ROZWÓD

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.03, 16:43
PO 8 LATACH MAŁŻEŃSTWA MĄŻ ZNALAZŁ SOBIE MŁODSZĄ, NIE MAMY DZIECI, MAMY
ZAMIAR SIĘ ROZWIEŚĆ.MĄŻ PRACUJE, A JA OBECNIE JESTEM BEZ PRACY, ALE
INTENSYWNIE SZUKAM, LECZ JEŻELI JEJ NIE ZNAJDĘ TO PO ROZWODZIE BĘDĘ BEZ
ŚRODKÓW DO ŻYCIA, CO W TEJ SYTUACJI ZROBIĆ.
POZDRAWIAM IWONA
    • tralalumpek Re: ROZWÓD 09.03.03, 16:46
      ...wyłączyc capsa chłopcze....
    • hidden Re: ROZWÓD 09.03.03, 17:17
      Gość portalu: Iwona napisał(a):

      > PO 8 LATACH MAŁŻEŃSTWA MĄŻ ZNALAZŁ SOBIE MŁODSZĄ, NIE MAMY DZIECI, MAMY
      > ZAMIAR SIĘ ROZWIEŚĆ.MĄŻ PRACUJE, A JA OBECNIE JESTEM BEZ PRACY, ALE
      > INTENSYWNIE SZUKAM, LECZ JEŻELI JEJ NIE ZNAJDĘ TO PO ROZWODZIE BĘDĘ BEZ
      > ŚRODKÓW DO ŻYCIA, CO W TEJ SYTUACJI ZROBIĆ.
      > POZDRAWIAM IWONA



      Mężowi też tak darłaś jape?
    • asma1 Re: ROZWÓD 09.03.03, 17:36
      Gość portalu: Iwona napisał(a):

      > PO 8 LATACH MAŁŻEŃSTWA MĄŻ ZNALAZŁ SOBIE MŁODSZĄ, NIE MAMY DZIECI, MAMY
      > ZAMIAR SIĘ ROZWIEŚĆ.MĄŻ PRACUJE, A JA OBECNIE JESTEM BEZ PRACY, ALE
      > INTENSYWNIE SZUKAM, LECZ JEŻELI JEJ NIE ZNAJDĘ TO PO ROZWODZIE BĘDĘ BEZ
      > ŚRODKÓW DO ŻYCIA, CO W TEJ SYTUACJI ZROBIĆ.
      > POZDRAWIAM IWONA

      Spokojnie, możesz ubiegac sie o alimenty ( od męża oczywiście)- będzie miał na
      utrzymaniu dwie!
      • Gość: & Re: ROZWÓD IP: PROXY:* / 172.20.6.* 09.03.03, 17:58
        Pod warunkiem że rozwód będzie z jego winy wtedy można się ubiegać o alimenty,
        jeśli z a wspólną zgodą to przepadło...
        • Gość: LeNiuch Re: ROZWÓD IP: Pantera.bazapartner.pl:* / 192.168.111.* 09.03.03, 18:45
          Gość portalu: & napisał(a):

          > Pod warunkiem że rozwód będzie z jego winy wtedy można się ubiegać o
          alimenty,
          > jeśli z a wspólną zgodą to przepadło...

          To nie do końca tak. Polecam lekturę art. 60 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego
          • Gość: Przemek Re: ROZWÓD IP: *.tele.pw.edu.pl 10.03.03, 13:50
            Gość portalu: LeNiuch napisał(a):

            > > Pod warunkiem że rozwód będzie z jego winy wtedy można się ubiegać o
            > alimenty,
            > > jeśli z a wspólną zgodą to przepadło...
            >
            > To nie do końca tak. Polecam lekturę art. 60 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego

            O ile mnie pamiec nie myli, to mozna domagac sie alimentow od ex, jesli sie nie
            bylo przyczyna rozwodu (tzn strona winna rozpadu malzenstwa, jesli te wine
            stwierdza wyrok sadowy, nie ma prawa domagac sie alimentow od strony niewinnej).
            Tak wiec rozwod na zasadzie porozumienia stron nie wyklucza ubiegania sie o
            alimenty.

            A tak na marginesie, to w polskim prawie rozwodowym sa pewne niesprawiedliwe
            rozwiazania. Np. to, ze majatek "przedslubny" stron nie podlega podzialowi.
            Wyobrazmy sobie malzenstwo posiadacza nieruchomosci z osoba nie posiadajaca
            takowej. W czasie trwania malzenstwa nie odklada sie pieniedzy na mieszkanie,
            bo po co, skoro juz jest. Pieniadze przeznacza sie na wychowanie dzieci,
            wakacje, itd. Az tu nagle, po wielu latach, posiadaczowi nieruchomosci zona
            przestaje sie podobac, bierze sobie kochanke, dochodzi do rozwodu z jego winy.
            Sad w takiej sytuacji przyznaje zonie prawo do zamieszkania w domu ex, ale jest
            to teoria, bo w praktyce nikt nie wytrzyma kohabitacji z ex i jego kochanka. Do
            tego ex moze przeprowadzic sprawe o podzial majatku (w prawie polskim jest to
            osobna sprawa, nie zwiazana ze sprawa rozwodowa) i eksmitowac byla zone, gdyz
            przyczyna jej zamieszkiwania w jego domu bylo malzenstwo, a przeciez przyczyna
            ta ustała... Za granica (USA, zdaje sie, Niemcy) prawo jest mniej korzystne dla
            posiadacza.
    • Gość: SaTaN Zaufaj Bogu :) IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.03.03, 18:33
      Zaufaj Bogu. Nikt tak nie potrafi wydymać człowieka...
    • daffne Re: ROZWÓD 09.03.03, 19:12
      Gość portalu: Iwona napisał(a):

      > PO 8 LATACH MAŁŻEŃSTWA MĄŻ ZNALAZŁ SOBIE MŁODSZĄ, NIE MAMY DZIECI, MAMY
      > ZAMIAR SIĘ ROZWIEŚĆ.MĄŻ PRACUJE, A JA OBECNIE JESTEM BEZ PRACY, ALE
      > INTENSYWNIE SZUKAM, LECZ JEŻELI JEJ NIE ZNAJDĘ TO PO ROZWODZIE BĘDĘ BEZ
      > ŚRODKÓW DO ŻYCIA, CO W TEJ SYTUACJI ZROBIĆ.
      > POZDRAWIAM IWONA
      -------------------------------------
      Bylam w takiej sytuacji jak Ty ale kiedy doszlo do spotkania w trojke maz jednak zdecydowal , ze chce zostac ze mna i nasz corka.
      Ale wiem juz co nie co.
      Mozesz Go podac o alimenty nawet gdy nie orzeczono jeszcze rozwodu. Jesli sad orzeknie o jego winie a z tego co piszesz to tak jest bo znalazl sobie mlodsza , tez masz prawo do laimentow.
      Tyleze musisz pierwsza zlozyc o alimenty , wczesniej niz ta jego obecna (a mlodsza to nie znaczy , ze lepsza).
      Moze sie raptem okazac , ze Ona jest w ciazy i jak to Ona pierwsza poda Twojego meza dostanie az 50% jego zarobkow a druga tyle ile sad zasadzi.
      Takze ta ktora pierwsza zlozy o alimenty wiecej dostanie.I nie wazne czy to zona czy konkubina.
      Tyle wiem.Tak bylo bynajmniej rok temu.
      Ja swojemu mezowi wybaczylam i staram sie mu ufac teraz choc to bardzo trudne.
      Ehh mam nadzieje , ze wszystko ulozy Ci sie pomyslnie .
      Pozdrawiam.
    • Gość: mikawi Re: ROZWÓD IP: 217.153.44.* 10.03.03, 14:07
      ale bałagan w tym wszystkim

      po kolei:
      1. Wyłącz Caps Lock, gdyż w języku internetowym oznacza to krzyk.
      2. Jeśli zdecydujecie się na rozwód bez orzekania o winie to sprawa będzie
      prostsza, szybsza i tańsza. Nieprawdą jest że nie będą Ci przyslugiwały
      alimenty - będziesz mogła o nie wystąpić na siebie w okresie do 5 lat po
      orzeczeniu rozwodu. Koszty sprawy sa w tym przypadku dzielone na poł, nie sa
      one duże, możesz poza tym wystąpić o zwolnienie i sąd najpewniej zwolni cię z
      tych kosztow.
      3. W przypadku rozwodu z orzeczeniem winy męża, bedziesz musiala udowodnic tę
      winę, powołać świadków, którzy zeznają o zdradzie męża, itp. Cala sprawa zwykle
      ciągnie się w czasie, pranie brudów przed sądem wymaga też odporności
      psychicznej, musisz nastawić się na pytania bardzo osobiste. Koszty rosną.
      Trzeba by też rozważyć wzięcie adwokata - można poprosić o adwokata z urzędu i
      zwolnienie z kosztów. Koszt całego postępowania ponosi strona przegrana, jesli
      sąd orzeknie winę męża to on. W kwestii alimentów - bedziesz mogla wystapić o
      nie od byłego męża w każdym momencie swojego zycia, jesli Twoja sytuacja
      materialna ulegnie pogorszeniu i nie będziesz w stanie sama zaspokoic swoich
      potrzeb.

      polecam dokladne przeczytanie Kodeksu prawa rodzinnego i opiekuńczego, tam jest
      wszystko w tej materii.
      • Gość: uncja Re: ROZWÓD - alimenty IP: *.at.ibm.com 10.03.03, 15:16
        Gość portalu: mikawi napisał(a):

        > 2. Jeśli zdecydujecie się na rozwód bez orzekania o winie to sprawa będzie
        > prostsza, szybsza i tańsza. Nieprawdą jest że nie będą Ci przyslugiwały
        > alimenty - będziesz mogła o nie wystąpić na siebie w okresie do 5 lat po
        > orzeczeniu rozwodu. Koszty sprawy sa w tym przypadku dzielone na poł, nie sa
        > one duże, możesz poza tym wystąpić o zwolnienie i sąd najpewniej zwolni cię z
        > tych kosztow.

        W twoim przypadku nalezy wystąpić o zwolnienie z kosztów sądowych ze względu na
        sytuację materialną. Nie powinnaś się kusić na szybkość załatwienia sprawy, to
        ty nie masz w tym żadnego interesu. Wręcz przeciwnie - przeciągająca się sprawa
        działa na twoją korzyść, bo stwarza lepsze pole do negocjacji. NIE OPŁACA ci
        się natomaist zgadzać się na rozwód bez orzekania o winie. Po pierwsze dlatego,
        że jeśli rozwód miałby być z wyłącznej winy męża (a u ciebie są wszelkie po
        temu przesłanki) to ty masz go w szachu, bo brak twojej zgody na rozwód
        uniemożliwia jego uzyskanie. Po drugie - jeśli on jest wyłącznie winien
        rozkładu pożycia, to alimenty należą ci się DOŻYWOTNIO, chyba że ponownie
        wyjdziesz za mąż. Jeśli rozwód jest bez orzekania o winie - to tylko przez 5
        lat. W wydziale rodzinnym lokalnego sądu powinni udzielić ci informacji (spytaj
        także o darmowe porady adwokatów, czasem się takie sesje odbywają w różnych
        stowarzyszeniach itp)


        > 3. W przypadku rozwodu z orzeczeniem winy męża, bedziesz musiala udowodnic tę
        > winę, powołać świadków, którzy zeznają o zdradzie męża, itp. Cala sprawa
        zwykle
        >
        > ciągnie się w czasie, pranie brudów przed sądem wymaga też odporności
        > psychicznej, musisz nastawić się na pytania bardzo osobiste. Koszty rosną.
        > Trzeba by też rozważyć wzięcie adwokata - można poprosić o adwokata z urzędu
        i
        > zwolnienie z kosztów. Koszt całego postępowania ponosi strona przegrana,
        jesli
        > sąd orzeknie winę męża to on. W kwestii alimentów - bedziesz mogla wystapić o
        > nie od byłego męża w każdym momencie swojego zycia, jesli Twoja sytuacja
        > materialna ulegnie pogorszeniu i nie będziesz w stanie sama zaspokoic swoich
        > potrzeb.
        >
        > polecam dokladne przeczytanie Kodeksu prawa rodzinnego i opiekuńczego, tam
        jest
        >
        > wszystko w tej materii.

        Koszty są tylko w przypadku jeśli się korzysta z adwokata. Musisz się
        zastanowić, jak możesz udowodnić fakt romansu męża, czy masz świadków, jakieś
        dowody (np. wyciąg z banku, że coś tam jej kupił płacąc kartą). Dodam od siebie
        żebyś zrobiła sobie kopie PITów, wyciągów bankowych itd. bo panowie w takich
        sytuacjach mają wyraźną tendencję do zaniżania dochodów...
        • mikawi Re: ROZWÓD - alimenty 10.03.03, 15:40
          Gość portalu: uncja napisał(a):

          > Nie powinnaś się kusić na szybkość załatwienia sprawy, to
          > ty nie masz w tym żadnego interesu. Wręcz przeciwnie - przeciągająca się
          sprawa
          >
          > działa na twoją korzyść, bo stwarza lepsze pole do negocjacji. NIE OPŁACA ci
          > się natomaist zgadzać się na rozwód bez orzekania o winie. Po pierwsze
          dlatego,
          >
          > że jeśli rozwód miałby być z wyłącznej winy męża (a u ciebie są wszelkie po
          > temu przesłanki) to ty masz go w szachu, bo brak twojej zgody na rozwód
          > uniemożliwia jego uzyskanie.


          podstawowe pytanie na czym Iwonie zależy: czy na tym, aby rozstać się z mężem,
          uzyskac alimenty i zacząć ukladać sobie zycie, ktorego już dość straciła ze
          swoim mężem, czy też nie zgadzać się na rozwód dla zasady, żeby dopiec
          niewiernemu, trochę na zasadzie psa ogrodnika (sama nie mam, to i innej nie
          dam). pytanie tylko po co? Co zyska przedłużając rozwód w nieskończoność?
          Wrzody na żołądku i nerwicę? Rozumiem, że facet okazał się gnojem i aż kusi,
          żeby sie zemścić, tylko pytanie co z tego? Ja bym wolała mieć rozwód jak
          najszybciej za sobą i nie oglądać więcej szui na oczy, tylko próbowac ułozyć
          sobie życie. A alimenty przez 5 lat od byłego, czy to tak mało?
          • Gość: chudyy orzekanie o winie IP: 195.94.203.* 10.03.03, 16:18
            mikawi napisała:
            > ...Rozumiem, że facet okazał się gnojem ...

            no i zobaczcie, znacie tylko relację kobiety, a już wydajecie wyroki na faceta.
            A dlaczego odszedł? A jak im było? Jak się do siebie odnosili na co dzień? Jak
            się im układało i jak podchodzili do związku, praw, obowiązków,
            odpowiedzialności...

            kłaniam się
            • Gość: uncja Re: orzekanie o winie IP: *.at.ibm.com 10.03.03, 16:28
              Gość portalu: chudyy napisał(a):

              > mikawi napisała:
              > > ...Rozumiem, że facet okazał się gnojem ...
              >
              > no i zobaczcie, znacie tylko relację kobiety, a już wydajecie wyroki na
              faceta.
              >
              > A dlaczego odszedł? A jak im było? Jak się do siebie odnosili na co dzień?
              Jak
              > się im układało i jak podchodzili do związku, praw, obowiązków,
              > odpowiedzialności...
              >
              > kłaniam się


              A wiesz co? Mi się wydaje, że niezależnie od tego jak się układało, romansu to
              nie usprawiedliwia. Jak mu było źle, to trzeba było pracować nad związkiem,
              albo najpierw się rozstać, z potem układać życie na nowo. Ot, co. To, co ten
              facet zrobił jest nie fair, i to podwójnie - w stosunku i do żony i do
              kandydatki na nową żonę.
              • Gość: chudyy wyrok już zapadł IP: 195.94.203.* 10.03.03, 16:38
                Gość portalu: uncja napisał(a):

                > A wiesz co? Mi się wydaje, że niezależnie od tego jak się układało, romansu
                to
                > nie usprawiedliwia. Jak mu było źle, to trzeba było pracować nad związkiem,
                > albo najpierw się rozstać, z potem układać życie na nowo. Ot, co. To, co ten
                > facet zrobił jest nie fair, i to podwójnie - w stosunku i do żony i do
                > kandydatki na nową żonę.

                a skąd wiesz, że zanim nie odszedł to nic nie robił? Przecież znasz tylko skąpą
                relację "pokrzywdzonej". Wydajecie z góry wyroki. A jak już nic się nie da
                zrobić to po cholerę trwać w fikcji?

                kłaniam się
                • Gość: uncja Re: wyrok już zapadł IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 09:33
                  Gość portalu: chudyy napisał(a):

                  >
                  > a skąd wiesz, że zanim nie odszedł to nic nie robił? Przecież znasz tylko
                  skąpą
                  >
                  > relację "pokrzywdzonej". Wydajecie z góry wyroki. A jak już nic się nie da
                  > zrobić to po cholerę trwać w fikcji?

                  Ty nie rozumieszsz, czy nie chcesz zrozumieć? Zgoda, nie ma najmniejszego sensu
                  tkwić w fikcji. Ale nawet jeśli facet nie wiem jak się starał i nie przynosiło
                  to efektu - zdrady to nie usprawiedliwia. Każdy człowiek się zmienia z czasem,
                  zmieniają się jego oczekiwania i nastawienie do życia, ale niestety nie można
                  powiedzieć sobie po prostu "ja jestem OK, owszem - zdradziłem, ale tylko
                  dlatego, że zawiodłem się na żonie/przestała mi się podobać/za dużo wydaje
                  itd". Owszem, ja też uważam, że często zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną
                  kryzysu. Ale to nie znaczy, że akceptuję ten fakt jako normalny. Jeśli ci źle w
                  małżeństwie, to szukaj sobie nowej drogi, ale najpierw zakończ jeden związek, a
                  potem układaj sobie życie na nowo.
                  • Gość: chudyy o uważnym czytaniu i intencjach IP: 195.94.203.* 11.03.03, 10:48
                    Gość portalu: uncja napisał(a):
                    > Ty nie rozumieszsz, czy nie chcesz zrozumieć? Zgoda, nie ma najmniejszego
                    sensu
                    > tkwić w fikcji. Ale nawet jeśli facet nie wiem jak się starał i nie
                    przynosiło
                    > to efektu - zdrady to nie usprawiedliwia.

                    Zdrady???
                    czy Iwona napisała, że ją zdradził? Napisała, że znalazł sobie młodszą i
                    zamierzają się rozwiść. Znalazł... co znaczy to słowo? Znaczy, że jest kobieta
                    z którą teraz woli być raczej niż z żoną. Ale czy zdradził żonę. A może
                    najpierw jej powiedział, że już nie chce z nią być i chce się rozwieść. Czy
                    wtedy zdradził? Może zdradził, ale z tekstu Iwony to jednoznacznie nie wynika.
                    Zatem nie przypisuj mi proszę intencji, że nie chcę czegoś zrozumieć.

                    pozdrawiam,
                    Edward

                    p.s. a tematem zarzuconym przez Iwonę było co teraz z kasą w kontekście utraty
                    sponsora. Ciekawe, że facetom nawet takie pytania do głowy nie przychodzą choć
                    ponoć jest równouprawnienie.
                    • Gość: uncja Re: o uważnym czytaniu i intencjach IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 11:04
                      Gość portalu: chudyy napisał(a):

                      > Zdrady???
                      > czy Iwona napisała, że ją zdradził? Napisała, że znalazł sobie młodszą i
                      > zamierzają się rozwiść. Znalazł... co znaczy to słowo? Znaczy, że jest
                      kobieta
                      > z którą teraz woli być raczej niż z żoną. Ale czy zdradził żonę. A może
                      > najpierw jej powiedział, że już nie chce z nią być i chce się rozwieść. Czy
                      > wtedy zdradził? Może zdradził, ale z tekstu Iwony to jednoznacznie nie
                      wynika.

                      Być może, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że facet się rozwodzi dla
                      platonicznego uczucia. Jesteśmy dorośli. Jeśli facet się związał z inną
                      kobietą, to nie po to, żeby ją potrzymać za rączkę. Dobra - znalazł sobie inną.
                      Sama chyba nie przyszła, wymagało to jakiejś inwencji, czy choćby przyzwolenia
                      na bycie podrywanym. I to już jest nie fair. Zresztą co byś nie pisał - dla
                      mnie jest oczywiste, że facet żonaty nie powinien nawet szukać "wyjścia
                      awaryjnego", nawet jeśli jest nieszczęśliwy. Najpierw trzeba załatwić stare
                      sprawy.
                      >
                      > p.s. a tematem zarzuconym przez Iwonę było co teraz z kasą w kontekście
                      utraty
                      > sponsora. Ciekawe, że facetom nawet takie pytania do głowy nie przychodzą
                      choć ponoć jest równouprawnienie.

                      Równouprawnienie w twoim pojęciu kończy się w momencie oszacowania kosztów tzw.
                      prac domowych. Piszesz tak, jakbyś zakładał, że taki układ był wynikiem
                      lenistwa Iwony, a nie np. ustalonego układu "ja zarabiam, ty zajmuj się domem".
                      Poza tym to tak jakoś leciało "na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, póki
                      śmierć nas nie rozłączy" - mówi ci to coś? Przestaje to obowiązywać tylko
                      dlatego, że ktoś się rozmyślił? Trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji,
                      niekiedy bolesne.
                      • Gość: chudyy prawo do pracy - temat głowny IP: 195.94.203.* 11.03.03, 12:18
                        Gość portalu: uncja napisał(a):
                        > Jeśli facet się związał z inną
                        > kobietą ...
                        > to już jest nie fair. Zresztą co byś nie pisał - dla
                        > mnie jest oczywiste, że facet żonaty nie powinien nawet szukać "wyjścia
                        > awaryjnego", nawet jeśli jest nieszczęśliwy. Najpierw trzeba załatwić stare
                        > sprawy.

                        tak to fajnie i prosto wygląda z zewnątrz, ale jak mieszkasz z kimś z kim Ci
                        się nie układa przez wiele lat, próbujesz i nic to nie daje to nie ferowałbym
                        tak łatwo wyroków... związek umarł i nic już tego nie zmieni chyba. Zresztą
                        łatwiej się robi to co już wcześniej robiliśmy, kiedy odchodzisz od kogoś to
                        nie zawsze robisz tak jak byś mogła, po prostu chcesz zredukować napięcie.
                        Mieszkanie razem z kimś gdzie już nie ma nic prócz pretensji powoduje tak silne
                        napięcie, że łatwo jest po prostu zrobić cokolwiek żeby ulżyło. Naturalnie
                        możesz to skrytykować, ale póki sama nie przeżyjesz to będzie to z Twojej
                        strony tylko teoria


                        > > p.s. a tematem zarzuconym przez Iwonę było co teraz z kasą w kontekście
                        > utraty
                        > > sponsora. Ciekawe, że facetom nawet takie pytania do głowy nie przychodzą
                        > choć ponoć jest równouprawnienie.
                        > Równouprawnienie w twoim pojęciu kończy się w momencie oszacowania kosztów
                        tzw.
                        > prac domowych. Piszesz tak, jakbyś zakładał, że taki układ był wynikiem
                        > lenistwa Iwony, a nie np. ustalonego układu "ja zarabiam, ty zajmuj się
                        domem".
                        > Poza tym to tak jakoś leciało "na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, póki
                        > śmierć nas nie rozłączy" - mówi ci to coś? Przestaje to obowiązywać tylko
                        > dlatego, że ktoś się rozmyślił? Trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji,
                        > niekiedy bolesne.

                        No i widzisz jakimi stereotypami jedziesz... kobieta sprząta, pierze, gotuje...
                        tylko jakoś ten stereotyp brak dzieci po 8 latach psuje. A co Ty wiesz o ich
                        decyzjach, coś napisała Iwona jaki był układ? W przysiędze małżeńskiej jest coś
                        o podziale ról i obowiązków?

                        Ona jest dorosła i jej pytanie za co będzie żyć jest śmieszne i osłabia mnie
                        to, że ona jako kobieta ma prawo tak zapytać, a on jako facet byłby ostatnią
                        ofermą. Mamy równe prawa i niech idzie do pracy. Ma rodzinę, znajomych,
                        sąsiadów, niech weźmie cokolwiek na początek, potem się odbije. Moja szwagierka
                        poszła do pracy po ośmiu latach siedzenia w domu z dziećmi i nigdy nie
                        pracowała i już kilka lat pracuje i radzi sobie znakomicie. Nie biadoli tylko
                        robi to co umie i może w danych warunkach i takich ludzi cenię, a nie zapłakane
                        matki nad obesranymi dziećmi.

                        i tyle mam na ten temat, nikt kobiecie nie zabrania pracować i fakt, że miała
                        męża nic tu nie zmienia.

                        kłaniam się
                        Edward
                        • Gość: uncja Re: prawo do pracy - temat głowny IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 13:02
                          Gość portalu: chudyy napisał(a):


                          > tak to fajnie i prosto wygląda z zewnątrz, ale jak mieszkasz z kimś z kim Ci
                          > się nie układa przez wiele lat, próbujesz i nic to nie daje to nie ferowałbym
                          > tak łatwo wyroków... związek umarł i nic już tego nie zmieni chyba. Zresztą
                          > łatwiej się robi to co już wcześniej robiliśmy, kiedy odchodzisz od kogoś to
                          > nie zawsze robisz tak jak byś mogła, po prostu chcesz zredukować napięcie.
                          > Mieszkanie razem z kimś gdzie już nie ma nic prócz pretensji powoduje tak
                          silne
                          >
                          > napięcie, że łatwo jest po prostu zrobić cokolwiek żeby ulżyło. Naturalnie
                          > możesz to skrytykować, ale póki sama nie przeżyjesz to będzie to z Twojej
                          > strony tylko teoria

                          Ja to kochany piszę właśnie z własnej perspektywy. Zdradziłam męża, i nie
                          uważam, że fakt, że był palantem, mnie usprawiedliwia. Nie powinnam tak
                          postąpić, niezależnie od tego, jak bardzo źle mi w tym związku było. Mogłam (i
                          trzeba było tak właśnie zrobić) najpierw się rozwieść. Zresztą, wdepnęłam w ten
                          nowy przelotny związek bez zastanowienia, właśnie dlatego, że w małżeństwie
                          było cholernie źle (mimo wielu prób i walki) i efekt był taki, że byłam przez
                          moment z kimś zupełnie przypadkowym, tylko dlatego, żeby się pocieszyć i przy
                          okazji skrzywdziłam jeszcze jedną osobę.

                          > Ona jest dorosła i jej pytanie za co będzie żyć jest śmieszne i osłabia mnie
                          > to, że ona jako kobieta ma prawo tak zapytać, a on jako facet byłby ostatnią
                          > ofermą. Mamy równe prawa i niech idzie do pracy. Ma rodzinę, znajomych,
                          > sąsiadów, niech weźmie cokolwiek na początek, potem się odbije. Moja
                          szwagierka
                          >
                          > poszła do pracy po ośmiu latach siedzenia w domu z dziećmi i nigdy nie
                          > pracowała i już kilka lat pracuje i radzi sobie znakomicie. Nie biadoli tylko
                          > robi to co umie i może w danych warunkach i takich ludzi cenię, a nie
                          zapłakane
                          > matki nad obesranymi dziećmi.

                          > i tyle mam na ten temat, nikt kobiecie nie zabrania pracować i fakt, że miała
                          > męża nic tu nie zmienia.

                          Zmienia, koleś, bo ten facet ma prawny obowiązek ją utrzymać i już, niezależnie
                          od tego czy ci się to podoba, czy nie. Zresztą, działa to w obie strony i
                          dotyczy również kobiet. Sama mam taką znajomą.

                          Ja też sobie radzę i to o niebo lepiej niż mój były mąż. Ale ja poniosłam
                          konsekwencje mojej decyzji o rozwodzie. Chciałam wolności - to wzięłam dziecko,
                          swoją szczoteczkę do zębów, ubrania i książki. Reszta małżeńskiego "dorobku"
                          została u niego. Ale mnie było o tyle łatwiej, że ja miałam dobrą pracę, no i
                          czasy były zdecydowanie lepsze, więcej było mozliwości. Jaką pracę teraz może
                          znaleźć kobieta, która nie pracowała przez tak długi czas? Ulice zamiatać?
                          Jeśli były mąż dobrze zarabia, to jest zobowiązany wyrównać jej pogorszenie się
                          statusu materialnego. Takie jest prawo. I już.
                          • Gość: chudyy koleżanko miła IP: 195.94.203.* 11.03.03, 13:18
                            Przede wszystkim nie nazywaj mnie kolesiem to nieładny sposób na
                            niemerytoryczne obniżanie wartości moich wypowiedzi...

                            Masz zdradę za sobą to już brzmi sensowniej, ale bez niej byś tego nie
                            wiedziała, zatem On też mógł nie wiedzieć i popełnił być może ten sam błąd co
                            Ty. Napisz to w ten sposób będzie brzmiało sensowniej, a tak brzmiało jak byś
                            była awangardą moralności.


                            > Jaką pracę teraz może
                            > znaleźć kobieta, która nie pracowała przez tak długi czas? Ulice zamiatać?
                            > Jeśli były mąż dobrze zarabia, to jest zobowiązany wyrównać jej pogorszenie >
                            się statusu materialnego. Takie jest prawo. I już.

                            a gdzie Iwona napisała ile nie pracowała? I co to za pomysły, że nie może
                            znaleźć. Niech szuka. Niech się podzielą uczciwie dorobkiem na pół i skończ z
                            lamentowaniem, że nie ma pracy dla kobiet. Znam ja taką jedną co ma dwa
                            kierunki studiów, prawie doktorat ukończony, nie pracowała prawie nic w życiu
                            przez 36 lat swego życia i uważa, że uczelnie powinny doktorom pracę
                            gwarantować i naturalnie wedle niej kobiet to mają tak przerąbane... Jeśli
                            wszystkie feministki są takie to wcale się nie dziwię niechęci do nich.

                            pozdrawiam,
                            Edward
                            • Gość: uncja Re: koleżanko miła IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 14:30
                              Gość portalu: chudyy napisał(a):


                              > a gdzie Iwona napisała ile nie pracowała? I co to za pomysły, że nie może
                              > znaleźć. Niech szuka. Niech się podzielą uczciwie dorobkiem na pół i skończ z
                              > lamentowaniem, że nie ma pracy dla kobiet. Znam ja taką jedną co ma dwa
                              > kierunki studiów, prawie doktorat ukończony, nie pracowała prawie nic w życiu
                              > przez 36 lat swego życia i uważa, że uczelnie powinny doktorom pracę
                              > gwarantować i naturalnie wedle niej kobiet to mają tak przerąbane... Jeśli
                              > wszystkie feministki są takie to wcale się nie dziwię niechęci do nich.

                              A co to ma wspólnego z kodeksem rodzinnym? Oczywiście masz rację, że nie ma co
                              biadolić, i trzeba się wziąć w garść, ale to jest inny aspekt sprawy i nie o to
                              tu chodzi. Ja do wszystkiego doszłam sama, ale nie widzę powodu, żeby nie
                              korzystać ze swoich praw, skoro one istnieją, i np. zwalniać mojego byłego z
                              obowiązku łożenia na dziecko tylko dlatego, że dobrze zarabiam. Jak się chce
                              mieć prawa, to trzeba też umieć wziąć na siebie obowiązki. Nie piszę tu
                              przecież konkretnie o Iwonie, ale czy sytuacja typu że kobieta przez ileś tam
                              lat nie pracowała, bo obojgu to pasowało upoważnia faceta do tego, że może ją
                              zostawić na lodzie, bo spotkał nową miłość? Trzeba sobie uświadomić, że
                              zakładając rodzinę bierze się na siebie zobowiązanie do końca życia, nawet
                              jeśli ktoś się rozmyśli w trakcie. Może nie wszystkim się to podoba i nie
                              zawsze jest to sprawiedliwe, ale jak już napisałam, trzeba ponosić konsekwencje
                              swoich decyzji, choć nie zawsze nam się podobają. Szczególnie, że jak
                              podkreślam TAKIE JEST PRAWO.
                              • Gość: chudyy takie jest prawo IP: 195.94.203.* 11.03.03, 14:54
                                Gość portalu: uncja napisał(a):

                                > nie widzę powodu, żeby nie
                                > korzystać ze swoich praw, skoro one istnieją, i np. zwalniać mojego byłego z
                                > obowiązku łożenia na dziecko tylko dlatego, że dobrze zarabiam.

                                dziecko to kompletnie co innego. Ludzie uchylający się od opieki nad dzieckiem
                                stoją dość nisko w moich oczach...

                                > trzeba ponosić konsekwencje
                                > swoich decyzji, choć nie zawsze nam się podobają. Szczególnie, że jak
                                > podkreślam TAKIE JEST PRAWO.

                                Prawo zabrania aborcji, uważasz, że jest dobre i nie należy nic z tym robić?
                                Prawo każe zapłacić podatek mimo, że transakcja była oszustwem i nie dostałaś
                                pieniędzy za mieszkanie... należy się z tym godzić?

                                Prawo każe utrzymywać byłe żony, mężów zdrowych i zdolnych do pracy... to takie
                                prawo jest złe i chętnie podpisałbym się pod jego zmianą.

                                pozdrawiam,
                                Edward
                                • Gość: uncja prawo - tytułem wyjaśnienia IP: *.at.ibm.com 11.03.03, 15:29
                                  Gość portalu: chudyy napisał(a):


                                  > > trzeba ponosić konsekwencje
                                  > > swoich decyzji, choć nie zawsze nam się podobają. Szczególnie, że jak
                                  > > podkreślam TAKIE JEST PRAWO.
                                  >
                                  > Prawo zabrania aborcji, uważasz, że jest dobre i nie należy nic z tym robić?
                                  > Prawo każe zapłacić podatek mimo, że transakcja była oszustwem i nie dostałaś
                                  > pieniędzy za mieszkanie... należy się z tym godzić?
                                  >
                                  > Prawo każe utrzymywać byłe żony, mężów zdrowych i zdolnych do pracy... to
                                  takie
                                  prawo jest złe i chętnie podpisałbym się pod jego zmianą.

                                  Nikt nie powiedział że życie jest usłane różami. Mnie też się wiele rzeczy w
                                  naszym prawie nie podoba, ale to mnie nie zwalnia z jego przestrzegania. Sorry.
                                  Bardzo mi się nie podoba np. że mój były dostaje pensję pod stołem i jak
                                  przychodzi do płacenia alimentów, to on nie ma, a po dziecko przyjeżdża z
                                  drugiego końca miasta taksówką. Ale wyczerpałam już temat. Obyśmy tylko sami
                                  byli w porzadku wobec innych.
          • Gość: uncja Re: ROZWÓD - alimenty IP: *.at.ibm.com 10.03.03, 16:23
            mikawi napisała:

            > podstawowe pytanie na czym Iwonie zależy: czy na tym, aby rozstać się z
            mężem,
            > uzyskac alimenty i zacząć ukladać sobie zycie, ktorego już dość straciła ze
            > swoim mężem, czy też nie zgadzać się na rozwód dla zasady, żeby dopiec
            > niewiernemu, trochę na zasadzie psa ogrodnika (sama nie mam, to i innej nie
            > dam). pytanie tylko po co? Co zyska przedłużając rozwód w nieskończoność?
            > Wrzody na żołądku i nerwicę? Rozumiem, że facet okazał się gnojem i aż kusi,
            > żeby sie zemścić, tylko pytanie co z tego? Ja bym wolała mieć rozwód jak
            > najszybciej za sobą i nie oglądać więcej szui na oczy, tylko próbowac ułozyć
            > sobie życie. A alimenty przez 5 lat od byłego, czy to tak mało?

            Jedno z drugim przcież nie ma nic wspólnego! Układać sobie życie można swoją
            drogą. Zresztą wielu panów jakoś przestaje się ekscytować nową miłością swojego
            życia, jak staje im przed oczami widmo podziału majątku... Nie chodzi mi o to,
            żeby nie dać go innej (bo to już się stało) ale żeby siebie maksymalnie
            zabezpieczyć. Piszesz o przeciąganiu sprawy - jeśli jemu na rozwodzie naprawdę
            zależy i jest tego absolutnie pewnien, to nie będzie się chandryczył i zgodzi
            się NA JEJ WARUNKI. Sprawa jest prosta "ty masz romans, więc albo zgadzasz się
            na rozwód z własnej winy, albo ci go nie dam" i już. Niech on się martwi, że
            nie może poślubić nowej ukochanej a ewentualne dzieci będą nieślubne. Nie każdy
            ten rozwód tak emocjonalnie przeżywa, zresztą znacznie bardziej przeżywa go
            osoba, która żyje w niepewności czy jutro będzie miała na chleb. Czy 5 lat to
            dużo, czy mało - rzecz względna. Dla mnie lepiej "dłużej niż krócej" mieć taką
            możliwość, nawet jeśli z niej nie skorzystam. Teraz ona może znależć pracę i
            dawać sobie radę, a za 5 lat ją stracić i zostać na lodzie (z wiekiem jest
            przecież coraz trudniej o zajęcie). Zresztą, te alimenty to też do pewnego
            stopnia teoria, sądy wcale tak chętnie ich nie przyznają byłemu małżonkowi...

            Acha - i o alimenty powinnaś wystąpić od razu (z klauzulą natychmiastowej
            wykonalności, tak się to chyba nazywa) nie czekając na sprawę rozwodową.
    • Gość: chudyy po prostu znajdź sobie wreszcie pracę... IP: 195.94.203.* 10.03.03, 14:35
      jak to łatwo napisać, mąż znalazł sobie młodszą, wcisnąć CAPS LOCK i juz ma się
      rację... Jestes dorosła i tak jak mąż masz i miałaś prawo do pracy za
      sprawiedliwym wynagrodzeniem. Jesli nie wierzysz to poczytaj manifestę i weź
      się do roboty. Nawet jak sobie znajdziesz nowego, bogatszego męża to
      samodzielność bardzo Ci się przyda.
      kłaniam się.
    • Gość: R Re: ROZWÓD IP: 134.65.105.* 10.03.03, 15:25
      Iwono
      nie Ty pierwsza, nie ostatnia. Ludzie sa podli i to zarowno faceci jak i kobiety. To ktore ma szanse zawsze
      wydyma te naiwna, latwowierna strone, ktora slepo wierzy i kocha calym sercem. W kazdym zwiazku jedno
      kocha ciut slabiej i to ta strona skacze na boki. Czasem nie ma piekna wewnetrznego ani idealow. Swiat
      wartosci jest rozny dla kazdego z was. Czyz nie tak?
      Teraz pewnie jestes przeswiadczona o swojej malej wartosci, braku urody i ... nie jestes juz nastolatka.
      Wiesz ze sa rzeczy znacznie wazniejsze niz to co kiedys bylo wazne. Zaufanie? wiara w stalosc? obawa?
      brak snu? mysli samobojcze? alkohol? fajki? przymusowe plytkie znajomosci? nic juz nie jest takie jak bylo?
      jeszcze raz zawod? beznadzieja? nerwy? poszukiwanie pracy? gdzie byl blad? kto go zrobil? kto nie dbal? kto?
      dlaczego? poco? itd
      Nie znajdziesz odpowiedzi -nie pytaj ludzi, nie opowiadaj, zachowaj swoje problemy dla siebie. Daj sobie
      czas. Pol roku , rok ... przejdzie. Tylko musisz znalezc spokoj, wyluzowac. Dopoki bedziesz nerwowa kazdy
      facet cie wykorzysta i zostawi po pierwszym razie bo i ty i on nie bedziecie chcieli kontunuowac znajomosci.
      pozdrawiam
      Rozwiedziony.
Pełna wersja