proszę o rade

29.01.03, 15:26
Moje małżeństwo od jakiegoś czasu przechodzi problemy. Zona oskarża mnie o
wiele rzeczy. Kiedy podczas rozmowy analizujemy po kolei całą konkretną
sytuacje zawsze okazuje się, że te oskarżenia są bezpodstawne. Takie wybuchy
występują średnio raz na jakiś czas. Po prostu w którymś momencie tak jakby
wyłączała się u niej możliwośc logicznego myślenia (np. zarobki a
wcześniejsze wracanie z pracy) i zaczyna się zupełnie emocjonalna jazda.
Wiem, że mój charakter nie należy do najłatwiejszych, ale równocześnie
uważam, że generalnie jednak moje zalety są spore. Znam wielu "gorszych"
męzów (i wiem co mówie) z którymi jakoś da się żyć. W zasadzie zdecydowalismy
się już na rozstanie, co mnie bardzo boli ze względu na dzieci. Nie mam
innego wyjścia, dlatego ze zaczynam się obawiac, że pewnego dnia dojdzie do
takiej sytuacji, ze jej emocjonalny stan niechęci do mnie urośnie do tego
stopnia, ze będzie nieodwracalny i bede musiał wyznaczać sądownie np. godziny
widywania z dziecmi. Proszę, pomózcie mi zrozumieć na czym to polega, że do
kobiet nie przemawiają racjonalne argumenty. I mam tu na myśli np. coś
takiego: mowię, że do końca zycia będziemy ze sobą związani, jako rodzice
dzeci w związku z tym powinno jej zależeć na tym bym miał dobrą prace itd,
itp bo to się bezpośrednio przekłada na sytuacje naszych dzieci. Brak
zrozumienia. Mogę zrozumieć, ze mimo woli zrobiłem jej jakąś krzywde. Ale
żeby nie być w stanie pomyśleć nawet o dzieciach? A był to mniej drastyczny
przykład.
Enum.
ps. Pytanie bonusowe: czy waszym zdaniem z takiej sytuacji jest jeszcze
wyjscie? Nie wiem czy ryzykować dalszą walke o przetrwanie.
    • pajdeczka Ale tak naprawdę to o co Wam chodzi? 29.01.03, 15:30
      • enumerator Re: Ale tak naprawdę to o co Wam chodzi? 29.01.03, 15:49
        a o co Tobie chodzi z tym pytaniem?
        Chcesz wiedzieć co chcemy osiągnąć czy o co się kłócimy? Jak już napisałem nie
        wiem. Wydaje mi się, że czymś ją zraniłem, prawdopodobnie pare razy pokazałem
        bezmyślnośc, ale w cale nie w celu upokorzenia tylko tego, żeby w przyszłosci
        można było coś zrobic lepiej. Ale tego tez nie jestem pewien, bo nie jestem w
        stanie wyciągną o co Jej chodzi. Twierdzi, ze ona mnie juz nie kocha i tyle.
        Ale czy to oznacza, że z dziecmi mozna robić co się chce, tylko dlatego zeby
        zupełnie się mnie pozbyć? Nawet ich kosztem? I zupełnie się nad tym nie
        zastanawiając ? Na razie czekam az trochę ochłonie, ale nie wiem co to da no bo
        przecież nie jest łatwo się przyzanć, że się coś zrobiło/powiedziło bez sensu,
        pod wpływem emcji. To oznacza przyznanie się do błędu a to znowu rodzi emocje.
        I kółko się zamyka. Jak mam z tego wybrnąć, tak żeby mnie nie nienawidziła ?
        Enum.
        • Gość: Agata Re: Ale tak naprawdę to o co Wam chodzi? IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 17:52
          Najwyrazniej czuje sie nieszczesliwa, moze czuje ze z Toba ucieka jej zycie?
          Mysleliscie o separacji? Moze tego potrzebuje. A moze chce zmiany? Idzcie do
          psychologa, albo wyjedzce razem bez dzieci na dwa tygodnie, porozmawiajcie i
          spiszcie, co chcecie od zycia, mowia ze pomaga czasem. Zapytaj, co lepiej.
    • drzazga1 Re: proszę o rade 29.01.03, 15:47
      Przyszło Ci do głowy, że te "jazdy emocjonalne" mogą mieć podłoże
      fizjologiczne, jakieś zmiany poziomu hormonów?
      To się zdarza i u kobiet i u mężczyzn.
      • Gość: fikuska Rada z serca IP: *.devs.futuro.pl 29.01.03, 15:51
        Moim zdaniem ,ona czuje sie przez ciebie zaniedbywana i pragnie zwrocic twoja
        uwage na siebie ,moze za duzo czasu poswiecasz pracy i ona czuje sie samotna.
        Na nic sie zdadza twoje argumenty na rzecz dzieci,niby racjonalne ale po pewnym
        czasie znowu ja dopadnie dol-to usmierzacz na krotko-musisz sie nia
        zajac!!!!!!!!
      • enumerator Re: proszę o rade 29.01.03, 16:01
        drzazga1 napisała:

        > Przyszło Ci do głowy, że te "jazdy emocjonalne" mogą mieć podłoże
        > fizjologiczne, jakieś zmiany poziomu hormonów?
        > To się zdarza i u kobiet i u mężczyzn.
        >
        Owszem, rozumiem, ze można coś powiedzieć albo zrobić głupiego. Ale hormony
        chyba nie blokują możliwości myślenia i przyznania się do swoich błedów, na
        drugi dzień? Jak długo może trwać taki stan? Może się myle, ale wydaje mi się,
        że to trochę przesada. Można sie na kogoś wkurzyć (za bardzo) o drobiazg, ale
        taka eskalacja (do rozwodu włacznie, z uporem maniaka) mnie przeraża. Wiem co
        to znaczy czuć się smutnym, ale nie wiem co by się musiało stać, żebym przestał
        myśleć o własnych dzieciach (inaczej myśleć z wyłączeniem istotniego jak mi się
        wydaje czynnika jakim jestem ja). Tak czy owak z Twojego postu wnioskuje, że
        jej zachowanie nie jest, ze tak powiem, normą u kobiet (co mnie cieszy) i jest
        spora szansa, że się jakoś (mniej lub bardziej) wyprostuje.
        Enum.
        • Gość: ZOE Re: proszę o rade IP: zapas:* 29.01.03, 16:06
          moim zdaniem ona Cie jednak kocha. gdyby tak nie bylo zachowalaby zupelna
          obojetnosc...
          ratujcie, co sie da...
          PZDR
        • karola30 Re: proszę o rade 29.01.03, 18:38
          Z drugiej strony - a uwierz, że piszę z całą życzliwością - czy nie masz
          skłonności do wygłaszania"mów"okrągłymi zdaniami, co bywa wkurzające do
          potęgi.Nie rozumiem też po co kochającej osobie ukazywać jej
          bezmyślność...Pamiętaj, że nie jest to bezmyślność absolutna a jedynie w Twojej
          jednostronnej ocenie. Polecałabym psychologa.
          • Gość: pom Re: proszę o rade IP: 1ProxyWebServer:* / 10.14.44.* 30.01.03, 09:13
            O tak... te ogrągłe zdania i np. tekst: twoje myślenie z jest z gruntu
            falśzywe - i do tego cały logiczny wywód, dlaczego. Najgorsze to to, że
            ponieważ jest to logiczne i racjonalne to jest jedynie słuszne.
            Można za to rozszarpać gołymi rękami.
            • enumerator Re: proszę o rade 30.01.03, 11:12
              no właśnie. tylko dlaczego? jesli należy podjąc jakąś decyzje, są dwie
              propozycje z czego jedna jest poparta racjonalnymi argumentami, to co jest
              złego, głupiego, denerwującego lub sam nie wiem co jeszcze w wyborze tej
              logicznie uzasadnionej? dlaczego można za to rozszarpać? nie mówie o
              niemożliwości podjęcia naprostszej decyzji bez godzinnej analizy. mowie o
              sytuacjach z którymi spotykamy się codziennie. jesli mówie że nie można czegoś
              kupić bo nie wystraczy pieniędzy to nie można. i koniec. co ja na to poradze ?
              co jeszcze moge zrobić? mówie, w przyszłym miesiącu. dziecku bym wytłumaczył
              jak to jest ale przecież nie będę tłumaczył dorosłej osobie.
              Mateusz
              • Gość: pom Re: proszę o rade IP: 1ProxyWebServer:* / 10.14.44.* 30.01.03, 11:36
                Wiesz, coś mi się zdaje, że tu chodzi o coś zupełnie innego. Może sie mylę, ale
                Ty to przeanalizuj.
                Nie mówiłam o przykładach jak ten: nie mam pieniędzy, kupimy jak będzie grosz,
                ale nie teraz. To jest jasne. Tłumaczyć nie trzeba (ja wspominałam o
                pewnej "upierdliwości" w rozmowie, która dotyczy innych sytuacji).
                ale czy przypadkiem Twoja żona nie manifestuje czegoś innego takim zachowaniem?
                Czasem wsciekamy się nieracjonalnie o drobiazg a podświadomie pretensje leżą
                gdzie indziej... Np, ktoś wybucha bo posiałeś gdzieś klucze, bo tak naprawdę
                czuje się odtrącony, zaniedbywany. I ten krzyk to nie krzyk o drobiazg, tylko o
                to, że mu jest po prostu źle, tak jak jest.
                Może warto by spokojnie porozmawiać, co JA boli, trapi, czego oczekuje od
                Ciebie... ale spokojnie. Przytul i zapytaj. Nie wiem, może już próbowałeś. Ale
                jeśli nie to...
    • alfika Re: proszę o rade (długie) 30.01.03, 08:49
      Po tych paru Twoich wypowiedziach mam wrażenie, że jesteś osobą niezwykle
      oddaną rodzinie, mądrą, nieomylną - no, może parę razy popełniłeś jakiś bład,
      bezmyślnie się zachowałeś, ale to taki drobiazg, że napominasz o tym właściwie
      mimochodem.
      Ważniejsze, że jesteś tak wspaniały i oczywiście wspaniałomyślny, że dla dzieci
      i ze względu na dzieci zrobisz wszystko! Nawet zaproponujesz kobiecie dalsze
      wspólne życie (każda przecież o takim wyznaniu marzy!).
      A z Tobą, takim przecudnym, jest jakaś obłędna, głupia, niekonsekwentna,
      wyprana nawet z miłości do dzieci, wstrętna baba. Być może dasz jej szansę na
      wyleczenie, ale tylko dlatego, że sam jesteś taki miłosierny!

      Myślę, że ani w ząb jej nie rozumiesz i cały wysiłek poświęcasz nie na
      zrozumienie jej uczuć, oczekiwań (wiesz, każdy człowiek ma coś takiego) czy
      zwykłe wysłuchanie jej bolączek, ale na pokazanie światu własnych zalet. A z
      takim podejściem nic już nie zdziałasz w tym związku.

      Ona doskonale widzi Twoje zachowanie. Dziwisz się jej reakcjom???

      Gdybyś nie był tak zarozumiały i choć przez moment chciał dobra także swojej
      żony, poradziłabym Ci bukiet czerwonych róż i szczerą propozycję, że wysłuchasz
      jej pretensji i wspólnie rozważycie, co można zmienić, jak będziesz pracował
      nad swoimi wadami, może przyda się wizyta u psychologa - i to tylko dlatego, że
      ją kochasz i niezależnie od wszystkiego życie chcesz spędzić z nią.
      Ale nie doradzę Ci tego, bo mam wrażenie, że Ty kochasz tylko siebie.

      Pozdrawiam czekając na gromy.
      • enumerator Re: proszę o rade (długie) 30.01.03, 10:46
        gromów się nie doczekasz. wiedzę, ze na tym forum reprezentujesz te osoby,
        które zamiast w odpowiedzi umieścić rady co robić aby było lepiej umieszczsz
        krytyke pytającego. Coż, tak też można, tylko po co ? Jak napisałem powyżej mam
        swoje wady i dobrze o nich wiem. Nie napisałem, co mi sugerujesz, że moja żona
        jest głupia, tylko, że tak się czasem zachowuje a to różnica. Rada pt. tytułem
        kup bukiet róż jest bardzo dobra, ale doraźna. Kończy się to zwykle tym, że
        jest dobrze, na pare dni, na pytanie co we mnie jest takiego, ze nie da się z
        tym wytrzymać nie dostaje odpowiedzi bo przecież teraz jest wszystko dobrze. A
        za jakiś czas wszystko znowu wybucha idowiaduje się ze x dni temu nie zrobiłem
        tego albo tamtego i zwykle są to tematy zastępcze. Co do dzieci to jesteś
        chyba "wojującą feministką" która uważa, że ojciec nie ma prawa do dzieci i w
        ogóle jest zbędny. Ja ze zrozumiałych względów tak nie uważam i mam nadzieje że
        nie spodziewasz się że zacznę. W ogóle nie rozumiem kobiet, które tak uważają.
        A jest ich wbrew pozorom dużo. Przy czym moja opinia jest taka, że nie jest to
        decyzja podejmowana na skutek przemeyślen, a raczej na skutek nienawisci do
        partnera która przysłania wszystko, włącznie z dobrem dziecka. I tego też nie
        potrafię zrozumieć. Jak można się tak zachowywać?. Wiec proszę przeczytaj
        jeszcze raz mój list (ten i poprzedni) i odpowiedz czy to jest tak, że uczucia
        po prostu zupełnie biorą w was górę czy da się to jakos inaczej wytłumaczyć ?
        Ja osobiście nie wiem co takiego musiała by zrobić moja żona, abym z tego
        przestał myśleć o moich dzieciach w racjonalny sposób.
        Enum.
        ps. Mniej jadu poproszę. Ja na prawdę mogę zrozumieć, że ktoś nie chce ze mną
        być, że coś się może nie udać. To się zdarza. Ale dlaczego całą wine
        przypisywać mnie ? Może po prostu tak było pisasne u gory? Czy to tak trudno
        zrozumiec ?
        • alfika Re: proszę o rade (długie) 30.01.03, 12:31
          "wiedzę, ze na tym forum reprezentujesz te osoby,
          które zamiast w odpowiedzi umieścić rady co robić aby było lepiej umieszczsz
          krytyke pytającego. Coż, tak też można, tylko po co ?"

          Żebyś wyciągnął wnioski, tylko po to.

          A z Twoich wniosków na mój temat uśmiałam się niemożliwie :))) Wojująca
          feministka, rozsiewająca pełną jadu krytykę, odbierająca ojcom prawa itd.
          Doceniam Twoją umiejętność poznania człowieka na podstawie jednej wypowiedzi i
          to dotyczącej tylko Twojej sytuacji.

          Widzę, że trafiłam w sedno wskazując Ci Twoje zarozumialstwo. Szkoda.
          Jeśli w rozmowach z żoną też jesteś taki mściwy to trudno o porozumienie.
          A przy odrobinie inteligencji byś pojął, że te róże to tylko wstęp, wyrażenie
          chęci zmiany Waszego małżeństwa, na bukiecie się nie kończy :)

          Na pewno znajdą się pocieszyciele doradzający szybki rozwód.
          I też szkoda, bo kiedyś pewnie do głowy by Ci nie przyszło udowadniać na forum,
          że zwiazałeś się z kobietą-półgłówkiem.
          Nic tu po mnie.
          Dużo szczęścia życzę.
          • enumerator Re: proszę o rade (długie) 30.01.03, 12:54
            > Żebyś wyciągnął wnioski, tylko po to.
            postaram sie
            >
            > A z Twoich wniosków na mój temat uśmiałam się niemożliwie :))) Wojująca
            > feministka, rozsiewająca pełną jadu krytykę, odbierająca ojcom prawa itd.
            > Doceniam Twoją umiejętność poznania człowieka na podstawie jednej wypowiedzi
            > i to dotyczącej tylko Twojej sytuacji.
            no i nazwajem, dlaczego odmawiasz mi prawa do czegoś co sama robisz? moze
            gdybys sama miała dzieci i nagle się okazało, że możesz je stracić, to byś
            zrozumiała ze wtedy człowiek zupełnie nie wie co robić i jest zrozpaczony. to
            wszystko. wiec nie dziw sie, ze jesli krytykujesz moje do nich uczucie i
            stosunek to mi nerwy puszczają.

            >
            > Widzę, że trafiłam w sedno wskazując Ci Twoje zarozumialstwo. Szkoda.
            > Jeśli w rozmowach z żoną też jesteś taki mściwy to trudno o porozumienie.
            j.w.

            > A przy odrobinie inteligencji byś pojął, że te róże to tylko wstęp, wyrażenie
            > chęci zmiany Waszego małżeństwa, na bukiecie się nie kończy :)
            wiem o tym bardzo dobrze, ale to tanga trzeba dwojga.

            > Na pewno znajdą się pocieszyciele doradzający szybki rozwód.
            zgadza sie
            > I też szkoda, bo kiedyś pewnie do głowy by Ci nie przyszło udowadniać na
            > forum, że zwiazałeś się z kobietą-półgłówkiem.
            nic takiego nie udowadniam, przeczytaj jeszcze raz. jesli Ty w ten sposób
            nazywasz zachowanie sie pod wpływem emocji no to juz trudno. nie uważam zeby
            zona była glupsza od mnie, wręcz przeciwnie, w niektórych sytuacjach potrafi
            zareagować bardzo dobrze i szybciej niz ja.

            > Nic tu po mnie.
            Ty to powiedziałas, nie ja

            > Dużo szczęścia życzę.
            dziekuje
      • enumerator Re: proszę o rade (długie) 30.01.03, 11:21
        no i jeszcze jedna sprawa, smutna. na tyle sie juz naczyłem rozmawiac, ze nie
        używam zwrotów "ty zawsze" itd. staram się omawiać jedną, konkretną sytuacje i
        nie raczej mówic o moich uczuciach/odczuciach niż krytykować rozmówce.
        Enum.
        ps. Tak przy okazji to niektóre osoby na tym forum, też mogły by to przyswoic.
        moze byłe by wtedy badziej przydatne.
    • niuniek6 Sprawa jest jasna ( chyba :) ) 30.01.03, 11:28
      Tobie sie wydaje ze ona ma pretensje o to o co robi ci awanture - guzik
      prawda. To sa tylko preteksty -i niewazne co chocbys wszsytko zrobil idealnie
      na cacy to zawsze powod sie znajdzie - wiec nie uzywaj logiki by dochodzic kto
      ma racje a kto nie w kazdej klutni bo to tylko strata czasu i na manowce
      zaprowadzi.
      A powod tych klutni jest tylko jeden - ona z jakiegos powodu jest
      nieszczesliwa z toba.
      Tu mozna tylko zgadywac z jakiego powodu: Piszesz ze np danie jej kwiatkow to
      tylko tymczasowe rozwiazanie - takie jest twoje podejscie - a co jest
      przeciwienstwem tymczasowosci? co? no wlasnie - RUTYNA - moze za malo wlasnie
      w tobie takich tymczasowych rozwiazan by sprawic zeby ona poczula sie kobieta?
      By czula sie np zawsze zdobywana, cale zycie.
      Innym powodem moze byc to ze chcesz traktowac ja po partnersku - wcale nie
      jest prawda ze kobiety chca zawsze byc partnerami dla mezczyzn - czasem
      wlasnie ich facet powinien byc dla nich ..... FACETEM. Nie wiem czy dobrze to
      opisze - tez mialem wiele awantur w malzenstwie o nic, pare razy juz tak
      mialem dosyc (tylko bez glupich docinkow) ze ja fizycznie unieruchomilem na
      lozku, i trzymalem tak dlugo az sie nie "zakmnie" - bylo to czyms w rodzaju
      dominacji (oczywiscie do bicia bym sie nie posunal) - i jakie bylo moje
      zdziwienie gdy po takim czyms zwykle byla jakis czas rozluzniona i mniej
      nabuzowana - moze niektore kobiety potrzebuja czegos takiego? Moze tez np byc
      potrzeba bycia zdominowana w seksie - lub wrecz na odwrot.
      Inny powod to np ze czuje sie jakbys jej niezauwazal i tylko w czasie awanur o
      niej myslisz na zasadzie : lepiej jak jest na mnie zly niz ma nic nie czuc.

      I wiele innych spraw moze byc w ta strone powinny isc twoje kombinacje.

      W kazdym badz razie jesli chcesz rozwiazac swoj problem analizujac
      pseudopowody dla ktorych robi awantury to jestes w slepej uliczce. Nie tedy
      droga - i pamietaj ze kazda kobieta najbardziej pragnie czuc sie kobieta przy
      swoim mezczyznie.

      • pajdeczka Re: Sprawa jest jasna ( chyba :) ) 30.01.03, 12:00
        niuniek6 napisał:

        wiem czy dobrze to
        > opisze - tez mialem wiele awantur w malzenstwie o nic, pare razy juz tak
        > mialem dosyc (tylko bez glupich docinkow) ze ja fizycznie unieruchomilem na
        > lozku, i trzymalem tak dlugo az sie nie "zakmnie" - bylo to czyms w rodzaju
        > dominacji (oczywiscie do bicia bym sie nie posunal) - i jakie bylo moje
        > zdziwienie gdy po takim czyms zwykle byla jakis czas rozluzniona i mniej
        > nabuzowana - moze niektore kobiety potrzebuja czegos takiego? Moze tez np byc
        > potrzeba bycia zdominowana w seksie - lub wrecz na odwrot.
        >
        Wow niniuś! Chciałabym być tak przygwożdżona, bo zawzse jestem górą i trochę mi
        już ti ciąży (nie mylić z ciążą). Ale do tego potrzeba "niuniusia" , a
        nie "gumki od majtek".
    • Gość: donosiciel MASZ 1 RADĘ IP: 213.77.32.* 30.01.03, 11:46
      Mów "kocham" jak najczęściej!

      Jeżeli kochacie, to mówcie, że kochacie! / INTERIA.PL
      W życiu chodzi o to, żeby kochać! Tę prostą i skomplikowaną zarazem prawdę
      powtarzam po otrzymaniu od Was wielu listów z pytaniem: o co chodzi w życiu?
      Właśnie o miłość! Na tym najpiękniejszym ze światów nikt jeszcze niczego
      mądrzejszego nie wymyślił...

      To kochanie jednak nie jest taką prostą sprawą. Oczywiście najwspanialej jest,
      jeżeli A kocha B i niczego już więcej do szczęścia nie potrzebuje. Gorzej, gdy
      kochając B zakocha się jeszcze w C, albo - nie daj Boże - w D czy E! Ja jednak
      nie chcę teraz zajmować się komplikacjami, lecz podtrzymywaniem miłości.

      Uczucie wymaga wsparcia - codziennego, wytrwałego wsparcia. Dotyku dłoni,
      ciepłego słowa, przytulenia, listu, maila, esemesa, kilku słów przez telefon...
      Nie wstydź się powiedzieć: "Kocham cię". Ciesz się, że możesz mówić takie
      słowa...

      To wsparcie najbardziej potrzebne jest w dniach lub tygodniach próby - podczas
      choroby lub wyjazdu partnera lub partnerki. Potrzebne jest także na co dzień:
      kiedy jesteśmy zmęczeni, oderwani od życia przez jakieś komplikacje czy zbytnio
      zaangażowani w sprawy zawodowe. To nie muszą być kwiaty! Wystarczy kilka
      prostych słów: proste pytanie o zdrowie lub samopoczucie czy krótka rozmowa...

      Spotykałam się wielokrotnie z dziwną niechęcią do wzajemnego przypominania
      przez bliskich sobie ludzi o swoich uczuciach. Nie wstydźcie się
      mówić "Kocham", jeżeli kogoś kochacie. Pamiętajcie: nie ma niczego
      wspanialszego od miłości! Pamiętajcie też, że ta miłość potrafi tak samo
      wynosić na orbitę jak boleć! Dlatego trzeba ją szanować i pielęgnować...

      Pisze Alina: "(...) Najbardziej lubię, jak on trzyma mnie za rękę! Wtedy
      przepływa między nami wszystko! Wtedy czuję, że jesteśmy naprawdę razem"! Czy
      trzeba coś dodawać do tych słów? Życzę Alinie, żeby jej związek trwał - i tyle!

      "Kocham cię"! - jak wiele osób bało się wypowiedzieć te dwa proste słowa i
      przegrało swoją szansę? Jak wiele osób zdecydowało się na ich wypowiedzenie
      zbyt późno? Jak wielu kochankom nie udało się odświeżyć ich znaczenia?

      Proszę Was, moi drodzy: nie zapominajcie o tych prostych słowach! I nie bójcie
      się ich! Jeżeli kochacie, to mówcie, że kochacie! To, co nastąpi po
      wypowiedzeniu tych słów, będzie Waszym prawdziwym życiem!

      dr Aldona Wacławik

      awaclawik@interia.pl

      (INTERIA.PL)


      PS
      a czy Ty wiesz, jaki rozmiar biustonosza ma Twoja żona, jakich perfum używa, z
      jakim obrazem pod powiekami zasypia z wieczora i budzi sie rankiem? Odnosze
      wrażenie, że Cie to nic a nic nie obchodzi... "Człowiek - jak mówi moja
      koleżanka - to głowa, serce i pieprz z wanilią"...
    • Gość: facet Re: proszę o rade IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 30.01.03, 11:53
      To dobrze, że Ci zależy. Ale pobieżna prezentacja
      sytuacji, kiedy żona ma ciągle jakieś "halo" do swego
      ukochanego, i jednocześnie poważne rozmowy wykazują
      bezpodstawność jej zarzutów, pozwala mi na następujące
      stwierdzenie: szukaj adwokata.

      Znam sprawę z autopsji
    • Gość: donosiciel MASZ 2 RADĘ IP: 213.77.32.* 30.01.03, 11:56
      Uczucie nie lubi prowokacji

      Nie prowokuj Go i nie wystawiaj Jego uczuć na próbę / INTERIA.PL
      Miłość jest potężna, ale i ślepa. Nie lubi, jak się z niej drwi. A na te
      drwiny, szczególnie w młodym wieku, ochota przychodzi dość często.
      Sprowokowana, wydrwiona miłość pozostawia później po sobie ofiary: smutnych,
      samotnych, zapłakanych i rozżalonych kochanków...

      Wiedzą już, że łączy ich jakieś uczucie. Oswoili się z tym, zaczynają się do
      tego przyzwyczajać. Jest im dobrze, coraz lepiej. Wspólnie pokonują kolejne
      szczeble bycia razem. I wtedy, bywa, coś się dzieje: ona nagle nie przychodzi
      na spotkanie, on przychodzi podchmielony, coś bełkocze o próbie ognia...
      Kiełkujące RAZEM zaczyna się chwiać. Dlaczego? Czy oto opisaliśmy kolejny
      wielki dramat dwojga kochanków?

      Spokojnie, sygnalizujemy problem, który był, jest i prawdopodobnie będzie
      przypisany do wieku pierwszych męsko-damskich fascynacji. Problem, który warto
      sobie uświadomić, zanim zostaniemy sam na sam z natrętnymi myślami i pytaniami.
      Problem, który można rozwiązać, zanim się pojawi!

      Dlaczego o tym przypominam? Bo miłość nie lubi prowokacji i drwin. Bo ma już
      dość listów z gatunku: "niech mi pani pomoże, on sobie ze mnie drwi", albo "ona
      mnie prowokuje, dłużej tego nie zniosę"... Bo nie wolno świadomie wystawiać
      uczucia na próbę. Życie sprawdzi je samo, i to nie raz. Nie ma więc sensu
      prowokowanie go: umawianie się - na próbę - z innym lub z inną, świadome złe
      zachowanie i badanie reakcji partnera, czy aranżowanie jakichś bzdurnych, "na
      próbę", sytuacji.

      Jak można w najprostszy sposób starać się rozwiązać problem takich
      niepotrzebnych, szkodliwych prowokacji i drwin z tego najważniejszego uczucia?
      Otóż warto, od pierwszego spotkania, od pierwszej dłuższej rozmowy, spróbować
      dać do zrozumienia partnerowi lub partnerce, jak wielkie znaczenie ma dla nas
      to uczucie. Można to zrobić mniej lub bardziej delikatnie, oględnie, ale warto
      wysłać do bliskiej, coraz bliższej nam osoby choćby sygnał: pamiętaj, nie lubię
      i nie toleruję drwin z tego, co jest, co rodzi się między nami!

      Wierzcie mi, że to skutkuje. Dzięki takim rozmowom łatwiej też przeżyć chwile
      rozstań, bo i takie przecież mogą się zdarzyć...

      dr Aldona Wacławik

      awaclawik@interia.pl

      (INTERIA.PL)

      PS
      Uczucie nie lubi prowokacji - żadnej
    • Gość: małgosia Re: proszę o rade IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 30.01.03, 12:08
      Strasznie smutno mi się zrobiło,gdy przeczytałam Twojego posta. Prawda jest
      taka, ze z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, tylko jak znaleźć to najlepsze?
      Myślę, że dałoby się uratować Wasze małżeństwo, ale jest pewien szkopuł : tego
      muszą chcieć obie strony. Z tego, co czytam, wnioskuję,że byłbyś zdolny starać
      się, aby tak się stało. Czy zadałeś Twojej żonie fundamentalne pytanie: czy
      chce ratowac to małżeństwo, czy nie? Bo jeśli chce, to potem można próbowac
      pogadać o pracy, itp. Ale jeśli nie chce, to nie ma sensu srzępienie sobie
      języka.
      Tylko co znaczy przysięga? Bo przeciez Ci ślubowała...
    • pajdeczka MASZ 3 RADĘ 30.01.03, 13:01
      Nie słuchaj rad donosiciela:)
      • niuniek6 Re: MASZ 3 RADĘ 30.01.03, 13:05
        masz racje- to jakis belkot pelen bezwartosciowych sloganow ktore nie wnosza
        nic nowego.
Pełna wersja