                posiadac. Inaczej Bog nie wymagalby od nas by go kochac ani tez
                                blizniego swego, jak glosi to Pismo Swiete.
                                > Miłość wg Ciebie nie bywa trudna? W porządku. Moim zdaniem taka bywa,gdy
                                > kochamy np. bez wzajemności. Może nie znasz tego uczucia. Oby tak, ale jesli
                                > bylo Ci zaznac milosci do kogos kto nie tylko nie odwzajemnial jej, ale ja
                                > odrzucal, to przyznasz, ze to milosc b. trudna, stale narazona na cierpienie,
                                > na bol. Milość uskrzydla, ale najczesciej ta odwzajemniona. Gdy nasze uczucie
                                > trafia w proznie zwyczajnie ciepimy, ale i to cierpnienie w milosci nas
                                czegos
                                > uczy. Pokory np.
                                *** Tak, zgadzam sie z toba tutaj, ale glowne sedno wciaz tkwi w
                                tym, ze te "nauki" wynikaja z milosci ktora posiadamy, ktora jak wyzej
                                napisalem jest darem dla nas, a nie z nauki o milosci, co jest
                                niemozliwe, a z pewnoscia niepotrzebne, bo skoro cos nam jest
                                podarowane, to niby dlaczego mamy na to "pracowac", czyli uczyc sie w
                                tym przypadku milosci.

                                > Czy jedno nie wynika z drugiego? To nie zmiana "śpiewki", to stan rzeczy. Gdy
                                > kochasz uczysz się byc jak najlepszym dla drugiego
                                czlwieka
                                **** Zgoda, ale jak sama napisalas "gdy kochasz", a wiec trzeba najpierw
                                kochac by sie czegokolwiek uczyc. Przypominam, wszak rozmowa toczy sie
                                tutaj o nauce milosci, ktora ty ponoc praktykujesz, a ja naprawde nie
                                wiem i pojecia nawet nie mam jak mozna sie uczyc milosci. Wczesniej
                                pytalem ciebie o adresy szkol gdzie moglbym takie nauki pozyskac, ale
                                ty mi ich nie podalas. Coz, wiecej sie nie dopraszam. ,
                                . Tak wiec nauczyla Cie
                                > poprzednia milosc czegos i my sami nauczylismy sie np. lepiej, mniej
                                > egoistycznie kochac.
                                *** Tu z pewnoscia juz musisz sama zauwazyc, ze to co ja wczesniej
                                wciskalem (wybacz za okreslenie) ci do glowy, sama przyznajesz mi racje.
                                Sama piszesz ze milosc nauczyla cie..........tak, powtorze sie jeszcze raz
                                -to milosc uczy, a nie jej sie uczymy. Nawet gdyby bylo to mozliwe, tzn.
                                nauczyc sie milosci, to ta milosc bylaby raczej rozumowa, szablonowa,
                                sztuczna..........sam nie wiem jak by ja wtedy poprawnie nazywac.
                                Buddysci potrafia kochac nie zadajac wzajemnosci. Ja tego nie potrafie, ale
                                > chcialabym sie tego
                                NAUCZYC.
                                *** A tu mnie mocno zaskoczylas. Uwierz mi, ale to jest dla czlowieka
                                ktory kogos czy nawet cos kocha, najlatwiejsze raczej w zyciu do
                                zrobienia. Jezeli myslisz, ze ja swoja zone kocham zadajac od niej by
                                mnie wzajemnie kochala, to jestes w najglebszej pomylce. Uwierz mi, ale
                                nie stac mnie na cos takiego by ktos (zazwyczaj ktoras raczej)
                                odwzajemnial swoja milosc, bo ja tego kogos
                                kocham.
                                > Wbrew temu co sugerujesz nie traktuje milosci
                                egoistycznie.
                                ***Milosci nie da sie traktowac egoistycznie. Jesli zaczniesz praktykowac
                                jakikolwiek egoizm, to nie z milosci to zrobisz, a raczej z jej braku.
                                > Pisząc o tym , ze kazda kolejna milosc bywa madrzejsza mialam na mysli, co
                                > chyba oczywiste, doswiadczenia, o czym juz wspominalam, wyniesione z innych
                                > zwiazkow. Z kazda kolejna miloscia, o ile tego chcemy, potrafimy powsciagac
                                sie
                                >
                                > w swym egoizmie, by dawac wiecej komus nieoczekujac natychmiast tego samego
                                od
                                > partnera.
                                *** Znowu, to nie milosc jest madrzejsza sama w sobie, jak ty to
                                prezentujesz, tylko milosc nas umadrza, czyli nas UCZY. Zgadzam sie z
                                toba kiedy piszes o doswiadczeniach i calej reszcie z miloscia
                                zwiazanej.
                                Nigdzie nie napisalam ,ze milosc bywa glupia, madrzejsza od poprzedniej
                                > nie oznacza, ze ta wczesniejsza byla zla czy durna, inna, moze mniej
                                > odpowiedzialna, moze bardziej nachalna - roznie bywa, generalnie byla zbyt
                                > niedoskonala, bo milosc sie skonczyla. W kolejnej milosci czlowiek bedzie
                                > unikal popelniania podobnych bledow, by ta milosc juz trwala.
                                *** Tak, nie napisalas ze milosc bywa glupia, tylko madrzejsza, to
                                prawda. Zgadzam sie ogolnie z tym co napisalas tutaj powyzej. Jednak
                                wracajac do sedna sprawy, rozpatrywania milosci na "madra" czy
                                "madrzejsza" sam fakt jej wygasniecia mowi sam za siebie -byla
                                nieodpowiednia, niepotrzebna, czyli niemadra, co znowu moze oznaczac w
                                drastyczniejszym wydaniu -glupia (ja tez nie mowie ze milosc jest czy bywa
                                glupia, poprostu z ta jej "glupota" probowalem ci odpowiedziec na twoje
                                pisanie o "madrej" milosci). Jednak podoba mi sie twoje okreslenie, ktore
                                ja tez trzymam -byla jednym slowem
                                niedoskonala.
                                >

                                > Przyznasz jednak, ze na forum trudno dyskutowac bez unikania nieporozumień.
                                *** O, to ci z pewnoscia przyznaje. Tez tak mysle. Rozmowy w cztery
                                oczy zazwyczaj niweluja nieporozumienia, niescislowci,
                                rozbieznosci......................

                                > Kochać mądrze nie znaczy kochac nieprawdziwie. W madrosci jest sila i
                                > potencjal. Madra milosc pozbawiona jest slepej zazdrosci np., bo ta potrafi
                                > zniszczyc najlepszy zwiazek. W madrej milosci partnerzy nie maja poczucia
                                > wlasnosci wobec partnera. Darza go szacunkiem, zaufaniem, dają sobie pewną
                                dozę
                                > wolności manifestując w ten sposob, ze nie chca kogos zagarniac dla siebie li
                                > tylko, chca pelnego rozwoju partnera, chca by mial(a) przyjaciol, znajomych,
                                > swoje pasje.
                                *** Oczywiscie ze w madrosci jest sila i potencjal. My tu jednak o
                                milosci rozmawiamy, nie o madrosci. Zazdrosc, poczucie wlasnosci partnera
                                i reszte o czym piszesz, nie ma niczego wspolnego z miloscia, tylko
                                wlasnie z jej brakiem. Czlowiek ktory mocno, mocno kocha pragnie
                                wolnosci dla kochanej osoby, a nie ja osacza. Zgadzasz sie z tym?
                                > I na przyszlość - proszę nie pisz "pewnie chcialas powiedziec" - jesli chcesz
                                > wiedziec co chcialam powiedziec, to sie zapytaj, bo wnioskowanie prowadzi Cie
                                > na manowce.
                                No dobrze, juz bede pytal na przyszlosc, bo faktycznie czasem na
                                manowce mozna zejsc i w dodatku nie zdajac sprawy z tego. Pozdrawiam
    • aguszak Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 01.07.05, 09:53
      Myślę, że jest dużo w tym prawdy. Niekoniecznie chodzi o to, że kobiety
      wychowują chamów, ale jestem zdania, że wychowują swoich synów na pohybel ich
      przyszłym żonom. Widzę to po swoim bracie, który w domu rodzinnym nie "kopnął"
      nic a nic: nie zmywał, nie odkurzał, nie prał itp., a teraz jego żona musi na
      nowo go "wychowywać".
      Mam nadzieję, że wychowam bardzo samodzielnego i bezproblemowego człowieka :)
    • boski.zawodowiec zgadzam sie z nauką kosioła 01.07.05, 11:56
      i uwarzam ze zaciekli krytykanci kosióła są bolszewikami i komunistami zdolnymi
      do najgorszych przestępstw.
      • squirrel9 Re: zgadzam sie z nauką kosioła 01.07.05, 12:09
        No to masz pogląd zbieżny z ojcem Rydzykiem. Nie jesteś sam :)
        • boski.zawodowiec Re: zgadzam sie z nauką kosioła 04.07.05, 12:24
          Nie prawda, ojciec rydzyk nieznosi nie krytykantów koscioła ale krytykantów
          jego działalnosci.
          Ciekawe ,pewnie uwazasz ze Lenin, Stalin,Marks to były fajne chłopaki bo oni w
          koncu najzacieklej walczyli w swoich czasach z kościołem.
          • squirrel9 Re: zgadzam sie z nauką kosioła 04.07.05, 12:36
            A w Ameryce to Murzynów biją.
            • boski.hydraulik Re: zgadzam sie z nauką kosioła 05.07.05, 12:40
              i po tym widać że twoja rodzinka nie jest prawicowa ale lewacka wiec pewnie
              zmieniali co chwila poglady aby sie dobrze ustawic w zyciu.
    • maallinka Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 05.07.05, 11:19
      Ogolnie mowiac wiele w tym prawdy... To znaczy rzeczywiscie od tego jak matka
      wychowa syna zalezy jego stosunek do kobiet i sposob ich traktowania.
      Jesli mamusia utrwala w domu stereotyp kobiety sprzataczki, praczki, kucharki i
      sluzacej - a tak czesto jeszcze sie dzieje - to nic dziwnego ze syn nie ma zbyt
      wiele szacunku do kobiet i oczekuje od nich wlasnie tego - chodzenia wokol
      wlasnej osoby, uslugiwania itd...
      Widac przeciez czesto jak rozni sie wychowanie chlopcow i dziewczynek -
      dziewczynka ma po sobie (i po innych) pozmywac, uprac itd, a chlopiec ma sie
      bawic a brudne ciuch rzucic w kąt, ewentualnie dac mamie badz siostrze do
      wyprania. A po obiedzi wystarczy "dziekuje" albo i nie a dziewczynka powinna
      pozbierac ze stolu i pozmywac.
      Moze wsrod niektorych wzbudzi to smiech czy oburzenie ale takie sytuacje nadal
      zdarzaja sie NAPRAWDE!!!
      I jak potem w doroslym zyciu taki mezczyzna ma myslec o kobietach? Chyba tylko
      tak ze sa one glupie, bo myslenie im nie jest potrzebne, ale przydadza sie do
      wykonywania prac domowych. Natomiast on stworzony jest do celow wyzszyc...(o
      zgrozo!)
      • kobieta_na_pasach przyklad z mojego "podworka" 05.07.05, 11:50
        przyjechalam do syna w odwiedziny po tygodniu nie widzenia sie. pierwsze slowa,
        jakie uslyszalalm od mojego kochanego jedynaka "dobrze , ze jestes. wypierzesz
        mi majtki i skarpety, bo nie mam w czym chodzic". ha,ha! stęskniona kochajaca
        mamusia pewnie by to zrobila, dodam, nierozsadna mamusia. ale ja nastepnego
        dnia zamoczylam mu pranie w misce (tyle moglam dla niego zrobic), a reszte
        dziela dokonal wlasnymi rekami.
      • grogreg Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 06.07.05, 10:18
        Jestem jedynakiem.
        Nie mam problemu ze zrobieniem obiadu, posprzataniem mieszkania, wypraniem,
        prawosani.....nie, prasowania nie lubie.


        • maallinka Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 06.07.05, 11:04
          Bo tak Cie pewnie wychowano. Ja na szczescie spotykalam na swojej drodze
          rowniez takich chlopakow, ktorzy nie uciekali od zajec domowych. Obecnie jestem
          juz w malzenstwie i razem z mezem dzielimy obowiazki domowe i nie stwarza to
          najmniejszego problemu. I wiem ze tak jest m.in. dlatego ze tak go wychowano
          (tez jedynak akurat :))
          Ale wierz mi ze jest wiele przykladow wrecz przeciwnych - wystarczy rozejrzec
          sie dokola... Zreszta jeszcze pokolenie wczesniej bylo bardzo niemodne zeby
          mezczyzna w domu cos zrobil - ja mam przyklad z wlasnego domu gdzie tatus
          niestety palcem nie tknal ani garnka ani zelazka, czasem poodkurzal i to
          wszystko. Ale winna temu jest tez moja mama, bo na taki uklad od poczatku sie
          godzila (jak to sie mowi - meza trzeba sobie wychowac - i cos w tym jest...). I
          winna jest jej mama, bo tak ją wychowala.
          pozdrawiam
    • wide_open_space Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 10.07.05, 11:43
      A ja polecam książkę " Życie seksualne księży" ( niestety autora nie pamiętam)
      tam jest opisany dokładnie stosunek kościoła do kobiet i wyczyny księży oraz
      zakonnic z całego świat.Opisane jest wszystko od początku powstania kościoła.
      Po przeczytaniu tej książki byłam w szoku. Gorąco polecam. Pozdrawiam.
    • guise Re: Stosunek koscioła do kobiet ! - artykuł 10.07.05, 20:08
      poprzezknieje napisała:

      > czy rzeczywiscie to wylącznie kobiety ponosza odpowiedzialnosc za chamskie
      > zachowanie facetow wobec kobiet

      odpowidzialnisc to w tym przypadku za mocne slowo. jednak czesto widze, ze
      kobiety toleruja chamskie, obrazliwe odzywki kierowane pod ich adresem. i to
      nietylko ze strony obcych mezczyzn, ale rowniez ich wlasnych...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka