Gość: arthur
IP: *.acn.pl / 10.64.6.*
10.01.03, 16:44
Mam nadzieję, że kobiety wybaczą mi, że zamieszczam pytanie głównie
skierowane do mężczyzn na forum dla kobiet, ale - z tego co zauważyłem -
zagląda tu chyba więcej m aniżeli k. (paradoks? a może kolejne potwierdzenie
faktu, że w necie panoszą się tylko niewyżyci seksualnie małolaci?)
nieważne... do rzeczy:
-(pyt do m):
Czy po kolejnym stosunku, szczególnie odbytym po dłuższej przerwie, nie macie
wrażenia, że wszystko to czysta chemia, biologia, testosteron, czy jak tam
wolicie to nazwać? Że cała ta otoczka (kwiaty, czułe słówka, czasem nawet
miłość, ochy i achy nad "licem" ukochanej) to jedna wielka ułuda, że w
gruncie rzeczy zaspokajacie swoje fizjologiczne potrzeby (i nie mam tu na
myśli tylko i wyłącznie stosunku, ale również potrzebę bliskości, czułości
wobec kogoś, na kim - w gruncie rzeczy - nie wiadomo dlaczego Wam
zależy... ) ?
Gwoli uzasadnienia: byłem niedawno na "Testosteronie" (Montownia) i - z żalem
przyznać muszę - wszystko to prawda, nie ma czegoś takiego jak miłość (tzn
nie ma tego, co ludzie zwykli rozumieć pod pojęciem "miłość"), wszystkim
kierują jakieś tam głupie hormony, nawet w przypadku związku bez kontaktu
fizycznego... (vide: "Testosteron")
Tak, to jest żałosne, ale cóż! Chyba nie zaczniemy lamentować nad tym, jaka
ta rzeczywistość brutalna etc... W końcu potrzebujemy się nawzajem, więc
niech tak będzie, ale co do jednej kwestii jestem pewien (w perspektywie tych
latek życia, które mi jeszcze zostały): Nigdy przenigdy nie będę traktował
swego związku/związków zbyt "poważnie" (co nie znaczy, że nie będę wierny) na
wypadek gdyby moje uczucie w stosunku do mojej partnerki przestałoby być
odwzajemniane...
Zbyt wiele jest przypadków nieszczęśliwych miłości...