viatora
09.01.06, 23:41
Podziwiam te silne kobiety, które potrafią tupnąć nogą i powiedzieć "koniec".
Te nie bojące się samotnych nocy. Te które nie płaczą i nie cierpią, których
nie zgniata od środka ciężar w piersiach, nie ogarnia strach.
Kobiety które po roku, po dwóch, po trzech potrafią odejść, żeby się nie
męczyć. Które potrafią przedłożyć szansę na nowy stały związek nad
wypracowane już lata z kimś. Zerwać kontakt. Ja nie potrafię.
Czepiam się tej nikłej szansy, wpijam pazurkami jak ślepe kocię. Bo żal mi
czasu z nim spędzonego, przebytego odcinka drogi. Bo żal wspólnych żartów,
miejsc, powiedzonek. Bo stworzyliśmy jakąś własną kulturę, którą tylko
określone dwie osoby stworzyć mogą, a żadne inne nie zdublują.
Jest zimny i chłodny, nie chce się otworzyć, zaangażować. A ja tak bardzo
chciałabym czuć tę euforię, którą on we mnie tłamsi i dusi, żebym nie
zaangażowała się za bardzo. Chciałabym tulić, a tulę się do lodu. Żyję w
strachu, że w końcu zdarzy się to, co wszystko zmieni. Że wracając z pracy
wpadnie w poślizg i uderzy w samochód tej jednej kobiety na którą czeka,
którą dopuści do reszty swojego życia. Mimo planów, jakie czyni na najbliższe
miesiące, ja zasypiam i budzę się dziwiąc, że moje życie wciąż jest pełne
jego obecności, to jak dar losu. Zostawia u mnie swoje rzeczy, planuje
wakacje, ale to tylko trwanie.
On chce czystego układu. Tzn. powtarzał po wielokroć, że dalszą przyszłość
oboje spędzimy z innymi osobami. I tak trwamy - w przyjaźni, w sympatii, w
seksie, we wspólnym czasie. Czasie, bo nie interesują go krótkie przygody.
Kiedyś mówił mi, żebym go pokochała. Kiedyś bał się, że traktuję to zbyt
fizycznie, a za mało emocjonalnie. Dzisiaj ja boję się wysłać do niego tak ot
smsa, żeby nie poczuł się osaczony i nie uciekł. Bo już wolę chłód niż brak.
Przykleiłam się i chcę to ratować. Czeszę się i ubieram tak jak lubi,
zatracając się gdzieś tam po drodze. Jestem cała dla niego, tworzę się dla
niego, próbując odgadnąć którą wersję mnie mu podać, żeby mnie chciał. I
odpowiada mi to, bo dopiero przy nim czuję się w pełni sobą.
Chryste, jak ja zazdroszczę każdej kobiecie do której czuł coś więcej...