ikikik
21.10.06, 00:46
pewnego wieczoru głodna i spragniona kobieta postanowiła posilić się w
restauracji na rynku bardzo starego miasta
usiadła przy stoliku i czekała
kolejne stoliki wokół zapelniały się goścmi - pary, turyści...
kelnerki pojawiały się przy nich z kartami natychmiast
stojąca w pobliżu obsługa zupelnie nie zwracały na nią uwagi
głodna kobieta co jakiś czas zerkała wymownie to na kelnerkę, to na stosik
kart przy których warowała ona niczym cerber
minęło ponad 10 minut kiedy ktoś się nad głodną zlitował i podał kartę.
czy to jest ogólnie przyjęty w restauracjach zwyczaj, że "KOBIET
PRZYCHODZĄCYCH BEZ TOWARZYSTWA NIE OBSŁUGUJEMY" czy po prostu zwykły pech
osobniczki, która co jakis czas przeżywa taki ,,dzień świstaka"?