Dodaj do ulubionych

kretyn jestem

IP: 195.94.203.* 07.10.02, 14:52
Czuję się fatalnie. Ledwo rozpczęty związek rozpadł mi się z hukiem. Iskrzyło
ostatnio, nie było najlepiej, ale nie było też jakoś skandalicznie źle. Fakt
nie miałem ostatnio od niej wiele ciepła ani uwagi. Ciągle jej nie było,
wracała po 24:00, nawet o sms, że wróci późno się musiałem upominać bo sama
jakoś nie myślała, że potrzeba, że będę się martwił itd. Czułem się
traktowany jak wygodny służący co to wypierze, posprząta, nakarmi. W innych
sprawach się sporo złego o sobie nasłuchałem, że jestem agresywny, że jestem
okropnym egocentrykiem, że nie kocham ludzi...

Ale na początku tak na mnie czule patrzyła, tak się we mnie wtulała, tak się
łasiła. Ładna jest, lekko przy kości z cudownym ciałem i ja tego jej
przytualnia nie mogłem się nasycić. Ciągle było mi mało.

Jakoś szybko od czułości i od słów, że jestem dobry i mądry przeszła do
nieprawdopodobnie częstej krytyki mnie, że jestem egocentrykiem, że pełno we
mnie agresji. No właśnie, a to mi się wydawało, że to w niej jest b. dużo
agresji. Ona w taki okropny sposób zwracała się do mnie jak uważała, że ja
jej przerywam. Cała się zamykała, głośno syczała, to było takie blokowanie
się na słowa, na komunikaty z zewnątrz. Manifestacyjnie podnosiła ręce i
spinała całe ciało.

Tyle znajduję jej cech niedobrych, a tak bardzo mnie boli, tak potwornie
czuję się źle, jestem koszmarnie rozbity. Wszystko na około takie szare. Jej
twarz dziś w windzie taka bezwzlędnie obojętna, bez odrobiny zainteresowania.
Patrzyłem na nią i poszukiwałem choć najdrobniejszego cypelka, możliwości
zahaczenia, pociągnięcia, ale nic.

Widzę, że ona jest bardzo gwałtowna. Podejmuje szybkie i nieodwoływalne
decyzje. To prędzej czy później tak by się skończyło, ale dlaczego tak boli?
Dlatego, że w sobie wyhodowałem ideał, że czułem się bezpiecznie i dobrze
choć to była ułuda?

A co zrobiłem? Byliśmy u znajomych i oni się strasznie do siebie odnosili. Ja
się z nią dogadać nie mogłem wszystko to się przenosiło na nas. Najbardziej
to chciałem ją wyciagnąć do domu, ale miałem już doświadczenie, że nie uda mi
się to. Ona ostatnio z nimi dużo więcej czasu niż ze mną spędzała. Z nimi i
innymi. Ciągle ktoś potrzebował pomocy, wsparcia, a ja od tygodni wracałem
ciągle do pustego domu. I ja kretyn jeden w furii, że mnie nie słucha, że
tylko nimi się zajmuje podbiegłem do nich i walnąłem ich o siebie głowami.
Jednemu stłukłem okulary i dotkliwie rozbiłem łuk brwiowy.

Jestem załamany nie tylko tym co zrobiłem ale i swoją reakcją, swoją agresją,
głupotą. Straciłem kobietę, w której zakochałem się szybko i szybko z nią
zamieszkałem. Stało się to po latach złego i zimnego związku z inną kobietą.
Myśląc, że oto jest ktoś kogo ja obchodzę, kto myśli, czuje i pragnie tego
samego wpakowałem się w kolejny szalony układ. Może była atrakcyjna bo taka
inna od poprzedniej?

Wszystko to wiem i mówią mi znajomi i przyjaciele, że to minie, będzie
lepiej, ale teraz tak okropnie boli. Nie mam siły pracować i dziś znów wrócę
do pustego domu. Nie ma nic gorszego niż pusty dom.

Dlaczego niby chcemy tak prostych rzeczy, a tak się okropnie ranimy?

Kretyn
Obserwuj wątek
    • liloom Re: kretyn jestem 07.10.02, 15:13
      czy bedziecie sie smieli jak wam powiem, ze chce mi sie ryczec gdy czytam takie
      rzeczy?
      nie sadze zeby ktos sie wyglupial, tak dokladnie to nikt nie potrafi wymyslic...
      kretyn? dlaczego? bo sie ZNOW nie udalo? bo czujesz sie nabrany?
      przeciez wiesz ze to nieprawda.
      to tylko taka chwila. ciezka, wiem.
      • melinek Re: kretyn jestem 07.10.02, 22:20
        Stary, klina klinem. Łep do góry, na świecie ponad trzy miliardy bab. Na pewno
        w tym gronie znajdziesz tą tobie przeznaczoną.
        Szukaj kretyn, szukaj.
        • Gość: Vika Re: kretyn jestem IP: *.ewave.at 08.10.02, 00:26
          Wiesz co?Nie mogles gorzej trafic bo trafiles na egoistke.Pomysl czy chcialbys
          byc z nia ale sam ?Przeciez tak bylo.Teraz jest lepiej bo jestes wolny i mozesz
          znalezc te swoja wymazona.Badz jednak bardziej rozwazny.Bol ,mimo,ze teraz jest
          ciezko -minie lub stepieje a zycie z nia moglo trwac dlugo.Jak dlugo mozna zyc
          w uczuciowej lodowce?pod presja ciaglych petensji i krytyki?Juz nie
          wytrzymywales nerwowo...co byloby dalej?Mozliwe,ze to co sie stalo jest leprze
          od tego co mogloby sie stac.Pomysl o tym.
          • Gość: kretyn Re: kretyn jestem IP: 195.94.203.* 08.10.02, 12:31
            Gość portalu: Vika napisał(a):
            > Mozliwe,ze to co sie stalo jest lepsze
            > od tego co mogloby sie stac.Pomysl o tym.

            Możliwe Vika, ale nie widzę tego tak, że Ona jest zła, że jest zimna, że robiła
            to z wyrachowaniem. Myślę, ze jest równie zagubiona jak ja. Dwoje takich
            zagubionych się spotkało i myślało, że samo zagubienie to recepta na dobry
            związek. Oboje mieliśmy swoje poparzenia i obydwoje bardzo byliśmy wygłodzeni
            emocjonalnie. Początkowo wydawało mi się i jej, że moje cechy,
            odpowiedzialność, pracowitość, dbanie o dom to podstawa, że będzie nam dobrze.
            Ja wniosę to, ona odrobinę szaleństwa, czułość, cierpliwość. Ale okazało się,
            że to nie takie proste. Gdzieś zaczął się pojawiać niedosyt i wątpliwości, że
            to nie to, że nie jest nam dobrze. Ja miałem sytuacje gdy ona wpadała w złość,
            gdy napadała na mnie, że myślałem sobie "czekaj ja Cię w końcu rzucę". Jestem
            kłębkiem emocji, strachu, bólu, żalu...

            Stary chłop, a się marze...
      • agniecha27 Liloom 08.10.02, 12:10
        liloom napisała:

        > czy bedziecie sie smieli jak wam powiem, ze chce mi sie ryczec gdy czytam
        takie
        >
        > rzeczy?
        > nie sadze zeby ktos sie wyglupial, tak dokladnie to nikt nie potrafi
        wymyslic..
        > .
        > kretyn? dlaczego? bo sie ZNOW nie udalo? bo czujesz sie nabrany?
        > przeciez wiesz ze to nieprawda.
        > to tylko taka chwila. ciezka, wiem.


        Ja ryczę z Tobą... Tyle emocji, tyle uczucia...
    • Gość: krisis Re: kretyn jestem IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 08.10.02, 08:02
      Hm... zastanawiajace - jest takie powiedzenie - "wina po obu stronach" - sam
      piszesz, ze uwazala Ciebie za agresywnego - i sam potwierdzasz te teze,
      opisujac sytuacje kobfliktu u znajomych. Coz z tego co piszesz dziewczyna miala
      racje - u tych znajomych bylo zle skoro sie tak do siebie odnosili. Moze
      przemysl swoje postepowanie i zachowania. Cos mi sie wydaje, ze popelniasz
      bledy jak kazdy z nas - nie widzisz swojego odbica w lustrze. Pozdrawiam i
      zycze powodzenia.
    • jolka25 Re: kretyn jestem 08.10.02, 08:15
      a ja kretynka. Nawet nieudany 7 letni związek niczego mnie nie nauczył:(
      Bynajmniej nie tego, zebym nie stroiła fochów po pijaku:(
    • Gość: kretyn Re: kretyn jestem IP: 195.94.203.* 08.10.02, 09:00
      tak wina jest po obu stronach.
      Już jestem zapisany na terapię w grupie DDA (dorosłe dzieci alkoholików). Niech
      się tam śmnieją niektórzy, ale ja mam problem z wyrażaniem złych emocji, z
      łagodzeniem sytuacji konflikotwych.
      W tym wszystkim potwornie boli mnie poczucie, że pokochałem kobietę i chciałem
      dać jej miłość, a co dałem?
      Tak miała swoje wady, miała ich niemało. Ona goni własny ogon i też nie wie
      czego chce. Niestety nadużywa alkoholu, pije go łapczywie. Kilku wspólnych
      znajomych to potwierdziło. Ale ciągle uważam była szansa mieć dobry związek, z
      wadami, ale z ciepłem, zrozuminiem, wybaczaniem bo warto...
      a co można zrobić z pustką? ze znikającymi jej rzeczami (już zaczęła się
      wyprowadzać).
      Dzięki z słowa otuchy, trzymajcie się,
      Kretyn, który bardzo chce zmądrzeć, a teraz niech mnie boli, niech mnie k...
      boli
      • tusiaz Re: kretyn jestem 08.10.02, 11:11
        Gość portalu: kretyn napisał(a):

        > tak wina jest po obu stronach.
        > Już jestem zapisany na terapię w grupie DDA (dorosłe dzieci alkoholików).
        Niech
        >
        > się tam śmnieją niektórzy, ale ja mam problem z wyrażaniem złych emocji, z
        > łagodzeniem sytuacji konflikotwych.
        > W tym wszystkim potwornie boli mnie poczucie, że pokochałem kobietę i
        chciałem
        > dać jej miłość, a co dałem?
        > Tak miała swoje wady, miała ich niemało. Ona goni własny ogon i też nie wie
        > czego chce. Niestety nadużywa alkoholu, pije go łapczywie. Kilku wspólnych
        > znajomych to potwierdziło. Ale ciągle uważam była szansa mieć dobry związek,
        z
        > wadami, ale z ciepłem, zrozuminiem, wybaczaniem bo warto...
        > a co można zrobić z pustką? ze znikającymi jej rzeczami (już zaczęła się
        > wyprowadzać).
        > Dzięki z słowa otuchy, trzymajcie się,
        > Kretyn, który bardzo chce zmądrzeć,

        a teraz niech mnie boli, niech mnie k...
        > boli

        Nie "zamknij sie" przez przypadek ze swoim bólem w samotnosci,
        trzeba nuczyć się życ obok i tyle ,to bardzo trudne ,ale mozliwe.
        Proponuję nie żebrac o miłośc,nie ma nic gorszego niż byc z kimś
        kto cie nie kocha.I tak przez cały czas będziesz sie bał,że odejdzie.
        I w końcu to zrobi(radośniejsza wersja-rostanie z litości ,albo
        przyzwyczajenia)
        Bylam przez dłudie lata z kimś ,kto mnie nie kochał .Za póżno na
        łzy ,pozostała pustka,umieralam z kazdym dniem (też jestem
        takim "zatrzaśniętym" w sobie człowiekiem), to nie ma sensu.
        Wszysto co zrobisz będzie żle,w końcu sam stwierdzisz ,że przegrałeś.
        Lepiej pozmieniać coś w życiu teraz,kiedy tyle go jeszcze przed tobą.
        • Gość: kretyn Re: kretyn jestem IP: 195.94.203.* 08.10.02, 11:53
          tusiaz napisała:
          > Nie "zamknij sie" przez przypadek ze swoim bólem w samotnosci,
          > trzeba nuczyć się życ obok i tyle ,to bardzo trudne ,ale mozliwe.
          > Proponuję nie żebrac o miłośc,nie ma nic gorszego niż byc z kimś
          > kto cie nie kocha.I tak przez cały czas będziesz sie bał,że odejdzie.

          dzięki masz rację. Wczoraj wieczorem długo z Kumplem gadałem, dziś z Kumpelą
          pogadam, jutro jestem z dzieckiem, pojutrze z Kumplem2. Muszę muszę gadać by
          sie nie rozpaść, by moje emocje mnie nie rozsypały na kawałki. Kiedyś czytałem
          reportaż o samotnych ludziach. Jeden z ustępów był jakoś o szafie zatytułowany.
          Chodziło o to, że kobieta w nocy wchodziła do szafy gdzie trzymała duży koc i
          wyła w niego żeby sąsiedzi nie słyszeli.
          Wiem, że sobie poradzę, wiem, ale teraz to jest obce, dalekie, niemożliwe do
          uwierzenia.
          pzdr
    • Gość: kretyn muszę się wygadać IP: 195.94.203.* 08.10.02, 10:57
      zamiast pracować stukam i stukam. Ciągle zapisuję swoje myśli. Ale czuję
      potrzebę by te myśli zamieścić tutaj, żeby je ktoś przeczytał, żeby być wśród
      ludzi, żeby znaleźć pociechę i rozwiązanie.
      Wiem powoli, że muszę być cierpliwy. Niecierpliwość mnie zgubiła. A ta wywodzi
      się z mojej niestabilności emocjonalnej. Łatwo się poddaję negatywnym emocjom.
      Szybko chłonę potem ale nigdy w życiu nie zrobiłem aż takiej głupoty.
      Wczoraj wieczorem ściągnąłem do siebie Kumpla. Gadaliśmy do późna w nocy. On
      potwierdził wiele moich obserwacji o Niej. Zgodził się z wieloma jej cechami.
      Był świadkiem paru sytuacji po których Ona miała do mnie pretensje, że ja byłem
      dla kogoś niemiły, agresywny, wyniosły. Kumpel twierdzi, że on tego tak nie
      widzi, nie dostrzega we mnie takich cech. Jest to człowiek, który Ją zna dłużej
      niż mnie, więcej Ją zna.
      Naturalnie dopytywałem się go jak mnie widzi, co myśli o mnie, co mu się wydaje.
      Bo jak się teraz zastanawiam to widzę, że wiele ostatnio miałem sygnałów, że
      Jej może nie być w tym związku dobrze. Jej "czepialstwo" z tego mogło płynąć.
      Po tej długiej rozmowie z Kumplem mam wrażenie, że oboje wchodziliśmy w ten
      związek z naiwnymi oczekiwaniami, że to się łatwo ułoży. Myśmy oboje uciekali
      od innych związków, nowy związek jako ostateczne zakończenie poprzednich,
      których nie udawało się inaczej zamknąć, nie znajdowało się na to siły itd.
      Ona ostatnio do tego stopnia była czepialska, że nawet jej przeszkadzał akcent
      w jaki sposób używałem pytania “proszę?”.
      Ale jej gonienie, ciągła nieobecność to musiała być ucieczka. Ja to czułem pod
      skórą, czułem, że ją tracę. Niestety wybrałem najgorszy możliwy do tego sposób.
      Wymyśliłem sobie jak zazdrosne dziecko, że odzyskam Ją jak jej zniszczę nową
      zabawkę, na którą Ona przeniosła swoje zainteresowanie. Tylko moja
      niedojrzałość mogła podsunąć mi podobny pomysł do głowy. Zamiast kierować
      wydarzeniami to wydarzenia pokierowały mną. Stało się tak bo jestem niedojrzały
      emocjonalnie, niestabilny, niepewny.
      Nie twierdzę, że tylko i wyłącznie jest to moja wina. Ale szukam głównie w
      sobie, przede wszystkim. Coraz jaśniej widzę moje emocje z ostatnich paru
      tygodni. Emocje narastające we mnie pustymi wieczorami, wypełnionymi czekaniem
      kiedy Ona przyjdzie. Myślałem, że układ - a biegaj sobie ile chcesz byle byś do
      mnie wracała – będzie działać, że będzie dobrze. Ale nim ten układ
      przetestowałem już zdążyłem zrobić kosmiczną awanturę. Nie miałem na to dość
      siły.
      Teraz wiem, że muszę w sobie szukać fundamentu. Znaleźć lub zbudować. Przecież
      wiem, że kiedyś uspokoję się, najgorsze minie. Ale nie chcę po raz kolejny
      popełniać tych samych błędów. W tym wszystkim jest jeszcze dziecko z
      poprzedniego związku. Moje dziecko, które potrzebuje mojej siły, tym więcej
      mojej siły, żeby zawsze czuła, że choć nie mieszkam z nią to zawsze, zawsze
      jestem. Jestem gotowy zawsze być kiedy mnie potrzebuje. Moja córeczka jest
      jeszcze mała, już jest spokojniejsza. Wita mnie z ogromną radością jak po nią
      przychodzę, spędzam z nią teraz więcej czasu niż jak mieszkaliśmy, jak z
      poprzednią Kobietą było bardzo bardzo źle i ja nie umiałem wcześnie wracać do
      domu, w którym tyle było zimna i wzajemnych pretensji. Teraz mam ten azyl, że
      zabieram córę do swojego mieszkania i tam mogę być z nią, możemy do woli
      spędzać czas tak jak chcemy. Ona oczywiście nie puszcza mnie od siebie
      wcześniej niż jak się spać położy. Uwielbiam ją usypiać.
      Bo zastanawiając się nad sobą widzę, że ja cholernie lubię się opiekować
      Kobietami. Szukam takich, które potrzebują opieki. Zamieniam się w opiekuna,
      chcę by czuły się ze mną bezpieczne, żeby mi ufały. Śmieję się z siebie, że mam
      przerośnięty gruczoł odpowiedzialności. To są pochodne mojego domu rodzinnego,
      ale o tym to chyba nie jestem gotowy napisać.
      Po co taką ekschibę walę? Bo tego potrzebuję. Potrzebuję luster, żeby się
      przejrzeć. Ja przez wiele lat swojego życia byłem zamknięty. Jak moje
      małżeństwo się waliło to ja z nikim o tym nie rozmawiałem. Nie miałem żadnego
      przyjaciela. Tylko ja, moja praca, słuchanie muzyki, muzyki o dźwiękach
      przyprawiających całe otoczenie o torsje. Najgorsze możliwe zgrzyty, dysonanse,
      dyscharmonie.
      Nie wiem co będzie ze Nią, z moim dzieckiem, ze mną. Musze teraz przetrwać w
      pracy do 18:30, po czym pojadę do Kumpeli, muszę dużo dużo gadać z ludźmi o
      Niej o sobie ...
      • matrek Powodzenia, facet 08.10.02, 11:12
        Fundament - popieram.
    • tusiaz Re: kretyn jestem 08.10.02, 16:56
      :)))))))))))))))))
    • aankaa Re: kretyn jestem 08.10.02, 17:08
      nie jesteś kretynem, jesteś (nie???)normalnym facetem jakich coraz trudniej
      spotkać
      • matrek ;)) (n/t) 09.10.02, 21:38
    • Gość: kretyn chwile prawdy - wreszcie? IP: 195.94.203.* 09.10.02, 09:08
      4 dni po,

      siedzę jak Jańcio Wodnik i próbuję cofnąć czas. Ile na tym strawię? Jak długo
      poświęcę swego życia na obronie tego co padło bo paść musiało. Nie teraz to za
      chwilę, w takiej czy innej formie, wydarzeniu, okolicznościach. To nie był
      przypadek. Wszystko co ważne nie jest przypadkiem. Zawsze istnieje mnóstwo
      okoliczności i to ode mnie zależy czy ja użyję ich, czy one mnie.
      Jańco siedział długo. Ile czasu będę ja siedział? Wracam wieczorem do domu,
      zadzieram głupi łeb i pragnę by tam się świeciło, żeby tam była Ona.
      Poprosiła mnie bym dziś wrócił później, będzie się wyprowadzać. A ja ciągle
      wyobrażam sobie, że wrócę i zastanę ją tam, że jednak nie umie tego zrobić i
      nie odejdzie.
      To mrzonki. Ona ma kosmicznie wyrobiony instynkt ucieczki. Uciekała całe życie.
      Na wszelkie zagrożenia reagowała i reaguje ucieczką.
      Wczoraj po pracy poszedłem kupić drobiazgi dla córy. W sklepie poczułem się
      lepiej. Zacząłem sobie uświadamiać, że wiele w tym związku było rzeczy, które
      mnie uwierały. Źle mi było nie tylko z tym, że ciągle jej nie było, ciągle się
      uganiała po całym mieście po wszystkich potrzebujących jej znajomych. Ona jest
      mocno ekspansywna. Jak o czymś jest przekonana to bardzo trudno, albo nawet i
      niemożliwe jest przekonanie jej, że istnieją inne racje. Choćby ten alkohol.
      Kilka razy mówiłem jej, że moim zdaniem jej sposób picia sugeruje, że ma
      tendencję do uzależnienia. Ona niestety dąży do szybkiego upicia się. Fakt aż
      takich głupot jak ja nie wyczynia (ja w sumie pić nie lubię, parę drinków i do
      łóżka). Widziałem to wielokrotnie, mówią mi to wspólni znajomi. Moje próby
      wytłumaczenia jej, że tak jest natrafiły na jej ostry opór. Dotąd nie dawała mi
      spokoju i wracała do tematu, aż “dałem się przekonać”. Siedzimy jednak u tych
      kolesi gdzie się rozróba zaczęła i widzę pusty Fervex na stole. Okazało się, że
      zażyła to lekarstwo bo się chora czuje i pije wódkę... Niestety z czasem po
      alkoholu stawała się dla mnie coraz bardziej nieprzyjemna...

      Rozpaczam, że jej nie ma, boli mnie to, tak boli jak wstaję rano w pustym
      mieszkaniu i nie ma w nim nikogo komu mógłbym zrobić kawę, wysłać o 9:00 sygnał
      z komórki, że pora wstawać, wyjść w poniedziałek na dworzec jak wraca od
      matki...

      Rozpaczam ale coraz wyraźniej dociera do mnie, że ten pociąg był ciągnięty
      przez “Szaloną lokomotywę”; oboje czuliśmy, że nas uwiera ten związek. Prócz
      alkoholu mocno przeszkadza mi jej radykalizm. Nie ma w niej umiarkowania. Jak
      czegoś chce to natychmiast, już, bez żadnego miarkowania się. Na okrągło kino,
      wystawy, koncerty, znajomi, imprezy... To tempo mnie wykończyło. Ja muszę mieć
      dużo więcej czasu i spokoju. Ja lubię siedzieć w domu, w domu traktowanym jako
      azyl. Miejsce gdzie jest sfera tylko i wyłącznie dla nas. Jej zdaje się nie
      zależy na tym. Nawet to jasno deklarowała. Jakoś wydaje mi się nie przyjmowała
      argumentów, że to miejsce to ja i Ona, najważniejsza dla mnie. Może dlatego, że
      nie czuła we mnie dość oparcia?

      Pomimo bólu i żalu dociera do mnie, że musimy się teraz rozstać. Inaczej nie
      będzie możliwości zburzenia starego torowiska, a bez tego ja nie wybuduję
      nowego, bez tego nie zmienię siebie. Po prostu natychmiast po paru długich
      nocnych rozmowach wszystko wróci w stare koleiny. Ja muszę zmienić siebie i
      wiem już coraz jaśniej nad czym popracować musi Ona. Chcę tego. To będzie
      trudne, ale tego chcę.

      Przecież dojrzałość to świadomość skutków. Jak teraz Ją odzyskam to i tak Ją
      stracę bo jestem za słaby na samego siebie, a co dopiero na nią. Ona potrzebuje
      silnego opiekuna. Człowieka bliskiego skały, twardziela, który nie przejmuje
      się byle głupstwem, ale jednocześnie czułego, wrażliwego, serdecznego... Ja za
      mocno okazało się od ideału odbiegam.

      To też musi trochę zmienić w sobie. Aż taki to ja nigdy nie będę, a może po
      prostu jestem leniwy? Po prostu nie umiem przyznać się przed samym sobą, że nie
      ma we mnie spokoju?
      • agniecha27 Re: chwile prawdy - wreszcie? 09.10.02, 09:28
        Trzymam za Ciebie... Ale widzę, że radzisz sobie nieźle...
        Ze łzami w oczach czytam Twoje zwierzenia... Nie wiedziałam i nie chcę
        wiedzieć, jaki to ból utracić kochaną osobę... coś się rozpada, ale zawsze
        zaczyna się coś nowego... Życzę Tobie, aby rozpoczynało się dobre i coraz
        lepsze :)))
        • Gość: jak Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 09.10.02, 10:25
          Nie jestes kretynem, tak jak sie okreslasz. Czujesz sie bardzo winny i ja
          ciebie doskonale rozumiem. Widze, ze jestes niemal identyczny jak ja. Moje
          zachowania czasami sa i byly takie same. Nazbyt impulsywne reakcje, nie
          poprzedzone zastanowieniem sie nad ich konsekwencjami i tez twierdze, ze
          wywodza sie one z niedojrzalosci emocjonalnej. Ja czuje sie i postepuje tak
          samo. I rowniez przez takie niekontrolowane reakcje doprowadzilem do powaznego
          kryzysu w moim zwiazku. Takze nie jestes jakis nienormalny. Po prostu tak
          reagujesz na pewne sytuacje. Rozumiem, ze jest ci szalenie trudno. To okropne
          uczucie tracic osobe, ktora sie kocha. Ja tak samo jak ty probuje odreagowywac
          to wszystko poprzez rozmowy. Chodze od domu do domu do znajomych. Kazdemu
          gadam to samo, bo rozmowa mi najlepiej pomaga. Wprawdzie u mnie sytuacja sie
          poprawila do tego stopnia, ze rozmawiamy ze soba, spotykamy sie, probujemy
          naprawiac, co sie rozwalilo. Ale czytajac twoje posty zaczynam sie zastanawiac
          czy to ma sens. Czy ona stara sie naprawiac nasz zwiazek, bo mnie kocha i jej
          zalezy, czy tez nie. Ktos tu napisal, ze byl dlugo z druga osoba, ale ta osoba
          nie kochala ze wzajemnoscia i to bylo tylko odwlekanie w czasie decyzji o
          rozstaniu. Teraz i ja sie zastanawiam czy i mnie nie spotka podobny los? Czy
          warto walczyc o zwiazek, ktory byc moze nie ma przyszlosci? Ciezko podjac
          takie decyzje, kiedy sie kogos kocha.
          • Gość: kretyn Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: 195.94.203.* 09.10.02, 10:37
            Gość portalu: jak napisał(a):
            > Czy
            > warto walczyc o zwiazek, ktory byc moze nie ma przyszlosci? Ciezko podjac
            > takie decyzje, kiedy sie kogos kocha.

            jeśli chodzi o poziom ogólny to warto walczyć o miłość bo nic innego nie ma
            naprawdę sensu. Miałem w swoim życiu okresy kiedy nie wierzyłem w miłość, ale
            to była tylko obrona, zamknięcie.

            Co innego konkretny przypadek. Są takie, że walczyć nie warto. Nie wiem jak
            jest u Ciebie, nie mogę więc Ci poradzić nic. U mnie ciągle myślę warto, ciągle
            się zastanawiam, ciągle więcej jest za "tak" niż "nie".

            A teraz pytanie o to czy się kogoś kocha. Cierpię bo kocham czyli co? Cierpię
            bo kogoś zraniłem czy poprzez swoje głupie postępowanie Ją utraciłem, a więc
            jest mi gorzej bo ja straciłem, czyli nadal na sobie się koncentruję. Czy tak
            naprawdę w ten sposób nie myślę przede wszystkim o sobie samym? Nie da się
            kompletnie o sobie nie myśleć, ale czy szala nie jest aby zbyt jednostronnie
            przechylona?

            Ponoć mówić mądrze to ja potrafię, gorzej z reakcjami.

            Myślę kolego, że nam potrzebny trening reakcji, długie, powolne i cierpliwe
            zmienianie nawyków.

            Trzymaj się,
            kretyn
            • Gość: jak Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 09.10.02, 11:08
              > Co innego konkretny przypadek. Są takie, że walczyć nie warto. Nie wiem jak
              > jest u Ciebie, nie mogę więc Ci poradzić nic. U mnie ciągle myślę warto,
              ciągle się zastanawiam, ciągle więcej jest za "tak" niż "nie".
              >
              Walcze o moj zwiazek, bo ja kocham szczerze i nie chce jej utracic. Kiedy
              sobie postawie plusy i minusy, to zdecydowanie wiecej jest plusow. Zreszta
              ludzi idealnych nie ma i trzeba akceptowac druga strone taka jaka ona jest.
              Kocha sie osobe z krwi i kosci, a nie swoje wyobrazenie o niej. Znam jej zle
              cechy i je akceptuje. Gdyby bylo inaczej, nie byloby sensu brnac w to dalej.
              ++++++++++++++++

              > A teraz pytanie o to czy się kogoś kocha. Cierpię bo kocham czyli co?
              Cierpię
              > bo kogoś zraniłem czy poprzez swoje głupie postępowanie Ją utraciłem, a więc
              > jest mi gorzej bo ja straciłem, czyli nadal na sobie się koncentruję. Czy
              tak
              > naprawdę w ten sposób nie myślę przede wszystkim o sobie samym? Nie da się
              > kompletnie o sobie nie myśleć, ale czy szala nie jest aby zbyt jednostronnie
              > przechylona?

              Moim zdaniem plaszczyzna cierpienia (twojego i mojego) jest zlozona. Po
              pierwsze dlatego, ze kochasz druga osobe, po drugie, ze mimo to byles w stanie
              ja skrzywdzic (wierze, ze tego nie chciales) i po trzecie czujesz sie podle,
              bo to zrobiles. A z mysleniem o sobie, to nigdy nikt nie przestanie myslec o
              sobie. Zawsze ta szala bedzie po twojej stronie
              ++++++++++++++++++++
              > Ponoć mówić mądrze to ja potrafię, gorzej z reakcjami.

              Mam ten sam problem. Moja strona jest tego swiadoma i dlatego czasem jej sie
              wydaje, ze gadajac nawijam jej makaron na uszy i zamydlam oczy. Oczywiscie ja
              mowie zawsze wszystko szczerze.

              ++++++++++++++++++
              > Myślę kolego, że nam potrzebny trening reakcji, długie, powolne i cierpliwe
              > zmienianie nawyków.

              I tu masz kompletna racje. Najwazniejsze jest to, ze obaj jestesmy swiadomi
              swoich zachowan. Szkoda tylko, ze czlowiek przejrzy na oczy dopiero w
              momencie, gdy sie cos wali. Ja staram sie walczyc ze swoimi slabosciami i
              niedociagnieciami. Jestem swiadom swych bledow i staram sie wyciagac z nich
              wlasciwe wnioski. Kazda taka lekcja jest dobra, przewaznie bolesna, nauka.
              Jednak zawsze czlowiek wyjdzie madrzejszy z takiej lekcji i wydaje mi sie, ze
              drugi raz tych samych bledow nie powtorzy. Nie jest to jednak latwy i krotki
              proces. Potrzeba na to duzo sily i cierpliwosci. Ale wierze, ze sie uda.
              • Gość: kretyn Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: 195.94.203.* 09.10.02, 11:27
                Gość portalu: jak napisał(a):
                > I tu masz kompletna racje. Najwazniejsze jest to, ze obaj jestesmy swiadomi
                > swoich zachowan. Szkoda tylko, ze czlowiek przejrzy na oczy dopiero w
                > momencie, gdy sie cos wali.

                Najważniejsze by to zmienić, świadomość to dopiero sam początek bardzo długiej
                drogi. Zmienić ale jak? Przecież będąc sam nie będę miał jak trenować jeśli
                chodzi o dzień w dzień z Kochaną osobą. Tego się nie da trenować na sucho, nie
                da się nauczyć jeździć na rowerze teoretycznie. Nie wiem może muszę właśnie ten
                problem zdefiniować jako najważniejszy - zdaje się i moje małżeństwo o to się
                rozbiło z mojej strony - i pracować nad tym dzień w dzień. Co dzień wieczorem
                robić bilans mojego reagowania na sytuacje trudne. Aż do znudzenia, aż do
                wyrobienia sobie nowych nawyków. Analizować, zapisywać, pytać znajomych, prosić
                znajomych z którymi się posprzeczam, żeby potem to zanalizować, żeby nauczyć
                się spokoju, dać sobie tę minutę na ochłonięcie. Ona bardzo często mi wytykała,
                że jestem agresywny. Bardzo często dochodziło do jakichś niezrozumiałych dla
                mnie przepychanek słownych. Coraz mocniej do mnie dociera, że to Ona ma więcej
                racji niz ja w tej materii. Agresja moja bierze się też z mojego zamykania się.
                Koncentruję się na sobie, na przekazaniu otoczeniu moich jedynie słusznych
                argumentów.

                Najgorsze w tym wszystkim, że po poprzednim konflikcie ja już to wszystko
                wiedziałem. Odbyliśmy długą i szczerą rozmowę i ja to wszystko już
                powiedziałem. Tymczasem nie na długo mi wystarczyło. Aż zaczynam popadać w
                pesymizm. Może jestem na stałe skażony agresją i każdy związek rozwalę??? Bo
                nawet jak mam rację to nie mogę tego tak komunikować.

                Niedawno w Wyborczej był artykuł o programie dla więźniów z wieloletnimi
                wyrokami. Oni mają w sobie zakodowane reakcje agresywne i mozolnie się uczą jak
                postępować inaczej, jak zobaczyć, że świat to nie tylko i wyłącznie walka.

                nara
                • Gość: jak Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: *.166.195.213.2127.waw-mec.leased-e.ids.pl 09.10.02, 11:56
                  Tak jak wspomnialem wczesniej to nie jest prosta sprawa nauczyc sie reakcji na
                  pewne sytuacje. Ale wiem, ze wytrwaloscia i checia mozna to osiagnac.
                  Oczywiscie, ze latwiej jest to robic bedac z kims w zwiazku. Po pierwsze wtedy
                  dostrzegasz swoje zle zachowania, a po drugie wiesz, ze robisz to dla kogos i
                  dopinguje cie to do lepszego dzialania. Wiem na swoim przykładzie, ze tak
                  mozna. Jest to trudne i czasochlonne, ale da sie to osiagnac. Moja dziewczyna
                  zarzucala (nie bez podstawnie), iz jestem egoista. Jestem tego swiadom i
                  staram sie eliminowac takie zachowania. I naprawde udaje mi sie to zrobic.
                • Gość: kretyn potrzebuję nadziei IP: 195.94.203.* 09.10.02, 12:11
                  nadziei, że da się to odbudować, że Ona wróci, że znów będziemy leżeć, Ona z
                  głową na mojej piersi, będę gładzić jej włosy, grzać się w cieple jej oddechu.
                  Ona tak bardzo chwaliła moje dłonie, że nikt jej tak cudownie nie głaskał...

                  Paru znajomych mówiło mi, że mam duże szanse na Jej powrót, że mam sporo cech,
                  które są dobre dla niej, właśnie odpowiedzialność, że można na mnie polegać,
                  budzę zaufanie..., że mam sporo cech, których Ona szuka. Czas, czas, czas teraz
                  musi jakiś upłynąć, czas aktywny, czas przebudowy, rekonstrucji, nie chcę być
                  taki, nie chcę, nie chcę, nie chcę

                  Dziś kupię zeszyt i zacznę robić bilans mojego postępowania, jak rachunek
                  sumienia, co wieczór przed pójściem spać...
          • ewa250 Re: chwile prawdy - wreszcie? 09.10.02, 10:45
            a mnie sie wlasnie wszystko rozwala i tak bardzo rozumiem autora watku i tak
            bardzo mi ciezko, ale chyba nie mam smialosci mowic o tym wszystkim na forum,
            chociaz moze by mi pomoglo...
            • Gość: kretyn Re: chwile prawdy - wreszcie? IP: 195.94.203.* 09.10.02, 11:01
              ewa250 napisała:
              > a mnie sie wlasnie wszystko rozwala i tak bardzo rozumiem autora watku i tak
              > bardzo mi ciezko, ale chyba nie mam smialosci mowic o tym wszystkim na forum,
              > chociaz moze by mi pomoglo...

              a ja się odważam bo to pomaga mi myśleć, od myślenia cokolwiek da się zacząć;
              zapytałem przed chwilą kumpla z pracy o to jak mnie odbiera, jaki jestem jego
              zdaniem jeśli chodzi o kompromisowość, współpracę. No i niestety nie usłyszałem
              dla siebie dobrej nowiny. Odbiera mnie i inni jako ostrego. W swoim odczuciu
              jestem skory do współpracy, a tymczasem tak nie jest. Koncentruję się na sobie
              i na osiąganiu własnych celów. Ona niestety ma podobnie jak i ja i stąd spięcia
              mogą być tym gwałtowniejsze. Cholera jasna psia krew jak mawiała jedna z moich
              najbardziej ulubionych koleżanek z pracy.

              nara
      • matrek Mogę łyżkę dziekciu ? 09.10.02, 12:27
        Człowieku, wykończysz się w ten sposób. Weź sie w garść i nierozczulaj się tak
        nad sobą. Nie Ty pierwszy i nie Ty ostatni, a wylewanie łez nad obą na pewno Ci
        nie pomoże. Wiem co mówię. Im bardziej będziesz użalał sę nad sobą i nad tym co
        minęło, tym trudniej będzie Ci powrócic do rownowagi. Zdaje się że masz córkę -
        gdzie Twoja siła dla niej ?

        Jak ona się czuje gdy widzi tak roztrzęsionego ojca ?

        Wiem, że ci ciężko, ale do cholerey jesteś facetem, prawda ? Zacisnij zeby,
        klapki na oczy i do przodu, a nie przeżywaj jak rzucona 14-tolatka. Pokaż jej
        ile straciła, a nie roztrząsasz to na wszystkie strony, dzieląc włos na czworo.
        Powtarzam, weź się garść.
        • Gość: kretyn wal śmiało IP: 195.94.203.* 09.10.02, 12:31
          matrek napisał:
          > Człowieku, wykończysz się w ten sposób. Weź sie w garść i nierozczulaj się
          tak
          > nad sobą. Nie Ty pierwszy i nie Ty ostatni, a wylewanie łez nad obą na pewno
          Ci nie pomoże.


          masz rację, właśnie dochodzę powoli do siebie. Ja tak kurka mam. Ale jak nie
          przyznam się do słabości to jej nie pokonam, ona mnie wtedy od tyłu złapie i
          ani się nie obejrzę jak mi przy... Dokładnie tak samo jak z moją agresywnością.
          Ciągle zaprzeczałem temu to mam teraz za swoje. Teraz to już nie płacz nad
          sobą, ale szukanie gdzie mam te miejsca, które chcę zmienić bo jak tego nie
          zrobię to za czas jakiś wrócę do tego samego punktu tylko z inną kobietą.

          A córka masz rację. Dziś po nią idę. Niedzielę jakoś przeżyłem, ściągnąłem
          znajomą z jej dzieckiem i jakoś poszło. Dziś będzie dużo, dużo lepiej.

          Też się trzymaj
          • matrek Re: wal śmiało 09.10.02, 12:38
            Gość portalu: kretyn napisał(a):

            > masz rację, właśnie dochodzę powoli do siebie. Ja tak kurka mam. Ale jak nie
            > przyznam się do słabości to jej nie pokonam, ona mnie wtedy od tyłu złapie i
            > ani się nie obejrzę jak mi przy... Dokładnie tak samo jak z moją
            agresywnością.
            >
            > Ciągle zaprzeczałem temu to mam teraz za swoje. Teraz to już nie płacz nad
            > sobą, ale szukanie gdzie mam te miejsca, które chcę zmienić bo jak tego nie
            > zrobię to za czas jakiś wrócę do tego samego punktu tylko z inną kobietą.
            >
            > A córka masz rację. Dziś po nią idę. Niedzielę jakoś przeżyłem, ściągnąłem
            > znajomą z jej dzieckiem i jakoś poszło. Dziś będzie dużo, dużo lepiej.

            Przeintelektualizowujesz to wszystko. Boli Cie serce, a nie głowa. Serce masz
            zaleczyć, a nie głowę. Masz zabić w sobie ból serca, a nie zmieniać swój
            charakter. Na to ostatnie, będziesz miał czas później.
            • matrek P.S. 09.10.02, 12:42
              Reanimacji nie zaczyna się od opatrzenia nogi, lecz od sztucznego oddychania.
    • Gość: kretyn wyprowadziła się IP: 195.94.203.* 10.10.02, 11:18
      wszedłem wczoraj do pustego mieszkania... miała dar urządzania, ile ciepła ubyło
      miotam się
      tego sie nie dało skleić, my zbyt różni
      czytam jej listy sprzed miesięcy, ile tam ciepła, serdeczności, oddania... czy
      jednak nie jestem kretynem???
      ostatnio jednak była opryskliwa, niemiła...
      miotam się,
      wstaję rano w pustym mieszkaniu, muszę się z niego wyprowadzić...
      • agick i to jak najszyciej... 10.10.02, 12:37
        się wynieś - niech nic nie przypomina....
        wszytko za tymi drzwiami zostaw i zamknij na klucz.
        niech wszystkie potwory śpią.

        pozdrawiam,
    • Gość: kretyn typy osobowości IP: 195.94.203.* 10.10.02, 17:12
      Zaczytałem się w książce i test zrobiłem. Wychodzi, żem Zmienny i Dramatyczny
      oraz Wygodny. Na tyle na ile poznałem Ją to wychodzi, że ona jest typem
      awanturniczym. Niezła mieszanka. Trafiła kosa na kamień. Jednocześnie
      nieokiełznany awanturnik (skłonność do ryzyka, alkoholu ...) wytrzyma ze
      zmiennym jeśli ten będzie miał ofianość i sumienność (te cechy nie są u mnie w
      deficycie). Awanturnik nigdy nie będzie na 100% wierny, ale ma skłonność
      zawijać do bezpiecznego portu. Jakoś tego byłem już wcześniej świadom, ale
      zaborczość mnie zgubiła (skąd we mnie zaborczość, chyba z zaburzonego poczucia
      własnej wartości, a nie mam powodu - całkiem sobie dobrze radzę w życiu).
      Ciągle w sobie (mimo bólu) czuję pociąg do takiej osobowości jaką ma Ona. Jest
      tak świrnięta, że nigdy przy niej nie jest nudno. Mam jednak pełną świadomość,
      że musiałbym w pełni kontrolować taki związek i w sumie być jego głową. I boję
      się tego i pociąga mnie bo przez te parę miesięcy udało mi się przeżyć wiele
      wspaniałych rzeczy. Powiem wam na ucho, że nigdy, ale to nigdy nie miałem
      lepszej partnerki w łóżku i choć nie mam w tej materii zbyt wielu doświadczeń
      to trudno mi wyborazić sobie kogoś lepszego. Ale nie tylko seks mnie do Niej
      ciągnie i ciągnie. Na swój sposób była wspaniała. Potrafiła wspaniale być
      zadowolna i ucieszona z tego co dla niej robiłem o ile umiałem być nie spięty
      (często jestem spięty - nadmiernie się staram, żeby dogodzić tym, których
      kocham). Piszą w mądrej książce, że Zmienny nigdy nie kocha na całe życie ...
      chyba, że awanturnika, bo ten dostarczy mu dość emocji.
      i bądź tu mądry,

      kłaniam się

      p.s. wychodzi jeszcze, że mój typ osobowości charakteryzuje się gwałtownością
      uczuć ale i dużą odpornością... od dawna mówię o sobie, że padam na pysk, ale
      potrafię się podnosić
    • Gość: kretyn do JAK IP: 195.94.203.* 14.10.02, 13:46
      JAK,

      widzę po adresie, że z Warszawy jesteś, a co byś powiedział na propozycję
      pogadania. Może by nam pomogło podzielić się doświadczeniami? Napisz do mnie
      proszę to pogadamy:

      chudyy@gazeta.pl
      Tak, to ja Chudyy

      pozdrawiam was,
    • anula73 Re: kretyn jestem 14.10.02, 14:16
      cholera, chwilami mialam wrazenie ze czytam swoje mysli :-(
      • Gość: kretyn Anula IP: 195.94.203.* 14.10.02, 14:55
        Koleżanko,
        zauważyłaś naturalnie pewną zmianę w moim pisaniu. Dziś po tygodniu patrzę na
        rzeczy zdecydowanie trzeźwiej i wreszcie zacząłem dostrzegać swój kawałek
        piaskownicy i panujący tam bałagan. Mam przed sobą sporo pracy by z dziecka w
        męskim przebraniu stać się naprawdę dojrzały, bo ja po prostu ani żony, ani
        ostatniej Kobiety nie słuchałem i miałem pretensje, że robię dla nich dobrze, a
        im się nie podoba.
        Jak chcesz pogadać, a tu się krępujesz to na priva zapraszam.
        pozdrawiam

        chudyy@gazeta.pl
        • pajdeczka Re: Anula i Kretyn 14.10.02, 14:59
          Ależ kochani, nie krępujcie się. Piszcie sobie swobodnie tutaj. Nie takie
          rzeczy tu widziano. Mężczyzna po przejściach, kobieta z przeszłością - to się
          MUSI udać.
          Wszystkiego naj..... he,he.
          • Gość: zzu . IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.02, 15:02
            chudyy,

            radzę z sympatii: wyjdź z założenia, że "wiesz,że nic nie wiesz"
            te Twoje teorie.....
            sprzeczność na sprzeczności
            nie zamierzam z nimi polemizować

            musisz wiedzieć jedno: wiele miesięcy, lat, nie wcześniej
            życzę Ci: życia i prawdy

            i zciągnięcia siebie z piedestału (heroicznego bądź tragicznego,do wyboru)

            pzdr


            z

            jak się okazało tendencje do nadinterpretacji masz Ty,nie ja.........well..
            podobnie jak to,ze to jednak ja jestem starsza (bez ironii i złości, z sympatią)


            do czytelników: pamiętajcie proszę (dla Was,nie dla mnie),że tojest spojrzenie
            z jednej strony. Czyli, tak naprawdę mniej niż 50%......
    • Gość: pivobela Re: kretyn jestem IP: 62.233.218.* 18.10.02, 20:51
      Ja trzymam z Tobą!
      pozdrawiam
    • jendza1 Re: kretyn jestem 18.10.02, 21:36
      Nie czytalam tego watku.
      Jego tytul, oraz nick Autora, wydawaly mi sie niezachecajace.
      Teraz mam za soba lekture calosci.
      I pomieszane uczucia, mysli...
      Przede wszystkim wzruszenie, bo tyle tu
      prawdy, autentycznosci, tego, co ludzie okazuja z serca...

      Oczywiscie kretyn wcale nie jest kretynem,
      i oczywiscie wcale nie kokietuje.
      I po stokroc masz racje, nasz drogi Forumowy Bracie,
      ze tylko prawda moze Ci pomoc pojsc dalej!
      Nie wiadomo, z kim bedziesz, co Cie jeszcze w zyciu czeka.
      Tego zreszta nie wie tak naprawde nikt z nas.
      Wazne, zeby sie nie dawac!
      Walczyc o te prawde, o innych i o siebie!!!
      Bardzo trzymam za Ciebie!
      jendza
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka