okragla 93- Pijane tiramisu w wannie 29.12.09, 22:42 Czy już pisałam, że nie lubię świąt? Jeśli nie, to ryknę głośno dla przypomnienia- NIE LUBIĘ ŚWIĄT, bo bolą!! W tym roku nadal nie zmieniłam w tej kwestii zdania. Dzień przed wigilią, kiedy odprężona zaległam w wannie (wody już się ze mną tam niewiele mieści) z dobrą książką i głębokim postanowieniem, że w tym roku to postaram się być "grzeczna" zadzwonił tata. Znów, jak co roku, zaczął rozmowę od słów, że to już jego ostatnie święta i chciałby, abyśmy wszyscy w zgodzie usiedli do stołu wigilijnego. Co potem powiedział nie pachniało zgodą, ale cóż... Zaproponował, żebym zmieniła ustalone z resztą rodziny plany i przyjechała kilka godzin później, bo... moja siostra zapowiedziała się wcześniej. Hmmm. Postawiłam się, chcę mamie pomóc w ostatnich przygotowaniach, zawsze przy kolacji pada na nos ze zmęczenia. To tata szybko wymyślił inną wersję- niech już sobie przyjadę wcześniej, zjemy szybko kolację i... zejdę do dolnej kuchni, posiedzę tam cicho(!!!) tak, jakby mnie nie było a w tym czasie moja siostra zje z nimi wigilię. Myślałam, że żartuje. Nie żartował. Nie zgodziłam się na taki układ, nie miałam siły tłumaczyć, ze nie jestem córką "drugiej" kategorii, kopciuszkiem.Tata skapitulował. A mi zrobiło sie tak bardzo przykro. Jak on tak mógł?! Po rozmowie, ani książką nie była taka sama, ani nastrój. Z jednego drinka tiramisu zrobiło się naście(dobrze, że idąc się kąpać wzięłam ze sobą butelkę, do wyczytania etykiety) i wcale nie przeszkadzała mi reszta zimnej wody wkoło mnie. Z wanny tego wieczoru wyszłam, oopsss... wypełzłam na czworakach. Do lustra też na szczęście się nie zbliżyłam. I znów wychodzi, że jestem słaba. Mikołaj w tym roku znów dał mi niezłą rózgę. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
karolajna83g Re: Apetyt na linię, czyli .. 30.12.09, 11:21 Mam rozmiar stanika 36GG, więc na pewno znajdziesz coś dla siebie. Poza tym, zakupy za granicą wychodzą o wiele taniej niż w Polsce, gdzie zwykła bluzka kosztuje np 50 zł.... Z tego względu nie lubię zakupów, bo właśnie nawet na promocjach przecenione są szmatki w rozmiarze S, czy XS, co mnie zawsze denerwowało a nie należę do osób najszczuplejszych. Może i mam 10 kg nadwagi i to dla Ciebie może być mało, ale każdy kilogram ciężko jest zrzucić. Tobie życzę powodzenia w tak trudnej walce, aczkolwiek będziesz miała chyba lepiej niż inni, bo masz już mniejsze zapotrzebowanie na pokarm... :) Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 94- On Ciebie nie chce! 02.01.10, 11:15 Nie zależy mu na Tobie. Nie jest zainteresowany Twoim życiem, uczuciami, emocjami, Tobą. Nie przykryje Cię ciepłą kołdrą, kiedy w nocy się oziębi w sypialni. Nie pogłaszcze Twojej głowy i nie pocałuje czule we włosy, kiedy jest Ci źle. Nie zmartwi się Twoim mocnym kaszlem. Nie będzie się patrzył prosto w oczy, by złapać Twój uśmiech. Nie podzieli się z Tobą swoimi radościami i smutkami, codziennymi kłopotami. Nie zaskoczy Cię swoją szaloną pomysłowością, nie dostaniesz prezentu niespodzianki. Nie będziesz się z nim bawić na Sylwestra, bo ma swoje, mroczne plany. Nie znajdziesz w nim oparcia, kiedy tego najbardziej potrzebujesz. Nie będziesz się czuła przy nim kobietą, akceptowaną i piękną. Nie doznasz motyli w brzuchu, które pojawiają się z nadejściem miłości. Nie można przecież bez akceptacji poczuć pełnego zespolenia. Nie będziesz szczęśliwa, bo czy można wiecznie płakać z radości? Nie angażuj się, idź sobie i przekazuj pozytywną energię komuś innemu! Komuś, kto da Ci ciepło, dobro, zainteresowanie i radość. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
lidka_77 skąd Ty 02.01.10, 12:22 to wszystko o mnie wiesz, że nikomu nie zależy ;) pewno mnóstwo kobiet może się identyfikowac z Twoimi słowami. czekam na kolejny wpis. trzymaj się. Odpowiedz Link Zgłoś
okragla Re: skąd Ty 02.01.10, 13:15 lidka_77 napisała: > to wszystko o mnie wiesz, że nikomu nie zależy ;) > > pewno mnóstwo kobiet może się identyfikowac z Twoimi słowami. > > czekam na kolejny wpis. trzymaj się. Bo tak na tym dziwnym swiecie jest, ze jesli chcemy za mocno, to ten ktos ucieka. Jesli nam nie zalezy, to on jest zloty ;) Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 95- Książątko 07.01.10, 01:30 Książątko Ksiądz ma teraz bardzo pracowity czas. Nie przeszkadza mu to jednak dobijać się i namawiać jej na dziecko. Praca pracą, życie życiem, ale dziecko chce mieć. Zaczął kusić wizjami bogatej przyszłości, jeśli zdecyduje się z nim na dziecko : - Mam dużo pieniędzy, o kwestię finansową się nie martw. Dziecku nie będzie w życiu niczego brakowało. Zapewnię mu najlepszy start, wychowanie, szkoły. Zawsze znajdę na to pieniądze. Dużo ludzi umiera, jest sporo pogrzebów, przyszedł wyż demograficzny, więc i chrzcin jest więcej. O kasę się martw! Podejście handlowe, zaplanowane, jak faktura za węgiel. Ma też rozwiązanie dotyczące samego aktu, jak to nazywa, zapłodnienia. Ona nie może znieść tego całego nazewnictwa, takiego książkowego. Tłumaczy mu, że poczęcie dziecka, to cud, uczucia. Kto jak kto, ale ksiądz coś więcej na temat cudów powinien wiedzieć. Chyba jednak nie wie, o czym ona mówi. Niby słucha, uczy się, wkrada się doza romantyzmu, ale na drugi dzień znów mówi do niej językiem z podręcznika od biologii. - Kiedy masz dni płodne? Chcę cię zapłodnić. Tylko zależy mi na pełnej dyskrecji, wiesz, nie mogę sobie pozwolić na skandal. Czyje nazwisko dziecko będzie nosiło? Moje? To zbyt niebezpieczne. Porozmawiamy o tym później, najważniejsze, chcę cię zapłodnić. - Jeszcze przez tydzień będę zajęty, no wiesz, chodzę po kolędzie, ale to nie znaczy, że nie możemy się spotykać. Przyjedziesz do mnie na kilka dni? Zatrzymasz się w hotelu, będę dojeżdżał dwa, trzy razy dziennie. Oczywiście, ja za wszystko płacę. Zrobimy sobie takie gniazdko miłości. Bardzo chcę mieć z tobą dziecko, takie malutkie książątko. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: 95- Książątko 07.01.10, 08:54 Napisz te doswiadczenia (czyje?)moze na jakims forum katolickim, bo daja do myslenia.I sa wiarygodne, nie mam zludzen co do niektorych [rzedstawicieli kleru, choc wiekszosc jest ok. Tu jest wystarczajaco duzo ociekajacych zolcia antyklerykalow wiec jestes malo oryginalna. Jesli to o Ciebie chodzi to facet jest kretynem kobiet z opaska sie nie zapladnia, jesli nie Twoje, to gratuluje dyskretnej przyjaciolki tego pana . Jesli nowelka-gratuluje talentu , ale ogolnie-cztam z niesmakiem WLASNIE TU. Odpowiedz Link Zgłoś
mini_kks Okrągła! 02.01.10, 11:59 Jesteś świetną, dzielną dziewczyną! Lubię czytać Twoje opisy zmagań z własnymi słabościami. Ja, co prawda, od miesięcy próbuję przytyć, ale Twoje opowieści mnie budują. Trzymaj tak dalej! Odpowiedz Link Zgłoś
okragla Re: Okrągła! 03.01.10, 01:28 mini_kks napisała: > Jesteś świetną, dzielną dziewczyną! Lubię czytać Twoje opisy zmagań z własnymi > słabościami. Ja, co prawda, od miesięcy próbuję przytyć, ale Twoje opowieści > mnie budują. Trzymaj tak dalej! > Dzieki za mile slowa :) Czesto pisanie daje mi ulge. To takie wyrzucanie z siebie emocji, aby dac innym miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
mvszka Re: Okrągła! 03.01.10, 09:20 to wyrzucaj dalej proszę, bo mie się świetnie to czyta ;) Odpowiedz Link Zgłoś
otisok Re: Okrągła! 07.01.10, 09:06 ż lmini_kks napisała: > Jesteś świetną, dzielną dziewczyną! Lubię czytać Twoje opisy zmagań z własnymi > słabościami. Ja, co prawda, od miesięcy próbuję przytyć, ale Twoje opowieści > mnie budują. Trzymaj tak dalej! > Też lubię czytać Twoje opisy , szczególnie te dotyczące zmagań, to takie budujące i podnoszące na duchu ! ........... Tarantella z tarantulą www.youtube.com/watch?v=U-xsosv6uM0Te Odpowiedz Link Zgłoś
kitty4 Re: Okrągła! 07.01.10, 09:24 Nie wiem kim jesteś, gdzie pracujesz ... ale tak samo jak kilka innych dziewczyn tutaj - lubię czytać Twoje wypowiedzi/opisy. Wg mnie powinnaś to zebrać w całość i spróbować wydać w formie książki. Mam wrażenie, że byłby to bestseller, a przynajmniej książka na pewno znalazła by się w pierwszej 10-tce literatury tzw kobiecej. nie jesteś gorsza, a chyba zdecydowanie lepsza od autorek tych książeczek z serii 30-latki. Pomyśl, spróbuj. Na pewno znalzała by dużo odbiorczyń. Odpowiedz Link Zgłoś
okragla Re: Okrągła! 07.01.10, 14:15 Hej Nie myslalam o wydaniu ksiazki, to chyba trzeba sie znac na wielu sprawach, bardziej marketingowych. Zreszta jestem totalnym leniem ;) Moze nie bede ujawniala swojego zawodu czy opisywala wykonywanej pracy ;) Odpowiedz Link Zgłoś
otisok Re: Apetyt na linię, czyli .. 07.01.10, 09:20 Zaczynamy się toczyć ... pokulać cię ? Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 96- Stoi mi 17.01.10, 14:50 Stoi mi Tak, niestety, stoi mi. I proszę się nie domyślać zbereźnych wytłumaczeń, bo chodzi wyłącznie o… mój mikroport od opaski. Postawił się na sztorc i od kilku tygodni czuję z tego powodu dyskomfort pod lewym żeberkiem. Na początku było coś w rodzaju gniecenia, myślę sobie, może to wątróbka? Tyle, że to nie był ból, a ciągły jednakowy ucisk. Od kilku dni mikroport wyraźnie daje mi się we znaki. Już nie tak łatwo znaleźć mi pozycję, w której mogę siedzieć czy leżeć i go nie czuć. Wybadałam delikatnie pod skórą i wyczułam stojący kant czegoś twardego. Wcześniej mikroport był na płasko. Musiałam zmienić moją ulubiona pozycję do spania, z prawobrzusznej na lewobrzuszną. Kiedy nadchodzi zima i chodniki są oblodzone, moje ciało zachowuje się jak Wańka- wstańka. Chyba mnie to nie dziwi, mój środek ciężkości jest niedaleko głowy, więc siła grawitacji działa na mnie silniej niż na innych ludzi. Mając i tak jak najbardziej tępe podeszwy butów, ląduję na ziemi przeważnie kilka razy na tydzień. Po ostatnich figurowych przewrotach na lodzie i śniegu jestem z każdej strony poobijana. Boli mnie pupa, plecy i nogi, do tego ten stojący mikroport. W łóżku przed zaśnięciem często nie mam jak się bezboleśnie ułożyć, ech… starość nie radość…. Rozmawiałam już ze swoim opaskowym lekarzem, ten na szczęście mnie uspokoił, że to niegroźne, ale zalecił bym pokazanie i pomacanie przy najbliższej okazji. Weź się daj pomacać, jak on tyle kilometrów ode mnie. Wprawdzie nie byłam u niego na przeglądzie już dłuuuuugo, ale mam rozgrzeszenie, o którym nie chce nic na razie mówić. Na razie mam go oziębiać(?) i starać się delikatnie ustawiać na swoje miejsce. Okrągła p.s. waga też mi stoi. Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 97- Schudłam! 30.01.10, 09:02 Już po stresującej wizycie u lekarza w Łodzi. Bałam się, że zechce mnie znów podziurkować, aby naprawić stojący mikroport. Na szczęście tylko mnie pomacał i uspokoił. Mikroport wyglądem przypomina tarczę zegarka, tylko trochę grubszą. Kiedy w ciele zachodzą zmiany, on także się musi dostosować do tych zmian. Także zmian położenia, jak było w moim przypadku. Lekarz stwierdził, że to dlatego, że schudłam! Jedyną radą, aby mikroport przestał przeszkadzać jest ponowne przytycie. Chyba jednak nie będzie to konieczne, bo słowa lekarza tak skutecznie mnie uspokoiły, że już od momentu wyjścia z gabinetu go nie czułam. Zapomniałam o nim, nie dotykam już, nie martwię się, a on mi nie wadzi. Pan lekarz nie widział mnie przeszło rok, więc miał dobry ogląd na moją sylwetkę. Zdanie na temat mojego schudnięcia było bardzo dla mnie miłe. Sama nie czuję, abym chudła jakoś drastycznie. Wprawdzie na wadze kilogramów powoli ubywa, ale po ubraniach szokujących zmian nie widzę. Oprócz pochwały dostała mi się bura za ... brak współpracy, czyli za zbyt małe schudnięcie. Obiecałam poprawę i reszta wizyty upłynęła na sympatycznych rozmowach dotyczących zimowych planów wyjazdowych. W efekcie czego wychodząc z gabinetu pan doktor dziękował mi za konsultację, dodając, że odezwie się do mnie w najbliższym czasie. Fajnie wyglądała zdziwiona mina czekającego na mnie Siurka. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 98- 18.02.10, 23:30 Serduszko puka.. Piotruś Pan zmienia się w fircyka w zalotach. Nawet nie stopniowo, ale tak słodko momentalnie. Nie wiem, co było powodem zmian na dobre w naszej znajomości, ale teraz jest ona bliska moim marzeniom. Zielone gacie są, ale nie tak widoczne. Piotruś jest czuły, przytulański i ... zazdrosny. Zabiega o moje względy, prawi komplementy i jest opiekuńczy. Chwilami mam wrażenie, że to tylko żart losu, że Piotruś się zmienił i jest taki, jakim go wyobrażałam sobie. Wychodzi na to, że dobrym przykładem, cierpliwością i ciepłem wyzwoliłam w nim pokłady ludzkich uczuć. Także tych typowo męskich. Sielanka trwa od blisko miesiąca i ciągle czuję się jak na porządnym haju. Czy to moje życzenie noworoczne tak szybko i gwałtownie daje o sobie znać? Chciałam się zakochać jak szczeniak, bez opamiętania, młodzieńczo i nierealnie. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 99- Motyle, kolorowe klejnoty 18.02.10, 23:31 Motyle, kolorowe klejnoty Motyle, które fruwają w moim brzuchu mają różną wielkość i kolory. Jest ich coraz więcej, dają wspaniałe uczucie mrowienia, łaskotania i ciepła idącego od serducha, poprzez głowę aż do stóp, gdzie uskrzydlają. W okolicy oczu zakładają mi różową szybkę. Te białe, malutkie i zwinne są uśmiechami, całusami spadającymi znienacka. Są także w nocy, kiedy budzę się czując ciepło ściśle przytulonego do mnie ciała i odwzajemniając niespodziewaną chmurę cmoków. Duże białe są w Jego oczach, kiedy patrzy na dzieci, osnuwają rozrzewnieniem. Są takie silne, dojrzałe i nieśmiertelne w swojej mocy. Piękne. Kilka dużych brązowo- pomarańczowych przemyka, kiedy idziemy pełnymi śniegu ulicami trzymając się za ręce. Cytrynki fruwają w środku, kiedy zaniepokojony moją nieobecnością na parkiecie szuka mnie z lękiem w oczach. Wielkie niebieskie fruwają jak mnie mocno przytula i szepcze czułe słówka. Takie czerwone dostojne pojawiają się, kiedy w towarzystwie rozwodzi się w pochwałach nad pospolitą pomidorówką, którą ugotowałam na obiad. Kolorowe, jak wiosenna tęcza wznoszą się wysoko, kiedy On stojąc na wielkiej śniegowej zaspie na peronie woła moje zdrobniałe imię na cały głos. I ta róża.. widoczna z daleka w szarym tłumie śpieszących się ludzi. Motyli jest mnóstwo, coraz więcej... zawładnęły moim ciałem, duszą, wyobraźnią. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
marzannasz Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.02.10, 02:37 pewnie wyjde na jedze, ale nie rozumiem tego calego zachwytu -apetyt na linie - bardziej kojarzy mi sie z ciezka praca -dieta, cwiczenia, bieganie - to jest godne pochwaly, ale opaska na zoladku - bez urazy- super ze chudniesz, ale jak dla mnie to pojscie na latwizne, a do tego robisz z tego nie wiadomo co - blog itd. to jest tak jakby zachwycas sie czyjas uroda, ktora wyszla spod noza chirurga plastycznego. W tym momencie nie ma sie zadnego respektu do jedzenia, bo nigdy nie musialo sie ograniczac - ciezko pracowac Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.02.10, 08:18 Niewiele wiesz o fizjologii-jesli ktos ma 20 kg za duzo, to mozna zrzucic w normalny sposob-40+ to niemozliwe , predzej taka osoba umrze z wycienczenia niz schudnie do prawidlowego poziomu.Pryzpadki odmienne sa niezwykle rzadkie-ja przynajmniej nie slyszalam o nikim takim. Odpowiedz Link Zgłoś
okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.02.10, 08:23 marzannasz napisała: > pewnie wyjde na jedze, ale nie rozumiem tego calego zachwytu -apetyt na linie - > bardziej kojarzy mi sie z ciezka praca -dieta, cwiczenia, bieganie - to jest > godne pochwaly, ale opaska na zoladku - bez urazy- super ze chudniesz, ale jak > dla mnie to pojscie na latwizne, a do tego robisz z tego nie wiadomo co - blog > itd. to jest tak jakby zachwycas sie czyjas uroda, ktora wyszla spod noza > chirurga plastycznego. > W tym momencie nie ma sie zadnego respektu do jedzenia, bo nigdy nie musialo si > e > ograniczac - ciezko pracowac Witam Cie :) Owszem, ciagle musze sie ograniczac z jedzeniem. Jem wolno, kazdy kes przezuwajac dwa razy. Nawet zwykla zupa moge sie zadlawic. Szybkie bary nie dla mnie, tak samo jak i gazowane napoje. Do tego dochodzi ciagla walka z wlasnymi slabosciami i ciagotkami do slodyczy, ktore niestety wchodza bez problemow. I ten lek, ze masz w ciele obce ciala, ktore tak do konca nie wiadomo jak sie zachowaja za rok, dwa czy trzy. To nie jest tak, ze majac opaske nie wkladam w chudniecie zadnej pracy. Mysle, ze gdybys przeczytala wiecej wpisow, wiedzialabys, ze to takze ciezka metoda. Nie chudnie sie ot tak sobie, bo ma sie opaske na zoladku. Jak juz zgubie kilogramy, to podobnie jak odchudzajacy sie tradycyjnymi metodami, mam dylemat, co z cialem, ktore przyzwyczajone do wiekszej pojemnosci, teraz sie zmniejsza, co ze skora, itp. Dylematy w glowie pozostaja takie same, czy chudniesz przy pomocy diety, cwiczen czy glodowki. Odpowiedz Link Zgłoś
marzannasz Re: Apetyt na linię, czyli .. 19.02.10, 18:19 Sorry nie chcialam Cie urazic ani takie tam, mowiac szczerze jestem ZAZDROSNA sama zmagam sie z nadwaga i jestem chyba rozgoryczona ( do prawidlowej wagi mam jeszcze 10kg za duzo, a bylo nawet 30) i to codzienne zmaganie, silownia, bieganie, kontrola w jedzeniu, a jak tylko pare razy zjem za duzo( nie mylic - objesc sie) to wizualnie widze wzrost masy, a taka opaska na zoladku - latwy sposob- tak sie przynajmniej wydaje, niezadlugo to stanie sie prostym zabiegiem kosmetycznym. Sa przypadki osob, ktorym jest to konieczne, ale nie powiesz mi przeciez ze wiekszosc grubasow to otylosc lapnelo genetycznie , przez hormony lub lekarstwa - obzerali sie i tyle - i dodac cos jeszcze tez bym sie chetnie obzarla ale wtedy wysilek moich ostatnich pary dni poszedl by na marne:) Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 100- Flaczki się zbuntowały 03.03.10, 11:21 Flaczki się zbuntowały Żołądek boli mnie dość często. Nauczyłam się już sama łagodzić i zwalczać ten ból. Tak mi się przynajmniej wydawało do ubiegłego tygodnia. Wiedziona zgoła odmiennymi od lekarskich pobudkami, udałam się do Piotrusia Pana na amory i zamiast się cieszyć chwilami rozkoszy zwijałam się całą noc z bólu. Nie pomagały znane mi sposoby, czyli oddychanie przeponą, czy picie ciepłej herbaty. Także lekarstwa, które biorę w przypadku bólu w okolicy opaski nie skutkowały. Rano, zamiast do pracy Piotruś Pan zawiózł mnie do szpitala. Całe szczęście, że byłam blisko lekarza, który zna moje flaczki i ich związek z opaską na żołądku. Mój lekarz opaskowy po kilku badawczych uciśnięciach stwierdził, ze to ostre zapalenie trzustki! Kamień w woreczku żółciowym się ostatnio uspokoił, ale jak widać sąsiednia trzustka nie miała zamiaru. Miała dość pocierania i drażnienia. Iskrą zapalną mógł być macdonaldsowy hamburger, którego zjadłam jadąc do Piotrusia Pana. Z tego zmęczenia, bólu i strachu rozryczałam się wtedy jak dzieciak. Lekarz dyplomatycznie zaczekał na mnie i z gabinetu wyszłam już ogarnięta. Godziny jakie spędziłam czekając na przyjęcie pamiętam ledwo ledwo, przysypiałam zwinięta w rulonik na szpitalnym niewygodnym krześle, wśród biegających pielęgniarek, lekarzy i pacjentów. wszystko działo się jakby za szybą, której stłuc nie miałam ani ochoty, ani siły. Piotruś Pan zadbał o większość spraw i mogłam zamknąć się w sobie i zwalczać ból. Musiałam sobie sama dać radę, bo zanim nie przydzielono mi szpitalnego wyrka, nie dostałam żadnego lekarstwa. Wieczorem po wyżłopaniu kilku litrów kroplówek ból się poddał. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 101- Szpitalne urodziny 03.03.10, 20:59 Szpitalne urodziny Rok temu urodziny z założenia miały być smutne a niespodziewanie wyszły wesołe i fajne. W tym roku zaplanowana była impreza u Piotrusia Pana wśród nowych znajomych. Miało być fajnie, wyszło... szpitalnie. Swoje ente urodziny spędziłam na szpitalnym łóżku. Pierwsze życzenia dostałam od współleżaczki, wesołej puszystej kobietki po resekcji żołądka. Potem już się posypało. Dobrze, że miałam ze sobą nieodłącznego lapciaka i internet, mogłam sobie troszkę długie szpitalne godziny urozmaicić buszowaniem w internecie. Koło południa wparował z bukietem tulipanów Piotruś Pan. Niby nie ma pamięci do dat a jednak.. słodki jest. Wprawdzie ma jeszcze widoczne dawne egoistyczne skłonności, ale umiejętnie wplata je w swoje zachowanie, przez co są do zaakceptowania. Czasami nawet rozczulają. - No wracaj już z tego szpitala, bo mi pomidorówki starczy tylko do poniedziałku... - A teraz przytul, mnie- siedząc obok mojego szpitalnego łóżka. Faceci jednak, to duże dzieci, które trzeba doglądać, nawet samej będąc zbolałą i podpiętą do dwóch kroplówek jednocześnie. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 102- Obrazki pokory 04.03.10, 09:27 Obrazki pokory Szpital skutecznie uczy mnie pokory. Wobec życia, zdrowia i nieuchronności przemijania młodości. Obrazki, które widziałam leżąc na oddziale straszą i wzbudzają mój wewnętrzny niepokój. Obrazek 1 Spokojne senne popołudnie, na korytarzach snują się smętnie pacjenci z podwieszonymi kroplówkami, pod oknami siedzą inni chorzy rozmawiają ze swoimi bliskimi. Co jakiś czas z wózkiem pełnym kroplówek i strzykawek przejdzie pielęgniarka. Nagle z drzwi bloku operacyjnego wybiega nagi od pasa mężczyzna. Zakrwawiony brzuch, krew tryskająca z ust, nosa i chlapiącą na ściany, ludzi i podłogę. Z nosa i ust tego człowieka wystają pourywane rurki i rury. Biegnie jak szalony korytarzem, wzbudzając strach. Po kilku minutach zostaje obezwładniony przez lekarzy i pielęgniarki. Krew jest wszędzie. Uciekł przed operacją. Obrazek 2 Podziemia szpitalne, magazyn odzieży, droga do automatu z kawą. Pod sufitem pęki rur, kabli różnych grubości i kolorów. Półmrok i migające gdzieniegdzie światło z psującej się żarówki. Ani żywego ducha, tylko pod ścianami ustawione rzędy drewnianych wózków- łóżek. Kolejny korytarz jeszcze bardziej posępny, obdrapana farba, ciemne kolory. Długi i pusty i te rury... jak horror. Obrazek 3 Kobieta około pięćdziesiątki leży na szpitalnym łóżku. Na krawędzi siedzący lekarz, od którego bije spokój i ciepło. Powoli tłumaczy nieświadomej jeszcze kobiecie. Ból, z powodu jakiego trafiła do szpitala nie jest za sprawą kamieni w woreczku żółciowym a guza, który ma już naleciałości na kość. Zaraz będzie miała operację, która ułatwi jej funkcjonowanie. Potem naświetlania i terapia. Może kolejna operacja... jak starczy czasu.. Rak. Obrazek 4 Staruszek leżący na korytarzu. Nie wstaje, bo nie ma kto mu pomóc. Sam nie poradzi sobie, bo amputowano mu kilka palców u stopy. Krótka rozmowa, wózek i pan zaczyna śpiewać nam stare piosenki. Opowiada o swoim życiu, uśmiecha się. Pielęgniarki żartują, że teraz, to nie będzie chciał wyjść ze szpitala. Dlatego bały się nim zainteresować? Porozmawiać. Często ludzie pytają się mnie, dlaczego tak szybko żyję, czemu pędzę- właśnie dlatego... bo nie wiem, ile tego życia mi zostało, chcę je wykorzystać, jak się da! Chcę się cieszyć, uśmiechać, być optymistką... tak na zapas? Okrągła, bo życie jest piękne! Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 103- Boję się jeść 08.03.10, 21:42 Boję się jeść Zawsze miałam tendencję do łamania zakazów i chodzenia własnymi ścieżkami. Jak koty, których nie lubię. Omijanie konieczności, to stąpanie po kruchym lodzie. Jednak odstukać, zawsze mi się udawało. Przy tym ten smak zakazanego owocu... bezcenny! Teraz jednak ostrzegawczo dostałam po nosie. W szpitalu przez kilka dni byłam na tzw. głodzie, karmiona kroplówkami i dożylnymi medykamentami. Tego głodu aż tak mocno nie odczuwałam, przyznaję, ale diabeł podszczypywał mnie od środka i roztaczał w wyobraźni wizje smakowitych i pachnących potraw. Kiedy już nie dałam rady walczyć z chęcią włożenia do buzi czegoś jadalnego, skusiłam się na lekkie biszkopty. Zalecenia lekarskie na ten dzień obejmowały tylko ryżowy bezsmakowy kleik, więc mocno ukradkiem zjadłam kilka biszkoptów. Ależ one smakowały! Jak najwykwintniejsze jadło z kuchni mojej mamy! Kiedy już w dzień wypisu mogłam jeść lekkostrawne dania stwierdziłam, ze ciacho w szpitalnej kawiarni mi nie zaszkodzi- smakując każdy kęs wciągnęłam mini ptasie mleczko. Miałam lekkiego stracha, ale tylko z powodu tego, że ten fakt obserwowała jedna z lekarek pracujących na sąsiednim bloku operacyjnym. Potem wypis ze szpitala, zalecenia lekarza, rozmowa o diecie i moje zapewnienia, że pobyt chyba mnie nauczył dyscypliny. Niestety kłamstwo ma krótkie nogi. Zawsze! Prędzej czy później się wyda. Tu wydało się prędzej. Lekarz dowiedział się o ciastku i na odchodnym mocno wściekły dał mi nieźle popalić. Karę boleśniejszą miałam jednak wieczorem, już w domu, kiedy odezwał się kamień z woreczka. Ze wstydu nie zadzwoniłam nawet do lekarza, przetrwałam. Czyli, jednak trzeba słuchać się lekarza. Teraz boję się zjeść cokolwiek. Żeby tylko nie bolało, bo mój lekarz właśnie wyjeżdża na urlop a operacja wycięcia woreczka czeka mnie dopiero po świętach. Okrągła głodna ze strachu Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 104- Śmieciowe jedzenie 17.03.10, 13:15 Śmieciowe jedzenie Leżąc w szpitalu i będąc skazaną na oglądanie reklam telewizyjnych zauważyłam, że 90 % z nich zachwala jedzenie. Pomijam fakt, że wszystkie chore leżące ze mną pod telewizorem były akurat na głodzie ze względów medycznych. Tym bardziej reklamy były… niesmaczne. Sosy, margaryny, słodycze, sery i jogurty owocowe- te produkty są reklamowane najczęściej. Każda z tych reklam kusiła smakowicie wyglądającymi kąskami,kolorami i … odnosiła się do wartości rodzinnych. To łatwe i grające na prostych skojarzeniach, powiązanie- jedzenie i rodzina. Prymitywne uproszczenia, mające na celu oddziaływanie na naszą podświadomość. Każdy przecież lubi oglądać obrazki szczęśliwej rodziny, uśmiechniętych dzieci i spokojną starość. Firmy wykorzystują setki sposobów na dotarcie do klienta. Tylko gdzie człowiek ma się w tym odnaleźć? Iść jak baran i kupić torebkę sosu, bo ci z reklamy mają uśmiechnięte buzie i siedzą przy familijnym stole? Skusić się na soczystego hamburgera, frytki i dużą cole- bo do MacDonalds jest popularny? Dzieci także oglądają reklamy a te zaciekawiają je nie tylko kolorami, ale też wymyślnymi historyjkami. Potem już krok do wymuszenia na rodzicach wizyty w MacDonalds, Burger King czy Pizza Hut. Zabawki do zestawu dziecięcego, specjalne pokoje na kinder party czy kolorowe place zabaw przed budynkiem- to wszystko ma na celu przyciągnięcie najmłodszych, wyrobienie jakichś schematów zachowań. I rosną nam dzieci, które już od maleńkości przyzwyczajone są do szybkiego, niezdrowego jedzenia. W Stanach mają poważny problem z fast foodami. Widziałam wielu ludzi otyłych, sama wtedy ważyłam blisko 150 kg. Jedzenia było dużo, tanio i na każdym kroku. Przy tym całym pędzie ku zdrowemu odżywianiu, jaki można ostatnio zauważyć, bary szybkiego jedzenia nie upadają. Mają się dobrze, tam ciągle są kolejki do kas. W czym rzecz, w takim razie? To wszystko jest dla ludzi, ale chyba z umiarem. I wcale nie piszę tak bo,powodem, dla którego znalazłam się w owym szpitalu, był właśnie hamburger. Mam świadomość, ze jedzenie, jakie serwują fast foody jest niezdrowe. Duże frytki, hamburger i lody, to prawie mój dzienny limit kalorii. Na szczęście nie jestem fanką takiego typu jedzenia, wolę domowe. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla Re: 104- Śmieciowe jedzenie 17.03.10, 13:34 Oj, boli... boli... głodno.. Już mam podany dokładny termin operacji wycięcia woreczka żółciowego- na początku kwietnia. Do tej pory muszę jakoś wytrzymać. To "jakoś" z dnia na dzień przychodzi mi coraz trudniej. Tak jak kamień w woreczku, przed pobytem w szpitalu z zapaleniem trzustki, dawał mi się we znaki mocno, ale nie za często, tak teraz czuję go cały czas. Boję się zjeść cokolwiek poza dietetycznymi podpłomykami, zwykłymi herbatnikami i karmelkami mlecznymi, bo zaraz mocniej kuje. Chodzę cały czas głodna, zła i niewyspana. Karmelki pomagają mi trochę oszukać głód. Kamień odzywa się nawet po hiper postnej zupce czy kawałku bułki. Wieczorami boli też z lewej strony- trzustka? Nawet zwykłą kawą z odrobiną mleka go prowokuję. Łykam wtedy scopolan, który powoduje, że ból troszkę słabnie. Dziś rano się jednak poddałam i powędrowałam obolała do lekarza rodzinnego. Nic nowego się nie dowiedziałam wprawdzie, ale pani doktor pocieszyła mnie, że kamień i trzustka się uspokoją, kiedy nic nie będę jadła. I tak ostatnio wszędzie widzę jedzenie, wącham smakowite zapachy i przełykam ślinę robiąc zakupy. Kilka dni temu się zbuntowałam i zjadłam cztery małe francuskie zawijaski z żółtym serem- nie spałam po nich całą noc, rycząc do poduszki. Złośliwy, cholerny kamień! Pozytywną stroną tej mojej mordęgi jest mniejsza waga, kilogramy lecą szybko, ale nie skaczę z tego powodu pod sufit. Jestem zmęczona, głodna- przez co zła jak diabli. Na wszystko, wszystkich i na siebie, że tak długo zwlekałam z wycięciem skamieliny z mojego ciała. Muszę jeszcze wytrzymać dwa tygodnie, wtedy z urlopu wraca mój lekarz. Okrągła cholernie głooooodna Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 105- Robię się rzadka 18.03.10, 10:41 Robię się rzadka Z powodu ostatnich zawirowań szpitalno- kamieniowo- trzustkowych, czyli ogólnie pisząc, chorobowych, chudnę. Zauważam to nie tylko po zmniejszającej się liczbie na wadze, luźniejszych ubraniach, ale także po swoim ciele. Wcześniej chudnąc trudno mi było uchwycić różnice, teraz sama je dostrzegam gołym okiem. Moje jeszcze okrągłe ciało robi się zwyczajnie... rzadkie, luźniejsze i bardziej miękkie. Mogę palcem zbadać mięśnie, w niektórych miejscach czuję kość. Nie wiem, czy to dobre, czy tak ma być podczas chudnięcia, ale martwię się tym. Kolagen od środka i na zewnątrz, ale czy pomaga? Ciałko robi mi się takie delikatniejsze i do tego swędzi, napadowo. Najzabawniejsze jest wieczorne wzmożone swędzenie- czochram się jak oszalała. Do innych miejsc, do których nie mogę dotrzeć rękoma, staram się dotrzeć różnymi niekonwencjonalnymi sposobami. Przydatne do tego są ostre ściany wyłożone chropowatym korkiem, tarka do stóp zawieszona na drzwiach i ostry moherowy sweter. Syn ma ze mnie wtedy niezły ubaw, wyglądam jak jakiś dziwaczny zwierzak w transie. Nacieranie solą, wklepywanie balsamów i oliwki troszkę łagodzi swędzenie. Jednak skóra nie podoba mi się i tak. Co będzie, kiedy schudnę więcej, bo przecież jeszcze to nie koniec walki o linię, w założeniach mam ważyć o 20 kilogramów mniej? Mogę sobie zrobić jedna operację, dwie, ale co z reszta? Nie chcę za kilka lat wyglądać jak piesek shar pej, który ma o wiele za dużo skóry! A może przestać chudnąć? Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 107- Kuchnia ze szczyptą 06.04.10, 09:13 Od zawsze lubiłam gotować i wymyślać nowe potrawy według swoich pomysłów. Niekoniecznie trzymać się sztywnych książkowych przepisów. Mieszać typowe smaki ze słodkościami czy szaleć z nietypowymi zestawieniami. Tworząc dwuosobową rodzinę, mając dostępne pracownicze obiady rozleniwiłam się do tego stopnia, że prawie wcale nie gotowałam. Dziecko w weekendy stołowało się u dziadków a dla siebie samej nie chciało mi się cudować. Zresztą własnoręcznie zrobione jedzenie mi zazwyczaj nie smakowało. Teraz będąc z Piotrusiem Panem często gotuję. On bardzo lubi zupę pomidorową, w gotowaniu której chyba doszłam już do perfekcji. Dziś po raz pierwszy od miesięcy pozwolił mi ugotować inną, będzie więc grochóweczka. Pole do popisu mam za to przy drugich daniach. Eksperymentuję ze smakmi i przyprawami. Żeberka w sosie czosnkowo- miodowym, czy plastry szynki z bazylią i suszonymi pomidorami. Słaby ze mnie jadek z powodu opaski, ale na szczęście wyczucie smaku mi pozostało. Piotruś Pan bardzo chwali moje wyroby, nie może się nadziwić, że z niczego da się zrobić coś smacznego. Przyzwyczajony do obiadów ze słoika i zupek z torebki, z rozanielonym wzrokiem zjada posiłki przygotowane przeze mnie. Ileż komplementów słyszę na temat mojego kucharzenia, kiedy w czasie rozmów z rodziną czy znajomymi temat zejdzie na sprawy kulinarne. Miłe to, przyznaję. Takie dowartościowanie, jako kury kuchennej. Aż się chce iść do garów. Lubię rozpieszczać Piotrusia Pana od strony podniebienia. Momentami nawet samej mi smakuje, zastanawiam się wtedy, skąd ja umiem gotować? Aż mi głupio, tak popadać w samozachwyt nad talentem kulinarnym. Może dlatego, że do wszystkiego dodaję po odrobinie, szczypcie.. uczucia, to potrawy mają inny smak? Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 108- Królik studencki 08.04.10, 10:19 Królik studencki Leżę w klinice w oczekiwaniu na dzisiejszy zabieg usunięcia woreczka żółciowego.Podczas przyjęcia do szpitala Piotruś Pan, który mi towarzyszył wzbudzał, zainteresowanie wśród pań pielęgniarek. Był taki słodki, całuśny i szarmancki, że aż momentami było mi głupio. Za to w oczach tych kobiet widziałam... zazdrość, że mam takiego opiekuńczego faceta. Miłe to i łaskocze po serduchu. Wieczorem, kiedy byłam już sama bez niego, trochę się zdenerwowałam i lekarz dyżurujący przepisał mi tabletkę nasenną. Szpital zawsze działa na mnie depresyjnie a jeszcze wizja operacji to spotęgowała. Różowa, malutka tabletka fajnie podziałała, mimo, że taka mała i niepozorna. Spałam jak zabita ze ścięta głową. Rano obudziłam się jak już trzeba było gnać szybko do zabiegowego na wkucie do kroplówki z antybiotykiem. Półprzytomna jestem i teraz, spać mi się chce, nerwy się znacznie uspokoiły. Na obchodzie jak zwykle wielu lekarzy, każdy omawia dalsze leczenie ze swoim pacjentem. Mój lekarz razem z grupką studentów przyszli do mnie, kiedy wykąpana i przygotowana do zabiegu drzemałam w półśnie. Na mojej osobie tłumaczył przyszłym lekarzom, jak trzeba badać pacjenta. Miałam więc darmowy przyjemny masaż brzucha a przy okazji dowiedziałam się, że mam ostry język. Lubię swojego lekarza, jest dowcipny i lotny. Już na odchodnym zagadnęłam go jeszcze przekornie, czy mogę na operację iść w górnej bieliźnie- zgodził się :) Bardzo mnie to ucieszyło, bo wizja pokazywania swojego biustu armii studentów i licznemu personelowi medycznemu przy operacji wcale mi się nie uśmiechała. Teraz znów nerwy dobijają mi się do spokojności... idę po jakieś wspomaganie, może dają głupiego Jasia takim tragicznie trzęsącym się pacjentom... Okrągła na chwilkę przed operacją Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: 108- Królik studencki 08.04.10, 13:53 Moze on nie jest Piotrus Pan? Piotrus Pan na moje oko do by juzdawno zmienil obiekt westchnien. No i tacy organicznie nie lubia chorob, interesuja ich tylko zrowe, bezproblemowe babeczki. Nie jestes dla niego zbyt surowa? Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 109- Jajo z żółci 08.04.10, 22:17 Jajo z żółci No i po bólu i strachu :) Kilkanaście minut po tym, jak dodałam wpis na blogu przyszła znajoma pielęgniarka i poprosiła, abym się przebrała już w koszulę do operacji. Dostałam, chyba po znajomości taką nowiutką, biała i w odpowiadającym mi rozmiarze. Cieszyło, że nie był to największy z dostępnych koszulowych rozmiarów. Zostawiłam a sali wszystkie swoje rzeczy, oprócz torebki i lapcicaka, którego dałam na przechowanie siostrom. W deko krótkiej koszulinie podreptałam na salę operacyjną. Zielone kafelki, ludzie w maseczkach krzątający się wkoło, obłapił mnie za szyję strach, co ma wielkie oczy. Takie wielkie, jak lampy nad stołem operacyjnym, na który si ę połózylam. Nurtowała mnie jedna myśl, cy nie spadnę im w czasie operacji z tego tak wąskiego łoża. Anestezjolog chwilkę ze mną porozmawiał na temat przebytych operacji, chorób. Popodpinali mnie do rurek, rureczek i kabelków. Nawet rękę, która dyndała się swobodnie z prawej strony ciała podwiązali mi umięjętnie zieloną chustą. Ostatni wspomnieniem był głos anestezjologa a potem nogi, ręce i ramiona zrobiły się okrutnie ciężkie i odpłynęłam. Pierwsze przebudzenie miałam podczas przekładania ze stołu operacyjnego na normalne łóżko szpitalne, drugie na niebieskie rzęsy pielęgniarki, która podłączała mi już na sali pooperacyjnej kroplówkę. Trzecim ocknięciem był idący do mnie z zatroskaną miną Piotruś Pan. W kolejnych odsłonach także się pojawiał, raz z jednej strony łóżka, raz z drugiej, ale zawsze trzymający mnie za rękę czy gładzący po głowie. Było mi bardzo zimno, zęby latały, jak w najgłośniejszej orkiestrze klawiszowej i ten dziwny ból w okolicy brzucha. Momentami mocny, aż łzy same do oczu płynęły. Obok mnie leżał także po wycięciu woreczka mężczyzna, bardzo cierpiał ciągle wymiotuj ac żółcią. Raz zwymiotował też i na mnie, tak go mocno pobijało. Podczepiona do wąsów z tlenem i kabli od maszyny miałam ograniczone pole do obserwacji, kiedy akurat wybijałam się z półsnu. Piotruś Pan niestety musiał wyjść, lekarz kazał mu pocałować zonę, szepnąć słówko i dać odpoczywać. Zwyczajnie mi go przegonił. Do wieczora przysypiałam i się budziłam na zmianę. Towarzysz obok nadal cierpiał. Na sali leżało dwóch panów i cztery panie. Większość miała wycinany właśnie woreczek. Z mojego wydobyto przepiękne jajo. Kamień ma kształt wielkanocnego jajeczka, mniejszego od kurzego, ale za to nakrapianego, w kolorze ciemnozielonym. Dostałam owe jajo zapakowane w sterylną torebkę, chyba sobie je oprawię, w końcu sama je wyhodowałam własnym cierpieniem. Teraz moi współtowarzysze operacyjni śpią a ja tak dobrze się czułam, że po "wypiciu" ostatniej kroplówki powoli najpierw siadłam an łóżku a potem stanęłam na nogi i poszłam pokazać n oddział swoje woreczkowe jajeczko. Okrągła z jajcem Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 110- Na pooperacyjnym dopingu 12.04.10, 18:45 Na pooperacyjnym dopingu Po operacji już po sześciu godzinach wstałam z łóżka, reszta z sali pooperacyjnej miała jakieś dolegliwości. Nawet młoda, ładna kobieta leżąca z mojej prawej strony, trochę pochodziła i wróciła pod tlen i kabelki monitorujące pracę serca. Ja łazikowałam do północy po korytarzu bloku operacyjnego i swoim oddziale. Odwiedziłam panie w pokoju, pielęgniarki na nocnej zmianie, poserfowałam w necie i pogadałam na tematy niemedyczne z dyżurującym lekarzem. Czułam się pełna sił, jakaś uskrzydlona. Pewnie znieczulenie z operacji jeszcze gdzieś mnie tam łaskotało i dodawało sił. Na noc skorzystałam jednak z wąsów z tlenem. Spać mogłam tylko w pozycji, w której po kilku minutach otwierała mi się automatycznie buzia, czyli na wznak. Nie dało rady ułożyć się na żadnym z boków, szwy ciągnęły i bolało jak diabli. Dałam więc za wygraną i jakoś się przemęczyłam, budzona nagłymi atakami wymiotów towarzysza z lewej strony. Jako pierwsza z samego rana opuściłam salę pooperacyjną . Chyba lekarz uznał, że z całej szóstki mam się najlepiej i dlatego wcześniej wysłał mnie na oddział. Tam już kolejne godziny nie były takie gładkie- ból się nasilił, miałam zawroty głowy i mdłości. Do tego byłam głodna ;) Bardzo zdziwiony był mój lekarz, kiedy już na rannym obchodzie zastał mnie w swoim łóżku a nie na bloku pooperacyjnym. Oczywiście nie omieszkał sobie zażartować w charakterystyczny dla siebie sposób, kiedy obwieściłam mu, że czuję się świetnie i zjadłabym konia z kopytami. Już w pierwszą dobę po operacji mogłam jeść kleiki i suchary. Szpitalny kleik jest bez smaku, więc starym zwyczajem uśmiechnęłam się do pań salowych i dostałam szczyptę soli, wtedy glutowaty płyn nawet smakował. Dopełniłam się lekko sucharkami, głód zaspokojony. W dzień trenowałam na łóżku przewroty na boki, oczywiście w zwolnionym tempie, przy akompaniamencie cichych pojękiwań i chwytania się za co stabilniejsze elementy w okolicy łóżka. Nauczyłam się zalegać na obu bokach z lekkim tylko bólem. W nocy udało i się troszkę odciążyć zbolały od leżenia zadek. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 111- Na pooperacyjnym dopingu 12.04.10, 19:02 Na pooperacyjnym dopingu Po operacji już po sześciu godzinach wstałam z łóżka, reszta z sali pooperacyjnej miała jakieś dolegliwości. Nawet młoda, ładna kobieta leżąca z mojej prawej strony, trochę pochodziła i wróciła pod tlen i kabelki monitorujące pracę serca. Ja łazikowałam do północy po korytarzu bloku operacyjnego i swoim oddziale. Odwiedziłam panie w pokoju, pielęgniarki na nocnej zmianie, poserfowałam w necie i pogadałam na tematy niemedyczne z dyżurującym lekarzem. Czułam się pełna sił, jakaś uskrzydlona. Pewnie znieczulenie z operacji jeszcze gdzieś mnie tam łaskotało i dodawało sił. Na noc skorzystałam jednak z wąsów z tlenem. Spać mogłam tylko w pozycji, w której po kilku minutach otwierała mi się automatycznie buzia, czyli na wznak. Nie dało rady ułożyć się na żadnym z boków, szwy ciągnęły i bolało jak diabli. Dałam więc za wygraną i jakoś się przemęczyłam, budzona nagłymi atakami wymiotów towarzysza z lewej strony. Jako pierwsza z samego rana opuściłam salę pooperacyjną . Chyba lekarz uznał, że z całej szóstki mam się najlepiej i dlatego wcześniej wysłał mnie na oddział. Tam już kolejne godziny nie były takie gładkie- ból się nasilił, miałam zawroty głowy i mdłości. Do tego byłam głodna ;) Bardzo zdziwiony był mój lekarz, kiedy już na rannym obchodzie zastał mnie w swoim łóżku a nie na bloku pooperacyjnym. Oczywiście nie omieszkał sobie zażartować w charakterystyczny dla siebie sposób, kiedy obwieściłam mu, że czuję się świetnie i zjadłabym konia z kopytami. Już w pierwszą dobę po operacji mogłam jeść kleiki i suchary. Szpitalny kleik jest bez smaku, więc starym zwyczajem uśmiechnęłam się do pań salowych i dostałam szczyptę soli, wtedy glutowaty płyn nawet smakował. Dopełniłam się lekko sucharkami, głód zaspokojony. W dzień trenowałam na łóżku przewroty na boki, oczywiście w zwolnionym tempie, przy akompaniamencie cichych pojękiwań i chwytania się za co stabilniejsze elementy w okolicy łóżka. Nauczyłam się zalegać na obu bokach z lekkim tylko bólem. W nocy udało i się troszkę odciążyć zbolały od leżenia zadek. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 111- Ani chybi, schudnę 12.04.10, 19:05 Ani chybi, schudnę Pierwszy dzień bez woreczka żółciowego i jajowatego w nim kamienia, spędziłam na kleikach i kilkunastu sucharkach. Drugiego dnia mogłam według zaleceń lekarskich jeść potrawy lekkostrawne. Na szpitalne śniadanie dostałam trzy kromki angielki (co za dziwna nazwa bułki wrocławskiej), dwa plasterki szynki gotowanej, kawałek masła i herbatę. Zjadłam tylko pół kanapki, bo na resztę załapał się akurat Piotruś Pan. Nie miałam mu za złe, że dokończył za mnie śniadanie. Jakoś mam stracha w jedzeniu. Wypis ze szpitala dostałam dzień wcześniej, więc już po obchodzie mogłam jechać do domku. Każdy wybój na dziurawej ulicy czułam tam w środku, Piotruś Pan i tak jechał jak na niego bardzo delikatnie i spokojnie. Ograniczał się tylko do agresji słownej skierowanej do ślimaczących się kierowców. W domu z tego mimowolnego chronienia brzucha w czasie jazdy, opadłam z sił i ułożyłam się w łóżku. Szwy co jakiś czas ciągnęły a i tam w środku bolało. Lepiej jednak się czułam krzątając niż leżąc, więc zabrałam się za gotowanie jakiegoś obiadowego jadła. Na pierwszy ogień poszła tradycyjna pomidorówka na kurzęcych skrzydełkach. Muszę się trzymać tylko zaleceń lekarskich. Po wycięciu woreczka żółciowego zabronione są: - tłuste mięso (np. pieczenie wieprzowe, boczek, gęsi, kaczki), tłuste wędliny (kiełbasa smażona, salami), wędzone gatunki wędlin, konserwy, sosy i zasmażki; - tłuste wędzone ryby (np. węgorz, karp), smażone ryby, konserwy rybne; - smalec, słonina, majonez; - jaja smażone na tłuszczu; - tłuste mleko, śmietana, ser żółty z zawartością tłuszczu powyżej 45%, sery topione; - rośliny strączkowe, kapusty (włącznie z kiszoną), surówki; - frytki; - dużych ilości surowych i twardych owoców; - chleb razowy i świeży; - lody, torty, świeże ciasta drożdżowe; - przyprawy egzotyczne (np. curry); - napoje gazowane, stężone soki owocowe; - potrawy panierowane i smażone. Za to mogę jeść: - chude mięso (kurczak bez skórki, indyk, cielęcina, chuda wołowina), chuda wędlina (szynka gotowana bez tłuszczu, szynka z indyka); - chude gatunki ryb (pstrąg, dorsz, łosoś, sandacz, okoń, flądra); - świeże masło, margaryna, oleje, oliwa; - białko z jaj ugotowanych na twardo, jaja sadzone; - chude twarogi, mleko z małą ilością tłuszczu, chude jogurty, chude gatunki serów żółtych; - gotowana marchewka, kalarepka, szparagi, cukinia, koperek; - ziemniaki w mundurkach i puree; - owoce gotowane lub surowe w niewielkich ilościach; - chleb pszenny, żytni, graham; - biszkopty, ciasto piaskowe; - przyprawy: kminek, majeranek, tymianek, pieprz zielony; - napoje niegazowane, słaba herbata, soki owocowe zmieszane z wodą, kawa naturalna (słaba) w zależności od tolerancji; - potrawy najlepiej gotować, dusić w lekkich wywarach warzywnych lub krótko piec w folii bez tłuszczu. Można też gotować na parze. Wychodzi na to, że pokarmy, które do tej pory były głównym składnikiem mojej diety opaskowej, znaczy takiej, które opaska tolerowała, a nie zalecane dla schudnięcia, muszę odstawić. Gazowanych napojów i tak nie piłam, po owocach miałam zgagę, więc najbardziej szkoda mi tych tłustych mięs i ryb, oraz pikantnych przypraw. Ciekawe, jakie jedzenie teraz moja opaska przyjmie za podstawę? Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 112- 6 kg jajo 13.04.10, 15:24 6 kg jajo Po przyjęciu do szpitala zważyłam się na ich precyzyjnej wadze, potem po operacji także. Niestety waga była jakaś dziwna, bo mimo odżywiania się tylko za pomocą kroplówek kilogramy nie poleciały. Ba, nawet mi pół przybyło. Pielęgniarki stwierdziły, że organizm zatrzymuje wodę z kroplówek i stąd większa waga. Po wyjściu ze szpitala nadal mało jem, można powiedzieć, że są to ilości szczątkowe. Zwyczajnie boję się. Po lekturze w internecie spisanych na różnych forach doświadczeń innych bezworeczkowców nie mam ochoty na sprawdzanie możliwości swoich podrobów po operacji. Staram się jeść pięć posiłków dziennie, malutkich co prawda, ale zawsze starczających na zaspokojenie głodu. Bo kiszki jednak marsza nie chcą przestać grać. Śniadanko, to pół bułki pszennej z cienką warstwą jakiegoś smarowidła maślanego i plasterkiem gotowanej chudej szynki, herbata z cukrem( muszę mieć jakieś słodycze przecież!). Na obiad salaterka lekkiej zupki pomidorowej na skrzydełkach kurzych z makaronem, ale bez śmietany. Gotując dla Piotrusia Pana zupę, odlewam sobie łapaną beż tłustych oczek w mały garnuszek a jemu doprawiam śmietaną i ostrymi przyprawami. Na drugi obiadek zjadam gotowane skrzydełko z kurczaka z gotowaną w całości marchewką i makaronem. Wczoraj w domu było sporo ruchu, znajomi wpadali na kawkę, pogaduchy i ploteczki. Rano upiekłam babkę drożdżową z rodzynkami, udekorowałam ją słodkim lukrem kardamonowym i potem przez cały dzień ta baba mnie kusiła. Podszczypywałam ją i czekałam na ból. Na szczęście ból mnie ominął, może dlatego, że były to dosłowne okruszki. Na kolację zjadłam z gorącą herbatą kawałek suchej bułki, bo po wędlinie, nawet gotowanej i chudej źle mi się odbija. Opaska nie daje o sobie jednak zapomnieć w tym całym zawirowaniu woreczkowym. Efekty takiego jedzenia/ niejedzenia widoczne były dziś na mojej wadze- przez tydzień spadło 6 kg!!! Jeszcze kilogram i przekroczę magiczną liczbę, o której marzę od trzech lat. Z radości obdzwoniłam swoje kumpelki, chwaląc się, bądź co bądź, sukcesem. Wychodzi na to, że moje żółciowe jajeczko ważyło sześć kilogramów ;) Okrągła A na zdjęciu moje jajeczko z woreczka Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 113- Tydzień po 24.04.10, 16:55 Wczoraj minął tydzień od operacji wycięcia woreczka żółciowego i wyjęcia pięknego kamiennego jajeczka. Szwy czasami tylko jeszcze ciągną, goją się ładnie, są suche i ranki nieduże. Dwa szwy w pępku są w troszkę gorszym stanie, ale chyba ten otwór był głównym w operacji, więc i gojenie dłuższe. Pod miejscem cięcia pojawił się wielki sino granatowy siniak. W środku czasami mnie zakuje, zaboli, ale bez jakichś większych sygnałów niepokojących. Dietę trzymam, chyba głównie z powodu strachu przed bólem. Ograniczam się do herbaty(wprowadziłam już plasterek cytryny), sucharków, pieczywa pszennego posmarowanego odrobiną masła, gotowanej szynki. Wczoraj znalazłam w sklepie ser żółty o niskiej zawartości tłuszczu- bo tylko 26 %, więc dziś na śniadanie zjadłam kanapkę z serem. Dołożyłam garstkę kiełków z rzodkiewki, które tak bardzo lubię. Na razie nie próbuję jadać na razie nabiału niczego innego poza serem. Niby według zaleceń mogę tylko z chudego mleka, ale boję się. Nie wiem, ile czasu będzie trwał ten mój strach, ale chyba na dobre mi on wychodzi, bo kilogramy lecą jak oszalałe. Z tydzień pokażę się swojemu lekarzowi opaskowemu, będzie okazja do zdjęcia szwów. Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
okragla 114- Przegięłam 26.05.10, 17:38 Przegięłam W niedzielne popołudnie wybraliśmy się z Ptysiem na wiosenny spacer. Jeden ogródek, drugi, lody z bitą śmietaną i czekoladą, kaszanka z wody. Tak bardzo chciały jeść moje oczy. Zjadłam z deseru kilka łyżeczek a kaszanki ledwo skubnęłam, a w domu skusiłam się idąc za ciosem powrotu do normalnego jedzenia, kilkanaście wisienek z nalewki z alkoholem. Tyle się nasłuchałam opowieści, że po wycięciu woreczka żółciowego niektórzy szybko wracają do normalnego żywienia. Miałam nadzieje, że ja do nich właśnie należę. No ale niestety, wieczorem zaczął mnie boleć żołądek. Bólem innym, nieznanym mi z dotychczasowych opaskowych zmagań. Całą noc mdliło mnie, odbijało na słodko kwaśno i czułam ucisk w okolicy mostka. Pokornie cierpiałam, wiedziałam, że któraś z tych trzech zjedzonych rzeczy nie jest jeszcze,albo już wcale, dla mnie. Drugi dzień z równie wielką pokorą skupiłam się na sucharkach i herbacie. Ucisk w dołku czułam jeszcze kilkanaście godzin. Mam nadzieje, że to minie i kiedyś będę mogła jeść bez bólu lody, czekoladę, kaszankę i wisienki z likieru. Martwi mnie fakt, że zwiększa się jednak lista potraw, których nie mogę jeść. Pierwszy powód, to opaska, drugi wycięty woreczek. Czy to już tzw. schyłek życia? Okrągła Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: 114- Przegięłam 27.05.10, 14:32 Jeszcze czeka Cie operacja plastyczna usuwania rozciagnietej skory. Nie zalamuj sie tak zaraz. Odpowiedz Link Zgłoś