Dodaj do ulubionych

Jak zostałam kochanką.

26.01.03, 13:02
Gdy go poznałam nie pomyślałam że jest żonaty,który żonaty miałby dla mnie
tyle czasu,popołudnia,niedziele. Teraz już wiem że ma żonę i kilkuletnią
córkę. I niestety nie umiem się z nim rozstać,kocham go i potrzebuję. On
twierdzi to samo. I że jego stan cywilny to formalność i nic nie zmienia. Ale
nie zmienia to faktu że ciągle jestem tylko kochanką.I czasem przychodzą
takie myśli że czuję się jak ostatnia szmata. Czas upływa a ja stoję w
miejscu. Nie mogę wiele planować z Nim a nie potrafiąc nic planować z
kimkolwiek innym. :(
Obserwuj wątek
    • rzulw Re: Jak zostałam kochanką. 26.01.03, 13:25
      "..I czasem przychodzą takie myśli że czuję się jak ostatnia szmata..."

      Jesli Cie tak nie traktuje, (co wynika z tresci Twojego postu),
      to powinniscie zaplanowac (wlasciwie on) doprowadzenie "tych" formalnosci do
      konca.
    • Gość: johny Re: Jak zostałam kochanką. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 17:55
      eh te zwiazki bez przyszlosci
      moze juz pora sie obudzic i odwazyc na zrobienie zakretu w zyciu ?
      • vika411 Re: Jak zostałam kochanką. 26.01.03, 20:30
        Gość portalu: johny napisał(a):

        > eh te zwiazki bez przyszlosci
        > moze juz pora sie obudzic i odwazyc na zrobienie zakretu w zyciu ?
        umial sie ten facet ustawic.Zona i kochanka...fajnie ma.Tylko czy jestes
        pewna,ze jest zonaty...moze to kolejne klamstwo?
        Nie wierz ,ze z zona jest tylko ze wzgledu na dzieci,chorobe,zobowiazania
        (niepotrzebne skreslic).Ze jest nieszczesliwy i nie moze nic zrobic...itp
        brednie.
        Jestes ta trzecia poki sie nie znudzi.pozniej poszuka innej ...
        Nie mozesz zyc teraz bez niego?Kiedy bedziesz jego zdradzana zona nie bedziesz
        mogla zyc z nim...pomysl o tym.Pozdrowienia.
    • Gość: renia Re: Jak zostałam kochanką. IP: *.athens.access.acn.gr 26.01.03, 20:37
      Niestety uwazam, ze jedyna mądrą radą jaką można Ci dać jest to, żebyś dała
      sobie spokój. Z doswiadczenia Ci mówie, że poboli, poboli, w końcu przejdzie.
      Ułożysz sobie życie z innym, wolnym facetem, on nie jest jakimś siódmym cudem
      świata, nawet jesli Ci sie teraz tak wydaje. Im prędzej to skończysz tym dla
      Ciebie lepiej. Pomijajac juz strone moralną, to wiązac sobie życie z takim
      facetem , zawsze bedziesz musiała go dzielic jeśli nie z jego żoną, od której
      wierz mi, na pewno ani tak łatwo ani tak szybko, a moze wcale nigdy nie
      odejdzie, to rpzynajmniej z jego córka. A po dłuższym czasie tak samo
      spowszednieje Ci jak każdy i będziesz sobie plua w brodę. Jes wielu fajnych
      wartościowych madrych facetów bez ogona i takiego Ci życze. Nie ma co tego
      ciągnać. Zawsze bedziesz w tym układzie cierpieć. Po co? Dla miłości? Bzdura.
      Wybacz, ale wiem co mówię. Pozdrawiam, R
    • popotamka Re: Jak zostałam kochanką. 26.01.03, 21:05
      Vika i Renia mają rację niestety. Takie jest życie.
      • breza Re: Jak zostałam kochanką. 26.01.03, 21:35
        popotamka napisała:

        > Vika i Renia mają rację niestety. Takie jest życie.


        takie jest zycie NAJCZESCIEJ. CZASAMI zdarza sie inaczej.
        znam trzy osoby z kategorii "czasami"
        szczesliwe dzis sa

        znam tez i takie z kategorii "najczesciej"
        tez szczesliwe, ale z kims innym juz.

        nie ma regul

        niestety, nie ma ...

        pzdr

        brezka
    • niuniek6 jak to widac z drugiej strony. 27.01.03, 15:33
      Ja to mialem ale z drugiej strony i smiac mi sie chce jak slysze teksty
      typu "te malzenstwo to tylko formalnosc", "ona nic dla menie nei znaczy",
      cierpie w tym zwiazku" blablabla ze to juz niedlugo potrwa ze jeszcze tylko
      trzeba poczekac na tamto i siamto itp itd i tak to trwa tygodnie, miesiace,
      lata .... .
      Az dziw ze pomimo iz 99 % facetow ma ten sam kit to 99 % kobiet w niego wierzy.

      Jest to tylko prawda wtedy jesli nie kryje sie w domu ze swym zwiazkiem na
      boku. Bo jak sie kryje i wymysla to zanczy ze mu zalezy na tamtym.

      Choc z drugiej strony wcale nie znaczy ze nic do ciebie nie czuje.
      Jedyne wyjscie by sie przekonac to odejsc od niego. Wtedy bedzie musial
      decydowac w ta lub w tamta - jesli nie odejdziesz to on bedzie ciaqgnal jak
      najdluzej ten kozystny dla siebie uklad.
      A ty zaoszczedzisz duzo czasu (z duzym prawdopodobienstwem pare cennych lat -
      choc jeszcze w to nie wierzysz) by sie przekonac.

      • Gość: Allegra Re: jak to widac z drugiej strony. IP: proxy / 195.245.213.* 27.01.03, 21:12
        niuniek6 napisał:
        >
        > Jest to tylko prawda wtedy jesli nie kryje sie w domu ze swym zwiazkiem na
        > boku. Bo jak sie kryje i wymysla to zanczy ze mu zalezy na tamtym.
        >

        Bardzo słuszna uwaga. I jakże prawdziwa.
        Mężczyzna, który tłumaczy się "dobrem dzieci" albo "ona popełni samobójstwo,
        jeśli od niej odejdę" w rzeczywistości nie ma odwagi, żeby postawić sprawę
        jasno: "kocham Cię, ale jest mi wygodnie w takim układzie, gdzie z jednej
        strony mam stabilizację, dom i rodzinę a z drugiej - (być może) miłość swojego
        życia". W takiej sytuacji na ogół decyzję za takiego faceta podejmują jego
        kobiety.. albo żona się dowie i odejdzie, albo kochanka..
    • Gość: grazka fimka!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.01.03, 17:38
      On już raz Cię oszukał, nie powiedział Ci, ze jest żonaty, zależy Ci na
      uczuciach kogoś o takim charakterze, na uczuciach tchórza??? On tak samo
      stchórzy, gdy trzeba będzie odejść od żony!
      Ocknij się i daj mu kopa w d... albo jeszcze wcześniej pogadaj z jego żoną i
      przekonaj się, czy to małżeństwo to tylko "formalność"
      ZAŻĄDAJ rozmowy z żoną - zacznie koleś kręcić - to wiesz, co jest grane i
      błyskawiczna ewakuacja z tego "związku", a na pożegnanie poinformuj żonę o
      wyczynach męża;)
      To, że ukrywał swój stan cywilny - świadczy przeciw niemu. Zaczął od kłamstwa!
      Wykreśl z głowy plany związane z tym facetem, wszystkie słodkie marzenia, wstaw
      na to miejsce kogoś innego, spójrz z innej strony.
      Napisałam, tak jak sama myślę. Odwagi i szczęścia życzę.
      • Gość: grazka jeśli napisałam powyżej zbyt ostro, to przepraszam IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.01.03, 18:29
        jeszcze raz odwagi, fimka:-)
        • Gość: Marion Re: jeśli napisałam powyżej zbyt ostro, to przepr IP: proxy / *.server.ntl.com 27.01.03, 22:12
          Gość portalu: grazka napisał(a):

          > jeszcze raz odwagi, fimka:-)

          Nie uwazam ze to bylo ostre. To po prostu prawda a czasem prawda w oczy kole.
          Jesli moge cos dodac od siebie to to ze facet to po prostu klamca. Oklamal
          dziewczyne a teraz okalmuje wlasna zone. Pomysl czy chcialabys z kims takim
          spedzic reszte zycia? To zycie w klamstwie. Zwiazki takie jak ten moga zrobic
          wiecej zlego niz dobrego :-(
          Marion
    • alfika Re: Jak zostałam kochanką. 28.01.03, 09:44
      Fimko, z miłości się zdobywa nieosiągalne, żyje się w poczuciu szczęścia i
      czuje się wybrańcem losu. Pomijając dłuższe lub krótsze kłopoty, które mają
      prawo się pojawiać, prawdziwa miłość nie jest stanem, który nas tłamsi, poniża
      czy pozwala na kłamstwa.

      Najpierw wybrał kobietę swojego życia, potem pozwolił (jako jedno z dwojga, ale
      zawsze), by to małżeństwo stało się tylko formalnością, teraz oszukał Ciebie
      nie mówiąc o rodzinie... Przepraszam, ale tu jest miejsce na miłość???
      Miłość, która trwa choćby całe życie (a co!) i o którą warto walczyć ma trochę
      więcej wspólnego z prawdą i odwagą i szczęściem...

      Życzę dużo siły teraz, podjęcia decyzji najprostszej - choć trudnej, a w
      przyszłości takiego uczucia, dzięki któremu poczujesz się kimś wyjątkowym i
      wspaniałym.
      Nigdy nie byłam zdradzana, ale to musi być paskudne uczucie.

    • bruine Re: Jak zostałam kochanką. 29.01.03, 09:29
      czasem taka pozornie beznadziejna i w osadzie ogolu skazana na niepowodzenie
      miłość potrafi zwyciężyć
      ale nie masz gwarancji że potem będzie tylko szczescie..
      bo alimenty, jego dziecko to jednak obcy człowiek dla ciebie a dla niego krew z
      krwi.. jego przeszłość, zobowiazania, to że z kimś żył długo i blisko.. wiele
      spraw ktore on juz przezyl a ty jeszcze nie a musisz to zaakceptowac..itp.
      nie jest łatwo i trzeba wiele sily by wytrwac
      dopiero z perspektywy czasu ocenisz czy bylo warto
      zyczę wyboru najlepszego z możliwych rozwiązania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka