Dodaj do ulubionych

Czy słusznie , ze jestem wsciekła?

10.04.06, 16:49
Oni: przez dwa miesiace chodzą na kurs tańca.
Ona: poważny uraz nogi , nie moze tańczyć około 6- 8 miesięcy.
On: chodzi dalej ..wiadomo na kursach więcej kobiet ..o nową partnerkę nie
trudno...
Ona: wsciekła , ze tańczy bez niej ...no bo nic by sie nie stało jakby
odpuścił i za 8 miesiecy zaczęli by na nowo razem.
On: mówi ,że oczywiście zaczną razem jak tylko ona bedzie sprawna ale z
dotychczasowego nie zrezygnuje..

Obserwuj wątek
    • garraretka Nie. 10.04.06, 16:58
      a czy jeśli wśród gości weselnych jest ktoś, kto może jeść jedynie kleiki to
      znaczy, że inni mają zrezygnować z jedzenia, które lubią tylko po to, aby
      sprawić tej osobie przyjemność? Żeby się nie czuła "gorsza", że wcina kleik a
      ktoś obok schabowego?

      Klaudyna - wyluzuj - nie możesz oczekiwać, że facet rzuci swoją pasję tylko
      dlatego, że Ty nie możesz jej chwilowo uprawiać razem z nim.
      • jasmina_tdi Re: Nie. 10.04.06, 18:43
        Popieram, powinnas sie cieszyc, ze facet ma pasję, a nie byc egositycznie
        zazdrosną. Druga sprawa, to to, z kim i jak on tam tańczy - nie zawadzi mieć
        oko :)


        garraretka napisała:

        > a czy jeśli wśród gości weselnych jest ktoś, kto może jeść jedynie kleiki to
        > znaczy, że inni mają zrezygnować z jedzenia, które lubią tylko po to, aby
        > sprawić tej osobie przyjemność? Żeby się nie czuła "gorsza", że wcina kleik a
        > ktoś obok schabowego?
        >
        > Klaudyna - wyluzuj - nie możesz oczekiwać, że facet rzuci swoją pasję tylko
        > dlatego, że Ty nie możesz jej chwilowo uprawiać razem z nim.
        >
    • tiuia Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 11:55
      A ja bym nie byla zadowolona, jakby moj facet chodzil na kurs tanca beze mnie.
      Taniec to nie jest niewinna rozmowa ani granie w warcaby. Taniec potrafi bardzo
      zblizyc do siebie dwoje ludzi. Po co wiec kusic los?
      • justynnka Re: słusznie 11.04.06, 12:02
        skoro chodziliście tam razem to powinniście nadal chodzić lub nie chodzić tam
        razem. znam kilka panienek chodzących na kursy tańca własnie po to aby
        sie ,,poprzyklejac" do facetów.w zyciu nie pozwoliłabym mojemu meżowi na takie
        zagrania .
        • maretina Re: słusznie 14.04.06, 09:51
          justynnka napisała:

          > skoro chodziliście tam razem to powinniście nadal chodzić lub nie chodzić tam
          > razem. znam kilka panienek chodzących na kursy tańca własnie po to aby
          > sie ,,poprzyklejac" do facetów.w zyciu nie pozwoliłabym mojemu meżowi na
          takie
          > zagrania .
          dziecinna jestes.
    • popka5 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 12:01
      Ja tez bym sie nie cieszyla. W koncu zadecydowali o tym kursie razem i powinni
      cwiczyc i uczyc sie razem. Nie chcialabym, zeby moj facet tanczyl z jakas inna
      kobieta...niestety.
    • latindancer Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 12:42
      A co w tym złego, że tańczy z inną? Ja jestem ze swoją dziewczyną już dosyć
      długo. Tańczymy obydwoje, ale osobno (ona jest bardziej zaawansowana i jest w
      innej grupie) i co z tego? To znaczy, że ja nie mogę się zapisać skoro
      uwielbiam taniec?
      • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 12:54
        to, ze czasami facet sie nie zorientuje w porę co knuje ta ,,partnerka do
        tańca" i jakie ma plany. a kobieta nawet nie widząc sytuacji zorientuje sie od
        razu.
        • latindancer Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 13:00
          Śmieszy mnie też stwierdzenie o kuszeniu losu. Jak facet będzie chciał puścić
          kobietę kantem, to zrobi to z tańcem czy bez. A zabranianie mu i robienie
          fochów tylko mu ułatwi wybór, bo ciągłe życie pod butem w końcu zaczyna wkurzać.
          Ech kobiety jak wy nie rozumiecie facetów.
          • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:25
            ciekawa teoria:) to nie kwestia zabraniania czty robienia fochów to kwestia
            odpowiedniego ,,ustawienia"partnera od początku związku.pózniej juz pewne
            rzeczy wydają mu sie naturalne i myśli ze tak powinno być i - co najwazniejsze-
            ze sam na to wpadł:))
            • nihiru Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:31
              wyżej napisaś: "w zyciu nie pozwoliłabym mojemu meżowi na takie
              zagrania"

              no więc zabranianie czy "ustawianie"?

              pomijam już fakt, że tresowanie męża niczym pieska ....
              :(
              • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:34
                zabronienie to nie znaczy powiedzenie : ,,nie wolno" ,,zabraniam" itd. to
                toakie zachowanie aby on wiedział ze nie moze i ze ja tego nie akceptuję:)a na
                to sie pracuje codziennie:)
                • nihiru Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:44
                  ok:)

                  rozumiem że w małżeństwie trzeba się dopasowywać do siebie, iśc na kompromisy
                  itd. tylko że kiedyś usłyszałam takie zdanie, które mnie uderzyło swoją
                  trafnością:
                  "mężczyzna żeniąc się z kobietą ma nadzieję że ona się nie zmieni. Kobieta
                  wychodząc za mężczyznę ma nadzieje że uda jej się go zmienić.":)

                  po prostu za dużo znam par, w których żona usiłuje przyciąć męża do swoich
                  wymagań i oczekiwań - to nie są udane związki.
                  • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 15:01
                    widzisz, ja to robię w taki sposób ze mój maz uważa ze na wiele rzeczy wpadł
                    sam;)czasami moje progłady ,,sprzedaje" jako swoje,często mówi ze z biegiem
                    czasu upodabniamy sie do siebie i ...jesteśmy bardzo szczęśliwi :)))
                    • nihiru Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 15:03
                      no to w takim razie moje pełne uznanie i podziw:)
                      serio mówię - mnie bardzo brakuje umiejętności takiej dyplomacji:)
                • ewa_lamia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 17.04.06, 11:33
                  Nie można facetowi niczego zabraniac ot tak, bo poprostu ja tego nie akceptuje,
                  trzeba oferowac coś w zamian, tak samo ma sie to w druga stronę. Trzeba być dla
                  siebie takim (czytaj: tyle dawac z siebie), zeby dla faceta było oczywiste, ze
                  sam na tance nie chce chodzić. Proste
          • tiuia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 17:40
            > Śmieszy mnie też stwierdzenie o kuszeniu losu.

            Zalozmy, ze kochasz swoja kobiete i uwazasz, ze w zyciu bys jej nie zdradzil. I
            dlatego beztrosko zapisujesz sie na kurs tanca, wierzac (bzdurnie) ze nic nie
            grozi waszemu zwiazkowi. Potem na kursie tanca spotykasz kobiete - twoj ideal.
            Ktora w dodatku okazuje sie podatna na Twoj urok. Nie wierze, ze bys sie oparl
            takiej kobiecie.

            > Jak facet będzie chciał puścić
            > kobietę kantem, to zrobi to z tańcem czy bez.

            Jasne - jak facet chce zdradzic, to zdradzi. Ale czasami nawet jesli facet nie
            ma takiego zamiaru, wystarczy stworzyc odpowiednia sytuacje, zeby to sie stalo.


            >A zabranianie mu i robienie
            > fochów tylko mu ułatwi wybór, bo ciągłe życie pod butem w końcu zaczyna
            > wkurzać

            Zabranianie? Na to jestem za leniwa. Nie stoje z batem nad swoim facetem. Po
            prostu ustalilismy pewne zasady i sie ich trzymamy. Na szczescie moj facet nigdy
            nie puscilby na kurs tanca mnie samej, wiec doskonale rozumie moje podejscie:)

            • sumire Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 18:02
              tiuia napisała:

              > > Śmieszy mnie też stwierdzenie o kuszeniu losu.
              >
              > Zalozmy, ze kochasz swoja kobiete i uwazasz, ze w zyciu bys jej nie zdradzil.
              I
              > dlatego beztrosko zapisujesz sie na kurs tanca, wierzac (bzdurnie) ze nic nie
              > grozi waszemu zwiazkowi. Potem na kursie tanca spotykasz kobiete - twoj ideal.
              > Ktora w dodatku okazuje sie podatna na Twoj urok. Nie wierze, ze bys sie oparl
              > takiej kobiecie.
              >
              > > Jak facet będzie chciał puścić
              > > kobietę kantem, to zrobi to z tańcem czy bez.
              >
              > Jasne - jak facet chce zdradzic, to zdradzi. Ale czasami nawet jesli facet nie
              > ma takiego zamiaru, wystarczy stworzyc odpowiednia sytuacje, zeby to sie
              stalo.
              >
              >
              >
              > >A zabranianie mu i robienie
              > > fochów tylko mu ułatwi wybór, bo ciągłe życie pod butem w końcu zaczyna
              > > wkurzać
              >
              > Zabranianie? Na to jestem za leniwa. Nie stoje z batem nad swoim facetem. Po
              > prostu ustalilismy pewne zasady i sie ich trzymamy. Na szczescie moj facet
              nigd
              > y
              > nie puscilby na kurs tanca mnie samej, wiec doskonale rozumie moje
              podejscie:)
              >

              Zaczynam się zastanawiać, czy to ja aby nie mam niezdrowego podejścia do
              własnego faceta, puszczając go samopas tu i ówdzie, a co gorsza - sama chodząc
              samopas tu i ówdzie :)
              Przepraszam, a czy to obowiązek, żeby wszędzie chodzić razem? Czy człowiek
              sparowany nie może poświęcać czasu temu, co uwielbia? Mój facet nie znosi
              tańczyć, ale jest na tyle rozumnym człowiekiem, żeby nie zabraniać mi
              wychodzenia na tańce ze znajomymi. Podejrzewam, że gdyby mnie 'nie puszczał',
              to koniec końców pomachałabym mu na do widzenia. Zdumiewa mnie to, że ludzie
              tak często traktują drugą stronę jak swoją własność.
              Poza tym sądzę, że facet to jednak nie jest bezwolny organ płciowy, który
              zdradzi nawet, jeśli nie ma zamiaru. Gdyby dociągnąć takie rozumowanie do
              absurdu, to równie dobrze można mu zabronić chodzenia do pracy, bo tam też ma
              kontakt z kobietami i a nuż go która zniewoli. Nie da się powstrzymać człowieka
              przed odejściem, jeśli będzie tego chciał. No chyba, że w związku pojęcie
              wolnej woli nie istnieje ;)
              • tiuia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 20:55

                > Przepraszam, a czy to obowiązek, żeby wszędzie chodzić razem? Czy człowiek
                > sparowany nie może poświęcać czasu temu, co uwielbia? Mój facet nie znosi
                > tańczyć, ale jest na tyle rozumnym człowiekiem, żeby nie zabraniać mi
                > wychodzenia na tańce ze znajomymi.

                Nie musisz przepraszac, ja sie nie gniewam;) Ty jestes kobieta, kobieta potrafi
                powstrzymac na wodzy swoje żądze. Zwl. gdy jest w szczesliwym zwiazku. Facet
                dziala na nieco innych zasadach. To jest poparte badaniami, czy ci sie podoba,
                czy nie.

                > Zdumiewa mnie to, że ludzie
                > tak często traktują drugą stronę jak swoją własność.

                Jasne... znam faceta, ktory oprocz wlasnej dziewczyny ma rozne dupy na boku, 'bo
                nie jest niczyja wlasnoscia i nie bedzie go zadna kobieta ograniczala'.
                Sorry, ale zwiazek to nie tylko wspolne mieszkanie. Zwiazek opiera sie na
                zasadach, ktore sami tworzymy i ktorych przestrzegamy. Jedni potrzebuja w
                zwiazku duzo wolnosci, inni wola spedzac najwiecej czasu ze swoim partnerem. Co
                akurat nie musi kolidowac z imprezami, wyjazdami i zabawowym trybem zycia. Ja
                nie krytykuje zasad rzadzacych Twoim zwiazkiem, i Ty nie masz prawa krytykowac
                tych moich.

                > Poza tym sądzę, że facet to jednak nie jest bezwolny organ płciowy, który
                > zdradzi nawet, jeśli nie ma zamiaru.

                Aha, zazdroszcze optymizmu. Pozwol ze go nie bede podzielala.

                > Gdyby dociągnąć takie rozumowanie do
                > absurdu, to równie dobrze można mu zabronić chodzenia do pracy, bo tam też ma
                > kontakt z kobietami i a nuż go która zniewoli.

                Dlatego lepiej nie rozciagac tego do granic absurdu. Bo to sie mija z celem.

                > Nie da się powstrzymać człowieka
                > przed odejściem, jeśli będzie tego chciał.

                Oczywiscie ze nie. Ale tu akurat mowimy nie o jego checi odejscia, tylko o tym,
                gdzie tkwia granice wolnosci w zwiazku. Bo nie powiesz mi chyba ze w Twoim
                zwiazku nie ma takich granic?
                • sumire Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 22:59
                  Sądzę, że nie mówimy tutaj o posiadaniu dup na boku, tylko o posiadaniu pasji czy zainteresowań - niegroźnych i niekoniecznie związanych z seksem - które chce się realizować. I słusznie. Większość ludzi niczym się w dzisiejszych czasach nie interesuje, najwyżej oglądaniem seriali, i są przez to okropnie nudni. Dorosły człowiek ma prawo decydować sam o tym, jak spędza wolny czas. A jeśli chce go spędzać tylko razem z drugą połową, z nikim innym i nigdzie indziej, to moim zdaniem coś jest nie teges.


                  A - i to nie optymizm. Znam więcej niż jednego faceta, nie wyszłam za mąż za mojego pierwszego chłopca, moi dwaj najlepsi przyjaciele to mężczyźni, ogólnie rzecz biorąc doświadczeń z płcią przeciwną mi nie brak. Toteż nie muszę posługiwać się stereotypami, a już na pewno nie muszę tworzyć obraźliwych w gruncie rzeczy dla chłopów stwierdzeń typu, że choćby niewiadomoco przelecą wszystko co się rusza, jeśli tylko spuści się ich z oka. Nie wszyscy mężczyźni są tacy. Ale może ja mam szczęście, że umiem komuś zaufać.
                  Granice są, owszem. Tylko że u mnie akurat nie opierają się na zakazach i podejrzeniach.
                  • tiuia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 12.04.06, 11:22
                    Sadze, ze jesli mowimy o posiadaniu pasji i zainteresowan nie zwiazanych z
                    seksem, to nie mowimy o tancu towarzyskim. Nie ma chyba czynnosci bardziej
                    zblizajacej do siebie partnerow i bardziej erotycznej niz wlasnie taniec (a juz
                    na pewno tance latynoamerykanskie czy tango czy pare innych).

                    Bardzo to pieknie, ze masz duzo kolegow. Wiec ja tez sie pochwale: pracuje
                    praktycznie z samymi facetami, kumpluje sie z facetami, ogolnie lepiej sie z
                    nimi dogaduje. Oprocz dwoch kolezanek i siostry nie znam blizej zadnej kobiety.
                    Na brak zainteresowan ani ja, ani moj facet, nie narzekamy. I oczywiscie nie
                    wszystkie one sie ze soba pokrywaja. I nie robimy z tego problemu. Ale to sa
                    wlasnie zainteresowania niegrozne (tzn nie zblizajace ani mnie do innych
                    facetow, ani jego do innych kobiet).

                    Co do granic, to nigdzie nie wspomnialam, ze te u mnie opieraja sie na zakazach
                    i podejrzeniach. Mowilam cos o zasadach, ktore ustalamy WSPOLNIE z partnerem.
            • latindancer Re: Beznadziejne jesteście kobietki 12.04.06, 21:38
              tiuia a co ma do tego taniec? Ta sytuacja ze spotkanie idealnej kobiety może
              przytrafić się twojemu facetowi równie dobrze na przystanku autobusowym, albo
              na kółku szachowym lub w bibliotece.
              No chyba, że wśród zasad, które sobie ustaliliście z facetem jest podpunkt
              mówiący o tym, że nie puszczasz go samego nigdzie gdzie są wolne kobiety w
              przedziale wiekowym 18-50 lat.
              • tiuia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 17.04.06, 11:15
                I wlasnie, gdyby sie to zdarzylo na przystanku autobusowym lub na innym
                neutralnym gruncie, byloby to mniej bolesne. Bo to bylby tylko i wylacznie zbieg
                okolicznosci - nie do unikniecia, lub - jak kto woli - przeznaczenie.
                Jesli mojego faceta korciloby, zeby zapisac sie na kurs tanca, i to beze mnie,
                to dla mnie bylby to znak, ze swiadomie rozglada sie za kims nowym. To byloby
                wlasciwie oczywiste.
                Ale wiem tez, ze sa rozni ludzie, i niekoniecznie tak wlasnie byloby w kazdym
                innym przypadku.
            • brtlmj Re: Beznadziejne jesteście kobietki 13.04.06, 17:45
              > Zalozmy, ze kochasz swoja kobiete i uwazasz, ze w zyciu bys jej nie zdradzil. I
              > dlatego beztrosko zapisujesz sie na kurs tanca, wierzac (bzdurnie) ze nic nie
              > grozi waszemu zwiazkowi. Potem na kursie tanca spotykasz kobiete - twoj ideal.
              > Ktora w dodatku okazuje sie podatna na Twoj urok. Nie wierze, ze bys sie oparl
              > takiej kobiecie.

              Zalozmy ze kochasz swojego faceta i uwazasz ze w zyciu bys go nie zdradzila. I
              dlatego beztrosko wsiadasz do autobusu wierzac (bzdurnie) ze nic nie grozi
              waszemu zwiazkowi. W tymze autobusie spotykasz faceta - Twoj ideal, ktory w
              dodatku okazuje sie podatny na Twoj urok...

              Widzisz ? Nie kus losu. Nalepiej nie wychodz wcale z domu ;-) I swojego faceta
              tez nie wypuszczaj ;-)

              Bartek
              • tiuia Re: Beznadziejne jesteście kobietki 17.04.06, 11:16
                Juz odpisalam na ten temat latindancerowi, i nie chce mi sie powtarzac.
                • brtlmj Re: Beznadziejne jesteście kobietki 20.04.06, 23:38
                  > Juz odpisalam na ten temat latindancerowi, i nie chce mi sie powtarzac.

                  Napisalas mu:
                  "Jesli mojego faceta korciloby, zeby zapisac sie na kurs tanca, i to beze mnie,
                  to dla mnie bylby to znak, ze swiadomie rozglada sie za kims nowym. To byloby
                  wlasciwie oczywiste."

                  To byloby oczywiste gdyby poszedl do klubu dla samotnych. A jak idzie na kurs
                  tanca to oczywiste jest ze swiadomie chce sie nauczyc tanczyc :-) Chyba ze masz
                  powody zeby nie ufac swojemu facetowi - w koncu to Ty go znasz a ja nie...

                  Bartek
        • bitch.with.a.brain Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 16:25
          jelsi kobieta "nie widzac sytuacji orientuje sie od razu" to to jest mania
          przesladowcza, to sie leczy.
        • sumire Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 16:37
          justynnka napisała:

          > to, ze czasami facet sie nie zorientuje w porę co knuje ta ,,partnerka do
          > tańca" i jakie ma plany. a kobieta nawet nie widząc sytuacji zorientuje sie
          od
          > razu.

          Ooo, z tym się nie zgodzę zupełnie. Troszkę dziwnie mi to zabrzmiało. Jeśli nie
          znam sytuacji, to się nie orientuję, no bo jak? Na podstawie przereklamowanej
          babskiej intuicji czy może ogólnej podejrzliwości i braku zaufania do chłopa?
          • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 12.04.06, 09:19
            na podstawie znajomości gierek jakie uprawiają dziewczyny i wiary w
            stwierdzenie ze kobieta jest jedynym naturalnym wrogiem drugiej kobiety:)))
            • sumire Re: Beznadziejne jesteście kobietki 12.04.06, 09:28
              No ale jak mieć przyjaciółki z takim nastawieniem? :)
              Po tym wątku chyba będę musiała dokonać przewartościowań, oj tak ;)
              • justynnka Re: Beznadziejne jesteście kobietki 12.04.06, 09:29
                przyjaciólkę mam tylko jedną - za to zaufanie całkowite. za to przyjażnięsie z
                facetami:)
      • klaudyna333 Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 13:31
        W czym beznadziejne jestesmy? ok ..tańczycie oddzielnie ..to jest Wasz
        wybór ..Ale ciekawe co bys powiedział gdyby ona tańczya a Ty bys nie mógł? tez
        bys był taki wyrozumiały? Pewnie powiesz , że tak ..ok nie zamierzam z tym
        polemizować .
        Ja mojemu facetowi powiedziałąm , że jak tylko bede sprawna to pojade na Kube
        czy Karaiby i potańczę w najlepszych klubach salsy. Zobaczyłam jego niewyrażną
        minę i usłyszałąm , ze jego nie stać na taki wyjazd i czy nie byłoby lepiej
        gdybysmy pojechali gdzies razem....
        Nie usłyszałam : "jedz i baw sie dobrze..." a chyba w kontekscie całej tej
        sytuacji powinien był tak powiedzieć no bo skoro on nie moze to dlaczego ja
        mam sobie tego odmówić ..
        • latindancer Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:41
          Beznadziejne jesteście pod tym względem, że zabraniacie facetowi realizować
          jego hobby ze względu na własne widzimisię i zazdrość. Gdyby moja kobieta
          zabroniła mi wykonywać czegoś, co kocham, bo ona jest zazdrosna, to niedługo
          pozostałaby moja dziewczyną. A co do twojego pytania, to powiem ci, że moja
          dziewczyna przez dwa lata tańczyła sama i nie miałem nic przeciwko temu.
          A jak jesteś zazdrosna o jego partnerki w tańcu, to winszuję - jeśli przed wami
          będzie całe życie spędzone razem to na każdym kroku będzie cię zżerała zazdrość
          z takiego czy innego powodu.
          • klaudyna333 Re: Beznadziejne jesteście kobietki 11.04.06, 14:55
            Ja nie napisałam , ze zabraniam!! Takie słowo tu nie padło.Ja napisałam , ze
            jest mi przykro , ze chodzi sam ...że sie o to wsciekam co nie znaczy że
            manifestuje swoje fochy. To są tylko moje odczucia i mam do nich prawo.
            ..i zakładajac ten wątek chciałam poznać opinie innych kobiet....
    • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 13:09
      Witajcie Drogie Dziewczyny !
      Tak się cały czas nad tym zastanawiam czy słusznie , że mam żal o ten
      nieszczęsny kurs...czy może jednak powinnam sobie odpuścić i się tym po
      prostu nie przejmować .Dlatego poprosiłam Was o zdanie...chcę wiedzieć jak Wy
      byscie zareagowały w takiej sytuacji...
      Mój facet nie widzi w tym nic złego , że tańczy i wmawia mi , że jestem
      egoistką i że powinnam sie cieszyć ,że sie uczy bo jak juz zaczniemy potem
      chodzić razem to mi będzie łatwiej bo on juz będzie dobrze tańczył .
      Argument przekonujący bo rzeczywiście dobrze tańczący partner to połowa sukcesu.
      Ale jak to wyglada z mojej strony: siedzę z unieruchomioną nogą i posiedzę
      jeszcze długo i po prostu nie mogę nic zrobic ....Jest mi smutno i przykro...i
      tak sobie myslę , że to może on jest egoistą skoro nie umie się wczuć w moją
      sytuację.
      Powiem tylko tyle , ze gdyby była sytuacja odwrotna ja z tego kursu bym po
      prostu zrezygnowała i jestem pewna ,że tez byłby na mnie zły jakbym tańczyła
      z obcymi facetami...bo generalnie jest to powód do zadrosći .
      Tak naprawde to dla mnie mniej się liczy aby umieć dobrze tańczyć ale to
      aby uczyć się tańczyć razem ....

      • alpepe Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 13:36
        szczerze: ucz się od faceta zdrowego egoizmu. Nie wiadomo, czy będziecie razem
        do śmierci, ale on wie, że dobrze jest uczyć się tańca i on tego chce.
        Doczytałam, że ty na jego miejscu byś zrezygnowała, bo masz inny priorytet, ale
        trudno. Odpuść facetowi, tylko bacznie wsłuchuj się w to, jak on opisuje swoje
        lekcje tańca i... partnerki. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, ale
        lepiej się strzec.
      • nihiru Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 14:40
        1. widać że macie rózne podejście do tańca: dla Ciebie jest to sposób na
        wspólne spędzanie czasu a dla niego hobby jak każde inne - myślę że powinnaś z
        mężem o tym porozmawiać a nie oczekiwać, że on będzie się zachowywał i czuł
        dokładnie jak Ty

        2. po dwóch postach na forum internetowym raczej nie powinno się robić analizy
        psychologicznej:) ale mam wrażenie że popełniasz typowe kobiece błędy:
        - oczekujesz od faceta że sam z siebie "wczuje się w Twoją sytuację" i sam z
        siebie domyśli się czego Ty chcesz
        - masz skłonności do matko-polczanego:) cierpiętnictwa i niepotrzebnego
        poświęcania się. teraz piszesz "gdyby była sytuacja odwrotna ja z tego kursu
        bym po prostu zrezygnowała" a za kilka lat wstąpisz w szeregi kobiet mających
        pretensje do rodziny, że "one tyle dla nich poświęciły a nikt tego nie docenia".
        alpepe dobrze Ci radzi: więcej zdrowego egoizmu.

        Przepraszam jeśli Cię uraziłam. mam nadzieję że się mylę, ale jeśli nie to
        przemyśl proszę to co napisałam. wystarczająco dużo mamy w Polsce
        niespełnionych, zgorzkniałych kobiet.
        • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 15:00
          Dzięki za słuszne rady ...ps na pewno mnie to nie uraziło..:))
          • nihiru Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 15:04
            no to cieszę się i życzę szybkiego powrotu do zdrowia:)
        • sumire Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 15:09
          O, święte słowa.
          Pasja to pasja. Trudno mieć pretensje do kogoś, że się w czymś spełnia. A poza
          tym mimo wszystko nawet naszych facetów (albo raczej zwłaszcza ich) nie
          posiadamy na własność ;) kwestie tzw. 'ustawiania' pominę, bo z ciepłymi
          kluchami może i da się w ten sposób postępować, ale z osobą względnie
          charakterną i mającą w życiu jakiś cel poza siedzeniem z nami w domu przed
          kominkiem i patrzeniem nam w oczy - niekoniecznie.
          • justynnka Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 15:33
            hm...do ,,ciepłych kluch" mó jmałzonek nie należy - charakter ma...wredny ale
            moje sposoby jakoś działają :)czas spędzamu razem - często aktywnie - nie
            patrząc sobie non-stop w oczy ale razem:)
            • sumire Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 15:50
              Aaano - tylko że nie każdy chce spędzać cały swój czas z drugą połową. I może
              zostałam nauczona nadmiernej wyrozumiałości przez moich byłych, z których jeden
              intensywnie trenował sztuki walki, a drugi był alpinistą i połowę roku spędzał
              w świecie szerokim - ale uważam, że nie powinno się naciskać na ludzi, którzy
              mają pasje (a to cenne i nieczęste), żeby je sobie odpuszczali... Widziałam
              masę związków, które się rozpadły przez takie nieporozumienia.
              Zresztą sama też nie dałabym się tak urabiać. Dzięki Bogu mojego obecnego
              chłopa moje skałki nie interesują i nie podnosi larum, kiedy jadę z kumplami
              (płci męskiej również, jak najbardziej) się powspinać, a ja nie mam pretensji
              do jego wojaży tu i ówdzie celem obejrzenia meczu albo pożeglowania :) i gra.
              Tylko wiem, takie układy nie są akceptowalne dla wszystkich - zwłaszcza dla
              wszystkich kobiet.
              • justynnka Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 16:06
                widzisz, a ja zawsze trafiałam na facetów którzy za nic nie chcieli sie ze mną
                rozstawać:)))) teraz mój mąz uczył sie nurkować aby spędzać czas razem ze mną.
                • sumire Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 16:19
                  No i właśnie. Kwestia potrzeb :) ja akurat takich unikam od zawsze, więc
                  doskonale rozumiem sytuacje, w których ktoś nie chce rezygnować z tego, co go
                  kręci... Naprawdę lepiej odpuścić czasem.
                  • bitch.with.a.brain Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 18:27
                    udusiałabym sie w związku w którym facet musi caly czas spedzac ze mna:/
              • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 17.04.06, 14:11
                Tylko , że my od samego początku chcielismy spędzać czas , że sobą ..To mój
                facet zrobił wszystko abym zainteresowała sie jego wieloletnim hobby jakim
                jest windsurffing i wcale nie miał ochoty na wyjazdy tylko z kumplami.
                Mnie się akurat ten sport bardzo spodobał...aczkolwiek nie pływam dobrze.
                I wcale się nie wsciekam się jak mocno wieje i mój chłop zadowolony idzie
                pływać a ja wiem , ze w tych warunkach sobie nie poradze...
                Ze skałakami jest tak samo...zdziwiłabym się jakby Twój facet miał o to
                pretensje.
                Ale taniec to niestety nie to samo co żeglowanie czy oglądanie meczu:))
      • magnusg Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 17:56
        Waszym problemem nie jest kurs tanca,tylko brak zaufania do siebie.
    • bitch.with.a.brain Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 16:21
      ja takich ludzi nie rozumiem.Moze jeszcze go przywiąż do siebie?
      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 16:33
        jest już do mnie przywiązany ..uczuciowo:))
        • a.bc Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 16:56
          SŁUSZNIE, ja Cie rozumiem
          Na Twoim miejscu znalazlabym sobie alternatywe np klub ksiażki albo cos innego
          gdzie spotykaja sie ludzie/ w wiekszości faceci/- twoja nowa pasja powinna cie
          pochlaniac bez reszty a wtedy zobaczymy czy twój luby to zauwazy i jak bedzie
          jego reakcja:)
          A tak na powaznie to taka głupia sytuacja...
    • leloo5 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 17:14
      masz rację że się wkurzasz...to miała być wasza wspólna zabawa..... i tyle,
      gamoń jakiś z twojego faceta i nietaktowny wielce, kasę można odebrać później,
      za kilka miesięcy na tym samym kursie, znjadź sobie coś ekstra jak
      wyzdrowiejesz....może fajniejszego faceta ?
      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 17:36
        Bardzo słuszna uwaga: to miała byc nasza wspólna zabawa ..
    • ania.downar Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 17:59
      klaudyna333 napisała:

      > Oni: przez dwa miesiace chodzą na kurs tańca.
      > Ona: poważny uraz nogi , nie moze tańczyć około 6- 8 miesięcy.
      > On: chodzi dalej ..wiadomo na kursach więcej kobiet ..o nową partnerkę nie
      > trudno...
      > Ona: wsciekła , ze tańczy bez niej ...no bo nic by sie nie stało jakby
      > odpuścił i za 8 miesiecy zaczęli by na nowo razem.
      > On: mówi ,że oczywiście zaczną razem jak tylko ona bedzie sprawna ale z
      > dotychczasowego nie zrezygnuje..
      >

      Nie czytalam poprzednich komentarzy, ale tak po prostu napisze:
      Nieslusznie jestes wsciekla, nie powinnas, ale ja na Twoim miejscu tez bym byla.
    • klaudyna333 Do latindancer 11.04.06, 18:21

      Napisałeś: "A co w tym złego, że tańczy z inną? Ja jestem ze swoją dziewczyną
      już dosyć długo. Tańczymy obydwoje, ale osobno (ona jest bardziej zaawansowana
      i jest w innej grupie) i co z tego? To znaczy, że ja nie mogę się zapisać skoro
      uwielbiam taniec?

      Jaki jest sens tańczyc osobno? Ja albo bym zeszła na niższy poziom aby tańczyć
      ze swoim facetem albo pomogłabym mu na tyle aby mógł tańczyc ze mną na
      poziomie bardziej zaawansowanym A jakbysmy chcieli potańczyc osobno to czemu
      nie ? Casiono rueda i już ...niby osobno a jednak wciąż razem. To po pierwsze.
      Po drugie : na jednym regionalnym forum znalazłam Twój wątek :"Czy sa tu
      jakies dziewczyny tańczące salse" ?
      Szukasz nowych wrażeń czy tylko chcesz sie zorientować ile kobiet tańczy salse?
      A co na to Twoja dziewczyna?
      Skoro masz stałą partnerkę , oboje tańczycie to czy nie lepiej byłoby
      założyć wątek typu : czy są tu jakieś PARY tańczące salse? Może jakas casino
      rueada?
      • bitch.with.a.brain Re: Do latindancer 11.04.06, 18:23
        jak to jaki jest sens tańczyć osobno? Tańczenie z róznymi partnerami pozwala na
        nauczenie się wielu rzeczy.Chyba że chce sie wygrywac turnieje, to tańczy sie
        stale razem. resztą nie mozna ciagle przebywac razem.
        • klaudyna333 Re: Do latindancer 11.04.06, 18:29
          W pełni sie z Tobą zgadzam..Pewnie dlatego stworzono ruede de casino..
          • bitch.with.a.brain Re: Do latindancer 11.04.06, 18:35
            a co to jest?
            • klaudyna333 Re: Do latindancer 11.04.06, 18:40
              To jest watek do latindancer..on bedzie wiedział
      • latindancer do Klaudyny333 12.04.06, 09:36
        A dlaczego moja dziewczyna ma schodzić o kilka poziomów niżej? Tylko dla mojego
        widzimisię? Ja tańczę na swoim kursie, ona tańczy na swoim. Dwa lata róznicy to
        jest sporo i raczej nie widzę szans, żeby przejść do ich grupy w najbliższym
        czasie. W czasie wolnym tańczymy razem (całkiem sporo)i przy okazji ona mnie
        też potrafi czegoś nauczyć, poza tym razem chodzimy na imprezy.
        W ogóle to dziwię się, że postrzegacie taniec jako powód do zazdrości. Na moim
        kursie jest pełno kobiet i facetów, których drugie połówki w ogóle nie tańczą.
        I zgadzam się z kimś, kto powiedział, że spędzanie ze sobą 24 godzin na dobę w
        końcu zabije związek.
        Co do mojego wątku na innym forum - powinienem bardziej sprecyzować, bo
        nastepne pytanie miało być o pewną imprezownię w moim mieście, co do której
        chciałem zasięgnąć opinii. Bynajmniej nie chodziło mi o szukanie partnerek.
    • dagmara_maz Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 23:28
      Klaudyna, a nie możesz po prostu chodzić tam z nim (chyba jakoś możesz się
      przemieszczać) i patrzeć? Raz - byłabyś spokojna, dwa - mogłabyś
      chociaż "wzrokowo" nadrabiać zajęcia. Tylko żeby to nie wyglądało na kontrolę.
      A tak poza tym, to uważam, że niesłusznie się złościsz.
      Pokazujesz brak zaufania, to niedobrze.
      • dagmara_maz Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 11.04.06, 23:29
        Ale każda chyba zareagowałaby tak samo...
    • rlena Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 01:13
      Twoje uczucia sa zrozumiale. Jego postawa swiadczy o braku wrazliwosci,
      lojalnosci i ..to zly znak na przyszlosc -on ma problem z rozeznaniem co jest
      bardziej, a co mniej wazne, a takze z zrezygnacja z przyjemnosci, gdy wymaga
      tego sytuacja.
      Na marginesie mowiac, osobiscie nie zgodzilabym sie na taki uklad.
      • latindancer Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:16
        Co to znaczy, że sytuacja tego wymaga? Wymaga tego jego dziewczyna i jej
        przesadna zazdrość.
        Facet ma rezygnować ze swojego hobby bo mu dziewczyna zabrania? Ja mam kilka
        pasji (w tym taniec) i gdyby moja dziewczyna starała się którąkolwiek wybić mi
        z głowy, to mocno bym się nad istotą naszego związku zastanowił.
        Związek z kobietą nie powinien być kulą u nogi, bo prędzej czy później ktoś tą
        kulę będzie chciał odczepić.
        Całe szczęście, że moja kobieta jest trzeźwo myślącą i inteligantną osobą.
        • klaudyna333 Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:20
          Szeczere wyrazy uznania dla Twojej Kobiety...tez bym chciała byc tak trzeżwo
          myslacą i inteligentną kobietą .
          • leloo5 Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:35
            a broń nas Boże od tych,co zawsze trzeźwo myślą, na ogół myślą o kasie.....
            nie warto rozdzierać szat, ale znam związki, w których ON ma tyle pasji , ze
            ONA nie może mieć żadnych, bo kiedy ? albo w pracy, potem dzieci, gary,zakupy,
            etc, a ON pasje uprawia ! urlopy też sa pod pasje ,jego oczywiście....do
            przemyślenia
            • bitch.with.a.brain Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:37
              nie myl nieszczęśliwego zwiazku z takim gdzie oboje mają wiele pasji i sa
              szczęsliwi.
            • latindancer Do leloo 12.04.06, 10:53
              Powiem tak: rzygać już mi się chce jak słyszę te narzekania, że kobiety myslą o
              kasie.
              A do cholery co w tym takiego złego? Kiedyś kobieta szukała faceta mogącego
              zapewnic jej przyszłość, czytaj: takiego, który jest silny, naznosi żarcia do
              jaskini i zapewni jej bezpieczeństwo.
              Dzisiaj siłę fizyczną i umiejętność robienia łuku zastąpiła zaradność i łeb na
              karku. To, że kobieta tego wymaga od faceta to źle?
              • bitch.with.a.brain Re: Do leloo 12.04.06, 10:56
                a nie może sama od siebie wymagać zaradnosci? Po co tak wisiec na kims?
                • latindancer jedno nie wyklucza drugiego 12.04.06, 11:11
                • leloo5 Re: Do leloo 12.04.06, 14:07
                  2 miesiące wakacji ???? studenci czy nauczyciele ???? a z facetem egoistą można
                  być zaradną tylko w określony sposób-będąc egoistką również,dzieci do niańki
                  non-stop, mrozonki i jajka sadzone na stół,a ja do moich pasji.....kazdy
                  związek wymaga kompromisów i tyle....jak jedno będzie widziało tylko własne
                  sprawy i własny nos to prędzej czy później przełoży to na całe życie.....
                  a potem się spotkają i nie będzie o czym gadać, bo kazde zna tylko swoje sprawy
                  i nie kapuje nic z tych co drugie interesuje......
                  • bitch.with.a.brain Re: Do leloo 12.04.06, 16:45
                    on nauczyciel a ja studentka:)
        • bitch.with.a.brain Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:34
          czyli są jeszcze normalni ludzie:)
          Jak ja nie mogę jechać w góry to mój facet ma rszygnować? Bzdura! Mamy wiele
          wspolnych zainteresowań, ale nie wszystkie.Na szczęscie ani on ode mnie ani ja
          od niego nei wymagam rezygnowania ze swoich zainteresowań. To dobrze działa na
          związek, spędzic trchę czasu osobno.Pod warunkiem,że nadal lubi sie spedzać czas
          wspolnie:)
          • justynnka Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:45
            a tak hipotetycznie- on chce w góry a ona nad morze i co wtedy?
            • latindancer powiem tak: 12.04.06, 10:49
              Jak ktoś już kiedyś powiedział:
              W nieszczęśliwym związku powoidem kłótni może być brudna szklanka. W
              szczęśliwym - naczynia myją się same.
              To prosta metafora i dobrze odwzorowuje rzeczywistość.
              • bitch.with.a.brain Re: powiem tak: 12.04.06, 10:56
                Masz całkowitą racje:)To pocieszające,że sa ludzie żyjący w normalnych
                zwiazkach.A włąsciwie to neinormalnych, bo normą są problemy, kłotnie, brak
                zaufania i zrozumienia:/
            • bitch.with.a.brain Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:55
              proste. On jedzie w góry, ona nad morze z koleżankami.A potem jadą gdzieś
              razem.U nas ten system idealnie sie sprawdza:)Nie wyobrażam sobie spedzenia 2
              miesiecy wakacji z moim facetem. Trzeba troche od siebie odpocząć:) Np na
              poczatku lipca on jedzie sobie sam na rowerową wyprawę,a ja z koleżanka nad
              morze lub na Mazury. Potem jedziemy razem ze znajomymi na Ukrainę. Potem wspolny
              wypad nad morze.Pewnie on na tydzien w gory - ja moze pojade a moze nie. A na
              koniec ja zamierzam pojechac na oboz jeździecki. To,że on nie lubi koni powinno
              spowodowac,że ja nei bede jeździc?
              • justynnka Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 10:59
                nie takie proste:)albo bardzo proste- jadą nad morze bo ona lubi a jej
                zadowoloenie jest ważniejsze niz jego widzimisię:)nie wyjezdzam z koleżankami ,
                on nie wyjeżdza z kolegami , spotykamy sie tylko w towarzystwie par.
                • sumire Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 11:21
                  Rety...
                  Wiem, wiem. Każdy ma swoje sposoby na szczęście i każdy ma inne potrzeby.
                  Ale jak czytam, to się zastanawiam, czy przypadkiem nie powinnam zadzwonić do
                  mojej przyjaciółki, z której mężem (bez niej) regularnie chodzimy na ściankę i
                  powiedzieć jej, żeby mu nie pozwalała :)

                  Wydaje mi się, że tak naprawdę to inny problem się w tym wątku niechcący
                  pojawił. Mianowicie - ludziom, którzy nie mają żadnych pasji i ich głównym
                  zainteresowaniem jest oglądanie "M jak miłość" (a takich niestety jest
                  większość), przenigdy nie uda się zrozumieć ludzi, których coś kręci. I ten
                  czyjś świr zawsze będzie postrzegany jako coś złego, taki demon, który zabiera
                  ukochanego, zajmuje mu czas i sprowadza na złą drogę. Nie przeczę, fajnie jest
                  mieć wspólne pasje, wspaniała rzecz. Ja też zaczęłam się wspinać przez faceta,
                  ale jeśli on był już wtedy doświadczonym alpinistą, a ja plątałam się w linach,
                  to było dość oczywiste, że dłuuugo długo nie będziemy się wspinali wspólnie :)
                  i wcale nie chciałam, żeby na mnie czekał.
                  • justynnka Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 11:37
                    :) ja jednak uważam ze jesli sie kogoś kocha to pasje idą odrobine na bok albo
                    robi sie wszystko aby mozna sie było realizować wraz z ukochaną osobą a nie
                    dawać jej do zrozumienia ze mecz/skałki/taniec/koledzy/cokolwiek innegi (
                    niepotrzebne skreśłić) jest ważniejsze niz ona i ,,pierwsze". w moim
                    małzeństwie wyznajemy zasadę ze chcemy jak najwiecej rzeczy robić razem,
                    spędzać razem jak najwiecej czasu bo nie mamy go zbyt wiele dla siebie.to
                    torochętak ze jak para siada u znajomych czy w knajpie z dala od siebie to coś
                    nie gra. my zawsze jestesmy blisko siebie. po 2 latach małeżnstwa;)
                • bitch.with.a.brain Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 11:36
                  a dlaczego jej zadowolenie ma byc wazniejsze od jego? To znaczy jesli wam to
                  pasuje to ok, ja potrzebuje wolnosci. i zyje tak,ze nie musze z niczego rezygnowac
              • klaudyna333 Re: Pierdoły wypisujesz 12.04.06, 13:42
                Wiesz ..z tym co napisałas akurat sie zgadzam bo jaki sens jest się zmuszać
                do czegos czego się nie lubi. Jednak w tej konkretnej sytuacji jest zupełnie
                inaczej . Ja marzę o pełnej sprawności i powrocie na kurs tańca ..więc nasze
                zainteresowania sa zgodne i oboje tego chcemy. Mój facet tańczy krótko i to ja
                go do tego namówiłam .. i nie jest to jego jakieś wieloletnie hobby , któremu z
                pasją się oddaje więc niczego by mu w życiu nie ubyło jakby odpuscił te kilka
                miesięcy..i o to mam żal co nie znaczy , że mu zabraniam.
        • rlena Re: Pierdoły wypisujesz 13.04.06, 23:43
          Jesli z takim samym taktem i delikatnoscia traktujesz swoja partnerke, to nie
          dziwie,sie ,ze jest "trzezwomyslaca" (i niech lepiej taka pozostane w swoim
          wlasnym interesie..).
          Nie wiem w jakim jestes wieku ale twoja rebeliancka wypowiedz sugeruje
          nastolatka. Jesli tak, to ok., masz troche czasu,zeby dorosnac. Poki co baw sie
          dobrze, tancz do woli, bo w doroslym zyciu rzadza troch inne prawa, i szanujaca
          kobieta nie pozwoli sie traktowac tak jak ty bys sobie tego zyczyl,zwlaszcza ta
          inteligentna.
          • rlena do latindancera 13.04.06, 23:46
            Moj poprzedni e- mail byl skierowany do ciebie. To gwoli scislosci.
          • klaudyna333 do rlena 13.04.06, 23:58
            A wiesz ..ja też odniosłam wrażenie , ze dyskutuję z nastolatkiem...:)) Jak
            dorosnie to życie i tak prędzej czy pózniej zweryfikuje jego poglady....i
            zrozumie , ze życie to nie tylko "czubek własnego nosa"
            • sumire Re: do rlena 14.04.06, 09:57
              Halo halo - a to tak trudno przyjąć do wiadomości, że istnieje więcej niż jeden
              sposób na udany związek? Czy jeśli ktoś ma inne zdanie, to musi być od razu
              małolatem z wąskim światopoglądem?... Bez przesady. Ja się w wielu punktach z
              latindancerem zgadzam, a nastolatką przestałam być prawie dekadę temu, mój
              facet jeszcze dawniej :) Trochę rozwagi, no.
              • rlena do sumire 14.04.06, 17:56
                Nie ze swiatopogladem Latindancera polemizuje, chocby z tej przyczyny,ze go
                widze. Co natomiast jest czytelne to brak zrozumienia na czym KAZDY zwiazek sie
                opiera niezaleznie od stylu i upodoban osob, ktore go tworza. Sa to wzajemny
                szacunek, lojalnosc, zdolnosc do rozroznienia rzeczy waznych od mniej waznych,
                poswiecenie (tak!)czegos, w imie czegos wazniejszego -jest waznym elementem
                kazdego zwiazku.
                Poza tym, taniec to nie to samo co wyjazd z kolegami na ryby. W taniec sa
                zaangazowane umysl i cialo. Nie bez powodu, gentelman zawsze pyta drugiego
                gentelmana,czy moze zatanczyc z jego partnerka..

                Nastolatkiem mozna byc w kazdym wieku.
                • sumire Re: do sumire 17.04.06, 12:49
                  Oj, z tym poświęceniem... Jeszcze trochę i zacznie w tym temacie pachnieć
                  martyrologią ;)
                  Może to i egoizm, trudno, ale sądzę, że nie można rezygnować z siebie dla dobra
                  związku. A jeśli o szacunek idzie - mój partner powinien uszanować to, co jest
                  dla mnie ważne. Wiem wiem, różni ludzie mają różne potrzeby i w różny sposób
                  osiągają szczęście w związku.
        • baba67 Re: Pierdoły wypisujesz 17.04.06, 09:52
          Ja uwazam, ze uczucia klaudyny sa zrozumiale, ale to nie znaczy, ze ma mu
          zabraniac(i nie robi tego).Kazdy zwiazek jest inny.Parnerke latinodanser unosi w
          ramionach i nie tylko kto inny, ale on tez ma kogo unosic w ramionach i nietylko.
          U Klaudyny jest brak rownowagi.Ja bym postawila sprawe tak-wracam, ale szukam
          sobie partnera bo :
          ty jestes bardziej zaawansowany
          jestes dobry, nie chce zabierac Ci czasu na dalszy szybki rozwoj
          czasu na taniec mozesz poswiecic tylko ograniczona ilosc,a twoja parnerka
          bedzie rozczarowana, ze nie tanczycie tak duzo jak wczesniej.
          Tak bym postawila sprawe i rzczeczywiscie zaczela szukac partnera.
          Dalsze kroki zalezalyby od reakcji faceta.
          Taniec niesamowicie zbliza ludzi tak jak wiele innych zajec np aktorstwo.
          Jakos wiekszosc aktorow nie iopuszcza zona dlatego, ze maja filmowe zony i
          narzeczone...Coc oczywiscie odsetek rozwodow jest wyzszy niz w innych zawodach.
          Nie kazdy facet sklada sie tylko z..hormonow nazwijmy to tak.
    • chosia Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 10:53
      hm. Tak sobie mysle, ze gdyby cos takiego przydarzylo mi sie z moim mezem, to
      sama bym go zachecala, zeby chodzil beze mnie (a on pewnie z solidarnosci by sie
      wzbranial, pelna sielanka ;). Ale gdyby przydarzylo mi sie to z moim eksem, to
      wsciekalabym sie tak jak Ty. Jednym slowem, reakcja zalezy od tego jak sie
      uklada w zwiazku. Moze czujesz sie w swoim zwiazku niepewnie, moze jestes
      niedowartosciowana?
      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 14:07
        Powiem Ci tak : wracam po operacji kolana do domu ...cały dzień siedzę a w
        zasadzie leżę sama co jestem w stanie zrozumieć no bo jest jego praca i ona
        jest ważna . Wieczór też jestem sama no bo akurat w ten dzień jest jest kurs
        tańca...pytanie na ile to dla kogo jest ważne .
        Ja nie miałabym problemów z hierarchią wartości i życzę mojemu facetowi aby
        nigdy nie znalazł się w sytuacji w której musiałabym mu to udowodnic...
        • latindancer Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 14:45
          To jak często ten twój facet ma kurs? Codziennie?
          • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 14:47
            dwa razy w tyg
            • latindancer Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 15:10
              I ty robisz problem bo ci sie facet urywa na dwie godzinki w dwa wieczory?
              • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 15:18
                Chyba nie do końca dobrze zrozumiałeś to co wyżej napisałam ...
                • latindancer Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 15:21
                  Nie martw się - doskonale zrozumiałem. I troche wspołczuje twojemu facetowi.
                  • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 15:28
                    Twoje współczucie naprawde nie jest nikomu potrzebne.
                    PS:Mężczyzna uważa , ze wie ale kobieta wie lepiej:))
                    • latindancer Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 15:45
                      To po cholerę zaczynasz takie wątki jak niniejszy skoro z góry zakładasz jaka
                      jest poprawna odpowiedź?
                      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 16:23
                        Ile osób piszących tyle poprawnych odpowiedzi..taka jest prawda . Atakujesz
                        mnie bo czuję i myslę inaczej niż Ty.
                        Wyrażasz wspóczucia mojemu facetowi..czemu ma to słuzyć ?
                        A wątek ten założyłam po to aby poznać opinie innych kobiet i wyrażnie to
                        napisałam ..coż mój błąd , że nie na samym początku, bo moze wtedy nie doszłoby
                        do naszej bezsensownej dyskusji.
                        • latindancer Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 16:53
                          Atakują to komary nad jeziorem.
                          Ja tylko zadaję pytania
                          • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 12.04.06, 17:13
                            Tylko pytania zadajesz .. Jaaasne. A te osoby , które raczyły mieć inne
                            zdanie niż Ty dowiedziały się że są beznadziejne .

                            A co do tej imprezownii w Twoim mieście to powiem Ci , ze jest super...Jedna z
                            moich ulubionych....PS: Badz macho ..ale tylko w tańcu :))
                            • a.bc Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 13.04.06, 17:47
                              latindancer chyba nie ma drugiej połowy i dlastego ma takie poglądy:)
                              • latindancer Co jeszcze wyłuskasz 13.04.06, 20:02
                                na podstawie moich postów?
                                Że jestem dźwigowym w zakładach Bumar-Fablok i że lubię bogracz i pierogi
                                ruskie ale podawane tylko na niebieskich talerzach?
    • smoczozuzia Slusznie 14.04.06, 00:10
      A potem zobaczysz, ze wsciekla to powinnas byc za cos zupelnie innego i zamiast
      sie wsciekac jeszcze mocniej, moze i zaczniesz sie z tego i z siebie smiac.
      Tak to bywa w zlosci i w zyciu :))
    • maretina on ma racje/nt 14.04.06, 09:51

    • mmaupa Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 18:21
      Klaudynko, w pelni popieram Latindancera - ma zdrowe podejscie do tanca.

      Tancze od pieciu lat, i nauczylam sie przez ten czas kilku rzeczy:

      Po pierwsze: Partnerka umie tylko tyle, ile jej partner (nie odwrotnie). To on
      prowadzi, jesli robi to sprawnie, dziewczynie jest o niebo latwiej i
      przyjemniej. Nie dziala to niestety w druga strone. A jako ze dziewczyny na ogol
      szybciej sie ucza, to 8 miesiecy przerwy nadrobisz bez problemu, tym bardziej ze
      ukochany obiecuje Cie podszkolic.

      Po drugie: Nie nalezy tanczyc (turniejowo np., w kazdym razie bardziej powaznie)
      z osoba, z ktora jest sie zwiazana emocjonalnie. Klotnie z domu przenosza sie na
      parkiet. A jak sie zwiazek skonczy, to traci sie partnera - wiem o tym niestety
      z doswiadczenia...

      Po trzecie: Flirtowanie w tancu to nie jest najlepszy pomysl (to a propos
      wrednych klejacych sie bab). Poniewaz taniec niemal automatycznie narzuca tyle
      dotyku, znaczacych spojrzen itd, dodatkowy flirt jest po prostu dyskomfortem.
      Najlepiej tanczy sie z dobrym znajomym, kumplem, wobec ktorego jest sie
      "erotycznie obojetnym" ;). Chyba ze uczycie sie tanczyc tylko i wylacznie po to,
      zeby chodzic na wspolne imprezy.

      Acha, a tak w ogole to ciesz sie, ze facet chce tanczyc!!! Mojemu dalam
      ultimatum - albo uczy sie, albo pozwala mi tanczyc z innymi. Wiec tancze z
      innymi, mam jego blogoslawienstwo.

      Daj facetowi pozyc... Moze w ramach malutkiej zemsty znajdz jakiegos
      przystojnego masazyste do rehabilitacji?

      Zdrowka zycze.
      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 19:26
        Dziekuję Ci za to co napisałaś.:))To mnie przekonuje bo rzeczywiscie Twoje
        argumenty są rzeczowe i konkretne ..ale i tak mi jakoś troszkę smutno jak o tym
        wszystkim pomyslę..Może za kilka tygodni,jak już bedę mogła chodzić to
        spojrzę na wszytko inaczej ..pójde tu , pójde tam i nie bedę miała czasu nad
        tym wszystkim sie zastanawiać.
        To co napisał latindancer trochę mnie zdenerwowało bo zrobił w typowo
        męskim egoistycznym tonie / w stylu: liczę sie tylko ja , mój taniec i moje
        pasje a jak dziewczyna nie jest w stanie zaakceptować to przestaje być moja
        dziewczyną /
        Malutka zemsta oczywiscie będzie ..na pomysł przystojnego rehabilitanta też
        wpadłam...:))
        A tak dla sprawdzenia reakcji powiedziałam mojemu lubemu , ze następny kurs
        zacznę z kim innym bo nie ma sensu aby on się zniżał do mojego poziomu ani ja
        też nie zamierzam w pospiechu nadrabiać to co straciłam...i tak jak myślałam
        bardzo mu sie to nie spodobało...i pewnie gdybym nie ucięła tego tematu to
        skończyłoby się kłótnią ...Czas pokaże co sie wydarzy..:))



        • mmaupa Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 22:02
          No tak, pewnie jakbym sama siedziala z noga w gipsie to by mi tez do smiechu nie
          bylo... Ale wiesz, nie ma co zaogniac sprawy z lubym, ja bym odczekala te kilka
          miesiecy, a potem zaczela sie dopraszac o korepetycje :). Nawet jesli na kursie
          bedziecie tanczyc w innych grupach, to zawsze sa imprezy na ktore mozna
          pochodzic razem (vide Latindancer + dziewczyna).

          Trzymaj sie, pozdrowienia dla ukochanego.
          • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 22:13
            Dzieki...pozdrawiam cieplutko:))
    • h_aniolek Też bym się wściekła 14.04.06, 21:15
      Nie dziwię ci się! Krew by mnie zalała. A swoją drogą spytaj się go dlaczego
      poszedł tam z tobą, a nie sam. Ja i mój chłopak chcemy iść na kurs tańca, żeby
      nauczyć się tańczyć ze sobą, a nie z jakąś inną panną. Ale muszę ci powiedzieć,
      że faceci to tak dziwne stworzenia, że wszystkiego można się po nich spodziewać
      • klaudyna333 Re: Też bym się wściekła 14.04.06, 21:26
        Tylko pamietaj jak juz zaczniesz tanczyć uważaj na swoje nózki:))
        • h_aniolek Re: Też bym się wściekła 15.04.06, 14:15
          Spokojnie. na razie nie zacznę, bo mam problemy z ramieniem. A mój partner
          jakoś nie wybiera sę beze mnie i dobrze!
    • szefu13 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 21:16
      Słusznie. Masz prawo być wściekła na siebie, że rozpieprzyłaś sobie nogę. Ale
      nie na niego :))))))))).
      • klaudyna333 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 14.04.06, 21:31
        na niego , ze przez niego :))
        • szefu13 Re: Czy słusznie , ze jestem wsciekła? 15.04.06, 23:57
          Jak przez nego - podstawił Ci nogę? Kopnął Cię? :))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka