Dodaj do ulubionych

Zostałam sama

04.03.06, 16:23
Jestem młoda. Mam przed sobą całe życie. Ale cały mój świat oparłam na jednej
osobie, zaufałam, pokochałam, wierzyłam w to, kiedy mówił, że nigdy nie
zostanę sama, że zawsze będzie przy mnie. Teraz już go nie. Poprostu przestał
mnie kochać. Zwyczajnie. A ja stoję w miejscu. Staram się leczyć, rozmawiać,
szukać sobie jakiegoś zajęcia. Ale jest ciężko. Bardzo ciężko. Tyle pięknych
chwil, słów, przecież miałeś być przy mnie! Jak sobie poradzić? Jak znaleźć w
sobie siłę? Czy jeszcze kiedyś spotka mnie coś równie pięknego? Coś tak
wspaniałego, jaki był dla mnie ten związek? Powiedzcie, jak wyjść w tego
koszmaru...
Obserwuj wątek
    • jakub_234 Re: Zostałam sama 04.03.06, 16:33
      wiem, ze to nie bedzie latwe. Ale musisz zluzowac i zajac sie czyms innym. Wiem
      jak to boli, bo niedawno przechodzilem przez to samo. Jednak teraz jest juz
      wszystko ok, mimo, ze sentyment zostal. Musisz w siebie uwierzyc i tyle Ci
      powiem. Uwazaj sie za atrakcyjna, a napewno szybko kogos znajdziesz na jego
      miejsce. Pozdrawiam Jakub.
      • bzz_bzz Re: Zostałam sama 04.03.06, 23:48

        jakub_234 napisał:

        > Jednak teraz jest juz
        > wszystko ok, mimo, ze sentyment zostal.

        Sure? :)
    • aczemubynie Re: Zostałam sama 04.03.06, 16:46
      lekcja nr1.Nigdy ale to nigdy nie buduj funadamentów w oparciu o drugą osobę,Ty
      sama w sródku zbuduj sobie taki fundament.Wtedy Twoje życie będzie łatwiejsze i
      mniej bedziesz odczuwac skutki rozstań czy innych doświadczen życiowych
      A co do tego że przestał kochac?? Może nie był Ciebie wart.Pozwól sobie na
      przeżycie tego bólu po rozstaniu to naturalne że boli,a co do tego czy bedziesz
      jeszcze szcześliwa??oczywiscie jak najbardziej o wszytsko zalezy od tego czy Ty
      tego bedziesz chciała.uda sie!! pozdrawiam
    • maialina1 Re: Zostałam sama 04.03.06, 17:33
      Spotka cię jeszcze wiele pięknego. Pewnie co dzien cię spotyka, tylko nie
      dostrzegasz, bo calą uwagi skupiasz na tym co ci się przytrafilo.
      Zdarza się. Pomyśl sobie że skoro coś ci obiecywal a potem nie dotrzymal slowa
      to znaczy że jest oszustem. Chyba z taką osobą nie chcialabyś spędzić reszty
      życia? Jak raz cię zawiódl, to jest szansa że się powtórzy.
      Ostatecznie lepiej że to się stalo teraz niż np. po ślubie, z dwójką dzieci.
      Glowa do góry!
      Czas leczy rany.
      Przestań to rozstrząsać i zajmij się czymś.
      Pozdr.
    • flower81 Re: Zostałam sama 04.03.06, 23:40
      Wiem, co czujesz. Ja właśnie po blisko 6 latach fantastycznego zdawałoby sie
      związku doszłam do finału... Jest mi bardzo cięzko. Staram zając sie pracą i
      jak najwięcej czasu spędzac w gronie przyjaciół, ale tylko jak zostaje sama,
      wieczorami nie potrafię przestać o tym myśleć. Mieliśmy wiele planów, ten
      związek to było całe moje życie. Ostatnio nawet zaczełam sięgac po leki
      uspokajające, nie potrafię tego zaakceptować. To była moja pierwsza wielka
      miłość. I nadal mimo tego wszystkiego go kocham. Jak zaczne sie nad tym głębiej
      zastanawiać to zauważam, ze moje życie nie ma bez niego sensu...
      • kiss-of-life Re: Zostałam sama 05.03.06, 08:51
        Nie opierać życia na drugiej osobie- wszyscy mi to powtarzali, ale ja to
        zrozumiałam dopiero teraz, kiedy jest już za późno. Jestem słaba. Ciągle
        zastanawiam się co jest przede mną, co mnie spotka, ile lat będę musiała czekać
        na szczęście, na miłość, i skąd wezmę tyle cierpliwości, tyle sił. Najbardziej
        boli fakt, że żyjesz z drugim człowiekiem, wiecie o sobie wszystko, oddajesz mu
        swoje życie, swoje wszystkie myśli, a on nagle mówi, że tego nie chce, odrzuca
        wszystko, co dałam, bo tego nie chce, nie potrzebuje, że dopiero teraz- sam-
        jest szczęśliwy...
    • sagis Dorosnąć w końcu i samej zadbać o siebie. 05.03.06, 10:56
      Nikt inny nie zadba o Ciebie i nie ma takiego obowiązku.
      Widocznie on nie wytrzymał takiego obciążenia.
      Każdy jest sam odpowiedzialny za swoje życie. Jedynie do pewnego wieku rodzice
      są odpowiedzialni za swoje dzieci. Każdy musi w końcu dorosnąć i przejąć
      odpowiedzialność za siebie.
      • nattashaa Re: Dorosnąć w końcu i samej zadbać o siebie. 05.03.06, 10:57
        A gdzie wróżba gratis Asik i gdzie te twoje 7 asów w rekawie?:)
    • dziewice Re: Zostałam sama 05.03.06, 11:13
      pomysl, czym sie ineteresujesz, interesowalas, wywal na smietnik wszystkie jego
      rzeczy :), to ze facet ma f* nie znaczy jeszcze ze jest dorosly.
    • more.words Re: Zostałam sama 05.03.06, 12:47
      czas leczy rany ;) maleńka - uodpornisz się na ten ból - az wkoncu przestanie
      byc bolem, tylko wspomniniem ;))
      zajmij się soba - masz swoje życie - inwestuj w nie - nie tylko kase, ale i czas

      tylko uważaj ... jak się zabardzo uodpornisz (tylko to ja zostawiłam po ponad
      3,5 roku)- to będzie z ciebie taka zimna suka jak ze mnie - ranie innych,
      wykorzystuje i nie patrze na to że boli - bo wkońcu "poboli, poboli i przestanie"

      3m się i głowa do góry
    • katt_e Re: Zostałam sama 05.03.06, 13:56
      Płacz, mów światu jak jest Ci żle, ale nie zamykaj się w sobie, wyjdź czasem
      poobserwować piękne miejsca, piękne rzeczy(film, teart, wystawę). Terapia
      sztuką, muzyką, pomocą sprawdza się w większości przypadków. Powiem Ci jak ja
      przeszłam przez takie piekło. Wydawało mi się,że nic nie jest w stanie mnie
      pocieszyć-ot, po prostu położyć się i umrzeć. bzdura! Zaangażowałam się w pomoc
      w hospicjum dla małych dzieci jako wolontariusz-nie ma nic piękniejszego niż
      radość bezbronnego dziecka, któro wie,że umrze. Tu odnalazłam moją miłość. A
      ta"prawdziwa"? Na pewno na mnie gdzieś czeka. Na Ciebie także!
      Pozdrawiam cieplutko!
      katt_e
      • kiss-of-life Re: Zostałam sama 05.03.06, 17:13
        Dziękuję Wam wszystkim! Dziś mija równy tydzień, a ja czuję, że jestem już w
        lepszym stanie, czuję, że mam więcej sił, patrzę na świat bardziej
        optymistycznie. Nie tęsknię za nim, jako za konkretną osobą, tęsknię na
        uczuciem, że ktoś mnie kocha, że ktoś dba... I pytam się, co mi jeszcze
        przyniesie los. Staram się wierzyć w magiczny "punkt zero" czyli spojrzenie na
        porażkę jak na nową szansę... Oby mi się udało!
        • marta_stala Czy można potem komuś zaufać? 05.03.06, 19:10
          Od mojego rozstania właśnie minął 8 dzień, też przestał kochać, ale jakoś w to
          nie wierze, dopiero co mi to mówił, a ja to czułam, boli... i boleć będzie. Ja
          niestety też całe życie na nim oparłam, a teraz trzy lata mają iść w
          zapomnienie?! Za nim nie tęsknię, z resztą nie wróciłabym do niego, ale
          wspomnienia bolą, zwłaszcza że więcej jest tych dobrych. Tylko czy jeszcze
          kiedyś komuś zaufam? czy będzie można kochać nie martwiąc się o przyszłość? a
          może juz przeżyłam co moje?
          • kamelia1985 Re: Czy można potem komuś zaufać? 06.03.06, 12:13
            u mnie dzis mija 3 dzien od rozstania. spadlo to na mnie jak grom z jasnego
            nieba, jak wielko kubel zimnej wody. Zaczelo sie sypac 2 tyg temu, mielismy 3
            dni przerwy,pozniej rozmowa zakonczona klotnia, na drugi dzien przeprosiny, ale
            problemy nadal nie wyjasnione.caly czas mowil ze kocha.w koncu nie wytrzymalam
            i chcialam wszystko wyjasnic i nagle na pytanie co dalej uslyszalam odpowiedz :
            niewiem, na pytania co do mnie czuje, czy kocha, dlaczego chce byc ze mna
            milczal. W koncu powiedzial zebysmy dlali sobie troche czasu... no i tak juz 3
            dzien nie mamy ze soba kontaktu. Niweim ile mam czekac i na co mam czekac i czy
            wogole chce czekac. Pierwszy dzien przeplakalam caly, po rozmowach z osobami
            patrzacymi z boku , ktore uswiadomily mi ze nie jest mnie wart, ze zasluguje na
            kogos lepszego i ze to lepiej dla mnie ze sie skonczylo moj stan psychiczny sie
            poprawil. Dalej mysle, wspominam, boje sie ogladac wspolnych zdjec. Mam
            nadzieje ze przejdzie. Wspieramy sie nawzajem z moim dobrym kolega ktorego tez
            zostawila dziewczyna i jest na latwiej. Zeby zapomniec i czyms sie zajac dzis
            razem zapisalismy sie na tance towarzyskie :) Na dzien dzisiejszy to mam
            hustawki nastrojow: jakby chcial wrocic to dlo by mi to tylko satysfakcje, ale
            chyba nie pakowalabym sie w to jeszcze raz, z drugiej strony stresznie tesknie
            i mi go brakuje(ale to chyba przyzwyczejenie). Szkoda mi tylko nerwow i
            zmartwiem ktore przez poltora roku przezylam.
            sorki,ze dlugie, ale musialam wyrzucic to z siebie
    • malenka ja też 06.03.06, 14:17
      Ja też zostałam sama. Też miało być pięknie, też mnie kochał, też byłam dla
      niego najważniejsza. Ale się skończyło - ponoć nie mógł znieść moich humorów.

      To było dwa miesiące temu. Na początku (przez pierwsze dwa tygodnie) płakałam
      prawie bez przerwy, nawet w pracy nie mogłam się powstrzymać (trochę pomogły
      ziołowe tabletki na uspokojenie, tylko dzięki nim mogłam spać). Obwiniałam się,
      wpadłam w małą depresję. Zastanawiałam się cały czas co zrobić, żeby go
      odzyskać. Zaczęłam chodzić do psychologa, żeby sobie poradzić z moimi humorami.
      Miałam sobie za złe te humory, ale teraz wiem, że wcale nie byłam tak okropna
      jak wydawało mi się jeszcze dwa miesiące temu. Zapisałam się na ćwiczenia, w
      między czasie miałam sesję na studiach (omal jej nie zawaliłam przez to, że
      mnie rzucił, ale udało mi się pozbierać i zaliczyłam).

      Aż w końcu płakałam coraz rzadziej. W którymś momencie zaczęłam się umawiać z
      kolegami (to jeszcze nie randki, ale zawsze coś). Dalej gdzieś w głębi mam
      iskierkę nadziei na to, że jeszcze będziemy razem. Ale szoł mast goł on, trzeba
      żyć dalej, brać to, co życie nam daje. I wcale już nie jestem pewna czy
      chodziło o te moje humory, może to po prostu była wymówka? Może, nie wiem...

      Wiem, że na to wszystko trzeba czasu. Wypłacz się, masz prawo być smutna, masz
      prawo cierpieć. Innej rady nie ma. Ale czas leczy rany, z czasem będzie coraz
      lepiej. Wierzę, że już niedługo i Tobie będzie lepiej. Trzymam za Ciebie kciuki

      Pozdrawiam, Joanna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka