Gość: Myszka
IP: *.atcom.net.pl / *.MAN.atcom.net.pl
13.08.02, 09:16
Jestem mezatka od 10 lat. Niestey od jakiegos czasu cos sie zepsulo...mimo,
ze maz twierdzi, ze jest ok. Ja sie zle czuje w tym zwiazku, z dnia na dzien
przestaje Go kochac. Gdyby nie to, ze mamy dziecko....pewnie bylabym juz sama.
Aby bylo ciekawiej niedawno sie zakochalam i to z wzajemnoscia. Na poczatku
cieszyly mnie takie potajemne spotkania. Jednak z dnia na dzien czuje sie
coraz gorzej, zrobilam sie roztargniona, w domu jestem ciagle zla.
Maz o niczym nie wie, mimo to nie chce mi dac rozwodu.
Boje sie ze mezczyzna ktorego kocham nie bedzie na mnie czekal.....i odejdzie.
Co mam zrobic? Zapomniec o milosci i zyc w nieudanym zwiazku po to aby
dziecko mialo normalny dom? A moze odejsc i byc szczesliwa?
Choc z drugiej strony czy to co teraz czuje to milosc? a moze tylko
zauroczenie?
Ciekawa jestem jakie jest wasze zdanie na ten temat.
Wiem, ze decyzje musze podjac sama....ale chcialam sie z tym z kims podzielic.
Pozdrawiam,
Myszka