naiwna52
30.08.05, 21:38
jestem zapracowaną mężatką, za sobą mam 25 lat małżeństwa, do tej pory
myślałam, że było szczęśliwe, teraz mam duże wątpliwości, mąż od czterech
miesięcy po powrocie z senatorium założył blokade na swoją komórkę i prawie
wszędzie z nią chodzi, jest dziwnie rozdrażniony gdy pytam go o przyczynę
założenia tej blokady - twierdzi że musi mięć coś swojego, moja komórka
zawsze jest na wierzchu nigdy jej nie chowam. On czasami jest poza zasięgiem
i odbiera dopiero po dłuższym czasie. Mam ogromnego "doła" bo przez jego
nieuwagę podejżałam (i jest mi teraz i wstyd i .....)sms do niego od kobiety -
że tęskni za jego dotykiem ...." i jego sms do tej samej kobiety "że ją
kocha i chciałby siedziec w tym samym pokoju co ona i móc choć tylko na nią
patrzeć...." Jestem GŁUPIA, JEŚLI DRAŃ MNIE ZDRADZA to po co mi on!!!. Ale za
nami 25 lat zawsze byłam z nim szczęśliwa, jest moim jedynym mężczyzną i do
cholery go kocham - trudno przekreślić te wszystkie lata miłości, oddania,
wzajemnej troski, dzieci - pobierając się przysięgaliśmy sobie wierność i
pomoc w każdej chwili, kiedy walczył z nowotworem byłam jego podporą, wiarą w
wyzdrowienie - choć niezbyt praktykująca - modliłam się wtedy żeby jeszcze
nie odchodził i przyżekałam sobie że jeśli kiedyś spotka lepszą dla siebie
kobietę niż ja to niech odejdzie do niej ale niech nie umiera. 14 lat minęło
od tamtej modlitwy. do dziś wiem że go kochałam, teraz mam żal i wątpliwości
czy stać mnie psychicznie na jego odejście, gdzie zrobiłąm błąd - to tak
bardzo boli, nie wiem jak z nim porozmawiać, żeby zrozumiał mój ból - żeby
wogóle chciał porozmawiać jak z partnerem a nie robotem.