Dodaj do ulubionych

kilka orgazmów u faceta...

31.03.06, 20:25
wczoraj z moją panną daliśmy czadu - było bosko - zresztą zawsze jest i gdy
skończyliśmy zauważyłem, że nadal mam wzwód. Mnie się podobał taki przebieg
sprawy - mojaj pani jeszcze pardziej więc powtórzyliśmy całą zabawę.
Później zastanawialiśmy się czy jest jakaś technika żeby panowie mogli to
robić kilka razy bez przerwy. Nigdy wcześniej mi się coś takiego nie zdażyło.
Jeżeli jest jakaś technika/sposób na nie tracenie wzwodu po stosunku to ja
koniecznie chciałbym ją znać!
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • maialina1 Re: kilka orgazmów u faceta... 31.03.06, 20:57
      Jest jedna bardzo prosta technika: odprężyć się i przestać myśleć o seksie.
      PS> A co ci tak zależy na utraceniu wzwodu, skoro twojej dziewczynie się to
      podoba??
    • maialina1 Re: kilka orgazmów u faceta... 31.03.06, 20:58
      ah, sorki, czytam jak mongol jakiś ;) Chodzilo ci o nie-tracenie :)
      To ja nie znam technik :)
      • orgasmo Utrzymanie wzwodu (metoda Carezza). 31.03.06, 22:02
        Jest taka metoda i mozesz utrzymac wzwod godzinami :). Wystarczy troche
        praktyki i wspolnego treningu :). Tuz przed tym "erupcyjnym" momentem
        zwalniasz/zwalniacie i lekko zaczynasz myslec o czyms innym. To eksplodujace
        uczucie lekko odplywa. Trwacie w sobie prawie bez ruchu i po uspokojeniu sie
        (oddechu) zaczynacie ponownie sie wspinac. I znowu tuz przed Twoim wytryskiem
        ponawiasz znane juz zwolnienie i ponownie zastygacie prawie w bezruchu.
        Byc moze Twoja dziewczyna potrafi robic wowczas delikatne obejmujace
        Ciebie wewnetrzne skurcze. To tez pomaga utrzymac "usztywnienie".
        Metoda nazywa sie metoda Carezza. Od imienia faceta ktory ja pierwszy nam
        przyblizyl i okreslil :). Na szczescie nie opatentowal i jest dostepna bez
        oplat i licencji :). Tyle teorii. Zabierzcie sie teraz za praktyke. Praktyka
        czyni mistrza :). Daj znac jak Wam idzie.

        Pozdrowionka,
        orgasmo.

        • deviant.rr mne chodzi o coś innego 01.04.06, 11:06
          facet kiedy dojdzie zwykle traci wzwód i zachodzi potrzeba odczekania jakiegoś
          czasu (zwykle im pan starszy to i czasu potrzeba więcej na regeneracje) aby
          doszło do ponownego wzwodu.
          U mnie zdażyło się takie coś, że po orgazmie nie straciłem wzwodu - więc
          praktycznie z miejsca powtórzyłem calą 'zabawę' z moją panią.
          Chodzi mi o to czy takie coś da się jakoś kontrolować, czy zaraz po jednym
          stosunku mogę utrzymać wzwód i odbyć kolejny, bez 'regeneracji'?
    • bartnik1 Re: kilka orgazmów u faceta... 01.04.06, 13:49
      znalazlem cos takiego:

      forum.o2.pl/temat.php?id_p=4761737
      • orgasmo Tak tez mozna :). 02.04.06, 22:29
        Niektorzy mezczyzni sa tak zaprogramowani, ze oszczedzaja sperme.
        Yoga, Indie, Kamasutra i tak dalej.
        Maja wiec orgazm bezwytryskowy. Bardzo to dziwi kobiety ale tak jest.
        Po takim orgazmie lub quasi-orgazmie wzwod utrzymuje sie i po krotkiej
        chwili, po przetrawieniu tego cudownego uczucia facet moze kochac sie
        ponownie i ponownie :). Wiem o czym piszesz. Odlotowe doswiadczenie :).
        Warto sperme oszczedzac. To nasze najlepsze i reprezentatywne bialko :).
        • wielo-kropek Re: Tak tez mozna :). 02.04.06, 22:33
          Sperma to wlasnosc kobiety. Mezczyzna jest tylko jej producentem i
          nosicielem, do czasu zreszta.
    • fredrus Re: kilka orgazmów u faceta... 02.04.06, 23:07
      Pamietam, (jak bylem jeszcze bardzo mlody) raz bylem tak napalony na moja
      panienke, ze nie moglem sie nia nasycic i mjalem z nia 5 numerkow raz po raz i
      chcilem jeszce szusty raz, ale musialem odpuscic, bo ona juz nie chciala,
      powiedziala mi, ze juz ja boli.
      Taki "wyczyn" zdarzyl mi sie tylko raz. Ale trzy numerki z polgodzinna przerwa
      miedzy kazdym, to i teraz mi sie zdarzaja, wszystko zalezy od nastroju.
      • orgasmo Magazynowanie spermy :). 02.04.06, 23:53
        Zgadzam sie. My, mezczyzni, tylko produkujemy sperme i jestesmy jej
        czasowymi opiekunami :). Sama sperma nalezy wlasciwie do kobiet i one
        po nia siegaja reka, ustami i czym chca...:). Uwazam tez, ze olbrzymie
        udzialy w naszym meskim interesie maja kobiety. My mamy "to" tylko w
        leasingu. A tak naprawde to ich domena. My tylko "to" za nimi nosimy :).

        Przy przewidywanej wiekszej ilosci numerkow nalezy miec pod reka lub
        kobieca pupcia cos na zmniejszenie tarcia. To nigdy nie zaszkodzi zadnej
        ze stron "tracych sie" :). Uniknie sie nieprzyjemnego dyskomfortu.
        Nastroj to my, mezczyzni, w wiekszosci mamy. Nas glowa rzadko boli :).
        • fredrus Re: Magazynowanie spermy :). 03.04.06, 00:14
          > Przy przewidywanej wiekszej ilosci numerkow nalezy miec pod reka lub
          > kobieca pupcia cos na zmniejszenie tarcia. To nigdy nie zaszkodzi zadnej
          > ze stron "tracych sie" :). Uniknie sie nieprzyjemnego dyskomfortu.
          > Nastroj to my, mezczyzni, w wiekszosci mamy. Nas glowa rzadko boli :).


          Tak, oczywiscie, masz racje, ale jak pisalem - bylem bardzo mlody. Mieszkalem
          wtedy przy rodzicach i nic nie moznabylo zaplanowac. Chwytalo sie okazje jaka
          sie nadarzala, moze dlatego bylem wtedy taki napalony, bo nie czesto sie
          trafiala wolna chata.
          A co do nastroju, to jak ci kobieta zatruje dzien to pozniej ochoty na sex
          brak - przynajmniej ja tak mam.

          • orgasmo Re: Magazynowanie spermy :). 03.04.06, 00:33
            Eeeh, czasy studenkie... Lza sie w oku kreci. Czlowiek nie jadl, nie
            spal tylko wykorzystywal okazje wolnej chaty na maxa. Az dziw, ze pisac
            mnie nauczono. Tylko to "tarcie" w glowie mialem :). Teraz tez nie duzo
            wiecej mam :). Nic na to nie poradze. Nawet nie probuje :))). Ale teraz
            mam wygodna chate :).

            Z tym zatruwaniem to sprobuj zastosowac seksualna odtrutke. Aby miec
            "upojny" wieczor i czesc nocy zacznij byc mily i romantyczny od samego
            rana. Niezaleznie od kobiecego nastroju. Zobaczysz, ze juz poznym
            popoludniem zatruwanie kobiece zmniejszy sie i oslabnie. Zadzwon w poludnie
            i powiedz jej, ze z trudem mozesz doczekac sie wieczoru i odloz sluchawke.
            Niech to kielkuje. Zobaczysz jak bardzo zwiekszy sie czestotliwosc i ilosc
            numerkow. Do wieczora nastrojami kobiety sie nie przejmuj. Tylko nastroj
            wieczorny sie liczy.

            Kobieta to skrzypce i dobrze jest sprobowac nauczyc sie troche grac
            na tym instrumencie strunowym:). Pieszczenie wlasciwej struny jest sztuka.
            Zacznij od poniedzialku :).
            • wielo-kropek Re: Magazynowanie spermy :). 03.04.06, 00:41
              A no piszcza czasem jak stare skrzypce. Jesli juz masz grac na strunach,to
              strojnych. Stare zszargane nie zagraja melodii i nie porwa do tanca. Chyba
              ze w tonacji pogrzebowej cos sie uda.
              • orgasmo Tonacje minorowe. 03.04.06, 00:48
                Mamy jednak pewien wplyw na nastrojenie skrzypiec
                i na odswiezenia strun i w konsekwencji tonu z nich
                sie wydobywajacego. Musimy podjac tylko decyzje czy warto :).
                Zwroc uwage, ze nie ma tak zupelnie nowych Stradivariusow
                a zwroc uwage jak one graja, matko jedyna, jak one graja...
                • wielo-kropek Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 00:58
                  No tak, jesli sa tylko zakurzone, to wystarczy je otrzasnac z kurzu,
                  podstroic i grac tak jak piszesz. Jednak kiedy te struny juz sa
                  zszargane, w strzepach, nie pograsz chlopie na nich, nawet gdybys byl
                  wirtuozem przednim. Cudow tu nie ma. Kobieta jest jak skrzypce, jesli nie
                  delikatniejsza -tu sie zgadzam z toba.
                  • orgasmo Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 01:13
                    Cudow nie ma, to fakt. Z kiepskich skrzypiec nawet Niccolo Paganini
                    nie wydobedzie pieknego dzwieku. Niezaleznie jakim smyczkiem bedzie
                    ciagnal po strunach :). Ja pisze o skrzypcach wymagajacych ewentualnego
                    odkurzenia, nasmarowania strun woskiem i ogolnie wyjecia z zamykajacego
                    je futeralu. Jezeli jest cieply klimat to mozna je przywrocic do czasow
                    poprzedniej swietnosci. Albo z obecnej swietnosci wspaniale dzwieki wydobywac.
                    Na wydobywanie dzwiekow mamy wplyw wiruozowsko lub mniej smykiem po nich
                    ciagnac. W niektorych przypadkach jednak, tak jak piszesz, zaden smyczek
                    nie pomoze. Nawet Paganiniego... Zgodzisz sie ze mna pewnie, ze kobieta to
                    piekny instrument :))). Granie na nim jest ogromna przyjemnoscia. Czasami ta
                    gra przechodzi w muzyczne i instrumentalne hobby.
                    • fredrus Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 01:29
                      Tak, ajak jest wiecej muzykow, to mozna i "symfonie" wykrzesac DDD;)
                      • wielo-kropek Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 01:38
                        fredrus napisał:

                        > Tak, ajak jest wiecej muzykow, to mozna i "symfonie" wykrzesac DDD;)
                        Pewnie ze mozna. Potrzeba tylko wiecej "instrumentow"
                        • orgasmo Orkiestra symfoniczna :). 03.04.06, 01:44
                          Jest duze podobienstwo miedzy dobrym seksem i symfonia :).
                          Wspolpraca i wspolbrzmienie wszystkich instrumentow jest wymagana.
                          Tych detych i tych szarpanych :).
                    • wielo-kropek Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 01:36
                      orgasmo napisała:

                      Czasami ta
                      > gra przechodzi w muzyczne i instrumentalne hobby.
                      No zgadzam sie jak najbardziej z toba. Staje sie pasja. Doszlismy do
                      wniosku, ze skrzypce i skrzypek musza byc przedniej klasy by tworczosc
                      kreatywna tworzyc. Zly skrzypek potrafi rozstroic nawet najlepsze
                      skrzypce, przynajmniej na jakis czas,az dobry je dobrze nastroi, bez
                      niesienia nuty radosci komukolwiek. Podobnie tez dobre skrzypce nie zrobia
                      z niedobrego skrzypka mistrza smyka, bo jak wszedzie i prawie zawsze "do
                      tanca trzeba dwojga" by sie tam zegrac i zatanczyc najladniej jak sie tylko
                      potrafi.
                • polla4 Re: Tonacje minorowe. 03.04.06, 01:16
                  Co za przemiłe porównanie. Powiało poezją... :)
                  • orgasmo Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:19
                    Kochanie sie z kobieta jest poezja :))). Przynajmniej byc powinno.
                    Inaczej nie warto jest brac instrumentu do reki :). Nie sadzisz :)?
                    • polla4 Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:26
                      Żeby wszyscy tak uważali i jeszcze wcielali to w praktykę, byłoby cudnie. Bez
                      wątpienia
                      • orgasmo Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:37
                        Gdyby wszyscy potrafili dobrze grac na skrzypcach nasza planeta
                        bylaby interesujaca filharmonia :). Z przyjemnoscia przyznam, ze
                        sa tez kobiety wspaniale uzdolnione muzycznie i grajace wirtuozowsko
                        na roznych instrumentach meskich :).
                        • wielo-kropek Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:40
                          Sa sa, niektore mocno utalentowane. Ciekawe z jakich szkol dyplomy maja.
                          • orgasmo Kobiece uzdolnienia muzyczne :). 03.04.06, 01:48
                            Sadze, ze niektore kobiety pokonczyly akademie muzyczne a inne po prostu
                            sa samoukami :). W obu przypadkach wyobraznia jest niezbedna. Ta seksualna
                            rowniez. Cudowna zdolnosc kobiecej gry na instrumencie zawsze wywoluje
                            moj nieklamany aplauz i goraca prosbe o bis :). Dobre instrumentalistki
                            sa w duzej cenie :).
                            • wielo-kropek Re: Kobiece uzdolnienia muzyczne :). 03.04.06, 01:54
                              orgasmo napisała:

                              Dobre instrumentalistki
                              > sa w duzej cenie :).
                              Te renomowane raczej maja duza cene. Jednak najlepsza instrumentalistka
                              dla danego faceta jest chyba zawsze bezcenna. Nie bez powodu z nia sie jest
                              i chce sie byc.
                        • fredrus Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:46
                          Tak, tak. Przewaznie specjalizuja sie w instrumantach detych ;)
                          • wielo-kropek Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:50
                            Pewnie ze detych. Co sie dziwic. Wystarczy tylko popatrzec na ich piersi.
                            Dziewczyny utalentowane wiedza jak je uzyc i do jakich instrumentow pasuja.
                            • orgasmo Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:56
                              Zapominasz o uzdolnieniach manualnych :). Same pluca to nie wszystko.
                              Trzymanie i obsluga meskiego instrumentu muzycznego jest sztuka sama
                              w sobie. Fakt, ze sa kobiety utalentowane. Niebiosom niech beda za to dzieki :).
                              • wielo-kropek Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:01
                                Te manualne uzdolnienia to ja raczej tylko z racji delikatnosci ich
                                rak bym im wpisal. Kobieta tez musi sie czegos trzymac. One zawsze
                                wiedza z co sie chwycic.
                              • fredrus Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:02
                                orgasmo napisała:

                                > Zapominasz o uzdolnieniach manualnych :). Same pluca to nie wszystko.
                                > Trzymanie i obsluga meskiego instrumentu muzycznego jest sztuka sama
                                > w sobie. Fakt, ze sa kobiety utalentowane. Niebiosom niech beda za to
                                dzieki :)
                                > .

                                Alez oczywiscie, w instrument nie tylko nalezy dac, ale i takze
                                odpowiednie "wentyle przyciskac" ;)

                            • venes.sa Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 01:56
                              Orgasmo, wyglada , ze forum ma prawdziwego MAESTRO.
                              • orgasmo Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:01
                                Veneso Przemila :),
                                maestro to brzmi dumnie. Na razie moja ambicje satysfakcjonuje
                                pozycja pierwszych skrzypiec. Do tego stanowiska niezbedne jednak
                                jest poparcie i uznanie kobiet. Tylko kobiety moga rozpisac na
                                to stanowisko w orkiestrze konkurs :).
                                :).
                                • wielo-kropek Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:03
                                  Jak masz pierwsze skrzypce, to juz cala orkiestra cie popiera.
                                  • orgasmo Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:07
                                    Pewnie, ze pare udanych koncertow symfonicznych pomaga
                                    w renomie :). Ma sie poparcie wiolonczelistek, skrzuypaczek
                                    i tych rownie waznych flecistek. O oboistach nie wspomne.

                                    Sam uchwyt kobiecy instrumentu symfonii nie stworzy. Potrzebna jest
                                    kobieca wrazliwosci i odrobine wlozonego serca razem z pewnymi
                                    umiejetnosciami lub umiejetnoscia sluchania wskazowek :).
                                    • fredrus Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:11
                                      orgasmo napisała:

                                      > O oboistach nie wspomne.

                                      Rozumie, ze miale na mysli "OBOJNISTOW"
                                      • orgasmo Instrument drewniany i dmuchany. 03.04.06, 02:20
                                        Nie :). Mialem i mam na mysli kobieca muzykantke obslugujaca OBOJ
                                        - instrument drewniano-dmuchany i wazny w skladzie orkiestry ze wzgledu
                                        na swoje cudowne brzmienie. Liczba mnoga - oboje :). Wolacz - o! boj (sie)
                                        i stanowisko w orkiestrze - oboistka.
                                        • fredrus Re: Instrument drewniany i dmuchany. 03.04.06, 02:34
                                          orgasmo napisał:
                                          >Liczba mnoga - oboje :)

                                          No wlasnie - oboje. Hmmm...jak np. oboje plci;)
                                          .
                                    • wielo-kropek Re: Sonata ksiezycowa :). 03.04.06, 02:12
                                      No tak. Jest jak mowisz. Dobra artystka ma wrazliwosc, serce, uczucie.....ma
                                      wszystko.
                                      • orgasmo Czesci skladowe symfonii :). 03.04.06, 02:23
                                        wielo-kropek napisał:

                                        "Dobra artystka ma wrazliwosc, serce, uczucie.....ma wszystko.".

                                        Ma rowniez zdolnosci manualne i cudowna wyobraznie seksualna :).
                                        • wielo-kropek Re: Czesci skladowe symfonii :). 03.04.06, 02:28
                                          Juz pisalem ze ma wszystko. Wyobrazne tez, bo i co to by byla za artystka
                                          bez wyobrazni. Takiej to ja nawet by instrumentu nie dal. A ty?
                                          • orgasmo Staz muzyczny :). 03.04.06, 02:38
                                            Rzeczywiscie, napisales ze ma wszystko :). A wiec i uzdolnienia manualne
                                            i wyobraznie seksualna. Uznanej zlej artystce tez balbym sie powierzyc
                                            swoj drogocenny i jedyny instrument. Ale nieznanej artystce z pewna doza
                                            niepewnosci moglbym warunkowo instrument udostepnic. Gdzies przeciez
                                            przyszle adeptki sztuki muzycznej doswiadczenia muzyczne musza zdobyc.
                                            Nie danie im szansy jest brzydka dyskryminacja kobiet. I tez pewnie jestes
                                            jej przeciwny. Na pohybel dyskryminacji kobiet :).
                                            • wielo-kropek Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 02:50
                                              Ja pisalem o tych bez wyobrazni. Tym z polotem, mlodym i chetnym
                                              (pragnacym) to instrument koniecznie trzeba dac, bo tak jak sam piszesz -
                                              gdzies w koncu musza zaczac, i sie wspierac w gore ze swoim rzemioslem.
                                              Nowicjuszki to sie nawet szuka, ale lepiej jest jak one same przychodza.
                                              • fredrus Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:01
                                                wielo-kropek napisał:

                                                > Ja pisalem o tych bez wyobrazni. Tym z polotem, mlodym i chetnym
                                                > (pragnacym) to instrument koniecznie trzeba dac, bo tak jak sam piszesz -
                                                > gdzies w koncu musza zaczac, i sie wspierac w gore ze swoim rzemioslem.
                                                > Nowicjuszki to sie nawet szuka, ale lepiej jest jak one same przychodza.


                                                Tak jest, trzeba krzewic "kulture muzyczna" w narodzie, a szczegolnie w jego
                                                zeskiej czesci;)
                                                • wielo-kropek Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:18
                                                  fredrus napisał:


                                                  > Tak jest, trzeba krzewic "kulture muzyczna" w narodzie, a szczegolnie w jego
                                                  > zeskiej czesci;)
                                                  >
                                                  Racja.Chociazby z tej racji, ze ta czesc jest czescia rozrodcza. My
                                                  tylko pomocnicy do krzewienia kultury jestesmy.
                                              • orgasmo Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:02
                                                Te bez wyobrazni stanowczo wykluczam. Wyobraznia w seksie jest niezbedna.
                                                Seks bez wyobrazni to mechaniczne ciecie drewna. Z wyobraznia to malowanie
                                                obrazu na desce :).

                                                Powiem Tobie, ze stazystek muzycznych specjalnie nie szukam. Dobrze jest
                                                sluchac od razu muzyki dopracowanej. Ale tez specjalnie ich nie zniechecam :).
                                                Dobre muzykantki tez kiedys gdzies zaczynaly i ktos zyczliwy pozwolil im na
                                                praktyke i zdobycia ostrogow muzycznych. Uzdolniona mlodziez kobieca z
                                                potencjalem trzeba popierac. To nasz spoleczny obowiazek :).
                                                • wielo-kropek Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:24
                                                  Muzyka dopracowana jest zawsze mila. Jednak stazystki tez maja czesto duzo
                                                  do zaoferowania. Wiadomo ze nie maja jeszcze w pelni dopracowanej muzyki,
                                                  ale jesli sie lubi czasem posluchac improwizacji, to mozna byc mile
                                                  zaskoczonym, wlasnie przez mila praktykantke (czytaj milosnice sztuki).
                                                  Wlasnie w ten sposob odkrywa sie wielkie talenty. Znowu -czytaj, one same
                                                  sie odkrywaja.
                                                  • orgasmo Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:37
                                                    Uzdolniona improwizacja muzyczna zawsze budzi moj podziw
                                                    i glosne odmiany imion kobiecych na rozne pieszczotliwe
                                                    sposoby. Mily element zaskoczenia faktycznie jest warty
                                                    dania szansy stazystce z potencjalem (muzycznym).
                                                    W ten sposob tylko mozna odkryc nowe muzyczne (nieodkryte
                                                    talenty :). Mozna nawet przyznac im zasluzony medal lub
                                                    otworzyc stypendium muzyczne Ars amandi lub Ars Amatoria :).
                                                    Zgodzilismy sie tutaj wszyscy, ze potencjalnym kobiecym talentom
                                                    muzycznym trzeba pomagac :).

                                                    Spadam lulu. Wieczorem mam wazny recital i chce byc w dobrej muzycznej
                                                    formie. Zalezy mi na przychylnej recenzji krytyka muzycznego :).

                                                    Milo mi bylo. O symfoniach muzycznych z udzialem kobiet ja chetnie zawsze :).
                                                  • wielo-kropek Re: Staz muzyczny :). 03.04.06, 03:47
                                                    Mnie rowniez bylo milo. Tez stad znikam. Dodam tylko, ze jesli czujesz sie
                                                    mistrzem to i mistrzynie do gry sobie wykreujesz taka jaka bedziesz
                                                    chcial, ktora po mistrzowsku zawsze zagra z toba. One takie chcetne sa,
                                                    tylko musza wiedziec (byc pewne, albo prawie pewne) ze jestes tym mistrzem
                                                    ktory je do glorii doprowadzi. To jest warunek. Inaczej mozna czasem
                                                    grac na fujarce samemu, jak duzo facetow zreszta potrafi.
                                                  • orgasmo Gra w duecie :). 03.04.06, 16:25
                                                    Yeah, muzyka solo troche przysmuca. Gra pastuszka na fujarce
                                                    i Janka Muzykanta na skrzypcach wymagala by uzupelnienia o
                                                    kobiete artystke/muzyka. Tony bylyby optymistyczne i zwawsze :).

                                                    Muzyka w duecie jest ciekawsza. Gra na pianinie na przyklad
                                                    - niekoniecznie siedzac obok siebie :) i niekoniecznie grajac na
                                                    cztery rece. Dwie wystarcza do grania a dwie konieczne sa do
                                                    obejmowania muzykantki aby z kolan nie zsunela sie :).
                                                  • venes.sa Re: Gra w duecie :). 07.04.06, 00:54
                                                    Podnosze ten watek, szkoda zeby przepadl.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka