ewelinamm1
16.09.05, 21:34
Witam!
Moim problemem jest siostra mojego faceta.
Dziewczyna ta została wychowana przez rodziców w przekonaniu, że ona i tylko
ona jest: najmądrzejsza, najładniejsza i w ogóle NAJ. Teraz ma takie
mniemanie o sobie. Ma 22 lata (ja 21), i tak naprawdę ja uważam, że jako
dziewczyny powinnyśmy znaleźć wspólny temat, ale tak nie jest...
Każda rozmowa, do której dochodzi, tak napradę wynika z mojej inicjatywy. To
ja ją zagaduję (chciałabym, żeby było dobrze-tak normalnie).
Dochodzi do rozmowy, i tak:
1.ma humor-usiądzie porozmawia
2.nie ma humoru-odburknie coś, a najczęściej wyleci z krzykiem.
Poza tym na karzdym kroku udowadnia nam, że coś robimy źle tekstami: "nie
wolno jeść w pokoju", "jak pozmywasz wylej wodę, wytrzyj zlew". Wkurzają mnie
te jej uwagi!!!
Jakieś półtora miesiąca temu narobiła krzyku, bo mój facet dał mi sok, kóry
przywiozła jego siostra cioteczna dla swojego synka (akurat mały był u nich).
Jeszcze gdyby ona to powiedziała normalnie to byłoby ok, ale ona poprostu
wrzasnęła na nas jakby nie wiem co się stało (znając ją to sama napewno
wypiła połowę).
Następna historia też dotyczy soku: mój facet kupił sok i postawił go w
kuchni. Pzryjechałam do niego i z związku z tym, że byłam pewna, że jest jego
sięgnęłam po niego śmiałą ręką-a tam dno. Cóż trudno-pomyślałam sobie i
odstawiłam pustą szklankę. Ona to widziała, bo byłyśmy we dwie w kuchni i nie
powiedziała np. żebym napiła się czegoś innego, a ja nie miałam śmiałości po
coś innego siegnąć. Poźniej okazało się, że to ona wypiła ten sok.
Wkurza mnie to, że jest taką pazerą: jak ona coś ma, to się nie podzieli, ale
jak my coś mamy to nam wszystko zabiera np.: pizza -"ona jest głodna"-zje ode
mnie a później jak dostanie swoją to nie odda tego kawałka, na wakacjach jak
byliśmy ja poszłam po owoce, ona powiedziała, że nie chce-a później połowe to
ona zjadła.
A teraz co innego. Siedziałyśmy kiedyś w kuchni z nią i jej matką. Narzuciła
temat "a tamta i tamten to wpadli", po czym powiedziała:"bo wiesz mamo, ci co
to zrobili raz w życiu to nie wpadną, ale ci co robią to często, to tylko
patrzeć..." po czym znacząco spojrzała w moją strone. Wiecie jak było mi
głupio, że ona powiedziała to przy "teściowej"?
Czuję się swobodnie u niego w domu dopóki jej nie ma. Ona wchodzi a ja
automatyczni czuję się spięta i mam wrażenie, że mam obie lewe ręce.
Jest mi naprawdę przykro, że jest tak głupio, a zarazem jestem wściekła, gdy
ona nam dogryza i za każdym razem próbuje udowodnić, że jest od nas lepsza...
Przepraszam, że tak długo ale musiałam sie w końcu wyżalić...
Co mam zrobić??? Czy ja też powinnam zacząć jej dogryzać? Czy z nią
porozmawiać? A jeśli tak, to w jaki sposób i co powiedzieć?
Nie chcę cały czas czuć się gorsza....