Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony?

IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.02, 00:50

Zastanawiam się często, ile jest we mnie własnej matki, a na ile umiałam
ustrzec się od Jej słabosci. Czy takie myslenie jest tylko moje? Czy jeżeli
powątpiewam w Jej mądrość, dzięki której wyrosłam na zupełnie przyzwoitą
kobietę, to robię jej świństwo? Jak to właściwie jest w Waszym matczyno-
córecznym związku? Koleżanki? Przyjaciółki? A może obce sobie kobiety?
Pogadajmy o tym.
    • Gość: renia Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? IP: *.spark.net.gr / *.ath.spark.net.gr 17.10.02, 01:26
      Moja Mama byla wspaniala kobieta. Wiem, ze miala duzo wad i niezbyt udane
      zycie, nie miala silnej woli i nie radzila sobie z wieloma rzeczami w zyciu
      osobistym. Byla bardzo zaradna i zawsze umiala i musiala walczyc o siebie.
      Ostatnie 10 lat jej zycia spedzilysmy osobno( a zawsze chciala byc blisko
      swojej jedynej corki czyli mnie) kochala swoje dzieci stokroc bardziej niz sama
      siebie. Nie umielismy nigdy (ojciec, ja i bracia) odplacic, oddac Jej milosci i
      poswiecenia. Zyje w poczuciu niesplaconego dlugu. Nigdy nie dbala o siebie. do
      tego stopnia, ze wlasciwie przez swoje niedbalstwo o siebie doprowadzila sie do
      ciezkiej choroby ktora skonczyla sie tak jak sie skonczyla. Ale my tez nie
      zadbalismy o nia. Wszystko za pozno. Kazdy z nas jest wiekszym egoista niz Ona,
      a to ona pierwsza nas opuscila- moze teraz ma lepiej, mam nadzieje.

      Ile jest we mnie z mamy? Bardzo duzo - widze w swoim malzenstwie te seme
      bledy , ktore to ja popelniam, mam jej glos sposob mowienia. Po ojcu zas mam
      egoizm. Nie dbam o siebie tak samo jak ona, moze w mniejszym stopniu, bo moj
      maz wiecej ode mnie wymaga niz Tata wymagal od Mamy. Ale gdybym byla sama, to
      nie gotowalabym chyba miesiacami, z czystego poczucia marnowania
      czasu,przygarach gdy mozna zrobic tyle rzeczy - poczytac, posiedziec przy
      kompuie, przespac sie... Pale tak samo jak Ona i widze to wszystko. Mam po Niej
      wade wzroku i sklonnosc do tycia. Mam wiecej kasy niz Ona, ale i tak uwazam ,
      ze jest godna podziwu za to jak zawsze umiala poradzic sobie z niedostatkiem.
      Bardzo Ja kochalam, do Polski jezdzilam w 99% po to, zeby z nia siedziec i
      gadac. Bylam Jej radoscia, mimo odleglosci nie mialysmy tajemnic przed soba i
      trzymalysmy sztame w gehennie mojego wspolzycia z tesciowa. Szkoda, ze tak
      szybko to wszystko sie skonczylo, wciaz ne potrafie sie z tym pogodzic.
    • pajdeczka Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? 17.10.02, 08:21
      Cześć Noro, z bliskiego memu sercu, Słupska.
      Z naszym stosunkiem do matek (ale do ojców też) to jest tak, że chyba zmienia
      się on wraz z naszym dojrzewaniem. Uczucia pozostają te same, ale już nie
      koniecznie w pewnym okresie życia muszą być one dla nas "wyroczniami".
      Zaobserwowałam, że matki które do końca życia uzurpują sobie prawo "ostatniego
      zdania" są autokratkami i tak naprwdę rządzą naszym życiem aż do kresu
      własnego. Mądra matka zauważa w pewnym momencie, że może zacząć się uczyć od
      córki i które doskonale znamy z życia.
      Ostatnio korespondowałam z dziewczyną, której matka doprowadziła do rozpadu
      małżeństwa właśnie swoją autokratyczną postawą. Ona ją kocha i rozumie, ale jak
      ma pogodzić miłość do matki i do męża? Mąż tego nie wytrzymał i odszedł. Ja
      winię za to jej matkę, ale jej trudno to przyjąć do wiadomości. Smutne.
      • Gość: jendza Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 10:10
        Mysle sobie, ze to nie tyle, albo tez: nie tylko
        matka jest winna.
        Jesli jestem dorosla, to JA podejmuje decyzje,
        i JA ponosze za nie odpowiedzialnosc.
        Kiedy czlowiek zmienia stan cywilny, to
        'opuszcza ojca swego i matke swoja'.
        I z wybranym malzonkiem tworzy JEDNO.
        Matka, z calym szacunkiem i miloscia dla niej,
        oraz ojciec, oraz wszyscy krewni i znajomi krolika...,
        nie moga miec tu zadnych przestrzeni decyzyjnych.

        Milosc do matki to jedno, milosc do meza - drugie.
        Kazda z nas, dojrzala kobieta, ma w sobie dosc
        miejsca i na jedna, i na druga milosc.

        A matce tez czasem trzeba powiedziec 'nie'
        dla jej wlasnego dobra, by o naszym nie wspominac.

        Co nie oznacza braku dla niej milosci...
        pozdrawiam
        jendza
    • Gość: jendza Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 10:16
      A ja mysle, ze kazdy czlowiek ma obowiazek weryfikacji.
      Zeby zyc dobrze, musimy w sposob dojrzaly zobaczyc pewne
      sprawy, zweryfikowac... wybrac w sposob swiadomy.
      Ponazywac, zdiagnozowac.
      Nigdzie nie jest powiedziane, ze matka ma byc idealem.
      Matka to matka, jak kazdy czlowiek. Popelnia bledy.
      Zeby tych bledow nie powielac bezrefleksyjnie, trzeba
      je wychwycic. Nie jest to w zaden sposob rownoznaczne
      z jakims wyimaginowanym brakiem milosci czy szacunku dla matki...
      Wrecz przeciwnie.
      Jesli naprawde kocham na przyklad mego meza, to znacznie lepiej,
      niz inni (bo sa dalej) powinnam widziec nie tylko jego zalety,
      ale przede wszystkim WADy.
      I zgoda na te wady, albo raczej pomoc w pracy nad nimi (w odwrotna
      strone to rowniez powinno dzialac; on pomaga mi w pracy nad moimi
      wadami...)to jeden z dojrzalszych przejawow milosci.

      Inaczej nie mozna by mowic o 'milosci', raczej o fatalnym zauroczeniu..

      Podobnie jest z rodzicami. Mamy ich czcic, czyli szanowac, ale nie
      ubostwiac, idealizowac, bezkrytycznie im holdowac...
      Kochac, ale kochac madrze.
      Pozdrawiam
      jendza
      • pajdeczka Re: Jendza 17.10.02, 14:39
        Z wszystkim się Jendzo zgadzam, poza jednym. Mądra matka zauważa własne błędy,
        potrafi się do nich przyznać i nie boi się , że straci na tym jej autorytet.
        Mądra matka sama je zauważy, nie czeka aż wytknie jej córka. Dramat jest wtedy,
        kiedy córka zaczyna wytykać matce błędy, a ta uważa, że jest niesprawiedliwa
        wobec niej, niewdzięczna i zaczyna się dla obydwu koszmar. Albo crka jest tak
        zablokowana psychicznie prze matkę, że nie śmie, nie ma odwagi, matce zwrócić
        uwagi.

        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > A ja mysle, ze kazdy czlowiek ma obowiazek weryfikacji.
        > Zeby zyc dobrze, musimy w sposob dojrzaly zobaczyc pewne
        > sprawy, zweryfikowac... wybrac w sposob swiadomy.
        > Ponazywac, zdiagnozowac.
        > Nigdzie nie jest powiedziane, ze matka ma byc idealem.
        > Matka to matka, jak kazdy czlowiek. Popelnia bledy.
        > Zeby tych bledow nie powielac bezrefleksyjnie, trzeba
        > je wychwycic. Nie jest to w zaden sposob rownoznaczne
        > z jakims wyimaginowanym brakiem milosci czy szacunku dla matki...
        > Wrecz przeciwnie.
        > Jesli naprawde kocham na przyklad mego meza, to znacznie lepiej,
        > niz inni (bo sa dalej) powinnam widziec nie tylko jego zalety,
        > ale przede wszystkim WADy.
        > I zgoda na te wady, albo raczej pomoc w pracy nad nimi (w odwrotna
        > strone to rowniez powinno dzialac; on pomaga mi w pracy nad moimi
        > wadami...)to jeden z dojrzalszych przejawow milosci.
        >
        > Inaczej nie mozna by mowic o 'milosci', raczej o fatalnym zauroczeniu..
        >
        > Podobnie jest z rodzicami. Mamy ich czcic, czyli szanowac, ale nie
        > ubostwiac, idealizowac, bezkrytycznie im holdowac...
        > Kochac, ale kochac madrze.
        > Pozdrawiam
        > jendza


        • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 15:13
          To prawda, Pajdeczko.
          Dodam jeszcze (taka to juz moja jedzowata natura),
          ze nie tyle chodzi o to, by matce bledy wytykac w oczekiwaniu
          na to, az ta sie przyzna...
          Takie oczekiwanie dziecka potwierdza jego pelna psychiczna od
          rodzica zaleznosc: 'to teraz mama sie przede mna ukorzy...'

          Ja mysle, ze i te pepowine nalezy odciac.
          Kochac rodzicow. Sluchac tego, co do nas mowia.
          Cenic to, ze chca w ogole mowic.
          Ale zarazem wiedziec, co nimi kieruje
          i decydowac NIEZALEZNIE.
          'Sluchac' w tym kontekscie nie znaczy 'wiernie wykonywac'.
          'Sluchac' znaczy 'przyjac do wiadomosci' zdanie rodzica,
          ale decydowac samemu. Bez leku, jak tez ten rodzic
          rzecz zaopiniuje.
          Bo jakie to ma znaczenie?
          Jesli robie cos i uwazam, ze to jest dobre, to ja za moj
          akt ponosze odpowiedzialnosc. Zdanie mamy jest interesujace,
          ale to tylko porada. Podobnie moze mi radzic wiele innych osob,
          mniej lub bardziej szczerze...
          Mama rowniez moze miec zle intencje.
          Mama rowniez moze traktowac wlasne dziecko przedmiotowo, jako
          srodek do osiagniecia jej celow...
          Sa cale tomy o toksycznych rodzicach...

          Jesli cala energie zaangazujemy w walke z mama o jej
          zmiane stosunku do nas, to tak naprawde chodzimy stale
          na jej 'sznurku'. Odciac sznurek. Wybudowac wlasne poczucie
          wartosci niezaleznie od mamy... Otworzyc sie na swiat poza nia...

          Wszystkiego dobrego!
          j
          • pajdeczka Re: Jendza 17.10.02, 15:24
            A najlepiej kiedy nożyczki do odcinania sznurka trzymają dwie pary rąk: matki i
            córki.
            Z wszystkim oczywiście znowu się zgadzam, ale z jednym znowu będę polemizowała.
            Czasami naprawdę się czeka całe życie aż matka przyzna się do popełnienia
            błędu. Spektakularne są na przykład wyznania rodziców na łożu śmierci.
            Córka, która doznawała upokorzeń od matki w dzieciństwie, które, wg matki,
            miały pełnić funkcję wychowawczą, a okazało się, że w dorosłym życiu
            przeszkadzają jej w normalnym funkcjonowaniu, ma prawo oczekiwać, że matka
            przyzna się iż był to jej błąd wychowawczy.
            I takie przyznanie się zrobi jedenj i drugiej tylko dobrze.
            Pozdrawiam

            Gość portalu: jendza napisał(a):

            > To prawda, Pajdeczko.
            > Dodam jeszcze (taka to juz moja jedzowata natura),
            > ze nie tyle chodzi o to, by matce bledy wytykac w oczekiwaniu
            > na to, az ta sie przyzna...
            > Takie oczekiwanie dziecka potwierdza jego pelna psychiczna od
            > rodzica zaleznosc: 'to teraz mama sie przede mna ukorzy...'
            >
            > Ja mysle, ze i te pepowine nalezy odciac.
            > Kochac rodzicow. Sluchac tego, co do nas mowia.
            > Cenic to, ze chca w ogole mowic.
            > Ale zarazem wiedziec, co nimi kieruje
            > i decydowac NIEZALEZNIE.
            > 'Sluchac' w tym kontekscie nie znaczy 'wiernie wykonywac'.
            > 'Sluchac' znaczy 'przyjac do wiadomosci' zdanie rodzica,
            > ale decydowac samemu. Bez leku, jak tez ten rodzic
            > rzecz zaopiniuje.
            > Bo jakie to ma znaczenie?
            > Jesli robie cos i uwazam, ze to jest dobre, to ja za moj
            > akt ponosze odpowiedzialnosc. Zdanie mamy jest interesujace,
            > ale to tylko porada. Podobnie moze mi radzic wiele innych osob,
            > mniej lub bardziej szczerze...
            > Mama rowniez moze miec zle intencje.
            > Mama rowniez moze traktowac wlasne dziecko przedmiotowo, jako
            > srodek do osiagniecia jej celow...
            > Sa cale tomy o toksycznych rodzicach...
            >
            > Jesli cala energie zaangazujemy w walke z mama o jej
            > zmiane stosunku do nas, to tak naprawde chodzimy stale
            > na jej 'sznurku'. Odciac sznurek. Wybudowac wlasne poczucie
            > wartosci niezaleznie od mamy... Otworzyc sie na swiat poza nia...
            >
            > Wszystkiego dobrego!
            > j


            • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 19:22
              pajdeczka napisał:

              > A najlepiej kiedy nożyczki do odcinania sznurka trzymają dwie pary rąk: matki
              i
              >
              > córki.
              > Z wszystkim oczywiście znowu się zgadzam, ale z jednym znowu będę
              polemizowała.
              > Czasami naprawdę się czeka całe życie aż matka przyzna się do popełnienia
              > błędu. Spektakularne są na przykład wyznania rodziców na łożu śmierci.
              > Córka, która doznawała upokorzeń od matki w dzieciństwie, które, wg matki,
              > miały pełnić funkcję wychowawczą, a okazało się, że w dorosłym życiu
              > przeszkadzają jej w normalnym funkcjonowaniu, ma prawo oczekiwać, że matka
              > przyzna się iż był to jej błąd wychowawczy.
              > I takie przyznanie się zrobi jedenj i drugiej tylko dobrze.
              > Pozdrawiam
              >

              Malo prawdopodobne, by matka sama zdecydowala sie odciac dziecku pepowine,
              albo przy tym wspolpracowala. To ja za bardzo boli.
              Odciecie pepowiny, czy uswiadomienie matce takiej koniecznosci, jest zyciowym
              zadaniem dla dziecka. Przede wszystkim.
              Piszesz o czekaniu przez cale zycie, az sie matka przyzna do bledu.
              A ja namawiam, by NIE czekac.
              Nie oczekiwac tego od matki, jako warunku koniecznego odciecia tejze pepowiny.
              Zobaczyc bledy matki, przebolec swoj bol, przejsc przez wszystkie emocje z tym
              zwiazane, WYBACZYc i pojsc swoja droga... Co nie znaczy - nie kochac matki.
              Kochac ja troche tak, jak by sie chcialo kochac wlasne dziecko - miloscia
              ROZUMIEJACA I WYBACZAJACA.

              Wyobrazmy sobie, Pajdeczko, ze masz szefa,ktory jest wobec Ciebie
              niesprawiedliwy.
              Co robisz?
              Czekasz, az sie przyzna do bledu.
              Dalej pracujesz pod jego kierownictwem, starajac sie zasluzyc...
              oraz naklonic szefa, by Ci przyznal racje...
              A on ma mozliwosc, by dalej Cie krzywdzic...
              Stoisz w miejscu, emocjonalnie sie wypalasz...

              Nalezy zmienic prace, 'olac' (w pewnym sensie)
              szefa, zostawic to za soba, ROZWIJAC SIE!
              A jesli potem, po latach, spotkasz dawnego 'przesladowce'
              na ulicy, to bedziesz mogla sie do niego usmiechnac bez bolu...
              To on bedzie mial problemy, by Ci spojrzec w oczy...
              A jesli przeprosi - moze byc nawet milo...

              pozdrawiam nieustajaco

              j
              • Gość: Lena Re: Jendza IP: 213.216.82.* 17.10.02, 20:22
                W ogóle się z Tobą nie zgadzam. To matka jest w dużej mierze odpowiedzialno za
                stosunki ze swoimi dziećmi. Musi je wychowywać i wychowywać mądrze. Dziecko nie
                może "olać"/jak to piszesz o "szefie"/ matki /a jakoś dziwnie porównujesz
                stosunki z matką do stosunku do szefa choć z szefami mamy kontakt jako
                ukształtowani już - przez tą matkę - ludzie/ do siebie. Jest z nią emocjonalnie
                związane. Przykładem są te podłe matki które zostawiają dzieci na ulicy,
                zmuszają je do rzebractwa a dziecko i tak ją kocha choć czasem nienawidzi.Matka
                ne tych emocjach może rozgrywać dziecko bardzo długo aż do jego ogromnej
                nienawiści i całkowitego zerwania stosunków. Mądra matka odcina pępowinę we
                własnym sercu powoli. Nie związuje, łamie i nie podcina skrzydeł a wręcz
                przeciwnie. Są matki takie i takie i są jeszcze pośrodku. Coś tam swojego
                rozgrywają z dziećmi, wychowują jak uważają że będzie dobrze /dla dzieci lub
                dla nich samych/ i potem te dzieci też mają taki sobie stosunek do matki a ona
                chciałaby ciepły i serdeczny.
                Wszystkim życzę ciepłych i sredecznych.
                • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 21:16
                  Gość portalu: Lena napisał(a):

                  > W ogóle się z Tobą nie zgadzam.

                  Jak zwykle :-))))!


                  To matka jest w dużej mierze odpowiedzialno za
                  > stosunki ze swoimi dziećmi. Musi je wychowywać i wychowywać mądrze. Dziecko
                  nie
                  >
                  > może "olać"/jak to piszesz o "szefie"/ matki /a jakoś dziwnie porównujesz
                  > stosunki z matką do stosunku do szefa choć z szefami mamy kontakt jako
                  > ukształtowani już - przez tą matkę - ludzie/ do siebie. Jest z nią
                  emocjonalnie
                  >
                  > związane. Przykładem są te podłe matki które zostawiają dzieci na ulicy,
                  > zmuszają je do rzebractwa a dziecko i tak ją kocha choć czasem nienawidzi.

                  To nie sa jedyne przyklady macierzynskiej 'podlosci'.
                  Obawiam sie, ze znam znacznie wiecej...
                  I znam osobiscie ofiary tej 'podlosci'...
                  I pracuje z nimi...

                  Matka
                  >
                  > ne tych emocjach może rozgrywać dziecko bardzo długo aż do jego ogromnej
                  > nienawiści i całkowitego zerwania stosunków. Mądra matka odcina pępowinę we
                  > własnym sercu powoli. Nie związuje, łamie i nie podcina skrzydeł a wręcz
                  > przeciwnie. Są matki takie i takie i są jeszcze pośrodku. Coś tam swojego
                  > rozgrywają z dziećmi, wychowują jak uważają że będzie dobrze /dla dzieci lub
                  > dla nich samych/ i potem te dzieci też mają taki sobie stosunek do matki a
                  ona
                  > chciałaby ciepły i serdeczny.
                  > Wszystkim życzę ciepłych i sredecznych.


                  Ja tez oczywiscie!!!
                  Jak najbardziej!!!!
                  Tylko co z tego?
                  Jesli mama nie jest taka, o jakiej piszesz?
                  Co wtedy?
                  Co radzic dziecku takiej mamy?
                  Jakos tak czuje, ze Ty piszesz z perspektywy bycia Mama, i to madra,
                  kochajaca Mama!
                  A Pajdeczka jest Corka... Corka uwiklana w jakies emocje, ktore nie
                  pozwalaja sie wyzwolic. Co zrobic, jesli matka nie chce wykonac zadnego
                  wysilku?
                  Co zrobic, jesli matka swiadomie chce skrzywdzic dziecko?
                  'Patologia', powiesz.
                  Zgoda.
                  Ale sie zdarza znacznie czesciej, niz bysmy tego sobie zyczyli....

                  pozdrawiam
                  jendza

                  • Gość: lENA Re: Jendza IP: server:* / 192.168.0.* 17.10.02, 22:51
                    Nie uważam żebym miała się z Tobą nie zgadzać "jak zwykle".Po prostu nie
                    przypominam sobie dyskusji z Tobą poza może tą Samarytanką .Nie zgadzam się
                    wtedy kiedy się nie zgadzam i nie dotyczy to rozmówcy ale tematu.
                    Patologii w wychowaniu w ogóle sobie nie życzymy. Pewnie wszyscy chcielibyśmy
                    widzieć uśmiechnięte, szczęśliwe dzieci i cudowne kontakty z rodzicami.
                    Niestety wokół widzimy różne rzeczy. Trudno znieść zimą klęczącą na kawałku
                    kartonu kobietę i klęczące obok niej kilkuletnie dziecko. Dziecko służy tylko
                    do wzbudzenia litości. Normalnemu człowiekowi serce się zatrzymuje.
                    A Pajdeczka pisze to co pisze bo może też widzi różne rzeczy i nie musi jej to
                    osobiście dotyczyć. Nie masz prawa pisać,że ona ma jakieś problemy i to
                    przenosi na swoje poglądy. Mamy znajomych i przyjaciół i też widzimy relacje
                    innych ludzi z własnymi rodzicami. Bardziej to nas dotyka jeśli znamy i matkę i
                    jej /często dorosłe/ dziecko czyli tych naszych znajomych.
                    O mnie nic nie wiesz ale od razu piszesz,że ja wyrażam zdanie nie z pozycji
                    dobrej matki. Jaka jest pozycja dobrej matki? Znam takie.. świat jest piękny,
                    rodzice zawsze mają rację a dzieci są posłuszne a one mają głębokie przekonanie
                    że one są tymi wspaniałymi matkami. Takim matkom dzieci kłamią by miały
                    przekonanie o swojej racji i rozmawiają z nimi całę życie o pogodzie. Ja nie
                    zawsze mam rację, mojej córce nigdy nie mówię od razu nie a jak mówię to
                    uzasadniam, dyskutuję o wszystkim i przyznaję rację jeśli ją ma, staram się
                    rozumieć jej problemy adekwatne do wieku /pamiętam swoje "problemy"/ i coraz
                    bardziej traktuję jak partnerkę w dyskusjach i życiu. Moja córka ma prawo do
                    innego zdania. Tak zostałam wychowana i tak wychowuję. DZIĘKUJĘ CI KOCHANA
                    MAMO !!!!!!!!!
                    • Gość: Lena Re: Jendza IP: server:* / 192.168.0.* 17.10.02, 22:55
                      Gość portalu: lENA napisał(a):

                      > Nie uważam żebym miała się z Tobą nie zgadzać "jak zwykle".Po prostu nie
                      > przypominam sobie dyskusji z Tobą poza może tą Samarytanką .Nie zgadzam się
                      > wtedy kiedy się nie zgadzam i nie dotyczy to rozmówcy ale tematu.
                      > Patologii w wychowaniu w ogóle sobie nie życzymy. Pewnie wszyscy chcielibyśmy
                      > widzieć uśmiechnięte, szczęśliwe dzieci i cudowne kontakty z rodzicami.
                      > Niestety wokół widzimy różne rzeczy. Trudno znieść zimą klęczącą na kawałku
                      > kartonu kobietę i klęczące obok niej kilkuletnie dziecko. Dziecko służy tylko
                      > do wzbudzenia litości. Normalnemu człowiekowi serce się zatrzymuje.
                      > A Pajdeczka pisze to co pisze bo może też widzi różne rzeczy i nie musi jej
                      to
                      > osobiście dotyczyć. Nie masz prawa pisać,że ona ma jakieś problemy i to
                      > przenosi na swoje poglądy. Mamy znajomych i przyjaciół i też widzimy relacje
                      > innych ludzi z własnymi rodzicami. Bardziej to nas dotyka jeśli znamy i matkę
                      i
                      >
                      > jej /często dorosłe/ dziecko czyli tych naszych znajomych.
                      > O mnie nic nie wiesz ale od razu piszesz,że ja wyrażam zdanie nie z pozycji
                      > dobrej matki. Jaka jest pozycja dobrej matki? Znam takie.. świat jest piękny,
                      > rodzice zawsze mają rację a dzieci są posłuszne a one mają głębokie
                      przekonanie
                      >
                      > że one są tymi wspaniałymi matkami. Takim matkom dzieci kłamią by miały
                      > przekonanie o swojej racji i rozmawiają z nimi całę życie o pogodzie. Ja nie
                      > zawsze mam rację, mojej córce nigdy nie mówię od razu nie a jak mówię to
                      > uzasadniam, dyskutuję o wszystkim i przyznaję rację jeśli ją ma, staram się
                      > rozumieć jej problemy adekwatne do wieku /pamiętam swoje "problemy"/ i coraz
                      > bardziej traktuję jak partnerkę w dyskusjach i życiu. Moja córka ma prawo do
                      > innego zdania. Tak zostałam wychowana i tak wychowuję. DZIĘKUJĘ CI KOCHANA
                      > MAMO !!!!!!!!!

                      Wcisnęłam na końcu Caps Lock i wyszło moje imię inaczej.
                      • Gość: jendza Re: Jendza IP: *.abo.wanadoo.fr 17.10.02, 23:05
                        Dyskutowalysmy tez przy okazji katofeminizmu...
                        Tam jakos dziwnie xxx7 miala Twoj numer IP...
                        A i w tym watku nasze posty sie nie wykluczaja...
                        Tyle tylko, ze poruszamy inne zakresy tego samego problemu....

                        I jeszcze jedno.
                        W Twoich postach do mnie czuje wrogosc.
                        Dlaczego?
                        Nie wydaje mi sie, by byla to sprawa tylko
                        mego subiektywnego odbioru...
                        Choc moze sie myle

                        Pozdrawiam Cie, Leno...
                        jendza
                        • hal9000 Re: Jendza 17.10.02, 23:34
                          Gość portalu: jendza napisał(a):

                          > Tam jakos dziwnie xxx7 miala Twoj numer IP...

                          IP Leny to 192.168.0.*

                          IP zaczynające się w ten sposób są zarezerwowane do tworzenia lokalnych sieci
                          prywatnych np. w firmach. Sieci prywatne są połączone na stałe z internetem
                          poprzez tzw. firewall, dzięki czemu adresy wewnętrzne sieci prywatnej nie
                          kolidują z żadnymi adresami w internecie i można wykorzystywać je w wielu
                          sieciach prywatnych nie połączonych bezpośrednio ze sobą.

                          A więc wiemy tylko, że obie połączone są z internetem przez sieć lokalną i
                          firewall ale wcale nie muszą być jedną i tą samą osobą.

                          Pozdrawiam,
                          • jendza1 Re: Jendza 17.10.02, 23:45
                            Dzieki Hal.
                            Bede dzieki Twojej informacji madrzejsza.
                            Oczywiscie ten sam numer IP nie dowodzi, ze to ta sama osoba...
                            Inna rzecz, ze sie Lena w watku o katofeminizmie wypowiadala jako
                            Lena...
                            Dopiero potem pojawila sie XXX7 - w bardzo podobnej formie, tonie i duchu...
                            Gdzies w sieci juz pytalam Lene, czy XXX7 to ona.
                            Nie bylo odpowiedzi...

                            W gruncie rzeczy to nieistotne. Mozna przeciez pisac pod
                            dwoma, czy kilkoma roznymi nickami.
                            Niczego to nie zmienia, z grubsza rzecz biorac.
                            No, moze tylko potencjalni netowi przyjaciele sa troche zdezorientowani...

                            Mnie tak naprawde martwi ten przedziwny rodzaj wrogosci,
                            ktory wyczuwam.
                            Moze jestem jedza nadwrazliwa?
                            Ciekawe, co na to Lena...

                            Pozdrawiam 'antykoncepcyjnie :-)))'
                            bardzo serdecznie!
                            jendza
                            • hal9000 Re: Jendza 17.10.02, 23:56
                              jendza1 napisała:

                              > Mnie tak naprawde martwi ten przedziwny rodzaj wrogosci,
                              > ktory wyczuwam.

                              Przeczytałem sobie jeszcze raz Twoją i Leny dyskusję i nie widzę
                              ze strony Leny wrogości. Po prostu ma inne zdanie.

                              > Pozdrawiam 'antykoncepcyjnie :-)))'
                              > bardzo serdecznie!
                              > jendza

                              Ja również!
                              • Gość: jendza Hal IP: *.abo.wanadoo.fr 18.10.02, 07:58
                                hal9000 napisał:

                                > jendza1 napisała:
                                >
                                > > Mnie tak naprawde martwi ten przedziwny rodzaj wrogosci,
                                > > ktory wyczuwam.
                                >
                                > Przeczytałem sobie jeszcze raz Twoją i Leny dyskusję i nie widzę
                                > ze strony Leny wrogości. Po prostu ma inne zdanie.

                                Dzieki wielkie!
                                To wazne - moc skonfrontowac wlasne odczucia.
                                Widac jestem jendza przewrazliwiona....

                                Dobrego dnia!
                                pozdrawiam!
                                j
                                • jendza1 Re: Hal ps 18.10.02, 20:48
                                  Witaj!
                                  Sa jeszcze dwa numery IP, z ktorych pisze Lena:
                                  213.216.82
                                  oraz 213.25.39

                                  XXX-7 pisze bardzo rzadko, a najczesciej w watkach,
                                  gdzie dziala tez Lena
                                  Numer XXX-7 to... 213.216.82

                                  Nie znam sie na tym wszystkim, ale szukam, szukam...
                                  Dziwi mnie tez, ze na te nasza rozmowe Lena nie zareagowala,
                                  choc na forum jest obecna...

                                  Dobrej nocy zycze!
                                  jendza
                                  • Gość: Lena Do jendzy IP: server:* / 192.168.0.* 18.10.02, 21:27
                                    Masz kobieto jakąś manię prześladowczą. Nie piszę zbyt często na forum z braku
                                    czasu /absorbująca praca, dom, mąż, córka, znajomi i sporo prywatnych
                                    zainteresowań/. Wchodzę, włączam się do - moim zdaniem - ciekawej dyskusji i
                                    tak samo wyłączam się jeśli przestaje mnie to interesować lub nie mam czasu.
                                    Mam już garstkę ludzi których darzę sympatią i nie dla tego że muszę się z nimi
                                    zgadzać ale dlatego,że piszą fajnie, inteligentnie lub dowcipnie. Próbowałam
                                    znaleźć ten Katofeminizm i przeczytać co też ten XXX Ci napisał,że tak go
                                    ścigasz ale jakoś nie mogę znaleźć i ... właściwie mnie to nie interesuje.
                                    Dziwna jest dyskusja z Tobą. Kompletnie nie merytoryczna... Nawet to szukanie
                                    numerów IP .. A mam 3 komputery w domu, laptopa i kilka komputerów w pracy i
                                    nawet nie zastanawiam się z którego piszę i nie zauważyłam do tej pory tych
                                    numeró. Że też Ci się chce...
                                    Mogę Cię omijać, nie nastręczy mi to żadnych trudności i tak jestem tu
                                    nieczęsto. No chyba że będę rozmawiała z tymi których lubię.
                                    Pozdrowienia.
                                    • Gość: jendza Re: Do jendzy IP: *.abo.wanadoo.fr 18.10.02, 23:42
                                      Przyjelam do wiadomosci i tym razem nie odpowiem.
                                      Ani nie skomentuje.
                                      Wnioski zostawie dla siebie.
                                  • Gość: Nora Re: Matki.. IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 20.10.02, 21:09
                                    Dziękuję Wam wszystkim za rozmowę. I merytoryczną i inteligentną i szczerą.
                                    Znalazłam w Waszych polemikach i stanowiskach w waznej kwestii "moja matka"
                                    dużo prawdy, która jest także moją prawdą. Trochę goryczki, od cholery ciepła.
                                    Czyli wszystko to, co sama czuję. Jako matka i córka. Fajnie było Was poznać i
                                    posłuchać.
              • pajdeczka Re: Jendza 18.10.02, 08:28

                Odpowiadam na Twój wczorajszy post.
                Moja matka odcięła sama nam pępowinę, mnie i bratu. A więc jest to możliwe.
                Może dlatego jestem tutaj "inna"?
                Serdecznie Cię pozdrawiam.
    • Gość: Lena Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? IP: 213.216.82.* 17.10.02, 19:17
      Przyznaję Pajdeczce rację, bo obserwuję nie tylko swoją mamę ale i mamy moich
      znajomych a bardziej przyjaciół których mamy znam od dziecka.
      Dawno temu czytałam książkę której autora ani tytułu nie pamiętam ale pamiętam
      treść. Była to amerykańska rodzinna saga która pokazywała jak oschłość uczuć i
      sadyzm matki najpierw jawny a z biegiem pokoleń bardziej ukryty przewija się
      przez życie wszystkich kobiet w rodzinie. Tak niestety bywa. Pragnienia i
      cytowanie Bibli nic nie da.
      Ja mam Mamę, która nauczyła nas - mnie, siostrę i 2 braci samodzielności i
      odpowiedzialności dając nam wszystko a nawet więcej. Ważna była nauka, książki,
      sport, języki, muzyka. Właściwie robiliśmy to co nas interesowało choć w domu
      się nie przelewało. Nigdy nie byłam kontrolowana, przymuszana do czegokolwiek
      choć każdy z nas miał jakieś obowiązki, nikt na mnie nie krzyczał, mama nigdy
      na nikogo z nas nie podniosła ręki. W naszym domu zawsze przebywał tabun
      dzieciaków z połowy ulicy, moje koleżanki rozmawiały z moją mamą o swoich
      problemach i do dziś utrzymują z nią kontakt choć ja tam nie mieszkam. Jedna
      przyjaciółka ze Szwecji /ta nie utrzymuje kontaktów z własną matką/ a druga z
      Francji gdy przyjeżdżają zawsze przychodzą z prezentem do mojej Mamy.
      Nie ma tematu na który nie pogadałabym z Mamą, nie wyobrażam sobie sytuacji,że
      mam o coś pretensję do Mamy i nie mówię jej o tym a właściwie nie rozmawiam i
      odwrotnie. Znam niestety takie sytuacje gdzie matka nie chce odciąć pępowiny,
      szantażuje dziecko własnym zdrowiem a raczej wyimaginowanymi chorobami, za
      swoje "złe" samopoczucie wini dziecko /np. już dorosłe a nawet bardzo dorosłe/,
      czasem za całe swoje jej zdaniem nieudane życie czyni winne dzieci i próbuje
      przy każdej nadarzającej się okazji "poruszyć w nich poczucie winy". Znam takie
      osoby, które z własną matką rozmawiają tylko o pogodzie i nawet nie wyobrażają
      sobie że mogli by o czym innym.Ja mam córkę i z nią rozmawiam tak jak moja Mama
      ze mną. O wszystkich jej sprawach i staram się mieć czas kiedy mnie potrzebuje.
      • Gość: Pola Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? IP: *.extern.kun.nl 17.10.02, 23:06
        Nigdy nie mialam w mojej mamie powiernika czy
        przyjaciolki, nie rozmawialam z Nia o tym, co dla mnie
        wazne. Niemniej jednak zawsze staralam sie ja zadowolic,
        podswiadomie szukajac aprobaty swoich wyborow i decyzji.
        Dopiero niedawno udalo mi sie przeciac te pepowine
        psychicznego uzaleznienia, zrozumialam, ze matka nie jest
        idealem czy bogiem, szanuje ja, kocham, ale nasze relacje
        w tej chwili ograniczaja sie do rozmow o pogodzie, o
        rodzinie, szkole, pracy, itd. Juz nie powiem jej o swoich
        problemach, bo nie chce, zeby mnie wiecej ranila, nigdy
        nie uslyszalam od Niej slowa przepraszam. W koncu
        przyjelam do wiadomosci fakt, ze moja mama nie jest moja
        przyjaciolka. Szanuje Ja i podziwiam, jest bardzo silna,
        wiele w zyciu przeszla, ale Ja i ona to w tej chwili
        osobne rozdzialy..
        Pzdr
        Pola
    • frisky2 Re: Nasze matki. Kobiety? Demony? Matrony? 18.10.02, 13:21
      Nasze matki to czesto kobiety, ktorym najbardziej na swiecie zalezy na
      szczesciu swoich dzieci. W imie tego szczescia popelniaja czasem bledy, ale tez
      sa gotowe do ogromnych poswiecen. W imie tego szczescia czasami nawet robia
      krzywde swoim dzieciom, ale nie robia tego swiadomie.
      I dlatego - mimo wad, bledow, czy krzywd - nie mam do matki zadnych innych
      uczuc poza miloscia i wdziecznoscia.
Pełna wersja