Dodaj do ulubionych

Po co ta milosc?

IP: 217.11.144.* / 192.168.100.* 18.11.02, 14:01
Zastanawiam sie czasem, po co ludziom odczuwanie milosc.i Przetrwanie gatunku
zapewniaja nam uwarunkowania biologiczne (wysoki poziom estrogenow i
testosteronu), potrzebe afilicji, bezpieczenstwa itd tez latwo mozna (a moze nawet
latwiej) zaspokoić bez milosci. Po co wiec?

Obserwuj wątek
      • liloom Re: Po co ta milosc? 18.11.02, 14:23
        Swietny temat. Bez milosci nie byloby chyba rodziny. Bez milosci ludzi mnozyli
        by sie inaczej, moze byloby nas wiecej? Niektorzy pobieraja sie tylko z
        milosci, prokreacja jest na DRUGIM miejscu.
        Mozna by isc dalej. Po co wogole uczucia? Bo jesli milosc to i nienawisc. I
        inne…
        Po co uczucia?
        Moze to kwestia przyzwyczajenia, ale byc z kim bez zainteresowania, dobierac
        sie jakos inaczej? Jak? Wyglad? Pieniadze? Wyksztalcenie? Kolor spodni? Kasta?
        Grupa spoleczna? Przynaleznosc rasowa?
        Wole milosc…
        • bukowski27 milosc to bardzo fajna rzecz... 18.11.02, 14:33
          bo milosc systematyzuje i wartosciuje wszystko... komponuje na nowo twowja
          hierarchie wartosci... i w takim sensie upraszcza...ulatwia dokonywanie
          wyobrow... noooo.. chyba ze milosc jest jednostronna... no to wtedy mamy
          prze... przewalone mamy...

          ps. przepraszam ze pierwsza polowe mojej wypowiedzi... czytalem wczoraj troche
          kolakowskiego...
          • agniecha27 Bukoś, ale to wszystko ładnie napisane :))) n/txt 19.11.02, 16:00
            bukowski27 napisał:

            > bo milosc systematyzuje i wartosciuje wszystko... komponuje na nowo twowja
            > hierarchie wartosci... i w takim sensie upraszcza...ulatwia dokonywanie
            > wyobrow... noooo.. chyba ze milosc jest jednostronna... no to wtedy mamy
            > prze... przewalone mamy...
            >
            > ps. przepraszam ze pierwsza polowe mojej wypowiedzi... czytalem wczoraj
            troche
            > kolakowskiego...
    • rzulw Hymn o miłości 18.11.02, 14:34
      (1 list do Koryntian 13:1-13)

      Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak
      miedz brzęcząca albo cymbał brzmiący.
      Gdybym tez miał dar prorokowania i znal wszystkie tajemnice, i posiadał wszelka
      wiedze, i wszelka [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie
      miał, byłbym niczym.
      I gdybym rozdał na jałmużnę cala majętność moją, a ciało wystawił na spalenie,
      lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
      Miłość cierpliwa jest,
      łaskawa jest.
      Miłość nie zazdrości,
      nie szuka poklasku,
      nie unosi się pychą;
      nie dopuszcza się bezwstydu,
      nie szuka swego,
      nie unosi się gniewem,
      nie pamięta złego;
      nie cieszy się z niesprawiedliwości,
      lecz współweseli się z prawdą.
      Wszystko znosi,
      wszystkiemu wierzy,
      we wszystkim pokłada nadzieje,
      wszystko przetrzyma.

      Miłość nigdy nie ustaje,
      [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
      albo jak dar języków, który zniknie,
      lub jak wiedza,
      której zabraknie.
      Po części bowiem tylko poznajemy,
      po części prorokujemy.
      Gdy zaś
      przyjdzie to, co jest doskonałe,
      zniknie to,
      co jest tylko częściowe.
      Gdy byłem dzieckiem,
      mówiłem jak dziecko,
      czułem jak dziecko,
      myślałem jak dziecko.
      Kiedy zaś stałem się
      mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
      Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy
      zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
      Teraz poznaje po części, wtedy zaś poznam tak, jak i
      zostałem poznany.

      Tak wiec trwają wiara, nadzieja, miłość -
      te trzy:
      z nich zaś największa
      jest miłość.
        • Gość: jendza Oj, Bukosiu... IP: *.abo.wanadoo.fr 18.11.02, 14:54
          Masz racje!
          Gdyby jeszcze przy tym czlek chcial stale o tym pamietac...
          A gdyby do tego dodac jeszcze przykazanie milosci Boga,
          i wszystkie z tego konsekwencje plynace, to...
          raj bylby juz na TEJ ziemi...
          Prawdziwy!
          Pelen harmonii!!!

          Sciskam (w harmonijke)
          jendza
          Ps
          I dzieki wielkie Rzulwiowi za przypomnienie fragmentu z LIstu do Koryntian...
            • Gość: jendza a ja mysle, Buki, IP: *.abo.wanadoo.fr 18.11.02, 15:06
              ze jak czlowiek siebie kochac nie umie, to jak kogo drugiego
              pokochac moze (powiedziala jendza udajac, ze nie zrozumiala
              usmiechu Bukowskiego)? Predzej czy pozniej katastrofa byc musi...
              Przeciez mozna - kochajac siebie - poswiecic sie dla drugiego
              z pelna swiadomoscia tudziez odpowiedzialnoscia...
              Wtedy dar tym jest cenniejszy...
              To tak latwo ofiarowac cos, co jest mi wstretne (jesli oczywiscie
              tak o sobie mysle..., znaczy nie kocham siebie...).

              Nieustajaco uparta
              jendza
              • bukowski27 nie... no jendza mozan i tak.. 18.11.02, 15:24
                tylko zobacz jakie niebezpieczne zalozenie sie zawiera: im bardziej kochasz
                sioebie samego, tym bardziej mozesz kochac blziniego... no tak jak powiedzialem
                na poczatku... dosc egoistyczne zalozenie...

                wpadajacy w samouwielbienie bukowski.
                • liloom a tak? 18.11.02, 15:28
                  a nie uwazasz bukos, ze kochac blizniego swego jak siebie samego, to wlasnie
                  zaprzeczenie egoizmu? zatraccie sie w milosci - tak bym to powiedziala.
                  i oczywiscie ze milosc to poswiecenie. bez oczekiwania czegos w zamian.
                  najpiekniej jest gdy jest odwzajemniona...
                    • liloom Re: stoje przy swoim liloom... 18.11.02, 18:59
                      bukowski27 napisał:

                      > zaprzeczeniem egoizmu byloby: kochaj blizniego swego BARDZIEJ

                      alez skad.
                      ty nie rozumuj ze SWOJEGO punktu widzenia, tylko tego, ktory to powiedzial.
                      on widocznie stwierdzil ze ludzie sa STRASZNIE egoistyczni. innych nie znal.
                      idac tym rozumowaniem :) ...im wiekszym egoista jestes tym wiecej jestes w
                      stanie kochac druga osobe.
                      jesli bys kochal kogos bardziej niz siebie samego, to przykazanie nie byloby
                      potrzebne. to jest tylko dla tych ktorzy SA egoistami.
                  • bukowski27 aneks dla liloom 18.11.02, 15:43

                    zaprzeczeniem egoizmu byloby: kochaj blizniego swego BARDZIEJ niz siebie
                    samego... zrezsta.. interpretowac mozna roznie... kilka miesiecy temu byla
                    infomacja w newsach ze kosciol opracowuje nowy text modlitwy ojcze nasz... bo
                    jest tam zwrot do ojca: i nie wodz nas na pokuszenie. no i jak to? bóg ma
                    wodzic nas na pokuszenie?

                    ja wam mowie dziewczyny... tu o ten rym chodzilo... uwazajcie na rymy...
                    • Gość: obcy Re: aneks dla liloom IP: 130.94.107.* 19.11.02, 01:49
                      bukowski27 napisał:

                      >
                      > zaprzeczeniem egoizmu byloby: kochaj blizniego swego
                      BARDZIEJ niz siebie
                      > samego...


                      To nie zaprzeczenie egoizmu,ale premedydacja.


                      zrezsta.. interpretowac mozna roznie... kilka miesiecy
                      temu byla
                      > infomacja w newsach ze kosciol opracowuje nowy text
                      modlitwy ojcze nasz... bo
                      > jest tam zwrot do ojca: i nie wodz nas na pokuszenie.
                      no i jak to? bóg ma
                      > wodzic nas na pokuszenie?

                      To zle,ze Kosciol pracuje nad ta "przerobka".
                      "Nie wodz nas na pokuszenie" znaczy innymi
                      slowy "ochron nas od sytuacji sprzyjajacych
                      i kuszacych do zla"!

                      >
                      > ja wam mowie dziewczyny... tu o ten rym chodzilo...
                      uwazajcie na rymy...

                      Tak,masz racje, rymy to podstawa wszelkiej poezji
                      nawet,ktora w koncu tak duzo powiedziala o milosci.

                      obcy,:)

                • Gość: jendza Bukos, wazne OGROMNIE!!! IP: *.abo.wanadoo.fr 18.11.02, 22:17
                  Musialam umknac o tej trzeciej i teraz dopiero dopadlam
                  do kompa. Czas ostatnio gna mi jak zwariowany!
                  WYbaczysz?

                  Do 'ad remu':
                  upieram sie przy swoim; wiele sensownego dodala tez Liloom.
                  Otoz - by uporzadkowac od poczatku - najpierw trzeba
                  by w pelni zdefiniowac, co to jest 'milosc' - tak naprawde.
                  W wielkim skrocie: jedni mowia: 'uczucie', drudzy: 'akt woli...'
                  Ja mysle, ze musi byc rodzaj fascynacji, czyli owego 'uczucia',
                  ale ostatecznie, a wlasciwie glownie, czy 'przede wszystkim' -
                  milosc to akt woli. Kocham bo/gdy CHCE kochac.
                  Mialam wiele do czynienia ze srodowiskami patologicznymi.
                  Sama zreszta z takiego srodowiska pochodze.
                  WIesz, mysle, ze najwiekszym wyznacznikiem tejze wlasnie
                  'patologii' jest uposledzenie osrodka w mozgu, odpowiedzialnego
                  za 'milosc', czyli w niejakim uproszczeniu - psychopatia.
                  To sa ludzie, ktorzy w ogole NIE MAJA SZANSY pojac/przeczuc/zrozumiec,
                  co znaczy kochac. Nie moga wiec kochac kogos, wiec innym funduja istne
                  pieklo na ziemi... NIe tylko innym jednak - sobie takze... Albo lepiej:
                  najpierw sobie... Najpierw w nich jest to pieklo... Dopiero potem je
                  rozprzestrzeniaja... Zwykle ich agresja uderza przede wszystkim
                  w nich samych... Zreszta, tak naprawde agresja W OGOLE niszczy przede
                  wszystkim agresora...
                  Milosci do siebie samego NIE WOLNO nam mylic z egoizmem. TO DWIE
                  ZUPELNIE ROZNE JAKOSCI!!! Czlowiek, ktory kocha kogos, musi tez
                  zarazem kochac siebie. To wynika niejako z 'anatomii' milosci.
                  Nie moze istniec jedno bez drugiego.
                  Inna rzecz, ze ludzie glownie maja problem z tym, ze zatracaja sie
                  w tzw 'milosci' blizniego, i wowczas stawiaja sobie tego 'blizniego'
                  na piedestale, za nic majac BOga i siebie. Widzisz, jakie to niebezpieczenstwo?
                  Jesli np. za nic bedziesz mial Boga - kochajac druga osobe, to wowczas
                  mozesz np. wychwalac jej potencjalna zbrodnie... bo to przeciez ona
                  zrobila..., a zatem jest najcudowniejsze...
                  Albo jesli dasz sie bijac codziennie rano po sniadaniu, bo ona to
                  lubi, to JEJ jest niezbedne do zycia, bo sprawia przyjemnosc?
                  Wybacz skrajnosc przykladow, ale zaczyna sie od drobiazgow, przy czym
                  istota rzeczy pozostaje niezmienna...
                  I to jest ZAWSZE poczatek konca!
                  Tylko rownowaga przykazania milosci daje PEWNOSC (nie szanse) spelnionego
                  zycia - w prawdziwej MILOSCI!
                  Wiesz, to tak, jakby sie umiejscowic po dwoch stronach zbrojonej,
                  nieprzepuszczalnej szyby:
                  po jednej Ci, ktorzy potrafia kochac - i wowczas caly swiat ma
                  smak, zapach, barwe, sens, SWIATLO przede wszystkim..., i w tej
                  milosci tonie wszystko...
                  I jest tez, niestety, ta mroczna strona 'ksiezyca'...
                  Wlos mi sie jezy i skora cierpnie....
                  To naprawde pieklo na ziemi...

                  Fantastycznie, ze czytasz Kolakowskiego!
                  Polecam przede wszystkim madrosciowe ksiegi Pisma Swietego,
                  warto rzucic okiem do 'WYznan' Augustyna, 'PIsm' Ignacego
                  Loyoli, namyslac sie nad zyciem z Edyta Stein...

                  Moze zajrzec do WOjtyly (Milosc i odpowiedzialnosc)?

                  Ogromnie serdecznie pozdrawiam!
                  jendza
                  Ps. Jestes jedynym chyba z moich rozlicznych rozmowcow,
                  ktorzy dostrzegli w ogole ten wymiar przykazania milosci.
                  A juz interpretacja, taka maksymalistyczna, jest na pewno
                  zupelnie wyjatkowa...
                  Dbaj o siebie, dobrze?
                  j

                  • Gość: jendza Ps IP: *.abo.wanadoo.fr 18.11.02, 22:26
                    Dodam, ze o przykazaniu milosci
                    chyba nie mowilam na forum... Mam na mysli
                    zupelnie inne rozmowy i w zupelnie innych kregach...
                    Pozdrawiam ponownie - wszystkich ktorzy kochaja,
                    tych, ktorzy sie tego dopiero ucza oraz tych,
                    ktorzy nie potrafia...

                    Niech noc bedzie rozjasniona
                    jendza
                  • Gość: obcy Re: Bukos, wazne OGROMNIE!!! IP: 130.94.107.* 19.11.02, 02:23
                    Gość portalu: jendza napisał(a):

                    > Musialam umknac o tej trzeciej i teraz dopiero dopadlam
                    > do kompa. Czas ostatnio gna mi jak zwariowany!
                    > WYbaczysz?


                    Pewnie nie wybaczy?

                    >
                    > Do 'ad remu':
                    > upieram sie przy swoim; wiele sensownego dodala tez
                    Liloom.
                    > Otoz - by uporzadkowac od poczatku - najpierw trzeba
                    > by w pelni zdefiniowac, co to jest 'milosc' - tak
                    naprawde.
                    > W wielkim skrocie: jedni mowia: 'uczucie',
                    drudzy: 'akt woli...'
                    > Ja mysle, ze musi byc rodzaj fascynacji, czyli
                    owego 'uczucia',
                    > ale ostatecznie, a wlasciwie glownie, czy 'przede
                    wszystkim' -
                    > milosc to akt woli. Kocham bo/gdy CHCE kochac.


                    Niestety,ale milosc nie jest aktem woli!
                    Bardzo mi przykro.


                    > Mialam wiele do czynienia ze srodowiskami
                    patologicznymi.
                    > Sama zreszta z takiego srodowiska pochodze.

                    To troche sie daje wyczuc.

                    > WIesz, mysle, ze najwiekszym wyznacznikiem tejze
                    wlasnie
                    > 'patologii' jest uposledzenie osrodka w mozgu,
                    odpowiedzialnego
                    > za 'milosc', czyli w niejakim uproszczeniu -
                    psychopatia.
                    > To sa ludzie, ktorzy w ogole NIE MAJA SZANSY
                    pojac/przeczuc/zrozumiec,
                    > co znaczy kochac. Nie moga wiec kochac kogos, wiec
                    innym funduja istne
                    > pieklo na ziemi... NIe tylko innym jednak - sobie
                    takze... Albo lepiej:
                    > najpierw sobie... Najpierw w nich jest to pieklo...
                    Dopiero potem je
                    > rozprzestrzeniaja... Zwykle ich agresja uderza przede
                    wszystkim
                    > w nich samych... Zreszta, tak naprawde agresja W OGOLE
                    niszczy przede
                    > wszystkim agresora...

                    Swieta racja.

                    > Milosci do siebie samego NIE WOLNO nam mylic z
                    egoizmem.

                    Nastepna swietosc.

                    TO DWIE
                    > ZUPELNIE ROZNE JAKOSCI!!! Czlowiek, ktory kocha kogos,
                    musi tez
                    > zarazem kochac siebie. To wynika niejako z 'anatomii'
                    milosci.

                    Niestety ale, nie.
                    "jezeli ktos chce isc ze Mna niech sie zaprze
                    samego siebie..."

                    > Nie moze istniec jedno bez drugiego.
                    > Inna rzecz, ze ludzie glownie maja problem z tym, ze
                    zatracaja sie
                    > w tzw 'milosci' blizniego, i wowczas stawiaja sobie
                    tego 'blizniego'
                    > na piedestale, za nic majac BOga i siebie. Widzisz,
                    jakie to niebezpieczenstwo?

                    Tak,to jest straszne niebezpieczenstwo.

                    > Jesli np. za nic bedziesz mial Boga - kochajac druga
                    osobe, to wowczas
                    > mozesz np. wychwalac jej potencjalna zbrodnie... bo to
                    przeciez ona
                    > zrobila..., a zatem jest najcudowniejsze...

                    Dokladnie.Jak np. Miloszewicz i jego zona.

                    > Albo jesli dasz sie bijac codziennie rano po
                    sniadaniu, bo ona to
                    > lubi, to JEJ jest niezbedne do zycia, bo sprawia
                    przyjemnosc?
                    > Wybacz skrajnosc przykladow, ale zaczyna sie od
                    drobiazgow, przy czym
                    > istota rzeczy pozostaje niezmienna...
                    > I to jest ZAWSZE poczatek konca!

                    Dla psychopatow zawsze poczatek jest poczatkiem
                    konca.

                    > Tylko rownowaga przykazania milosci daje PEWNOSC (nie
                    szanse) spelnionego
                    > zycia - w prawdziwej MILOSCI!
                    > Wiesz, to tak, jakby sie umiejscowic po dwoch stronach
                    zbrojonej,
                    > nieprzepuszczalnej szyby:
                    > po jednej Ci, ktorzy potrafia kochac - i wowczas caly
                    swiat ma
                    > smak, zapach, barwe, sens, SWIATLO przede
                    wszystkim..., i w tej
                    > milosci tonie wszystko...
                    > I jest tez, niestety, ta mroczna strona 'ksiezyca'...
                    > Wlos mi sie jezy i skora cierpnie....
                    > To naprawde pieklo na ziemi...

                    Niestety,ale wszyscy jestesmy po tej samej stronie.


                    pozdrowienia,

                    obcy,:)
                    • liloom dlaczego obcy bredzi? 19.11.02, 09:55
                      Gość portalu: obcy napisał(a):

                      > Gość portalu: jendza napisał(a):
                      >
                      > > Musialam umknac o tej trzeciej i teraz dopiero dopadlam
                      > > do kompa. Czas ostatnio gna mi jak zwariowany!
                      > > WYbaczysz?
                      >
                      >
                      > Pewnie nie wybaczy?
                      >
                      > >
                      > > Do 'ad remu':
                      > > upieram sie przy swoim; wiele sensownego dodala tez
                      > Liloom.
                      > > Otoz - by uporzadkowac od poczatku - najpierw trzeba
                      > > by w pelni zdefiniowac, co to jest 'milosc' - tak
                      > naprawde.
                      > > W wielkim skrocie: jedni mowia: 'uczucie',
                      > drudzy: 'akt woli...'
                      > > Ja mysle, ze musi byc rodzaj fascynacji, czyli
                      > owego 'uczucia',
                      > > ale ostatecznie, a wlasciwie glownie, czy 'przede
                      > wszystkim' -
                      > > milosc to akt woli. Kocham bo/gdy CHCE kochac.
                      >
                      >
                      > Niestety,ale milosc nie jest aktem woli!
                      > Bardzo mi przykro.
                      >
                      >
                      > > Mialam wiele do czynienia ze srodowiskami
                      > patologicznymi.
                      > > Sama zreszta z takiego srodowiska pochodze.
                      >
                      > To troche sie daje wyczuc.
                      >
                      > > WIesz, mysle, ze najwiekszym wyznacznikiem tejze
                      > wlasnie
                      > > 'patologii' jest uposledzenie osrodka w mozgu,
                      > odpowiedzialnego
                      > > za 'milosc', czyli w niejakim uproszczeniu -
                      > psychopatia.
                      > > To sa ludzie, ktorzy w ogole NIE MAJA SZANSY
                      > pojac/przeczuc/zrozumiec,
                      > > co znaczy kochac. Nie moga wiec kochac kogos, wiec
                      > innym funduja istne
                      > > pieklo na ziemi... NIe tylko innym jednak - sobie
                      > takze... Albo lepiej:
                      > > najpierw sobie... Najpierw w nich jest to pieklo...
                      > Dopiero potem je
                      > > rozprzestrzeniaja... Zwykle ich agresja uderza przede
                      > wszystkim
                      > > w nich samych... Zreszta, tak naprawde agresja W OGOLE
                      > niszczy przede
                      > > wszystkim agresora...
                      >
                      > Swieta racja.
                      >
                      > > Milosci do siebie samego NIE WOLNO nam mylic z
                      > egoizmem.
                      >
                      > Nastepna swietosc.
                      >
                      > TO DWIE
                      > > ZUPELNIE ROZNE JAKOSCI!!! Czlowiek, ktory kocha kogos,
                      > musi tez
                      > > zarazem kochac siebie. To wynika niejako z 'anatomii'
                      > milosci.
                      >
                      > Niestety ale, nie.
                      > "jezeli ktos chce isc ze Mna niech sie zaprze
                      > samego siebie..."
                      >
                      > > Nie moze istniec jedno bez drugiego.
                      > > Inna rzecz, ze ludzie glownie maja problem z tym, ze
                      > zatracaja sie
                      > > w tzw 'milosci' blizniego, i wowczas stawiaja sobie
                      > tego 'blizniego'
                      > > na piedestale, za nic majac BOga i siebie. Widzisz,
                      > jakie to niebezpieczenstwo?
                      >
                      > Tak,to jest straszne niebezpieczenstwo.
                      >
                      > > Jesli np. za nic bedziesz mial Boga - kochajac druga
                      > osobe, to wowczas
                      > > mozesz np. wychwalac jej potencjalna zbrodnie... bo to
                      > przeciez ona
                      > > zrobila..., a zatem jest najcudowniejsze...
                      >
                      > Dokladnie.Jak np. Miloszewicz i jego zona.
                      >
                      > > Albo jesli dasz sie bijac codziennie rano po
                      > sniadaniu, bo ona to
                      > > lubi, to JEJ jest niezbedne do zycia, bo sprawia
                      > przyjemnosc?
                      > > Wybacz skrajnosc przykladow, ale zaczyna sie od
                      > drobiazgow, przy czym
                      > > istota rzeczy pozostaje niezmienna...
                      > > I to jest ZAWSZE poczatek konca!
                      >
                      > Dla psychopatow zawsze poczatek jest poczatkiem
                      > konca.
                      >
                      > > Tylko rownowaga przykazania milosci daje PEWNOSC (nie
                      > szanse) spelnionego
                      > > zycia - w prawdziwej MILOSCI!
                      > > Wiesz, to tak, jakby sie umiejscowic po dwoch stronach
                      > zbrojonej,
                      > > nieprzepuszczalnej szyby:
                      > > po jednej Ci, ktorzy potrafia kochac - i wowczas caly
                      > swiat ma
                      > > smak, zapach, barwe, sens, SWIATLO przede
                      > wszystkim..., i w tej
                      > > milosci tonie wszystko...
                      > > I jest tez, niestety, ta mroczna strona 'ksiezyca'...
                      > > Wlos mi sie jezy i skora cierpnie....
                      > > To naprawde pieklo na ziemi...
                      >
                      > Niestety,ale wszyscy jestesmy po tej samej stronie.
                      >
                      >
                      > pozdrowienia,
                      >
                      > obcy,:)


                      Dlaczego przyczepiles sie do Jendzy?

                    • Gość: jendza Re: Bukos, wazne OGROMNIE!!! IP: *.abo.wanadoo.fr 19.11.02, 10:10
                      Gość portalu: obcy napisał(a):

                      > Gość portalu: jendza napisał(a):
                      >
                      > > Musialam umknac o tej trzeciej i teraz dopiero dopadlam
                      > > do kompa. Czas ostatnio gna mi jak zwariowany!
                      > > WYbaczysz?
                      >
                      >
                      > Pewnie nie wybaczy?

                      Skad ten pesymizm wobec natury ludzkiej w ogolnosci,
                      a Bukosia w szczegolnosci?
                      Mam nadzieje, ze Bukowski sam sie wypowie w tej
                      palacej kwestii :-))) (znaczy, ze przeczyta te nasze
                      posty...)

                      > > Do 'ad remu':
                      > > upieram sie przy swoim; wiele sensownego dodala tez
                      > Liloom.
                      > > Otoz - by uporzadkowac od poczatku - najpierw trzeba
                      > > by w pelni zdefiniowac, co to jest 'milosc' - tak
                      > naprawde.
                      > > W wielkim skrocie: jedni mowia: 'uczucie',
                      > drudzy: 'akt woli...'
                      > > Ja mysle, ze musi byc rodzaj fascynacji, czyli
                      > owego 'uczucia',
                      > > ale ostatecznie, a wlasciwie glownie, czy 'przede
                      > wszystkim' -
                      > > milosc to akt woli. Kocham bo/gdy CHCE kochac.
                      >
                      >
                      > Niestety,ale milosc nie jest aktem woli!
                      > Bardzo mi przykro.

                      A na jakiej podstawie tak twierdzisz?
                      Bo ja, poza tym, ze doszlam do tego droga
                      refleksji, mam sie na kogo powolac...
                      Masz na mysli wlasne wnioski, nabudowane
                      sila faktu na wlasnych doswiadczeniach
                      oraz obserwacjach?


                      > > Mialam wiele do czynienia ze srodowiskami
                      > patologicznymi.
                      > > Sama zreszta z takiego srodowiska pochodze.
                      >
                      > To troche sie daje wyczuc.

                      Nie watpie. Dlatego tym bardziej sie upieram,
                      ze wiem, co mowie. Widze rzecz z rozmaitych
                      perspektyw...

                      >
                      > TO DWIE
                      > > ZUPELNIE ROZNE JAKOSCI!!! Czlowiek, ktory kocha kogos,
                      > musi tez
                      > > zarazem kochac siebie. To wynika niejako z 'anatomii'
                      > milosci.
                      >
                      > Niestety ale, nie.
                      > "jezeli ktos chce isc ze Mna niech sie zaprze
                      > samego siebie..."

                      To przeciez nie oznacza, ze czlowiek ma siebie nie kochac...
                      Ma sie tylko siebie 'zaprzec...'


                      > > Tylko rownowaga przykazania milosci daje PEWNOSC (nie
                      > szanse) spelnionego
                      > > zycia - w prawdziwej MILOSCI!
                      > > Wiesz, to tak, jakby sie umiejscowic po dwoch stronach
                      > zbrojonej,
                      > > nieprzepuszczalnej szyby:
                      > > po jednej Ci, ktorzy potrafia kochac - i wowczas caly
                      > swiat ma
                      > > smak, zapach, barwe, sens, SWIATLO przede
                      > wszystkim..., i w tej
                      > > milosci tonie wszystko...
                      > > I jest tez, niestety, ta mroczna strona 'ksiezyca'...
                      > > Wlos mi sie jezy i skora cierpnie....
                      > > To naprawde pieklo na ziemi...
                      >
                      > Niestety,ale wszyscy jestesmy po tej samej stronie.
                      >

                      Mamy wolna wole i dzieki temu, dzieki Chrystusowi kazdy z nas
                      sam moze wybierac te 'strone'..., wybierac kazdego dnia...

                      > pozdrowienia,
                      >
                      > obcy,:)

                      Ja tez Cie bardzo pozdrawiam, a jak sie tylko da, napisze
                      do Ciebie na priva.
                      Spij dobrze!
                      jendza
                  • bukowski27 jendza. nie nie wybacze... 19.11.02, 13:37
                    bo nie mam czego;))))))) znaczy si etak... ty piszesz o milosci jako takiej..
                    ja pisze o niej (w naszym watku) w ujeciu przykazania milosci tylko... i tobyla
                    taka tam tylko uwaga na marginesie... w kazdym razie ja widze w tych dwoch
                    wersach pewna niekonekwencje... ktora pewnie pierwszy lepszy ksiadz-teolog by
                    obalil... i jest to tak jak napisalas.. ujecie maksymalistyczne... i wlasciwie
                    to ja sam nie wiem czy sie z nim zgadzam... ja mam duzo dystansu... do swoich
                    pogladow tez;))))) mam tez teorie na temat milosci romea i julii... to zadna
                    milosc nie byla.. zauroczenie tylko...;)))))


                    pozdrawiam;)

                    aha.. jako ze jestes 'fr', to mam do ciebie pytanie... ile kosztuje najtansza
                    butelka czerwonego wina we francji jaka spotkalas??? zaznaczam ze ie chodzi mi
                    o wino w kartonie, tylko takie w butelce... bo ja jak na razie znalzlem
                    najtansze w austrii (0,99 eur za flakon)... i tak sie zastanawialem czy we
                    francji moga byc tansze?
                      • bukowski27 nie... no jak tak, to oczywiscie ze wybaczam...;) 19.11.02, 15:29
                        hmmm.. zafrapowalas mnie tym winem... a ja chcialem pojechac w alpy francuskie
                        nastepnym razem... ale skoro w austrii wino tansze to po co ja mam jechac do
                        francji??? aha.. nadmieniam ze to za 0,99 eur to bylo wino francuskie kabernet
                        sawinion bodajze... rocznik niewazny... tez w jakiesj promocji.. generalnie to
                        ci chyba troche zazdroszcze tej francji... to jedyny kraj (oprocz skandynawii)
                        w ktorym chcialbym mieszkac... o ile mialbym sie wyniesc z pl;)))) w kazdym
                        razie czolem... pozdrawiam;) no idzieki za info o winie... takie drogie...
                        nonormalnie takie drogie...
                        • Gość: jendza Uff, a tym winem IP: *.abo.wanadoo.fr 19.11.02, 15:47
                          to sie nie przejmuj, wiesz?
                          Bo po pierwsze primo: nie sprawdzalam cen kabernetow
                          po drugie primo: w Alpach ceny moga byc wyzsze/nizsze w zaleznosci
                          od miejsca tudziez nastroju tubylcow,
                          po trzecie primo:warto przyjechac w Alpy francuskie, bo gory piekne,
                          spiew niesie, az hen, wino w razie czego przywiezc mozna, choc pewno miejscowe
                          najlepsze (i najtansze), w razie czego Prowansja niedaleko..., kobiety
                          miejscowe raczej nie tego ten (opinia meska, tylko przytaczam), ale za to zima
                          kwiat swiatowy zjezdza...
                          Nic, tylko zweryfikowac...
                          A gdzie konkretnie myslales jechac?
                          • bukowski27 nie... no ja juz bylem tam... 19.11.02, 15:55
                            w portes du soleil... avoriaz konkretnie... wiec co nieco wiem co i jak... i
                            powiem ci szczerze, ze po kilku pobytach w austrii... mam juz dosc niemickiego
                            gadania... i nastepnym razem bedzie to albo francja albo wlochy... ale portes
                            du soleil piekne piekne... i francuzi jacys jakby inni niz niemcy... i
                            holendrow duzo... a ja jakos tak lubi eholendrow... holendrzy sa w porzo.. tak
                            se mysle... francja jest fajna... mam taka daleka rodzine w grenoble... moze
                            kiedys ich odwiedze... przywioze pierozkow, bigosu, krakowskiej, wodki
                            luksusowej zaloze czapke uszatke i powiem im..: witajcie!!!!! nie bede dluzej
                            niz 3 miesiace..!!!!

                            francja jest fajna..
                            • jendza1 zajrzyj moze 20.11.02, 10:23
                              do Val d'Isere, Tignes... mniam mniam, polecam! Lodowiec pod stopami,
                              slonce nad glowa... i kolanka. Nie tylko Francuzek. A jak sie czlek
                              poza sezonem wybierze,wiosna pozna na przyklad, to jezdzic i tak mozna
                              (lodowiec), a kobiety juz calkiem widoczne chadzaja i sie opalaja...
                              Ja na nie niekoniecznie zwracam uwage i w ogole, ale yyy, tego - sam
                              wiesz...
                              Jak chodzi o tych Austriakow, to zupelnie Cie rozumiem. Czasem slychac
                              to germanskie narzecze tu i owdzie i nie powiem, by mi sie w zwiazku
                              z tym cos milego nasuwalo... Holendrow spotkasz wszedzie, bo to przeca
                              Tulacze... Holenderki takoz...

                              Myslac o Bukosiu w Grenoble jendza przed oczyma duszy swojej zobaczyla
                              bmw wypakowane po dach pysznosciami z ojczyzny lona, okraszone owa uszatka...
                              Podejrzewam, ze na jej widok, oraz na widok niewatpliwie wschodniego typu
                              oblicza naszego bohatera - rodzina w obawie przed najazdem mafii rosyjskiej
                              (zwazywszy na ich pochodzenie powinni byc swiadomi zagrozenia... statystyczny
                              Francuz dla odmiany by sie po prostu... zafascynowal...) umknie co kon wyskoczy,
                              czego efektem bedzie chata wolna...

                              Taaaa, Francja jest fajna....

                              Moze zaraz mi sie humor poprawi... sloneczko wyszlo...


                              bukowski27 napisał:

                              > w portes du soleil... avoriaz konkretnie... wiec co nieco wiem co i jak... i
                              > powiem ci szczerze, ze po kilku pobytach w austrii... mam juz dosc
                              niemickiego
                              > gadania... i nastepnym razem bedzie to albo francja albo wlochy... ale portes
                              > du soleil piekne piekne... i francuzi jacys jakby inni niz niemcy... i
                              > holendrow duzo... a ja jakos tak lubi eholendrow... holendrzy sa w porzo..
                              tak
                              > se mysle... francja jest fajna... mam taka daleka rodzine w grenoble... moze
                              > kiedys ich odwiedze... przywioze pierozkow, bigosu, krakowskiej, wodki
                              > luksusowej zaloze czapke uszatke i powiem im..: witajcie!!!!! nie bede dluzej
                              > niz 3 miesiace..!!!!
                              >
                              > francja jest fajna..
        • melinek Roznica miedzy egizmem a miloscia 20.11.02, 01:28
          bukowski27 napisał:

          > dosc egoistycznie podane zostalo... to wiecie... kochaj blizniego swego jak
          > siebie samego...

          Spiesze wyjasnic jak ja rozumiem roznice miedzy egoimzmem a miloscia blizniego
          jak siebie samego. Egoizm polega na uszczesliwianiu siebie samego a milosc to
          poczucie szczescia i uszczesliwianie INNYCH.

          Milosc siebie polega na akceptacji samego siebie, zgodzie na walsne cialo,
          umysl i dusze, na szacunku do wyzej wymienionych. To takze danie sobie szansy
          na rowoj duchowy, intelekutalany i fizyczny. To realizowanie swoich mozliwosci,
          rozwijanie swoich potencjalow tworczych dzieki, czemu uszczesliwiamy innych.

          Egoizm to ostatnie wyklucza. Gdy kochasz blizniego umiesz sie z nim podzielic,
          egoista sie nie podzieli, zatrzyma dla siebie. Kochajacy wyslucha i bedzie
          pelen empatii dla drugiego, egoiscie los drugiego bedzie obojetny.
          • Gość: obcy Re: Roznica miedzy egizmem a miloscia IP: 130.94.123.* 20.11.02, 02:13

            Chociaz ten post jest skierownay do
            bukowski27, niemniej jednak podzwole sobie
            na niego zareagowac,za co przepraszam.

            melinek napisał:

            > bukowski27 napisał:
            >
            > > dosc egoistycznie podane zostalo... to wiecie...
            kochaj blizniego swego ja
            > k
            > > siebie samego...
            >
            > Spiesze wyjasnic jak ja rozumiem roznice miedzy
            egoimzmem a miloscia blizniego
            > jak siebie samego. Egoizm polega na uszczesliwianiu
            siebie samego a milosc to
            > poczucie szczescia i uszczesliwianie INNYCH.

            Tak,tyle tylko ze egoizm nie jest uszczesliwianiem
            siebie ale zludzeniem tego.

            >
            > Milosc siebie polega na akceptacji samego siebie,
            zgodzie na walsne cialo,
            > umysl i dusze, na szacunku do wyzej wymienionych. To
            takze danie sobie szansy
            > na rowoj duchowy, intelekutalany i fizyczny. To
            realizowanie swoich mozliwosci,
            >
            > rozwijanie swoich potencjalow tworczych dzieki, czemu
            uszczesliwiamy innych.

            swiete slowa

            >
            > Egoizm to ostatnie wyklucza. Gdy kochasz blizniego
            umiesz sie z nim podzielic,
            > egoista sie nie podzieli, zatrzyma dla siebie.
            Kochajacy wyslucha i bedzie
            > pelen empatii dla drugiego, egoiscie los drugiego
            bedzie obojetny.
            >

            Wlasnie,i tutaj chialem zauwazyc ze egoizm moze byc
            rozny,niestety.
            Byc moze zbaczamy juz teraz troche z tematu watku,
            ale wydaje mi sie to dosc istotne.
            Otoz, wezmy np. taki biznes, gdzie konkurencja jest
            koniecznoscia, i ze sie tak wyraze wykonczenie
            przeciwnika jest konieczne do rozwoju wlasnego
            biznesu,po to by przetrwac; i zapewnic zycie nie tylko
            sobie (jako egoista)ale rowniez swojej rodzinie,nie
            tylko zreszta najblizszej. Co wiecej,bogacac sie,
            mamy mozliwosci pomocy innycm ludziom, ze sie tak
            wyraze biednym,dajac roznego rodzaju dotacje.
            Wszystko to jest jednak mozliwe,kiedy dobrze
            prosperujemy,a to nie jest mozliwe bez wykanczania
            innych! ktorzy nam przeszkadzja,rywalizujac z nami.
            Moj problem jest, czy w takiej sytuacji jestesmy
            egoistami nie kochajacymi bliznich?
            bo uroilismy sobie ze, dzieki temu beda mieli
            lepiej nasi najblizsi,jak rowniez ludzie biedni
            ktorym majac pieniadze pomozemy,jak nas najdzie
            dobry humor.
            Ale jednoczesnie jestesmy winni za bankructwa firm
            z ktorymi walczymy.
            A wiec,co tu jest egoizmem a co miloscia blizniego
            w tym zagmatwanym swiecie?
            Chyba to nie takie proste?

            z powazaniem,

            obcy,:)



    • Gość: Lena Re: Po co ta milosc? IP: 213.25.39.* 18.11.02, 15:58
      Wystarczy obejrzeć filmy przyrodnicze i zobaczyć że jest powiązanie między
      długością wychowywania potomstwa a więzami między grupą. Przynajmniej u
      ssakówi. Im dłużej wychowuje się potomstwo tym te więzi są większe. Małpy,
      szympansy tulą się, iskają bo to jest czymś co tworzy więzy. wychowanie młodego
      szympansa to kilka lat. Słonice trzymają się razem "rodzinnie" ale samców
      wychowują do wieku dojrzałego i puszczają luzem, samice zostają. One
      w "kobiecym gronie" wychowują potomstwo więc i w tym gronie tworzą ogromnie
      mocne więzi ale wychowanie słonia to ok. 15 lat. Może to też jest miłość. I
      sama biologia /natura, Pan / wyrególowała to tak by potomstwo nie tylko
      urodziło się ale miało szansę przetrwać i zostać wychowane.
      U ludzi może też tak miało być,że tworzymy więzi, wychowujemy . Ale człowiek
      kombinuje, ma marzenia i ... zmiennnym jest.
      Przepraszam, że tak mało romantycznie....
      • vika411 Re: Po co ta milosc? 18.11.02, 16:16
        Ktos kiedys powiedzial,ze milosc zaczyny sie od usmiecjow,rozkwita od
        pocalunkow a umiera lzami.Im mniej lez tym bardziej jest spelniona.Czy mozna
        kochac kogos bardziej od siebie?Tak!Jesli sie kocha naprawde.
        • Gość: jarek Re: Po co ta milosc? IP: proxy:* 18.11.02, 19:18
          vika411 napisała:

          > Ktos kiedys powiedzial,ze milosc zaczyny sie od
          usmiecjow,rozkwita od
          > pocalunkow

          Milosc to uczucie glupie,
          zaczyna sie na ustach, a konczy na... :-)

          > kochac kogos bardziej od siebie? Tak!

          Za duzo harlekinow.

          jarek
      • Gość: jarek Re: Po co ta milosc? IP: proxy:* 18.11.02, 19:16
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > urodziło się ale miało szansę przetrwać i zostać wychowane.
        > U ludzi może też tak miało być,że tworzymy więzi,
        wychowujemy . Ale człowiek
        > kombinuje, ma marzenia i ... zmiennnym jest.

        Zmiennym? Powiedzialbym, ze wrecz przeciwnie.
        Jak myslisz, ile statystyczny Jan Kowalski ma
        kobiet w swoim zyciu? A ile statystyczny np. Reksio?

        jarek
        • Gość: Lena Re: Po co ta milosc? IP: 213.25.39.* 18.11.02, 21:57
          Gość portalu: jarek napisał(a):

          > Gość portalu: Lena napisał(a):
          >
          > > urodziło się ale miało szansę przetrwać i zostać wychowane.
          > > U ludzi może też tak miało być,że tworzymy więzi,
          > wychowujemy . Ale człowiek
          > > kombinuje, ma marzenia i ... zmiennnym jest.
          >
          > Zmiennym? Powiedzialbym, ze wrecz przeciwnie.
          > Jak myslisz, ile statystyczny Jan Kowalski ma
          > kobiet w swoim zyciu? A ile statystyczny np. Reksio?
          >

          Statystyczny Reksio /lub Reksiowa/ wyprowadza na psa małego Azorka rok? Te
          więzi im nie są potrzebne. Człowiek miał być zaprogramowany /przez tą właśnie
          miłość/na długotrwałe więzi. A czy jest ?
          > jarek
          • Gość: jarek Re: Po co ta milosc? IP: proxy:* 19.11.02, 11:51
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > więzi im nie są potrzebne. Człowiek miał być
            zaprogramowany /przez tą właśnie
            > miłość/na długotrwałe więzi. A czy jest ?

            Na jakiej podstawie twierdzisz ze nie jest?
            Masz statystyki dotyczace rozpadow "jednostek
            spolecznych" u ludzi i u zwierzat?

            jarek
            • Gość: Lena Re: Po co ta milosc? IP: 213.25.39.* 20.11.02, 11:02
              Gość portalu: jarek napisał(a):
              > Na jakiej podstawie twierdzisz ze nie jest?
              > Masz statystyki dotyczace rozpadow "jednostek
              > spolecznych" u ludzi i u zwierzat?
              >
              > jarek

              Nie zajmuję się biologią. Ale lubię czasem obejrzeć filmy przyrodnicze. Nie
              mówię tu o więziach między rodzicami a dziećmi ale między partnerami
              posiadającymi te dzieci. Jeśli zwierzęta wychowują swoje młode przez pół roku,
              to bez partnera dają sobie radę. Jeśli wychowują dzieci w gronie samic to więzi
              tworzą właśnie w tym gronie. Stąd przypuszczam,że tak została przyroda
              ukształtowana /nie tylko fizjologia ale i psychika/ by gatunki przetrwały. Stąd
              potrzebne są jeszcze "uczucia". Zwierzeta na pewno też to mają tylko my nie
              wiemy jak to nazwać, bo uczucia wydają nam się tylko ludzkie.
    • Gość: Magdalenka Re: Po co ta milosc? IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 18.11.02, 17:08
      Gość portalu: Kobieta napisał(a):

      > Zastanawiam sie czasem, po co ludziom odczuwanie milosc.i Przetrwanie
      gatunku
      > zapewniaja nam uwarunkowania biologiczne (wysoki poziom estrogenow i
      > testosteronu), potrzebe afilicji, bezpieczenstwa itd tez latwo mozna (a moze
      na
      > wet
      > latwiej) zaspokoić bez milosci. Po co wiec?
      > -------------------------
      Moze nie daleko jestem od prawdy ale czlowiek ma potrzebe odzwiercedlania
      siebie w drugim czlowieku...to byly te pierwsze uczucia gdy przyszlismy na
      swiat. Nasze pierwsze uczucie radosci/ smutku itd. odzwierciedlalismy w oczach
      nszych mam.
      Uczucie milosci to szeroki temat i raczej to nie tylko hormony...
        • Gość: obcy Re: Po co ta milosc? IP: 130.94.123.* 19.11.02, 01:07

          Przepraszam,ze sie tutaj wtrace,
          ale mnie sie najbardziej spodobala
          wypowiedz Vika411:

          " Ktos kiedys powiedzial,ze milosc zaczyny sie od
          usmiecjow,rozkwita od
          pocalunkow a umiera lzami.Im mniej lez tym bardziej jest
          spelniona.Czy mozna
          kochac kogos bardziej od siebie?Tak!Jesli sie kocha
          naprawde."

          Wydaje mi sie,ze gdyby ta wypowiedz rozwinac,
          to chyba wszyscy tutaj byliby "zadowoleni".


          obcy,:)

          "najpierw umrze nasza milosc,
          potem minie 100,
          a potem jeszcze 200 lat,
          a potem znow bedziemy razem"

          W.S.


    • winniepooh anegdota etnograficzna 18.11.02, 18:38
      Triobriandczycy jeszcze do niedawna nieznali związku między stosunkiem a
      zapłodnieniem, uważali że zapłodnienia dokonują duchy. Na pytanie po co im
      seks, odpowiadali: "żeby było miło", a my wiemy, że może być jescze bardziej
      miło...
      • kasiulek PS. 18.11.02, 23:04
        kasiulek napisała:

        > A mnie milosc WRESZCIE uspokoila.
        > I wreszcie wiem, co tak naprawde ma sens i co jest najwazniejsze.
        > I Wam tez tego zycze:)))

        Co za banaly:)))
        Ale co poradze - tak wlasnie jest:)))
      • Gość: Kobieta Re: A ty nie masz innych problemów? IP: 217.11.144.* / 192.168.100.* 19.11.02, 10:47
        pajdeczka napisał:

        >
        > Nawet nie wiadomo co odpisać na takie głupie pytanie. Jaka przyszłość czeka
        > ludzkość, kiedy takie osobniki zawładną światem?

        Zamiast dzielic swiat na tych, ktorzy zadaja pytania (ja) i na nie nie odpowiadaja (Ty),
        moze na chwile wejdziesz w swiat oczywistych (Twoich zdaniem) odpowiedzi i... Moze
        zauwazysz, ze ten kto wpada w pulapke oczywistosci jest dziwnie nietolerancyjny i
        jakosc tak szybko oceniajacy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka