fradi5
16.02.07, 20:52
Poznaliśmy się ,związek było cudownie,ona wyjechała na 2 miesiące , wróciła i
było super.Nagle walnęła że jestem dla niej bardzo ważny ale mnie nie
kocha.Dziwne było to że te słowa padły jakieś 2 tygodnie po powrocie z super
urlopu na którym ona kwitła.Rozeszliśmy się ,były rozmowy spotkania i po
miesiącu samo z siebie wyszło i wróciliśmy do siebie.Jej zarzutem było to że
jej nie słuchałem,wyłączałem się i po powrocie do siebie według niej bardzo
się zmieniłem na plus .Ona stwierdziła że czuje na 100% że to miłośc,była jak
skowronek.....mijały miesiące było jak w raju.Ona dawała mi tekstami do
zrozumienia że chce być na zawze ze mną.Jak powiedziałem że idziemy wybierać
pierścionek mało mnie nie udusiła...Zaczęły się teksty o
rodzinie,dziecku,mieskznaiu....w których dominowała ona .Po 3 tygodnia jakoś
się wyciszyła(rozumiałem sesja).Potem wrócilo wszytsko do
normy...Oświadczyłem się .....odrzuciła mnie.Stwierdziła że to nie najlepszy
moment.....Walnęła że kocha mnie ale nie ma w tym wszystkim ogromnej radości
jaka powinan być.Stwierdziła że mimowolnie porównuje mnie z jej ex sprzed 4
lat (jej pierwsza miłośc i w zasadzie jedyny udany związek,potem kolejnych
facetów spławiała po 2 mies max).Stwierdziła że tamten związek rozwalił jej
całe pojęcie słowa miłość ale przy mnie odbudowywała to....zaufanie itd.Dodam
że ma go na gg i ...jego narzeczoną która go jej odbiła co powiedizałem że
dla mnie jest wyrazem że to nie wspomnienie że dalej o nim
myśli...........zaufałem jej na maxa walczyłem...i oto co dostałem:(