agnies_87
15.08.05, 23:20
Jakiś jeszcze czas temu spotykałam się z co tydzień nowym facetem. Ten za spokojny, ten kiepski w łóżku, ten za niski, ten zbyt głupi, itp. Brakowało mi wtedy stabilności. Jakiegoś poczucia pewności i bezpieczeństwa w związku. Teraz, gdy jestem od kilkunastu miesięcy z jednym mężczyzną, zaczynam czuć się totalnie od niego zależna. Brakuje mi jakiejś wolności. Tych podniecających flirtów z innymi mężczyznami. Szykowania się na randki. On się denerwuje nawet, jeśli chcę wyjść gdzieś z najlepszym przyjacielem... I to tak po prostu, pogadać, pośmiać się, powyżalać... A podobno mi ufa? No, ale to jeszcze nie to. Zaczynam się irytować nawet jak mówi, że ładnie wyglądam. Bo odnoszę wrażenie, że to z czystej grzeczności. Lubię się podobać wielu facetom. On jest jeden. A mi brakuje czegoś... Czegoś takiego jak chęć... Ale chęć do czego...? I niby wszystko jest ok, a jednak mnie coś ciągle uwiera. Tylko nie wiem co to jest... Czy myślicie, że jestem w porządku? Gadałam z nim o tym... Ale chyba unika... 5 minut gadamy i zmieniamy temat... I nie podoba mi się to, że się kochamy co spotkanie... Tak, jakby zależało mu tylko na tym... Ale jak tu odmówić? Kiedy to zrobię, gniewa się niemiłosiernie... Czasami zastanawiam się czy tego nie skończyć...?