Dodaj do ulubionych

Koleżanka męża...

02.11.06, 11:26
Mój mąż ma w pracy koleżankę - również mężatkę, za którą ja nie przepadam, bo
czuję, że darzą się z moim mężem jakąś szczególną nicią sympatii. Jestem o
nią zazdrosna i przyznaję się bez bicia. Ostatnio jednak miarka się
przebrała. Koleżanka zostawiła w biurze dokumenty dla mojego męża i na
karteczce napisała... dla Michasia. No kurczę, wkurzyłam się, bo on to
przyniósł do domu, więc zobaczyłam. Mam powód do niepokoju, czy olać sprawę?


Nigdy nie mów - nigdy.
Obserwuj wątek
    • anakardia Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 11:32
      Ja na tej karteczce dopisałabym..

      Pozdrawiam
      Żona Michasia.

      Mąż zapewne odda tę teczkę dokumentów z powrotem.. więc przeczyta.
      Cel tego działania? Właściwie żaden, ale Ona będzie wiedziała, że ty wiesz, iż
      ona traktuje twojego męża jak 3-letniego chłopczyka..

    • misiorybka Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 11:32
      Twój niepokój wcale nie dziwi. Jednak nie daj się zwariować. Jeśli mąż nie daje
      Ci powodów do podejrzeń, to raczej postaraj się nie okazywac zazdrości. Bo
      tylko pogorszysz sprawę. Faceci nie lubią być oskarżani o coś czego nie zrobili
      i na dodatek nie rozumieją (pewnie on sam nie widzi w zażyłości z koleżaką nic
      złego).
      • kotkaaaa Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 11:38
        kobieta pewna swojej wartosci nie niepokoi sie takimi sprawami
        moze zamiast robic afere popracuj nad swoja niska samoocena?
        wbrew pozorom nie pisze tego zlosliwie, pewnosc siebie jest fajnym stanem
        charakteru i takiego Ci zycze
          • kotkaaaa Re: kotkaa nie zgadzam się.. 02.11.06, 13:54
            nie w tym rzecz, nie mowimy o zdradzie tylko o zazdrosci
            na zdrade nie mamy wplywu, to fakt przed ktorym stawia nas malzonek
            z zazdroscia mozna i trzeba sobie radzic, bo bije przede wszystkim nas samych w
            tylek

            gdybym byla facetem wolabym miec usmiechnieta, pewna siebie kobiete niz
            skwaszona z powodu "Michasia":)
    • mareszka5 Podsumowując... 02.11.06, 11:47
      Ona nie jest na wyższyn stanowisku. Ja obecnie nie pracuję ( jestem w domku, z
      dzieckiem) ale pracowałam i wiem, jak zażyłe stosunki panuja pomiędzy kolegami
      i koleżankami z pracy, do tej pory mi to nie przeszkadzało, dopóki nie zaczęło
      chodzic o mojego męża..(hahaha, hipokrytka ze mnie wyłazi. Faktycznie mój mąz
      nigdy nie dał mi powodów, aby mu nie ufać, ale nie wiem, co sie dzieje w głowie
      jego kolezanki. Zwracanie się tak do kogoś to jedna sprawa, ale kiedy juz
      zostawiamy jakies wiadomości,to raczej normalnie piszemy, nie uzywamy
      zdrobnień. Pewnie jestem troche przewrazliwiona, ale normalnie jak zobaczyłam,
      to się wściekam jak nie wiem...Mój mąż uważa, że nie mam powodów do złości...i
      miał ewidentny ubaw z powodu mojej zazdrosci. Ja jednak mam lekkie uczucie
      niepokoju i niesmaku.
      Dzięki za odpowiedzi dziewczyny...:-)

      Nigdy nie mów - nigdy.
    • kalinazkalinowa Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 11:51
      ale to chyba nie było pocieszające....
      mój mąż pracuje i ja też po wariactwie w pracy przychodzimy do domu i doceniamy
      to, że mamy siebie nawzajem
      :)
      uwież mi mądry facet nie da się zbajerować jakiejś kokietce
    • anetazw Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 12:13
      Jestem mężatką, pracuję z żonatym facetem w jednym małym pokoju który czasami
      zamykamy na klucz.
      Razem przez tydzień mieszkaliśmy w pokoju dwuosobowym w hotelu.
      Znamy swoje kody do karty kredytowej i pożyczamy sobie samochody.
      Znamy swoje życie seksualne. Przytulamy się czasami. Skłądamy sobie różne
      propozycje. Razem chodzimy na bankiety, tańczymy i ptrzytulamy się w tańcu.
      Ten kolega to formalnie mój szef....
      I co sobie pomyślałyście??? Że mamy romans?? Że zdradzamy swoich
      współmałżonków??
      Odpowiadam:
      1. Zamykamy pokój na klucz bo ciągle wpadają do nas handlowcy lub inne osoby i
      nie możemy spokojnie pracować. Wszyscy o tym wiedzą. Sciany są przeszklone...
      2. Mieszkaliśmy w jednym pokoju, w czasie konferencji. Ale każde z nas w soim
      łóżku. Pokój duży w stylu apartamentu. Było wesoło. Ja w długioej piżamie on
      też. Po prostu wieczorem piwo i tyle.
      3.Znamy swooje kody bo czasem proszę jak wychodzi na spotkanie żeby podjechał i
      wziął dla mnie pieniądze z bankomatu bo nie mam na obiad w pobliskiej kantynie.
      4.Znamy swoje życie seksualne bo jak chodzi zły to wiem że mu z żoną coiś nie
      gra.
      5.Przytulamy się jak widzi że jestem zła i że się z mężem pokłóciłam. Przytuli
      i powie że wszystko będzie OK.
      6. W żartach proponuje mi masaż a ja jemu mizianie w zamian za zrobienie
      budzetu za mnie.
      7.Chodzimy na bankiety bo jesteśmy w jednym dziale, on świetnie tańczy ja też.
      W tańcu jak to w tańcu ludzie się dotykają i przytulają.

      Każda sytuacja ma swoje wytłumaczenie, bez żadnego podtekstu.
      Między nami jest duża sympatia i ta "chemia" .
      Jest to chemia któa nam pozwala pracować na najwyższych obrotach bo rozumiemy
      się bez słów. Znam jego żónę, i dzieci. On zna mojego synka i męża.

      Mój mąż był kiedyś o niego zazdrosny. Teraz wie że on jest moim szefem, ale też
      przyjacielem.
      Między nami do niczego nie doszło, pomimo setek bankietów i moża alkoholu.

      Nie denerwuj się. Jeśli nawet zamkniesz go w klatkce a on ucieknie to znaczy że
      go nigdy nie miałas.
      Najważniejsze to otworzyć klatkę i sprawdzić czy wyfrunie.

      • mareszka5 Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 12:23
        Nie zamykam go w klatce. Ma taka pracę, że częsciej go nie ma w domu niż jest,
        czasem pracuje poza domem, także w nocy. Do tego jest bardzo przystojny i
        kobiety daja mu to często do zrozumienia. Gdybym mu nie ufała, juz dawno
        zwariowałabym z zazdrosci. Moze problem w tym, że ja osobiście nie znam jego
        kolezanki. Gdyby była równiez moją znajomą, myślę, ze nie byłoby w ogóle
        problemu, a tak - wyobraźnia działa. Pozdrawiam :-)
        • anetazw Re: Gratuluję podejścia!!! 02.11.06, 13:42
          Nie jesteś sama w tym świecie....
          mój szef jest moim dobrym kumplem, czasam zastanawiamy się teoretycznie czy
          bylibyśmy skłonni.. do np. niezobowiązującego seksu.
          Wszystko super tyle tylko że:
          1. sex jest albo udany albo klapa
          gdy udany - to chcesz więcej i zaczyna się robić nieciekawie..
          gdy klapa - to jak razem pracować gdy się wie że ta druga osoba jest totalnym
          seksualnym dnem???

          Ja jestem bardzo zadowolona że mamy takie relacje. Że potrafimyu się sobie
          zwierzać, i że czasami po prostu mnie przytuli czy pogłaszcze po plecach. Ale
          nic więcej. Ja siadam mu na biurku jak razem pracujemy, on łapie mnie za
          kolano - ale jest to wynik tego że się dobrze rozumiemy i że po porstu nasza
          strefa jest otwarta dla tej drugiej osoby.

          Nie jest w moim typie - bo n iski blondyn, ale z klasą - taką że ulegam po
          przyjacielsku urokowi.

          Myślę że w zespołąch które się dobrze rozumieją taka atmosfera jest chyba
          prawie normalna....
          pozdr
      • anakardia Re: Koleżanka męża... 03.11.06, 00:04
        anetazw napisała:

        <Najważniejsze to otworzyć klatkę i sprawdzić czy wyfrunie.

        Nie wyfrunie..to go panna sama wyjmie.

        Mężczyzna jest zbyt wrażliwy na płeć piękną - czyt. taka która mu się podoba.
    • eluch_a Re: Koleżanka męża... 02.11.06, 13:30
      Przesada. Ja do moich kolegów też mówię: Michaś, Grzesiu, Przemuś, Krzysiu. Oni
      się odwdzięczają Eluńką. Mam problem tylko z Błażejem - za cholerę nie potrafię
      zdrobinić :)
        • kinky5 Re: Koleżanka męża... 03.11.06, 00:23
          ja mialam kiedys smieszna sytuacje
          Moj maz pracowal w agencji reklamowej i mili sesje zdjeciowa dla jednego z klientow.
          Poniewaz klient byl "malo sytuowany" wiec gdzie mogli to wykorzystywali pracownikow agencji.
          Wiec moj maz pozowal z kobieta od client services- jako malzenstwo, lekko przytulone. Ja osobiscie
          mialam z tego ubaw ale....
          nasz kolega pozowal na kanapie z modelka w niedwuznacznej pozycji (chodzilo o tylko ujecie nog,
          niemniej jednak dziewczyna (modelka) byla w majtkach....i na ta oto scene weszla dzieczyna tego
          chlopaka......ups...gdybyscie widzili jej i nasze miny.....dobrze ze duzo ludzi przy tym bylo bo moglo
          byc goraca.

          nie przejmowalabym sie kolezanka- jeszcze serdecznie bym ja codziennie pozdrawiala skoro taka
          "mila" dla Twojego Michala.

          mniej znaczy wiecej
    • mar.lena Re: Koleżanka męża... 03.11.06, 12:31
      Problem nie lezy w tym, jak ta kolezanka napisala do Twojego meza, ale jak on
      na to zareagowal.
      Jesli wcale, to znaczy, ze nic sie nie dzieje. :o)
      Zdrobnianie imion i "pseudo rodzinna" atmosfera jest w wielu firmach na
      porzadku dziennym. Lepiej zajmij sie soba, bo raz na jakis czas dobrze jest
      okazac mezowi, ze sie jest o niego zazdrosnym, ale robic z tego afere to juz
      glupota. Tym bardziej, ze on sie z Ciebie smial. :o)
      Dbaj raczej o to, aby byc z nim blisko, i zeby swietnie sie prezentowac, aby
      byl z Ciebie dumny, rowniez w firmie.
      • mareszka5 Re: Koleżanka męża... 03.11.06, 13:04
        mar.lena napisała:
        > Dbaj raczej o to, aby byc z nim blisko, i zeby swietnie sie prezentowac, aby
        > byl z Ciebie dumny, rowniez w firmie.

        Staram się o to dbać przez całe 10 lat naszego małżeństwa i myślę,że na razie
        wychodzi. Zresztą, oboje o to dbamy. Nie wiem co to znaczy świetnie się
        prezentowac, ale myślę, że nie jest źle ...:-)
        O całej sprawie już nie mysle, wszystko sobie wyjaśnilismy.
        On tez był o mnie zazdrosny, kiedy to ja pracowałam, i nie raz musiałam się
        tłumaczyc, z rzeczy dla mnie oczywistych. Sytuacja sie zmieniła na lepsze,
        kiedy poznał moich kolegów z pracy. Kiedy nie wiemy dokadnie jak wygladają
        sprawy i nie znamy danej osoby - wyobraźnia działa. To raczej normalne.
        Zwłaszcza, że przktycznie cały dzień się nie widzimy, bo on spędza w pracy
        mnóstwo godzin, łatwo sobie wtedy dorobić ideologię.
        Uważam, że juz wszystko jest ok i można zakończyć temat.
        Pozdrawiam :-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka