Dodaj do ulubionych

Historie Waszych znajomosci...

24.04.03, 20:28
Gdzie sie poznaliscie z Waszymi drugimi polowkami? jak sie zaczela Wasza
milosc? jestem ciekawa,jakie miejsce jest najpopularniejsze ;))) pozdrawiam!!
Obserwuj wątek
    • aise_ Re: Historie Waszych znajomosci... 24.04.03, 20:31
      hmmm...
      kurs fińskiego...
      :-)))))
    • psycholog.w psychologia! 24.04.03, 20:33
      >:-D
    • ellenai Re: Historie Waszych znajomosci... 24.04.03, 20:38

      • psycholog.w ellenai... 24.04.03, 20:42
        ellenai napisała:

        >

        eeelleeenaaaai hm z kims mi sie kojarzy czy to z filmu "Hoyle Board Games"?:-)
        • ellenai Re: ellenai... 24.04.03, 20:46
          psycholog.w napisał:
          >
          >
          > eeelleeenaaaai hm z kims mi sie kojarzy czy to z filmu "Hoyle Board Games"?:-)
          ....oj psycholog rozczaruje cie chyba, to od tego ponetnego(?) trupa na obrazie
          Malczewskiego- Smierc Ellenai(taka mala autoironia mozna interpretowac na
          dowolne sposoby, hehe)
          • psycholog.w Re: ellenai... 24.04.03, 20:52
            ellenai napisała:

            > psycholog.w napisał:
            > >
            > >
            > > eeelleeenaaaai hm z kims mi sie kojarzy czy to z filmu "Hoyle Board Games"
            > ?:-)
            > ....oj psycholog rozczaruje cie chyba, to od tego ponetnego(?) trupa na
            obrazie
            >
            > Malczewskiego- Smierc Ellenai(taka mala autoironia mozna interpretowac na
            > dowolne sposoby, hehe)

            ta z "filmu" też była TYLKO iluzją ale KOGO? hazardu a nie szowinisty-
            seksisty! ;-P
            • ellenai Re: ellenai... 24.04.03, 20:59
              psycholog.w napisał:

              > ta z "filmu" też była TYLKO iluzją ale KOGO? hazardu a nie szowinisty-
              > seksisty! ;-P

              .....moja Ellenai jest bardzo przyziemna, nie jest iluzja jest takim sobie
              zwyklym trupem,nic ze wznioslosci w niej nie ma......he!ale Ty oczywiscie
              mozesz w niej zobaczyc co tylko sie Tobie zamarzy.Moze ona byc iluzja,faktem,
              zludzeniem,fantasmagoria.....byle czym...wazne zeby wszystko gralo i kazdy byl
              zadowolony. Dla mnie ona to zwykly trup bez dorabianej filozofii,hehe:)))
              • psycholog.w Re: ellenai... 24.04.03, 21:07
                ellenai napisała:

                > psycholog.w napisał:
                >
                > > ta z "filmu" też była TYLKO iluzją ale KOGO? hazardu a nie szowinisty-
                > > seksisty! ;-P
                >
                > .....moja Ellenai jest bardzo przyziemna, nie jest iluzja jest takim sobie
                > zwyklym trupem,nic ze wznioslosci w niej nie ma......he!ale Ty oczywiscie
                > mozesz w niej zobaczyc co tylko sie Tobie zamarzy.Moze ona byc
                iluzja,faktem,
                > zludzeniem,fantasmagoria.....byle czym...wazne zeby wszystko gralo i kazdy
                byl
                > zadowolony. Dla mnie ona to zwykly trup bez dorabianej filozofii,hehe:)))

                słuchaj no... ja wiem co to stuka! to zbiór ympresjonistycznych pacnięć na
                bohomzie! ;-) i bez generalizowania! - wtedy jeszcze mało kto
                próbował "kolażowania" na płótnie!! ja tam widze tylko olej i to na wierzchu...

                • ellenai Re: ellenai... 24.04.03, 21:09
                  .....alez dla mnie to zwykly trup,piekny,brzydki,trup jest jednak trupem, ehehe
                  psycholog my zasmiecamy watek hehe,ej nieladnie:(((lepiej zalozmy swoj watek i
                  tam sie spierajmy o tego trupa hehe
      • Gość: ja Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.03, 20:45
        ellenai napisała:

        > wow... naprawde???a ja sie ciagle nie moge przekonac do tego "sposobu" i
        wlasnie
        stracilam "internetowego chlopaka",bo za dlugo musial czekac,az zgodze sie na
        spotkanie... i spotkal sie z inna... :( a byl fajny naprawde... :( nie balas
        sie spotkac???
        • ellenai Re: Historie Waszych znajomosci... 24.04.03, 20:51
          Gość portalu: ja napisał(a):


          >
          > > wow... naprawde???a ja sie ciagle nie moge przekonac do tego "sposobu" i
          > wlasnie
          > stracilam "internetowego chlopaka",bo za dlugo musial czekac,az zgodze sie na
          > spotkanie... i spotkal sie z inna... :( a byl fajny naprawde... :( nie balas
          > sie spotkac???

          ......wiesz zanim trafilam na tego wlasciwego to "przerobilam" spotkania z
          roznymi typkami, ehhe ogolnie zle nie bylo,bo mozna naprawde duzo przewidziec
          czego mozna sie spodziewac. W koncu trafilam na tego odpowiedniego i od
          pierwszego spotkania wszystko sie ukladalo. Nie zrazaj sie,po tym jak Ci nie
          wyszlo z tym o ktorym piszesz,to chyba jakis netowy podrywacz,szkoda na takich
          czasu.To tak jak w zyciu ,trafisz na kogos tylko sie nie zniechecaj.Na poczatku
          to tak czlowiek przezywa te netowe porazki,pozniej juz nabiera "wprawy" w
          ocenianiu, wiec trzymam kciuki za Ciebie,pozdrawiam :))))powodzenia
          • psycholog.w hurtownia i Drwina...! (parada potatologiczna) 24.04.03, 20:58
            statystyka i przyspieszona forma pseudonatrualnej selekcji bez doboru
            naturalnego! zasada Nr.1 "Własne Łóżko jako ostateczna weryfikacja czy wytrzyma
            sie dłużej niż 30 minut" :=)


            prosze! prosze!
            • ellenai Re: hurtownia i Drwina...! (parada potatologiczna 24.04.03, 21:01

              • psycholog.w elle 24.04.03, 21:08
                ellenai napisała:

                >

                przesun sie...
                • ellenai Re: elle 24.04.03, 21:12
                  psycholog.w napisał:

                  > ellenai napisała:
                  >
                  > >
                  >
                  > przesun sie...


                  przesuwam ,przesuwam,to ty sie wiercisz hehe, i tym samym paskudzimy
                  watek:)))))))))
                  Ellenai
          • julla Re: Historie Waszych znajomosci... 24.04.03, 21:02
            Mojego męża poznałam na urodzinowej imprezie koleżanki. Zwrócił moją uwagę bo
            miał przewieszoną damską torebkę :) Zagadnełam go w sprawie tej torebki, bo
            wyglądał bardzo męsko:) okazało się, że jakaś dziewczyna podrzuciła mu ją
            do przypilnowania i gdzieś zagineła, a on nie mógł sobie przypomnieć jak ona
            wyglądała, więc się afiszował z tą torebką.
            I tak od słowa do słowa...Wyszliśmy juz razem.
          • Gość: anE Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.acn.waw.pl 24.04.03, 21:03
            cos wiem na ten temat.
            dla mnie to byla niezla szkola "zycia", obycia z nowopoznanymi ludzmi. przez te
            spotkania z poznanymi w Necie chlopakami zaczelam byc bardziej otwarta. kiedys
            bylam niesmiala.. do tej pory nie zmienilam nicka. :-) dokonale Cie rozumiem -
            ze nabiera sie wprawy i mozna przewidziec, co i jak..
            pozdr.
            • ellenai Re: Historie Waszych znajomosci... 24.04.03, 21:07
              Gość portalu: anE napisał(a):

              > cos wiem na ten temat.
              > dla mnie to byla niezla szkola "zycia", obycia z nowopoznanymi ludzmi. przez
              te
              >
              > spotkania z poznanymi w Necie chlopakami zaczelam byc bardziej otwarta.
              kiedys
              > bylam niesmiala.. do tej pory nie zmienilam nicka. :-) dokonale Cie rozumiem -

              > ze nabiera sie wprawy i mozna przewidziec, co i jak..
              > pozdr.
              ****************************************************************************
              ... wlasnie AnE,w zupelnosci sie z Toba zgadzam,ze mna bylo tak samo,
              pozdrawiam:))))
              • Gość: .................. Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 24.04.03, 21:19
                A ja swoja poznalem w restauracji. Byl tez ze mna szwagier. W
                pewnej chwili zobaczylem przechadzace dziewcze (ladnie sie poruszala,
                byla sliczna i wciaz jest). W tym momencie jakas sila wyzsza
                przemowila jakgdyby do mnie -ona bedzie twoja zona. Nie chcialem sie
                z tym jakgdyby pogodzic, bo zenic mi sie wtedy wcale nie chcialo.
                Dziewczyn bylo na kazda okazje i potrzebe w zasiegu. Powiedzialem o
                tym szwagrowi: wiesz, spotkalem dzisiaj swoja zone. A ten:gdzie,
                ktora? Bylo troche kobiet, on sie rozejrzal dookola, ale widocznie
                wg. niego zadna ta gustowna slicznoscia nie byla, po czym
                powiedzial: ja jej nie widze. Pamietam dlugo zwlekalem zeby
                podejsc i wziac jej telefon. Nie chcialem, bo wiedzialem, ze jezeli
                to uczynie, to tak sie stanie. Po chwilach wahania podeszlem
                jednak. Od swego nie ucieklem. Wszystko pozniej szlo jak po
                masle i dalej tak idzie, i nie wazne ze nie zawsze sa wzgorki
                zyciowe.
    • Gość: anE Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.acn.waw.pl 24.04.03, 21:25
      ja mojego poznalam u swojego bylego chlopaka. zeby z Nim byc, musialam zerwac z
      poprzednim, troche chora akcja. poniewaz oni sie kuplowali, On nie mogl mnie
      zdobyc.. wiec to ja doprowadzilam do tego, ze jestesmy razem. wiedzialam, ze to
      On. i jak sie Ix pocalowalismy, po calej glowie kotlowaly mi sie rozne mysli ze
      szczescia, ze teraz bedziemy razem i to On bedzie moim mezem, :-) po dwoch
      miesiacach powiedzial, ze myslal o tym, zeby sie oswiadczyc, po 2latach sie
      zareczylismy.. brakuje nam tylko mieszkania, :-) dzis sie widzielismy, jest
      super..
      acha - tego swojego poprzedniego chopaka poznalam w miejscu, w ktorym zaczelam
      korzystac z Netu
      • galena Re: można poderwać chłopaka na brudne paznokcie? 24.04.03, 22:51
        Można! Będąc jeszcze uczennicą szkoły sredniej jeżdziłam dwa razy do roku do
        Warszawy tylko po to, zeby kupic sobie pare ładnych ciuszków.Wyjeżdżałam bardzo
        wcześnie rano ze swojego miasta, w stolicy byłam tak około południa. Pare
        godzin po sklepach i póżnym popołudniem do domku. To było lato, upał. Ja po
        podróży i całym dniu biegania- zmęczona i "przykurzona". Nie znalazłam czasu,
        żeby przez cały dzień cokolwiek zjeść. Zdążyłam tylko na peronie, tuż przed
        odjazdem pociągu kupić paczkę draży w czekoladzie. Niestety czekolada topiła mi
        się w palcach i tworzyła pod paznokciami czarne obwódki. Byłam jednak zbyt
        zmęczona, żeby zawracac sobie tym głowę. Zasypiałam na stojąco, a w pociągu
        tłok. Przykucnęłam więc sobie na korytarzowym grzejniku, pakunki między nogi,
        głowa na pakunkach, a na tym wszystkim moje rączki w całej krasie. Drzemię
        sobie więc smacznie, aż tu zaczynam czuc się jakoś nieswojo. Unoszę więc lekko
        głowę i widzę pięknego chłopaka, który nie tyle patrzy na mnie, co na moje
        brudne paznokcie. Poprosiłam więc grzecznie, żeby zaopiekował się moimi
        bagażami, "bo ja muszę pójść umyć ręce". A on na to - "tak, to konieczne".
        Wracając z toalety z przerażeniem stwierdziłam, że nie ma ani moich bagaży ani
        pięknego nieznajomego. Okazało się jednak, że w przedziale obok zwolniły się
        dwa miejsca i on juz tam ulokował moje bagaże a za chwilę i mnie samą. Dalsza
        część podróży była cudna. Rozmawialiśmy ze soba, jak byśmy znali się od
        lat.Okazało się, że czytamy te same książki, mamy podobne poglądy na wiele
        spraw, a na dodatek on już studiował medycynę, a ja o tym marzyłam.
        Spotykaliśmy sie potem jeszcze wiele razy. Ale on nie został moim mężem
        (odległość robi swoje). Mojego męża też poznałam w "środkac komunikacji".
        Dojeżdżaliśmy tym samym autobusem. On student III roku, ja tuż przed maturą.
        Przyglądał mi sie ze dwa tygodnie, ale za to na pierwszej randce powiedział mi,
        ze się ze mna ożeni. I dotrzymał słowa, wprawdzie minęło jeszcze pare lat, ale
        jednak.
    • anahella Ja tez napisalam 25.04.03, 01:29
      ale mi wcielo:( nie chce mi sie pisac jeszcze raz.
      • Gość: anE Re: Ja tez napisalam IP: *.chello.pl 25.04.03, 09:52
        no wiesz co?! juz zaczelas.. tak sie nie robi!!! 3ba dokonczyc..
        chocby w skrocie

        pozdr.
        • anahella zebralam sily i pisze:) 26.04.03, 16:55
          Gość portalu: anE napisał(a):

          > no wiesz co?! juz zaczelas.. tak sie nie robi!!! 3ba dokonczyc..
          > chocby w skrocie

          Rzecz sie dziala w Lyonie. Chodzilo o to ze siedzial sobie na laweczce kolo
          kina, do korego sie wybieralam. Do kina szlam sama. We Francji to normalne ze
          kobieta sama idzie do kina, zwlaszcza ze byla niedziela rano. Bylo goraco,
          autobus na moja wies dopiero za pare godzin, a tu fajny film i klimatyzacja w
          kinie. NIgdy nie zaczepialam facetow na ulicy. Usiadlam kolo niego, wyciagnelam
          plan miasta i spytalam o to kino (pod ktorym siedzielismy). Sama nie wiem co we
          mnie wstapilo, ze go zaczepilam. Teraz jak sobie przypminam to wydaje mi sie ze
          nie dzialalam w pelni wladz umyslowych:) Potem byl romans stulecia:) Kiedys mi
          sie przyznal ze jak mnie wtedy zobaczyl to pierwsze co pomyslal ze jestem...
          Niemka. NIe wiem co mu przyszlo do glowy. I tak bardzo chcial do mnie zagadac,
          ale wymyslil sobie ze jako Niemka pewnie nie mowie po francusku. Twierdzil ze
          jak sie odezwalam po francusku to poczul sie jakby niebo sie przed nim
          otworzylo:) Aha, nie mam zadnych powiazan rodzinnych z NIemcami, po niemiecku
          znam kilka slow na krzyz. A ubrana bylam wtedy w ciuchy kupione we Francji.
          Skad mu sie wziela ta Niemka? I tak moj romans stulecia zaczal sie od tego ze
          on postanowil poderwac sobie dziewczyne z Niemiec:)
          • Gość: anE Re: zebralam sily i pisze:) IP: *.acn.waw.pl 27.04.03, 20:27
            fajnie. moze masz taka urode nordycka?!

            ja kiedys pracowalam na 3 zmiane od 22-4 na zlecenie w PTC. wracalam z pracy
            nocnym. czasem konczylam prace wczesniej, wiec bywalam na centralnym codziennie
            okolo 2-4 nad ranem. kiedys wsiadlam do autobusu (na dwusiedzeniowe miejsce) i
            czekalam az ruszy. wsiadl koles (przystojny jak 150, szczuply, wysoki), od razu
            na niego zwrocilam uwage, mysle sobie: 'fajnie, jakby kolo mnie usiadl'... on
            skasowal bilet (smiesznie to robil, bo widac bylo, ze nie robi tego za czesto)
            rozejrzal sie, zaczal isc w moja strone.. (ja w napieciu podekscytowana)..
            usiadl kolo mnie!!! 'no! :-)' - mysle sobie zadowolona w duchu (zmeczona po
            calym dn. w szkole i pracy). bus ruszyl i jakos tak sie stalo, ze zaczepil
            mnie, ze nogi mu sie nie mieszcza (byl wysoki), normalnie to jezdzi samochodem,
            ale mial wypadek, od slowa do slowa.. i tak przegadalismy bez przerwy milczenia
            cala droge 1/2h.. okazalo sie, ze wysiadamy na tym samymm przystanku, mieszkal
            2kroki ode mnie.. nie wiem, jak to jest, ale na swojej intuicji jeszcze nigdy
            sie nie zawiodlam, dalam mu swoj nr tel. i sobie zyczylismy kolorowych snow.
            juz nastepnego dn. zaczelismy sie spotykac i przez kolejne dn. utwierdzalam sie
            w przekonaniu, ze to super koles, nie dosc ze inteligentny, to przystojny,
            mily, kulturalny, dobry, czuly, opiekunczy, pracuje, studiuje, jest samodzielny
            itd. lazilismy po roznych miejscach. nigdy w zyciu nie slyszalam TAK
            skonstruowanych komplementow, byly spontaniczne i takie slodkie, ze czulam sie
            super wysluchujac je z taka radoscia, np. 'gdybym byl na Twoim miejscu, nie
            moglbym odejsc od lustra, taka jestes piekna' he he. ladnie wygladalam, ale bez
            przesady, jemu widocznie odpowiadala moja uroda, bo gapil sie na mnie nawet jak
            jechalismy samochodem! jak juz odebral samochod po naprawie powypadkowej
            przyjechal kiedys po mnie w sroku nocy po pracy. mielismy gdziesz jechac. ja
            caly dn. ukladalam kwestie, jak mu to powiedziec.. no i walnelam prosto z
            mostu, ze nie mozemy sie spotykac, bo TO NIE TO. mimo wszystkich jego zalet nie
            zaiskrzylo tak, jak sie spodziewalam, wiec sie rozstalismy. on do tej pory
            chyba nie jest swiadom moich wad, wiec rozstal sie ze mna w swiadomosci, ze
            chyba jestem prawie idealem (bo to, ze jestem impulsywna na pewno zauwazyl), :-
            ) to bylo mile i fajne przezycie... rozpisalam sie, ale tak mi sie skojarzylo z
            zaczepianiem obcych ludzi na miescie..

            pozdr.
            • anahella Re: zebralam sily i pisze:) 28.04.03, 02:17
              Gość portalu: anE napisał(a):

              > fajnie. moze masz taka urode nordycka?!

              Czarnej skory nie mam, burzy kreconych czarnych lokow tez nie, ani skosnych
              oczu ani wydatnego rzymskiego profilu:) Ale zeby od razu brac mnie za czysta
              rase nordycka?;)
    • muszek0 a ja swoją joplk ę pozna lem w biliotece 25.04.03, 09:57
    • lastka Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 10:02

      Poznaliśmy się w 4 klasie podstawówki, doszedł do nas jakiś nowy potem
      dłuuuuuugo, długo nic potem w 7 klasie zaiskrzyło trwało to do końca 8 klasy,
      mieszkaliśmy na jednym osiedlu i wieczorem machaliśmy z okien do siebie. Potem
      chwila przerwy ok 4 latek a potem wszystko wróciło ze zdwojona siłą i trwa do
      dziś a dziś jesteśmy już małżeństwem.
    • atlantis75 Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 10:41
      Poznaliśmy się w klubie studenckim :))) Poprosił mnie do
      tańca, ja odmówiłam, bo nie byłam w humorze. Nie
      zniechęcił się :) Przegadaliśmy całą noc. Gdy mojej
      przyjaciółce ukradli kurtkę (nowa skóra - prezent od ojca)
      on oddał jej swoją i odprowadził nas na drugi koniec
      miasta. Zaznaczam, że było mroźno :) Żeby nie było mu tak
      zimno pożyczyłam mu szalik. Potem on ten szalik musiał
      odnieść i tak się zaczęło :))))
    • Gość: Andrzej Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.03, 10:59
      Swoja poznalem w Niemczech na obrzezach duzej metropolii w willi. Stalem na
      antresoli a ona na dole siedziala w koleczku i czekala na dobermana. Skoczylem
      na nia z tego podwyzszenia bo zaden champion jej nie chcial. I od tamtej pory
      jest ze mna. Tzn. raz ze mna, a raz z moim rotwailerem.
      • drzazga1 Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 11:07
        Gość portalu: Andrzej napisał(a):

        > Swoja poznalem w Niemczech na obrzezach duzej metropolii w willi. Stalem na
        > antresoli a ona na dole siedziala w koleczku i czekala na dobermana.
        Skoczylem
        > na nia z tego podwyzszenia bo zaden champion jej nie chcial. I od tamtej pory
        > jest ze mna. Tzn. raz ze mna, a raz z moim rotwailerem.


        Ciekawie jak to bedzie z jej strony wyglądało... A właściwie z jego strony... A
        byłam pewna Andrzejku, że Ty panie wolisz;-)
        • Gość: Andrzej Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.03, 11:15
          Dlaczego z JEGO strony? Nie rozumiem:) To najprawdziwsza ONA, przeciez by na
          tranwestytow rodowodowych championów nie wypuszczali? Ale wieczorem zdejme jej
          bokserki i sprawdze.
          • szymanka Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 11:27
            Popłakałam się ze śmiechu :)))
      • Gość: an Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.chello.pl 25.04.03, 11:22
      • helaraja Re: Andrzej, 25.04.03, 11:37
        a jak na nią wołałeś? Negra czy 28? I po polsku czy niemiecku? A może trzeba
        było sprowadzić jakiegoś mniej rasowego pieska, to by się skusił:)
        • Gość: Andrzej Re: Andrzej, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.03, 11:41
          Moj rotwailer sie na nia skusza, ale wczesniej musze ja wysmarowac smalcem ze
          skwarkami. Wolam na nią "Prezeska".
          • helaraja Re: Andrzej, 25.04.03, 12:10
            Szkoda rotwailera! To miła rasa. A jak będą nierasowe szczeniaki? No chyba, że
            on wleje trochę "czystej" krwi (o rany, nie dosłownie!)
            • Gość: Andrzej Re: Andrzej, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.03, 12:13
              Ale ja mu wczesniej zawiazuje oczy.
              • helaraja Re: Andrzej, 25.04.03, 12:15
                :)))))))))))))))))))
    • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 18:06
      Zwyczajnie - na studiach. :)
      Wybrałam drugi fakultet - socjologię, okazało się, że studiują tam fajni
      ludzie, a szczególnie jeden taki. Niestety - był już od dawna zajęty. Ale nikt
      mi nie zabraniał przecież się z nim skumplować. :) Okazało się, że
      to "skumplowanie" w rzeczywistości albo było podrywaniem z mojej strony (choć
      starałam się tego nie robić), albo po prostu on mnie w tym czasie lepiej
      poznał - mieliśmy te same zainteresowania, podobny humor, umawialiśmy się do
      kina, wspólnie piliśmy piwo w knajpach. Nie miałam zamiaru rozbijać żadnego
      związku ani zaciągać go do łóżka - nic podobnego. Zaczęłam go nawet chyba
      trochę unikać, bo zaczął się rozwijać romans, a nie chciałam być "tą złą".
      Tylko że pewnego dnia sytuacja się załamała - on nie wytrzymał i powiedział mi,
      że się we mnie beznadziejnie zakochał, a ja... no cóż... on był tym, na którego
      całe życie czekałam.
      Tamten związek - jak się okazało, już mocno podupadły - poszedł oczywiście w
      drzazgi, co wywołało trochę burzę towarzyską (tego się obawiałam).
      Jednego jestem pewna - zachowałam się fair.
      Teraz - po 6 latach od tamtej chwili - on jest moim mężem (prawie dwa lata od
      ślubu) i nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego życia niż to u jego boku.
      • gwen_verdon Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 21:53
        Gratuluję szczęścia. Ale z tego,co piszesz- wcale nie byłaś fair.
        • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 26.04.03, 17:06
          gwen_verdon napisała:

          > Gratuluję szczęścia. Ale z tego,co piszesz- wcale nie byłaś fair.


          Nie no, jasne - powinnam wziąć całą odpowiedzialnośc na siebie. ;) Ja go
          uwiodłam, a on nie miał tu nic do powiedzenia, bo faceci przecież nie myśla i
          nie decydują. ;) heh.

          Pozwinnam jak mniszka zejść z oczu facetowi, który mi się podoba. Nie odzywać
          sie do niego, bo jeszcze zdradziłabym się z sympatią, jaka do niego czuję. ;)
          Kiedyś już nawet był taki okres w historii Europy, że kobiety były oskarżane
          za "omotanie" faceta, uwiedzienie samym wzrokiem itede. Potem kończyło się to
          na stosie. :))) Logika rozumowania ta sama - baba winna, spojrzała, a on się
          zakochał. :)
          • gwen_verdon Re: Historie Waszych znajomosci... 27.04.03, 22:34
            Agresywny ton Twojej wypowiedzi podpowiada mi ,że uderzyłam w czuły punkt :)
            Ale może masz rację- damska solidarność to w dzisiejszych czasach nie jest
            dobry sposób na życie. Pozdrawiam bardzo serdecznie, i życzę Ci,żeby kiedy Twój
            partner "spodoba się" jakiejś innej, jednak zeszła Ci z drogi.
            • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 28.04.03, 00:18
              Agresywny ton? :) Nie zauważyłam. A może pomyliło ci się z inteligentną ironią?
              Hmmm... :) Myslę, że bez sensu jest moja dyskusja o tym, bo widzę, że już masz
              swoje wyobrażenie mojej osoby. Nie widzę w tym sensu, żeby walczyć o swój
              wizerunek w twych oczach. Intuicyjnie czuję, że jest utrwalony wręcz
              betonowo. ;)
              Czuły punkt? Heh. Też przesadzone.
              A z tym zejściem z drogi - fakt. Lepiej, żeby zeszła. :) Jeśli moj mąż zejdzie
              z mojej drogi razem z nią - cóż. Będę cierpieć. Ale nie wierzę w taką sytuację
              (a on ie wierzy w identyczną, dotyczącą mojej zdrady) i na tym chyba polega
              nasze wzajemne zaufanie. :)))))
            • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 28.04.03, 00:25
              Ach - dwie rzeczy jeszcze :)))

              gwen_verdon napisała:

              > Ale może masz rację- damska solidarność to w dzisiejszych czasach nie jest
              > dobry sposób na życie.

              Ta sytuacja nie ma nic wspólnego z damską solidarnością, w którą wierzę i
              praktykuję. :) Zu-peł-nie mnie nie znasz niestety.

              życzę Ci,żeby kiedy Twój
              >
              > partner "spodoba się" jakiejś innej, jednak zeszła Ci z drogi.

              No i tu właśnie mamy problem - zdaje się, że jesteś kolejną osobą, która uważa,
              że mężczyźni są na tyle ograniczeni, że są bezwolnym narzędziem w rękach
              kobiet. I stąd twe skłonności, aby kwestie odpowiedzialności rozstrzygać
              jedynie na damskim gruncie. :))
              Pozdrawiam i polecam pod rozwagę ten głęboki temat.
    • pureangel Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 19:42
      snow.white napisała:

      > Gdzie sie poznaliscie z Waszymi drugimi polowkami? jak sie zaczela Wasza
      > milosc? jestem ciekawa,jakie miejsce jest najpopularniejsze ;))) pozdrawiam!!
      A co bolca szukasz???
      • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 20:05
        pureangel napisała:

        > snow.white napisała:
        >
        > > Gdzie sie poznaliscie z Waszymi drugimi polowkami? jak sie zaczela Wasza
        > > milosc? jestem ciekawa,jakie miejsce jest najpopularniejsze ;))) pozdrawia
        > m!!
        > A co bolca szukasz???


        Hmmm... a co to jest "bolec"? Jakaś taka niedoedukowana jestem ;)
        • Gość: .................. Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 25.04.03, 21:33
          Bolca kazdy chlop powinien posiadac, chociazby do bronowania.
          • daffne Re: Historie Waszych znajomosci... 25.04.03, 21:40
            Swoja druga polowke znalam z podworka zapierwszym razem dalam mu kosza , obrazil sie na 7 lat , pozniej pogodzila nas Jego dziewczyna.Po jakims czasie on zerwal z Nia ja ze swoim chlopakiem i tak juz jest :)))
            Pozdrowionka:)
            • Gość: .................. Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.dial.van1.sprint-canada.net 26.04.03, 01:42
              Mam nadzieje, ze on teraz zmadrzal i sie nie obraza. A moze Ty
              nie chcesz, zeby on sie obrazal? Trzymaj go krotko, niech wypelnia
              swoje obowiazki i to zawsze poslusznie.
            • Gość: anE Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.acn.waw.pl 26.04.03, 01:57
              .. jak w "ani z zielonego wzgorza", :-)))
              pozdr.
    • pilarka fajne te Wasze opowiesci:) 26.04.03, 12:17
    • cimcicha Re: Historie Waszych znajomosci... 27.04.03, 20:42
      Na spływie kajakowym. On-nowy chłopak mojej przyjaciółki, która akurat musiała
      wyjechać do rodziców za granicę. Do tej pory mam wyrzuty sumienia i już nie mam
      przyjaciółki. Ale mam wspaniała połówkę i cudowną ćwiartkę.
      • edysz Re: Historie Waszych znajomosci... 28.04.03, 09:52
        Ja i ON poznalismy sie przez Internet. Mialam uczyć się do egzaminu, ale mialam
        książek powyżej uszu, więc w poszukiwaniu rozrywki bawiłam się na czacie. Aż
        tu..bum..fajny facet, spoko się rozmawia..Umówiliśmy się na telefon, ale
        zadzwonic mial po tygodniu( po moim egzaminie). Nie robiłam sobie żadnych
        nadziei. Stwierdziłam, że pewnie myslał, że chcę go spławić. Ale ON
        zadzwonił , spotkaliśmy się i od tej poru jest super!
    • Gość: Kasia Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 19:52
      Poznaliśmy się w autobusie komunikacji miejskiej.Pztrzyliśmy na siebie
      ukradkiem,uśmiechaliśmy się.Wysiadłam na swoim przystanku a on wysiadł za
      mną.Jestem mu za to bardzo wdzięczna.
    • Gość: pom Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 21:54
      Tego jedynego spotkałam we Francji. To było 10 lat temu.
      Wyjechałam w ramach wymiany studenckiej, najpiejrw Greg przyjechał do mnie, w
      następnym roku ja do Grega. A że on musiał akurat załatwiać sobie pracę na
      wakacje, zostawił mnie pod opieką swojego kolegi... I kolega się mna
      zaopiekował.:) Powiedział, że najpierw zwrócił uwagę na myszkę na mojej
      łydce.:) Czyste szaleństwo, dzikość serca, wszystko co tylko....
      No i zaczęło się... 5 lat trasy Polska-Francja. Raz on, raz ja. Wszystkie
      wakacje, święta, kombinowane urlopy, ciułane pieniądze.

      Już nie jesteśmy razem. Niczego nie żałuję.
      • Gość: pom Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 28.04.03, 22:00
        Aha, jeszcze jedno, dla niego zerwałam zaręczyny po 5 letnim związku.
        I dobrze zrobiłam, tak uważam z perspektywy czasu. Tylko boję się, że już nigdy
        nikogo nie bedę umiałam tak kochać. Do tej pory, jak o Nim pisze, to mnie
        ściska i łzy się cisną...
        • doroszka Re: Historie Waszych znajomosci... 28.04.03, 22:29
          Gość portalu: pom napisał(a):

          > Aha, jeszcze jedno, dla niego zerwałam zaręczyny po 5 letnim związku.
          > I dobrze zrobiłam, tak uważam z perspektywy czasu. Tylko boję się, że już
          nigdy
          >
          > nikogo nie bedę umiałam tak kochać. Do tej pory, jak o Nim pisze, to mnie
          > ściska i łzy się cisną...


          Ale jazda! :))
          Fascynujące. Naprawdę. :)
    • Gość: moboj Re: Historie Waszych znajomosci... IP: *.magma-net.pl 29.04.03, 12:00
      to teraz ja ze swoją historią. ja i mój facet chodziliśmy 8 lat do jednej
      podstawówki, potem 4 lata do tego samego liceum. w podstawówce nawet zwróciłam
      na niego uwagę bo bardzo oryginalnie się ubierał.
      potem było liceum. kiedy byłam w 3 klasie nasza klasa (brzydkie powtórzenie,
      ale nie dało sie inaczej) postanowiła pojechać na wycieczkę. niestety było mało
      chętnych i wycieczka nie miała sensu. okazało się, że Jego klasa też
      postanowiła pojechać na wycieczkę, ale też im brakowało ludzi. no i nasza 3a i
      Jego 4b pojechały razem do Zakopanego. ulokowali nas w dwóch domach i On i jego
      kilku kolegów nocowało razem z naszą klasą w tym samym domu. jak to na
      wycieczkach: piwko, imprezy. Przemek mi się podobał, ale wiedziałam, ze ma
      dziewczynę, więc wiedziałam, ze nic z tego "podobania" nie będzie.
      rozmawialiśmy ze sobą kilka razy, razem zeszliśmy z Kasprowego, trochę
      tańczyliśmy na tych imprezach. podczas naszych rozmów okazało się, że mamy ze
      sobą bardzo wiele wspólnego, rozmawialiśmy ze sobą całą powrotną drogę do domu
      (a to jakieś 400 kilometrów).
      dojechaliśmy do domu, rozeszliśmy się każde w swoją stronę. codziennie
      widywaliśmy się w szkole. tydzień później okazało się, że dziewczyna, z którą
      był zdradzała go od kilku miesięcy, więc się rozstali.
      dokładnie 20 października 1995 roku odbyła się nasza pierwsza randka. od tametj
      pory minęło już prawie 8 lat, od 6 lat mieszkamy razem, jesteśmy bardzo
      szczęśliwi.
    • Gość: DaBo internet:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.04.03, 15:01
      poznalismy sie rok temu 28 kwietnia przez...czat:)
      gadalismy oboje z milionem osob ale nam gadalo sie -to zabrzmi banalnie ale
      tak bylo -zupelnie inaczej jak starzy znajomi:)mielismy takie same a chyab
      zadko spotykane poglady na swiat zycie itp to samo poczucie humoru i wogole
      idealnie:)ja wtedy z kims bylam a on byl po paru zawirowaniach:)
      w lipcu kontakt sie urwal na troche bo on wyjechal do szwecji i wtedy...bylo
      mi dziwnie pusto (mimo ze niby bylam w zwiazku z kim innym) czulam sie nei
      fair w stosunku do mojego partnera ale on wiedzial ze gadam via i ze mi sie
      podoba:)
      nie moglam sie doczekac az go spotkam i udalo mi sie go namowic zeby sie
      przelamal i spotkalismy sie 13 w piatek(wrzesnia):) bylo bajecznie!!!jeszcze
      czegos takiego nie czulam zupelnie jakbysmy byli ze soba zawsze tylko na
      chwilke sie rozstali i znow spotkali:)nawet nei myslalm ze cos takiego mi
      siemoze przytrafic !! poprostu od razu sie zakochalam i mi odbilo totalnie
      wiedzialm ze z nim bede i chce tego bardzo:) on na drugi dzien juz powiedzial
      ze mnei kocha a ja odrazu wiedzialm ze mowi prawde i to czulam:) szcerze to
      nei odpowiedzialm mu tego samego bo....nie zakonczylam amtego zwiazku i wogole
      mialm metlik w glowie a nei lubie nie dokonczonych spraw:)
      byl u mnie weekend a caly nastepy tydzien wisielismy na telefonie po 3h za
      jednym razem i tak kilka razy dziennie!!:)przyjechal znow na weekend a nawet
      zostal na pon. (ja mialm egzamin i na niego zaspalam alei tak nie maialam
      glowy :))nastepnego dnia wyslalm list do mojego bylego wszystko mu szczerze
      wyjasniajac i mysle ze sie tego spodziewal tyle ze nie tak nagle.
      i znow tydzien wiszenia na tel. a 27 wrzesnia juz jechalam (220km) do niego z
      rzeczami :) jakby mi ktos powiedzial ze zrobie cos takego to bym mu nie
      uwierzyla bo kto by pomyslal ze znajde swoja polowe wydawalo mi sie to
      absolutnie nie realne!!zeby mi tak odbilo ze w ciagu 2 tyg zmieniam cale swoje
      zycie!!??dla faceta??!!szok!!moja rodzinka przyjela to dzielnie chociaz byla
      zaskoczona i nie obylo sie oczywiscie bez lez i slow typu:"ale pamietaj jak
      bedzie cos nie tak to pakuj sie i wracaj " teraz mysle wybili to sobie
      szupelnie z glowy bo sami jak mnei widza sie dziwia ze ja sie tak zachowuje i
      ze bije ode mnei takie szczescie i...ze widza ze jestem SOBA!!to cudowne!!
      wczesniej z nikim nei mieszkalam wiec to bylo "rzucenie na gleboka wode"
      ale...nie myslalm nawet ze moze byc tak cudownie!!jest naprawde IDEALNIE!!
      dopoki go nei poznalam bylam przekonan ze nei wyjde za maz bo...nei znajde
      swojej duszyczki a nie chce brac slubu zeby brac bo trzeba albo wypada a w tym
      roku na sylwestra zgodzilam sie wyjsc za niego!!narazie wiedza tylko moi
      przyjaciele bo rodzinka to boje sie ze padnie:)nie zadne wesela koscioly i
      tlumy neiznanych ciotek tylko my przyjaciele i najblizsza rodzina:)25 osob
      cywilny i male przyjatko:)bo my to chcemy dla siebie a nei dla kogos!!!
      najchetniej to wogole bysmy sami uciekli gdzies do cieplych krajiow i tams ie
      pobrali ale....z drugiej strony chce moja mame tate dziadkow i cala reszte:)
      czuje ze naprawde zyje jak klade sie spac i budze obok niego:)
      nie bede wiecej pisac bo.....nie ma slow zeby to wyrazic:)


      pozdarwiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka