Dodaj do ulubionych

nie potrafię już kochać?

03.04.07, 08:31
Nie wiem czy to co przechodzimy z mężem to jakiś kryzys czy może już koniec,
ale sytuacja naprawdę mnie dobija. Jesteśmy małżeństwem ponad 2 lata, wiele
między nami było kłótni, krzywd ale zawsze jakoś sobie wybaczaliśmy i żyliśmy
dalej. Teraz coś się we mnie zablokowało, czuję tylko złość i
zniecierpliwienie, nie potrafię wzbudzić w sobie żadnych uczuć - stałam się
naprawdę momentami nie do życia i wcale nie jest mi z tym dobrze. To nie
jestem prawdziwa ja - stałam się okropna i czuję się z tym po prostu
strasznie. Próbowałam jakoś to naprawić ale nie potrafię, czuję taką
wewnętrzną próżnię, brak pozytywnych emocji, jedynie zniecierpliwienie mężem
i jego wadami. Czy da się jeszcze coś z tym zrobić? Czy to może początek
końca? :(
Obserwuj wątek
    • cieplyjanusz Re: nie potrafię już kochać? 03.04.07, 09:36
      This is the end
      Beautiful friend
      This is the end
      My only friend, the end

      Of our elaborate plans, the end
      Of everything that stands, the end
      No safety or surprise, the end
      I'll never look into your eyes...again


      .....
      ....
      ...
      ..
      .
    • nutopia Re: nie potrafię już kochać? 03.04.07, 12:43
      kryzys roku trzeciego
      powinno przejść
    • marmoladka33 nie poddawać się za wcześnie! 03.04.07, 12:47
      cóż można odpowiedzieć? pewnie sama dla siebie jesteś najlepszym doradcą - nie
      wiem, dlaczego "coś się zablokowało" - tzn. po jakimś jego wybryku? bo nie
      rokuje szans poprawy? a może jednak jakieś zewnętrzne Twoje problemy -
      nawarstwienie spraw w pracy, innych trudności - i wówczas wszystko
      przeszkadza... poza tym: przesilenie wiosenne, święta za pasem - to trudny i
      stresujący czas...
      z drugiej strony to może już trwać od dawna...

      co do mężowskich wad - każdy (KAŻDY) je ma, niestety, nikt nie jest ideałem... a
      za wysoko zawieszona poprzeczka może tylko zniechęcić, zatem pomyśl: a gdyby go
      nie było? gdyby w tej chwili coś się nieodwracalnego stało? (to pewnie okropna
      myśl, ale jaka trzeźwiąca - widać wówczas mnóstwo zalet tego niedocenianego)

      można Ci po prostu zalecić starą dobrą rozmowę, prośbę do męża o zwrócenie uwagi
      na Ciebie (i vice-versa) - no i realizację tego - pobycie ze sobą bez
      postronnych osób, bez włączania przeszkadzajek;)

      trzymaj się w każdym razie (i napisz może coś więcej?)
      • pinkjuice Re: nie poddawać się za wcześnie! 03.04.07, 13:37
        Witaj , ja miałam takie uczucie po tym jak mój mąż wyrzadzil mi ogromną krzywdę, nie chciałam dalej byc jego żoną ale w końcu postanowiłam dac mu szanse i spróbować odbudować nasze małżeństwo. Pamiętam ,że przed slubem też miewałam takie kryzysy ,że mój maz wydawal mi się taki beznadziejny jak flaki z olejem.Inne zwiazki niekiedy wydawały mi się atrakcyjniejsze, ale to bylo chwilowe,potem zazwyczaj okazywało się ,że w tych związkach mężczyżni też maja takie a nie inne wady ,że to co widzimy na zewnątrz to tylko opakowanie a w domu wychodzi na jaw ich prawdziwa natura. Wracając do tego uczucia ,że mąz wydaje ci sie obojetny to ja ostatnio próbuje inaczej spojrzeć na te sprawy:
        - wysłuchuje zwierzeń moich koleżanek ,które wcale nie mają lepiej (złudne domniemanie ,ze inni mają lepiej)
        - staram się mobilizować mojego meza do wprowadzania w życie jakiś pomysłów np. spontaniczny wypad w goy, wspólne przejaźdzki na rowerze,
        - staram się nie dostrzegać tylko jego wad
        - czasami wracam myślami do wspomnień (jak to było kiedy sie w nim zakochałam)
        - eliminuję rutnę z życia codziennego(to nie jest łatwe ale w 50% możliwe),
        - sprawiam sobie często przyjemność np. nowy ciuch badź biżuteria - to pomaga zabić ponure mysli
        - nie dopuszczaj do siebie myśli o rozwodzie bo zaczynasz sie z tym oswajać i łatwiej ci bedzie podjac taka decyzje,
        - zacznij o siebie bardziej dbać -wzbudzisz w nim zazdrość i zacznie się bardziej starać :)
        - za każdym razem jak podkusi cię ,że z innym byłoby lepiej przypomnij sobie jaki był kiedys twój mąż i pomyśl ,ze na poczatku każdy facet jest ok a potem sama wiesz... POWODZENIA
        • mandy2002 Re: nie poddawać się za wcześnie! 03.04.07, 14:55
          Najgorsze jest to, że mimo rozmów itd. cały czas stoimy w jednym punkcie.
          Czuję, że to jest z mojego powodu: nie wiem dlaczego, ale zupełnie straciłam
          cierpliwość. Tak wiem, każdy ma jakieś wady, inni nawet gorsze, jednak są
          rzeczy, które są dla mnie strasznie męczące i do tej pory sobie jakoś z nimi
          radziłam, ale wiecie... czas płynie a ja mam coraz mniej siły na to wszystko.
          Zaczynam myśleć, że źle się dobraliśmy, ja jestem typem kobiety, która woli jak
          jej mężczyzna wszystko organizuje, naprawia krany, albo załatwia hydraulika,
          który sam z siebie zaproponuje od czasu do czasu jakiś wypad itd. - niestety w
          naszym związku to ja zawsze pełniłam rolę organizatora wszystkiego - no zaczęło
          mnie to męczyć, tym bardziej, że jak ja zawodzę - to on nie potrafi mnie
          chociaż na chwilę odciążyć i zrobić coś samodzielnie - zresztą to nieistotne.
          Istotne jest to, że nie mam poczucia oparcia, że wydaje mi się, że to ja
          utrzymuję to wszystko na swoich barkach, czuwam nad wszystkim, organizuję
          randki, wyjazdy, rozrywki... i coraz częściej myślę że chciałabym aby ktoś
          porobił to za mnie, zaproponował cokolwiek nawet jeśli do końca to nie jest to
          co ja lubię najbardziej.
          Poza tym może ja nie umiem rozmawiać z ludźmi, ale mąż reaguje czasami
          strasznie agresywnie na to jak zwracam na coś uwagę, do tego dochodzi jego
          krzyk, czasami jakieś popchnięcie - to nie jest przemoc fizyczna o jakiej
          czytamy w gazetach,ale jakiś strach odczuwam.
          Nie mam siły z nim walczyć, tłumaczę mu, że się od siebie oddalamy, że nie
          powinno być tak, że on wraca 2-3 godzinki po mnie jak już ma ugotowane,
          posprzątane i zasiada do kompa do późnego wieczora, że przez to odzwyczajam się
          od niego i czuję jak "słomiana wdowa" ale to powoduje tylko tyle, że on siada
          na kanapie i mówi: "no to jestem" i na tym koniec, siedzi i czeka, aż będę go
          zabawiać - wydaje się śmieszne, ale jak powtarza się nagminnie to już takie nie
          jest.
          Poza tym ten brak czułości - możecie mnie wyśmiać, ale już zapomniałam jak to
          jest jak się z kimś całuje, buziak od czasu do czasu to wszystko co dostaję.
          Spytacie dlaczego mu tego nie powiem? Mówiłam i to nie raz, pamiętał najwyżej
          dwa dni a potem znowu to samo - nie mam już siły poraz kolejny prosić się o
          pocałunek, to dla mnie coraz bardziej przykre i trochę upokarzające. W końcu
          nie jestem jeszcze taka stara i brzydka, nie mamy jeszcze dzieci, mam dopiero
          26 lat i chyba jeszcze budzę zainteresowanie innych. Czy każdy tak ma? Czy to
          musi tak wyglądać? Wszyscy znajomi naokoło się rozwodzą, mają kochanków,
          zaczynają nowe związki, a ja naiwnie myślałam, że można inaczej.
          Najgorsza jest ta moja niechęć do niego, nie potrafię już być miła, nie
          potrafię go zabawiać, jestem opryskliwa i ranię go słowami, których nie
          potrafię powstrzymać, a w nocy płaczę jak patrzę kim się stałam :((
          Nie chciałabym się odrazu rozwodzić, ale popadamy w coraz większą frustrację i
          oddalamy coraz dalej -czuję, że trzeba zrobić coś radykalnego bo zwykle środki
          już nie pomagają - Jak wy sobie poradziliście z takim kryzysem? Z tym uczuciem
          pustki w sercu zamiast miłości?
          • marmoladka33 Re: nie poddawać się za wcześnie! 03.04.07, 15:36
            to, jak widać, trudna sprawa: pretensje są uzasadnione, partner nie przejawia
            większych chęci, by coś zmienić... można by powiedzieć, że to typowe dla
            mężczyzn, ale w sumie zasada wzajemności obowiązuje we wszelkich kontaktach

            czy był taki przed ślubem? jeśli tak, no to powinnaś wiedzieć na co się
            decydujesz... a jeśli nie? sprawiał dobre wrażenie, a z czasem zupełnie mu
            przeszło? to jest bardzo prawdopodobne - i z tym niewiele da się zrobić...

            czy zostawić go od razu? może na razie zajmij się sobą, wymyśl sobie coś miłego,
            może zastanowi go coś, oby, oby... (w końcu musi być w nim coś dobrego)
    • blueska3 Re: nie potrafię już kochać? 03.04.07, 16:02
      Nie przejmuj sie.. ja tez nie potrafie już kochac.. Dać radę trzeba :)
      powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka