Dodaj do ulubionych

Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło.

04.02.10, 15:45
A raczej niewesoło uncertain
Mój mąż chciał ostatnio umyć podłogę w salonie (mimo,iż powiedziałam,że ja to zrobię).
Mycie podłogi (duża powierzchnia) polegało na tym,że nalał może 1/4 wiadra wody bez żadnego detergentu i przetarł płytki uncertain
Oczywiście dzięki jego "pomocy" musiałam drugi raz umyć podłogę,wlewając nieco więcej wody i dodając płynu.
Albo dostrzega jakąś plamkę na szybie w drzwiach i mazia tłustą łapą żeby to zetrzeć.
Mówię: Jak chcesz faktycznie to umyć to weź ajax (ten w spryskiwaczu do szyb) i szmatę i zetrzyj albo zostaw to mnie.
Wymaziasz szybę łapą i nic to nie da uncertain
Albo super pomysł z "pomaganiem" mi w praniu.
Za moimi plecami wkłada do pralki 3-4 powiedzmy ciemnych rzeczy i mówi,żebym potem "tylko" wyciągnęła i powiesiła.
A w koszu na pranie więcej ciemnych rzeczy,tak że spokojnie mogłabym zrobić jedno pranie.A tak muszę wyciągać te 3-5 rzeczy które łaskawie włożył do pralki i jeszcze drugi raz puścić pralkę z następnym kompletem.
A jak "pomagają" Wasi faceci?
uncertain
Obserwuj wątek
    • fajnababka3 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 04.02.10, 20:34
      Ostatnio już tak nie robi ale wcześniej to był standard że do prania ciemnych rzeczy w tym czarnych skarpet dołożył do pełności coś białego np moje białe koronkowe majtki w ilości sztuk kilku (żeby nie było że się jedne zaplątały) po czym przestawałam miec białe majtki ale zyskiwałam szare i szaro-niebieskawo-niewiadomojakie. A tak poza tym to zawsze zostawia mnie samą jak mają przyjśc fachowcy do jakiejś naprawy bo jakby się okazało że coś popsuło się z naszej winy to on by takiego obciachu nie przeżył a babie to zawsze jakoś ujdzie....
      • anneczka78 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 14:22
        > Ostatnio już tak nie robi ale wcześniej to był standard że do prania ciemnych r
        > zeczy w tym czarnych skarpet dołożył do pełności coś białego np moje białe koro
        > nkowe majtki w ilości sztuk kilku (żeby nie było że się jedne zaplątały

        Mój tata robił odwrotnie - do białego prania dodawał jedną lub kilka czarnych
        skarpetek. Efekt był rozleglejszy wink

    • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 09:09
      1) Jak zamieszkaliśmy razem, zdecydował, że kupujemy odkurzacz, żeby nie musieć
      zamiatać. Kupiliśmy w czwartek, ja na weekend wyjechałam, w następny weekend
      pracowałam, w kolejny też mnie nie było, więc dopiero po miesiącu udało mi się
      tego odkurzacza użyć.
      - To co, ja odkurzam, ty mopujesz? - zaproponowałam.
      - Mopuję?! - osłupiał On. - A to trzeba zmywać podłogę po odkurzaniu?!

      2) - Kochanie, wiem, że źle się czujesz, to ja odgrzeję obiad, a ty sobie tylko
      usiądź i mi powiedz, co mam zrobić.
      - Dobrze. Postaw garnek na gazie i umyj chochlę w tym czasie.
      Umył chochlę. Ale najpierw umył wszystko, co było w zlewie, wyszorował zlew i
      kran, napełnił zmywarkę i starł blat. Obiad przed przypaleniem musiałam ratować.

      Ale ogólnie jest słodki i kochany, i wykonuje swoją część obowiązków śpiewająco,
      choć irytująco dokładnie (monkowatość).
        • grejdi Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 10:26
          Ja: Zamieć proszę podłogi
          On: Przecież wczoraj były zamiatane!!!
          Ja: No ale jest syf (łażenie w butach i zwierzyniec)
          On: Przysięgnij, że jak mnie nie ma to też zamiatasz codziennie
          Ja: Oczywiście
          On: Nie wierzę ci.

          Nazywa to domowym molestowaniem - pomaga, ale się przy tym nagada...
          - że Franek, Józek, Pietrek i ktokolwiek inny to NIC w domu nie robią
          - podkreśla, jaki "mi się dobry mąż trafił" - aczkolwiek to zanika, bo mnie
          wkurw wziął na to, jakie to niego cudo i mu wygarnęłam przy mamusi - jego mamusi
          - ilekroć bierze się za: sprzątanie garażu, koszenie trawy, mycie auta, inne
          rzeczy - robione okazjonalnie mówi "żono - idziemy do pracy"
          - a doprowadza mnie do pasji, że robi coś po łebkach, byleby było odfajkowane -
          typu mycie podłogi, z umiejętnym ominięciem miejsca pod doniczkami, sprzątanie
          łazienki bez wyszorowania kabiny natryskowej, wywieszone byle jak pranie, bez
          sparowania skarpetek...
          - no i powinni mu płacić za zużycie ręczników papierowych i płynu do szyb clin.
          Wszystko tym czyści: stół, blat, podłogę, auto, ubikację, kominek, etc. etc.
    • sadosia75 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 10:39
      Pranie jest wielka zagadka dla mojego meza. mamy pralke dla tzw
      idiotow, wystarczy wrzucic ciuchy, przekrecic jedno pokretlo i
      wsio. zadnego ustawiania obrotow czy temperatury ( choc mozna ale
      to wersja dla zaawansowanych big_grin )
      Nauczylam meza jak pokrecic jedno pokretlo, jak sortowac pranie a
      on tak czy siak pierze wszystkie ciuchy razem choc doskonale wie,
      ze nasze ciuchy pierzemy razem a ciuchy dzieci oddzielnie.
      i przegrody na proszek sa wielka zagadka. bo nigdy nie wie ile
      proszku wsypac i gdzie wsypac. efekt byl taki, ze proszek ladowal w
      komorze na plyn a plyn w komorze na proszek. az dziw, ze pralka
      pierze.

      i tak wiem mam ulomnego meza wiec nie trzeba mnie juz o tym
      informowac uncertain
        • sadosia75 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 11:24
          To i ja mialam taka przygode. zaoferowalam sie, ze posprzatam
          mezowi w jego plytach bo mial burdel okropny. i ulozylam
          alfabetycznie wszystkie plyty. a maz uklada je gatunkami. od tamtej
          pory nie ruszam jego plyt smile
          w zeszlym roku pojechalam na myjnie jego autem, wywoskowalam mu
          przednia szybe, ktora pozniej niemilosiernie sie mazala.
          o sprzataniu w jego dokumentach juz nie ma mowy, poukladalam
          wszystko datami notatek sluzbowych a nie numerami spraw.
          do wiekszej ilosci grzechow sie nie przyznam chocby mnie koniami
          ciagnieto po bruku smile)
          • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 21:35
            truscaveczka napisała:

            > Miss, zdecydowanie tak big_grin Mnie nie wolno garnków w szafce ustawiać ;P

            Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane...
            Mnie właśnie niespodzianka spotkała - Mężczyzna mi namoczył palniki w kuchence
            (jutro wizyta mojego teścia-in-spe), wskutek czego gotowanie, które miałam
            zaplanowane na wieczór, przesunęło się na rano.

            Ale obudzę go rano [tu anielski uśmiech].
          • lahna Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 19:10
            Hehe, a mnie nie wolno naczyń wkładać do zmywarki, bo wkładam "byle jak". Moj
            mąż jest mistrzem zmywarkowym i ma jakies swoje specjalne techniki, żeby weszła
            maksymalna ilość naczyń. No i każda rzecz ma swoje ściśle określone miejsce,
            więc jak włożę np. miskę po sałatce do górnego kosza, to potem mam reprymendę wink

            A co do innych rzeczy - mój mąż też nie wiedział, że po odkurzaniu podłogę się myje.

            A ostatnio, gdy odkurzał, dwie pary moich butów przyniósł z przedpokoju i
            postawił na szafce nocnej, zeby mu w odkurzaniu nie przeszkadzały...

            A gdy go proszę o umycie garnka, to zawsze go zalewa "żeby się odmoczył" (nawet,
            jak nic nie jest przyschnięte itp)

            Ma awersję do suszarki do ubrań (takiej drucianej), woli rozwiesić wszystko na
            rurkach od kaloryferów (potem ubrania są w kilku miejscach w mieszkaniu -
            pomięte i splątane, bo rozwiesza "byle się zmieściło")
      • anus85 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 18:21
        A ja lubie jak mąz mi pomaga, chociaz szczerze nie lubie
        określenia "pomaga mi w domu". Niby co, on sobie mieszka a ja mu
        wszystko sprzatam, piore, gotuje etc.?No tak to najwyżej u mamusi
        mogło byćwinkO ile mąż w domu przebywa(oj rzadko...)to kto ma czas to
        sprząta, bez podzialu na moje i twoje obowiązki.Już mnie nie rusza,
        że reczniki niepoukladane wedlug mojego sposobu-byle byly tam gdzie
        ich miejsce.A ze sitko włoży do innej szafki?Nie upieram sie przy
        takich kwestiach i nie poprawiam wszystkiego, bo mi sie nie chce juz
        i nie mam czasu.A lubie jak mąż sprzata, bo czesto robi to
        dokladniej niz ja na codzienwink
        • pergolcia Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 18:43
          Pranie wymieszane w pracle i pofarbowane to norma kiedy dwa razy do
          roku bierze się za nie smile Zagadką dla niego jest także ładowanie
          garów do zmywarki. Zawsze zmieści tak około pięć razy mniej niż ja i
          się dziwi jeszcze, że niby chciałabym jeszcze tam coś upchnąć. Na
          moje nieszczęście ostatnimi czasy WIEELE pracuje a w domu nie robi
          kompletnie nic. I tak nad stołem wisi nam lampa z przepalonymi
          trzema żarówkami. Na dobitke wisi na dwóch sznurkach bo trzeci się
          zerwał jakieś dwa/ trzy miesiące temu. Szafki bez uchwytów to
          norma, lampy bez żarówek też i biedny nawet basenu po lecie nie
          zdązył jeszcze sprzątnąć ;-( Taki zapracowany leniuch. Kiedys w tv
          widziałam taki reportaz ze mozna zamówić sobie takiego Pana złotą
          rączke, który właśnie klamki naprawi, żarówki wymieni itd. Tylko nie
          wiem czy dla mojego M. nie było by to za wielką siarą gdbybym kogoś.
          takiego do domu sprowadziła uncertain
          • beatulek Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 18:55
            Żarówki to ja bym sobie sama wymieniła a nie czekała 3 miesiące,
            uchwyty do szafek to chyba też samemu można dokręcić? Zwłaszcza jak
            piszesz, że wiele pracuje.... Hitem dla mnie był sąsiad, który
            jak w wigilię rano zawieszał lampki na choince przed domem to
            ściągał je w Wielki Piątek (czyli tuz przed wielkanocą) i to na
            prośbe swojej córki.
          • anka-ania Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 11:46
            pergolcia napisała:

            > Tylko nie
            > wiem czy dla mojego M. nie było by to za wielką siarą gdbybym kogoś.
            > takiego do domu sprowadziła uncertain

            Pewnie byłoby, podobnie, jak dla mojego. Dlatego tu działa już sama groźba
            sprowadzenia siły fachowej. Argument wykorzystuję tylko w razie najwyższej
            konieczności, coby nie stracił na mocy. wink
            Powyższe jest konieczne tylko przy pracach wymagających większego zachodu. Na co
            dzień nie narzekam: bez problemu wstawia i rozładowuje zmywarkę, rozwiesza
            pranie (szczególnie ciemne, bo tam jest mnóstwo jego skarpet, których nie
            cierpię wieszać), odkurza i robi mnóstwo innych rzeczy. Czasem zdarza mu się
            zrobić coś na odwal, ale nie czepiam się, bo szczerze mówiąc, sama nie należę do
            zbyt obowiązkowych. tongue_out
    • anu_anu Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 05.02.10, 23:09
      Wiele lat temu nie było mnie w domu przez prawie pół roku.
      Przysporzyło to mężowi wielu zaskakujących doświadczeń, szczególnie,
      że został z córcią liczącą pięć wiosen.
      Najlepsze z nich polegało za spostrzeżeniu, że trzeba kupować papier
      toaletowy. Mój komentarz - sądziłeś, że go piorę?
        • marionaud_1 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 09:51
          PO 35 latach małżeństwa (bardzo udanego) wiem jedno: damska i męska
          racjonalność to są dwie różne sprawy i nie ma co ich mieszać - jasny
          podział obowiązków bardzo pomaga. Mąż robi mnóstwo w domu -
          odpowiada za sprawność całej domowej techniki (latam do niego z byle
          przepaloną żarówką, choć samam też potrafię), utrzymanie porządku w
          ogrodzie i przed domem, doraźne zakupy pod moje dyktando (podstawa
          idzie przez sklep internetowy), cotygodniowe solidne odkurzenie
          całego domu. W tym jest świetny. Do pralki i zmywarki nie
          dopuszczam - no, po prostu to go przerasta. Najśmieszniejsze
          wpadki: psiknięcie sprayem na owady do działającego odkurzacza, do
          którego wciągnął osę (żeby się nie męczyła). Takiej eksplozji dawno
          nie widziałam - kurz był nawet na poddaszu. Posadzenie do góry
          nogami stu cebulek krokusów na trawniku. Dociśnięcie drzwiczkami
          szafki kompletu kryształowych kieliszków. Absolutna niemożność
          zapamiętania, że naczynia żarodoporne mogą być gorące po wyjęciu z
          piekarnika, ciasto także.
          • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 07.02.10, 12:50
            Co do tych cebulek krokusów, to mi się przypomniała moja ciotka - sadziła
            pierwszy raz tulipany i przeczytała w jakiejś książce, żeby pozbawić cebulki
            wierzchniej warstwy, tej przyschniętej skórki. Obrała elegancko, posadziła, po
            czym wróciła do domu i w innej książce przeczytała, że skórki są niezbędne i
            absolutnie nie wolno ich z cebulek zdejmować.

            I co zrobiła? Wykopała wszystkie cebulki, owinęła je w skórki z powrotem i
            posadziła drugi raz.
            • dorota.alex Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 12.02.10, 14:23
              Ja juz trzeci rok z rzedu sadze krokusy i nic z nich nie wyrasta. W
              tym roku zaczelam sie wlasnie zastanawiac, czy to co wyrasta z tych
              cebulek - i co ja biore za wykielkowane korzonki - to moze jednak sa
              wykielkowane roslinki. I niestety nie wiem sad Zasadzilam znowu
              rostkami do dolu - czyli byc moze tez do gory nogami...
              • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 14.02.10, 13:33
                Nie wiem, co to rostki, ale cebulki się sadzi tak jak zwykłą cebulę: korzeniem
                do dołu smile Najprawdopodobniej masz: trefne cebulki (te z super-hiper bywają
                takie syfne) LUB sadzisz za późno LUB powinnaś ocieplać donice LUB sadzisz do
                góry nogami smile Spytaj na forum Ogród na balkonie albo Poradniczek Ogrodniczek.
      • bjeata1965 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 17:27
        pierwszy raz na forum.
        musze sie podzielic sprzataniem (chociaz nie meza ale moim)na wesolo.
        Wiele lat temu, siedze w domu z noworodkiem i z braku zajecia
        zaczelam sprzatac mezowi garaz. Natchnienie mialam chyba jakies bo
        wypucowalam wszystko lacznie z umyciem podlogi (podloga pomalowana,
        nie czysty beton).
        Wrocilam do domu i myje gary, maz wraca z pracy, widzi otwarte drzwi
        od garazu (suszylo sie) i leci biegiem do domu.
        Krzyczy juz w progu:
        "Ch.lera jasna, ogradli nam caly garaz....!!!"
        Wyjemy do dzisiaj jak wspomnimy

      • myszencja6 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 14:45
        mój mąż 'nie pomaga' tylko normalnie zajmuje się domem i dzieckiem, ja ja. W
        końcu to nasze wspólne dobro, wspólny bałagan i wspólne dziecko.
        Ale w jednych sprawach jest lepszy, w innych gorszy. Jedne robię ja, inne on. On
        nie zauważa czegoś takiego jak KURZ, chyba że na monitorze kompa albo tv. Ale na
        szafce obok tv już niewink Pralka- mimo wielu wykonanych przez niego prań jest to
        nadal Wielka Nieznajoma. Sam prania nie wkłada, ja wkładam i ostrzegam, że jak
        będzie chciał coś dorzucić to ma do mnie zadzwonić. I dzwoni zapytać gdzie
        proszek, gdzie płyn oraz ile proszku i ile płynu. Naczynia w zmywarce tak
        upycha, że potem szklanki pękają. Ale ze zmywarką genaralnie daje radę. Jak
        sprząta podłogi-to jego 'specjalizacja', to porządnie, odsuwa meble i takie tam.
        Nie znoszę, że jak myje łazienkę (też jego specjalizacja- ale na zmianę ze mną)
        to odsuwa wszystko (waga łazienkowa, kosz na brudy, taboret...) co stoi na
        podłodze, żeby dokładnie umyć. Ale NIGDY nie odstawia tego na miejsce. Wiem, że
        to pierdoła ale jak akurat trafi na mój kiepski dzień to jest z tego powodu
        afera. Mycie łazienki absolutnie nie zawiera w sobie mycia lustra zachlapanego
        przy goleniu (jego, nie moimwink). Jak mu się skończy np szampon to nie wyrzuci
        pustego opakowania tylko obok stawia nowe, wrrr.
        Ale generalnie nie narzekam, dużo robi i niesprawiedliwe byłoby z mojej strony
        gdybym twierdziła, że leń i nieróbwink
        • inn-ka Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 15:38
          myszencja6 napisała:
          > to odsuwa wszystko (waga łazienkowa, kosz na brudy, taboret...) co stoi na
          > podłodze, żeby dokładnie umyć. Ale NIGDY nie odstawia tego na miejsce.
          Pozwoliłam sobie to odczytać na głos mojemu Lubemu. Skomentował szybko - żeby
          przeschło!

          Mam podobne problemy. Np mycie podłogi w kuchni na jednym zmoczeniu mopa. Brud
          się tylko rozmazuje, ale dla niego liczy się, że widać że na mokro przetarte
          było. Notoryczne nie mycie i nie odkurzanie podłogi za drzwiami, niedokładne
          sprzątanie w kątach - potem mogę koty kurzu z tych miejsc zbierać. I wielki foch
          jak mu pokażę, że zrobił coś niedokładnie!
          Myślę, że to niedostrzeganie drobiazgów przy sprzątaniu to jakaś ułomność
          męskiego mózgu. No, ale mają inne zalety....wink
      • kotka67 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 19:34
        Mój TŻ uważa,że strasznie ciężko pracuje,fakt,ciężko pracje,ale...ja
        też! Ja wprawdzie krócej(czasowo) niż on,ale on po prostu źle sobie
        organizuje tę pracę.
        Nie mogę się doprosić podstawowych rzeczy. Dziś SAMA zmieniłam
        żarówkę podsufitową w łazience,o zmianę której prosiłam od dwóch
        tygodni.I SAMA skleiłam rozwaloną szufadę,tę ze sztućcami,tę
        najcięższą,po dwóch miesiącach proszenia,SAMA!
        Wiem,że umiem,że potrafię,ale....czy tak to ma być,że ja SAMA?
        Jak go nakłonić do tego aby więcej uwagi zwracał na dom?
        • myszencja6 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 06.02.10, 23:51
          ja mam sposób na 'grubszą' sprawę np przywiercenie czegoś, sklejenie, dokręcenie
          etc ostatnio karnisz się obluzował i trzeba było normalnie dokręcić śrubokretem.
          Pewnie bym to sama zrobiła gdyby nie to, że 1. jestem w końcówce ciąży, 2. nie
          dosięgnę. Prosiłam, przypominałam i słyszałam 'zaraz, za moment, chwila,
          już....'. W końcu powiedziałam, że poproszę męża koleżanki (sąsiadki), bo on
          jest 'złota rączka' i takie rzeczy lubi robić. W mig mi przykręciłtongue_out co bym mu
          siary nie robiławink
          • kotka67 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 15:23
            truscaveczka napisała:

            > Kotka, a dlaczego masz sama tego nie robić? Dla zasady? To moze on
            > dla zasady ma sobie majtek nie składać albo jeść nie brać wink
            > Ja robię, co mi trzeba, jeśli umiem i nie przejmuję się. I mój mąż
            > też ma taką samą zasadę.

            Truscaveczko,ja po prostu uważam,że mężczyzna w domu też powinien
            mieć jakieś obowiązki. To,że ja umiem to zrobić i robię,bo dość mam
            już proszenia albo utrudnia mi to życie nie jest powodem do tego
            abym odpuściła mu wszystkie obowiązki. Poza tym,jak napisałaś,majtek
            sobie sam nie składa i jeść przeważnie też sam sobie nie bierze.
            Jeszcze wielu rzeczy nie robi,a ja czasami mam dość,ale tylko
            czasami,jak trafi mi się niż fizyczno-emocjonalny,widocznie w tej
            chwili taki mam.
            Dziękuję za ustawienie do pionu. smile
            • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 10.02.10, 20:48
              kotka67 napisała:
              > ja po prostu uważam,że mężczyzna w domu też powinien
              > mieć jakieś obowiązki.

              Trudno się nie zgodzić, choć wydaje mi się, że po prostu każdy powinien dbać o
              siebie i swoje otoczenie... U nas podłogami zajmuje się On, ale jak coś mi się
              wysypie czy wyleje, to nie czekam, aż wróci i zetrze czy odkurzy, tylko sama to
              robię. Tak samo Jemu korona z głowy nie spadnie, jak czasem umyje kuchenkę, mimo
              że to ja ją brudzę.

              Mieszkanie jest wspólne i wszyscy mieszkańcy powinni dbać o to, żeby wyglądało
              odpowiednio do ich standardów.
    • asiam.33 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 07.02.10, 19:32
      U nas funkcjonuje podział obowiązków. Niestety muszę wszystko dosłownie po mężu poprawiać, taki los... Nie chce go zniechęcać, bo się połozy przed tv jak mężowie moich koleżanek. Jedno, co mnie bardzo denerwuje, to że robi wszystko bez planu-najczęściej łapie za mopa i myje podłogi, potem są awantury, bo ja mu pokazuję ile rzeczy pominął wyżej. Jak zrobię porządek to znowu ma brudne podłogi i tak w kółko. Mówię, mu, że ja też tak tańczyć z mopem umiem-niech pozbiera te wszystkie pierdoły porozrzucane po mieszkaniu.
      Ale za to zakupy robi lepiej ode mnie, przede wszystkim oszczędniej, no i o niczym nie zapomni.
    • carmela_soprano Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 11:47
      Dziwni ci wasi mężowie.
      Mój:
      - obsługuje zmywarkę (starannie układa, jeszcze staranniej z niej wyjmuje -
      przecierając i układając równiutko w rządku);
      - odkurza cały trzypiętrowy dom łącznie ze schodami (czego ja nie cierpię);
      - regularnie ładuje pralkę (rozpoznając przy tym kolory i prawidłowo dopasowując
      temperaturę do rodzaju materiału), po czym rozładowuje i wiesza;
      - zimą odśnieża, latem kosi trawę - bez marudzenia, traktuje to jako sport;
      - codziennie rano opróżnia kocie kuwety;
      - "obsługuje" wynoszenie śmieci, segregację itp.
      Normalnie anioł, nie facet.
        • mujer_bonita Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 13:08
          zla_wiedzma napisała:
          > ??? Że co proszę ??
          > Dziwny to jest Twój mąż...

          Że co proszę?? Facet, który potrafi wykonywać czynności domowe jest dziwny?? Niby dlaczego?? Dziwne, że dorosły człowiek płci dowolnej tego nie potrafi smile

          I moim zdaniem wcale nie jest tak, że 'nie potrafi' tylko nie chce się nauczyć - tak jest przecież wygodniej - krasnoludki domowe pod postacią żony się tym zajmą. Sorry Wiedźmo ale ja ODMAWIAM uznania tego za normalne.
          • czarnyrogalik Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 13:39
            Podstawowa zasad dobrego współżycia każdy robi to co musismile

            Ja nie mam musu sprzątania, i kurz mi nie przeszkadza w codziennym życiusmile Jak
            komuś przeszkadza to może sobie posprzątaćtongue_out A ja mogę mu w tym pomóctongue_out

            Twierdzenie że sprzątanie jest obowiązkiem domowym, to wymysł kobietsmile
            Bo robią to głownie dla siebietongue_outtongue_out
            Jak się faceci na domowej pokerku spotykają, to nie mają potrzeby szorowania
            wszystkiego dookoła, a i tym co facetom - gościom też nie przeszkadzają koty z
            kurzu, czy nieumyta podłogatongue_out

            ale jak się kobiety spotykają to musi być czysto, bo co Krysia sobie pomyślitongue_outP

            Inna konstrukcja mózgu, inne priorytetytongue_out
              • yola13 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 14:12
                madzioreck napisała:

                > Chyba żartujesz. Wielu panów wraca do domu i wytyka zonie, że nie
                posprzątane,
                > a
                > sami palcem nie kiwną.

                masz na mysli chyba tylko tych nadmiernych pedantow, a tym to
                wszystko przeszkadza, nawet pojedynczy kłaczek o ktory sa w stanie
                zrobic awanture, a jak np. gotujesz czy pieczesz i co chwile cos ci
                skapnie na podloge czy na blat to musisz latac ze scierka bo taki
                pedant to znow ci gotow zrobic awanture, takich facetow w dodatku
                zonatych jest naprawde niewielu
            • araceli Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 13:48
              czarnyrogalik napisał:
              > Twierdzenie że sprzątanie jest obowiązkiem domowym, to wymysł kobietsmile
              > Bo robią to głownie dla siebietongue_outtongue_out

              Wątek trafia na główną gazety i na oszołomów długo czekać nie trzeba. Rozumiem, że Ty nie jesz, chodzisz w brudnych ciuchach a jak Ci się tyłek do brudnego krzesła przylepi to wszystko ok?

              > Inna konstrukcja mózgu, inne priorytetytongue_out

              Jasne - dopóki Twoim 4 literom jest ok nie? Gorzej jak żoneczka zacznie się stosować do teorii i Twoje priorytety olewać big_grin
              • czarnyrogalik Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 09.02.10, 12:18
                araceli napisała:

                >
                > Wątek trafia na główną gazety i na oszołomów długo czekać nie trzeba. Rozumiem,
                > że Ty nie jesz, chodzisz w brudnych ciuchach a jak Ci się tyłek do brudnego kr
                > zesła przylepi to wszystko ok?

                Już się nauczyłem że dla większości ludzi ktoś kto inaczej myśli, wbrew
                przyjętym normom to oszołom. Nie oszołomem nie jestem - sprzątam, czasami
                gotuję, czasami pralkę włączam (prawie zawsze rozwieszam, co w mojej opinii jest
                ciut bardziej pracochłonne niż wstawianie pralki), czasami sprzątam. Ale robię
                to według własnych potrzeb. Mam brudne rzeczy to je piorę. Jestem głodny to
                robię sobie jeść. Moja luba jest głodna to robię jej jeść. Prosi o herbatę to
                robię, rano po bułki wychodzę bo lubie, z kosza się przelewa to wyrzucam. Po
                prostu nie robie tego dla zasady że tak musi być i koniec. Robię to wtedy kiedy
                jest taka potrzeba. Jak chcę herbaty to robię sobie kubek a nie cały dzbanek,
                żeby następnego dnia rano wylać 3/4 do zlewu. Jak mam jeszcze 10 czystych
                koszul, to nie piorę 10 brudnych, robię to dopiero jak mi zostają 3. A kobieta
                mając całą szafę rzeczy, pierze 3 razy w tygodniu, bo 9/10 rzeczy nie
                zakłada.Jakby moja luba miała dwie bluzki, to prałbym jej je codziennie - żeby w
                brudnych nie chodziła, ale ma ich w pip więc dlaczego mam tą część którą nosi
                częściej prać z większą częstotliwością? Dlaczego mam partycypować w czymś co
                jest bezsensem, ale przyjętą normą? Prasuję koszule według potrzeb - a nie po
                praniu - bo i tak przed wyjściem trzeba będzie je przeprasować, więc po co
                powtarzać bezsensowną czynność?
                Tak jak mi się tyłek do brudnego krzesła przyczepi wszystko jest ok. Nie umrę od
                tego. Posprzątam po prostu. Ale do kotów z doniczką z gigantycznym kaktusem
                (który się kurzy jak cholera) i zasłonkami (które zbierają kurz jak cholera) nic
                mi się nie przyklei. Pomijam fakt że ani kaktusa ani zasłonki nie chciałem, są
                ze względów estetycznych, więc ten kto wpadł na ten genialny pomysł ma obowiązek
                przy nim sprzataćsmile ja mogę pomóc, ale ja tego obowiązku nie mam. Bo jeśli to ma
                być mój obowiązek, to w oknach żaluzje a wszystkie kwiaty które wymagają troski
                większej niż podlewanie raz w miesiącu robią out.


                > > Inna konstrukcja mózgu, inne priorytetytongue_out
                >
                > Jasne - dopóki Twoim 4 literom jest ok nie? Gorzej jak żoneczka zacznie się sto
                > sować do teorii i Twoje priorytety olewać big_grin

                Ależ oczywiście że PRAWIE KAŻDA żona olewa priorytety męża. Inna konstrukcja
                mózgu - inne spojrzenie na świat. Gdyby nie olewała, to hmmmm, sex byłby 3 razy
                dziennie w każdym domutongue_out Skończyłoby się marudzenie, wypominanie, a takie wątki
                by nie istniałytongue_out

                Ja jasno zaznaczyłem - obiad nie jest dla mnie priorytetem, sam potrafię się
                wyżywić (żonę też) więc gotowac nie musisz. Śniadania i kolacje robię sobie sam,
                na obiad też sobie coś zorganizuję. Prać potrafię sam - więc jeśli będę
                potrzebował to sobie wypiorę. Sprzątać potrafię, więc jeśli bałagan mi
                przeszkadza to sobie posprzątam. Mogę iść na ustępstwo i dla Twojego dobergo
                samopoczucia robić to częściej niż wymaga tego moje poczucie konieczności. Ale
                jeśli moja żona robi coś bo czuje taką wewnętrzną (czy w jej opinii zewnętrzną
                potrzebę), to niech nie mówi że robi to dla mnie, bo robi to głownie dla
                siebietongue_out I to staje się moim obowiązkiem o tle o ile chcę żeby się dobrze czuła,
                a nie dlatego że MUSZĘ. Bo nic nie muszę, dopóki mnie to nie przeszkadza.

                reasumując - chcesz żeby mąż w domu sprzątał, pomagał w "obowiązkach domowych"?
                spraw, żeby on chciał sprawiać Ci przyjemność. Bo dla niego obowiązkiem domowym
                nie jest z całą pewnością sprzątanie, gotowanie czy pranie. Mężczyzna robi to w
                razie potrzeby, a każdy ma inne potrzebytongue_out I jeśli kobieta uważa, że ugotowany,
                pyszny obiad, czysta, wyprasowana koszula, i brak kotów w rogach pokoju
                zaspokaja potrzeby mężczyzny.... to wypada mi się tylko uśmiechnąć. W sklepie
                jest kiełbasa i chleb, w domu stoi pralka, a w każdym supermarkecie są pralnie,
                a używanie odkurzacza nie sprawia problemów mężczyźnie. Jak poczuje potrzebę
                którejś z tych rzeczy, to po prostu to zrobi. Jeśli kobieta czuje potrzebę to
                kobieta to robi. Ale na pewno nie robi tego aby zaspokoić potrzeby mężczyzny
                tylko swoje. W schowku na narzędzia mam idealny porządek, bo mnie wnerwia jak
                coś leży nie na swoim miejscu.
                Domu jak chlew nie mamsmile bo świetnie się z kobietą mojego życia dogaduję, i jej
                często pomagam. Bo chcę żeby była szczęśliwa i wypoczęta. Ale nie robię tego bo
                muszę, tylko dlatego że chcę.
                • araceli Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 09.02.10, 15:12
                  czarnyrogalik napisał:
                  > z kosza się przelewa to wyrzucam. Po
                  > prostu nie robie tego dla zasady że tak musi być i koniec. Robię to wtedy kiedy
                  > jest taka potrzeba.
                  (...)
                  > Tak jak mi się tyłek do brudnego krzesła przyczepi wszystko jest ok. Nie umrę
                  > od tego. Posprzątam po prostu.

                  Tylko niestety nie zauważyłeś, że wątek jest o panach którzy właśnie NIE ROBIĄ
                  nawet jak JEST potrzeba, którzy nie sprzątają 'po prostu'.

                  Widzisz czarnyrogaliku - piszesz, że jak jest potrzeba to robisz. Jak kończą się
                  koszule to pierzesz, jak wylewa się z kosza to wyrzucasz śmieci. Jak sam
                  napisałeś 'nie robisz tego dla zasady tylko dlatego, że tak musi byś i koniec'.
                  To właśnie jest kwestia OBOWIĄZKÓW DOMOWYCH - które wynikają z faktu, że
                  człowiek żyje, jeść musi i założyć na siebie coś też. A w związku z tym, że je,
                  brudzi i potrzebuje czystych ubrań zarówno kobieta jak i mężczyzna to obowiązki
                  te powinny być między nich dzielone. Samo się nie zrobi. Jak dzielone i jakie to
                  obowiązki to już ich sprawa.

                  I nie do końca jest to kwestia potrzeb bo jak widać w tym wątku panowie potrzeby
                  mają ale palcem nie kiwną. Bo tak łatwiej, bo wygodniej na kogoś (żonę) zwalić,
                  bo jak udadzą, że nie umieją to żona za nich zrobi. Chyba każdy by tak chciał wink


                  > Ależ oczywiście że PRAWIE KAŻDA żona olewa priorytety męża. Inna konstrukcja
                  > mózgu - inne spojrzenie na świat. Gdyby nie olewała, to hmmmm, sex byłby 3 razy
                  > dziennie w każdym domutongue_out

                  Kolejny stereotyp. Ja bardzo chętnie 3 razy dziennie a mój facet niekoniecznie.
                  I co teraz? tongue_out
            • misself Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 10.02.10, 20:50
              czarnyrogalik napisał:

              > Jak się faceci na domowej pokerku spotykają, to nie mają potrzeby szorowania
              > wszystkiego dookoła, a i tym co facetom - gościom też nie przeszkadzają koty z
              > kurzu, czy nieumyta podłogatongue_out
              >
              > ale jak się kobiety spotykają to musi być czysto, bo co Krysia sobie pomyślitongue_outP

              Mierzysz innych swoją miarą?
          • anonimiusz Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 13:57
            ja staram sie pomagac mojej lubej w sprzataniu domu. Dzisiaj chcialem
            zrobic cos wiecej. Kupila "elektroniczny mop" - dziala to na zasadzie
            pary wodnej, nie trzeba co chwile wymieniac wody itp. itd. No to
            dzisiaj powiedzialem, ze moze ja sprobuje to zrobic? Zgodzila sie.
            No to wzialem tego "mopa", nalalem wody, podlaczylem do pradu.. I juz
            krzyki, ze co to ja wyprawiam, ze wpierw musi sie nagrzac, nie moze
            stac, tylko lezec. Nastepnie z ryjem, ze nei zalozylem nakladki i mam
            ja natychmiast przyniesc.. No to przynioslem, nalozylem.. I znow z
            ryjem, bo przynioslem nowa, a nie stara-brudna. Sie wkurzylem,
            stanowczym tonem powiedzialem, ze wystarczylo powiedziec mi ZANIM sie
            za to zabralem, a nie dopiero po fakcie. Zripostowala, ze mialem
            sobie przeczytac instrukcje obslugi, co zajeloby ~30min., bo tyle Ona
            to czytala. Oczywiscie streszczenie zajeloby Jej to 2min... Wpienilem
            sie jeszcze bardziej i powiedzialem, zeby sama sie bawila ze
            sprzataniem, bo takim tonem nikt ze mna rozmawial nie bedzie. I w tej
            chwili wszystko sprzata, a ja mam swiety spokoj.
            Chcialem dobrze... A teraz bedzie, ze w niczym nie pomagam i
            blablabla... A niech sie rozczula nad soba smile
      • yola13 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 14:07
        carmela_soprano napisała:

        > Dziwni ci wasi mężowie.
        > Mój:
        > - obsługuje zmywarkę (starannie układa, jeszcze staranniej z niej
        wyjmuje -
        > przecierając i układając równiutko w rządku);
        > - odkurza cały trzypiętrowy dom łącznie ze schodami (czego ja nie
        cierpię);
        > - regularnie ładuje pralkę (rozpoznając przy tym kolory i
        prawidłowo dopasowują
        > c
        > temperaturę do rodzaju materiału), po czym rozładowuje i wiesza;
        > - zimą odśnieża, latem kosi trawę - bez marudzenia, traktuje to
        jako sport;
        > - codziennie rano opróżnia kocie kuwety;
        > - "obsługuje" wynoszenie śmieci, segregację itp.
        > Normalnie anioł, nie facet.

        nasuwa sie jedno zasadnicze pytanie, co Ty robisz w tym domu? Nie
        musisz odpowiadac
        • una_mujer Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 15:58
          Yola 13, naprawdę wydaje Ci się, że to już wszystkie obowiązki
          domowe? Jest jeszcze gotowanie, prasowanie, mycie podłóg, okien,
          łazienki, itp... Uważam, że komentarze: "a co ty w takim razie
          robisz" w stosunku do osób, których mężowie mają swoje obowiązki
          domowe świadczy o zazdrości...
          Mój mąż zajmuje się obsługą zmywarki (nawet jak ja włożę naczynia,
          to i tak przed włączeniem je wyjmuje i układa "po swojemu"),
          odkurza, myje podłogi, ściera kurze i wynosi śmieci. Zajmuje się też
          drobnymi naprawami. Ja gotuję, piorę i zajmuję się utrzymaniem w
          czystości kuchni, łazienki i toalety. Długo prasowałam, ale od
          niedawna do prasowania przychodzi do nas raz w tygodniu pani, która
          robi to szybciej i lepiej niż ja. Sam nam wyszedł taki podział
          obowiązków, nie ustalaliśmy tego - od razu wiedzieliśmy, że skoro
          oboje pracujemy to obowiązki domowe też musimy podzielić i każde z
          nas wybrało sobie to, w czym się czuje najlepiej. Nie traktuję tego
          w kategorii pomocy w domu; to jest normalny podział obowiązków. W
          moich nikt mi nie musi pomagać. I to jest normalne.
          Bawi mnie tylko, jak u mojej teściowej mój mąż zostawia nieumyty
          kubek na stole, jak jego tata, żeby teściowa go sprzątnęła - w domu
          nigdy by tego nie zrobił smile
      • agewli Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:27
        carmela_soprano napisała:

        > Dziwni ci wasi mężowie.
        > Mój:
        > - obsługuje zmywarkę (starannie układa, jeszcze staranniej z niej wyjmuje -
        > przecierając i układając równiutko w rządku);

        heh, mój też, może nie przeciera, ale generalnie interesuje się techniczną
        stroną zagadnienia (sól, nabłyszczacz, takie tam), wkłada co potrzeba do dolnego
        i górnego kosza, wyjmuje i odstawia na własciwe miejsce

        > - odkurza cały trzypiętrowy dom łącznie ze schodami (czego ja nie cierpię);

        pewnie, że odkurza! ja zrobiłabym to może minimalnie dokładniej, ale generalnie
        nie jest źle smile a potem zmywa podłogę mopem... no i ściera kurze z półek itd.

        > - regularnie ładuje pralkę (rozpoznając przy tym kolory i prawidłowo dopasowują
        > c
        > temperaturę do rodzaju materiału), po czym rozładowuje i wiesza;

        dokładnie tak! rozpoznaje kolory rodzaj tkanin, a przy doborze temperatury jest
        nawet bardziej rygorystyczny niż ja. mogłby bardziej przylożyc się do wieszania,
        ale popracujemy nad tym smile

        > - zimą odśnieża, latem kosi trawę - bez marudzenia, traktuje to jako sport;
        mój jako sport traktuje wizyty w myjni samochodowej, manualnej takiej smile

        > - codziennie rano opróżnia kocie kuwety;

        zajmuje się chomikiem, nigdy nie zmieniałam mu ściólki, karmię tylko rekreacyjnie

        > - "obsługuje" wynoszenie śmieci, segregację itp.

        no jasne, aczkolwiek zdarza mu się na włozyc nastepnego worka na smieci
        natychmiast po wyjęciu dotychczasowego...

        > Normalnie anioł, nie facet.

        no ale mój gotuje jedynie szczątkowo... za to codziennie robi kawę do łóżka smile

        i co najważniejsze - robi to z własnej nieprzmuszonej woli, ale gdyby mógł,
        spyliłby całość zagadnienia na mnie... niestety nie może smile))))))))

        PZDR
    • miss.mirabelka Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 13:45
      Skąd wy bierzecie tych niedorozwojów? Chyba normalny dorosły człowiek
      umie zrobić pranie, pozmywać, czy posprzątać? Ja tych czynności
      szczerze nienawidzę, nie sprzątam szczególnie starannie ale mnie to
      jakoś nie przerasta.Mojego faceta też nie, bo jest normalnym dorosłym
      człowiekiem, a nie jakimś upośledzeńcem.
    • yola13 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 14:03
      mój mąz codziennie wyprowadza na spacer 2 psy- 3 razy dziennie,
      wyrzuca smieci, robi zakupy, i załatwia zawsze wiekszosc spraw w
      urzedach, raz na jakis czas piecze chleb ktory tylko on umie robic,
      i odkurza jak go poproszę, a gotowanie, pranie, zmywanie,mycie okien
      i czyszczenie np. WC czy łazienki zostawiam sobie
    • greenpiss Wybiórcza lista obowiązków domowych. 08.02.10, 16:23
      Dlaczego tylko gary, mycie podłogi i pranie? Coś mi się zdaje, że baby obowiązki
      chcą dzielić tak: "są pewne typowo męskie zajęcia i one są wyłącznie twoje, a
      moimi się po partnersku dzielimy". Hehehe.

      No, ale skoro ma być śmiesznie z przykładami, to dalejże: Moja, z okazji wizyty
      szwagierki, chciała się popisać, jak to ona"wszystko robi". Wystroiła się
      należycie w robocze ubranko, wzięła z garażu kosiarkę (pierwszy raz w życiu) i
      wyjechała z nią... na mokrą trawę. Humor w humorze: ile Pań ten humor doceni?
      • theorema Re: Wybiórcza lista obowiązków domowych. 08.02.10, 22:10
        ha, to dobre! w ogóle zastanawiam się, dlaczego kobiety mają ambicję uchodzić za
        takie co to "wszystko robią" albo udawać pracowite, niezastąpione mróweczki? Ja
        np.,obojętnie z kim jestem w związku, zawsze jestem tą, co nie wie jak się
        zabrać za mopa, mycie szyb uważa za fanaberie zagrażające zdrowiu(zapalnie płuc)
        a nawet życiu (wypadnięcie z 14. piętra...)smilenie lubię również moczyć sobie rąk,
        czyli nie ścieram bez przerwy blatów itd...jak mężczyźnie to do życia niezbędne,
        niech sam robi. Ja jestem od innych rzeczy, przypominania o ważnych sprawach np.
        I jakoś okazuje się, że mężczyzna nie pouczany bez przerwy potrafi wykonać
        większość rzeczy wspomnianych przez moje poprzedniczki..."wystarczająco dobrze"!
            • miss.mirabelka Re: Wybiórcza lista obowiązków domowych. 09.02.10, 10:41
              Ja bym tu nie mówiła o winie tylko o konsekwencjach postępowania. Dla
              mnie to normalne, że jak np. wybieram sobie do bliskiej znajomości
              koleżankę, która zawsze pożycza drobne i nie oddaje, to ponoszę
              konsekwencje mojego wyboru, a nie wściekam się na nią. Po prostu
              trzeba zacząć patrzeć na swoje życie jak na to, czym dysponujemy
              wedle uznania, tylko zrozumieć, że z każdym wyborem wiążą się
              konsekwencje. Nie wiem, czy naprawdę kobiety robią tak, że spotykają
              faceta na ulicy i po tygodniu gnają do ślubu? Bo tak to wygląda -
              jakby mieszkały z kimś obcym, o kim nic nie wiedzą i wielkie
              zdziwienie, że tak się zachowuje. Po co decydować się na związek z
              kims, kto jest nierobem, nie umie po sobie sprzątnąć (co moim zdaniem
              świadczy o głębokim problemie, jeśli dorosły człowiek nie opanował
              czynności tego typu. Może określenie niedorozwój było nieeleganckie,
              ale o prawidłowym rozwoju tu mówić nie można, bo nawet osoby lekko
              upośledzone są w stanie opanować część tych czynności.)Przecież nikt
              nie każe być z takim facetem? Poza tym zanim się wejdzie w bliską
              relację trzeba ze sobą rozmawiać, a nie tylko seks i sekssmileDzięki
              temu mój mężczyzna od początku wiedział, że specjalnie sprzątać nie
              zamierzam, nie widzę nic złego w tym, że zlew jest pełen brudnych
              naczyń dopóki mam na czym zjeść, a mycie podłogi mopem po odkurzaniu
              uważam za fanaberię. I świadomie zdecydować się na związek z taką
              osobą.A jak ktoś traktuje sprzątanie jak pasję życiową i wszystko
              poleruje, to to nie jest praca domowa tylko hobby, a hobby każdy
              realizuje sam.

              A co do wychowania synów... byłam kiedyś z facetem, który w domu nie
              robił nic, jego mama podstawiała wszystko pod nos, sprzątała,
              układała uprasowane rzeczy w szafie, a nawet kupowała ubrania. I co?
              wprowadziłam się, nie miał kto tych czynności wykonywać i nagle się
              okazało, że jak chce mieć na czym zjeść to musi włożyć do zmywarki i
              nastawić zmywanie. Jako że jego poziom intelektualny był w normie,
              opanował to wszystko błyskawicznie. W efekcie jedyną moją czynnością
              było nastawianie prania (bo wyjmowanie już nie), czasem zaniosłam
              talerz po jedzeniu do kuchni. On robił cała resztę. Więc gadanie o
              wychowaniu to tylko usprawiedliwianie swoich złych relacji w związku.
              • an.naja Re: Wybiórcza lista obowiązków domowych. 09.02.10, 14:22
                fajne obserwacje i zdrowe podejście do związków, miss.mirabelko
                ale co to przeszkadza w gadaniu o wychowaniu??? czy dążenie do zmian w
                świadomości i wychowaniu wyklucza zdrowe podejście do związków i własnego życia?
                ależ to się zazębia!

                gadanie o wychowaniu jest konieczne

                nie popadajmy w taki paradoks, że jest kupa w salonie a my zamiast próbować ją
                posprzątać mówimy sobie: "przecież każda odpowiedzialna osoba umie tak
                pokierować swoimi krokami, aby nie wdeptywać w kupę!"


                • miss.mirabelka Re: Wybiórcza lista obowiązków domowych. 09.02.10, 17:43
                  Otóż ma tyle, że wychowanie jednoznacznie odnosi się do pewnego
                  okresu, a mianowicie dzieciństwa. Wychowuje się dzieci (lub
                  zwierzęta). Mówiąc o wychowywaniu osoby dorosłej infantylizujemy ją i
                  ustawiamy się w relacji, jakiej na pewno nie można nazwać partnerską.
                  Ustawianie mężczyzny w postaci dziecka a siebie w roli wychowującej
                  matki do dla mnie pomylenie ról.Już pomijając, że nie uśmiechałaby mi
                  się perspektywa seksu z wychowankiemsmileZresztą zauważ, że zwykło się
                  mówić o wychowywaniu facetów...tymczasem proponuję dla eksperymentu
                  założyć na kilku forach wątki pod tytułem: jak wychować żonę, żeby
                  zobaczyć reakcję kobiet. Jestem przekonana, że będą oburzone takim
                  określeniem. Poza tym jak w tych wypowiedziach widzę, że kobiety są z
                  facetami, którzy maja kompletnie inne priorytety, styl, codzienne
                  potrzeby i nawyki. Pewnie, że można pracować nad związkiem, ale czy
                  nie prościej od razu postarać się lepiej poznać i nie wchodzić w
                  bliskie relacje z ludźmi tak odmiennymi?
                  • an.naja Re: Wybiórcza lista obowiązków domowych. 09.02.10, 18:02
                    ja tam mówiłam o wychowaniu dzieci
                    żeby było normalne i w domu i w szkole i żeby nie prowadziło do takich zwiech

                    a także o tym co wychowanie zrobiło tym obecnym dorosłym kiedy byli dziećmi, bo
                    o tym też trzeba pamiętać, choć na zachowanie dorosłych wpływa się w inny
                    sposób, co słusznie zauważaszsmile

    • aiueo Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 16:28
      Sprzatanie i odkurzanie u nas odbywa sie na zmiane, raz ja, raz maz.
      Czasem jak widze jego odkurzanie gladkiej podlogi koncowka do
      odkurzania dywanow albo machanie mopem, wraz ze skutecznym omijaniem
      katow czy krawedzi podlogi przy scianie, to mam ochote sie wtracic.
      Powstrzymuje sie jednak i macham reka, bo nie chce go zniechecic do
      tych czynnosci, a najwyzej nastepnym razem sama odkurzam i wyciaram
      dokladniej powierzchnie ktore tego wymagaja. Maz za to jest
      specjalista w czyszczeniu filtra w odkurzaczu, siedzi pol godziny i
      wydlubuje kocie futro, ktore ciagle zapycha filtr. Jemu sprawia to
      nieopisana satysfakcje smile mnie to odrobine bawi ale tez cieszy, bo
      ja akurat nie mam przyjemnosci w rozgrzebywaniu kurzu z odkurzacza.
    • labellaluna Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 16:42

      Mój mąż sam siebie dużo robi w domu, w związku z tym jeśli zrobi coś nie tak, to
      głupio mi tak się czepiać, no ale czasem muszę (np. gdy piecze w piekarniku
      tosty na gołym ruszcie bez żadnej foli czy naczynia i cały ser skapuje na dno
      piekarnika a ruszt jest poobklejany).

      Mój mąż lubi zmywać naczynia. Niestety nie rozumie, że talerze też trzeba umyć
      pod spodem. Nienawidzę potem tych śladów palców. Albo nie dopatruje się osadu po
      herbacie na dnie kubka lub śladów szminki.

      Nie umie wieszać prania. Wiesza tak jak wyjął, bez strzepnięcia i wyrównania na
      sznurku. Grrrr. Wszystko wygląda potem jak psu z gardła wyjęte.

      To jego największe grzeszki.Bo tak to jest cudo pod tym względem: sam rozmraża
      mi lodówkę, umyje okna, odkurzy bez pytania i wymopuje podłogę. Tylko kurzu z
      mebli zapomina wytrzeć,co mu wspaniałomyślnie wybaczam i sama nadrabiam.
      • an.naja Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 17:28
        nie obraźcie się dziewczyny, ale mnie niezwykle bawi to, że jak dwa tygodnie
        temu była dyskusja o tym, czy praca domowa to praca, to latały w niej przeróżne
        herezje - a to, że nie wysiłek, a to, że nie praca, a to że nie ma o czym gadać,
        bo to żaden problem, bo niepowszechny, bo wszyscy wszystko mają jednym palcem
        poukładane w związkach i w ogóle w całej Polsce partnerstwo i jednomyślność

        obserwuję ten wątek i dwa inne pokrewne i właśnie widzę, jaki to niepowszechny
        problem z tą pracą domową i jakim to ona jest żadnym wysiłkiem

    • chersona Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 17:29
      Ja nie oczekuję od męża, żeby pomagał mi w sprzątaniu - bo robi to
      byle jak i niechlujnie. Chciałabym i uważam, że już to samo bardzo
      by mi pomogło, żeby nie brudził i nie bałaganił tak jak potrafi, a
      przede wszystkim, żeby odkładał rzeczy na swoje miejsce. Nigdy tego
      nie robi. Po dobroci i po złości - żadne prośby i żadania nie
      skutkują. Tyle tylko, że dochodzi do spięć i kłótni poniżej krytyki.
      zwykła czynność robienia sobie kawy - otworzy szafkę, wyjmie słoik z
      kawą - szafki nie zamknie, słoik zostawi otawrty gdzie bądź, kawę
      zawsze zrobi tak, że ciemno brązowe plamy zostają na blacie kuchni,
      sciekają po nim na podłogę. I tak zostaje. Części garderoby fruwają
      po mieszkaniu. Każda skarpetka szuka swojej pary po zakamarkach
      mieszkania. Za to jak wrzuca rzeczy do prania, to obowiązkowo
      sparowane skarpetki zwinięte w kulkę, spodnie z kieszeniami
      wypchanymi chusteczkami i innymi smieciuchami. zabłocone buty prosto
      do mieszkania, sztućce wyjmowane do oporu aż zabraknie czystych
      (zmywarki nie mamy). zlew zapchany resztkami jedzenia, chocbym
      tysiąc razy prosiła, żeby resztki usunął do kosza.
      dla mnie to jest problem. nie brak pomocy w sprzątaniu, tylko
      sprzątanie po mężu flejtuchu i bałaganiarzu.
    • rainbow23 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 17:39
      U mnie wprowadzilam tgz. komunistyczny podzial obowiazkow. Oboje pracujemy wiec
      jak wracamy do domu oboje sprzatamy i dzielimy sie obowiazakmi. Sprztanie polega
      na tym ze kazde z nas wybiera co chce robic. Zwykle moj maz odkurza a ja
      sprzatam reszte. Troche mi zajelo nauczenie go ze odkurzanie nie znaczy tylko
      przejechanie odkurzaczem po dywanie, ale tez wiaze sie z okurzeniem mebli. Teraz
      "uczymy sie" wyrzucac smiecibig_grin. Do tej pory na komende "Kochanie wyrzuc smieci"
      moj maz bral worek ze smieciami i dzielnie szedl z nimi do kontynera. Jezeli cos
      typu pudelko, butelka po napoju itd lezalo kolo kosza nie bylo przez niego
      klasyfikowane jako smiec. Kilka razy mu na to zwrocilam uwage i teraz widze ze
      cos zaczyna switac i jak wyrzuca smieci to zerka tez obok koszasmile. Kazda "nowa"
      praca domowa ktora mu zlecam wiaze sie dawaniem bardzo szczegolowych instrukcji.
      Jesli ich nie dam i nie wytlumacze dokladnie na czym robote polega i co mam na
      mysli, mam gwarantowana wlasnoreczna poprawkesmile. Ale tak to juz jest z
      facetami..nie zwaracaja uwagi na szczegoly, ktore dla nas kobiet prawdopodobnie
      sa najwazniejsze. Przynajmniej dla mnie sa...
      • inn-ka Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 18:25
        rainbow23 napisała:

        Kazda "nowa"
        praca domowa ktora mu zlecam wiaze sie dawaniem bardzo szczegolowych instrukcji.
        Jesli ich nie dam i nie wytlumacze dokladnie na czym robote polega i co mam na
        mysli, mam gwarantowana wlasnoreczna poprawkesmile

        O to, to właśnie. Na mojego działają też racjonalne i logiczne argumenty
        przemawiające za tym, że coś należy zrobić w określony sposób, np. kolejność
        zmywania naczyńbig_grin
    • zloty.strzal Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 18:50
      W jak młodym wieku oderwałyście tych facetów od spódnicy mamusi? To nie jest
      tak, że dorosły człowiek umie o siebie i swoje otoczenie jakoś zadbać, a nie, że
      ten pralki nie umie obsłużyć, drugi szyby nie umie wytrzeć... Czy oni na pewno
      lat mają tyle, żeby się prokurator nie czepiał?
      • rainbow23 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:00
        Tu nie chodzi o wiek. Bardziej o wychowanie i predyspozycje. Dlatego jest tak
        bardzo istone uczyc swoje dzieci ( mam na mysli przede wszystkich synow)
        zauwazac balagan jesli jest i sprzatac. Niestety wiele naszych mam nie pracowalo
        jak bylismy mali wiec same zajmowaly sie prowadzeniem domu i sprzataniem. Teraz
        widac tego efekty. Tu nie chodzi o to ze faceci nie sa w stanie sie tego
        nauczyc. Tu chodzi o to, ze nigdy wczesniej nie mieli takiej potrzeby, ani tez
        nikt ich do tego nie zmuszal. Poza tym jak juz wczesniej napisalam, faceci nie
        zwracaja uwagi na szczegoly. Nie znam faceta ktory by zauwazyl kurz na meblach
        do poki sie mu na to nie zwroci uwagi. Poprostu im to nie przeszkadza.
      • an.naja Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:10
        no właśnie,
        żywy dowód - ja
        żadne preferencje pro-porządkowe u mnie nie występowały, bałaganiarstwo za to
        straszne i od urodzenia
        matka wymiękła, zrezygnowała i wychowała niezgułę, łączącą wszystkie cechy
        przypisywane "wznoszącym się ponad przyziemne szczegóły" mężom i TŻ

        jestem kobietą - mam iść na operację przeszycia tego i owego?
      • an.naja Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:12
        @czescjacek
        no właśnie, jaka mistyka, jakie umysły

        żywy dowód - ja
        żadne preferencje pro-porządkowe u mnie nie występowały, bałaganiarstwo za to
        straszne i od urodzenia
        matka wymiękła, zrezygnowała i wychowała niezgułę, łączącą wszystkie cechy
        przypisywane "wznoszącym się ponad przyziemne szczegóły" mężom i TŻ

        jestem kobietą - mam iść na operację przeszycia tego i owego?
        chyba nie, po prostu się uczę to wszystko robić
    • bukanor Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 19:46
      Ech...mój jest rozpuszczony prze teściową jak dziadowski bicz. Teściowa z chorym
      kręgosłupem obiadki mu pod nos podstawia a potem sprząta ze stołu a panisko
      siedzi. Jak powiem mu żeby poodkurzał, to myśli że samo włączenie odkurzacza
      załatwi sprawę, a mamy parkiety drewniane, więc bez mycia i pastowania to nic
      nie da, Łazienki jeszcze nigdy nie umył, ani luster, ani okna, na razie opanował
      obsługę pralki i zmywarki, ale że same się nie rozładują jeszcze do niego nie
      dotarło. Nie wiem, czy w ogóle to opanuje, a ja mam dość, bo nie potrzebuje
      wielkiego dzieciaka do opieki tylko faceta...
    • caysee Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:04
      Moj nie tyle mi pomaga, co wykonuje czesc obowiazkow domowych. Czasami mysle, ze
      to ja pomagam jemu. On wiecej sprzata i robi to b.dokladnie, ja za to duzo
      wiecej gotuje, czesciej robie pranie (choc on je czesciej wieszawink) Ja nigdy nie
      myje kibelka ani smierdzacego kubla na smieci, on robi takie niefajne rzeczy. Za
      to on prawie nigdy nie myje okien. Po prostu jakos tak sie naturalnie dzielimy
      obowiazkami, kazdy robi to co lepiej mu lezy.
      • rainbow23 Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 20:12
        caysee napisała:

        > Moj nie tyle mi pomaga, co wykonuje czesc obowiazkow domowych. Czasami mysle, z
        > e
        > to ja pomagam jemu. On wiecej sprzata i robi to b.dokladnie, ja za to duzo
        > wiecej gotuje, czesciej robie pranie (choc on je czesciej wieszawink) Ja nigdy ni
        > e
        > myje kibelka ani smierdzacego kubla na smieci, on robi takie niefajne rzeczy. Z
        > a
        > to on prawie nigdy nie myje okien. Po prostu jakos tak sie naturalnie dzielimy
        > obowiazkami, kazdy robi to co lepiej mu lezy.
        >

        No i taki uklad dziala najlepiej. Wiem z wlasnego doswiadczeniasmile.

        Ostatnio odkrylam wspanialy talent mojego meza do mycia wanny. Tak dokladnie ja
        wyszorowal ze wyglada jak nowka, choc juz pare lat ma.

        Chwalilam go za to chyba pol dnia i tak jest dumny z siebie ze powiedzial ze to
        bedzie jego staly wklad w domowe sprzatanie. Ja za to przejelam od niego
        scieranie kurzu z meblismile

        Uwielbiam ten uklad, bo mycie wanny zawsze doprowadza mnie do rozpaczy. Poprostu
        nienawidze tej roboty pasjami.
        • renabar Re: Jak "pomagają" Wasi mężowie-na wesoło. 08.02.10, 21:30

          Fajnie. Ja planuję duże zakupy, robię drobne zakupy codzienne,
          gotuję obiady, kąpię i usypiam syna (ale to już niedługo), wstawiam
          pranie i czasami je wieszam no i najlepiej pakuję zmywarkęwink
          Nie umiem uruchomić odkurzacza (kupiłam taki fajny mężowi na
          urodziny, ale dbam, żeby miał czyste ścierki do sprzątania i różne
          rodzaje mopów - pomagają w odkurzaniuwink
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka