soczewica
28.02.03, 12:24
zaczęła się wiosna, i się ożywili. wsiadam ci ja około południa do tramwaju
zlokalizowanego w okolicy bazaru - żeby wsiąść, muszę uzbroic się w
cierpliwść, bo wejście blokuje mi babcia nawołująca swoje koleżanki. dobrze,
myślę sobie, dusząc przejawy młodzieńczego egoizmu, starszym sie ustępuje,
babcie rządkiem wbiegają do tramwaju, i huzia! zajmować miejsca. sprawnie
rzucają się na krzesełka, na kolejnym pryzstanku wysiadają. robi sie miejsce,
więc siadam, wyciągam książkę. na krześle dla inwalidy siedzi chłopak, aż
ciśnie się na usta pytanie: na jaka operację krocza pan cierpi? tak bardzo
rozpiera nogi. zapdam w książkę. i nagle słyszę zza pleców: "o, zaczytana,
miejsca nie ustąpi". wstaję, żwawo ładuje się na moje miejsce babcia, a ja
mam ochote urwać głowę temu, kto komentował. chłopak z chorym kroczem siedzi
nadal, biedaczyna, nie, to nie krocze, to próba zrobienia szpagatu. wiadomo,
nikt mu nie zwróci uwagi, bo jeszce odwinie napakowaną łapą.
grrr!
naprawdę nie mam zamiaru wysłać moich rodziców na przymusową eutanazję. na
rpzystanku wdałam sie w rozmowę z wesołym starszym panem, śmialiśmy się z
zalotów gołębi, biegających jeden za drugim po przystanku. ale do niektórych
starszych osób mam ochotę strzelać. ale jestem okropna.
pamiętam podobny temat jakiś czas temu, ale z pierwszymi oznakami wiosny
obudziły się babcie terrorystki.
soczew.