yosaka
17.11.05, 23:44
Czasami mi sie wydaje ze moj chlopak kocha mnie az za bardzo..chce mnie miec
tylko dla siebie:(Ciezko mi bylo na poczatku,teraz w sumie juz sie
pogodzilam z tym ale jednak czasami mam mu to za złe..ze nie mogl zniesc tego
ze mam znajomych plci meskiej i predzej czy pozniej zerwalam z nimi
kontakt,chociaz bardzo ich lubilam...spotykalismy sie czasami wszyscy razem
tzn ja,moje znajome i znajomi...ale jemu to nie odpowiadalo,czul sie na
drugim miejscu..wiec pokazalam mu ze tak nie jest chociaz teraz mi wstyd i
nie wiem czy mam jeszcze troche szacunku do siebie:( zanim go poznalam mialam
wielu znajomych chociaz nie za wszystkim przepadalam,zrezygnowalam z nich bo
to bylo zle towarzystwo,swoje dobre przyjaciolki mam nadal, ale stracilam w
sumie kontakt zkims kogo kiedys nazywalam przyjecielem,czuje ze zawiodlam
go..no ale coz:( kocham swojego chłopaka..ale on ma trudny charakter,jest dla
mnie cudowny i uwaza ze jego cala uwaga,mysli,serce i dusza sa dla mnie i
chce zebym cała byla dla niego...tyle ze ja jestem w moim przekonaniu,ale co
ja na to poradze ze jestem osoba otwarta,lubie poznawac nowych ludzi,nie
mialabym nic przeciwko gdybysmy mogli wszyscy razem gdzies wyjsc..ale on tego
nie lubi:/ nie chcialby wyjsc z moimi znajomymi bo po pierwsze nie chodzi do
pubow itp nie lubi pic i na mnie krzywo by patrzyl gdybym ja wypila chociaz
jedno piwo:( usmiechala sie do kogos..zreszta nie bylabym w pelni rozluzniona:
(...pisze to chyba po to zeby sie wyzalic:( nie wiem czy moglabym bez niego
zyc:( pewnie tak z czasem bym sie przyzwyczaila ale z drugiej strony on jest
taki wyjatkowy,nigdy nie spotkalam kogos takiego, a jednak roznimy sie
pogladami na rozne sprawy:( on skresla odrazu ludzi ktorzy mu nie przypadna
do gustu...nie wiem,do kazdego ma dystans,nie otwiera sie do ludzi..czasami
to jest trudne bo stawia mnie w niezrecznej sytuacji..nie lubi jak na roznych
zabawach np weselach czy chrzcinacxh tancze sama..bo on nie lubi tanczyc
szybkich kawalkow a ja lubie:/...jest jeszcze tyle przeroznych kwestii ktore
mnie martwią...i jest tyle rzeczy ktore nas lącza, ale nie wiem co z tym
zrobic....z wielu rzeczy czasami musze rezygnowac ze wzgledu na niego,w
milosci czasami trzeba isc na kompromis,ale ile mozna?:( nie chce za 40 lat
gdy bedziemy malzenstwem miec mu za zle i obwiniac za niespelnienie moich
marzen...za to ze rodzina sie ode mnie odsunela bo i do nich ma dystans...ze
nie mamy do kogo isc na sylwestra itp:( CO ROBIC??!!!;( czasami przylapuje
sie na tym zechcialabym byc sama,nie miec tylu zobowiazan...ale gdy pomysle
jak bardzo moge go zranic,jak bardzo on mnie kocha i jakby to przezyl..;( ale
jest jedyna osoba ktora we mnie wierzy,ktora uwielbia moje zamilowanie do
rysowania,dzieki niemu sie dowartosciowalam,poczulam sie lepsza
osoba...uwielbiam pokazywac mu na kazdym kroku moja milosc...ale czasami
wydaje mi sie ze wymaga ode mnie wiecej niz moge mu dac,chociaz sie staram i
daje z siebie wszystko,irytuje mnie...wiele razy poruszamy temat
przyszlosci,rodziny...wiem ze bylby wspanialym ojcem i
mezem...kochajacym,czulym,oddanym...wtedy moze to by mi wystarczylo ale
teraz...czasami chce czegos wiecej...cholera jasna juz sama nie wiem czego
chce!!;(